Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Jej uszy nieznacznie drgnęły gdy nieznajoma jej pieszczoszka się odezwała, a jej głos przeczył z zachowaniem jakie ukazywała kocica raptem parę uderzeń serca wcześniej. Był spokojny i zdawał się szczery, co uspokoiło tą zmartwioną część Popielicy, jednak...Podsyciło to wątpliwości co do tego, czy pieszczoszki nie kojarzy. Kojarzyła ten głos, jednak nie do końca mogła sobie przypomnieć skąd. Dopiero kiedy kotka zaczęła się nieco rozluźnia, Popielny Żar w końcu skojarzyła kogo ma przed sobą i zamrugała powoli w widocznym zaskoczeniem. Tak, jakby miała przed sobą ducha, a nie kota, którego chwile wcześniej pytała o samopoczucie i pomoc. Ten głos, to białe, długie futro, te oczy, chociaż przymknięte, to dalej charakterystyczne i takie znajome. Nie znała wielu kotów o takich oczach. Był w nich Dąb, kiedyś Pustułka i...Ciernisty Kwiat. Gdy w głowie powtórzyła sobie imię zaginionej medyczki, poczuła jakby już do końca ją oświeciło - czyżby stała przed medyczką? Po chwili poruszyła nieznacznie końcówką ogona, a kąciki jej pyska nieznacznie się uniosły. - Ciernisty Kwiecie czy to ty? - dopytała z uniesionymi brwiami, po czym westchnęła a w jej głosie ponownie pojawiła się empatia. - Dzięki Gwiezdnym, nic ci nie jest, byłam przekonana, że nie żyjesz. Co się stało? - nie pytała dlaczego kotka nie wróciła, dlaczego tu jest i czemu została pieszczochem - bo byłyby to pytania zwyczajnie nie na miejscu. Zresztą, zawsze mogła się pomylić! Dodatkowo musiała przyznać, że bardziej cieszył ją możliwy widok starszej medyczki niżeli złościł czy frustrował; gdyby tylko Dębowy Cień wiedział, że żyje! - I czy wszystko u ciebie dobrze?
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Tyle zostało z jej anonimowości - absolutnie nic. Chyba powinna się była z tym pogodzić, w końcu sama podjęła ryzyko, kiedy zbytnio zbliżyła się do klanowych terenów. Westchneła lekko, gdy usłyszała swoje imię z pyska wojowniczki. Czy w ogóle miała prawo używać tego imienia, czy też już na nie nie zasługiwała? Teraz nie powinna się nad tym zastanawiać, tylko skupić na kocicy, którą miała przed sobą. Dziwnooka trzepnęła ogonem o ziemię, co było starym nawykiem, nie mającym konkretnego celu. - Niestety, to ja - odparła na pytanie Popielnego Żaru. Prośby o nie nazywanie jej tym imieniem odłoży na potem. - Nie powiedziałabym, że nic mi nie jest - instynktownie dotknęła łapą blizn na jej pysku. - Kiedy księżyce temu zbierałam zioła, trafiłam na samotnika i zostałam ciężko ranna w walce. Myślałam, że zginę, ale jakiś dwunożny znalazł mnie, kiedy próbowałam wrócić do obozu - wreszcie w pełni zwróciła się w stronę wojowniczki. Pominęła póki co fragment o tym, że postanowiła zostać pod częściową opieką człowieka, gdy już wydobrzała. Wystarczyło jej wstydu na ten moment, ciekawiło ją natomiast coś innego. - Nie ważne czy u mnie wszystko w porządku. Jak mają się sprawy w Cieniu? - mimo wszystko chciała wiedzieć czy garstka pozostałej jej rodziny nadal jakoś się trzymała. Co z Łasicą, Dębem, Płomykówką? Jak sama Popielny Żar sobie radziła? Czy Szczypiącej Łapy nie przytłoczyły obowiązki medyka? Jakie imię ostatecznie otrzymał? W tak długim czasie wiele rzeczy mogło się wydarzyć. Jej uczeń równie dobrze mógł już mieć własnego terminatora, Popielny Żar mogła mieć kolejny miot, Łasica mogła równie dobrze być w starszyźnie bądź Gwiezdnym Klanie. Było aż zbyt wiele możliwości, aby zgadywać.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Wąsy wojowniczki drgnęły nieznacznie na dziwne słowa jakie padły z mordki dawnej klanowej medyczki. Niestety? Nim zdążyła jednak o to wypytać, kocica się rozgadała co poniekąd ją nawet cieszyło bo mimo tego, że przed jej zniknięciem były w klanie stosunkowo długo - poza krótkimi, grzecznościowymi wymianami zdań, nie rozmawiały za wiele. Dlatego na chwilę zamilkła, a gdy pojawiła się dłuższa luka - Popielica musiała się niestety wtrącić. - Owszem widzę twoje blizny, jednak żyjesz i chyba miewasz się dobrze, a to najważniejsze. - miauknęła pogodnie i przymrużyła nieznacznie pomarańczowe ślepia, podchodząc odrobinę bliżej aby przysiąść pośród już powoli żółknących traw, a po jej futrze prześlizgnął się mocniejszy powiew wiatru, poruszając nie tylko nim, ale i wibrysami szaro-kremowej kocicy. - To dobrze, że uzyskałaś pomoc. - mruknęła łagodnie i skinęła jej kształtnym łebkiem., Cieszyła się, że widziała medyczkę zdrową i...Przede wszystkim żywą po tylko księżycach niepewnego zawieszenia w jej kwestii, chociaż pewnie większość klanu uważała ją za zwyczajnie martwą; ba! Sama Popielica powoli zaczęła w to wierzyć nie sądząc, że tej udało się umknąć. W końcu znaleziono ślady walki i kępki futra. Nie trudno było sobie d tego dobudować nienajlepsze zakończenie. Na pytanie o klan, końcówka ogona kotki zadrżała i ta uzmysłowiła sobie ile tak naprawdę rzeczy ominęło kocicą. - Cóż, na ten moment pod rządami Krogulczej Gwiazdy jest spokojnie. - przyznała i spojrzała kocicy prosto w oczy przekazując jej tym zdaniem smutną prawdę; Płomykówkowa Gwiazda nie żyła. - Płomykówkowa Gwiazda zmarła niedawno, przegrała walkę z drapieżnikami. Za to Szczypiący Mróz dokończył trening pod okiem Lśniącej Sadzawki i służy klanowi jako wzorowy medyk. Na razie sytuacja jest stabilna i oby tak pozostało na dłużej. Więc, co u ciebie?
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Na odpowiedź Popielnego Żaru, Dziwnooka odwróciła się, nie kryjąc czegoś na kształt wstydu. Decyzja o pozostaniu pieszczochem była dobra dla dawnej medyczki, to było pewne, jednak po tak długim czasie spędzonym na poświęcaniu się dla klanu i wbijaniu sobie do głowy, że właśnie to powinna robić - ciężko było pozbyć się uczucia, iż ta samolubna decyzja nie powinna była mieć miejsca. Obcym było dla białej kocicy słyszeć, że właściwie uzyskanie pomocy od człowieka było czymś dobrym, a nie żałosnym. Wróciła wzrokiem do wojowniczki, jej wyraz spokojny, pozbawiony dawnej ostrości. Uważnie słuchała, co zmieniło się od czasu jej zniknięcia i musiała przyznać, że usłyszenie o śmierci Płomykówki nieco ją zabolało. Może nie były jakoś szczególnie blisko, lecz Dziwnooka widziała w niej członka rodziny, którym zresztą była. Wieść o ukończeniu treningu jej niegdyś terminatora nieco poprawiła jej humor, podobnie jak usłyszenie, jakie imię ostatecznie otrzymał - było to co prawda do przewidzenia, ale dobrze było usłyszeć to oficjalnie. - Czy Szczypiący Mróz mówił coś na temat tego, czego będzie szukał w swoim terminatorze? - zapytała o to z czystej ciekawości. Chciała wiedzieć czy jej uczeń patrzył na tę sprawę w podobny sposób, co ona. Być może jego zdanie kompletnie się zmieniło, wszakże minęło tak wiele czasu. Niestety dla Dziwnookiej przyszła pora na to, aby wyspowiadać się z tego, co robiła w czasie, kiedy powinna była wrócić do klanu. Westchnęła cicho, przygotowując się na to, że Popielny Żar może krzywo na nią po tym patrzeć. - Mieszkam razem z dwunogiem, który mnie wtedy uratował i jeszcze jednym pieszczochem. Nazywa się Śnieżka, jest ślepy, ale bardzo pomógł mi w dojściu do siebie - wyjaśniła krótko, szturchając plakietkę przyczepioną do jej obroży. Nie miała pojęcia, co znaczyły znaki na niej wygrawerowane. - Jest tam też wielkie, kolorowe ptaszysko. Zabrzmi to dziwnie, ale czasem powtarza to, co mówi dwunożny albo my. Nie wiem, jak to robi - dodała w ramach ciekawostki. Zapewne dla kogoś, kto tego nie widział, takie słowa brzmiały jak paplanina kompletnego świra. Popielny Żar mogła ją nawet uznać za szaloną - sama biała kocica by o sobie tak pomyślała, gdyby tego nie doświadczyła. Kolorowe ptaszysko niejednokrotnie ją wystraszyło, wołając na nią w ten sam sposób, co ich człowiek albo wcinając się w jakąś historię kompletnie losowym słowem. Bardzo nietypowe stworzenie.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
- Niestety nic mi o tym nie wiadomo. - pokręciła spokojnie łebkiem i na moment się nawet zamyśliła, po czym zaśmiała pod nosem i westchnęła rozbawiona. - Nie mam z nim tak bliskich kontaktów. Ostatni raz dłużej z nim rozmawiałam jak mój syn wpadł na genialny pomysł aby skoczyć z gałęzi i obił sobie przy tym łapy. - mruknęła z dalej wyczuwalnym rozbawieniem w głosie. Pamiętała tamten dzień jakby to było raptem wschód słońca temu! Jak została zawołana do lecznicy przez Kozaczą Ścieżkę i dowiedziała się również od niej o głupim wybryku syna, który zarzekając się, że nic go nie boli - piszczał i krzyczał jak dwu księżycowe kocię z którym chyba pozamieniał się na móżdżki. Gdy Ciernisty Kwiat zaczęła opowiadać jak teraz wygląda jej życie w pomarańczowych ślepiach wojowniczki nie było widać pogardy czy obrzydzenia; jej spojrzenie dalej było ciepłe i wyrozumiałe a na kształtnej mordce malował się pogodny uśmiech. Sama wojowniczka słuchała dawnej medyczki z zaciekawieniem, a gdy padło nowe dla kotki określenie, jej nieco większe od przeciętnych uszy drgnęły zaciekawione. - Kolorowe ptaszysko, które potrafi mowę dwunogów? Niesamowite i dziwne za razem... - westchnęła i uśmiechnęła się nieco szerzej. Żadnej oceny, żadnych krzywych spojrzeń; jedynie ciepłe i co najważniejsze; szczere zainteresowanie. Nie obchodziło jej to, co Ciernisty Kwiat mogła zrobić, a to, że teraz najwyraźniej była szczęśliwa. Do tego miała w gnieździe dwunogów towarzystwo, które pomogło jej wyzdrowieć; nic więc dziwnego, że biała kocica została u dwunożnego, który jej pomógł i kota, który również ją podczas tego wspierał. Nie byłaby sobą, gdyby teraz zaczęła ją z tego oceniać. Jej własny brat najprawdopodobniej był pieszczochem, a do tego znała przecież Orzeszka, kociaka, który wraz z ojcem dalej zamieszkiwał Stodołę w Siedlisku Koni. - Ah, jesteś szczęśliwa u dwunogów, Ciernisty Kwiecie? Musisz koniecznie pozdrowić ode mnie Śnieżka, brzmi na naprawdę dobrego kota. - zamruczała ciepło i jej spojrzenie spadło na moment na obrożę, którą to kocica ruszyła i nieznacznie drgnęły jej wąsy gdy próbowała się połamać co...na niej jest. - Zawsze zastanawiało mnie jak wygląda życie pieszczoszka. Znałam kiedyś kota, który przez jakiś czas nim był nim wyruszył dalej i opowiedział mi coś równie niesamowitego co ty o tym kolorowym gadającym ptaku. Mówił coś o...Łysych kotach jak dobrze pamiętam.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
- Rozumiem - odparła, a w jej tonie dało się usłyszeć nutę rozbawienia. Widać cieniste koty wciąż miały genialne pomysły na to, jak spędzać czas. Najwyraźniej ryzyko połamania kończyn należało do tych sposobów. Była za to wdzięczna w pewnym sensie, gdy Popielny Żar nie okazała pogardy, kiedy Dziwnooka zaczęła się otwierać na temat jej obecnego życia. To prawda, była szczęśliwa, jednak robiła tym samym coś, czego zabraniał im Kodeks. Spojrzenie wojowniczki natomiast nie wskazywało na obrzydzenie ani nic podobnego - było przyjazne, sprawiające, że biała czuła wewnątrz siebie ciepło, chociaż pogoda była dość mroźna. Przypominało jej to spojrzenie, które widziała u niektórych matek, gdy spoglądały na swoje młode, mimo że nie było jakoś pełne miłości - wszakże dawna medyczka raczej kocięciem już nie była. Na komentarz o ptaszysku, z którym mieszkała, jedynie skinęła lekko głową. Sama nigdy nie sądziła, że zobaczy coś takiego na własne oczy, a jednak - życie znajdywało sposoby na zaskoczenie kogoś w jej wieku. W dodatku wojowniczka zdawała się być naprawdę zainteresowana tym, co Dziwnooka mówiła. Musiałaby przyznać, że jej siostrzeniec znalazł bardzo dobry obiekt westchnień, gdyby tylko była w pełni świadoma relacji tej dwójki. - Dziwnooka - kocica poprawiła Popielny Żar. - Wolę... nie używać imienia Ciernisty Kwiat - dodała w ramach drobnego wyjaśnienia, powstrzymując się od pokazania swojego dyskomfortu, gdy wojowniczka nazwała ją dawnym imieniem. Nie była już dłużej medyczką i sądziła, iż nie powinna używać imienia, które tak silnie było w jej oczach powiązane z dawną rangą. Nawet jeśli pozbyłaby się całego poczucia winy związanego z ostatecznym opuszczeniem klanu, to wciąż nie chciałaby być nazywana tym imieniem. Zostało jej nadane jeszcze przez Wężową Gwiazdę - teraz było już wspomnieniem, które należało do innego czasu. Wolała pozostawić je w przeszłości - w czasie zanim zaczęła wyniszczać własne ciało i umysł swoimi czynami. - Z pewnością go pozdrowię, na pewno się ucieszy - była szczera, a kąciki jej pyska lekko się uniosły na wspomnienie ślepego kocura. Zawsze był podekscytowany historiami o życiu w klanie, więc pozdrowienia od wojowniczki na pewno sprawią mu wiele radości. Na następne słowa Popielnego Żaru, Dziwnooka przechyliła lekko łeb, nie kryjąc swojej własnej ciekawości. - Takich kotów jeszcze nie widziałam - skomentowała, upewniajac się czy gdzieś jej taki łysy samotnik lub pieszczoch nie mignął. - Na pewno rozejrzę się za takimi, kiedy następnym razem będę na osiedlu - dodała, już planując drobną misję poszukiwawczą jakiegoś kota bez futra. To dopiero było coś! Zdecydowanie na podobnym poziomie, co ptaszysko wykrzykujące jej imię raz w języku dwunożnych, raz w jej własnym.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk dziś wyszedł wcześnie rano ze stajni chcąc zapolować. Przydaliby się jakieś dobre śniadanie a Osa zapewne nie pogardzi darmowym śniadaniem i jeszcze podstawionym pod nos. Już dość sporo czasu razem przesiedzieli i jakoś sie dogadywali. Nie blokowali się nawzajem, czasem gdzieś poszli razem a jak coś ktoś potrzebował drobnej pomocy to podawali sobie łapy. Ich współpraca była spokojna i nie miała jak na razie zgrzytów. Więc Płomyk pomyślał czemu by nie zrobić młodej kotce drobnej niespodzianki? Tak więc kocur ruszył przed siebie, zostawiając śpiącą Ose w stajni.
Trudno mu było znaleźć jakikolwiek trop a kiedy takowy znalazł, zaprowadził go na wzniesienia i no... Ten trop, który go tutaj doprowadziła to jakaś stara padlina, którą już została prawie cała zjedzona przez robaki. Płomyk skrzywił się i oddalił. Popatrzył się na niebio i zobaczył piekny wschód słońca. Postanowił więc chwilę go pooglądać bo wokoło nie czuł potencjalnego tropu bądź zagrożenia. Tak więc usiadł na jedynm ze wzgórzy, pośród wysokich traw i oglądał piękny krajobraz.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Faktycznie nawiązana współpraca z starszym kocurem układała się przyzwoicie. Każde prowadziło w międzyczasie własne życie i żadne nie wchodziło drugiemu w drogę pod tym względem, a korzyści jakie czerpały obie strony były zadowalające, szczególnie dla Osy, która dzięki pomocy bardziej doświadczonego kota bez problemów znosiła zimną porę. Starała się też wyciągnąć jak najwięcej nauk i mądrości od Płomyka i szło jej naprawdę nieźle.
Obudziła się później niż zwykle, a kocura już nie było w pobliżu. Dzisiaj jednak zdecydowała się ruszyć jego tropem, by dołączyć do polowania, na które zapewne krótkowłosy się udał. Dzięki szybkiej reakcji i podążaniu jego śladem znalazła się w okolicy padliny, ale nie zastała tam znajomego. Straciła poszlaki wspomagające ją w śledzeniu samca. Postanowiła więc ruszyć dalej, znalazła się w zasięgu wzroku towarzysza, ale sama go nie dostrzegła.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Słysząc szelest w trawie, wygnaniec obrócił swoją głowę w stronę hałasu i zauważył bardzo znajome, szylkretowe futerko. Uśmiechnął się lisio do siebie, widząc, że Osa go jeszcze nie znalazła. Obniżył się i przeszedł do pozycji łowieckiej. Nastepnie zaczął się cicho skradać w jej kierunku, uważającą na wszystko co mogłoby spowodował hałas i kiedy wyczuł odpowiedni moment, rzucił się na kotkę i przygniótł ją do ziemi. Uśmiechnął się zawadiacko i chwycił swoimi przednimi łapami, przednie łapy Osy chcąc ją jeszcze bardziej unieruchomić. Nie robił jednak jej krzywdy. Miała pełną swobode, po prostu starszy od niej kocur miał ochotę na lekkie psoty. - Chyba jednak udało mi się coś upoliwać na dzisiejsze śniadanie. - zaśmiał się a nastepnie machnął delikatnie ogonem. - Osa zapewne się ucieszy z takiego posiłku. - mruknął, nadal rozbawionych tą sytuacją. Samotniczka dostała teraz dobrą lekcję by zawsze mieć siebie na baczności, nawet jeżeli się szuka przystojnego kocura poprzez świeży trop. Zawsze może pojawić się niebezpieczeństwo. Zawsze.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Idąc nie spostrzegła skradającego się doń kocura, a na dodatek dała się zaskoczyć, złapać i no niestety nie była z tego początkowo zadowolona, można nawet powiedzieć iż się odrobinę przeraziła. No przynajmniej na początku była wystraszona i szczerze obawiała się o swoje życie przez co serce aż jej przyśpieszyło, a oddech był aż nazbyt dynamiczny. Dopiero po chwili uspokoiła się i szeroko uśmiechnęła, trzeba przyznać, że to miłe zaskoczenie. Teraz Osa zdała sobie sprawę z tego dlaczego kot wymknął się tak szybkim rankiem. - Zapewne będzie zadowolona... - mruknęła, pokazując ząbki i smagając go ogonem gdzieś po boku ciała.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Każdy chyba by się przestraszył takiego ataku z zaskoczenia ale ucieszył go fakt, ze Osa szybko się uśmiechnęła widząc jego mordkę. Można jakoś dzięki temu stwierdzić, że jakoś mu ufała. W końcu każdy mógłby wykorzystać w jakiś sposób tą sytuacje na swoją korzyść ale Płomyk nie był taki. Został odpowiednio wychowany i mimo iż lubi podrywać i flirtować to nie był typem gwałciciela bądź coś jeszcze gorszego. Fakt, za młodu bardzo go hormony nosiły ale teraz już nie był taki młody. Kilka księżycy już przeżył. I też swoje widział i a to nie były za dobre widoki.
Puścił łapy kotki ze swoich łap a następnie położył je na ziemie. Nie trzymał jej już i miała pełną swobodę by się wydostać. Jednak nadal nad nią wisiał i patrzył się na jej rozweseloną mordkę. Uśmiechnął się delikatnie a następnie mruknął. – Czemu wstałaś tak wcześnie? Stęskniłaś się za mną? –zażartował i przechylił trochę głowę. On zazwyczaj nie wstawał tak wcześnie ale dziś zrobił wyjątek bo uważał, że wczesną porą coś znajdzie dobrego do jedzenia i coś innego niż myszy, których było w stajni sporo. Chociaż ostatnio i tak było ich mniej niż kiedyś.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Przestał ją unieruchamiać, więc momentalnie stanęła na własne łapy i otrzepała futerko, przeciągając się zaraz potem z towarzyszącym zaspanym ziewnięciem. To prawda, że ufała Płomykowi. Nie dał jej w końcu powodów do zwątpienia i niepewności, a kotka bardzo sobie to w nim ceniła i była w pełni zadowolona z tego iż to właśnie z nim spędza chłodną porę. - Ummm... chciałam spędzić z tobą trochę więcej czasu niżeli zwykle. Jednak ciebie już nie było, więc ruszyłam twoim tropem i niedaleko padliny go straciłam. - wyjaśniła, wzruszając ramionami i przeszywając powietrze kitą.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
----
Niosła w zębach tłuściutkiego wróbla, więc przez większość drogi się nie odzywała. Szła radośnie u boku Głośnego, kołysząc się z boku na bok i szczerząc się w uśmiechu z zapchaną pokarmem mordką. Nie mogła się już doczekać spotkania ze Szkiełkiem, a przede wszystkim zżerała ją ciekawość na temat tego czego przyjdzie jej się dowiedzieć. Od dawna nie ekscytowała się tak jak w tym momencie! Spoglądała raz po raz na kompana pytająco. Zastanawiała się gdzie spotkają owego wróżbitę i czy w ogóle go odszukają. Las jest bardzo obszerny...
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Wąż szedł spokojnie ze swoim szczurem w mordzie. Szkiełko już znał, raz przepowiedział mu świetlną przyszłość, wiedział kogo szukać. I szukać nie musiał specjalnie długo! Bo już po niedługiej chwili na Wietrznym Wzniesieniu zauważył kocura, do którego szli. Spojrzał na Tygrys raz jeszcze. - Ostrożnie i bez nerwów. Jest specyficzny. Jakby coś chciał ci zrobić, będę interweniował - mruknął do niej troskliwie, zaraz wyskakując przed nią i kierując się do rudzielca. Przed nim stanął, rzucając mu szczura pod nogi. Posłał mu lekki uśmiech, siadł. - Tym razem z kim innym.
Rzucił wskazując ruchem pyska na Tygrys.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
Ekscytację zaczęła ogarniać powoli fala stresu na temat tego co się może jej przepowiedzieć. Naprawdę ciekawiło ją to, ale obawa iż nie będzie to nic pozytywnego nadal istniała, oby nie dotyczyło to udania się na Srebrną Skórkę kogokolwiek. W towarzystwie Wężowego Błyska i tak czuła się dość komfortowo, w razie czego on jej przecież pomoże. Jego troskę bardzo sobie ceniła, dlatego skinęła głową na jego słowa przytakująco.
Podeszła do rudzielca i położyła swojego wróbla. Czekała na reakcję wróżbity bardzo zniecierpliwiona.