Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Uniki szły mu zadziwiająco dobrze, ale pora najwyższa zrobić coś bardziej produktywnego. Nie może się wykończyć przez jakiś frajerski rozlew krwi. Odbił się od skał i rzucił w stronę wojownika, pazurami celował w oczy kocura.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
atak Szczerba: krytyczny > 11 * 1,5 = 17
atak Seby: krytyczny > 1 * 1,5 > 2
Najwyraźniej trzeba było trzymać się uników, bo ledwo staruszek przestał poświęcać sto procent swojej uwagi na wymykanie się spod szponów Nocnej Furii, pazury młodzika przejechały mu po chudej szyi zaraz pod blizną po borsuku, prędko dodając czerwonych tonów czekoladowemu futerku. Seba tymczasem zahaczył jednym pazurkiem o lewą brew Szczerba, zostawiając drobne zadrapanie.
Sebastian: lvl: 4 | S: 5 (10) | Zr: 3 (7) | Sz: 6 (13) | Zm: 4 (9) | HP: 35-17-1-1=16/65 | W: 55-2=53/65 obniżenie statystyk o 1/2 z racji wieku
pozostałe przerzuty: 1/3
rana 1 stopnia: rana cięta na prawym policzku, krwawi, -1hp do końca walki
rana 1 stopnia: płytkie, ale długie zadrapania wzdłuż kręgosłupa, krwawią, -1hp do końca walki
rana 2 stopnia: rana cięta pod gardłem, -3hp w kolejnej turze, -2hp do końca walki od kolejnej tury: obniżenie statystyk z racji spadku HP o 3/4
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nie poczekał, żeby ogarnąć sytuację, przemyśleć czy chociażby się wycofać. Był jak w amoku, więc nic dziwnego, że jedyne ruchy jakie wykonywał, to w kierunku przeciwnika. Teraz nie było inaczej. Skoczył, chcąc zębami uczepić się gardła orientala.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Otworzył szerzej oczy, a z jego pyska wyrwało się coś na wzór kaszlu.- Heh... Miałeś to zro- bić.. za pierwszym razem... Sfraje-rzyłeś. -Wyharczał ostatkami sił jakie jeszcze mu pozostały, po czym przełknął gorzko ślinę. Wiedział, że tego nie wygra, że najprawdopodobniej czeka go śmierć, ale mimo to nie zamierzał uciekać. Rzucił się w kierunku kocura, koślawo celując w jego oczy. Ponownie.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
atak Szczerba: słaby > 17 * 0,5 = 8
atak Seby: udany > 11
Szczerb nie myślał, po prostu wbił się przeciwnikowi w szyję zębami i trzymał. Mocarny Seba skorzystał z okazji i mając pysk Rzeczniaka tak blisko, nawet mimo opuszczających go sił, zdołał zostawić po sobie krwawą pamiątkę po lewej stronie pyska wojownika. Co prawda samo oko pozostawało nienaruszone, ale już skóra zarówno nad nim jak i pod nim szybko zabarwiła się czerwienią od pionowego cięcia przechodzącego przez łuk brwiowy i policzek Nocnej Furii. Niewiele później pieszczoch zemdlał od utraty krwi.
