Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Nie mogla zaprzeczyc zadnemu ze slow czarno bialej kocicy, bo w istocie to co mowiła miało słuszność. No i widocznie w sporej części myślały naprawdę podobnie. Gangi to było coś co z pewnością było bliskie jej osobie, a ten którym teraz władał Tyran był po prost odpychający dla kocicy takiej jak Osa. Brakowało jej bardzo dziadka, który był jaki był, ale nie dotykał dna tak bardzo jak nowy następca. Nadal w głębi duszy żałowała, że nie udało jej się przejąć władzy po więzach krwi, ale tak już było. W gangach rządzą najsilniejsi, najsprytniejsi i czasem najmądrzejsi. Szylkretka była nadal młoda, niedoświadczona i nie należała do najsilniejszych kotów na osiedlu. - Brzmi zachęcająco, z pewnością kiedyś tego spróbuję, zwłaszcza gdy ofiara jest wyzwaniem dla naszej sprawności i zmysłów. - zające nagle zdały się stać jednym z celów wyznaczonych sobie przez Osę, która koniecznie chciała spróbować polowania na te gryzonie. - Mogłabyś mi wskazać doń drogę chociaż tak poglądowo, bo szczerze nie wiem gdzie się kierować, a nie chcę stać jak wrona i na każdym rogu pytać o to byle kota. - to już oznaczało, że Ropucha byle kotem nie była, może to właśnie dzięki znajomości z osiedla, a może po prostu przypadła do gustu żółtookiej samiczce.
Uwag o klanach nie zamierzała zapominać, a taka przestroga wydawała jej się być naprawdę przyjaznym gestem, oznaczało jednak też wiele więcej... kocica musiała znać klany doskonale, może należała do jakiegoś i właśnie do niego wracała z tułaczki po osiedlu. Zastanawiała się też, czy to nie ze względu na rodzony miot, ale nie mogła wysuwać wniosków tak daleko. - Dzięki za ostrzeżenie. Wydaje mi się, że to ciekawa opcja na brak rozrywki, zawsze można się poklepać w obronie własnego zadka i brzmi to okey. - westchnęła ściągając brwi ku górze, uśmiechnęła się zadziornie na myśl walki z jakimś strażnikiem, który pierwszy postanowiłby zrobić jej krzywdę.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Grube wibrysy drgnęły z zadowolenia, kiedy Osa wyraziła chęć w przyszłości zapolować na zające. Ropucha lubiła długouche piszczki, uważając je za niezwykle interesujące, smakowite i wymagające kąski do złapania. Kocurzycy była pewna, że śliczna i ambitna kobyłka będzie się świetnie bawić ścigając jakiegoś bidnego zajęczaka, i zrozumie dość szybko, czemu czarna kotka tak się do tego rwała. - O! Pewnie! - Rzuciła przyjaźnie, po czym przekręciła swój wielki łeb w lewo, dokładnie tam gdzie za szeregiem drzew i krzewów skrywały się pierwsze oznaki sztucznie zbudowanego ogrodzenia. - Rzut szyzeczkom na zachód stond. Za lasem zobaczysz płot a z niego łatwo dojrzysz pierwszom stajnie. Nie daleko ale te przerośniente króliki bojom się wszystkiego i mogom ci rostrzaskać czaszke, wienc no, im dalej tym lepiej - wytłumaczyła, pociągając krótko nosem, kiedy przypomniała sobie słowa pewnego samotnika, który za młodu przeżył bliskie spotkanie z twardymi kopytami wielkiego ogiera. Znając życie, stara Bulwa nadal truła wszystkim wokół jak to bardzo go wszystko boli i już jest jednąłapą w grobie. Pff, wolne żary, takich Ciemny Las szybko nie werbuje. - Ah - zarechotała słysząc następne słowa wnuczki Waniuszka, odstawiając w kąt poważną nutę rozmowy i powrócili do luźnych ploteczek, jak na dwie dorosłe kobyłki przystało. - Ciekawy pomysł nie zaprzeczem. Na wolne popołudnie, kiedy brak ci dreszczyku. Nic nie roskrenca jak lanie się po mordach - pociągnęła, widząc humor i sens taktownej sytuacji. Ostrzegła Osę, przygotowała nową znajomą na ewentualne nieprzyjemności i wierzyła, że śliczna szylkretka jest również inteligentną bestią: Ropucha nie musiała się o nią zamartwiać. - Dobra, obie musimy gdzieś teraz być. Więc no, widzimy się - miauknęła z równie zadziornym uśmieszkiem, po czym zaczęła dreptać w swoją stronę. Miała szczerą nadzieje, że kiedyś znowu się spotkają i Żmija będzie cała i zdrowa.
