Logo Artemidy
Wyprawa poszukiwawczo-ratunkowa Mruczącego Gardła
#1
O takich jak on z czasem się zapominało. Był to proces całkowicie naturalny i samoczynny; dużo łatwiej i przyjemniej opowiadało się o bohaterach, wielkich wojownikach, którzy zginęli heroicznie broniąc Klanu. Nie o takich, którzy zostali wygnani, bo nie potrafili zaakceptować wad swojej przywódczyni. Słowo przywódcy jest prawem; tak mówi Kodeks, który sama wbijała mu do głowy.
Nie o takich, którzy zawiedli swojego... przyjaciela, skazując go na śmierć, bo zachciało im się pozwiedzać odległe tereny, podczas gdy on wyruszył go szukać, a był za malutki by poradzić sobie sam. Nie o takich, którzy nie byli przy swoim przyszywanym mentorze, gdy ten umierał, chociaż obiecał że będzie. Nie o takich, którzy należąc jeszcze do Klanu nienawidzili jego członków, którzy nie narodzili się w lesie.
Mruczące Gardło jednak wiele widział i wiele przeżył. Gdyby ktoś obserwowałby go teraz, jak kroczył miękko wśród poszycia leśnego, zauważyłby wiele nowych blizn, zdobiących jego i tak już poharataną mordkę, uszy, grzbiet i boki. Zauważyłby też, że jeszcze bardziej urósł, odkąd ostatnio widziano go w okolicach czterech Klanów, a było to ostatniej Pory Nowych Liści; mógłby wręcz uchodzić za jednego z największych kotów w Klanach. No, może nie do końca w Klanach - w końcu był samotnikiem. Bure, ciemne futro nadal było gęste i puszyste, chociaż nieco matowe, a pod spodem można było zauważyć zarys żeber: znaki, które pozostawił na nim brak zwierzyny charakterystyczny Porze Nagich Drzew. Ale każdy, kto znał go wcześniej, poznałby błysk w złotych oczach, głęboki głos i szerokie barki samotnika.
Żył. I miał się całkiem dobrze. A teraz wracał do domu.
Miał ochotę śmiać się w głos z samego siebie, że zrozumienie tak prostych rzeczy zajęło mu ponad połowę swojego życia. Króliczek nigdy nie chciałby, żeby karał się za swoje postępowanie, zabraniając sobie wrócić do tego, za czym najbardziej tęsknił - do Klanu Cienia. Jasny Poranek z pewnością też. Mówili mu to wprost: Wracaj do domu, Mruczący, ale najwyraźniej miał za grubą czaszkę, żeby mogło się to przebić do jego umysłu. Przywódca Klanu Cienia powiedział mu to samo. Był takim egoistą; nawet śmierć obu najbliższych mu przyjaciół nie pomogła mu zrozumieć oczywistości.
A może mimo wszystko musiał odbyć swoje wygnanie i przejść przez to wszystko, by to w pełni zrozumieć i otworzyć oczy. Przeszłości nie dało się zmienić, zatem zostało mu jedyne rozwiązanie - wybaczyć samemu sobie i w końcu przestać żyć błędami swojej przeszłości. Każdy popełnia błędy, ale chyba trzeba być Mruczącym Gardłem, żeby roztrząsać je przez całe swoje życie, będąc ślepym na możliwości ich naprawienia.
Dlatego wracał do domu. Jedyny problem był taki, że domu już nie było.
Już z daleka słyszał okropny warkot potworów Dwunogów, a gdy po jakimś czasie podszedł bliżej, mógł zobaczyć ich żółte, sięgające w niebo łapy, co chwilę grzebiące w ziemi bądź chwytające ogromne pnie drzew - drzew, które zostały ścięte. Patrzył na tę scenę z przerażeniem, rozpoznając jeszcze, że w tym miejscu znajdował się fragment ziem Klanu Cienia. Zdjęty okropnym przeczuciem, pobiegł prosto do obozu, ignorując zasady mówiące że samotnikom nie wolno wkraczać za granicę, a co dopiero do obozu. Czuł, że nie ma już ani granic, ani starych zasad, i okropne przeczucie potwierdziły się, gdy zastał obóz opustoszały.
Serce ścisnęło mu się na ten widok, zarówno dlatego, że cały Klan Cienia po prostu zniknął, jak i dlatego, że natychmiast stanęły mu tuż przed oczami dawno wspomnienia. Oto skała, z której przemawiała Żądlący Język - niemal mógł zobaczyć jej rdzawą sylwetkę i usłyszeć donośny głos. Oto jaskinia Jasnego Poranka. Zawahał się chwilę, zanim do niej wszedł, ale w końcu wsunął się do środka, ostrożnie, jakby nieuważnym krokiem czy ruchem ogona mógł coś zniszczyć; może tę ciszę, która tak nienaturalnie zaległa w obozie. Wciąż mógł poczuć w powietrzu nikły zapach ziół, którym zawsze pachniał ślepy medyk, i od znajomej woni, której tak dawno nie czuł, aż zwilgotniały mu oczy. Nie omieszkał zajrzeć również do kociarni i do legowiska, w którym nocował jako terminator. O, a tutaj Fiołkowy Pąk pewnej nocy opowiadał mu i jego siostrom o Gwiezdnym Klanie...
Gdzie jesteście?
Udał się na granice terytoriów, które, sądząc po zapachu, już od dłuższego czasu nie były odnawiane, chociaż wciąż można było je wyczuć. Woń pozostałych Klanów była tak samo zwietrzała, jak Klanu Cienia, musiały więc zniknąć w podobnym czasie. Przebiegł się krótko po terenach Klanu Rzeki - zabawne, że kiedyś tyle by dał, by móc to zrobić, a teraz był skupiony jedynie na wyłapaniu jakichś śladów, przepełniony coraz szybciej rosnącym niepokojem. Nic. Cały czas tylko ten zwietrzały już zapach. Nietrudno było się domyśleć, że miało to jakiś związek z panoszącymi się coraz bardziej potworami, ale ciężko było mu uwierzyć, że wszystkie cztery Klany mogły tak po prostu wyparować. Dokąd mogły pójść? Za Wielką Wodę? Oczywiście, że nie. Ale tutaj nie mógł się niczego dowiedzieć, a zatem jedynym słusznym krokiem było udanie się na Osiedle Dwunogów. Jeśli i tam nie znajdzie żadnych oznak życia, to chyba zacznie się poważnie martwić.
