Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Udała się na spacer w okolice Łanu Rzepaku razem ze swoimi przybranymi przyjaciółkami, a mianowicie Ciemną Mordką oraz Owocową Gałązka. Jedna z kotek była w jej oczach naiwna i dziecinnie łatwa do zmanipulowania, a druga nijaka i niezwykle szablonowa, jednakowoż ich towarzystwo zawsze było jakąś tam odskocznią od szarego, obozowego życia. Pomysł o wypadzie poza granice Klanu Rzeki pojawił się nagle, a jako że we trójkę bezpieczniej, niż w pojedynkę, wyruszyły o świcie, w dniu w którym pogoda dopisywała, słonko świeciło i grzało, a ptaszki ćwierkały. Nie zapowiadało się na żadną katastrofę, toteż Zimno, w pełni zrelaksowana chyba pierwszy raz od... zawsze, szła wdzięcznie i lekko, kołysząc ogonkiem na boki.
⠀⠀⠀Będąc na poziomie Króliczych Nor została w tyle, wyczuwając w powietrzu nutkę obcego zapachu. Bąknęła wojowniczkom, iże dołączy do nich za momencik, tylko wyskoczy coś sprawdzić, a następnie... no cóż. Wyskoczyła! Ciekawość wzięła górę, aczkolwiek zachowywała w tym pełną ostrożność. Uszka miała bacznie nadstawione, różowy nosek pochłaniał wonie, a ślepia wychwytywały nawet najdrobniejsze poruszenie wśród roślinności. Nie był to drapieżnik. Nie był to lis ani borsuk, ani żadna łasica ani też jenot, ponieważ to... zalatywało Gromem.
Mistrz: Dziewczyna jak Malina! Płeć: Kocur Matka: Nakrapiany Listek [NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Miłość rośnie wokół nas!
Nie jest duży... jest olbrzymi. Zarówno pod względem wzrostu, tuszy, jak i obszerności sierści bije na głowę zdecydowaną większość kotów, jakie było mu dane poznać. Ogon, tak jak futro, ma długi i puchaty - futro natomiast, jak już było wcześniej wspomniane, jest długie, gęste, puszyste, niemal zawsze wyglądające, jakby właśnie strzelił w nie piorun, utrzymane w odcieniu czarnym dymnym. Oczy kocura mają natomiast barwę intensywnej żółci. Wąsy, długie i sterczące, są z kolei - tak jak ich nieodłączny kompan nos - smolisto czarne. Za jednym z uszu nosi nieco podwiędły kwiat mlecza. Mimo długiego pobytu w lecznicy nie widać po nim charakterystycznego dla rekonwalescentów wychudzenia - zawdzięcza to sumiennemu nadrabianiu utraconych kilogramów. Trudno jest określić po nim, czy więcej w nim mięśni, futra, czy tkanki tłuszczowej. Tak czy inaczej, efekt końcowy jest doprawdy imponujący.
Po pierwsze jest to kocur niezwykle optymistyczny, wesoły, zadowolony z życia, zdolny do odnalezienia dobrej strony w każdej sytuacji - po prostu chodząca definicja szczęścia. Po drugie, jest bardzo dobroduszny, otwarty, uprzejmy i sympatyczny - niestety, łączy się z tym dziecięca wręcz naiwność. Oprócz tego Jeziorna Łapa żyje chwilą, chce wyssać wszystkie soki z życia - wie bowiem, że to nie będzie trwało wiecznie. Zatem stara się dokonać, doświadczyć, zobaczyć, poznać, spróbować jak najwięcej. Przy tym pragnie stać się nie tyle najsilniejszym i najpotężniejszym w lesie ( choć oczywiście nie miałby nic przeciwko ), co członkiem Klanu równie wartościowym, jak każdy inny, kto nie przeszedł choroby - jednak gdzieś w głębi kryje się jego największe, najsilniejsze pragnienie. Dżdżownica mianowicie pragnie uszczęśliwiać innych. Nierzadko jego próby przywrócenia komuś radości są trudne - ale wszystkio wynagradza mu uśmiech innego kota.