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Ich łapy zawędrowały do miejsca gdzie płynęła rzeka. Tu była wąska, choć podejrzewali że może ona stawać się szersza. To jednak teraz nie jest zmartwienie Trzasku, obecnie głowię mieli wolną od zmartwień. Jedynymi dniami kłopotali się wszystkim, czując każdy pojedynczy włos na swej długiej sierści, innymi było lepiej. Obecnie było lepiej, więc postanowili przysiąść na chwilę. Polizali jeszcze parę razy swe futerko na szyi, po czym położyli się i zaczęli uważnie obserwować rzekę. - Jesteś teraz wolna, choć gdy śnieg stopnieje znów przyspieszysz. -
Wymruczeli w stronę rzeki. Mieli oni tendencję do wyrażania myśli na głos, i nie rozumieli dlaczego koty patrzyły się na nich dziwne. Oni są dziwni, Trzask jest normalny. Nigdy nie zrozumie dlaczego inni nie potrafili zrozumieć, że świat wygląda tak a nie inaczej.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Przywiodła go tutaj ciekawość, a głupota sprawiła, że wyszedł z domu w brokatowej muszce, nie biorąc żadnego kubraczka, czy innego ubrania, które mogłoby zapewnić mu ciepło i komfort w podróży. Szybko pożałował tej decyzji, dlatego starał się omijać największe śniegi, aby nie zmoczyć swojego futra. Nie miał zamiaru zaziębić się, zachorować i jechać do weterynarza, o nie. – Ugh, durny śnieg – prychnął i specjalnie jeszcze walnął łapą w zaspę przed sobą, aby rozproszyć ten parszywy biały, zimny puch gdziekolwiek dalej od niego samego. Mroziło go w poduszki i bardzo mu się to nie podobało, ale niewiele mógł z tym zrobić, a w bucikach na pewno chodzić nie będzie. Były niewygodne i uwierały. Podniósł złote spojrzenie, a jego oczom ukazał się… kot. Nieznajomy, o dziwnym kolorze sierści, ale bardzo przyjemnym dla oka. Kędzierzawy, biały pieszczoszek zatrzymał się nagle i wlepił wzrok w długowłosą sylwetkę. – O! Cześ, nie zauważyłem cię – powiedział, rozglądając się mimowolnie, czy nie ma tu jakiś innych kotów, które mogły towarzyszyć temu tutaj. Nie słyszał jego mruczenia w kierunku płynącej rzeki, zajęty był wtedy wyżywaniem się na śniegu.
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Ktoś przyszedł. Z zapachu i głosu wyglądał na kocura, jednak nigdy nie wiadomo. W końcu on sam wydawał się panem, a tu proszę, ni to kotka ni kocur. Tajemniczy nieznajomy przywitał się, a Trzask nie pozostał mu dłużny. Nie wstając w miejsca, jedynie obracając łebek odpowiedzieli - Witam. Cóż sprowadza cię nad rzekę? Jesteś jedynie chwilę czy jednak pragniesz zostać na dłużej. No i jak mam do ciebie się zwracać? Ja nazywam się Trzask, wiesz. Zostaliśmy nazwani po trzasku jaki wydaje pękający lód, ładnie, nieprawdaż? -
Wymruczeli mrużąc błękitne ślepia. Lubili swoje imię, pasowało do ich wyglądu. Lód kojarzył się z zimą, a zima z bielą, niebieskim i szarością. No i mieli futro biało szare, z oczami błękitnymi. Idealnie wtapiali się w krajobraz, znaczy się do momentu gdy z bieli świat zrobi się zielony. Choć zanim to nastąpi, będzie obserwować piękno śniegu i lodu.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Kiedy samotnik podniósł się z ziemi, on rozszerzył nieco łapy, gotowy do ewentualnego odwrotu. Na osiedlu spotkał się z naprawdę wieloma sytuacjami, jak się przekonał, nie wszyscy ostrzegali przed swoimi atakami. Jak się jednak okazało, nieznajomy wcale nie był jakkolwiek groźny, a przynajmniej nie wydawał się taki być, choć nigdy nic nie wiadomo, wolał nie podchodzić za blisko, a zachować bezpieczny dystans. – Na chwilę, zimno mi, muszę chwilę odpocząć, bo mi zad odmarznie – powiedział z doskonale zauważalnym dla osób trzecich grymasem na twarzy, odsłaniając białe kiełki i podniósł jedną z łap, otrzepując ją z białego puchu, który dostał się między poduszki. W uszy mu się rzuciło jedno konkretne słowo, które padło z pyska nieznajomego. – Ładnie. I… wy? Jest tu ktoś jeszcze? – zapytał, rozglądając się dookoła z przymrużeniem powiek, jakby oczekiwał tu pojawienia się kogoś innego. Nie, żeby się obawiał, czy coś, po prostu wolał nie być jakkolwiek obserwowany przez inne koty i o tym nie wiedzieć, nie czułby się wtedy za bardzo… komfortowo.
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Czyli kot (raczej kocur), jest tu na krótką chwilę. W końcu pewnie i im by było zimno przez takie śmieszne futro. Na szczęście mieli oni długą i puchatą pokrywę, co znaczyło że będzie im lepiej w zimnie. - Wy znaczy że ja, po prostu używamy innego zaimka. By odgrodzić się i od ”jej” i od “jego”. Czujemy się w ten sposób, niezależnie jak dziwnie dla kogoś by to wyglądało. Więc spokojnie, jestem tu tylko ja i ty, no chyba że ktoś się ukrywa i nas podsłuchuje. Wtedy jednak o tym byśmy nie wiedzieli, więc to już nie moja wina. -
Wymruczeli uśmiechając się lekko. Niestety ale kot dalej nie podał swego imienia, więc cóż, będzie trzeba je wyłapać podczas rozmowy.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Na odpowiedź pointa uniósł brew, a na jego pysku pojawiło się… no właśnie, zmieszanie? Zaskoczenie? Niezrozumienie? Ciężko powiedzieć, co to było. Wciągnął powietrze w nos i nadął policzki, bardzo intensywnie analizując jego słowa i starając się wyciągnąć z nich jakikolwiek sens. – Aha, no dobra, chyba czaję – stwierdził, choć tak naprawdę wcale tak nie było. On był jeden, a mówił w taki sposób, jakby jednak nie był? I jeszcze w dodatku kocur sam powiedział, że jest tylko on! Pokręcony to było, ale kręconofutry pieszczoch chyba nie chciał zagłębiać się dalej w szczegóły, niech mu będzie. Znaczy im. – Ja jestem Aleksander, ale w sumie to możes...możecicie mówić mi Aleks – przedstawił się, szybko zmieniając temat na wygodniejszy dla siebie. – Co tu robis...robicie? – zapytał z zaciekawieniem, odbijając piłeczkę. Nie miał na sobie żadnej obroży czy czegoś podobnego, a stąd wnioskował, że był zapewne samotnikiem, a nie kotem mieszkającym z ludźmi. Oczywiście mógł to też stwierdzić po zapachu, włóczędzy nie korzystali raczej z szamponów, odżywek i innych takich pachnących specyfików, więc ich futra przesiąkały zapachami osiedla, dymem, benzyną i wszechobecnym brudem między kamienicami. Nie, żeby ten tu osobnik akurat śmierdział, nic takiego nie śmiał nawet twierdzić! Ale truskawkami to na pewno nie pachniał...
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Czyli kot nazywał się Aleksander i najprawdopodobniej był samcem. No chyba że nie zmienił sobie imienia i tak naprawdę nie jest kocurem, a kotem który ma bardziej męskie imię. W każdym razie Aleks zdawał się szanować to że nie byli oni kocurem, ani kotką, a czymś pomiędzy. Wiele kotów wyśmiewało ich sposób bycia, więc słowa białego były miłą odmianą. - Zaszliśmy chwilę nad rzekę. Nie wiem kiedy ruszymy dalej, jednak może się to trochę przedłużyć, bo spotkałem kogoś innego, co znaczy że będę mieć zajęcie. -
Wymruczeli obserwując uważnie sylwetkę nieznajomego. Takie futro może widział z raz czy dwa razy, jednak w obu przypadkach koty te posiadały właścicieli. Tak jak mama, która mówiła że była jakąś rasową kotką czy coś. Opowiadała o tym że ludzie rozmnażają ze sobą koty które im najbardziej się podobają by mieć jak najlepsze dzieci. Mama nigdy nie mówiła dlaczego odeszła, choć podejrzewali iż została zapoznana z kotem i nie miała ochoty się z nim rozmnażać. Zamiast tego znalazła kogoś innego i z nim uciekła. Tylko czemu, przecież nienawidziła Żwira? Teraz już nie zapytają bo tamto życie zostawili za sobą i obecnie nawet nie wiedzieli gdzie znajduje się kocur który ich spłodził. Czy ma to takie znaczenie? Wątpili, bo poza krwią, czy genami, czy czymś takim nie dzieliło ich nic więcej.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Ach tak, podziwianie rzeki. W sumie w zimie wyglądała niezwykle ciekawie, jednak poruszanie się po niej mogło być nieco niebezpieczne. Sam Aleks starał się do przeprawiania przez lód wybierać miejsca, gdzie był on jak najgrubszy, aby nie ryzykować wpadnięciem do lodowatej wody. Poza tym, nie potrafił pływać, więc gdyby dostał się pod zmrożoną taflę - nie zdołałby wypłynąć i stałby się karmą dla zimujących na dnie ryb, a to dość... żałosny sposób na śmierć. – Tylko uważajcie, jak będziecie szli wzdłuż tej rzeki na południe, to dojdziecie do terenów tych całych Klanów. Byliście już tam? Spotkaliście kogoś z nich? – zapytał, podnosząc wzrok na nieznajomego i chyba dopiero teraz miał okazję zorientować się, że samotnik… miał dziwny zapach. Może miało to jakiś związek z tym, w jaki sposób mówił o sobie? To bardzo prawdopodobne, jednak… póki co wolał o to nie pytać, teraz interesowała go sprawa, czy point jest zapoznany z klanowymi pchlarzami i miał z nimi kiedyś do czynienia, a jeśli tak - jaką ma o nich opinię, bo ta u każdego, kogo spotykał była nieco inna. Jedni się z nich naśmiewali i drwili z ich sposobu życia, a inni to przy pierwszej lepszej okazji rozerwaliby ich na strzępy. Ciekawe, do której grupy z wielu należał ten tu osobnik.
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Nie byli jeszcze na terenach Klanu, choć coś tam o nich słyszeli. Żyły tam grupy kotów, chyba w Klanach, a poza tym nic więcej nie pamiętali. Może kiedyś się tam wybiorą? Sami lub z jakimś towarzystwem? Zobaczy się, - Słyszeliśmy o Klanach, jednak nie mieliśmy okazji tam zajść. Znaczy się, po prostu moje łapy jeszcze tam nie powędrowały, ale kto wie, może kiedyś to zmienię? -
Wymruczeli tym razem z otwartymi oczami. Ciekawe jak takie grupy kotów funkcjonowały. Były jak jednostka rodzinna, czy coś innego? Trzeba się przekonać, tylko może jeszcze nie dziś.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Kiwnął sztywno łbem, słysząc jego odpowiedź. Z jednej strony trudno, ale z drugiej w sumie szkoda, bo miałby kota do poplotkowania i może dowiedzenia się czegoś więcej, bo sam miał niewielką wiedzę na ten temat, a chciał wiedzieć więcej, lubił dowiadywać się nowych rzeczy, szczególnie, jeśli były w jego mniemaniu wartościowe. – Podobno nikomu nie pozwalają wejść na swoje tereny, a jeśli ktoś już to zrobi, nawet przypadkowo, to rzucają się do ataku jak wściekłe psy – parsknął, powstrzymując od splunięcia na puchaty, zimny śnieg. Jeszcze nie upadł tak nisko, aby zachowywać się jak totalny, stereotypowy gangowiec. Przysiadł na tylnych łapach, jedną z nich unosząc i drapiąc się po szyi niczym pies, którego męczyły pchły. – Mało towarzyskie ziomki, trzymają się swoich własnych krzaczków i drzew, nawet nosa poza nie nie wyściubiając – dodał jeszcze, spoglądając na nieznajomego kocura, będąc niezwykle ciekawym jego opinii na temat Czterech Klanów. Co on… albo raczej oni słyszeli o tych ugrupowaniach? Bo to, że jeszcze nie mieli z nimi bezpośrednio nic do czynienia wcale nie zabraniało mieć własnej opinii, co nie?
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Klany nie brzmiały na przyjazne jednak nie jeden raz zdarzyło się że ktoś wyolbrzymiał lub zwyczajnie w świecie kłamał. Brzmiało to lekko przesadnie, w końcu to nie tak że to po prostu masa kontrolowana przez jedną istotę a nie mnóstwo kotów żyjących w jednym miejscu. Potrzebne było im więcej informacji oraz zobaczenie tego na własne oczy. - Poznałeś tam kogoś czy zostałeś od razu przepędzony? Czy ktoś ci powiedział? -
Zadali pytanie przymykając oczy. Wbrew temu czego byli uczeni, tak właśnie lepiej skupić się na rozmówcy. Słyszeć jego głos, nie patrząc w oczy. Mieli tylko nadzieję że nie pomylili płci Aleksandra, bo jeśli tak to od razu się poprawią.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
– Mówili na osiedlu – stwierdził luźno, wzrok kierując w stronę, z której przyszedł. Lubił wsłuchiwać się w ploteczki, lubił słuchać, zapamiętywać, dzięki temu miał większą wiedzę o świecie, jaki go otaczał. Wciąż był w miarę młodym kotem, dlatego musiał się uczyć i karmić czymś swój umysł, choć nie zawsze zdobytą wiedzę wykorzystywał w dobry i mądry sposób, huh. – Zamierzam w sumie pójść w ich stronę i sam sprawdzić, jacy są naprawdę, ciekawe, czy dostanę w pysk – zagaił z krzywym uśmiechem na białym pysku, a powyginane, krótkie wąsy zadrżały w cichym prychnięciu, na które sobie pozwolił. Nie, żeby olewał niebezpieczeństwo, bardzo cenił sobie swoje życie, był do niego niezwykle przywiązany. A właśnie, zastrzygł uszami i spojrzał z zaciekawieniem na długowłosego pointa. – Byliście na osiedlu? Pochodzicie stamtąd, czy skądś… dalej? – zapytał, będąc zainteresowanym tym tematem. Czasami widywał typowych włóczęgów, którzy raczej omijali miejsce, gdzie szlajali się ludzie, woląc tereny zalesione, dlatego ciekawy był na jakiego tym razem nieznajomego trafił.
Księżyce: 104 Mistrz: sam jest swoim mistrzem Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Pustułka Ojciec: Żwir Partner: : ((
Bury tygrysio pręgowany kot o smukłej sylwetce, błękitnych oczach oraz różowym nosie, poduszkach u łap oraz środkach uszu.
Żyjąca we własnym świecie nieufna istota o dość wysokiej inteligencji. Zrań ich; nie wybaczą, kochaj ich; będą ci wierni póki ich nie zdradzisz.
Jad [kw] Srocza Łapa [kg]
Trzask nie był tutejszym kotem. Właściwie to żyli dość daleko i nie byli pewni dokładnie gdzie. Gdyby zapytać ich o drogę z powrotem mogliby jej nie znaleźć, choć zdawało by się że jeszcze kilka dni temu upolowali swojego pierwszego drozda. Kręcili się też po osiedlu poszukując kotów i rzeczy. W pewnym momencie mieszkali z człowiekiem, to jednak nie było życie które pragnęli. Odeszli więc i podróżowali wszędzie gdzie się dało. - Byliśmy, nawet w pewnym momencie mieliśmy właściciela. Pochodzę jednak z daleka, z lasu, jednak nie tego gdzie żyją Klany. Nie pamiętam już dokładnie gdzie i gdybyśmy mieli wskazać dokładnie gdzie, raczej byśmy nie byli w stanie tego zrobić. -
Odpowiedzieli szczerze. Co tu ukrywać? To ich historia bez żadnych kłamstw czy wyolbrzymień. W prawdzie nie cała, tego zdecydowanie było zbyt wiele żeby skończyć w jednej wypowiedzi, nie musieli jednak nic ukrywać. No prawie, bo nie byli pewni czy na pewno chcą mówić o tym jak dorastali.