Ciężko byłoby przekraść się obok ryczących, chwytających niebo potworów, dlatego nadłożył trochę drogi by je ominąć, chociaż ich warkot i tak mało nie rozsadził mu uszu. Dopiero gdy uznał, że jest bezpiecznie od nich oddalony, pokazał się w pełnej krasie i wyszedł na ulicę, węsząc, nasłuchując i lustrując płoty okalające Gniazda Dwunogów. Zawsze było tutaj pełno samotników czy pieszczoszków, które czasami zapuszczały się na granicę, więc może słyszały coś o tajemniczym zniknięciu Czterech Klanów. Zawsze warto zapytać, zwłaszcza że tylko tutaj miał szansę złapać jakikolwiek trop. Mruczące Gardło jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś tutaj bardzo nie gra, a niepokój i podejrzliwość ciągle żarzyły mu się w piersi, jak tonące w Wielkiej Wodzie, czerwone słońce.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Czas niestety nie był obecnie sprzymierzeńcem Mruczącego Gardła, ale w końcu posiadał język w gębie, a jak się mówi – koniec języka za przewodnika. Miał zatem szansę dostać się w miejsce, w którym obecnie przebywały cztery Klany. Musiał tylko pozostać uważny, nie popadać w panikę i wytrwale dążyć przed siebie, by już nigdy nie zatrzymać się w miejscu. Gdyby tylko skoncentrował się na swoich odczuciach, na tym, co działo się tuż przy nim, być może zorientowałby się, że nie jest taki całkiem sam. Że ktoś go prowadzi, nakierunkowuje, rzuca jakieś szepty. Być może nawet ten ktoś przypomniał mu, by szukał właśnie pomocy u samotników i pieszczochów, jakich napotka na swojej drodze. Najpierw jednak, co było najważniejsze, musiał przebyć Grzmiącą Ścieżkę. Nie było to wcale bezpieczne, wszystko przez huk, jakie wydawały jeżdżące po dawnych ziemiach Klanów potwory. Czy na pewno żaden z nich nie kierował się ku niemu? Całe szczęście koparki miały to do siebie, że poruszały się dość wolno, więc kocur bez większych problemów przedostał się w miejsce, gdzie zaczynały się pierwsze zabudowania. Na razie, trzeba przyznać, miał szczęście.
W powietrzu unosiło się wiele różnych woni i zapachów, nie zawsze przyjemnych, ale nie było tutaj śladu po Klanach. Nic. Nawet odrobiny ich zapachu, jakby nigdy tędy nie przechodzili i taka też była prawda. Mruczący odbił bowiem nazbyt na prawo w swojej szaleńczej pogoni za dawnym światem i trafił w miejsce, na którym łapy żadnego klanowego kota nie postały. Przynajmniej teraz, bo w końcu ich wycieczki czasem się zdarzały. Musiał więc szybko odszukać kogoś, kto powie mu, dokąd powinien się udać, żeby przypadkiem nie zaczął niepotrzebnie błądzić.
Na kamiennym płocie jednej z posesji leżała szylkretowa kotka, która wypatrywała wyraźnie kogoś na ogrodzie. Niósł się z niego zapach innego kota, a może nawet kotów, więc w pewnym sensie Mruczący miał szczęście. Albo i nie, bo w końcu nigdy nic nie wiadomo. Czy oni w ogóle będą chętni do tego, żeby z nim rozmawiać? Musiał chyba jednak spróbować, jeśli chciał się czegokolwiek dowiedzieć. I musiał się pospieszyć, bo zaczynał wiać wiatr niosący ze sobą wyraźny zapach deszczu.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Samotnik być może faktycznie był zbyt zaaferowany poszukiwaniami, by zauważyć delikatne, ledwo wyczuwalne wskazówki, ale gdyby o nich wiedział na pewno ogromne podniosłoby go to na duchu. Być może nawet rozpoznałby głos swojego mentora, medyka, który był mu ojcem bardziej niż prawdziwy ojciec, ale jak na razie jego myśli zaprzątały zaginione Klany i nie rozpraszał swojej uwagi. Wystarczyło, że podświadomie je usłyszał, i może to właśnie dlatego poczuł nagły, niespodziewany przypływ nadziei?
Po udanej przeprawie obok potworów Dwunogów i przez Grzmiącą Ścieżkę, przez którą pędziło ich jeszcze więcej, znalazł się na Osiedlu i po kilku chwilach dostrzegł potencjalną rozmówczynię, puszystą szylkretkę z miękkim, wypielęgnowanym futerkiem, tak kontrastującym z jego szorstką, matową sierścią. Przystanął na chwilę, zastanawiając się, jak podejść do kotki by jej nie przestraszyć. Nie wyglądał w końcu na misia, którego nic tylko przytulać - jego wielka postura, poszarpane uszy i pobliźniony pyszczek dawały zgoła odmienne wrażenie.
- Przepraszam! - zawołał z oddali, i dopiero gdy kotka go zauważyła zaryzykował podejście bliżej. Tylko o parę kroków, by nie musieć krzyczeć, nie więcej - nie chciał, by pieszczoszka uciekła z powrotem do gniazda. Mogła mieć cenne informacje, których teraz potrzebował najbardziej. - Przepraszam - powtórzył już ciszej, spokojnym głosem i spróbował uśmiechnąć się do szylkretki. - Nazywam się Mruczące Gardło. Szukam bardzo dużej grupy kotów pochodzących z lasu - wyjaśnił, machnąwszy ogonem w jego stronę. - Nazywają siebie Klanami, wojownikami. Czasami niektórzy z nich zapuszczali się na Osiedle. Być może wędrowali tędy jakiś czas temu. Wiesz coś na ten temat? To bardzo ważne.