Nocna Furia: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 61-11=50/70 | W: 34-3=31/50
pozostałe przerzuty: 1/2
rana 0 stopnia: zadrapany nosek
rana 0 stopnia: wyrwany kłaczek z szyi
rana 0 stopnia: zadrapanie nad lewym okiem
rana 1 stopnia: pionowa rana cięta przez lewe oko, nienaruszająca samego oka, krwawi, -1hp od kolejnej tury do końca walki od następnej tury: spadek celności ze względu na spadek W o 1/3
Sebastian: lvl: 4 | S: 2 (10) | Zr: 1 (7) | Sz: 3 (13) | Zm: 2 (9) | HP: 16-1-1-3-8=3/65 | W: 53-2=51/65 obniżenie statystyk o 1/2 z racji wieku obniżenie statystyk o 1/2 z racji spadku HP o 3/4
pozostałe przerzuty: 1/3
rana 1 stopnia: rana cięta na prawym policzku, krwawi, -1hp do końca walki
rana 1 stopnia: płytkie, ale długie zadrapania wzdłuż kręgosłupa, krwawią, -1hp do końca walki
rana 2 stopnia: rana cięta pod gardłem, -3hp w tej turze, krwawi, -2hp do końca walki
rana 1 stopnia: ślady po zębach na gardle, krwawi, -1hp od kolejnej tury do końca walki [OMDLENIE]
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Jęknął kaszląc przeciągle, tak że czarny kocur mógł poczuć krople krwi spadające na swój pysk. Jeśli miał być szczery to nie bardzo zarejestrował moment zranienia wojownika, ale czuł jak coś spływa mu z pazurów. - Na-wet wykończyć... mnie nie... -Zakaszlał ponownie, a obraz przed jego oczami zaczął się załamywać. Wziął głęboki oddech krzywiąc się od bólu, jaki wywołał. To nie był czas na wyzywanie kocura, nie ważne jak bardzo tego chciał. Spojrzał przeciwnikowi prosto w oczy. Wyczuł to już wcześniej, rybi zapach, typowy dla Klanu Rzeki, który kiedyś nazywał domem.- Pozdrów Wiewiórczy Skok. -Wychrypiał, pozwalając sobie na przymknięcie powiek. Nie spodziewał się, że skończy w ten sposób, ale ta śmierć była bardziej warta niż odejście ze starości. Jak ostatni frajer. Wysilił się na coś na wzór cichego śmiechu, choć zapewne brzmiało to jak dziwne bulgotanie. Chwilę później stracił świadomość. Prawdopodobnie zwisał teraz bezwładnie w uścisku przeciwnika, na którego łaskę był teraz zdany.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Trzymał się kurczowo pieszczochowego gardła. Nie puszczał. Właściwie, to zacisnął nawet kły gdy ten zaczął coś mówić. Nie był pewien, czy kocur faktycznie mówił tak niewyraźnie, czy po prostu w uszach mu dzwoniło i zagłuszało rzeczywistość. Dotarły do niego ostatnie słowa orientala, obiły się kilka razy w mózgu, choć na tę chwilę wyparowały dość szybko, chowając się gdzieś w zakamarkach. Pewnie jeszcze wrócą.
Szczerbatek sapnął głośno, wpatrując się uważnie w omdlałego kota, wciąż trzymając zębami gardło. Choć tak bardzo odleciał myślami, że w rzeczywistości nawet nie czuł, czy aby na pewno cokolwiek ma w pysku.
Od omdlenia byłego Rzeczniaka do ostatniego uderzenia serca nie minęło dużo czasu. Jeśli marzył by zamiast odejść spokojnie we śnie, skonać wykrwawiając się i będąc przyduszanym przez zęby niezbyt inteligentnego podrostka to można powiedzieć, że spełniło się jego życzenie?
Nocna Furia: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 50-1=49/70 | W: 31-1=30/50 spadek celności ze względu na spadek W o 1/3
pozostałe przerzuty: 1/2
rana 0 stopnia: zadrapany nosek
rana 0 stopnia: wyrwany kłaczek z szyi
rana 0 stopnia: zadrapanie nad lewym okiem
rana 1 stopnia: pionowa rana cięta przez lewe oko, nienaruszająca samego oka, krwawi, -1hp do końca walki
Sebastian: lvl: 4 | S: 2 (10) | Zr: 1 (7) | Sz: 3 (13) | Zm: 2 (9) | HP: 3-1-1-2-1=mniej niż zero/65 | W: 51/65 obniżenie statystyk o 1/2 z racji wieku obniżenie statystyk o 1/2 z racji spadku HP o 3/4
pozostałe przerzuty: 1/3
rana 1 stopnia: rana cięta na prawym policzku, krwawi, -1hp do końca walki
rana 1 stopnia: płytkie, ale długie zadrapania wzdłuż kręgosłupa, krwawią, -1hp do końca walki
rana 2 stopnia: rana cięta pod gardłem, krwawi, -2hp do końca walki
rana 1 stopnia: ślady po zębach na gardle, krwawi, -1hp od kolejnej tury do końca walki [OMDLENIE] [ŚMIERĆ]
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Może i śmierć z łap niedorozwiniętego podrostka nie była definicją godności, ale wciąż uważał to za lepszy koniec niż śmierć ze starości. Uważał tak nawet teraz, gdy bez wyrazu wpatrywał się we własne ciało, spoczywające w uścisku czarnego kocura. Przynajmniej ten ostatni raz mógł poczuć jak budzi się w nim ostatnia namiastka wojownika, którym niegdyś był.
