Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Udało się. Uciekła przed dwunogami, a raczej jednym bo tylko ten postanowił jakąś dłużą chwilę gonić kocice, ale to nie zmienia faktu iż ucieczka jej się powiodła! Ma kiełbasę, jest w bezpiecznym miejscu i tyle jej do szczęście jest potrzebne. Na wszelki wypadek obejrzała się by upewnić się iż żaden człowiek jeszcze nie biegnie, ale na jej szczęście nie ujrzała nikogo. Tak więc oddaliła się jeszcze kawałek i dopiero w jakimś bardzo bezpiecznym miejscu "zakopała" swoją zdobycz, a dokładniej włożyła mięso do jakiegoś niewielkiego dołku, przysypała ziemią i znów położyła na nim jakiś kwiatek by zapamiętać to miejsce. Póki co trochę zaspokoiła swój burczący żołądek, dlatego postanowiła to coś zachować na później, znając życie pewnie jeszcze dziś zje, ale teraz wolała skupić się na polowaniu. Chciała upolować coś...normalnego. Myszkę, ptaszka, cokolwiek. Raczej jakimś cuchnącym wężem i mięsem o dziwnym kształcie nie naje się.
Tak więc oddaliła się kawałek od miejsca schowania zdobyczy, przybrała pozycję łowiecką i zaczęła kroczyć pod wiatr. Co jakiś czas zerkała pod łapy, by upewnić się iż na nic nie nadepnie, a tak to uważnie nasłuchiwała, próbowała coś wyczuć w powietrzu i ogółem uważnie mierzyła teren swoimi złotymi oczami. Chciała znaleźć coś do jest żywe i można uśmiercić, a przy okazji nie jest drapieżnikiem czy dwunogiem.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Dwunóg odpuścił dość szybko. Krzyczał coś jeszcze za uciekającą Nawałnicą, by następnie odwrócić się na pięcie i wrócić do rozwalonego pikniku. Samotniczka, natomiast nie zamierzała marnować czasu i ponownie przystąpiła do tropienia, ledwo co zdążyła zgiąć się na łapach, a do jej uszu dotarł pisk. Szczur buszował w trawie i najwyraźniej o coś się uderzył, stanowiąc dość łatwą do schwytania zdobycz.
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Gdy tylko do jej uszu dotarł jakiś dziwny pisk, to natychmiast postanowiła zgiąć łapy, tak aby to coś ją nie zauważyło. Dopiero po chwil udało jej się zauważyć iż to zwykły szczur. No proszę, prosta zboczyć do złapania. Uśmiechnęła się pod nosem i nie tracąc czasu zabrała do roboty. Wpierw oczywiście rozejrzała się, czy w okolicy nie ma jeszcze jakiejś większej śmiesznej gromadki tych gryzoni, ale ten chyba wydawał się samotny. No i dobrze. Po chwili ustawiła się pod wiatr, nadal pilnowała aby być nisko na łapach; tak by brzuch był nisko, ale żeby przypadkiem nie szurał po podłożu, a głowa i ogon była na równio z linią grzbietu. Dla bezpieczeństwa wyciszyła oddech, zaś ciężar ciała przeniosła na tylne łapy. Dopiero kiedy to zrobiła zaczęła bardzo powoli kroczyć w kierunku szczura, oczywiście przy okazji patrząc czy przypadkiem na nic nie nadepnie, na przykład suchą gałąź czy coś w tym stylu. I jeśli tak udało jej się dojść do zwierzęcia na odpowiednią odległość, to spróbowała wybić się jak najszybciej umiała i przednimi łapami, z wysuniętymi pazurami, złapać szkodnika. Jeśli to się powiedzie, to od razu spróbuje go zagryźć.