Klany niekoniecznie musiały przechodzić przez Osiedle - równie dobrze mogły udać się na południe, bądź na wschód, ale kompletnie ominąć te okolice. Szukanie jednak jakiegoś samotnika poza Osiedlem byłoby jak szukanie igły w stogu siana i prawdopodobnie tylko zmarnowałby czas, a koty żyjące tutaj znajdowały się najbliżej terenów Klanu Cienia. Jeśli nie ona, to może ktoś inny będzie coś wiedział, a Mruczące Gardło nie zamierzał się poddawać, choćby miał zginąć.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Gdyby Mruczące Gardło po prostu podszedł do kocicy, z całą pewnością przestraszyłby ją w takim samym stopniu, jak teraz. Szylkretka jedynie pozowała na taką wspaniałą i niezależną, która góruje nad innymi, ale tak naprawdę była dość strachliwym pieszczochem, który robił wielkie oczy na widok obcych kotów. Tych dzikich. Dla niej nie było w nich niczego pociągającego – śmierdziały, były brudne i obszarpane, za grosz w nich finezji, czy czegokolwiek takiego. W każdym razie kiedy kocur się odezwał, kocica podskoczyła jak oparzona, zsunęła się z murka i stanęła przy metalowej części ogrodzenia kuląc się, jakby zobaczyła upiora. Właśnie wtedy z ogrodu Dwunogów do Mruczącego doleciały starcze chichoty produkowane przez wiekowego kocura. Jednostka ta w oczach dzikich kotów uchodziłaby pewnie za kogoś nieśmiertelnego, pieszczoch przeżył bowiem tak wiele obiegów pór roku, iż przeżył najstarszych z nich i nadal jeszcze miał siły, by zadawać się z innymi, chadzać na spacery po swoim ogrodzie i przepędzać nieproszonych gości. Na starość jednak stał się nieco bardziej uprzejmy, toteż słysząc wołanie dzikiego kocura, widząc reakcję kocicy i nastawiając przygłuche już uszy zdołał mniej więcej zrozumieć, co się tutaj dzieje.
- Smarkacze! A tak mi tutaj podskakujesz, co ty nie umiesz i czego się nie boisz. Idź do domu, Nana, bo cię tam brakuje – rzucił donośnie starczy głos, a potem Mruczący dostrzegł kocią mordkę – błękitną, pokrytą miejscami siwizną, pod brodą której znajdowała się dziwna, wielka obróżka wydająca z siebie dość irytujące pikanie. – Podejdź tu, kociaku, ledwo cię słyszę. Tylko nie próbuj zajmować mojego miejsca! Bo ci pokażę, że mam jeszcze ostre zęby! O co ty tam pytasz? O jakieś koty z… skąd? Z głazu? – dodał jeszcze kocur strzygąc lekko uszami. Był najwyraźniej rasowym pieszczochem uwięzionym w olbrzymim ogrodzie. Nie wydawał się jednak być nieszczęśliwy, wręcz przeciwnie, zachowywał się, jakby jego królestwo w pełni mu odpowiadało. Nana zaś zdawała się być tak przerażona, jakby zaraz miała się posikać, a wyraz jej mordki wskazywał na obrzydzenie.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Widząc reakcję pieszczoszki kocur westchnął. No tak, czego innego on się spodziewał? Nie liczył chyba na to, że czarującym uśmiechem nadrobi wszelkie braki w urodzie i gracji, nie wspominając już o tym, że ten uśmiech wcale nie był tak czarujący jak miał być w zamiarze? Mruczące Gardło machnął ze zniecierpliwieniem końcówką ogona i już otworzył pyszczek, by zawołać jakieś "Halooo?" w stronę oniemiałej kotki, ale w tej chwili zza kamiennego płotu usłyszał niepokojąco głośny żabi rechot. Samotnik już miał zamiar minąć spetryfikowaną szylkretkę i zajrzeć za ogrodzenie, by na własne oczy zobaczyć przedziwne stworzenie które wydaje takie dźwięki, zrozumiał jednak swój błąd, gdy żaba postanowiła się odezwać.
A nawet nie tylko odezwać, ale nawet wystawić łeb zza płotu i przemówić do Mruczącego. Kocur nieco się zdziwił, bo ujrzał kota tak starego, że musiał chyba urodzić się jeszcze zanim powstały cztery klany. Nie uszło jego uwadze, że staruszek miał na szyi obrożę wydającą z siebie irytujące dźwięki, chociaż domyślił się już wcześniej że ma do czynienia z kolejnym pieszczoszkiem. I dobrze - właśnie ich szukał, chociaż nie był pewien czy przygłuchy dziadek zauważyłby, gdyby wszystkie Klany przeszły prosto przez jego ogródek.
- Z LA-SU - powtórzył głośno, powoli i dobitnie. Głaz to ty masz zamiast mózgu, dziadku. - Przepraszam, nie chciałem przestraszyć twojej przyjaciółki - dodał jeszcze, posyłając Nanie krótkie spojrzenie. Kotka miała minę, jakby Mruczące Gardło był chodzącym lisim bobkiem, który miał czelność podrażnić jej delikatny węch. - Nie zamierzam zajmować twojego miejsca, staruszku. Szukam bardzo dużej grupy kotów, która mogła tędy przechodzić jakiś czas temu.
No, trzeba przyznać że nie rokowało to dobrze na wyprawę samotnika - najpierw pieszczoszka, która tak się obrzydziła jego widokiem że straciła mowę, a potem stary jak świat dziadziuś, który ledwo słyszy. Ale kto wie, może Gwiezdny Klan postanowił zaskoczyć burego samotnika i to właśnie ten pieszczoch okaże się znać jakieś bardzo ważne szczegóły, które powiedzą mu, dokąd iść dalej?
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Może i Mruczącemu wydawało się, że stary kot jest zbyt wiekowy, by coś mu powiedzieć, ale prawda była taka, że koci senior był jedynie nieznacznie przygłuchy. Poza tym widział i wiedział dostatecznie dużo, żeby powiedzieć młodzikowi to, czy tamto. Prawdą było, że urodził się bardzo, ale to bardzo dawno temu, być może za czasów wielkiego pożaru, a może jeszcze wcześniej, trudno powiedzieć. Ponieważ miał jednak wspaniałych opiekunów i doskonałą pomoc weterynaryjną, radził sobie doskonale, chociaż oczywiście, jego czas zbliżał się do końca. W jego odczuciu jednak osiemdziesięcio księżycowy kot był jeszcze niemalże oseskiem, który nie zdaje sobie sprawy z niektórych rzeczy. Na dokładkę zachował się właśnie iście niekulturalnie, co staruszek skwitował kolejnym żabim rechotem i mało przychylnym błyskiem w zielonkawych ślepiach.
- Nie musisz krzyczeć, synku. Jestem tylko trochę przygłuchy – skwitował to niczym jakiś stary leśniczy, czy ktoś taki, a potem majtnął lekko ogonem i wspiął się na ozdobny kamień, który Dwunożni ustawili w pobliżu ogrodzenia. Teraz widać było, że jest to kocur rasy rosyjskiej niebieskiej, o futrze pokrywającym się siwizną, dość duży i dobrze odżywiony, do tego bez wątpienia władczy i gdyby nie jego starczy głos, mógłby uchodzić za silniejszego, niż był. – Pytasz o te koty, które śmierdzą na cztery różne sposoby? Czasami się tutaj zapuszczali. Słyszałem, że opuścili ziemie za drogą i się nie dziwię, mnie też się nie podoba, jak ludzie kopią w mojej ziemi. Nie szli tędy, ale Nana może ci pokazać, którędy przebiegała ich droga. Albo lepiej Serafina, ona przynajmniej nie boi się własnego cienia, ha. To jak synku, chcesz coś jeszcze wiedzieć? – dodał siadając wygodnie i faktycznie było w nim coś, co przywodziło na myśl Gwiazdę, a może i samego Gwiezdnego, który postanowił przybyć tutaj i pokazać się z jak najlepszej strony.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Nie skomentował kolejnego rechotu staruszka ani jego odpowiedzi, a jedynie patrzył, jak ten powoli wspina się na ozdobny kamień. Miał ochotę krzyknąć "gadaj wszystko co wiesz i to natychmiast!!", ale wiedział, że takim ponagleniem nic nie zdziała, dlatego tylko obserwował kocura nagląco. Nana, która nadal nie odezwała się ani słowem, przestała go w tej chwili obchodzić i niemalże zapomniał o jej istnieniu. Liczyły się tylko informacje, które być może posiadał niebieski kocur, który, nota bene, okazał się być znacznie większy i... dostojny, jeśli można tak powiedzieć o pieszczoszku, niż spodziewał się Mruczące Gardło. Gdyby nie ta pikająca obróżka i sędziwy wiek, którego żaden z leśnych kotów raczej nie miał zbyt wielkiej szansy dożyć, mógłby uchodzić za byłego kota z Klanów.
Nie odpowiedział również na wzmiankę o "śmierdzeniu" - po części dlatego, że rozumiał, w końcu Dwunogi dla niego śmierdziały równie okropnie, co dla pieszczoszków on, a po części dlatego, że to, co powiedział dalej, było o wiele ważniejsze. Czyli Klany rzeczywiście opuściły swoje terytoria, i wszystko potwierdzało przypuszczenia Mruczącego - że chodziło o ziemie niszczone przed Dwunogi. I nawet miał możliwość dowiedzieć się, którędy i dokąd poszły! Uniósł z entuzjazmem uszy, a jego oczy zabłyszczały nową energią.
- Tak, byłbym bardzo wdzięczny! - zawołał do niebieskiego staruszka, robiąc parę kroków w jego stronę. - Nie, tyle mi wystarczy, dziękuję - chyba, że możesz mi powiedzieć coś jeszcze o tym, dokąd udały się te koty. A jeśli Serafina jest gotowa, to chciałbym iść już natychmiast - dodał, machając na boki końcówką ogona. Miał nadzieję, że Serafina będzie mniej... obrzydzona na jego widok. Dajcie spokój, przecież nie był aż tak brzydki. Może i blizny i matowe futro nie dodawały mu uroku, ale mordkę miał całkiem przystojną. Chyba że chodziło o zapach, z pewnością diametralnie różniący się od Dwunogów, ale na to niestety nic nie mógł poradzić.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Pewnie gdyby spotkali się wcześniej, kocur byłby bardziej bojowy. Może Mruczący musiałby się z nim zmierzyć, może dowiedziałby się, że pieszczochy jednak bywają niebezpieczne, kto wie? Najwyraźniej jednak chwilowo czuwał nad nim Gwiezdny Klan prowadząc do jednostek niezbyt skorych do potyczek, a bardziej chętnych do współpracy, nie licząc rzecz jasna Nany, która wyglądała, jakby chciała po prostu wtopić się w płot.
- Rusz się, tylko leżysz na tym płocie, jakbyś ducha zobaczyła albo samego diabła – zwrócił się do niej stary kocur, który poruszył końcówką swego nieco biczowatego ogona i aż westchnął ciężko na myśl, że będzie musiał dalej użerać się z tą idiotką. – Serafina powinna być u siebie, to jej pora na jedzenie – dodał jeszcze ponaglająco. Spojrzał ponownie na siedzącego przed nim samotnika, jakby oceniał, czy może mu zdradzić więcej sekretów, a następnie wzruszył barkami na znak, że nie posiada raczej zbyt wielu ciekawych informacji.
- Wiem tylko, że nie szli tędy tylko o, tam – machnął w stronę, gdzie dawniej znajdowały się ziemie Gromu. – Przeszli przez drogę, a potem, jak mówiła Serafina, gdzieś w dół, chyba koło rzeki, czy coś. Ale to już było twoją miarą dość dawno, synku. Ale jeśli pójdziesz, to uważaj, bo tam po drodze mieszkają ludzie, którzy uważają, że najważniejsze na świecie jest skarmianie i wyłapywanie dzikich kotów. Niech cię łapa broni, żebyś do nich podchodził, synku. Mieszkają w takim wielkim domu, tak mi mówili, ponoć jest tam mnóstwo psów i innych zwierząt, więc poznasz to miejsce, bo śmierdzi gorzej od drogi – zakomunikował starzec i ziewnął ukradkiem. W międzyczasie Nana pobiegła faktycznie w swoją stronę, pewnie by znaleźć Serafinę i nie minęło wiele czasu, a pojawiła się w towarzystwie burej, młodej kotki, bardzo małej, na długich łapach, z jeszcze dłuższym ogonem, która wyglądała nie tylko na żywiołową, alei zadziorną.