Oh, no tak teraz nadchodzi ten moment, kiedy wszystkie wspomnienia z życia przelatują mu przed oczami, a on sam żałuję tego, że nie wykorzystał go lepiej. Jednak nic bardziej mylnego. Owszem, nie uważał swojego żywota za najlepiej spędzone. Nie utrzymywał kontaktów z ojcem, matka zmarła dość wcześnie. Terminatorem został dość późno, wojwonikiem jeszcze później. Poza atakiem borsuka, jego życie było raczej nudne i przewidywalne, pozbawione jakiegokolwiek polotu. Nawet wtedy, gdy wyruszył do osiedla. Ale czy żałował czegokolwiek? Owszem, jednak nie opuszczenia Klanu, miejsca które zwał niegdyś domem, a tego że nigdy nie zdołał odnaleźć siostry. Była to jego największa porażka. Bał się wrócić do Klanu, nie dlatego że był stary, a dlatego że zapewne nie zastał by tam Fiołkowego Wzgórza. Tak samo teraz, bał się zawitać do Gwiezdnego Klanu w obawie, że i tam również jej nie będzie. Jednak jaki miał wybór? Raczej nie zrobił niczego, co sprowadziłoby na niego gniew Gwiezdnych.
Oderwał wzrok od karykaturalnych resztek, a przeniósł go na raczej dobrze wyglądającego kocura. Swojego zabójcę. Jak tak teraz o tym myślał to brzmiało to wręcz nierealnie. Zanim odejdzie, chciał zobaczyć reakcje młodocianego przestępcy. Strach, obrzydzenie, a może zimna obojętność? Gdy tylko zaspokoił swoją ciekawość nadszedł czas wyruszać. Na ostatnią podróż swojego (nie)życia.
//Zt.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Wypluł ze szczęk starczą szyję, pozwalając mu paść bezwładnie na ziemię. Oblizał dokładnie pysk, nie przejmując się, ile napłynęło mu już krwi do gardła. Zapomniał nawet o podłużnej ranie, biegnącej przez jego lewe oko, zapomniał o wyrwanej kępce sierści. Zupełnie, jakby poważna walka przed chwilą była tylko gorączkowym snem, skrytym za mgłą. Nie wydarzyła się. Przyszedł na skałki, wymienił kilka zdań z nieznajomym kocurem, urwał mu się film, a teraz leżał spokojnie ze śpiącym smacznie orientalem.
- Muszę ci przyznać, choć niechętnie, że jak na taką brzydką mordę i starczy wiek, to nawet że umiesz się ruszać - rzucił do martwego kota, wykładając się bokiem tuż przy nim. - Co prawda nie tak dobrze, jak ja. Ale nie przejmuj się, niewielu by miało ze mną szansę - wzruszył beznamiętnie barkami, wylizując łapy z kropel krwi.
W spokoju odpoczywał po bitwie przez minutkę. Potem dwie. Potem trzy. Brązowowłosy wciąż się nie budził. Ale przecież spał, prawda?
- Ale się nie obrażaj od razu, hm? Jestem Nocna Furia, o. Przegrałeś to teraz cię zaszczycę swoim imieniem, haha - uśmiechnął się, choć końcówka ogona nerwowo kiwała się w powietrzu. Coś było bardzo nie tak. Nieporuszająca się klatka piersiowa była, owszem, niepokojąca. Nieprzymknięte oczy i dużo utraconej krwi również wskazywały na dość posępny rezultat wcześniejszej walki. Ale przecież Szczerbatek nie był mordercą. Pewnie, mógłby, gdyby chciał. Ale nie chciał. Był doskonały w walce, jeszcze lepszy w polowaniach, patrolach, wszystkich zadaniach, jakie mu zlecono. Był pomysłowy, niedościgniony, odważny, piękny. Nerwy ze stali, mięśnie z tytanu. Ale mimo wszystko, nie chciał, żeby się go bano. Nie chciał być wyrzutkiem, czarną owcą. Morderstwo nigdy jednak nie było odbierane dobrze, szczególnie starych bezbronnych samotników. I z tego doskonale zdawał sobie sprawę.
Umysł podpowiadał mu najgorszy możliwy scenariusz. Po raz kolejny szarpnął nerwowo ogonem, aż podniósł się na równe łapy, podchodząc niepewnie do truchła. Trącił pieszczocha łapą w nogę, następnie nosem w szyję, którą jeszcze tak niedawno trzymał łapczywie w kłach. Niestety, umysł miał rację, czego Szczerbate serce nie chciało pojąć. Mówienie do niego dawało mu jeszcze wątłą nadzieję, że jednak żyje. Zgrywa się, przysnął, udaje. Problem w tym, że nie. Ostatni dech wydał jeszcze w śmiertelnym uścisku czarnych szczęk, a Furia, czy tego chciał czy nie, stał się mordercą.
Wtedy dopiero dotarły do niego słowa, które wypowiedział starzec, zanim umarł. Pozdrowienie Wiewiórczego Skoku było przerażające z prostej przyczyny - znał rzeczniaczkę, a to oznacza, że może i on w przeszłości pochodził z jego Klanu. Był to ostateczny gwóźdź do trumny Nocy. Nie mógł wrócić w takim stanie do Rzeki. Nie mógł spojrzeć w oczy własnej matki czy wuja i przyznać, że zabił. Wtedy nawet nie było mu żal orientala, a teraz ze smutkiem patrzył na ciało bez duszy. Przynajmniej przez chwilę, bo dość szybko doszły do niego paniczne wymioty, które wyjątkowo udało mu się skierować niedaleko już wystarczająco zbezczeszczonego ciała.
- Nie…nieee….nie nie - wypluł z siebie przerażony głos, odwracając kompletnie wzrok od kota. Miał ochotę go przytulić, wylizać, obiecać że będzie dobrze, wyjdzie z tego. Bardzo chciał mieć te ostatki nadziei, że nagle brązowy otworzy oczy i coś powie. Zwyzywa go nawet, poprosi o zaprowadzenie do medyka. Może i Rybołów była już cięta na Szczerbatka, ale na pewno nie odmówiłaby pomocy poharatanej ofierze.
Kocur się nie budził, a Furia zastygł z nisko zawieszonym łbem, próbując nie zwymiotować po raz kolejny.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka, szalonym zrządzeniem losu, napotyka obrazek niekomfortowo znajomy. Intensywny smród krwi wywraca jej wnętrzności do góry nogami, miesza się z rybim zapaszkiem, który, uwaga uwaga, również nie przywodzi pozytywnych wspomnień. Wszystko sprowadza się do pechowego nieporozumienia gdzieś na siedlisku dwunogów i lewa łapa już zaczyna ją swędzieć, ma ochotę unieść ją i przejechać po niej kilka razy językiem.
Ale obrazek przed nią nie dotyczy jej. To nie ona stoi nad zwłokami tylko jakiś obcy typ, to nie ona ma krew na łapach tylko...
– Zabiłeś go. – stwierdza krótko, zatrzymując się sus od obcego. Używając czekoladowego trupa jako bariery między nimi. Spryt, ok.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Co - wydukał w eter. Przez chwilę był szczerze przekonany, że stwierdzenie dochodziło z wnętrza jego własnej głowy. Nawet by się nie zdziwił, ostatnie kilka minut było bardzo intensywne, a trybiki w mózgu pracowały tak szybko, jak jeszcze nigdy, częściowo się przepalając. Dlatego też głos inny, niż ten który towarzyszył mu zazwyczaj, nie był prowodyrem nagłego odskoku w miejscu. Był nim widok obcej kotki, której by raczej nie zauważył, gdyby wcześniej nie mignęło mu cokolwiek w kąciku oka. Początkowo wziął ją za ducha, ale dość szybko połączył kropki, że niestety samotniczka jest bardzo prawdziwa i równie prawdziwie go ocenia. - Nie, nie - zaczął, cofając się o krok lub dwa. - To był wypadek....ja nie chciałem - zapewnił, robiąc wszystko, by patrzeć się tylko na szarą koteczkę, byle tylko nie zrzucić wzroku na martwego kocura.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Strzepuje z irytacją ogonem, bo typ z niej próbuje zrobić idiotkę. A głupia nie jest, widzi co tu się musiało zadziać!! Sytuacja jest nietęga, bo jej żołądek dzielnie ćwiczy wszelkie odmiany przewrotów ilekroć Brzózka bierze kolejny wdech mdłego powietrza. Wspomnienia wracają tłumnie, a logika średnio sobie radzi z wypraszaniem niechcianych gości. Szara siada i zaczyna czyścić lewą łapę z krwi srebrnego kocura.
– Nie chciałeś. Ale zabiłeś. – naciska dalej, chociaż nie odnajduje żadnej radości we wbijaniu drzazg nieznajomemu. Sytuacja uderza zbyt blisko jej własnej, a ona nie chce drążyć bezsensownych dyskusji. Ciekawi ją co innego. – Co teraz zrobisz.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nie chciałem... - powtórzył. Szczerze, nie był w stanie nawet myśleć, co zaszło w jego głowie podczas walki. I dlaczego skończyło się tak, a nie inaczej. A mógł sobie odpuścić, mógł uznać, że nie będzie tracić czasu na starca. Problem w tym, że czasu nie cofnie. - Nie wiem - przyznał, kładąc płasko uszy po czaszce. - Nie mam pojęcia... - głęboki wdech, wciąż omijanie wzrokiem truchła. - Nie mogę wrócić do domu...I tak...I tak mnie pewnie wypędzą...Nie mogę powiedzieć mamie...ani ojcu, ani wujkowi...Szpon by zrozumiał - zamyślił się. To wciąż nie było satysfakcjonujące rozwiązanie. Prędzej czy później ktoś zapyta. Albo zauważy, jak niewyspany chodzi, dręczony koszmarami i bezsennością. - Muszę zniknąć, muszę...zrobić coś...Zresztą, jakie ja mam opcje? Co mogę zrobić? - zapytał, chociaż ciężko stwierdzić, czy oczekiwał odpowiedzi. Bardziej chciał poklepania po główce i powiedzenia, że to wszystko to tylko zły sen.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Poniekąd mogą zbić ze sobą piątkę, chociaż zabójstwo wciąż nie jest największym przewinieniem Brzózki – wyżej znajduje się nieznalezienie przyjaciółki (i zniknięcie bez słowa z Klanu, które się z tym wiąże). Więc szara odczuwa jakieś... coś względem obcego. Współczucie? Zrozumienie? Nie ma pojęcia, nie wnika w to za bardzo.
– Możesz pozbyć się ciała. Tak by nikt go nie znalazł. – zastanawia się głośno, szukając najlepszej metody. Bingo. Przenosi śmiertelnie poważne spojrzenie na pomarańczowe oczy kocura. – Zjedz go. Kości rzuć psom i nie mów nikomu co tu zaszło.
Plan idealny, w ten sposób na pewno uda się zatuszować morderstwo, nie? Istnieje też druga możliwość, jak sam zauważył.
– Albo uciekaj. I nigdy nie wracaj.