//JEZU, przepraszam że dopiero teraz odpisuje :''/
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Szczur nie miał żadnego towarzystwa, przynajmniej na obecną chwilę. Być rozłączył się od swojej ekipy, stając się mniejszym zagrożeniem, a jednocześnie i łatwiejszym celem. Nawałnica zdecydowała się wykorzystać sytuację i bez zbędnych komplikacji złapała gryzonia, by chwilę później szczur wydał z siebie ostatni pisk i zesztywniał, zwisając bezwładnie z pyszczka samotniczki
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
I pięknie, wszystko poszło zgodnie z planem. Podkradła się, skoczyła i złapała. Tak jak powinno być - aż uśmiechnęła się pod nosem. Po chwili chwyciła martwe stworzenie w pasze i poszła je zanieść do swojego mini składziku. Czyli jakiejś małej dziurki, gdzie przysypała stworzenie ziemią i dała na nie jakiś listek, tak by zapamiętać gdzie w ogóle leży. Tuż po tym nie zastanawiając się dłużej poszła dalej szukać czegoś do jedzenia. Jeszcze trochę musiała zapolować by jakoś nie głodować gdy przyjdą chłodne dni, wiadomo iż wtedy jest dużo trudniej o jakąkolwiek myszkę, dlatego miała już przygotowany taki swój mały plan. Tak czy siak - znów ustawiła się pod wiatr i nisko na łapach. Tak właśnie zaczęła chodzić po okolicy nasłuchując uważnie i starając się coś wywęszyć czy zobaczyć.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Kolejny kąsek do kolekcji i pora powrócić do polowania. Uszy samotniczki wyłapywały dźwięki, które mogłyby wskazywać na obecność potencjalnej ofiary, no i wyłapały. Cichy szelest w liściach, stawał się głośniejszy z każdym krokiem Nawałnicy w tę stronę. Oczy kotki wyłapały po chwili ruch, spowodowany rudym stworzonkiem, które buszowało między pożółkniętymi liśćmi, trzymając puszysty, rudy ogon, dość wysoko.
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Dwa księżyce to szmat czasu. Zdążyła raz jeszcze okrążyć leśne tereny, wyruszyć na osiedle, przesiedzieć tam jakiś czas i powrócić, ostatecznie dochodząc do wniosku, że nic więcej nie jest w stanie jej zaskoczyć. Pozostała jej tylko jedna podróż, na Srebrną Skórkę, lecz ta będzie musiała jeszcze zaczekać, bowiem wyruszy tam tylko i wyłącznie z decyzji Gwiezdnego Klanu, nie z własnej.
Przycupnęła przy rzecznej granicy w okolicy jej ostatniego, niezwykle krótkiego spotkania z czarnym kocurem, który najwidoczniej również poczuwał się do czegoś więcej, niżeli tylko bezmyślnego wypełniania poleceń przywódcy. Towarzyszyć mu miała tylko i wyłącznie w formie charytatywnej. Nie wyciągnie z tej znajomości żadnych korzyści i niczego, co by jej się w życiu przydało, tudzież je ułatwiło. Najczęściej bratała się z kimś w konkretnym, odpowiednio uzasadnionym celu, mając mnóstwo argumentów popierających takową relację. Teraz było inaczej. Nie miała żadnych argumentów, tak jak i nie miała celu. Po prostu była. Wymoczona z sensu i logiki kupka futra, która pluła na swoje olbrzymie pokłady czasu.
/Łaskrowa Japa
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Umówiłem się z Jasnym Futrem, aby spotkać się za jakiś czas w tym samym miejscu, w którym widzieliśmy się po raz pierwszy, a ta na to przystanęła. Dlatego spacerowałem w okolicach Kolczastego Bzu dość często, w nadziei, że ją spotkam. Była doprawdy interesująca personą i pragnąłem poznać ją bliżej. Oprócz tego, była również nieprzeciętnie inteligentna i pochodziła z innego klanu, co było szansą na wyciągniecie z niej paru informacji. Może nie od razu, najpierw muszę się do niej bardziej zbliżyć, zdobyć jej zaufanie, by dopiero potem wykorzystać ją do granic możliwości. Nie mogłem przecież pozwalać sobie na zbyt wiele od samego początku, jeszcze by mnie przejrzała, albo się domyśliła, a do tego dopuścić nie mogłem.