Zalatywało Gromem, i owszem, jako że to ja spacerowałem akurat w tej okolicy. Nie było to nic nadzwyczajnego, lubiłem wyprawiać się na dłuższe wycieczki połączone z polowaniami - chociaż gdzieś z tyłu głowy miałem nadzieję, że - kiedy będę szedł po rozmarzającej ziemi, depcząc świeże źdźbła trawy - poczuję znajomy zapach, a chwilę później przed oczyma zamajaczy mi sylwetka tak dawno niewidzianego ojca. Że natrafię choćby na jego drobny ślad, coś, co pomoże mi odkryć, gdzie teraz jest i czym się zajmuje. Trudno ukryć, że dla całej rodziny byłoby lepiej, a ja sam byłbym bardziej niż szczęśliwy, gdyby Ukruszony Kieł wrócił do domu. Tym razem jednak, tak jak ostatnim, przedostatnim i każdym innym razem, nie odnalazłem nic. Resztki śladów zapachowych zniknęły co najmniej dwa księżyce temu, a teraz nawet w mchu z legowisk nie można było odnaleźć jego woni. Mogłem jedynie z westchnieniem zakceptować myśl, że kolejny dzień poszukiwań nie doprowadził mnie ani o krok dalej.
Przynajmniej polowanie było udane - dwie okazałe nornice, które niosłem w zębach, wyglądały bardzo apetycznie. Wracałem do obozu ze zdobyczą przez Brzęczące Trzciny, kiedy do moich uszu dotarł śpiew kosa - zatrzymałem się więc, by posłuchać śpiewu. Po chwili sterczenia z nornicami w pyszczku doszedłem do wniosku, że nie muszę spieszyć do obozu - odłożyłem zatem piszczki na ziemię, usiadłem obok nich i zasłuchałem się w trelach, poruszając uchem w takt śpiewu i nie zauważając nawet, że ktoś się zbliża.
<center>
<style>.d-flex { display: flex } .same-row { flex: 1 }</style>
<table>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
uroczyście — wiekuiście — osobiście.</td>
<td><img src=https://i.imgur.com/MWGyeEf.png" height="50"></td>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">Ś<s>mie</s>rć, co ścichła, znów zaczyna w <s>gło</s>wie szumieć,
lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…</td>
</tr>
</table></center>
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Do jej uszu, już po chwili, również dotarł śpiew Kosa. Były to ptaszyska niezwykle wyjątkowe w swej monotonnej czerni. Wyglądem się nie wyróżniały; były nijakie, można by wręcz rzec, że brzydkie, brzydsze niźli dzikie gołębie, a jednak wnętrze ich kwitło i wypełniało lasy melodią, której nie miało żadne inne ptaszysko. Nie zawsze kolorowa okładka jest wyznacznikiem wartościowej treści, co odnosiło się także i do kotów. Odnosiło bardzo często, warto dodać.
⠀⠀⠀Woń była coraz silniejsza, zaczęła w pewnym momencie nawet nieprzyjemnie szczypać jej nozdrza, choć to... kwestia przyzwyczajenia. Każda granica była w jej mniemaniu cuchnąca, kiedy to po kilku krótkich minutach marszu tak przyzwyczajała się do woni, iże zapominała o ich istnieniu i stawały się dla niej akceptowalne, aczkolwiek... o to przecież chodzi, prawda? Zapach ma odstraszać. Ma być ostry i nieprzyjemny. Ma zniechęcać. Tym razem, jednakże, jej nie zniechęcił, kiedy wyściubiła różowy nosek spomiędzy źdźbeł trawy i zamrugała, przyglądając się przez uderzenie serca w kompletnej pustce siedzącemu kocurowi.
⠀ - Trzmiela Gwiazda nie ma nic przeciwko, że urządzasz sobie posiłki daleko poza granicami klanu? - zachichotała, uśmiechnąwszy się pogodnie do nieznajomego - i hej, tak poza tym - dodała, co by nie wyjść na nieuprzejmą. Spodziewała się raczej samotników, tudzież pieszczochów, a nie... jakiegoś wojownika z sąsiedztwa, który postanowił obiady jeść w wyjątkowej samotności.
Mistrz: Dziewczyna jak Malina! Płeć: Kocur Matka: Nakrapiany Listek [NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Miłość rośnie wokół nas!
Nie jest duży... jest olbrzymi. Zarówno pod względem wzrostu, tuszy, jak i obszerności sierści bije na głowę zdecydowaną większość kotów, jakie było mu dane poznać. Ogon, tak jak futro, ma długi i puchaty - futro natomiast, jak już było wcześniej wspomniane, jest długie, gęste, puszyste, niemal zawsze wyglądające, jakby właśnie strzelił w nie piorun, utrzymane w odcieniu czarnym dymnym. Oczy kocura mają natomiast barwę intensywnej żółci. Wąsy, długie i sterczące, są z kolei - tak jak ich nieodłączny kompan nos - smolisto czarne. Za jednym z uszu nosi nieco podwiędły kwiat mlecza. Mimo długiego pobytu w lecznicy nie widać po nim charakterystycznego dla rekonwalescentów wychudzenia - zawdzięcza to sumiennemu nadrabianiu utraconych kilogramów. Trudno jest określić po nim, czy więcej w nim mięśni, futra, czy tkanki tłuszczowej. Tak czy inaczej, efekt końcowy jest doprawdy imponujący.
Po pierwsze jest to kocur niezwykle optymistyczny, wesoły, zadowolony z życia, zdolny do odnalezienia dobrej strony w każdej sytuacji - po prostu chodząca definicja szczęścia. Po drugie, jest bardzo dobroduszny, otwarty, uprzejmy i sympatyczny - niestety, łączy się z tym dziecięca wręcz naiwność. Oprócz tego Jeziorna Łapa żyje chwilą, chce wyssać wszystkie soki z życia - wie bowiem, że to nie będzie trwało wiecznie. Zatem stara się dokonać, doświadczyć, zobaczyć, poznać, spróbować jak najwięcej. Przy tym pragnie stać się nie tyle najsilniejszym i najpotężniejszym w lesie ( choć oczywiście nie miałby nic przeciwko ), co członkiem Klanu równie wartościowym, jak każdy inny, kto nie przeszedł choroby - jednak gdzieś w głębi kryje się jego największe, najsilniejsze pragnienie. Dżdżownica mianowicie pragnie uszczęśliwiać innych. Nierzadko jego próby przywrócenia komuś radości są trudne - ale wszystkio wynagradza mu uśmiech innego kota.
niech mi mój grzech będzie przebaczony
Wyprostowałem uszy, gdy za mną dał się słyszeć nieznajomy głos; spiesznie odwróciłem się i ujrzałem urodziwą Rzeczniaczkę, na której widok uśmiechnąłem się z odrobinką zalotności, bardziej jednak w reakcji na jej żart. W rzeczy samej, samotny wojownik słuchający śpiewu ptaków poza granicami nie był częstym widokiem!
- Witaj! Nie jadam zazwyczaj poza tehenami, ale ptaki tak pięknie śpiewają, że żal było mi się nie zatrzymać i ich nie posłuchać - odparłem wesoło. Akurat w tym momencie kos zaśpiewał jeszcze głośniej i ładniej, niż poprzednio, jakby na potwierdzenie moich słów. - Gdzie moje maniehy! Jestem Jeziohna Mgła.
<center>
<style>.d-flex { display: flex } .same-row { flex: 1 }</style>
<table>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
uroczyście — wiekuiście — osobiście.</td>
<td><img src=https://i.imgur.com/MWGyeEf.png" height="50"></td>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">Ś<s>mie</s>rć, co ścichła, znów zaczyna w <s>gło</s>wie szumieć,
lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…</td>
</tr>
</table></center>
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
*przebacza*
⠀⠀⠀Podopieczna rzecznej zastępczyni uważnie przyjrzała się olbrzymiemu kocurowi, który gabarytami mógłby śmiało konkurować z jej bratem, po czym stwierdziła, iże powinna zachować ostrożność podczas każdego uderzenia serca ich niewinnej rozmowy. W jego czarnej głowie mogły kłębić się różne pomysły, a ona wyjątkowo nie miała ochoty umierać dzisiejszego pięknego dnia. Uniosła wyżej uszy i odwzajemniła uśmiech, patrząc prosto w jego intensywnie żółte oczyska.
⠀ - Jeziorna Mgła? Brzmi ślicznie - zauważyła, pozwalając, by uśmiech goszczący na jej mordce dotarł do oczu, rozpromieniając je nieco bardziej, niż zazwyczaj, nawet jeśli gest ten był całkowicie nieszczery i nie miała ochoty na aż taką przychylność wobec kogokolwiek, nawet i rodziny.
⠀ - Ja jestem Biała... Burza - odpowiedziała, choć z lekką i ledwie słyszalną przerwą, jako że jeszcze nie zdążyła przyzwyczaić się do swojego nowego imienia, tak jak i niekiedy zdarzało jej się skręcać ku Zrośniętym Drzewom w ramach ucięcia sobie drzemki, kiedy legowisko miała już w Jałowcowym Gąszczu.
⠀ - Słyszałam, że macie mnóstwo piachu na terenach. Nie przeszkadza Ci on w niczym? Wiesz, nie wpada do oczu, nie wchodzi w futro i nie uwiera? - zagadnęła, przesuwając przy tym swoim pierzastym ogonie po miękkiej trawie, co by ułożyć go wygodnie przy swoim lewym boku.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Sztormowy Pazur trochę śmielej zapuszczał się poza granice swojego klanu, a od czasu śmierci brata był nie w sosie, Biała też wyglądała jak struta. Dalej nie wiedział, co o tym sądzić. Rudy był kiepskim bratem, gorzej: nieistniejącym i z dziwnymi, bezpodstawnymi problemami. Ale mimo wszystko wychowali się razem i byli z jednej krwi, a teraz choćby chciał nie miał jak tej relacji naprawić, wskutek czego czuł frustracje i złość. Tego dnia postanowił przejść się i zabić wolny czas, którego i tak miał w nadmiarze. Żaden terminator nie wisiał mu nad łbem i raczej nigdy nie zawiśnie, a zapolować mógł zawsze, z patrolem tak samo. Patroli było dziennie kilka, a wojowników od groma i zdarzało się, że niecodziennie musiał gdzieś wychodzić. Postanowił wybrać się samotnie w okolice, które nadgryzł już lekko gdy włóczył się z Płatek.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Złocisty Kłos akurat zażywała słonecznej kąpieli, kiedy spostrzegła na horyzoncie masywnego kocura sprawiającego nieco znajome wrażenie, dlatego postanowiła jeszcze trochę go poobserwować, aby wykluczyć lub potwierdzić spodziewaną tożsamość. Wprawdzie kilka księżyców temu zamieniła parę słów z młodym Rzeczniakiem, bliźniaczo wręcz podobnym do spacerowicza, ale ten drugi był znacznie postawniejszy, a coś w jego szerokim pysku przydawało mu zbójeckiego wyrazu, chociaż z powodu odległości oraz słonecznych plam na oczach Złotko nie potrafiła dokładnie określić co... Dopiero gdy tubylec znalazł się bliżej, kremowa ze zgrozą odnotowała brak jednego oka. Nawet jeżeli wytłumaczeń dla równie groteskowego stanu rzeczy mogły być setki, jeśli nie tysiące, w pierwszej chwili Samotniczkę zadławił własny strach. Czarna dziura mimowolnie wessała jej wzrok, podsuwając wyobraźni najgorsze możliwe scenariusze, według których przebiegnie to pechowe spotkanie... Taki więc będzie jej koniec, tak umrze - z łap przerażającego niedźwiedzia w kociej skórze, z wspomnieniem pustki pochylonego nad nią oczodołu...
Całe ciało Złocistego Kłosa poddało się bez walki czarnowidztwu, sztywniejąc w oczekiwaniu na najgorsze. Spuściła nawet wreszcie wzrok z okaleczonego pyska Rzeczniaka, jakby w ostatnich chwilach przypomniała sobie o fundamencie swojego jestestwa, którym były dobre maniery. Nie należało się gapić. Czuła, że jednooki kat miał ją już na wyciągnięcie ogona, podszedł blisko, nawet bardzo. Jaka szkoda, że przeorana na wskroś przedwczesną paniką kotka nie poświęciła więcej uwagi reszcie pyska kocura, bo wtedy najpewniej inaczej zareagowałaby na jego widok...
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Natomiast Sztormowy Pazur rozpoznał nieznajomą bez większych problemów. Nie znał wielu samotników, ale Złocisty Kłos nic się nie zmienila, a jej kremowe futro odznaczało się na tle burków i szarości. Kocur zatrzymał się i machnął ze zdegustowaniem ogonem widząc jej przerażenie. Sapnął. Spodziewał się kociąt robiących pod siebie ze strachu na jego widok, ale nie, te przeważnie reagowały fascynacją, za to dorosła kocica, której życie jest pełne trudów i niebezpieczeństw wyglądała jakby zobaczyła ducha swojego zmarłego dziadka. I to tego złośliwego z wężem w kieszeni.
- BUUU! - huknął bez zastanowienia, a na jego pokiereszowanej mordzie pojawił się krzywy uśmiech złośliwego rozbawienia. Trzeba wykorzystać sytuacje. Takie zdarzały się nad wyraz rzadko.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Jeżeli pyszałek oczekiwał, że podskoczy ze strachu, to musiała go nieźle rozczarować, bo nawet nie drgnęła, standardowo postanawiając uwięzić dominującą emocję w środku, więc w tym wypadku obawę o życie, i nie okazać tego na zewnątrz. Właśnie dlatego, że jej egzystencja była pełna trudów i niebezpieczeństw nerwy miała zszargane od bezustannego wypatrywania wrogów, stając się z dnia na dzień coraz to bardziej więźniem własnych lęków. Za klanowym kotem stał cały klan, oddani jeden za wszystkich i wszyscy za jednego, a ona? Z nią był tylko jej własny, ponuro milczący cień, ale nie jak ten klan, po prostu cień...
Reasumując, bez góry mięśni, lecz za to z nieprzydatnymi na wygnaniu zasobami przyzwoitości Samotnikom jak Złotko ciężko było wyżyć. Każdy wschód słońca mógł być tym ostatnim, a kocica nie młodniała, coby skutecznie stawiać za każdym razem opór drapieżnikom oraz wrogo nastawionym, silniejszym od niej pobratymcom. Jakieś dwadzieścia księżyców temu przestała obliczać swój wiek, aby oszukać bezlitosną metrykę, lecz nic to nie dało - słabła.
Tu i teraz jednak trybiki w głowie Złocistego Kłosa zaczęły się wolno obracać, gdy już nieco oswobodziła się ze szponów panicznego niemyślenia o niczym. Wtedy to uprzytomniła sobie, że poznaje ten butny głos, więc uniosła flegmatycznie miodowe oczy na pysk Rzeczniaka i obmiotła go starannie, omijając tylko okolice czarnej dziury.
- To... Ty - szepnęła, a z każdym kolejnym słowem jej głos wzmacniał się i przechodził w delikatną naganę. - Dzień dobry... Niezbyt to eleganckie z Twojej strony, aby nie zacząć chociaż od powitania, ale od razu od straszenia, mój drogi... - chociaż straszliwe jest to, co Ci się przytrafiło, dodała w myślach. Jej zadarty w górę pysk nie wyrażał emocji, chociaż ich słabo widoczny ślad mieszkał jeszcze w kącikach oczu.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Istotnie, rozczarował się. Złocisty Kłos wydawała się na tyle zestresowana, żeby osiągnąć już poziom wyskoczenia z własnego futra ze strachu. Wyglądało jednak na to, że źle ją ocenił.
- No, ja. We własnej osobie - odparł prostacko, kompletnie nie przejmując się dobrymi manierami i elegancją swej rozmówczyni. Na jej upomnienie mógłby co najwyżej wywrócić oczami... tyle że zostało mu tylko jedno.
- Wyglądałaś jakbyś zobaczyła ducha, nie miałem serca zmarnować takiej okazji - miauknął szczerze z zawadiackim błyskiem w oku. - Jako samotniczka... Naprawdę masz czas na zawracanie sobie głowy takimi duperelami jak godne przywitanie się? - to go naprawdę interesowało. Nie tak wyobrażał sobie podręcznikowego samotnika. Według Sztormowego Pazura trzeba się w życiu naprawdę nudzić żeby przejmować się uprzejmymi zwrotami, natomiast samotnicy ponoć mieli ciężkie żywoty.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
I może wyskoczyć z własnego futra od razu na Srebrną Skórkę? Ufała, że nie o taki rezultat chodziło Sztormowemu Pazurowi – nie o jej przedwczesny zgon, na wszystkich Gwiezdnych... Może i urósł od ich ostatniego spotkania, ale jego mały kocięcy móżdżek nadal swobodnie grzechotał w wielkiej łepetynie. Nie posiadał choćby mglistego wyobrażenia o konsekwencjach swoich zachowań, nikt też nie wpoił mu szacunku do drugiego... Mimo to kremowa wierzyła, że nie jest jeszcze stracony i mógłby przy odrobinie chęci nabrać ogłady pod okiem odpowiedniego przewodnika.
- Szkoda, że przy okazji nie okazałeś serca mnie – pociągnęła wątek nieco urażonym tonem i mimowolnie uniosła wyniośle pysk. Poza kącikami pyszczka, które wykrzywiła dezaprobata, od Złocistego Kłosa biła godność i stoickie wręcz opanowanie. Do czasu… Sztorm natarł bowiem ponownie, tym razem używając słowa na literkę d, którego Madonna nie była w stanie powtórzyć choćby w myślach. Otworzyła miodowe oczy szerzej, jakby usiłowała pomieścić tam całe wzburzenie. - Ach, język, proszę, nim uszy mi doszczętnie uwiędną – upomniała młodego wojownika, zgodnie z przepowiednią kuląc pod naporem słownych obrzydliwości małe uszy i równocześnie besztając złotego kudłacza wzrokiem jak wyjątkowo nieposłuchanego psa. - A co do Twojego pytania… Jestem Samotniczką, a nie byle dzikuską. To… ZNACZĄCA różnica – pouczyła Sztorma nieco gderliwie, dziwiąc się poziomowi jego ignorancji. Przecież żył w klanie, miał na pewno rodziców i Mistrza... Dlaczego nikt nie wpoił mu tego i owego o kulturze bycia oraz wypowiedzi?
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Złocisty Kłos dobrze go oceniała. Sztormowy Pazur nie przejmował się kulturą i nie przejąłby się nią nawet gdyby użarła go w tyłek. Postawa samotniczki wywołała rozbawiony uśmiech na jego licu. Złocisty Kłos była najdziwniejszą samotniczką jaką spotkał (tak jakby były jakieś inne, ale udajmy, że jest inaczej) i pasowała mu bardziej do definicji pieszczocha, nie zaś kota żyjącego tylko i wyłącznie na własną łapę. Uwagę o języku zignorował. Był świadom, iż i tak nie zmusi się w tym zakresie do dyscypliny.
- Nigdzie nie napomknęłam, że jesteś dzikuską. Sama to powiedziałaś - drażnił się z nią dalej. Dla Sztormowego Pazura elegancka postawa Złocistej była zabawą i okazją do podroczenia się z kimś, a że ten ktoś nie odwzajemnia tak skrzywionego poczucia humoru... to już nie Sztormowego Pazura problem. - Wszyscy mówią, że samotnicy mają takie trudne życie. Nikt za ciebie nie upoluje jedzenia, nikt ci nie pomoże jeżeli zachorujesz lub zostaniesz ranna, nie masz typowego terytorium, jak klany. Dlatego się dziwię, że masz chęci na przejmowanie się manierami. Czy jednak jestem w błędzie i wcale nie masz aż tak źle? - złoty kocur przekrzywił głowę, mrugając jedynym okiem. Usiadł jak gdyby nigdy nic tam gdzie stał.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Złotowłosa napierała na kocura twardym spojrzeniem, spodziewając się uparcie, że usłyszy przynajmniej bąknięte pod nosem przepraszam w związku z użyciem słowa na literkę d. Zamiast tego zarejestrowała wielkie rozbawienie, jakby opowiedziała jednookiemu przedni kawał, choć dla niego to chyba ona była tym żywym żartem. Nieładnie. Bardzo nieładnie. Piaskowa mordka stężała doszczętnie, bo przecież kocica z takim stażem, coby nie powiedzieć tak stara, nie zamierzała dać się sprowokować jak byle szczenię. Zignorowała więc próbę przekomarzanek, trzepnąwszy jedynie złocistym uchem, a tak to obchodząc je szerokim łukiem jak cuchnące łajno. Szczęście w nieszczęściu konwersację uratowała ciekawość Sztormowego Pazura, który jak się okazywało gdy o tym zbyt wiele nie myślał i gdy nie robił Złotku specjalnie na złość, potrafił nagle i się wysłowić, i okazać grzeczne zainteresowanie.
- Brak terytorium to akurat zaleta, mój drogi. Żyłam w klanie, więc wiem, że to potrafi w pewnym momencie... Zawęzić perspektywy. No powiedz sam, ileż razy obejdziesz tę samą granicę, nim Ci to obrzydnie? - zapytała, a jeśli Rzeczniak miał takie życzenie, to mógł uznać, że retorycznie. - Zaś maniery to nie jest coś, czym się przejmujesz, jeśli zostało Ci to wpojone, jeżeli zostałeś... Wychowany - mruknęła, zerkając badawczo na kudłaty pysk. Nie było jej intencją, ażeby coś w tym momencie sugerować kocurowi, ale chyba na tym etapie nie dało się tego uniknąć. Miał pewne... Braki, podobnie jak spotkana kiedyś Sasanka.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Na nieszczęście dla Złocistej, Sztormowy Pazur nie traktował jej poważnie. Jej oburzone miny uważał za tak poważne, jak pokazowy i dziecinny foszek Różanej Łapy, tyle że Złocisty Kłos była zdecydowanie bardziej wytrzymała zawodniczką utrzymywania miny urażonej księżniczki. Pewnie to przez jej sztywność i podeszły wiek.
- To akurat fakt, masz rację. Ale ty masz jednak przez to gorzej, bo nikt nie broni twojego terytorium, a jeśli nie terytorium, to chociaż legowiska. Co robisz, gdy wprowadzi się do inny samotnik, borsuk lub gorzej, dwunożny ze swoimi głupimi potworami? I co tak w sumie robisz, jak zostajesz ranna? Nie masz swojego medyka? - Złocisty Kłos chociaż bardzo obrażona odpowiadała na jego pytania. Sztormowy Pazur miał kilka pytań, które postanowił zadać w celu zaspokojenia własnej ciekawości.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Słońce chyliło się ku zachodowi, a nad okolicznymi terenami zapadał głęboki zmrok, kiedy postanowiła udać się na polowanie. Z początku planowała pokręcić się przy Kwiecistej Łące, pomalutku sunąc ku obozowi, lecz kierunek wiatru nie był łaskawy i ostatecznie musiała skręcić na Brzęczące Trzciny, uznając przy tym, że z wolą Gwiezdnego Klanu dyskutować nie będzie.
⠀⠀⠀Szła po wiatr, cicho i ostrożnie, a przy tym nadstawiała bacznie uszu i rozglądała się po okolicy, próbując wychwycić jakikolwiek ruch i jakikolwiek dźwięk. Temperatura nie była już tak wysoka, a to mogło zachęcić piszczki do wypełznięcia z norek.