Logo Artemidy
Wyprawa poszukiwawczo-ratunkowa Mruczącego Gardła
#31
Cóż, zwolnienie tempa jak na razie nie było opcją dla Mruczącego, a przynajmniej nie dopóki słyszał, czuł i widział tego przeklętego kundla i dopóki ten nie przestał podkopywać się pod płotem. Samotnik wątpił, żeby mu się to udało, bo potrzebował do tego pewnie trochę czasu, ale przez takie lekceważenie zagrożenia już ładnych parę razy oberwał i tę lekcję wykorzystywał teraz. Zebrał się w sobie na skraju dachu altany, by wykonać piękny, dobrze wyliczony sus na najbliższy konar...
...i figa, bo zamiast susa wykonał jakiś bliżej nieokreślony manewr, poczuł gwałtowny ból, który na chwilę zaćmił mu wszystkie zmysły, chyba bezwiednie zasyczał głośno przez zaciśnięte szczęki, o mało co nie przyrąbał pyskiem w pień drzewa i już po chwili skołowania leżał na ziemi, poobijany i podrapany przez gałęzie krzewów, a zraniona łapa pulsowała mu coraz bardziej dotkliwszym, ale stabilnym bólem. Pozwolił sobie na chwilę odpoczynku wśród tych krzewów i po prostu leżał, łapiąc oddech po szaleńczej ucieczce, a jego boki podnosiły się i opadały w szybkim rytmie. A żeby to wszystko Ciemny Las, tego śmierdzącego kundla, jego lisią bandę i rozdartego Dwunoga. Nienawidził takich poranków. Ledwo co zdążył się obudzić, a już musiał na łeb na szyję spadać z drzewa, obił sobie jedną łapę o przeklęty kaganiec, pazur drugiej rozwalił i poobijał, a potem jeszcze zrypał się z altanki prosto w krzaki. Cudowne rozpoczęcie kolejnego dnia wyprawy. Miał nadzieję, że gałęzie drzewa zasłaniały go przed wzrokiem Gwiezdnych, bo jeśli nie, to chyba zapadnie się pod ziemię ze wstydu. Całkiem jak wtedy gdy wodny szczur wykiwał go i wprowadził na zamarzniętą rzekę, a lód załamał się pod nim i o mało nie utonął. Kabaret.
W końcu jednak stęknął i dźwignął się na łapy, po czym wydostał ze splątanych gałęzi na otwartą przestrzeń, co zajęło mu parę dobrych uderzeń serca i kosztowało kilka kępek burego futra. Tam usiadł, otrząsnął się i oczyścił językiem ranną łapę, bo całą miał zapapraną krwią ze złamanego pazura. Rozejrzał się dookoła, czy nie znajdzie gdzieś przypadkiem jakiejś pajęczyny, bo wiedział, że trzeba owinąć nią ranę by zatamować krwawienie. Niestety, jego wiedza medyczna ograniczała się tylko do tego, ale jak widać wystarczyła, bo jak na razie żył i był w jednym kawałku. Jeśli jakąś dostrzegł, zrobić to, co zamierzał, po czym rozejrzał się ponownie, tym razem by zmiarkować gdzie się znajduje. Na podwórku jakiegoś Dwunoga, to jasne, ale to mu nie wystarczyło; dość, że nigdzie w pobliżu nie widział żadnego zagrożenia. Podszedł jednak do płotu z przeciwnej strony, z której wcześniej wskoczył i wgramolił się na niego dość niezgrabnie, uważając na bolącą łapę.
Gdy wczoraj Serafina wskazywała mu kierunek, szedł mając zachodzące słońce z lewej strony, dlatego teraz musiał iść dalej tak, by mieć wschodzące - z prawej. Uciekając wzdłuż brzegu rzeki pozostawił stary sad nieco z tyłu, co chciał zrobić wcześniej by go ominąć, ale i tak wypatrywał go ze swojego punktu widokowego - dużego domu, śmierdzącego psami, z którego pewnie rozlegało się ich szczekanie. Nie chciał przechodzić zbyt blisko niego, tak jak mówiła mu Serafina, dlatego zanim zacznie iść dalej musiał upewnić się co do jego położenia.