Siedziała tam. Dziś był dzień, w którym nasze drogi ponownie się skrzyżowały i dane nam było się spotkać ponownie. Uśmiechnąłem się przyjaźnie, podążając w stronę niebieskookiej.
- Witaj, Jasne Futrro - mruknąłem ciepło, stając pyskiem w pysk z kocicą. - To co z naszą wycieczką?
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Nie musiała czekać długo na przybycie czarnego kocura, którego futro nie było jednolicie ciemne, lecz miejscami wypłowiałe, tak jakby wypaliło je samo słońce. Ciekawy widok. Zastanowiła się przez chwilę, dlaczego to Bobrzej Łapie nie zaproponowała takiej wycieczki. Być może wciąż w jej sercu tkwiło uprzedzenie do cienistych? Kto wie. I tak miała przynieść Krogulczej córce wieści z miejsca, które odwiedziła, dlatego też wkrótce zapewne spotkają się po raz kolejny.
Podniosła swe maleńkie gnaty, a przynajmniej mniejsze od tych Jaskra, by choć trochę zrównać się z nim poziomem. Mimo to uniosła lekko podbródek i łypnęła znużonymi ślepiami. - Cześć, Jaskrowa Łapo - wprawdzie mógł już być wojownikiem, lecz nic o tym nie wiedziała, a skoro nie wiedziała, to nie zamierzała strzelać. Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu, wwiercając się uwagą w czarny pysk, by po głębokim wdechu odwrócić się i zakołysać ogonem na boki. Idziemy, wróbelku. - Dotrzymuję obietnic - a przynajmniej części z nich. Te bardziej kłopotliwe często trafiały wraz z kotem na półeczkę z podpisem "unikać" i to robiła. Unikała i udawała, że nic takiego nie miało miejsca. W przypadku syna Gilowego Gardła nie miała takiego problemu. Ot, spacerek. Szkoda tylko, że o tej porze roku. Okolice były mniej urokliwe, pełne śniegu i zimna. Odbiła prosto w stronę Łanu Rzepaku, by wraz z towarzyszem iść wzdłuż tamtejszej granicy. Lepiej nie trzymać się przy rzece, ciekawski patrol nie był im potrzebny. - Jak sądzisz, Jaskrowa Łapo, dlaczego tu kończy się Wasz teren? - zadała pytanie, na które sama nie znała odpowiedzi. Lubiła jednakże zakładać pewne hipotezy, by później je obalać, albo potwierdzać. Pozwalało to utrzymać umysł przy życiu, ciągle pracował i często dzięki temu sam dochodził do wniosków, nie potrzebując niczyjej pomocy. Ot, prosta droga do samodzielności.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Od naszego ostatniego spotkania nieco urosłem. Byłem od kocicy wyższy, trochę bardziej niż poprzednio co nie ukrywam, cieszyło mnie. Lubiłem czuć się ponad kimś, a nawet tak nieznaczna rzecz jak wzrost, pomagała mi w zdobywaniu wyższości nad innymi. Cieszyło mnie również, że zapamiętała moje imię. Kto wie, ilu jeszcze osobników spotkała, ile imion przyszło jej poznać. A mimo to nie umknęło jej moje. Wybornie.
- To się ceni - odparłem, kiwając głową z uznaniem. Ja nigdy nikomu nic nie obiecywałem. Robiłem to właśnie po to, żeby z tych obietnic nie musieć się wywiązywać. Nie lubiłem uczucia zobowiązania, nie mogłem być wtedy wolny. Jeżeli jednak ona działała nieco inaczej, to ja również będę musiał przy niej udawać i nieco zmienić swoje postępowanie. Nikt nie powiedział, że muszę być w stosunku do niej szczery.
Musiałem się chwilę zastanowić, by móc odpowiedzieć na pytanie samotniczki. Było ono w istocie ciekawe i nigdy się nad tym nie zastanawiałem, jednakże najwyższa pora by to zmienić.
- Z tego co wiem, podczas przeprrowadzki, przywódcy dzielili terreny między siebie. Najpewniej Świetlikowa Gwiazda uznał, że nie potrzebujemy więcej, albo więcej ziem będzie za dużym prroblemem - powiedziałem, wzruszając delikatnie barkami. To wydawało się najbardziej racjonalną odpowiedzią, chociaż Jasne Futro zapewne miała inną teorię. Jej tok myślenia był dla mnie dość... abstrakcyjny.
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Rzuciła jedynie ukradkowe spojrzenie w stronę syna Gilowego Gardła. Ceni? Zależy w której części lasu. Być może Klan Rzeki zaliczał się do tych wychowywanych w kulturze i honorze, dzięki czemu potrafili wyselekcjonować odpowiednie zachowania i nawet je uznać. Zakodowała to w pamięci. Rybołapy pięły się wyżej i wyżej. - Mhm - mruknęła w zrozumieniu, wyobrażając sobie przywódcę, który hamował się przed wrodzoną pazernością. Trudne, prawda? Koty musiały stawiać na racjolaność, nawet jeśli głęboko w sercu posiadały inne pragnienia, niż w rzeczywistości pokazywały. - Czy Ty też zakończyłbyś tutaj Wasz teren, będąc Jaskrową Gwiazdą? - zapytała, choć nie była pewna, czy chce znać odpowiedź. Koty najczęściej chwytały się dobrych pobudek, mimo że istota o przeciętnej inteligencji mogłaby wydedukować fałsz na podstawie smrodu, jaki się wtedy ulatnia. - A może wolałbyś kroczyć własną, przyziemną ścieżką? Zadziwia mnie, że przez tyle pokoleń trzymamy się utartych reguł i postaw - zamiast szukać czegoś nowego, brnąć dalej, głębiej. Od czasu wizyty osiedla wiedziała, że czasami trzeba coś porzucić, nawet Gwiezdny Klan, jeśli chce się mieć więcej, żyć wygodniej.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Robiło się już ciepło i przyjemnie, trawa się zazieleniła, okolica wyglądała coraz ciekawiej, a on po prostu spacerował. Nie był głodny, ani szczególnie zmęczony, w końcu nie raz i nie dwa wybierał się już na takie wędrówki, bo po prostu chciał lepiej poznać okolicę, zobaczyć, co tutaj jeszcze się kryje, a może poznać kogoś nowego, kto postanowi spędzić z nim chociaż chwilę lub dwie. Nie wymagał tego, oczywiście, nie prosił również Gwiezdnego Klanu, by ten postawił na jego drodze jakiegoś kota, przyjmował to, co było mu dawane i starał się nie narzekać. Nie miał zresztą zbyt wielu powodów do zmartwień, chociaż prawdą było, że ostatnimi czasy miał zdecydowanie większą ochotę chodzić na granice z Klanem Wichru, niż wcześniej. Miał jednak takie poczucie, że nie powinien robić tego z każdym kolejnym wschodem słońca, bo niechybnie zacząłby uchodzić za wariata, a to wcale nie było jego celem, czy czymkolwiek takim.
Odetchnął głęboko przemierzając Łan Rzepaku i zbliżając się do Brzęczących Trzcin. Łosoś powiedział mu ostatnio, że w okolicy rosną zioła, zaczął się więc zastanawiać, czy znalazłby jakieś ciekawe medykamenty, gdyby tylko zaczął się rozglądać. Miał jednak wrażenie, że wszystko jest na razie zbyt młode, a on miałby jeszcze problemy z rozpoznaniem delikatnych roślinek. Mimo wszystko rozglądał się uważnie wychodząc z założenia, że jeśli znajdzie coś, co bez wątpienia będzie potrafił nazwać, zabierze to po prostu do domu. Zdawał się być bardzo zadowolony, a jego oczy chwytały wszystko, co go otaczało, bo chciał to wszystko opisać później Lawendzie.
//Wydma
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wypady poza granice Klanu Rzeki stały się milszym zajęciem. Nie były w formie "muszę", tylko "mogę". Nie była zobligowana do tych trochę dłuższych spacerów. Teraz po prostu to polubiła. Dzisiejszego pięknego dnia, zapowiadającego ocieplenie, w końcu śniegu już w ogóle nie było. Zwierzyny było coraz więcej, a brzuchy pełniejsze. W końcu mogła wybudzić się z tego zimowego smutku i rozpocząć ponownie żyć jak żyła. Będzie trudniej, ale temu podoła. W końcu jest wojowniczką w najlepszym z Klanów! Pewnie zawsze będzie szczycić się swoimi umiejętnościami. W końcu nie każdy kot umie pływać czy łowić ryby! Było to jednak specjalnością Klanu Rzeki, a przynależność do niego była dumą dla pręgowanej córki Ubłoconej Mordki.
Przeszła granice Klanu Gromu z grubą wojowników Rzeki, gdy oni zaczęli zmierzać do obozu, za pożegnała się i ruszyła dalej. Dotarła do Bobrowej Tamy, którą szybko zostawiła za sobą i rozglądając się po okolicy, wesoło podskakiwała pełna życia. Gdzieś w pobliżu swą norę musieli mieć Ringo i Pajęczyna. Co do dwójki samotników, dawno ich nie widziała. Spotkali się po raz czy dwa - dostali misję na szukanie Klonowej Łapy tam, gdzie wzrok wojowniczki nie sięga. Potem nie pojawili się więcej.
Po krótkim czasie dotarła do dziwnej struktury dwunożnych. Oraz do... dziwnie znajomego samotnika, który podobnie jak ona, wybrał się na spacer i obserwuje terytorium wokół. Oby tylko się nie okazało, że to jego teren i zaraz na nią wyskoczy z pazurami. Wzięła głęboki wdech. Nie wyczuła jednak żadnego świadczącego o tym zapachu. To dobrze.
Podeszła powoli, mając nadzieję nie przestraszyć trochę starszego od niej.
- Mmm... dzień dobry - przywitała się skinieniem głowy i tym tekstem, spoglądając teraz dokładniej na kocura. Miał śmieszne uszy, które... już spotkała. Nie była jeszcze pewna, czy stał przed nią ten kot, o którym myśli.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń był chwilowo zajęty obserwowaniem tego, co się przed nim działo. Nie skupiał się na okolicy, chociaż oczywiście reagował na docierające do niego dźwięki, w końcu był samotnikiem i musiał się strzec, jeśli zamierzał przeżyć. W tym jednak momencie fascynowały go nieprawdopodobnie wręcz mocno Brzęczące Trzciny, które miał właściwie dokładnie przed swoim pyskiem. Musiało tu być niesamowicie interesująco, gdy Pora Młodych Liści stawała w pełnym rozkwicie i przechodziła w ciepłe, gorące lato przesycone ciężarami najróżniejszych zapachów i woni, które wręcz odurzały i usypiały. Kocur uwielbiał ten czas, który miał w sobie niesamowicie wiele magii, jakiegoś przyzywania, która kołysało go w swych ramionach. Pora Nagich Drzew była czarująca z całym tym śniegiem i szronem, z soplami zwisającymi z drzew, ale nie było w niej tych wszystkich tajemnic, jakie szeptały mu ciepłe pory roku. Miały swoje sekrety, którymi zdawały się poić go nocami, on zaś przyjmował je z prawdziwą przyjemnością, wchłaniał je i żył tak, jakby otrzymał największe na świecie dary.
Tak czy inaczej zorientował się, że ktoś się do niego zbliża. Katem oka obserwował kocię, która do niego podchodziła, ale większość swej uwagi skupiał na owadach, na tym życiu, które właśnie rozgrywało przed nim swój nieziemski taniec. Ostatecznie jednak, gdy ruda zwróciła się do niego bezpośrednio, odwrócił się spokojnie w jej stronę i przysiadł nieco komicznie kiwając nieznacznie głową. Poczuł woń Klanu Rzeki i spojrzał ponad jej ramieniem, by przekonać się, czy przyszła tutaj sama, w końcu nie chciał mierzyć się z kotami, które nagle zapragnęłyby pokazać mu, że skoro jest wygnańcem, nie jest nic wart.
- Dzień dobry - odpowiedział ciepło. - Całkiem miły dzień na spacer, czyż nie? - dodał jeszcze uśmiechając się lekko i starając się zagaić rozmowę. W końcu nie był jakimś odludkiem, który lubił rozmawiać jedynie z własnym odbiciem, czy coś podobnego. Poruszył lekko nosem zastanawiając się, czy jej własna woń coś jej mówi, ale nie był o tym zbyt przekonany, wolał zaś nie ryzykować i strzelać na ślepo z imionami.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wydmowy Wiatr przeminęła już wszystkie pory po dwa razy. Miała teraz tyle księżyców ile Ubłocona Mordka miała, gdy urodziła swój pierwszy i jedyny miot. Za niecałe piętnaście księżyców będzie miała ich aż sto. A jej ruda córka, ostatnia córka nie dała jej prawa być babcią po raz drugi. Była już nawet prababcią! Ale jakoś zbytnio się tym nie przejmowała, bo po co? Kociaków w Klanie Rzeki było dostatecznie dużo oraz nie miała partnera, dzięki któremu mogłaby te kociaki mieć.
Czas nie stoi w miejscu. Drzewa ponownie zaczęły nabierać zielonych odcieni, a wiatr stawał się coraz cieplejszy. Woda w Grzmiącej Rzece była dużo cieplejsza, dzięki czemu wojowniczka pozwalała sobie na odpoczywanie w niej albo pływając nad taflą krystalicznej wody. Krajobraz nie tylko terenów Klanu Rzeki się zmieniał, ale zmieniał się wszędzie. A takie spacery jeszcze bardziej utwierdzały wojowniczkę w tym stwierdzeniu.
Śnieg stopniał, a w jego miejsce zajęły zakwitające kwiaty - między innymi zawsze pierwsze przebiśniegi. Wojowniczka uwielbiała obserwować kwiaty. Ale czasami obowiązki ją nagliły, przez co nie miała tyle czasu na obserwację, niż wtedy gdy była jeszcze młodą terminatorką o imieniu Wietrzna Łapa.
W końcu kot o śmiesznych uszach ją zauważył. Wcześniej obserwował przestrzeń przed sobą, gdy podeszła bliżej zobaczyła, iż przed samotnikiem lata grupa owadów. Odwrócił wzrok dopiero wtedy, gdy się odezwała. Przymknęła na chwilę oczy, by zaraz ponownie powoli je otworzyć, lustrując dokładniej wzrokiem kocura.
- Spacer... tak - kiwnęła głową w potwierdzeniu, gdy skończył swą krótką wypowiedź. Jakiś czas później wojowniczka usiadła obok, jednak odległość dzieląca ją i kocura wynosiła około dwa lisie ogony. - Więcej zwierzyny i innych stworzeń. Oraz liście ukryte pod warstwą stopniałego śniegu, które w końcu się ukazały. Jest pięknie - mruknęła z zadowoleniem w głosie. Widać, że kocur, którego Wydmowy Wiatr spotkała lubił obserwować przyrodę, więc z chęcią wspomniała o paru aspektach, które możliwe, że dla samotnika się liczyły.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!