Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Nie chcąc wyjść na dziwaka, Bonawentura wynurzył się po niedługiej chwili zza pagórka. Przyglądał się wcześniej chwilę białemu kocurkowi tarzającemu się w śniegu. Nie było to dziwne, po prostu rozczulił go widok, szczególnie, że wyglądał jak jeden z kociąt Kurkumy, swojej byłej sąsiadki. Co jednak miałby robić udomowiony dzieciak tak daleko od domu?
- Dzień dobry - przywitał się kulturalnie, mając przez chwilę ochotę iść dalej. Zatrzymał się jednak na sekundę lub dwie, oczekując odpowiedzi. Miał chyba jednak cień nadziei, że to znajomy mu, wyrośnięty już kociak.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Zatrzymał się w bezruchu słysząc niespodziewanie czyjś głos, jakby czujność wróciła później niż powinna. Gdy jego spojrzenie spoczęło na rudym futerko nabrał powietrzna w płuca i niemalże natychmiastowo wskoczył na równe łapy. Nie musiał się przyglądać, żeby rozpoznać kocura przed sobą. - WUJEK REKIN! -Zawył zadowolony, po czym bez słowa przypadł do piersi kocura z utęsknieniem patrząc na rudą mordkę. Nie zliczył ile razy drapał w okno, gdy tylko na horyzoncie pojawił się jakiś rudy kot w nadziei, że będzie to właśnie nikt inny jak jego wujek. Zabawne, że trafił na niego akurat w lesie.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Uśmiechnął się czule do kocurka, przejeżdżając łapą po białej głowie. Nie spodziewał się, że rzeczywiście to będzie on. A raczej któryś z nich, jako że wyglądali loczek w loczek tak samo. A i tak ostatnim razem widział ich jako kocięta. Jak ten czas szybko leci.
- Dzień dobry...Goblinie? Gremlinie? - nie zamierzał zgadywać. Pół szansy, że zgadnie, a pół szansy, że go obrazi. Chyba że to ten drugi, to wtedy co najwyżej rozbawi. - Wybacz mi, chłopcze, tyle czasu minęło. Nie jestem w stanie rozpoznać, który z was jest który. Choć, przyznam, że i w tedy miałem problem - uśmiechnął się czule, odsuwając o krok lub dwa, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Był wysoki, chudy i brudny. Bonawentura miał obawy, że tuła się po świecie już od jakiegoś czasu. Z drugiej strony żył i nie wyglądał żałośnie smutno.
- Ale powiedz, mój drogi, co ty tu robisz? Z dala od swojego domu, od osiedla? Czy potrzebujesz pomocy?
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Zamruczał głośno czując wujowską łapę na głowie, wtulając się jeszcze bardziej w jego pierś. - Gremlin jestem. ZNACZY NIE! Goblin jestem. -Nie wiedział, czy po tak spektakularnej porażce da radę kocura nabrać, ale warto było spróbować. Będzie mu głupio, jeśli spaliłby taki dobry żarty. Chociaż powinien się przy tym zachowywać bardziej goblinowo jeśli rzeczywiście chciał kogokolwiek nabrać. No już trudno! - Nie! Znaczy jestem tu z własnej woli i jest super, ale chyba możesz pomóc. Wiesz, w którą stronę stąd do Klanu Gromu? Bo go szukam. Znaczy ja i Goblin, znaczy Gremlin. Ojeju wujku, bo ja mam ci dużo do opowiedzenia! -Pohamował się jednak, chcąc mu jednak najpierw dać czas na odpowiedź.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Gremlin albo był beznadziejnym łgarzem albo był zbyt podekscytowany, żeby w ogóle próbować dobrze oszukać Bonawenturę. On sam nie widział sensu w bawieniu się w gierkę młodego, świeżo upieczonego samotnika, skoro i tak już wiedział, z którym rozmawia.
- Miło cię znów widzieć, Gremlinie - choć musiał przyznać, że ledwo te kociaki znał. Bo były, cóż, kociakami, gdy je ostatnim razem widział. Dla niego samego ten upływ czasu sprawił, że niewiele o nich myślał i częściowo usunął z pamięci. Dla nich minęło całe ich dotychczasowe życie.
- Mm, w rzeczy samej, wiem. Powiedz mi proszę, co tu robicie, chłopcze? Jeśli zgubiliście się na spacerze, mogę wskazać wam drogę na osiedle - zaoferował, spoglądając nawet w stronę, w którą powinni byli iść.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Niestety nie udało mu się przekonać wujka do swojej fałszywej tożsamości. Nie próbował przekonywać go ponownie, rozumiał że w takim wypadku nie miało to najmniejszego sensu. - Tęskniłem za tobą, wiesz? Jak odszedłeś to codziennie wyglądałem cię przez okno, miałem nadzieję, że nas odwiedzisz. -Posmutniał lekko, ale mimo to starał się utrzymywać pozytywny wyraz pyszczka. Nie chciał, żeby kocur myślał, że ma do niego żal o odejście, kiedy wcale tak nie było. - Jeju wujek, mówiłem już że jestem tu z własnej woli. Wiem w którą stronę jest osiedle i nie zamierzam wracać. Razem z Goblinem szukamy Klanu Gromu, żeby do niego dołączyć. -Oświadczył z poważną miną, którą trudno mu było utrzymać przez myśl, że wuj mógł znać drogę.
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
Kokosanka wiedział już od paru dni, gdzie znajdują się tereny Klanu Gromu. Wiedział, że powinien przyprowadzić Strzygę tutaj już parę dni temu, jednakże nie chciał tak szybko jej tracić. Lubił ją. Nie chciał, aby uczyła się od innych, aby poznawała umiejętności innych i uznała go za nieprzydatnego.
Kocur westchnął, wracając powoli do miejsca, w którym przez ostatnie noce spali ze Strzygą.
Księżyce: 48 Płeć: kocur Matka: Jałowa Ziemia!!! (a tak serio to jakaś random samotniczka :/ ) Ojciec: :'( (???) Trwałe urazy: całe życie jest frajerem
Księżyce: 48 Płeć: kocur Matka: Jałowa Ziemia!!! (a tak serio to jakaś random samotniczka :/ ) Ojciec: :'( (???) Trwałe urazy: całe życie jest frajerem
Zaś Taka przebywał tutaj - jak zawsze - wbrew własnej woli. Nie przejmował się tym tak czy inaczej... bo póki mógł chodzić, nawet jeśli w obróżce (nadal nie rozumiał, po co mu ona?!), to wszystko było okej. Relatywnie okej. To też pierwszy raz od, ha! Nie wiedział kiedy, gdy faktycznie w lesie spotkał kota, a nie kolejny kamień, kupę mchu czy jakieś opadnięte liście. Znacznie większego kota niż on sam, trzeba przyznać. Nie, żeby to go jakoś zniechęcało... ale na pewno wolał być ostrożny. - Wyglądasz na strapionego - zamruczał na jego widok, ostatnie słowo akcentując bardziej jakby było pytaniem. Nie chciał nic zarzucać, ale... faktycznie - wyglądał jakby coś go gryzło! Albo Taka źle postrzegał kocura i kto wie, może był przeszczęśliwy?
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
Kokosanka nie spodziewał się spotkać kogoś nowego. Z reguły raczej omijał widzianych przez siebie samotników czy pieszczochów. Nie miał ochoty z nimi rozmawiać ani się im tłumaczyć ze swojego pobytu w danym miejscu. Dlatego też podniósł gwałtownie głowę, kiedy to usłyszał nieznajomy głos.
Biały samotnik przekrzywił głowę w bok, przyglądając się uważnie rudemu pieszczoszkowi - stwierdzając po obroży na jego szyi. Nie wyglądał na szczególnie niebezpiecznego, więc kocur jedynie lekko rozluźnił mięśnie.
- Ciężki dzień - skomentował po chwili, lekko unosząc jeden z kącików pyska. - Domownicy wypuścili cię tak daleko samodzielnie? - zapytał uprzejmie, z nutą ciekawości w głosie. Strzyga sama nie mogła by się błąkać po lesie, jeśli dalej żyłaby ze swoimi ludźmi.
Księżyce: 48 Płeć: kocur Matka: Jałowa Ziemia!!! (a tak serio to jakaś random samotniczka :/ ) Ojciec: :'( (???) Trwałe urazy: całe życie jest frajerem
Księżyce: 48 Płeć: kocur Matka: Jałowa Ziemia!!! (a tak serio to jakaś random samotniczka :/ ) Ojciec: :'( (???) Trwałe urazy: całe życie jest frajerem
Pomachał głową. Aha! Gorzej się ma, zanotowane. - Naa, są niedaleko. Jakbyś szedł ciut dalej to tam jest płot, powinni się kręcić w tamtej okolicy. Puścili mnie, stąd ten badziew - mruknął, łapą wskazując na obrożę. - Dasz wiarę? Jakby magicznie miało mnie to przed czymś uchronić. Głupie zabobony, przysięgam... szczególnie, że na osiedlu to hulaj dusza i to bez dodatków!
Zacmokał cicho. Nie rozumiał tej logiki. Nie mógł jej nawet kwestionować ze swoimi ludźmi, żaden z panów by nie zrozumiał co ten miauczy pod nosem. Zostało mu więc cicho się buntować i złościć... i akceptować to, że obrożę nosić będzie w lesie, czy chce, czy nie. - Słabo z tym gorszym dniem dorzucił zaraz. - Wiesz, jakby coś tego...
Machnął łbem, sugerując że mógłby ewentualnie pomóc wyrównać z kimś rachunki. Oczywiście, absolutnie by tego nie zrobił... tak o. Chciałby mieć coś z tego. Jeszcze nie wiedział nawet co, ale za darmo łap nie będzie brudził. Za zapłatą pewnie też nie, ale może dałoby się jakoś sprawę wygadać. - Co się w ogóle stało?? O ile, ten, chciałbyś się podzielić. Nie zmuszam, rzecz jasna - ale fakt, że byli sobie obcy chyba mógł być jakimś komfortem? W końcu, Taka stąd zniknie za góra kilka godzin, a tamten zrzuci sobie ciężar z wątroby. No... chyba, że inaczej myślał o tych sprawach! Wtedy nie śmiałby naciskać.
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
Kokosanka posłał Strzydze delikatny uśmiech, chcąc dodać jej nieco otuchy. Oczekiwanie na przywódcę... Czy też raczej zastępczynię, gdyż przywódczyni najwyraźniej nie była dostępna. Biały kocur wyprostował się, gdy tylko na horyzoncie pojawiła się starsza kocica, wraz z dwoma kotami, których poprosili o przekazanie informacji.
Samotnik skinął jej głową na powitanie, chcąc okazać jej swój szacunek. Oczywistym było, iż wnuk Galopującego Konia, nie chciał spalić sobie drogi od razu na początku rozmowy. Kokosanka musiał przyznać, iż kotka, mimo tego, iż była od niego sporo starsza, wyglądała bardzo dostojnie. Ładnie. Nie jak Strzyga, ale jednocześnie nie potrafił oderwać wzroku od jej ładnego futerka, nie wspominając też o pięknych, niebieskich oczach. Wręcz hipnotyzujących. Dobrze, że miał podzielność uwagi, gdyż zdążyłby przeoczyć informacje, które wypłynęły z pyszczka Rześkiego Zmierzchu.
- Jesteśmy niezwykle wdzięczni za to, że się pojawiłaś, Rześki Zmierzchu. - zaczął spokojnie, nie spuszczając wzroku z zastępczyni. - Nazywam się Kokosanka, a to moja bliska przyjaciółka, Strzyga. Przyszliśmy ubiegać się o możliwość dołączenia do Klanu Gromu, jednakże nim podejmiesz decyzję, chciałbym dodać coś jeszcze. - Kokosanka się stresował. Dlatego też dał sobie chwilę na wzięcie oddechu i pozbieranie myśli. - Jestem wnukiem Galopującego Konia, jednego z waszych dawnych wojowników. Był on synem Słonecznego Poranka i Skaczącej Żaby i bratankiem Truskawkowego Gąszczu, waszej medyczki. Potrafię polować i walczyć, jeśli nas przyjmiecie, będę ciężko pracować na rzecz klanu. Strzyga natomiast straciła dach nad głową z powodu pożaru w domu swoich wyprostowanych. Zaproponowałem jej więc wspólną próbę dołączenia do Klanu Gromu. Liczymy na odnalezienie swojego miejsca właśnie w klanie moich przodków.
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Tak dawno nie był w lesie, że każdy, chociażby najciszchy niespodziewany odgłos sprawiał, że sierść na jego karku drgała. Nie czuł się bezpiecznie. Ba! Wiedział, że nie był bezpieczny. W końcu w każdym momencie z zarośli mógł wyskoczyć wygłodniały drapieżnik, który chętnie zadowoliłby się kotem na obiad.
Zatrzymał się gwałtownie w pewnym momencie. Coś rzeczywiście poruszyło się w pobliskich trawach. Wstrzymał oddech, jeżąc się cały. Jęknął cicho na widok królika opuszczającego swoją kryjówkę. Królika... Tylko królika ... Westchnął z ulgą, ponawiając swoją wędrówkę. Nie był już dzikim kotem, nie widział potrzeby gonienia za zwierzyną... Chociaż może nie powinien po tak długim czasie stawiać się na cienistych granicach z pustymi łapami...
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Najpierw wyskoczył królik, a potem jednak faktycznie wygłodniały drapieżnik... Głodny wiedzy i ciekawych rozmów, a drapieżnik bo czy nie tym tak właściwie były koty?
Czy rozsądne było spanie na takim otwartym terenie, gdzie jedynie wysokie trawy go kryły przed potencjalnym zagrożeniem? Nie do końca, ale Omen w życiu sypiał w mniej bezpiecznych miejscach. Jak umrze to umrze i trudno. I tak go to czeka wcześniej czy później... Dopiero bardzo bliskie szeleszczenie w trawie wybudziło go ze snu, jego prawe ucho drgnęło, nasłuchując. Brzmi raczej jak kot. Ziewnął bezgłośnie, przeciągnął się porządnie, po czym wstał, z perspektywy nieznajomego może i nawet po prostu nagle wyrastając z trawy na jego drodze. Sam albinos nie powiedział na początku nic, jego i tak mocno przymrużone oczy dopiero się przyzwyczajały do ilości światła ponad trawami, a i do tego nadal trochę zaspany. Przynajmniej zapach od razu wskazywał na pieszczoszka, to wiedział o obcym kocurze chociaż tyle.
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Zatrzymał się niemalże natychmiastowo, gdy tuż przed nim wyrósł nieznajomy kot. Grzbiet instynktownie wygiął się w górę, a uszy przypłaszczyły do czaszki. Całość dopełniała zjeżona sierść, która czyniła go znacznie większym niż w rzeczywistości był. Nie poruszył się jednak, ani nie wydał też żadnego odgłosu. Wpatrywał się z przerażeniem w plecy nieznajomego. Skarcił się jedynie w myślach za brak czujności i próby ucieczki, gdy jeszcze miał na to czas. Łapy jednak odmawiały posłuszeństwa, zupełnie jakby wrosły w ziemię i zapuściły korzenie.
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Księżyce: 59 Płeć: Kocur Matka: Sekwoja Ojciec: Puszek Trwałe urazy: duże ślady po bliznach na szyi, na prawym boku, na karku; wiele pomniejszych blizn i szram
Duży, długowłosy i masywny, umięśniony. Ciemny dymny. Złote oczy. Źle mu się patrzy z pyska, ma wiele szram i blizn. Ma dużą, białą kryzę; białe znaczenia także w okolicach brzucha.
Niemiły, oschły i chłodny. Zimny, mówi niewiele. Wykona każdą robotę. Prywatnie handlarz kocimiętki
Senny Świt [KRz], Martwa Dusza [KC]
Alikorn czuł się dość dobrze ze swoją wizją. Czas było wyjść z marazmu. Skoro na osiedlu było zbyt mało kotów, równie dobrze mógłby się przenieść gdzieś do Klanu, i stamtąd zarządzać sprawami. No cóż. Gdybać mógł. Na razie musiał zdobyć sporo informacji od jakiegoś łatowiernego kociaka.
Kocur przez parę ostatnich dni pomeiszkiwał w pobliżu terenów Klanów, zapoznając się z ich codziennością i zwyczajami. Były inne od Nowego Świtu i gangów.
Na dzisiejszą ekspedycję, kocur wybrał jeden z Klanów. Nie pachniał ani rybami, ani niczym szczególnym, więc cięzko go było przypasować. Nie miał też żadnej zbytniej wiedzy o ich hierarchii i rozróżnianiu, więc dziś miał zamiar przeprowadzić owocną lekcję.
Kocur zaszył się w krzakach przy granicy i ubrudził się błotem, by zamaskować zapach. Czekał. Gdzieś ktoś musiał tu być.
//załóżmy że przy granicach z gromem