Witaj, nowy dniu. Mruczące Gardło już od dawna nie czuł się w ten sposób, w jaki czuł się teraz. Być może była to zasługa adrenaliny, która wtłoczyła się w jego żyły niemal od razu po wybudzeniu się ze snu, być może wschodzącego słońca, które delikatnie muskało jego futro i nadawało światu świeżości, być może poranna rosa mocząca mu futro i trel ptaków w gałęziach... a być może przede wszystkim poczucie, że ma w życiu cel i dąży do niego. A co więcej, poczucie, że ów cel jest już blisko i że uda mu się wrócić do domu, mimo wszystkiego co zrobił. Spojrzał na błękitne niebo, które z każdą chwilą nabierało coraz intensywniejszego koloru i odetchnął pełną piersią. Ruszamy dalej.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Gwiezdni na pewno na niego spoglądali. Bo gdyby nie oni, nie wiadomo, jakby skończyła się cała ta zabawa. Być może to, że nie wdrapał się na drzewo, że spadł, może to był znak, żeby mimo wszystko nieco zwolnił, opamiętał się, dał odpocząć łapie. Bo prawdą było, że dalsza wędrówka w takim stanie bez chwili prawdziwego wypoczynku była raczej szaleństwem i brakiem rozsądku. Łapa co prawda nie była zniszczona, ale trochę krwi i bólu powodowało, że Mruczące Gardło powinien jednak odpocząć. Zaczekać. Złapać oddech. A przede wszystkim powinien poszukać trochę wody, by się napić, ale może i również spokojnie nad nią pomyśleć i ochłonąć. Wspinanie się na płot, by przekonać się, co znajduje się w okolicy było pewnie i mądre, ale nie do końca to teraz było najważniejsze. Straszliwy dom został za kocurem, nie mógł do niego dotrzeć, ludzie stamtąd zabrali psy, a on znajdował się na odosobnionej, spokojnej posesji. Nie było tu psa, nie było potwora, nie było niczego, co powinno go niepokoić.
Co prawda kocur rozglądał się za dalszą drogą, ale słońce jakoś tak przebiło przez chmury... Jego promienie skierowały się na niewielkie zadaszenie pod daszkiem, gdzie znajdowały się miski pełne wody, wyraźnie wystawione dla samotnie żyjących zwierząt. A tuż obok, właśnie na tym daszku, spory krzyżak kończył tkać drugą część swej pajęczyny, przez którą radośnie przeświecało słońce. Jeśli to nie był znak z Gwiazd, to co nim miałoby być? Odpocznij! Wyczyść ranę, zaklej ją, odczekaj...
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Świetnie. Czyli najgorsze mamy już za sobą. A przynajmniej najgorsze jak dotąd, bo chociaż ominął jedno z największych zagrożeń, to kto wie, co jeszcze kryła rozciągająca się przed nim droga. Miał wrażenie, że gdy siedział nieruchomo na płocie pulsujący ból rozchodzący się od złamanego pazura zaczyna nieco słabnąć, tak samo jak delikatne obicia które zafundował sobie gdy spadł jak ciężko głaz z dachu altany. Nie chciał stać w miejscu. Nie lubił stać w miejscu, był włóczęgą. Ale z taką upierdliwą raną daleko nie zajdzie, a przecież w każdej chwili mógł być zmuszony do ucieczki przed czymś. Nie żeby stronił od potyczek, ale wiedział że nie ma co porywać się z motyką na słońce gdy spotka, powiedzmy, jakiegoś Dwunoga albo jeszcze coś gorszego, a poza tym bardzo mu zależało żeby dotrzeć do celu w jednym kawałku.
Jakby nie patrzeć, teraz, gdy Mruczące Gardło już nie musiał martwić się psami i Dwunogami, mógł wreszcie rozejrzeć się i dostrzec, że dzień rozpoczął faktycznie... jasny poranek. Kocur uśmiechnął się do siebie pod wąsem. Zdecydowanie wolał jasne poranki od deszczowych nocy, chociaż trzeba przyznać, że i o niej często myślał. A nad królikami i ich susami wolał się nie zastanawiać, jako że dopiero co samodzielnie jednego schwytał, zagryzł i zjadł. Co za ironia losu. Powinien przemianować się na Mordercę Królików, wtedy pasowałoby i w sensie dosłownym, i przenośnym.
Mlasnął językiem, czując że ma sucho w mordce i rozejrzał się za jakąś zdatną do picia wodą. Mógł wrócić do rzeki, ale zostawił ją dość daleko w tyle i nie uśmiechało mu się to za bardzo. Deszcz jednak nie padał ostatnio, więc raczej nie mógł się spodziewać żadnych kałuż na polnych drogach. Właśnie wtedy jego wzrok padł na miski z wodą pod daszkiem stojącym nieopodal, na które dziwnym trafem akurat padł wyraźny promień słońca. Samotnik poruszył niepewnie uchem i podniósł wzrok na niebo nad sobą, ale jego pysk nie wyrażał żadnych emocji. Potem zwyczajnie wzruszył barkami i zeskoczył ostrożnie na ziemię, krzywiąc się, gdy ranna łapa uderzyła o podłoże, i spokojnym, miarowym krokiem podszedł do misek. Normalnie brzydził się przyjmowania czegokolwiek od Dwunogów - raz w życiu musiał żywić się na śmietniku, gdy pobił się z jakimś parszywym kundlem, i obiecał sobie że już nigdy więcej tego nie zrobi - ale woda wyglądała na czystą i porządną, a w pobliżu nie widział żadnych Bezwłosych. Dlatego tym razem pozwolił sobie na kilka długich, orzeźwiających łyków i poczuł, jak wraca mu nieco sił.
Nie tylko woda błysnęła mu z daleka w promieniach słońca; w załamaniu daszku dostrzegł sporą, mocną pajęczynę, tkaną przez dorodnego pająka i to było dokładnie to, czego potrzebował. Stanął na moment na tylnych łapach, by jej dosięgnąć i zebrał ją ranną łapą w ten sposób, by owinęła się wokół palców, a później dodatkowo zacisnął i przyklepał ją opuszką drugiej łapy. Strzepnął też pająka, który zaplątał się wśród srebrnych nitek - jego już nie potrzebował, chociaż czuł się trochę winny że zniszczył mu sieć, którą ten tak pracowicie i misternie tkał. Mógł jednak zrobić sobie nową, a Mruczące Gardło musiał wrócić do domu.
Mimo że zaspokoił pragnienie, w brzuchu poczuł niemiły ucisk i przyszło mu do głowy, że powinien zapolować zanim ruszy dalej, ale ze złamanym pazurem niespecjalnie by mu to wyszło, dlatego postanowił chwilę poczekać aż ból minie i rana nieco się ogarnie. Znalazł sobie zacieniony, osłonięty zakątek nieopodal misek z wodą i położył się na chłodnej, wilgotnej trawie, częściowo zasłonięty przez liściaste gałęzie jakiegoś krzewu. Być może spotka jakiegoś kota, który tak samo jak on przyjdzie zaspokoić pragnienie i uda mu się uciąć z nim pogawędkę, może będzie wiedział coś na temat Klanów? Kto wie. W każdym razie zamierzał ruszyć dalej, kiedy tylko nabierze trochę sił.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Tak, to zdecydowanie był jasny poranek. Można powiedzieć, że nawet wręcz wyjątkowo jasny. Mruczący mógł jak chciał interpretować pojawienie się słońca, oświetlenie przez nie zadaszenia, wody, a później pajęczyny, ale moim skromnym zdaniem kryła się w tym ingerencja Gwiezdnego Klanu. A przynajmniej jednego kota, który nawet po śmierci czuwał nad powracającym do domu synem marnotrawnym, którego wyprawa dopiero co się zaczynała. Gdyby jednak podjął błędne decyzje, mogłaby zakończyć się już teraz… Pragnienie, głód i ból w łapie sprawiły jednak, że Mruczący postanowił zatrzymać się w miejscu, dzięki czemu uniknął nieprzyjemności, cierpienia, a może nawet schwytania, bo gdyby wyruszył od razu w drogę, bez dwóch zdań natknąłby się na jednego z wolontariuszy pracujących w strasznym domu, od którego tak usilnie uciekał.
Napił się, a później sięgnął po pajęczynę, która w efekcie jego wygibasów zaczepiła się również o wąsy i nos kocura, nieco się zniszczyła i z całą pewnością nie była profesjonalnym opatrunkiem, ale pomogła w zatamowaniu krwawienia. Bez dwóch zdań kocur powinien później oczyścić tę łapę, bo tylko Gwiezdni wiedzą, co mogłoby się z nią stać. Teraz jednak dawał sobie odpocząć, pozwalał spać i czekać, co było dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej, że dookoła panowała cisza, przerwana dopiero sporo godzin później przez podjeżdżający samochód listonosza. Skrzypnęła klapka od skrzynki na listy, a potem zapadła znowu cisza. Gdy Mruczące Gardło uniósł powieki, słońce było już dawno po górowaniu, zrobiło się jeszcze cieplej, ale on spał w przyjemnym cieniu. W niewielkim oddaleniu od niego na miskach z wodą przysiadło sporo ptaków robiąc coraz to większy rejwach. Czuł na pewno głód, ale ból po uderzeniach i zranieniu zelżał. Mógł coś zjeść, a potem ruszyć w dalszą drogę, musiał ją jednak obrać raczej losowo, bo w okolicy nie było nikogo, kto mógłby mu pomóc. Gdyby jednak rozejrzał się po okolicy, doszedłby pewnie do wniosku, że skręcanie w prawo może być nieco niebezpieczne, gdyż znajdowało się tam o wiele więcej zabudowań…
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Sapnął z irytacją, gdy pajęczyna zaplątała się w jego wąsy i zaczepiła o nos i gdy jako-tako owinął nią łapę, drugą, tą czystą zebrał resztki ze swojego pyska. Według jego osądu dokładnie wylizanie rany i okolic, tak jak to zrobił wcześniej, wystarczy, dlatego uznał że zrobił już co mógł i ułożył się w cieniu pod krzewem. Mimo że dopiero co się obudził, szaleńcza ucieczka, ból i cały ten chaos zmęczyły go i stopniowo ciepłe powietrze, brzęczenie pszczół i miękka trawa ukołysały go do snu.
Obudził się jakiś czas później, gdy do jego uszu dotarło ciche skrzypnięcie. Otworzył odrobinę oczy i zobaczył parę ludzkich nóg, przez co od razu wybudził się całkowicie, gotowy do ucieczki bądź walki, ale nogi niemal natychmiast odeszły dalej. Pewnie Dwunogów nawet nie zauważył Mruczącego, skrytego bezpiecznie wśród liści. Kocur leżał wygodnie jeszcze przez moment, po czym umył się szybko i wyszedł z powrotem spod gałęzi. Słońce przewędrowało spory kawałek po niebie i przyjemnie grzało jego futro, a ptaki śpiewały w koronach drzew. Bardzo ładny dzień na wędrowanie. Nawet łapa bolała go znacznie mniej, a o upadku z drzewa już zapomniał; jedyne co mu przeszkadzało, to głód nieustannie uciskający jego żołądek. Samotnik ziewnął i przeciągnął się - czas zapolować.
Odszedł kawałek od gniazda Dwunogów i wpadł w bardzo dobrze mu znajomą rutynę, identyczną za każdym razem: szedł uważnie i powoli, stąpając lekko i bezszelestnie, i jednocześnie wytężał wszystkie zmysły, szukając zwierzyny. Uszy kręciły się jak radary, wyczulone na wszelkie stuki, szmery i szelesty, oczy przeczesywały okolicę, wypatrując śladów w piasku czy samych małych, ruchliwych ciałek o błyszczącej sierści, a nos co chwilę sprawdzał powietrze, wyszukując w nich piżmowych zapachów, które mogłoby go doprowadzić do jego śniadania. Albo właściwie obiadu, bo słońce już dotarło do szczytu nieba, gdy spał, a teraz powoli spadało w dół.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Szczęście, niestety, ma to do siebie, że w pewnym momencie najczęściej się kończy. Mruczącemu udało się już uciec przed psem, nie połamał łap, nikt go nie dręczył i mógł spokojnie spać przez długi czas, by nabrać sił. Owszem, uporczywe burczenie w brzuchu nie należało do najprzyjemniejszych, ale kocur przynajmniej spokojnie był w stanie wydostać się z posesji, na którą przypadkiem wpadł i nie miał żadnych problemów z tym, by wędrować dalej. Tylko ptaków było tak wiele i tak bardzo do siebie jazgotały, że chociaż próbował podejść je ostrożnie, co chwila jakieś uciekały mu sprzed nosa. To chyba nie było tak naprawdę najlepsze miejsce do tego, żeby coś chwycić! Był bardzo blisko, już witał się z gąską, ale ostatecznie nie zostawał nawet z wróblem w garści. Tymczasem słońce faktycznie krok za krokiem chyliło się bliżej zachodu, wciąż było ciepło i pięknie, ale widać było, że dzień ucieka Mruczącemu. Musiał więc zdecydować, czy ruszyć przed siebie dalej, czy starać się nadal coś upolować w miejscu, w którym się znajdował. A przede wszystkim musiał wybrać, w którą ruszyć stronę. Prawo czy lewo? A może na wprost?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
I do tego był przyzwyczajony Mruczący - nie zawsze łapie się coś za pierwszym podejściem. Czasami trzeba wykazać się cierpliwością, a czasami odpuścić sobie i odejść dalej, by poszukać innego miejsca bogatego w zwierzynę. Być może tutaj gniazdo Dwunogów było zbyt blisko i dlatego nie mógł znaleźć nic poza świergolącymi ptakami, które i tak mu umykały zanim zdążył nawet się ruszyć. Kiedy udało mu się raz podejść blisko, wiatr w ostatniej chwili zmienił kierunek i zdobycz czmychnęła. Mruczące Gardło zaklął wtedy paskudnie i stwierdził że rzuca do wszystko do Ciemnego Lasu i najwyżej pójdzie dalej z pustym brzuchem - trudno. Z głodu jeszcze nikt nie umarł. To znaczy... nie po tak krótkim czasie.
Samotnik już wcześniej zdecydował, w którą stronę powinien iść - na północ. Pamiętał, w którym miejscu słońce wyłoniło się spod ziemi, dlatego zaczął iść tak, by ów wschód mieć po prawej stronie, co oczywiście znaczyło że zachód słońca będzie miał na lewo od niego. Taki kierunek wskazała mu Serafina i tego miał zamiar się trzymać. Co prawda ucieczka przed psem nieco zmiotła go na bok, dlatego poszedł lekko na skok, by wyrównać różnicę. Domyślał się że nowe tereny Klanów są tak rozległe, że i tak by na nie trafił, ale wolał dmuchać na zimne.
Zastanawiał się, skąd w ogóle Klany wiedziały o tym, że gdzieś za Osiedlem znajdują się nowe tereny, nadające się do zamieszkania. Może wysłali najpierw jakąś grupę zwiadowców? To byłoby zbyt niebezpieczne, nie mógł wyobrazić sobie że przywódcy wysłaliby swoich wojowników, nawet najlepszych, na taką wyprawę z której wielu mogłoby nie wrócić. Mogli dowiedzieć się o nim od jakieś pieszczocha czy samotnika, ale myśl, że zaufaliby komuś takiemu i zabrali całe swoje życie by zamieszkać w jakimś nieznanym, niewiadomym miejscu wydawała mu się nawet bardziej absurdalna. Samotnik martwił się też, że gdzieś po drodze skręcili w bok, a on nie wiedząc o tym pójdzie dalej prosto swoją drogą, przez co nigdy nie wróci do domu. Przydałoby się znaleźć kogoś z tych okolic, z kim mógłby porozmawiać i być może dowiedzieć się czegoś o ogromnej grupie kotów i drogi, którą szła, ale na to także miał znikome szanse. Jak na razie pozostawało mu tylko iść przed siebie, być czujnym i wierzyć w siebie. A także ciągle wypatrując po drodze zwierzyny, którą mógłby napełnić burczący żołądek.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Głód nie był na pewno jego sprzymierzeńcem, ale chwilowo nie był jeszcze aż tak okropny, żeby wziął nad nim górę. Dało się to jakoś przeżyć, chociaż z całą pewnością nie było najprzyjemniejsze. Lepiej jednak dla Mruczącego było, by nie pozostawał w bezruchu, tym bardziej, że jak wkrótce odkrył, zbliżał się do tego miejsca osiedla, gdzie wyrastały już niskie kamienice, mniej było ogrodów i z całą pewnością trudniej się wędrowało. Było również więcej światła i ludzi, kręciły się tutaj również młode Dwunogów chociaż przecież zapadał już stopniowo zmierzch. Mruczący zdał sobie sprawę z tego, że zaczyna zbliżać się do szerszej drogi, a co za tym idzie, kieruje się ku niebezpieczeństwu. Co gorsza, w pobliżu nie znajdował się żaden znak świadczący o tym, żeby Klany wędrowały właśnie tą drogę. Czyżby jednak odbiły nieco bardziej na lewo chcąc ominąć to wszystko, co teraz, krok za krokiem, wyłaniało się przed oczami kocura?
Musiał coś zjeść, ale okolica temu niezbyt sprzyjała. Myszy i ptaków raczej już tutaj nie uświadczy, a jeśli nawet – to trudno byłoby je upolować. Był zatem, powiedzmy, w kropce. Do tego pewnie powoli odczuwał zmęczenie w łapach, w końcu złamany pazur i obicie też potrzebowały więcej odpoczynku. Wtem jednak, gdy przemykał za trzypiętrowym budynkiem z cegieł, doleciała do niego woń wprost ze śmietnika ukrytego pośród gęstych krzewów. A później szelest. Gdzieś tam czaił się szczur poszukujący swego posiłku. Pora na polowanie?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Och, świetnie. Po prostu świetnie. Mruczący doskonale widział coraz większe gniazda, coraz więcej Dwunogów i słyszał wzmagający się hałas potworów, ale szedł uparcie jeszcze przez jakiś czas, mając resztki nadziei że to jednak droga, którą przeszły również Klany. Im dalej jednak brnął w niegościnne otoczenie, tym szybciej owe resztki wypalały się, aż w końcu zatrzymał się bezradnie, nie wiedząc, co dalej robić. Niemożliwe, żeby trop prowadził tędy - ani starszyzna, ani kocięta nie przetrwałyby w labiryncie Grzmiących Ścieżek zalanych potworami, ani w mrowiu Dwunogów. Niedobrze. Zagapił się i zgubił trop, a co gorsza, nie widział tu żadnych innych kotów, których mógłby o cokolwiek zapytać. Jedyną sensowną opcją, jaką na razie widział, było zawrócić i skręcić nieco bardziej na zachód, omijając to wielkie Osiedle. Nieważne, że był zmęczony, nieważne, że bolała go łapa. Już dość się dzisiaj naodpoczywał - teraz był czas na wędrówkę.
"Albo na polowanie", podpowiedział mu burczący brzuch. Trudno się było nie zgodzić, był głodny, ale wątpił że tutaj znajdzie coś do jedzenia. Chyba że...? Nieco się skrzywił, gdy doleciał do niego smród odpadków, ale niemal równocześnie poczuł zapach szczura, a później usłyszał szelest, który mógł wskazywać na jego położenie. Eh. Nie znosił szczurów - były obrzydliwe, przesiąknięte smrodem miasta i śmieci, ale nie mógł wybrzydzać, jeśli nie chciał umrzeć z głodu. Dlatego pilnie nastawił uszy, kierując się w w stronę, z której usłyszał dźwięk. Podmuchy wiatru były lżejsze wśród ogromnych Gniazd, ale i tak upewnił się że wieje w jego stronę, żeby być może ostatnia szansa na obiad nie czmychnęła mu sprzed nosa. Stąpał miękko, płynnie, ostrożnie i powoli, żeby nie wydać najmniejszego dźwięku, trzymał ogon nad ziemią i ciągle wypatrywał małego gryzonia, gdziekolwiek się chował. Jeśli udałoby mu się go w końcu wypatrzeć, podkradłby się najbliżej jak się dało, by w odpowiednim momencie wyskoczyć w jego stronę jak pazurzasta błyskawica, przyszpilić szczura do ziemi i od razu go zabić, jednym, szybkim ruchem, żeby nie miał najmniejszych szans na ucieczkę.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Nie, Klany z całą pewnością nie poszły tą drogą, co do tego nie było najmniejszych wątpliwość. Musieli gdzieś skręcić, gdzieś odbić, zrobić coś, co poprowadziło ich innym szlakiem, a Mruczące Gardło najpewniej zgubił trop w swym szaleńczym biegu i ucieczce, jaką sobie zafundował z samego rana. Będzie koniecznie musiał pomyśleć, co zrobić dalej, jak się zachować, czy szukać kogoś, kto będzie mógł mu coś powiedzieć, czy może próbować odnaleźć drogę na oślep? Na razie na pewno musiał zapełnić brzuch, tak jak i Dwunodzy, których głosy dobiegały właściwie zewsząd, pomieszane z trzaskami, uderzeniami, śmiechem i Gwiezdny Klan wie czym jeszcze. To nie była cicha okolica, a przynajmniej nie miarą kota takiego, jak Mruczący, wychowanego mimo wszystko w lesie, z daleka od tego wszystkiego, czego właśnie tutaj doświadczał. Ale przynajmniej miał szansę na posiłek.
Posiłek, który niestety usłyszał go w ostatniej chwili. Szczur wydał z siebie paskudne piśnięcie, a kiedy Mruczący spróbował go schwytać, żeby gryzonia poszybowały, a jakże, do jego łapy. Trafiły na całe szczęście wprost w pajęczynę, a ugryzienie było słabe, gdyż gryzoń nie spodziewał się zupełnie ataku. Był gruby, najedzony i do tej pory żaden z okolicznych kotów nie postanowił go upolować. To, co się teraz działo, było więc dla niego zupełnie nowe, ale instynkt podpowiadał mu, co robić. Nie był jednak jakoś szczególnie szybki, a Mruczący był głodny, więc kocur w końcu zwierzę pochwycił, robiąc przy okazji straszny hałas, bo śmieci dookoła zaczęły uciekać spod ich łap. Tak czy siak samotnik mógł ogłosić się zwycięzcą, aczkolwiek poobijanym i zdecydowanie zmęczonym, na pewno jednak zadowolonym, że szczur ostatecznie po prostu zaczął uciekać jak głupi po okolicy, próbując wcisnąć się pod jakiś śmietnik, czy coś podobnego. Przyszła zatem pora na kolację. A potem… A potem na coś, czego pewnie najmniej się spodziewał.
Do jego uszu doleciało sapanie i odgłos łap uderzających o ziemię. Bez dwóch zdań – był to biegnący kot.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Okej, może i narobił rabanu, ale przynajmniej miał coś, czym mógł napełnić i uspokoić szalejący burczeniem żołądek. Nienawidził szczurów, i jak widać z wzajemnością, bo gryzoń nie zamierzał poddać się bez walki i planował go ukąsić. Nie z Mruczącym Gardłem jednak takie numery; odgryzł się szczurowi, dosłownie i w przenośni, z takim zamachem jednak że rozrzucił chyba wszystkie śmieci jakie się dookoła zebrały z brzękiem, który chyba aż usłyszały Klany na swoich nowych terenach. Niedobrze. Taki hałas zaraz mógł przyciągnąć tłum gapiów, chcący zobaczyć co się stało - albo miejskich kotów, albo, co gorsza, Dwunogów. Za to szczur był bardzo dorodny i pulchny i przynajmniej tyle dobrego z tego wszystkiego wyszło, że samotnik miał co zjeść na kolację.
Złapał wielkie, ciężkie cielsko w szczęki, krzywiąc się nieco na zapach jaki z niego był, i nieśpiesznie wyszedł zza śmietnika. I właśnie wtedy dobiegł do niego odgłos biegnący łap i szybki oddech; odgłos niewątpliwie zbliżający się w jego stronę. Oho, oto nadchodzi pierwszy z gapiów. Mruczący wysunął się jeszcze nieco zza wielkiego pojemnika, by móc widzieć całą ulicę, nadal mocno trzymając swoją zdobycz - było to najcenniejsze, co w tej chwili miał i gdy tylko upewni się, że przybysz nie stanowi zagrożenia, weźmie się za ucztowanie. Po części miał nadzieję, że biegnący będzie miał swoje ważne sprawy na głowie i nawet nie zwróci uwagi na obdartego włóczęgę, jakich tu pewnie pełno, z drugiej jednak przydałoby się z kimś porozmawiać. Brakowało mu towarzystwa. Ostatnim kotem, z jakim miał okazję porozmawiać była Serafina, która została daleko za rzeką w swoim bezpiecznym gnieździe razem z Cekinem i Naną. No i kto wie - może mieszczuch okaże się być całkiem interesujący i wart pogawędki? A może nawet, kto wie, będzie miał jakieś cenne informacje? Warto się przekonać, dlatego poczekajmy na niego przy śmietniku i patrzmy, będąc gotowymi na wszystko.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
To, co miało się zaraz wydarzyć, pewnie na długo zapisze się w pamięci kocura, bo w końcu niecodziennie spotyka się... Właśnie, co? Odgłos kroków nasilał się, kot wyraźnie ciężko oddychał, może nie był przyzwyczajony do takich biegów przełajowych, może był spłoszonym pieszczochem, a może był po prostu jeszcze bardzo, ale to bardzo młody. Trudno było to na razie stwierdzić. Nim jednak Mruczący dostrzegł zbliżającego się osobnika, usłyszał coś na kształt odległego jeszcze ochrypłego śmiechu i zorientował się, że zbliżają się w jego stronę również inne koty, chociaż na razie nie był w stanie stwierdzić, ile ich było. To nie brzmiało najlepiej i może trzeba byłoby zarządzić odwrót, gdyby nie to, że właśnie przez krzaki otaczające śmietnik przebił się jak szaleniec wychudzony młodzik z obłędem w oczach, bliski płaczu i na pewno niezdolny do podejmowania jakiś logicznych decyzji.
- Pomóż mi! - wydyszał niemalże zawodząc z bólu i rozpaczy. - Idę po mnie! - dodał jeszcze bardziej przerażony. - Gdzie... gdzie biec? Jak! Nie jesteś z nimi?! - wydyszał, a Mruczący w tym momencie zorientował się, że faktycznie koty, które wcześniej wyczuł, idą całkiem spokojnie tropem uciekiniera, który zdawał się być Gwiezdnemu Klanowi ducha winien. I co teraz?
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
//klik dla nastroju!

I Mruczące Gardło zapewne siedziałby spokojnie w ukryciu i obserwował, co dzieje się w małej miejskiej uliczce, gdyby przez gałęzie tuż obok niego nie przebił się oszalały ze strachu uciekinier. Samotnik wyraźnie czuł płynący od niego gorzki zapach strachu. Z początku zerwał się na równe łapy i cały najeżył, od razu wysuwając pazury i przyjmując pozycję bojową; zazwyczaj nie mieszał się do takich spraw, już nie, bo w przeciwieństwie do parudziesięciu księżyców wstecz wiedział, że więcej przychodzi z tego szkód niż pożytku. A poza tym przecież ci, którzy nie żyli w Klanach albo z Dwunogami radzili sobie całkiem sami i na własną łapę załatwiali swoje porachunki. Coś jednak sprawiło, że Mruczące Gardło drgnął i otrząsnął się z chwilowego szoku i bezruchu - może rozpaczliwy ton głosu młodego, może desperacja w jego oczach, a może zwykły odruch klanowego kota, którym przecież ciągle w głębi serca był i który nakazał mu pomóc całkiem obcemu zbiegowi. Sam przecież nie miał szans.
Zapomniał już nawet o szczurze.
- Chowaj się - syknął, wskazując szybkim ruchem głowy na śmietnik wznoszący się za jego plecami. Nie był zbyt wysoki, więc nawet jeśli mieszczuch byłby ranny to nie miałby szczególnych problemów z dostaniem się do środka. Sam samotnik przypadł nisko do ziemi i smyrgnął do przodu, wciąż pozostając za osłoną krzewów, by umożliwić obcemu ukrycie się. - Szybko. Siedź nieruchomo i ani piśnij, to może będę mógł ci pomóc.
Wiedział, że odpadki Dwunogów cuchną, ale chyba lepiej było trochę pośmierdzieć niż zostać rozszarpanym na kawałki, czy cokolwiek tamta banda zamierzała z nim zrobić. A poza tym tutaj i tak wszystko śmierdziało. Wyjrzał jednym złotym, lśniącym okiem spomiędzy liści, by upewnić się że ścigający są na tyle daleko, by młody miał czas się schować. Skrzywił się, słysząc łoskot z którym tamten próbował wgramolić się na górę, a sam w tym czasie wziął głęboki oddech i wynurzył się zza gałęzi krzewów, stawiając kroki na uliczce, którą zaraz zamierzała przebiec ścigająca uciekiniera grupa. Czuł uderzenia ich łap pod swoimi własnymi i mógł rozróżnić poszczególne sylwetki. Obyś był niewinny, lisie, bo inaczej narażam się za nic jak jakiś idiota.
- Dobry wieczór, panowie - zagadnął swobodnie, gdy miejskie koty zbliżyły się do niego i - być może - zatrzymały. Usiadł z pozoru beztrosko z boku uliczki, jednak na tyle wysunięty na środek, by biegnący musieli się ścieśnić, by go ominąć. No i żeby na pewno nie mogli go przeoczyć. Sprawiał wrażenie wyluzowanego i spokojnego, ale cały czas był gotowy do walki. Miał nadzieję, że jego wielkie rozmiary, liczne blizny i szerokie barki pozwolą wystarczająco zniechęcić do atakowania go, doskonale jednak wiedział, że taka opcja jest bardzo prawdopodobna. - Szukacie zguby?
Och, Króliczku. A tyle razy mi mówiłeś, żeby trzymać się z daleka od kłopotów, pomyślał. Tym razem jednak kłopoty same wpadły przez krzaki i poprosiły o pomoc. Miał odmówić?
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Uciekinier był bardzo młody, kiedy Mruczące Gardło przyjrzał mu się nieco uważniej, mógł dojść do wniosku, że kocur nie ma nawet dwunastu księżyców. Jego ciało nie było jeszcze w pełni rozwinięte, miał mleko pod nosem i wyglądało na to, że kiedyś żył z Dwunożnymi, ale coś poszło nie tak. Jego futro było skołtunione, w okolicach łuku brwiowego pojawiło się rozcięcie, teraz już jakoś załatane, chociaż nie wyglądało zdecydowanie najpiękniej. Jakiego koloru były jego oczy? Jego sierść? Czemu wyglądał tak tragicznie? I czemu uciekał? Na to pewnie odpowie mu, jeśli obaj przeżyją to, co miało za chwilę nadejść. Tak czy inaczej młody był na tyle przerażony, że był skłonny zaufać każdemu, kto dałby mu chociaż odrobinę szansy na przeżycie, postanowił więc wgramolić się do śmietnika, nie przejmując się tym, że może potem śmierdzieć tak, że... Jeśli będzie jakieś potem. I o to właśnie tutaj przede wszystkim chodziło. Hałasu pewnie narobił, ale wędrujące jego tropem koty równie dobrze mogły uznać, że to wina Mruczącego, który objawił się im niczym jakiś cud prosto z nieba.
- Ty, Pasztet, widziałeś? Dzisiaj to chyba pół miasta szuka guza - stwierdził wyjątkowo chudy kot o aparycji najbardziej przebiegłego na świecie księgowego, który na dokładkę głos miał niczym irytująca, piszcząca zabawka i zaniósł się czymś na kształt suchotniczego kaszlu, gdy zbliżył się do krzaków, więc ostatecznie usiadł nieco z tyłu, jakby chciał uniknąć unoszących się w powietrzu alergenów.
- I, na ludzką srakę, po ciężkiego kundla mi kolejny bezużyteczny wypierdek szczura? - warknął rzeczony Pasztet, który okazał się być nisko osadzonym na łapach grubasem o sierści koloru śmierdząco-brudnego beżu. Nie miał połowy ucha, a poza tym przypominał gabarytami małą świnię. - Zguby? Zguby?! To ty chyba jej szukasz! Jeszcze się, psia mać, odzywać raczy, sraka jedna! Wyjazd!
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Chociaż do tej pory sytuacja nie przedstawiała się za wesoło, to teraz w jednej chwili zrobiło się jeszcze bardziej niemiło. Mruczący odetchnął z ulgą, gdy zobaczył że tylko dwa kocury stanowiły grupę przestępczą, a do tego żaden z nich nie wyglądał na jakoś szczególnie zaprawionego w boju, chociaż samotnik wiedział żeby nie oceniać potencjalnych przeciwników za wcześnie. Koty żyjące w mieście musiały cechować się sprytem, żeby przeżyć na ulicach pełnych Dwunogów i czasami potrafiły nawet poradzić sobie z kimś rozmiarów Mruczącego, zwłaszcza kiedy było ich więcej.
Prawdą było, że charakter byłego Cienistego zmienił się nie do poznania od chwili, w której sprzeciwił się Żądlącej Gwieździe i został wygnany ze swojego Klanu. Wybaczył dawne krzywdy i błędy zarówno sobie, jak i do pewnego stopnia innym. Był znacznie spokojniejszy i nie stwarzał awantur tam, gdzie nie było do nich powodu. Jednak wszystko to nie znaczyło, że dawał sobie wchodzić na łeb i łatwo denerwował się, gdy ktoś wykazywał się wyjątkową bezczelnością i impertynencją, dokładnie tak jak ci dwaj gentlemani. Spochmurniał i podniósł się powoli, by dwójka mieszczuchów mogła obejrzeć sobie jego posturę i blizny, być może słabo wyraźnie w pomarańczowym świetle latarni, ale jednak widocznie.
- Może. Trochę. Grzeczniej. - wycedził każde słowo po kolei przez zaciśnięte zęby, podchodząc do - jak się okazało - Paszteta, i pochylając łeb, by spojrzeć mu prosto w pysk zmrużonymi ślepiami. Jego głos i tak był dość niski, ale teraz przez gniew nabrał dodatkowej głębi, przez co przypominał odległy ryk grzmotu. - Albo dogadujemy się z kulturą i uprzejmie, albo zaraz ty, grubasie, i twój koleżka szczur wylądujecie w śmietniku razem z resztą martwych odpadków i szczurów.
Odsunął się powoli od mieszczucha i wyprostował się, patrząc na niego z góry. W każdej chwili był gotowy do walki - uniku czy kontrataku; pazury trzymał wysunięte, łapy delikatnie, niemal niezauważalnie ugięte, a kątem oka ciągle obserwował tego drugiego, przystojniaka, na wypadek gdyby chciał przyspieszyć bieg wydarzeń i po prostu zacząć prać się po mordach. No, pokażcie na co was stać, panowie. Bo jeśli tylko na kłapanie paszczą, to trzymajcie mnie, Gwiezdni.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobó
jca postanowił żyć.
LVL 4 105 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości