Logo Artemidy
Wyprawa poszukiwawczo-ratunkowa Mruczącego Gardła
#16
Kotka doskonale wiedziała, że towarzyszący jej kocur odmówi pozostania w tym miejscu. Nie robiła sobie żadnych dziecięcych nadziei, czy czegokolwiek takiego, ale mimo wszystko podjęcie z nim czegoś na kształt flirtu było dla niej niesamowicie przyjemne, w pewnym sensie nawet ekscytujące, w końcu dla niej, w przeciwieństwie do Nany, Mruczące Gardło przedstawiał obraz kocura właściwie idealnego. Przynajmniej w oczach dość młodej i spragnionej wrażeń kocicy, która przyznała, że jak do tej pory nie przeżyła jeszcze trzech pełnych obiegów pór roku, co w mierze pieszczochów nie było nazbyt imponującym czasem życia. Wiadomo, że one żyły o wiele dłużej niż dziko mieszkające jednostki, ale pewne wiadomości, jakie przekazywała Serafina na temat swojej egzystencji i wieku poszczególnych znajomych mogło być nieco dziwne dla samotnika podążającego u jej boku.
- To wszystko tylko propozycje - odparła wzruszając lekko barkami, kiedy usiadła sobie wygodnie na ścieżce, a później posłała kocurowi uśmiech świadczący o tym, że nie jest na niego zła i w pewnym sensie rozumie, że on nie mógłby żyć jej życiem. W końcu był inny, ekscytujący i nie chciałaby go za nic zmieniać, ani próbować zmuszać do tego, żeby tutaj pozostał, towarzyszył jej, czy cokolwiek takiego. Chociaż oczywiście, pomarzyć sobie można, prawda?
- Jeśli się pojawisz, pewnie będziesz miał ku temu okazję. Wiesz, on podobno nigdy nie umrze! Słyszałam, że przeżył już podobno prawie dziewiętnaście pełnych obiegów pór roku, ale to pewnie takie gadanie. Tak czy inaczej, będziemy na ciebie czekać, może opowiesz nam o swoich przygodach? Powodzenia! - odparła na to, zamruczała ciepło i trąciła go ogonem w bok, a później czekała patrząc, jak ten odchodzi, zapewne na zawsze znikając z jej życia.
Czas mijał, słońce przemieszczało się po niebie, a Mruczący czuł coraz bardziej, że narasta w nim zmęczenie. Serafina miała rację mówiąc, że dom, który powinien omijać nie znajduje się zbyt blisko, co mogło jednocześnie cieszyć i niepokoić. W końcu kocur powinien być w pełni sił, gdy będzie do niego podchodził! Na razie jednak znalazł się na osiedlu nowych, niewielkich domków, potem zaś było ich coraz więcej i wkrótce kocur zorientował się, że nie wszystko jest w porządku. Nadeszła bowiem chwila, kiedy Potwory wypełzały w sposób zdecydowanie wzmożony na wszystkie ścieżki, jakimi próbował wędrować. Zdaje się, że powinien faktycznie nieco zboczyć z trasy, za jednym z siedlisk zamajaczyły mu korony wysokich drzew, poszukać tam pożywienia i odpoczynku.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Dziewiętnaście obiegów? No, to faktycznie musiało być tylko gadanie. Sam Mruczący przeżył już siedem, co znaczyłoby że Cekin musiał być dwa razy starszy od niego, a to wydało mu się wysoce nieprawdopodobne. To było przecież ponad dwieście księżyców, a takiego wieku nie dożył żaden kot, o jakim samotnik słyszał. A więc pieszczoszek albo gadał bzdury, chcąc wyglądać na niesamowitego, wyjątkowego i niezniszczalnego... albo naprawdę był jakimś nieśmiertelnym stworzeniem. Jeśli Mruczący zjawi się tutaj za paręnaście księżyców, a niebieski kocur będzie jak gdyby nigdy nic siedział na płocie i czyścił sobie futerko, to Mruczący zacznie się poważnie zastanawiać, czy koty z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd nie zaczęły robić jakichś mrocznych interesów z pieszczochami.
W każdym razie samotnik pożegnał się serdecznie z Serafiną i ruszył przed siebie. I szedł, i szedł, i szedł. Po tak wielu wędrówkach i tak wielu miejscach, które widział w swoim życiu, już niewiele widoków robiło na nim wrażenie - ot, zwykła polna droga, zwykłe gniazda Dwunogów, i zwykłe drzewa, takie jak wszędzie. Z potworami też miał już do czynienia nie raz, nie dwa i nie bał się ich tak jak terminatorzy, którzy pierwszy raz w życiu widzieli Grzmiącą Ścieżką, jednak był w pełni świadomy, jak niebezpieczne są. I właśnie dlatego zdecydował że nie będzie dalej brnął w Osiedle, ponieważ słońce pięło się coraz wyżej po niebie, a błyszczące, warczące potwory coraz liczniej i gęściej zapełniały ulice. Ponad jednym z czerwonych dachów mógł zauważyć korony wysokich drzew i to właśnie tam skierował swoje kroki, nie tracąc czujności.
Wiedział, że ominięcie niebezpiecznego domu nie powinno sprawić mu zbyt dużych trudności, ale mimo wszystko wolał być przygotowany na ewentualne zagrożenia - nieszczęścia mają to do siebie, że bardzo często przytrafiają się niespodziewanie, a Mruczące Gardło wolał być w pełni sił, gdy się z nimi zmierzy. Dlatego gdy tylko zbliżył się do drzew i sprawdził, czy to zwykły zagajnik, czy być może ten stary sad, w którym miał zaczynać się ogród Domu, postanowił nieco odpocząć. Jeśli faktycznie był to ów stary sad i samotnik czuł w powietrzu zapach psów, nie zamierzał zagłębiać się zbyt daleko i gdy tylko złapie sobie coś na śniadanie, oddali się stąd, by nadłożyć drogi. Na razie jednak przystanął przed ścianą drzew i odetchnął głęboko, wpadając w dobrze sobie znaną rutynę polowania: posmakował powietrze, rozejrzał się uważnie i zastrzygł uszami, przeczesując okolicę w poszukiwaniach jakiegoś śladu zwierzyny - albo zagrożenia, w końcu nigdzie nie można było być bezpiecznym. Jeśli nie trafiło mu się nic w tym miejscu niespiesznie ruszył przed siebie wzdłuż linii drzew, stąpając miękko i ostrożnie, by nie przepłoszyć niczego, co mogło znajdować się w pobliżu. Od czasu do czasu też przystawał i rozglądał się po dalszej okolicy, by nie zgubić się i nadal wiedzieć, w jakim położeniu się znajduje. Nie mógł sobie teraz pozwolić, by zgubić drogę, ale by dalej nią ruszyć potrzebował sił.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Dobrze, że Mruczące Gardło posiadał sporo rozsądku i wiedział, że lepiej jest nie pchać się przed szereg. Dwunożni i ich potwory były co najmniej niepokojące, nie należało zatem wchodzić im w drogę, bo Gwiezdny Klan raczy wiedzieć, co mogli mu zrobić. Bezpieczniej było pozostawać na uboczu, chociaż, rzecz jasna, i tutaj należało zachowywać najwyższą możliwą ostrożność, by przypadkiem nie spotkać się z czymś absurdalnym, albo nie wpaść w jakieś sidła, czy nie stanąć pyskiem w pysk z bezpańskim psem. Nie wiadomo w końcu, co czaiło się w okolicy, jakie mroczne sekrety skrywało osiedle i co jeszcze przyjdzie spotkać wędrowcy, nim ostatecznie napotka wyraźny ślad Klanów, które wyruszyły po nowe życie, w nowy świat, w nowe miejsca, których Mruczący raczej nie miał okazji jeszcze poznać.
Znalazł się w niewielkim zagajniku, który stanowił najwyraźniej zarośniętą działkę budowlaną, z której na razie nikt nie korzystał, szmer rzeki stał się wyraźniejszy, ochłodziło się nieco i jakby zmalał świst i wizg, jakie wydawały z siebie pojazdy ludzi, ich dzieci i wszystko, czego używali. Kocur zorientował się, że kiedy tylko minie następne siedlisko Dwunożnych, znajdzie się w pobliżu czegoś, co można było określić mianem lasu – za rzeką drzewa ponownie gęstniały, było ich więcej, ale przebiegały przez nią mostki sugerujące, że może próbować wędrować tamtędy. Tylko, co się tam kryło? Czy właśnie tam znajdował się stary sad?
Gdyby Mruczący spotkał któregoś z okolicznych kotów, z całą pewnością dowiedziałby się, że po miejscu, po którym właśnie chodził, dość często biega pewien pies myśliwski, który uparcie poluje na rodzinę królików zamieszkujących całą okolicę. Zresztą, owe długouche jednostki rozsiewały dookoła tak wyraźny zapach, że kocur właściwie natychmiast wyczuł je, zorientował się, że ich jamy są w pobliżu i… Zgadniemy? Pewnie pociekła mu ślinka!
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Nie ważne co spotka na swojej drodze, najważniejsze, by z owego spotkania wyszedł cało i bez szwanku. No, może ostatecznie nie do końca cało, ale w takim stanie, by mógł dalej kontynuować podróż i dotrzeć do nowych ziem w jednym kawałku. Dużo po drodze rozmyślał o Klanach i ich przeprowadzce; widział na własne oczy, że z Dwunogami było źle, ale w życiu nie pomyślałby, że wszystkie cztery Klany mogły się po prostu, ot tak, zebrać i wynieść nie wiadomo gdzie. Jak poradziły sobie wszystkie te kocięta? Albo ranni?
Czasami dopadały go też wątpliwości co to jego własnego powrotu. Niby wyruszył taki wielce szczęśliwy, nawrócony, że w końcu wraca do domu i robi to, czego chcieliby dla niego Jasny Poranek i Króliczek, ale... co jeśli, powiedzmy, Wężowa Gwiazda nie jest już przywódcą? Jeśli zginął zarówno on, jak i Szepczący Pył, to wątpił żeby we władzy był teraz jakiś kot, który go pamięta i który spojrzałby na niego przychylnym okiem. No bo spójrzmy prawdzie w oczy - kto został, jeśli nie oni? Mama i ojciec nie żyli, jego siostry-rówieśniczki także, i to od wielu, wielu księżyców. Zostawała Żmija, Modrzew albo Żołądź, ale nie zdziwiłby się, gdyby i ich już nie zastał w nowym obozie. W ogóle ciekawe, jak tam się urządzili, i czy znaleźli sobie jakieś dobre miejsce na obóz, czy śpią pod jakimś gołym głazem...
I tak dalej, i tak dalej. Korowód myśli cały czas płynnie przetaczał się przez głowę samotnika, nie zagłuszając jednak jego zmysłów, nieustannie wyczulonych na wszystko, co działo się dookoła. Tym razem skoncentrowany był na śladach zwierzyny i psów, jako że nie chciał podejść do tego domu, przed którym ostrzegała go Serafina. Dłużące się niesamowicie dni wędrówki pozwoliły mu jednak nabrać takiej wprawy, że potrafił mieć na uwadze wszystkie dźwięki, zapachy i widoki dookoła, a mimo to pozwalać sobie na długie rozmyślania. Może to te rozmyślania właśnie sprawiły, że teraz z każdym krokiem był bliżej domu i swojego Klanu.
Z ulgą zauważył, że irytujące i męczące odgłosy Dwunogów stopniowo zanikały, gdy oddalał się od ich Siedliska, a zamiast tego przed nim wyrosły potężne, gęste drzewa, a ich liście szumiały kojąco w podmuchach wiatru. Tylko czy to ten stary sad, właśnie, bardzo dobre pytanie. Mruczące Gardło stał nieruchomo przez kilka uderzeń serca, ale zanim zdecydował co robić, do jego nosa doleciał doskonale mu znajomy zapach królików i zmarszczył z niezadowoleniem nos. Co on był, Wichrowiec, żeby polować na długouchych? No ale cóż, wiedział już, że nigdy nie można wybrzydzać jeśli tylko ma szansę coś ci się trafić, dlatego westchnął w duchu i ruszył ku norom.
Na króliki w swoim życiu polował jedynie raz czy dwa, i za żadnym niczego nie złapał, dlatego sceptycznie podchodził do kolejnej próby. Wiedział, że dzięki tym swoim pokracznym uszom słyszą znacznie lepiej niż reszta zwierzyny, dlatego zadbał o to, żeby poruszać się bezszelestnie, a więc stąpał miękko na ugiętych łapach, omijał wszystkie grożące szelestem liście i trzaskające patyczki i oddychał bezgłośnie. Do tej pory zawsze gdy widział królika był on na odsłoniętym terenie i mógł tylko próbować go gonić, a tym razem zamierzał się na nie zasadzić i zobaczyć, czy co z tego wyjdzie. Upatrzył sobie jedną z norek, która wydawała mu się najbardziej prawdopodobna, że z niej coś wylezie, i tak samo miękko i ostrożnie zaczął do niej podchodzić, omijając wejście szerokim łukiem i chcąc przycupnąć na górze. Ustawił się tak, żeby wiatr wiał na niego, nie w przeciwną stronę, w innym razie uszate wyczułyby go, i przykucnął nie tuż przy samym otworze, a odrobinę dalej, uważając by nie rzucać cienia. Gdy wszystko było ustawione tak jak trzeba... zaczął czekać. Był cierpliwy. Cały czas strzygł uszami, uważny na to co dzieje się dookoła, byleby go nic nie zaszło od tyłu, broń Gwiezdny Klanie, ale najuważniej obserwował norkę. Gdyby coś postanowiło się z niej wynurzyć, zaczekałby jeszcze kilka uderzeń serca na właściwy moment, po czym szybko jak błyskawica spróbowałby zawinąć królika pazurami przedniej łapy do siebie, i dopiero gdy mu się to uda - dobić, by nie miał ani chwili na ucieczkę. No, dawać, długouche.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Powinien mieć więcej wiary w to, co czuje i czego oczekuje. Coś, a może jednak raczej ktoś, uparcie kierował go w stronę, gdzie znajdowały się Klany. Być może to, że spotkał Cekina i Serafinę było zrządzeniem losu, a może jego łapy zostały zmuszone, by ruszył w taką, a nie inną stronę, może pewne koty spoglądały na niego z góry, wprost z Gwiezdnego Klanu, i starały się strzec jego przemarszu. Wracaj do domu, Mruczący! Nie mógł się zatrzymywać, ale by wędrować dalej potrzebował posiłku i miejsca, w którym mógłby się przespać, w końcu dzień nie trwał wiecznie i kiedyś słońce bez dwóch zajdzie za horyzont, a jego łapy odmówią posłuszeństwa. Tak samo jak łapy kotów z Klanów, które wędrowały tędy nie tak znowu dawno. Ranni, chorzy, starszy i młodzi, kocięta i starszyzna, wojownicy, terminatorzy, matki i ciężarne. Ruszyli przed siebie wszyscy razem i w większości zdołali dotrzeć na miejsce cali i zdrowi, poza nielicznymi wyjątkami. O tym jednak Mruczący będzie mógł przekonać się dopiero, gdy dotrze na miejsce.
Zapach długouchych nęcił go mimo wszystko. Co prawda do tej pory nie udawało mu się ich złapać, ale musiał coś zjeść i zachował się jak należy. Czekał cierpliwie starając się ukryć swą obecność, co w końcu – choć trudno powiedzieć, po jak długim czasie – przyniosło efekt. Któryś z królików, być może młody, wystawił głowę z nory i poruszył nosem, wiatr jednak nie naniósł na niego woni drapieżnika czyhającego w pobliżu, wyszedł więc na otwartą przestrzeń , gdzie ostrożnie zaczął rozglądać się za czymś do jedzenia. Wtedy właśnie kocur zaatakował, chybił jednak ledwie ledwie, co dopiero spłoszyło – teraz już widział – młodzika, który rozpaczliwie wierzgnął, ale chyba był zbyt przerażony, żeby podjąć sensowną decyzję, więc samotnik miał chwilę na to, żeby zareagować. W jakimś akcie desperacji Mruczący zdołał chwycić zwierzynę za jeden z susów, szamotali się więc przez dłuższą chwilę, która zdawała się trwać wieczność, a kocur czuł, że ma jednak coraz mniej sił, gdy w końcu długouchy zwisł bezwładnie w jego pysku, pokonany i gotowy do spożycia. Mały triumf! W tej samej chwili Mruczący usłyszał szczeknięcie, jeszcze odległe, ale mimo wszystko dość niepokojące, wskazujące na to, że jakiś pies kręcił się gdzieś w okolicy. Pora wspinać się na drzewo, czy czas wrócić na drugą stronę rzeki i tam poszukać schronienia, spożyć posiłek i ruszyć dalej albo nieco się przespać?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
No i sukces! Tu cię mam, długie uszy. Gdy tylko kocur zobaczył wynurzające się z nory ciało królika, zamarł w bezruchu jeszcze staranniej niż dotychczas i nawet wstrzymał oddech; jedynym obiektem, który poruszał się w całej sylwetce samotnika były rozszerzające się gwałtownie źrenice i futro poruszane podmuchami wiatru, na całe szczęście wiejącego mu w pysk. Cierpliwie poczekał, aż spod ziemi wysunie się całe zwierzątko, jak widział - dość młode i niewielkie, ale z pewnością stanowiące dobry, treściwy posiłek, i dopiero wtedy zaatakował. Jego pazury jednak minęły futro królika o grubość włoska, ten jednak na szczęście kocura był chyba zbyt zszokowany jego nagłym pojawieniem się i nie rzucił się od razu do ucieczki, co wykorzystał Mruczące Gardło i capnął go za nogę. Jak na takiego malucha to królik był jednak wyjątkowo silny i nie dał się tak łatwo wykończyć, w końcu jednak udało mu się go dobić i podniósł głowę z bezwładnym ciałem zwisającym mu w szczękach, by rozejrzeć się po okolicy. Nic go nie zaskoczyło, gdy szamotał się ze zwierzyną, jednak do jego uszu dotarło odległe szczeknięcie psa. Mógł to oczywiście być jeden z psów Dwunogów, zamknięty w obrębach Gniazda, jednak drzewa przed nim wyglądały na ów stary sad, którego się miał wystrzegać. Okej, pomyślmy.
Samotnik wrócił w okolice mostka razem ze swoją zdobyczą i tam przysiadł, by się posilić i zastanowić się, co robić dalej. Miał nadzieję, że rozpozna duży dom z psami po ich zapachu, jednak jak na razie nic nie poczuł, za to usłyszał - niestety, tylko jednego. Z doświadczenia wiedział, że dużo psów robi dużo hałasu. Wiedział jednak też, że są to groźni przeciwnicy i nawet na jednego trzeba uważać. Dlatego zdecydował ostatecznie, że pójdzie wzdłuż rzeki aż oddali się od sadu i szczekania, a później znów pójdzie w kierunku, w którym szedł wcześniej i w którym prawdopodobnie oddaliły się Klany. Będzie musiał nadłożyć trochę drogi, by ominąć Wielki Dom, ale to nic. Miał czas, miał też rozum.
Jak na razie oblizał pysk po skończonym posiłku i zszedł do rzeki, by napić się chłodnej, orzeźwiającej wody i przeszedł z powrotem przez most na drugą stronę. Słońce chyliło się już ku ziemi, a przecież nie będzie wędrować nocą po obcej ziemi, zwłaszcza że sporo Dwunogów wypuszczało swoje psy o zachodzie słońca. Dlatego upatrzył sobie któreś z drzew nadające się na schronienie, z szerokimi, rozłożystymi konarami, i tam się wspiął, by umościć się wygodnie. Jeszcze przez chwilę upewniał się, że nie dostrzega stąd żadnego zagrożenia i jest na tyle wysoko, by nawet spore psy go nie dosięgnęły, po czym zamknął oczy i westchnął głęboko, próbując zasnąć. Musiał mieć siły. Musiał iść dalej, aż znajdzie to, czego szukał, a miał jakieś dziwne przeczucie gdzieś na dnie serca, że tak się stanie i właśnie tego uczucia się trzymając - zasnął.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Szczekanie powtórzyło się, nieco dalej, kiedy Mruczące Gardło skierował się ponownie do rzeki. Było to najlepsze, co mógł zrobić. Może zadziałał jego instynkt, a może po prostu dobrze wiedział już, co robić w niezbyt bezpiecznych sytuacjach, a ta z całą pewnością należała właśnie do takich niezbyt pewnych momentów. Kiedy spożywał królika, nie wydarzyło się nic złego, dopiero wtedy, gdy napił się wody, poczuł się nieco tak, jakby ktoś go obserwował, może jakby był zwierzyną. Nie było to nic przyjemnego i gdyby tylko kocur chciał się nad tym jakoś głębiej zastanawiać, pewnie doszedłby do wniosku, że bycie zwierzyną jest najgorszą rzeczą na świecie. Nie miał na to jednak czasu - a przynajmniej tak właśnie się wydawało. Ruszył w końcu przed siebie, by znaleźć miejsce do odpoczynku i było to faktycznie najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć. Najadł się, napił, przyszedł czas, by jego łapy również poczuły przyjemność, a nie tylko pulsujący ból w poduszkach łap po tak długiej wędrówce, a przecież czekała go jeszcze dłuższa droga. I nie było do końca wiadomo, co dalej go czeka.
Na całe szczęście znalazł sobie wygodne, bezpieczne miejsce, gdzie mógł spokojnie przespać aż do świtu, kiedy miał możliwość wyruszyć ponownie w drogę. Pogoda nie była najgorsza, było dość ciepło, nie zanosiło się na żadne przymrozki czy cokolwiek takiego. Mógł zatem po prostu zapaść w sen, co wydarzyło się już wkrótce.
Zbudził się dość wczas nie do końca wiedząc chyba co wzbudza w nim niepokój. Być może nie był tutaj po prostu sam... Podmuch wiatru przyniósł mu gryzący, nieprzyjemny zapach. Drapieżnika. Z całą pewnością był to pies, a jego obecność u podnóża drzewa zdawała się być wręcz przerażająco oczywista.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
No to całe szczęście, że Mruczący nie zachował się bałwan i nie poszedł spać na ziemi... bo byłoby nieciekawie.
Nie śniło mu się nic - jedynie czerń pod powiekami, która trwała może uderzenie serca, a przynajmniej tak mu się wydawało gdy zaczął się budzić. Tak wyglądała większość jego poranków - budził się na gałęziach wysoko nad ziemią, czasami wypoczęty, czasami cały obolały, ale tym razem było inaczej. Po pierwsze, miał przed sobą misję i konkretny cel, a po drugie, coś tu straszliwie śmierdziało.
Od razu otworzył oczy i na wszelki wypadek wbił pazury w korę, bo doskonale znał ten smród, który oznajmiał, że gdzieś w pobliżu był pies. I szybko okazało się, że bardzo w pobliżu, w końcu wiatr nie przywiałby zza rzeki aż tak intensywnego zapachu. Na szczęście był zbyt wysoko, żeby go dosięgnąć, ale nie była to zbyt komfortowa sytuacja - gdyby teraz zszedł na ziemię, zostałby od razu zaatakowany, a kto wie, kiedy zapchlony kundel odejdzie. Rozejrzał się, by sprawdzić, czy gałęzie pozostałych drzew są na tyle blisko, by ewentualnie przeskoczyć z jednej na drugą i w tej sposób oddalić się kawałek, chociaż w to wątpił; drzewa zaczynały gęstnieć dopiero po drugiej stronie rzeki, w sadzie, a poza tym z jego gabarytami skakanie po gałęziach niczym wróbel było nieco ryzykowne.
Pierwszą rzeczą, którą należało zrobić po głębokim śnie było mimo wszystko przeciągnięcie się, i to właśnie zrobił Mruczące Gardło, przyginając klatkę piersiową do swojego konara i drapiąc w korę wyciągniętymi do przodu łapami. Dopiero wtedy usiadł i trzeźwo spojrzał w dół, szukając psa, który ewidentnie gdzieś tu się pałętał. Jeśli był jakiś malutki, to nie ma żadnego problemu - zejdzie spokojnie na dół, poczęstuje go kilkoma zadrapaniami i kundel pewnie ucieknie z piskiem. W końcu kiedyś pokonał sam psa i to średniej rasy, jeszcze za czasów, kiedy dopiero co opuścił Klan Cienia, a wtedy nie był jeszcze tak wyrośnięty i teraz pewnie sam dorównywał wielkością tamtejszemu psu. Jeśli jednak ten, który śmiał kręcić się pod jego drzewem był jednym z tych wielkich byków, to będzie musiał kombinować. Nie bał się jednak - ufał, że coś wymyśli i sobie poradzi. A poza tym czuł, że z gwiazd, mimo że w tej chwili niewidocznych, patrzy na niego co najmniej kilka par oczu, a w tym jedne czerwone jak owoce jarzębiny, a drugie zielone, których już nie przysłaniało bielmo.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Doświadczenie, a może przeczucie, coś w każdym razie kazało spać mu pośród gałęzi i to był zdecydowanie najlepszy na świecie wybór. Przeświadczenie, że nie jest sam było z całą pewnością intensywne, skoro wyrwało go ze snu powodując, że aż musiał rozejrzeć się po okolicy w poszukiwaniu potencjalnego napastnika. Pierwsze oględziny okolicy jasno dały mu znać, że nie ma sensu nawet szukać drogi górą, nie zdołałby po prostu przeskoczyć na sąsiednie drzewo. Co prawda nie było jakoś daleko, ale jego gałęzie były w tym miejscu niesamowicie wręcz cienkie i kruche, więc masywny kocur nie byłby w stanie przedostać się tą drogą gdzieś dalej. Pozostawało mu właściwie tylko czekanie, albo podjęcie się zejścia na dół i walka z psem, który gdzieś tutaj niewątpliwie był. Na razie niewidoczny, ale kiedy - być może - do głowy Mruczącego Gardła przyszło, żeby może zejść na ziemię i po prostu się stąd oddalić - dostrzegł psi łeb. Wyłonił się z niskiego krzewu i należał do psa myśliwskiego, nie najmłodszego i nie największego, ale z całą pewnością dość upartego. Plus był taki, że na jego pysku znajdował się kaganiec, więc nie byłby w stanie pogryźć kocura. Niemniej jednak węszył zawzięcie zbliżając się coraz bardziej do drzewa, na którym przebywał samotnik. A później szczeknął, czy może raczej burknął, jakby kogoś przywoływał.
Gdyby Mruczący w tym momencie poruszył uchem i wytężył słuch, usłyszałby dolatujące z oddali nawoływanie na pewno pochodzące z gardła Dwunoga, a później usłyszałby również następne poszczekiwania. Wyglądało na to, że psy właśnie zostały wyprowadzone na spacer, jeden z nich umknął, a on znajdował się na trasie przemarszu, co mogło zaprowadzić go wprost do niewoli, jeśli nie podejmie zaraz jakiś działań.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Tak, w pewnej chwili, już po dłuższym oczekiwaniu przeszło mu przez myśl, że może pora zejść i wiać, ale dosłownie w tej samej chwili zauważył wypatrywanego kundla. Na całe jego szczęście nie był to jeden z tych olbrzymów, które czasami widywał za płotami, a dodatkowo na pysku nosił tę srebrną sieć, którą czasami widział u psów chodzących z Dwunogami. Z jednej strony faktycznie znaczyło to, że nie będzie mógł gryźć, dopóki Mruczące Gardło nie wsadzi łapy do środka, ale z drugiej strony był z nim Dwunóg. Jeśli był to jeden z tych którzy łapią dzikie koty, to samotnik musiał się stąd wynosić, i to szybko.
- Zamknij się - warknął na psa, przykucając na gałęzi, gdy ten burknął przez błyszczącą sieć. Chwilę potem do jego uszu dotarły odległe nawoływania Dwunoga i szczekanie innych psów, i Mruczący szybko połączył fakty. Trzeba było stąd zmiatać, jeśli nie chciał skończyć jako pieszczoszek z pikającą obróżką. Albo gorzej.
Wziął głęboki oddech, powtarzając sobie cały ułożony naprędce prowizoryczny plan, który za parę uderzeń serca miał wcielić w życie. Jeśli Gwiezdny Klan jeszcze troszczył się o losy idioty, który chciał wrócić do domu, to niech mu pomoże i nad nim czuwa. A zwłaszcza ty, albinosie. Tak pomyślawszy, buras ześlizgnął się po pniu drzewa, żłobiąc pazurami szramy w korze i wylądował przed psem. Z dołu wydawał się nieco większy niż wyglądał z gałęzi, ale Mruczący sam nie był kurduplem, a poza tym miał po swojej stronie element zaskoczenia, chyba że pies zawczasu uniósł łeb i go dostrzegł. W każdym razie samotnik nie zamierzał tracić czasu i gdy tylko wylądował skoczył w kierunku psa, wyciągając przez siebie pazury przednich łap i celując w oczy kundla. Ucieszyłby się, gdyby udało mu się chociaż częściowo go oślepić, a nawet jeśli nie, to zranić - to da mu chociaż krótki moment przewagi. Pies nie będzie go gonił na ślepo, a jeśli przynajmniej go zadrapie, to może będzie na tyle zaskoczony, że nie rzuci się za nim od razu.
Od razu gdy wylądował z powrotem na ziemi rzucił się do ucieczki, niezależnie od tego czy atak się udał, czy nie; nie zamierzał czekać na drzewie, aż przyjdzie Dwunogów z kolejnymi psami i ze swoimi wymyślnymi narzędziami, którymi na pewno ściągnąłby go z drzewa. Walka też niespecjalnie mu się uśmiechała, bo mogła zająć za długo, a piski psa jeszcze bardziej zaalarmowałyby właściciela. Robił więc to, co wydało mu się najsensowniejsze - uciekał ile sił w łapach. Najpierw przebiegł przez mostek, a później biegł wzdłuż brzegu rzeki, by oddalić się od sadu tak jak planował, jedynie z tą różnicą, że w jego planach była to spokojna, miarowa wędrówka, a nie szaleńczy bieg.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Nie zawsze to, co sobie planujemy, wychodzi idealnie. Czasami przyjemny spacer trzeba zamienić na szaleńczy bieg i się z tym pogodzić, bo w innym wypadku czeka nas tylko więcej nieprzyjemności i problemów. Sytuacja, w jakiej znalazł się właśnie kocur z całą pewnością nie była najprzyjemniejsza, ale przynajmniej postanowił działać, a nie siedzieć jak kura na grzędzie i czekać na to, co nadejdzie. I chociaż faktycznie nadal nad nim czuwano, nadal mu pomagano, nie oznaczało to jeszcze, że będzie miał nieograniczone pokłady szczęścia. Zsuwając się dość gwałtownie z drzewa zahaczył się o korę ostrym szponem w prawej łapie, ten złamał się gwałtownie, boleśnie i gdy Mruczące Gardło atakował psa, łapa pulsowała mu boleśnie. Również nie było tak jak marzył - został zauważony, gdy jak jakaś szalona wiewiórka rzucał się w dół drzewa służącego mu za schronienie. Pies wydał z siebie coś na kształt buczącego szczeknięcia, na które po chwili odpowiedziało mu kolejne, już o wiele bliższe i gdy samotnik rzucał się na psa, ten również na niego ruszył. W efekcie Mruczący poczuł dodatkowy ból w zranionej łapie, kiedy trafił go kaganiec, ale na szczęście zdołał zadrapać przeciwnika, uniknąć jego zębów ze zrozumiałych względów i nieco go oszołomić.
Potem pozostał mu już tylko bieg. O tyle utrudniony, że z każdym kolejnym krokiem łapa piekła go coraz mocniej, a nawet, jeśli by tylko spojrzał w dół, zorientowałby się, że z rozerwanego pazura poszło mu nieco krwi. Taka szaleńcza ucieczka zaś z całą pewnością mu nie pomagała. I musiał myśleć, co dalej, bo pies jednak ruszył za nim - słyszał jego ciężkie kroki i warkliwe burczenie. Z dala dobiegały rozzłoszczone okrzyki Dwunoga i podekscytowanie szczekanie innych psów. Rzeka nie dawała zbyt wielu możliwości na schronienie się, natomiast kocur zbliżał się do zabudowań siedlisk, płotów i szop, miejsca, gdzie mógł zniknąć. Było to niebezpieczne, ale z drugiej strony - dzień dopiero wstawał, więc może ludzie jeszcze tam spali?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Samotnik powstrzymał się od syknięcia, kiedy poczuł ostre ukłucie bólu w jednym z pazurów, chociaż i tak mu nic to nie dało, bo jakaś wiewiórka postanowiła akurat w takiej chwili pokrzyżować mu szyki. Był przyzwyczajony do bólu, o czym świadczyły liczne blizny, część ukryta pod futrem, część nie, ale trzeba przyznać że złamany pazur w dużym stopniu utrudniał mu działanie. Nie wyszło tak jak chciał. Trudno. Wiedział, że bardzo często tak się zdarza i trzeba umieć się dostosować do nieprzewidzianych zmian. Udało mu się przynajmniej trochę zadrapać psa, co przypłacił dodatkowym bólem, gdy kaganiec uderzył go w łapę, a potem już tylko skupiał się na jak najszybszym biegu i ignorowaniu rwącego bólu przy każdym uderzeniu łap o ziemię. Ciemny Las zesłał tego psa, razem z tym jego Dwunogiem. Nie ma z nich żadnego pożytku, a za to same kłopoty.
Faktycznie po krótkiej chwili niedaleko przed nim zaczęły majaczyć kolejne siedliska i od razu skierował się w ich stronę, wiedząc że to jego największa szansa na uwolnienie się od przebrzydłego kundla.
zakładając, że udało mu się dopaść najbliższego płotu przed psem, od razu wybił się, by nie tracić pędu i wskoczył na niego, krzywiąc się od irytującego bólu, i błyskawicznie zeskoczył na drugą stronę. Nie wiedział, co konkretnie znajdowało się po drugiej stronie, ale z tego co wiedział z doświadczenia psy bardzo rzadko przeskakiwały wysokie płoty, a dla takiego jak, ten, który się do niego przyczepił, powinny stanowić dobrą przeszkodę. Samotnik odwrócił się, gdy tylko wylądował po drugiej stronie by zobaczyć, co postanowi zrobić pies, ale na wszelki wypadek rozejrzał się po miejscu w którym teraz się znalazł, szczególnie wypatrując wysokich drzew i starych szop, takich, w których Dwunogi nie mieszkały. Jeśli okaże się, że wpadł na podwórko innego psa, to chyba się poważnie zdenerwuje.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
To wszystko nie wyglądało najlepiej. Mruczący czuł narastający ból w łapie, który zaczynał dawać mu się we znaki. W pewnym sensie kocur miał szczęście, że nie odszedł za daleko od siedlisk Dwunogów, bo miał teraz szansę znaleźć dla siebie jakieś miejsce i jednocześnie zniknąć z oczu nie tylko przebrzydłemu psu, ale również jego ludziom, którzy obecnie mogli stanowić dla kocura nie lada przeciwników. Łapa piekła, Mruczący miał wrażenie, że zaczyna mu wręcz płonąć, ale uparcie biegł przed siebie, co na całe szczęście ostatecznie ocaliło mu życie. Skok przez płot nie był tak wspaniały, jak sobie wyobrażał, niestety zraniona łapa dawała mu się we znaki, więc nie wymierzył do końca dobrze i z impetem uderzył nosem w ogrodzenie, całe szczęście, że jednak zdołał jakoś uchwycić się płotu i przedostać na drugą stronę. Musiał teraz znaleźć jak najprędzej schronienie na tym dziwnym kawałku ziemi i już po chwili wypatrzył altanę pokrytą w całości bluszczem, mającą przyjemne, zacienione zakamarki, do tego miejsce to kryło się pomiędzy krzewami, a dookoła panowała cisza. Oczywiście nie licząc tego ujadającego kundla, który zaczął kopać pod płotem. Najwyraźniej zamierzał przedostać się pod ogrodzeniem, ale gdyby tylko Mruczący zdołał wdrapać się na dach altany, za którą majaczyły mu drzewka, pewnie byłby bezpieczny. Nie mógł tego również wiedzieć, ale Dwunożni zamieszkujący akurat to siedlisko mieli urlop, mógł więc swobodnie poruszać się po ich ogrodzie, gdyż ich tutaj nie było.
Niemniej jednak oczywistym było to, że powinien poruszać się szybko i sprawnie, a dopiero później przyjrzeć się łapie i podjąć jakieś mądre decyzje co do tego, jak zachować się dalej. Na pewno nie mógł już dalej biec tak szybko, jak chwilę temu. Tylko zrobiłby sobie niepotrzebnie krzywdę.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Samotnik mógł jednak jedynie zacisnąć szczęki i nie zaważając na coraz dotkliwszy ból w łapie biec dalej. Nie znosił uciekać. Zawsze czuł się jak tchórz, kiedy zamiast walczyć wolał rzucić się do ucieczki jak jakiś nie przymierzając królik, ale były sytuacje, w których nie było innej opcji, i to była właśnie jedna z takich sytuacji. Nie wiadomo, jak długo by zeszło, zanim wykończyłby kundla pod tamtym drzewem i mogło mu zejść tyle, że Dwunóg i reszta sfory zdążyliby go dogonić a wtedy to już w ogóle miałby zerowe szanse. A teraz, gdyby postanowił walczyć z nim z dala od reszty bandy, wszystko utrudniałaby mu boląca łapa.
Zatrzymał się na moment po drugiej stronie ogrodzenia, dysząc ciężko i rozglądając się po nowym miejscu. Od razu dostrzegł zarośniętą budowlę, z której dachu łatwo mógł dostać się na rosnące obok, pokryte gęstymi liśćmi drzewa. Kundel tymczasem zaczął kopać w ziemi, nadal ujadając, co niesamowicie irytowało Mruczące Gardło. Przeklęty kundel.
W każdym razie nie zamierzał tracić czasu i od razu skoczył ku porośniętej bluszczem altanie i zaczął się wspinać na dach. Nie było to łatwe, bo próbował jak najbardziej odciążać zranioną łapę, ale na szczęście liczne łodygi bluszczu pomagały mu znaleźć chwyt i oparcie i w ten sposób miał nadzieję znaleźć się na szczycie, zanim pies zdąży przedostać się na drugą stronę. Na całe szczęście Dwunogi biegały dość wolno i dopóki psy nie urwą się tamtemu ze smyczy, ten tutaj był jego jedynym zmartwieniem. Gdy znalazł się już na dachu altanki ocenił odległość do najbliższego pnia drzewa bądź któregoś z grubszych konarów i nie namyślając się długo skoczył tam, wbijając się pazurami w twardą korę. Zacisnął zęby, sycząc z bólu gdy ranna łapa uderzyła w drzewo, ale uparcie starał się ją ignorować, wiedząc, że nad nią będzie się zastanawiał później. Nie było to nic poważnego, poza tym że poważnie utrudniało mu wszelkie manewry.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Mruczące Gardło mógł tak naprawdę teraz nieco zwolnić, ale widać obawa przed nadejściem Dwunogów i pozostałych psów była zbyt silna. Nie było się zresztą czemu dziwić, w końcu kocur znał samotnicze życie, znał również życie w Klanie i doskonale wiedział, że wszystko, co się z tym wiąże jest raczej trudne i skomplikowane. Powinien jednak pozwolić, by strach nieco zelżał, żeby jakoś zdołał złapać dech, bo inaczej tylko narobi sobie więcej szkód, niż było to konieczne. Pies przystąpił do kopania, z tyłu było coraz głośniej, ale mimo wszystko Mruczący znajdował się już na w miarę bezpiecznym terenie i lepiej by było, gdyby zastanowił się bardzo poważnie nad następnymi krokami.
Zdołał się wspiąć na altanę, co nie sprawiało aż takich problemów, ale oddawanie skoku na najbliższe drzewo było w jego wykonaniu szaleństwem, o czym przekonał się chwilę później. Ranna łapa uderzyła mocno w korę, poczuł przeszywający ból, który rozbłysnął mu białym światłem w głowie i w chwilę potem uderzył całym ciężarem ciała o miękkie krzewy u podłoża altany, których było tu zatrzęsienie. Gałęzie ugięły się, kocur zaś spadł na wrzośce i spulchnioną glebę. Obił się nieco, ale na całe szczęście wszystko to zahamowało poważniejsze obrażenia, jakich mógłby doznać. Był jednak oszołomiony i jak zza mgły słyszał wściekłe pokrzykiwania Dwunoga, szczekanie psów, a potem oddalające się kroki, które coraz bardziej cichły i cichły, aż dookoła nie było nic poza cichym pobrzękiwaniem pierwszych owadów biorących się do pracy i ćwierkami ptaków, które przemykały z drzewa na drzewo, nawoływały się i chrobotały pazurkami o dach altany. Mruczące Gardło był zaś sam, leżał pośród krzewinek. I zupełnie nie wiedział, gdzie się znajduje.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości