Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Brak nowych tropów nie działał kojąco na jego nerwy, wręcz przeciwnie. W pewnym momencie stanął, żeby wziąć głęboki oddech i wmówić sobie, że wszystko jest dobrze, był oazą spokoju. Nie był co do tego przekonany, ale mimo to zaraz ruszył dalej, próbując się bardziej skupić.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Był oazą spokoju, był w stanie przejść parę kroków bez frustracji. Musiał to sobie po prostu wmawiać. Zdenerwowany nic nie znajdzie. Jak tak dalej pójdzie to będzie musiał przegryźć jakiś patyk, żeby się pozbyć się tej irytacji...
To lepiej żeby szybko policzył do dziesięciu i się uspokoił, bo długość drzewa od niego, pośród traw, dało się zauważyć zajęcze uszy. Znikały co jakiś czas w morzu zieleni i zaraz wracały w górę, czujnie nasłuchując otoczenia.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Zastygł w miejscu, gdy tylko w oczy rzuciła mu się para długich uszu. Wziął parę głębszych, aczkolwiek cichszych oddechów, żeby się uspokoić i tym samym wyciszyć. Gdy już mu to wyszło, przypadł do pozycji łowieckiej. Zaczął skradać się w stronę szaraka. Plan taki jak zawsze: wyskoczyć na zwierzynę i chwycić ją za kark w celu szybkiego uśmiercenia.
Zaprezentowane przez Orkę ćwiczenia oddechowe zdecydowanie pomogły w zmniejszeniu szansy na zostanie wykrytym przez zająca. Ale jak to mówią – szanse na zostanie usłyszanym są niskie, ale nigdy zerowe. Gdy kocur znalazł się już bliżej piszczki i szykował do skoku, jedno z długich uszu strzeliło w stronę, z której nadchodził. I uderzenie serca później, jego właściciel rzucił się do ucieczki. Szarak nie zdążył się jeszcze w pełni rozpędzić, więc pogoń za nim miała sens. Ogólnie. Ale czy z dzisiejszym szczęściem Orki faktycznie tak było?
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Zdusił w sobie chęć na soczyste przekleństwo i zamiast tego rzucił się w pogoń. To nie był kopiec, na otwartym polu miał większe szanse na złapanie zwierzyny. A przynajmniej taką miał nadzieję. Musi dogonić zająca i jak najszybciej go unieruchomić, a potem wiadomo.
Szanse miał, owszem. Z badylarką, nie z długołapym mistrzem sprintu. Nie zdążył przyjrzeć się puchatemu ogonkowi z bliska, jego właściciel zaraz zaczął sadzić olbrzymie susy przez kępy traw, coraz bardziej zwiększając dzielący ich dystans. I wkrótce Orka pozostał jedynie ze wspomnieniem zająca.
To zdecydowanie nie był jego dzień.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Zatrzymał się zdyszany. Pozostało mu jedynie patrzeć w trawy, w których zniknął zając. Po tym jak złapał to wydropodobne coś, myślał, że szczęście w końcu mu dopisuje. Jak widać mylił się. Z burknięciem odwrócił się na pięcie i ruszył w przeciwnym kierunku do zająca. Spodziewał się, że jego strach spłoszy znajdująca się w tamtych okolicach zwierzynę, a bardziej utrudniać sobie nie zamierzał.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Wyszedł z miasta. W końcu. Smród samochodów, ujadanie psów, jakieś uliczne koty: wszystko za nim. Nienawidził tego, każde jedno go doprowadzało do szału, który mniej lub bardziej dusił w sobie - zależy z kim miał styczność.
Jedynym, co z osiedla za nim wyszło to jakiś mały gnojek. Wpierw był irytujący. Nie, żeby ubliżać konkretnie jemu, ale James zwyczajnie nie lubił chyba żadnej żywej istoty, w każdej widząc tylko to, że jest pod nim. Na plus, że nie był takim małym smrodem, co ledwo od ziemi odrósł. Wtedy wrzuciłby go do śmietnika i zniknął. Na minus dla Jamesa, bo nie mógł się od niego odciąć.
Za to próbował z nim współpracować. Jakkolwiek. - Będę iść w swoją stronę - oświadczył - to było oczywiste. Momentami miał wrażenie, że ten półgłówek jednak tego nie zrozumie. Że uzna, że to że są razem teraz, znaczy że może iść z nim wszędzie. A tak być nie mogło.
Przyzwyczajony do ostatniej obecności nowego ziomka, nie mógł się powstrzymać by nie pójść za nim. I tak kierował się w stronę lasu, nic więc go nie powstrzymywało przed ruszeniem tam razem z Jamesem. Nawet jego gburowaty charakter go nie odrzucał, choć nie raz i nie dwa miał ochotę mu przywalić za sam fakt, że istnieje.
- E? A jaka to niby twoja strona? - przekręcił łeb. Nie przypominał sobie, by rozmawiali wcześniej o rozstaniu. Być może go zwyczajnie nie słuchał przez ostatni czas. - Póki co to twoją stroną była obsrana kuweta hehe. Kumasz? Bo pchlarzem byłeś...
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Vice versa - sam nie raz miał ochotę mu przywalić. Nie robił tego chyba jedynie z obawy, że mógłby nie wygrać boju, a ubytek na ego był bardziej bolesny niż ubytek na zdrowiu. Jak od poprzednich mógł uciec, tak miał wrażenie że ten frajer znalazłby go na drugim końcu świata. Od Czosnku nie było ucieczki tak po prostu.
Poruszył jednym z uszu na ten jakże ambitny komentarz. Przezabawne. Nawet chciałby na to odpowiedzieć, ale jak na złość - w głowie nic. Zero. PUSTO. Irytujący idiota. - Tam gdzie twoja stara - mruknął w końcu, ogonem uderzając o podłoże. Nic ambitniejszego nie wymyśli, ale chyba nie musiał. Czosnek miał w głowie dwa kamyczki - tylko o jeden mniej niż James - każdy mądrzejszy komentarz byłby zbyt bystry jak na niego. - Do Klanu. Po to tu jestem. Myślisz, że poszedłem na wycieczkę do lasu żeby grzybów nazrywać czy się przewietrzyć?
Jego relacja z Jamesem była specyficzna, jako że nie miał pojęcia na czym stoją. Nie znali się zbyt długo, choć przegryzali się jak kiedyś Czosnek ze swoimi kumplami. Dla niego to była oznaka przyjaźni, wzajemnego szacunku. Nawet jeśli wjeżdżali sobie wzajemnie na matki. Mimo tego, starszy kocur zdawał się być raczej oschły w jego stronę, co point nie zawsze zauważał i dopiero po czasie zaczynał rozumieć intencje dawno minionej rozmowy.
- Bez sensu - wzruszył barkami. - A nie wiem, nie wiem! Równie dobrze mogłeś po drodze uznać, że jednak mnie kochasz i musisz za mną łazić hehe - zarechotał pół żartem pół serio. Nie przeszkadzałoby mu, gdyby burek serio chciał z nim zostać. Ot, zawsze jakieś towarzystwo. Nie był może największy, ale był gburowaty i samym wyglądem mógłby odstraszyć niechcianych gości. - Po co ci klan. Tak w ogóle, c'nie? W mieście mi się chyba bardziej podobało.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Czy bez sensu? Nie wiedział. Równie dobrze wiązałoby się to z tym, że jest od Czosnka tak daleko, że nie musi się przejmować jego kłapaniem mordy. Z drugiej strony, jego matka mogła być jeszcze bardziej upierdliwa. Starzy mają do siebie to, że są głupi. Przylepni. No, tacy po prostu, bezużyteczni i męczący. - ... - skrzywił się. Kochać go? - Nie jesteś w moim typie. Za gruby, za łaciaty, za jasno-ciemny. Masz fajny ząb, mógłbym mówić innym że prawie ci złamałem szczękę.
Brutalna opinia, ale przynajmniej szczera. Tego się oczekuje od przyjaciół, co nie? A skoro ten pajac myślał, że są przyjaciółmi, mógł sobie pozwalać na bycie takim paskudnym bucem.
Na pytanie za to... dmuchnął nosem. No w sumie, po co? - Będę miał żarcie za nic. I schronienie. Pomyśl tylko, coś będzie się działo nie tak - będę miał pewność, że ktoś się za mną wstawi a ja będę bezpieczny. Poza tym, mam tam rodzinę. I to nie byle jaką, bo mój... dziadek? Czy tam pradziadek, nie pamiętam, to był szefem. Jak wejdę, to będę miał na pewno jakiś szacunek - proste. Nie wyobrażał sobie tego inaczej. To jest - nie - wyobrażał. Bo na pewno będzie musiał poświecić oczkami, jaki to on będzie sumienny i dobry! Ale... w praktyce, wiadomo. To był jego plan. Żyć na szczycie i nie przejmować się niczym.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Bawił się. Najzwyczajniej w świecie bawił się, tarzając w śniegu. Starał się zrobić aniołka. Widział jak ludzkie młode tak robią i sam chciał spróbować. Zostawały po tym różne śmieszne kształty. Nie zwracał przy tym uwagi na potencjalne niebezpieczeństwo. Jedyne czego żałował to to, że nie udało mu się namówić Goblina na wspólną zabawę. Może kiedyś się uda!