- Słyszałam, że szukasz tych dziwnych kotów zza drogi? – rzuciła zaraz radośnie, ale i zaczepnie.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Gdy kocur zwrócił się do Nany, Mruczące Gardło również odruchowo przeniósł na nią wzrok. Zastrzygł uchem, zastanawiając się czym jest ów "diabeł" - może jakimś rodzajem borsuka? - ale nie odezwał się ani słowem, gdy kotka posłusznie pobiegła na poszukiwania Serafiny. Zaczynał podejrzewać, że szylkretka rzeczywiście jest niema, bo odkąd się pojawić ani jeden dźwięk nie padł z jej pyszczka. Nie, żeby specjalnie go to dziwiło, w końcu słyszał że nawet w Klanach zdarzały się nieme koty, ale niby staruszek wcześniej wspominał coś o jej przechwałkach... No cóż, najwyraźniej nie zamierzała narażać swojej pieszczoszkowej godności rozmawianiem z takim obdartusem jak on. Na całe szczęście jednak poza nią miał do czynienia z pozostałą dwójką, która była bardziej skora do współpracy.
Zastrzygł niepewnie uszami, słysząc ostrzeżenie niebieskiego kocura. Nigdy nie słyszał o takim miejscu, ale z drugiej strony nigdy nie zapuszczał się w tamte strony, więc równie dobrze mogło istnieć. Mruczące Gardło jednak nie takie przeszkody spotykał na swoich wędrówkach i nie z takimi wyzwaniami musiał się mierzyć, więc nie przeraziło go to specjalnie. Wystarczy, że ominie ów wielki dom z daleka i po krzyku. A zresztą skoro czterem Klanom udało się przejść obok bezpiecznie, to jemu tym bardziej nie sprawi to problemów. Niemniej jednak była to użyteczna informacja.
- Dziękuję - odparł krótko i uśmiechnął się lekko do kocura. - Trzymanie się z dala od Dwunogów to ja mam we krwi.
W tej chwili na kamienny płot wróciła Nana, prowadząc ze sobą malutką, burą koteczkę, która mogłaby sięgać Mruczącemu Gardłu najwyżej do piersi, gdyby zeskoczyła na ziemię. Mimo swoich rozmiarów wydawała się o wiele śmielsza od szylkretki i samotnik poczuł do niej przypływ sympatii, być może również ze względu na pamięć o również malutkim Króliczku. Przynajmniej nie wykrzywiała się z obrzydzenia, jak niektórzy.
- Tak, właśnie ich - uśmiechnął się na słowo "dziwnych". - Możesz pokazać mi, dokąd poszli? - zapytał, kołysząc miarowo puszystym ogonem. Nie był niecierpliwy, ale nie ukrywał, że chciał znaleźć nowy dom Klanów jak najszybciej i przekonać się na własne oczy, że wszystko z nimi w porządku.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Kocur przyglądał się samotnikowi całkiem spokojnie, chyba tylko dzięki temu, że Mruczący faktycznie nie próbował zajmować jego wielkiego ogrodu. Był co prawda staruszkiem, ale nie tolerował obcych na swojej ziemi i nadal jeszcze umiał udowodnić, że pazurami i kłami potrafi naprawdę wiele zdziałać. Nie wiadomo, czy Mruczącego Gardło chciałby dostać kolejną bliznę do kolekcji, było to jednak wątpliwe, dobrze więc, że skupiał się w pełni na zadaniu, jakie przed sobą postawił. Odszukanie Klanów był priorytetem, niezależnie od tego, co go spotka. Jak daleko mogli pójść? Tego nie widział akurat żaden z okolicznych kotów. Nie zapuszczali się tak daleko, by znać pełną drogę przemarszu dzikich pobratymców, którzy postanowili szukać sobie lepszego miejsca do życia, ale Mruczący powinien być dobrej myśli. Był pod opieką Gwiezdnych, a przynajmniej jednego z nich na pewno, poza tym przeżył już dostatecznie dużo, żeby wiedzieć, jak sobie radzić. Na pewno też nie ustanie w drodze.
- Uważaj, synku. Oni tutaj są całkiem sprytni i uważają, że dla niektórych z nas lepiej jest siedzieć w domu i lizać okna. Nie chciałbyś pewnie tak żyć, wyglądasz mi na awanturnika. Idź obrzeżami, dalej możesz trafić na spore skupiska siedlisk ludzi, a to na pewno nie przypadnie ci do gustu. A oto i Serafina. Bawcie się dobrze i pamiętaj, co ci mówiłem, synku – zakomunikował jeszcze starszy kocur, a potem ułożył się wygodnie na nagrzanym kamieniu, na którym siedział i spod przymkniętych powiek obserwował całą sytuację. Nie był zbyt zaciekawiony tym, co wydarzy się dalej, ale oczywiście, kiedy jego sąsiadka wróci, chętnie usłyszy coś więcej o całej tej wyprawie, jakiej podjął się nieznajomy kot. Na Nanę nie zwracał uwagi, bo jak zawsze zachowywała się jak pomylona.
- Pokażę, jak powiesz mi, czemu ich szukasz. Może zgubiłeś jakąś piękną kotkę? – powiedziała młoda bardzo zaczepnie, a jej ślepia zabłyszczały. Kiwnęła następnie końcówką ogona w stronę, w którą należało się udać. – Chodź, szkoda dnia, mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, a ty wyglądasz jakby cię mrówki oblazły. Do zobaczenia, dziadku! Wkrótce wrócę – rzuciła pogodnie w stronę starego kocura, Nanie przelotnie skinęła głową i już znalazła się w wysokiej trawie przy płocie przemykając tamtędy prędko, jedynie jej ogon wskazywał, dokąd pędzi.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Może i stary pieszczoszek był całkiem wojowniczy jak na swoje lata, ale wbrew wszelkim pozorom i aparycji, Mruczące Gardło aż tak skory do bijatyk nie był. Oczywiście nie dawał sobie w kaszę dmuchać i jeśli ktoś się o to ewidentnie prosił, to z radością spuszczał mu łomot, ale sam nie chodził i nie zaczepiał bez powodu innych groźnie wyglądających awanturników. A zresztą przeważająca część jego blizn to rany, które zostały zadane pazurami drapieżników, na których niestety jako włóczęga często się natykał, a z takimi jak one niestety żadna dyskusja nie ma sensu.
Pochylił głowę jeszcze raz, patrząc przeciągle na kocura. Miał szczęście, że na samym początku, nie licząc Nany, natknął się na kogoś kto wiedział cokolwiek o Klanach - a przynajmniej tyle, ile na start było mu potrzeba. Gdyby jego los nie skazał go na życie w gnieździe Dwunogów, być może mógłby być jednym z najlepszych i najbardziej szanowanych wojowników w Klanach. A poza tym kto wie, czy od zawsze był pieszczoszkiem.
- Dziękuję - powtórzył. To były bardzo przydatne informacje; nie, żeby bał się Siedlisk Dwunogów, w końcu przechodził przez nie nie raz, nie dwa, a czasem nawet dłużej zabawiał w ich okolicy, ale wolał nie ryzykować niczego, co mogłoby sprawić mu jakieś trudności. - Naprawdę, bardzo dziękuję - uśmiechnął się lekko i przeniósł wzrok na Serafinę, do czego musiał z kolei opuścić łeb w dół. Od razu polubił małą koteczkę - była rezolutna, zaczepna i wygadana, czym zjednała sobie już na starcie jego sympatię.
- Kotkę? - zaśmiał się. Oj, zgubił wiele kotek - zgubił Piorunopręgą, zgubił Sroczą Łapę, zgubił swoje siostry, jego rówieśniczki jak i te młodsze, zgubił Deszczową Noc... Zgubił wszystkich. A może raczej - porzucił. - Można tak powiedzieć. Tam jest moja rodzina i przyjaciele, czyli między innymi bardzo wiele pięknych kotek - wyjaśnił wesoło, ruszając w stronę Serafiny, która już zaczęła iść wzdłuż płotu. Na wzmiankę o mrówkach zatrzymał się na moment, strzygąc uchem, i wygiął łeb, by obejrzeć swoje futro, ale nigdzie nie zauważył żadnych insektów, wzruszył więc jedynie ramionami.
- Do widzenia. Jeszcze raz dziękuję za pomoc! - zawołał jeszcze do starego kocura i z grzeczności teoretycznie również do Nany, wziął głęboki oddech i podążył za pędzącą szybko burą kotką, a właściwie jedynie za jej ogonem, bo tylko on wystawał ponad wysoką trawę. No, to do dzieła, Mruczące Gardło - teraz rozpoczyna się prawdziwa, i być może ostatnia w twoim samotniczym życiu, przygoda. Obyś tylko ukończył ją w jednym kawałku.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Akurat tutaj kocur się mylił. Staruszek urodził się pieszczochem i pozostał nim na całe życie, ale takiej jednostki ze świecą szukać. Był bojowy, wytrwały, walczył o własne terytorium, nie było zbyt wielu rzeczy na świecie, których by się bał. Należał do tych kotów, które stawiały się nawet psom, więc nic dziwnego, że teraz robił swoiste wrażenie na Mruczącym Gardle. Gdyby za młodu uciekł od ludzi, być może założyłby własną grupę, której uparcie przewodziłby przez księżyce, aż do śmierci w podeszłym wieku. Wszystko jednak potoczyło się inaczej i teraz kocur w ogóle tego nie żałował. Zdawał się być zadowolony z życia i w przeciwieństwie do samotnika nie zwracał nawet uwagi na piszczącą obrożę, która najwyraźniej była stałym elementem jego życia w zamknięciu.
- Hę? Powodzenia, synku! – rzucił na to kiwając głową w geście pożegnania, a następnie zamknął oczy dochodząc do wniosku, że to doskonała pora, żeby się przespać. Na Nanę, jak z reguły, nie zwracał uwagi. Może w końcu będzie mniej gadała? Zagrano jej wszakże właśnie na nosie odsłaniając jej słabości.
- Wiele! Jesteś aż tak rozrzutny? – rzuciła na to Serafina śmiejąc się rozkosznie i głośno, jednocześnie jednak w jej głosie brzmiała jakaś nuta zaczepności. Była pełna życia, a samotnik po prawdzie przypadł jej do gustu, czego nie zamierzała zupełnie ukrywać. Bo niby czemu by miała? Flirtować mogła, nikt jej tego przecież nie zabroni, a mieli chwilę dla siebie.
Poprowadziła go wzdłuż płotów, potem przemknęła przez niezamieszkałą działkę porośniętą wysoką trawą, w której oboje zniknęli, przebiegła przez coś na kształt polnej drogi wiodącej do jednej z posesji, a później wskoczyła na płot okalający dość stary dom. Ostrzegła Mruczącego przed wrednymi psami, które zawsze się tutaj kręciła. Wspięła się z płotu na spore drzewo, by potem zsunąć się na ziemię poza obszarem posesji. Znajdowali się gdzieś w pobliżu rzeki, było słychać tutaj jej szum, ale trudno było określić, gdzie ona dokładnie się znajduje, dopóki nie przebiegli przez drewniany mostek i nie znaleźli się na wprost drogi prowadzącej do wielkiego domu.
- Teraz musisz iść tam. Podejrzewam, że dość długo i daleko. Trzymaj się lepiej tej okolicy, bo jeśli wejdziesz w głąb domów, możesz spotkać bandę kotów, która niekoniecznie może być zadowolona z twojego przybycia. Kto wie? W każdym razie idź tędy, przechodzili tą drogą. Na pewno szybko ich znajdziesz, w końcu pewnie wiesz jak – mruknęła uśmiechając się do niego ponownie.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Samotnik zastrzygł z zainteresowaniem uchem, wsłuchując się w perlisty śmiech koteczki. Zdawało mu się, że wychwycił w nim szczególny ton, który czasami słyszał u kotek, które spotykał - zwłaszcza tych młodych i pełnych życia. Co prawda, nie spotykał się z tym rzadko, w końcu jego aparycja posiekana kreskami blizn nie wyglądała aż tak zachęcająco, ale czasami spotykał się z tym wyraźnym rodzajem zainteresowania. Sam jednak jak dotąd zapałał uczuciem tylko do jednej kotki, dawno temu, która pozostała hen daleko, wiele dni drogi stąd i której miał już pewnie nigdy nie zobaczyć. Ale to była już kompletnie inne historia, która już od długiego czasu należała do przeszłości i pokryła się grubą warstwą kurzu.
- To rodzina, Serafino - zaśmiał się, podążając za kotką wzdłuż płotów i przez trawę, sięgającą ponad nawet jego głowę, a co dopiero jej. Zastanowił się przelotnie, jak udaje jej się tak pewnie prowadzić go w kierunku miejsca, przez które przechodziły Klany, kiedy nie może nawet zobaczyć dokąd idzie, ale najwidoczniej Serafina była na tyle zaznajomiona z okolicą, że wiedziała co robi. - A zresztą, nawet nie wiem czy ci wszyscy których znam nadal tam będą, gry wrócę. Nie było mnie szmat czasu, a życie w lesie jest niebezpieczne - dodał gorzko, przebiegając za długonogą buraską przez piaszczystą polną drogę.
Skinął głową, słysząc jej ostrzeżenie, i wskoczył za nią na płot otaczający stary dom. Nie bał się psów - w końcu sam jeszcze za młodzika samodzielnie jednego zabił! - ale wiedział, że należy na nie uważać. Może i poradziłby sobie z jednym, z dwoma, ale gdyby było ich więcej mogło już nie być tak kolorowo. A poza tym nie chciał, żeby jego przewodniczce coś się stało. Gdy wskoczyła na drzewo, zrobił to samo, a później oboje zeskoczyli bezpiecznie po drugiej stronie - już wtedy słyszał szum rzeki i zastanawiał się, czy to sama rzeka, która dzieliła tereny Klanu Cienia od Klanu Gromu. Niedługo potem ją zobaczył, a po przedostaniu się na drugi brzeg Serafina się zatrzymała. Na wprost przed sobą widział duży budynek i zastanawiał się, czy to ten sam, o którym ostrzegał go stary kocur. Pociągnął nosem, by zobaczyć czy wyczuje zapach psów; jeśli rzeczywiście było ich tam sporo, to zapach powinien być intensywny i łatwy do wyczucia.
Pokiwał głową, słuchając wskazówek małej koteczki i nadal wpatrując się w duży dom, i dopiero gdy skończyła odwrócił łeb w jej stronę i uśmiechnął się.
- Wielkie dzięki za pomoc, Serafino - pochylił się i dotknął przyjacielsko nosem jej ucha. - Zapamiętam. I tak nie przepadam za przebywaniem wśród waszych Dwunogów - skomentował. Czyli miał iść prosto, nie zagłębiając się za bardzo w gniazda, i ewentualnie szukać jakichś śladów przechodzących Klanów czy kogoś, kto będzie mógł pokierować go dalej. - Powiedz mi jeszcze, czy to ten dom, w którym mieszkają ludzie łapiący koty? - zapytał zanim odeszła, wskazując łbem na wznoszący się przed nimi budynek. - I mniej więcej jak dawno temu przechodziły tędy te koty?
W końcu nie było go cały obrót, a chociaż w obozie jeszcze dało się wyczuć resztki zapachu Cienistych, to nie potrafił powiedzieć jak dawno temu opuścili swoje ziemie. A taka informacja mogłaby mu się bardzo przydać, gdy będzie wypytywał następnych potencjalnych informatorów - zawsze to jakiś konkret, który może komuś nieco rozjaśnić w głowie i pomóc mu coś sobie przypomnieć.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Serafina znała doskonale okolicę, nie zatrzymywała się więc na długo, pewna tego, dokąd dokładnie biegnie. Była nieco jak dzikie koty, który wiedzą, gdzie znajduje się jaki krzak na ich rozległych włościach, ale Mruczący mógł wyczuć, że okolica oznaczona jest przez wiele różnych jednostek, tak więc z całą pewnością łąki, obrzeża ogrodów i stare sady, jakie mijali, nie należały jedynie do rezolutnej, niewielkiej koteczki. Kiedy podążający za nią kocur się odezwał, zaśmiała się starając się zneutralizować wydźwięk jego słów, bo mimo wszystko takie postawienie sprawy nie należało do najprzyjemniejszych, a potem uznała za stosowne powiedzenie tego, o czym myślała.
- Zawsze możesz zostać ze mną - rzuciła całkiem swobodnie, ale doskonale wiedziała, że ta ich rozmowa to tylko chwilowy, niezobowiązujący flirt, a kocur bez dwóch zdań chce faktycznie podążyć za tą dziwną grupą kotów, których ona nie bardzo rozumiała. Domyślała się jednak, że dla niego to bardzo ważne i kiedy wspomniał o rodzinie, przez jej głowę przemknęło wspomnienie mamy i dwójki braci, którzy już dawno temu zniknęli gdzieś w innych legowiskach ludzi. Takie było życie pieszczochów i musiała się z tym pogodzić.
- Czasami warto do nich podejść, bo mogą cię nakarmić. I to nie jest ten dom, tutaj akurat mieszkają staruszkowie, którzy zawsze zostawiają jakieś jedzenie i picie, dla ptaków, dla reszty zwierzyny i dla nas, można się tam przespać w cieniu drzew i odpocząć, oni ci nic nie zrobią - stwierdziła spokojnie patrząc z uśmiechem na dom, który faktycznie był spory i przypominał coś na kształt starego folwarku. Dobiegło właśnie stamtąd rżenie. - Możesz też pospać w sianie! To wygodne. Dom, o którym mówił Cekin, jest... hm, musiałbyś iść jakieś pół dnia, żeby do niego dotrzeć. Ale na pewno go poznasz! Byłam tam chyba dwa razy, a potem ludzie odwozili mnie do moich ludzi, ale słyszałam, że nie wszyscy mają takie szczęście. Tam jest taki wysoki płot, bardzo wysoki, trudno na niego wskoczyć i strasznie śmierdzi psami. Ogród zaczyna się w okolicach starego sadu, na pewno poznasz to miejsce - zaczęła mówić szybko, jednak przekazywała mu wszystkie potrzebne informacje. Na jego kolejne pytanie poruszyła uszami, a następnie spojrzała w stronę nieba, jakby się nad czymś zastanawiała. Później znowu spojrzała na Mruczącego, który wyraźnie zbierał się do dalszej drogi. - Hm... Wy chyba mówicie o... księżycu? To jak odchodzili był taki cienki, a niedawno był duży i znowu jest, no, wąski. Więc gdzieś tyle - zakomunikowała jeszcze.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Zostać z nią? Nie, to nie wchodziło w grę. Mruczący nigdy, nawet po dwudziestu księżycach nie przyzwyczaiłby się do głaskania przed Dwunogi, do noszenia na szyi ciasnej, uwierającej i pikającej obróżki, do siedzenia w zamkniętym, ciasnym gnieździe i wychodzenia tylko wtedy, kiedy mu na to pozwolą, do jedzenia cuchnących granulek wyglądających jak mysie bobki... Nie, to nie było życie dla niego. Dostałby szału musząc to znosić przez dwa dni, a co dopiero już na zawsze. Machnął nerwowo końcówką ogona; sama myśl o takim czymś działała mu na nerwy. A poza tym był na misji i miał zamiar odszukać tych, których zostawił, i naprawić swoje błędy.
- Obawiam się, że to niemożliwe - zaśmiał się cicho, jeszcze krocząc po moście nad chlupoczącą świergotliwie rzeką. - Muszę odnaleźć swoich. Ale to bardzo miłe z twojej strony.
"Nakarmić?" Samotnik strzepnął uchem. Niby czemu miałby się zdawać na łaskę Dwunogów, nawet jeśli byli tak niegroźni jak opisywała Serafina, skoro wyśmienicie radził sobie sam? Nawet gdyby z jakiegoś powodu nie mógł łapać zwierzyny, to już prędzej poszedłby do jakiegoś śmietnika, których mnóstwo było na Osiedlu, niż robił maślane oczka do tych pokracznych, bezwłosych istot. Ale zaraz przypomniał sobie, że przecież nie rozmawia z leśnym kotem czy nawet samotnikiem, tylko pieszczoszkiem, który przyzwyczajony był do tego, że jedzenia ma podstawione pod nos. Nie, żeby potępiał taką postawę - no, może troszkę - ale spotkał już w swoim życiu zbyt wiele kotów, żeby jeszcze zostały mu jakieś resztki nietolerancji. To była domena Skowronka, którym był kiedyś, a nie Mruczącego Gardła.
- Nie jestem fanem jedzenia Dwunogów, jeśli mam być szczery - skomentował, w łagodny sposób podsumowując swoje przemyślenia, tak, żeby nie obrazić Serafiny. - A spać wolę pod gołym niebem, chociaż przyznam, że siano też jest całkiem przyjemne. Mieszkałem kiedyś przez krótki czas w opuszczonej stodole, ale nie bardzo polubiłem się z tamtejszymi szczurami - zażartował, przypominając sobie walki jakie ciągle musiał toczyć z obleśnymi gryzoniami. Zostawili sobie nawzajem kilka bolesnych pamiątek, zanim kocur w końcu się stamtąd wyniósł i powędrował dalej.
Cekin. Aha, czyli tak nazywał się staruszek. Warto zapamiętać, na wypadek gdyby znów kiedyś pojawił się w tych okolicach, chociaż wątpił by niebieski pieszczoch dożył tej pory. Chociaż, skoro przeżył już tyle, to może był nie do zdarcia i gdy Mruczący zjawi się przy jego Gnieździe za kilkanaście księżyców, to zobaczy go znów wygrzewającego się na kamiennym płocie? Kto wie?
Zapamiętywał uważnie wszystkie szczegóły, które opisywała mu Serafina, bo były to informacje które mogły mu bardzo pomóc w późniejszej wędrówce. Wiedział, że musi unikać tego miejsca - jego ogród zaczynał się przy starym sadzie, ma bardzo wysoki płot i śmierdzi od niego psami na pięć długości drzewa. Jasne. Wystarczy nadłożyć odrobiny drogi by go ominąć, nie podchodzić za blisko i wszystko będzie dobrze. Samotnik nie takie przeszkody napotykał i jak widać, nadal stoi cały i zdrowy, najwyżej trochę porysowany, więc wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję ci jeszcze raz, Serafino - odetchnął głęboko i uśmiechnął się jeszcze raz do małej kotki. Całkiem ją polubił, ale życie włóczęgi takie już było - nawet jeśli spotkałeś na swojej drodze kogoś, z kim się zaprzyjaźniłeś, i tak prędzej czy później będziesz musiał go pożegnać. - Pozdrów ode mnie Cekina. Jeśli jeszcze kiedyś tu wrócę, na pewno wpadnę się przywitać - obiecał i pochylił się, by dotknąć nosem łebka kotki na pożegnanie; musiał się powstrzymać, by nie zmarszczyć nosa przez zapach Dwunogów, którym była przesiąknięta. Podniósł głowę i ruszył przed siebie, ścieżką, którą według wszelkich wskazówek księżyc temu kroczyły łapy Czterech Klanów. A dokąd? Tego miał się dowiedzieć już niedługo. Jak na razie wypatrywał ogromnego płotu albo starego sadu, które wskazywałyby na miejsce, od którego miał się trzymać z daleka - ewentualnie smrodu wielu psów, który mógł przywiać do niego wiatr. Rozglądał się też mimochodem za jakąś myszką czy czymś podobnym, które mogło buszować akurat gdzieś w trawie niedaleko niego, ale przelotnie; i tak jeszcze nie był głodny, więc obiad mógł poczekać.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości