Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
- Przyjaciółka - wyjaśnił najkrócej, ale i najkonkretniej jak się tylko dało. Nie była nikim więcej, ani nikim mniej. Tak było między nimi idealnie i nie chciał, nie potrzebował by to się zmieniało. Nawet jeśli ona miała go tylko za znajomego, dla niego była o niebo droższa, niż jak powierzchownie by się to mogło wydawać. Jak to raz powiedział, po prostu ją lubi. - Głupcy, tchórze... szczury - uśmiechnął się półpyskiem, uznając to za najlepsze określenie tego kim byli. Szczury były silne jedynie w grupach - siały popłoch, roznosiły choroby, gryzły silniej niż w samotności. Koty zdawały się takimi być, zwykłymi szczurami, które bez pomocy drugiego, trzeciego nie mogły nic zrobić!... - Nie mogą. Musiałaby to być grupa równie liczna, inaczej - co mogą tacy samotnicy zrobić? Nie raz głodni wychudzeni. Jedyne czym ich przebijamy, to inteligencja. Jednak jak wiadomo, tym nie pokona się setek pazurów.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Kiwam głową. Kocur najwyraźniej nie zamierza podzielić się większą ilością informacji na temat swojej przyjaciółki, a ja nie zamierzam naciskać - to nie mój interes. Nie planuję wnikać w zawiłości cudzych relacji, nawet jeśli gdzieś w środku mnie wierci się ciekawość. Zamiast tego kiwam ponownie głową na kolejne słowa Madary i śmieję się krótko.
— Szczury, tak, to trafne określenie — przyznaję. Grom to szczury, ale ciekawe do czego moglibyśmy przyrównać pozostałe klany? Niestety, chyba ani ja, ani mój towarzysz nie jesteśmy odpowiednimi kotami do dalszych rozważań na ten temat - ja, ponieważ nie znam tych grup; Madara, bo chyba poznał jedynie nasze szczurki. — Mhm, koniec końców szczury zawsze powracają — dodaję do jego słów. — Czyli jakieś zasady. Myślisz, że wszystkie klany je dzielą? Czy jednak się między sobą różnią?
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
- Pojęcia nie mam... ale pomyśl; jeśli zasad byłoby na pęczki, czy byliby w stanie żyć tak obok siebie?... - rozważał, łapę przykładając delikatnie do pyska. Wziął cichy oddech, pomachał głową na boki. - Nawet jeśli pojedyncze by się różniły, gdzieś musi być jakiś punkt zaczepny. Nie widzę wojen, trupów, strachu. Nie czuć tego od nikogo, nigdzie...
Bo mimo wszystko, tak! Strach i nieprzyjemne sytuacje, które nad kotami ciążyły, były wyczuwalne z daleka. Może to tylko była intuicja Madary, ale nie dało się ukryć, że niemal każdy kot mający problem i stres na sobie, zachowywał się inaczej, niż wszystkie inne. Co za tym szło, Klanowicze albo byli faktycznie idiotami i się nie bali, udawali silnych i nieprzejętych, albo nie było nic złego. Opcja numer jeden była tak absurdalna, że nie mógłby w nią uwierzyć. - Z drugiej strony, atakują co popadnie... Nie wiem po co i czemu, ale pomyśl no, może to ich sposób na rozrzucanie frustracji przez te zasady? Nie wiem, mój drogi... Ale coś w nich śmierdzi. Nie wiem co, nie znam ich na tyle, ale pomyśl no... Tak duże grupy kotów, które są wściekłe, rzucają się na samotników, muszą mieć coś w środku zepsute. A te ich zasady mogą właśnie być tym, co je psuje - bo z tego co już słyszał przecież, były dziwne i głupie. - Choć i to jest bez sensu. Czemu koty nie znające tych zasad miałyby cierpieć?... O ile te nie zakładają, że szczurzyska właśnie mają nas tępić.
Chwila zamysłu. Chaotyczny i niejasny potok myśli, jaki wylał... mógł nieco mylić. Sprzeczał się tu i tam, nie łączył się momentami. Ba, nie do końca jasno odpowiadał chyba nawet na pytanie Lete! - Muszą mieć zasady. Nie wierzę, naprawdę, żeby ich nie mieli. Nie wiem jakie są, ale muszą być żałosne - inaczej jakim prawem atakowaliby niewinne koty!
- Tiiiimon, czemu las jest taki duży? Już mnie wszystko boli! I tu nikogo nie ma, przecież nikt tu nie mieszka. Wszyscy nas tylko oszukują - jęknęła przeciągle. Pumba miała tendencje do narzekania jeszcze większa niż jej brat, a to serio był wyczyn! Niemniej, naprawdę bolały ją łapy. Przez to, że były trzy razy krótsze od jej własnego ogona, musiała robić DUŻO WIĘCEJ kroków, a to sprawiało, że długie wyprawy to zdecydowanie nie było coś, co jej się podobało. Wręcz przeciwnie. Mimo wszystko - była zawiedziona. Przecież coś tu miało być, COKOLWIEK, a tymczasem mijała już kolejne wielkachne drzewo, ciekawe w ogóle po co ich jest tu aż tyle. Nie, że były nieładne, jednocześnie nie była typem kota, który podziwiałby naturę, kwiatuszki i drzewka, więc nie można było się tego od niej spodziewać. Wyszło jednak na to, że ten tajemniczy kocur z parku ich okłamał. Jak zawsze!!! Nikomu nie można było wierzyć i ufać w tych czasach, nikomu, tylko Timonowi. A szkoda, bo on to akurat mądrością nie grzeszył. - EJ PATRZ PATRZ, KŁADKA! - ożywiła się nagle, bo zobaczyła przewalone drzewo. Takie idealne, że tworzył most z jednego brzegu na drugi, a jej oczy od razu zalśniły radośnie. - Założę się, że nie masz psychy przebiec po niej najszybciej jak tylko się da!!! Pewnie się booooiiiiszzzz - przeciągnęła słówko prowokacyjnie, patrząc na niego z ukosa. No, przynajmniej będzie mieć trochę rozrywki patrząc, jak jej brat zsuwa się prosto do rzeki!!!
Wyjątkowo długi munchkin, o długiej niebieskiej klasycznie pręgowanej sierści. Białe znaczenia zajmują większość futra kocurka. Charakterystyczną cechą są dwie duże niebieskie plamy w kształcie serca, umieszczone na jego boczkach. Oczy ma koloru zielonego, uszka małe i trójkątne, a nosek drobny i pastelowo różowy. Na jego szyi widnieje niebieska obroża z jakimiś obrazkami i na dodatek śmierdzi odświeżaczem powietrza.
Kupa energii. Wiecznie radosny, wszędzie go pełno. Nie grzeszy rozumem i nie boi się niebezpieczeństwa. Otwarty na poznawanie nowych znajomości, od razu przechodzi na “ty”. Nie przejmuje się opinią innych, no jedynie może siostry. Kiepsko wyczuwa klimat i nawet w najmniej odpowiednich momentach udaje śmieszka.
No króciutkie łapki na pewno nie pomagały biednym bliźniakom. Nawet Timon, który miał więcej pokładów energii od siostry, odczuwał niefajne zmęczenie. Niefajne, bo… No wyszedł na przygodę, a otrzymał w głównej mierze drzewa. Wiedział, niby że to las i będą tu w głównej mierze drzewa, ale no nie spodziewał się, że to będzie dosłownie cała atrakcja… Niby obok płynął jakiś strumyczek, ale no szału nie było. Zero dzikich kotów, zero innych zwierząt, zero śmiesznych struktur. NIC. - Skąd mam wiedzieć czemu jest taki duży, gdybym wiedział czemu jest taki duży, to pewnie bym też wiedział czemu nasze łapki są takie małe. A nie wiem!! Mnie też boli, ale mówienie, że niczego tu nie ma to to przesada no. Są tu na przykład… y… - przerwał, bo w sumie niczego wartego wspomnienia nie mógł podać. Aż tu jego siostra się nie wydarła a z jego pyszczka wymsknęło się przydługie OOOOOOOO. NARESZCIE COŚ FAJNEGO!! Słysząc magiczne słowa nie masz psychy od razu się się aktywował. Ach, ta skubana siostra doskonale wiedziała jak zmusić Timona do nawet najgłupszych rzeczy! - JA NIE MAM?? CHYBA TY! - Nim Pumba zdążyła mrugnąć, kocur wystrzelił i z impetem wbiegł na kładkę. Niemądra pieszczoszka myślała pewnie, poślizgnie się i zmoczy futerko w lodowatej lodzie, ale NIE! Może miał krótkie łapki, ale jak biegł, to biegł jak burza. Machał kończynami szybciej niż ten bachor w ich domu, gdy się zezłościł.
No ale jego pewność siebie znów go zmyliła i gdzieś pod koniec się wywalił, zsuwając prosto do rzeki. Na szczęście przynajmniej ten boski refleks go nie zawiódł i zdążył w ostatniej chwili złapać się kładki. Wbił pazury w miękkie drewno, a na ogonie i zadku czuł wyraźnie tą llodowatą wodę. O cholera ocholeraaaa! - Ej Pumba, przydałaby się mała pomoc... - rzucił, próbując się podciągnąć, ale TE GŁUPIE KRÓTKIE ŁAPKI NIE POMAGAŁY!! Nie miał zresztą też siły po tym niepotrzebnie szybkim sprincie i okropnie długim spacerze. Jeśli siostra mu nie pomoże, to ich wspólne przygody dobiegną końca. Nie będzie już Timona i Pumby, zostanie sama Pumba. Jego siostrzyczka, samiutka jak palec na tym świecie… Miał nadzieję, że tylko pozostanie w jej pamięci jako dobry brat. Żegnaj świecie, adios.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
A więc chcieli leśnego kota? A to leśny kot odnalazł ich, no proszę.
Od kiedy zrobiło się cieplej zaczęła znów podróżować. Mimo że Toniek wręcz zamieszkał na osiedlu i nie ruszał się już stamtąd, to ona zdecydowanie była typem podróżnika. Ona nie odeszła z klanu, bo ją tam wszystko irytowało, bo nie znosiła tych wszystkich kotów, a dlatego, że chciała podróżować. Że irytowały ją obowiązki w klanie, bo chciała po prostu poznać inne życie. A więc wylądowała właśnie poza klanem, zwiedzając. I miała małą przerwę na osiedlu, gdzie siedziała ponad dwa księżyce, bo tam było więcej kryjówek, gdzie mogła się schować i siedzieć w ciepełku, ale teraz, gdy słońce wychodziło zza chmur częściej, było dłużej jasno, a słoneczko tak przyjemnie świeciło, ale nie było gorąco... znów zaczynała łazić wszędzie. I już nie bała się, że się zgubi i nie wróci na osiedle - jak mówiła Onyks jak coś, to ma ją zawołać poprzez innych samotników i się zjawi.
I właśnie szła sobie przez siedlisko koni (chyba klanowa przeszłość i nostalgia kazała jej tu zawędrować) gdy usłyszała głosy. A potem krzyk. Dlatego też podbiegła tam, by zobaczyć co się dzieje. I nie przemawiała przez nią na początku bezinteresowna pomoc, ot raczej ciekawość, acz widząc zwisającego z kładki praktycznie jeszcze kociaka przejęła się do tego stopnia, że zdecydowała się podbiec i mu pomóc.
- Uwaga biegnę! - zawołała tylko przebiegając obok Pumby i wskakując na kładkę, żeby żaden się za bardzo nie przestraszył, czy coś, a następnie pochyliła się nad Timonem. - Tylko się nie szarp, bo cię nie utrzymam - uprzedziła kocurka, a następnie pochyliła się, by spróbować chwycić go za kark i podnieść z powrotem na kładkę.
Tak jak się spodziewała, Timon bez wahania rzucił się na kładkę, a ona z ekscytacja przygotowywała się do skoku. Jeżeli Timonowi się uda, to jej TYM BARDZIEJ, dlatego nie zamierzała zostać długo w miejscu. Patrzyła i patrzyła, jak ten już był przy samym końcu, jak już skakał na drugi brzeg, kiedy... kiedy... - TIMON - krzyknęła tak spanikowana, jak jeszcze nigdy. Nie miała nawet czasu skarcić się w myślach, że pokazała bratu, ze jednak trochę się boi (o niego, ale jednak). Już miała biec, pomagać, nie zamierzając patrzeć na śmierć brata. Już czuła łzy pod powiekami, jednak nim zdążyły się pojawić, coś świsnęło obok niej. Wielka, WIELKA kotka skoczyła na kładkę bez NAJMNIEJSZEGO WAHANIA! Oczy Pumby momentalnie wypełniły się zachwytem zamiast łzami, a z jej pyszczka wyrwało się krótkie "WOW". - TIMON ONA JEST NIESAMOWITA! - krzyknęła, by poinformować brata o tym, co właśnie zobaczyła. Szybko jednak przypomniała sobie, że ten jest w sytuacji dość podbramkowej. - AAA co mam zrobić, co zrobić????? Jak ci POMÓC!? - zapytała nieznajomą, a potem wpadła na G E N I A L N Y plan. Podskoczyła do kładki (nie wchodząc na nią), po czym ją TRZYMAŁA, żeby się pod nimi nie ugięła. Tak, to świetny pomysł.
Wyjątkowo długi munchkin, o długiej niebieskiej klasycznie pręgowanej sierści. Białe znaczenia zajmują większość futra kocurka. Charakterystyczną cechą są dwie duże niebieskie plamy w kształcie serca, umieszczone na jego boczkach. Oczy ma koloru zielonego, uszka małe i trójkątne, a nosek drobny i pastelowo różowy. Na jego szyi widnieje niebieska obroża z jakimiś obrazkami i na dodatek śmierdzi odświeżaczem powietrza.
Kupa energii. Wiecznie radosny, wszędzie go pełno. Nie grzeszy rozumem i nie boi się niebezpieczeństwa. Otwarty na poznawanie nowych znajomości, od razu przechodzi na “ty”. Nie przejmuje się opinią innych, no jedynie może siostry. Kiepsko wyczuwa klimat i nawet w najmniej odpowiednich momentach udaje śmieszka.
Usłyszał nieznane mu wołanie, jednak był zbyt przejęty ratowaniem własnej pupy by, zarejestrować wiadomość którą ze sobą niosło. Aż nie pojawiła się nad nim jakaś czarna kotka i O JAKIE SZCZĘŚCIE, URATOWANY!! Timon zawsze wiedział, że ma nadzwyczajnego farta i proszę, nie dość, że zostanie ocalony to jeszcze z łap leśnego kota!! Słysząc uprzedzenie kotki, zamarł w bezruchu. Zresztą, gdy chwyciła go za kark to tak czy siak niewiele mógł się wierzgać, nawet gdyby chciał!!
Mimo posiadania krótkich łapek, on i Pumba wciąż byli pieszczoszkami, więc uniesienie tego małego tłuścioszka było niemałym wyzwaniem… Ale nie niemożliwym dla kota pochodzącego z legendarnego klanu!! Gdy kocurek tylko poczuł grunt pod łapkami, chciał odruchowo się podnieść, ale uhuhuhhhh… coś mu mówiło, że to zły pomysł. Tak więc po prostu położył się, mocno tuląc kłodę z obu stron. - O RETY WIELKIE DZIĘKI!! SIORA MA RACJE, NIESAMOWITA JESTEŚ!! Pochodzisz z lasu?? Wyglądasz tak leśnie! I SILNIE I TWOJE FUTERKO SIĘ TAK FAJNIE MIENI I JEST TAKIE MROCZNIE CIEMNE - Obrzucił wybawicielkę komplementami, bo w końcu uratowała jego życie!! Odwrócił też wzrok do siostry, która łapała się… kładki? KŁADKI! - PUMBA TRZYMAJ TAM SIĘ, NIE PUSZCZAJ!! - O RETY jak dobrze, że jego siostra pomyślała, by przytrzymać pień, bo inaczej wszyscy by się zaraz zsunęli!!
- Tylko, yyy, jak mam zejść? - zapytał, wymierzając swój nieporadny wzrok w czarną. Bo nie ma mowy, że wstanie na cztery łapy…
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Starała się wyłączyć, kiedy ratowała kocura, żeby nic nie wybijało ją ze skupienia, które mogło zaważyć na tym, czy go puści, czy nie, ale nie mogła nie zacząć puchnąć z dumy, gdy najpierw jeden z dwójki młodych kotów zaczął krzyczeć, a potem drugi, ale ten drugi już sobie mógł, bo leżał bezpiecznie na kłodzie. Teraz zaczynała się nieco trudniejsza część, bo choć wydawał się podekscytowany, to jednak swoją postawą wydawał się równocześnie przerażony.
- Nie musisz jej trzymać, nie porwie jej prąd - rzuciła do kota na brzegu, poruszając wąsami z rozbawienia. Było to na swój sposób śmieszne. - A ty, musisz wczepić te swoje pazury w kładkę i powoli się poruszać. Nie jest tu niebezpiecznie, jak widzisz, ja stoję normalnie - dorzuciła. Wolała, by się trzymał, w razie, gdyby zaczął panikować. Ona sama jednak miała pazury wsunięte i spokojnie balansowała na kładce. Była na tyle szeroka, że dopóki nie straci nagle równowagi, to powinna dać radę. Cofnęła się, chcąc asekurować Timona aż do brzegu, idąc tyłem, żeby ciągle mieć go na oku, dla pewności. Jak już go raz uratowała, to nie chciała go mieć na sumieniu.
- Tak, pochodzę z lasu, wy, jak sądzę nie? - rzuciła, okręcając się w stronę Pumby, ale zadając to pytanie bardziej w przestrzeń, niżeli do konkretnego kota.
- Nie, nie, ja potrzymam. Nigdy nie wiadomo! - krzyknęła mimo wszystko. W żaden sposób nie chciała podwazyć kompetencji i wiedzy nieznajomej, ale nie chciała czuć się bezużyteczna w misji ratunku dla jej brata, musiała coś robić, więc trzymanie kawałka drzewa było najlepszym, na co wpadła. Patrzyła z zachwytem, jak nieznajoma tłumaczy jej bratu co musi robić, by przeżyć i wrócić na kolację. Właśnie! - E. Timon, jak spadniesz, to biorę twoją porcję kolacji!!! - zastrzegła sobie momentalnie, żeby potem, gdy już zje porcję brata, nie było jej zarzucone, że nie ostrzegała. Zaklepała sobie tę karmę w określonych okolicznościach i nikt nie namówi ją na zmianę zdania! - Nie no, z lasu, lasu. Co ty. My takie. Te. Leśne koty. Groźne. I umiemy chodzić po kładkach. I w ogóle - odparła momentalnie, dumnie wyrzucając pierś do przodu. No bo chyba wstyd przyznać się kotu z lasu, że nie jest się z lasu, co nie? - A jeżeli czysto hipotetycznie jednak nie jesteśmy, to co? To gorzej? - zapytała jeszcze, tym razem nieco niepewnie, zastrzegając sobie jednak, że to tylko czysto HIPOTETYCZNE przypuszczenia.
Wyjątkowo długi munchkin, o długiej niebieskiej klasycznie pręgowanej sierści. Białe znaczenia zajmują większość futra kocurka. Charakterystyczną cechą są dwie duże niebieskie plamy w kształcie serca, umieszczone na jego boczkach. Oczy ma koloru zielonego, uszka małe i trójkątne, a nosek drobny i pastelowo różowy. Na jego szyi widnieje niebieska obroża z jakimiś obrazkami i na dodatek śmierdzi odświeżaczem powietrza.
Kupa energii. Wiecznie radosny, wszędzie go pełno. Nie grzeszy rozumem i nie boi się niebezpieczeństwa. Otwarty na poznawanie nowych znajomości, od razu przechodzi na “ty”. Nie przejmuje się opinią innych, no jedynie może siostry. Kiepsko wyczuwa klimat i nawet w najmniej odpowiednich momentach udaje śmieszka.
Wszczepić pazury… Powoli się poruszać… Niby proste polecenia, ale nim kocur zdołał załapać co i jak minęła dobra chwila. - Ja wolę jednak się doczołgać, wygodniej tak - skłamał, bo dalej nie ufał tej głupiej kładce na tyle, by się po niej swobodnie poruszać! Co jak ta kupa drewna faworyzowała leśne koty i takie pieszczoszki jak on czekał marny los w rzece? Właśnie. To nie był wcale strach, tylko bycie ostrożnym.
Gdzieś w międzyczasie Pumba się do niego wydarła i CO ONA SOBIE MYŚLAŁA?!? - A TYLKO SPRÓBUJ, TO PRZYPŁYNĘ SPOWROTEM I I ZJEM CIEBIE - ostrzegł, od razu nabierając tępa i że swoim długim ciałkiem wyglądał niemalże jak gąsienica pełzająca po ziemi. Nie minęła chwila, a on sam doczłapał się do lądu… Ah jaki cudowny ląd!!! Od razu wskoczył na trawę i radośnie się w niej wytarzał. Jak on kochał ląd…
Słuchał jak dwie gadają i dopiero na wspomnienie o byciu GRRRROŹNYMI aktywował się, łapiąc o co siostrze chodzi. Szybciutko powstał na cztery łapki, otrzepując się z jakże cudownej trawy - Takk i my polujemy na te, różne myszy i ptaki. Ryby też czasem. Tymi ostrrrrymi pazurami - mówiąc to wystawił łapkę do przodu i dumnie wysunął pazurki, tylko po to, by uświadomić sobie… Że przecież dwunożni mu je przycięli jakiś czas temu. Ups. Co by tu powiedzieć, yyy… - Tak ich używamy często, że pa jakie tępe są!! - dorzucił dumnie, bo przecież nie mogą być ostre, jak co chwila się coś nimi tnie!!
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Cofała się, cały czas gotowa, by podskoczyć do biednego kocura, który jeszcze chwilę zwisał nad wodą i umierał ze strachu, ale na szczęście poradził sobie sam. Nic nikomu już się nie stało, a oni bezpiecznie stanęli na ziemi, obok Pumby, która usilnie starała się przytrzymać kłodę, by nic im się już nie stało, nawet jeśli nie było to kompletnie potrzebne.
Lekko spłaszczyła uszy słysząc, jak na siebie krzyczą, ale mogła się tego spodziewać. Wyglądali trochę jak wyrośnięte kociaki... chociaż wzrostem przypominali kociaki, które zapomniały, że się rośnie w górę i robiły to wzdłuż, ale. Obserwowała ich krótko, zastanawiając się, czy skończyli już krzyczeć do siebie i się przekrzykiwać, żeby mogła się w końcu odezwać.
- Musicie naprawdę być groźni, skoro wasze pazury aż się stępiły - przyznała, lekko rozbawiona, a następnie pokręciła głową. - Nie, nie jesteście gorsi. Po prostu koty nie z lasu kiepsko radzą sobie w lesie, a koty z lasu kiepsko radzą sobie poza nim. Obawiam się więc, że trochę wam potowarzyszę, by mieć pewność, że sobie poradzicie - zaoferowała. - Przy okazji, hej, mogę wam opowiedzieć coś ciekawego o leśnych kotach, hm? - zaproponowała jeszcze ciekawą historyjkę do kolekcji, a co. Może ich to zainteresuje i nie poczują się obrażeni... choć prawie jeden z nich zginął w wodnych czeluściach!
- Nooo MEGA GROŹNI. Wszystkich przeganiamy i bijemy i w ogóle!!!1 Nikt nam nie podskoczy! - zaśmiała się, także prezentując zupełnie stępione pazurki nieznajomej, teraz jednak wypychając je dumnie do przodu, uznając, że tak na pewno jej zaimponuje. Przekrzywiła nieco głowę w bok, gdy ta zaczęła im tłumaczyć, że wcale nie byli gorsi, pomimo, że nie zamieszkiwali lasu na co dzień. Ale to znaczy, że... - Co??? To kotów takich leśnych jest więcej? I że nie tylko ty? - zapytała, na chwilę cofając uszy, bo wyraźnie była zdezorientowała. Przecież każdy kotek mieszkał z swoimi ludźmi w domkach, dostawał pyszne jedzonko w misce i w ogóle!! Myślała, że ich wybawczyni była totalnie wyjątkiem wyjątków! A teraz proponowała, że będzie coś opowiadać. N I E M O Ż L I W E. - No, no! Opowiadaj, ja muszę wiedzieć wszystko, wszystkowszystkowszystko. Jestem totalnie mega mądra, Timon też, to zrozumiemy!
Księżyce: 91 Płeć: nwm co to Matka: Śpiewająca Knieja Ojciec: :O Partner: Narcyz
Pulchna, malutka koteczka o króciutkich łapkach i puszystym ogonku. Niedługie futerko ma w kolorach buro-rudych z bielą. Największe łaty brązu znajdują się na lewym boku oraz barku po tej samej stronie. Ponad to bury zajmuje cały ogon koteczki, cały grzbiet nosa i małą kępkę sierści z tyłu prawej łapy na wysokości nadgarstka. Ślepia z początku szare, jednak teraz powoli przybierają docelowe kolory, lewe - niebieski, prawe zielony.
Optymistka do granic możliwości, oddana Gwiezdnemu Klanu jest przekonana o dobroci i pięknie każdego kota. Niezdolna do kłamstwa, niezwykle naiwna.
Bluszczowa Jagoda (nkt) Bobrzy Bór (KC)
Jak bardzo kochała las, mamę, braci i siostry tak bardzo było jej tęskno do Narcyza, tak samo pragnęła by jej dzieci, kochane kuleczki coraz to większe i silniejsze poznały ojca. Nie mogła jednak zabrać wszystkich na raz, gdyż podróż była jeszcze dla nich zbyt odległa, żeby przeszły ją całkowicie o własnych siłach. W dodatku część z nich chorowała i potrzebowała opieki medyka. Nutka zdecydowała się więc na razie wziąć tylko jedno kocię, a jej wybór padł na Stokrotka, będącego w pełni sił i rozpieranym nieskończonymi pokładami energii. Co więcej, gdy tylko kotka wspomniała o wyprawie, malec nie dawał jej spokoju i pytał ciągle, kiedy pójdą. Pewnie doznałby ogromnego rozczarowania, gdyby nie został wybrany jako pierwszy.
Nim dotarli na miejsce, musieli przenocować na osiedlu. Oboje byli zbyt zmęczeni, by iść także nocą, więc zwinęli się w kłębek w cudzym ogrodzie. Nie dane im było kontynuować wędrówki następnego dnia, gdyż nagle zostali wyrwani ze snu przez łyse istoty. Melodia miała tylko nadzieję, że ci dwunożni też zabiorą ją do Narcyza jak miało to miejsc ostatnim razem...
Bardzo duży bury (czarny) mink [seal snow mink] z rozjaśnionymi beżowymi rozetami na grzbiecie, budowa typu europejskiego, ogon wydaje się grubszy na końcu, oczy blado turkusowo-niebieskie, sylwetka smukła
wybuchowy, agresywny, ale wewnątrz wrażliwy, miły i uroczy; bardzo kocha mamę
Stokrotek potwornie cieszył się na wyprawę z mamą. Poznanie tego legendarnego ojca miało dla niego drugorzędne znaczenie, ale przede wszystkim mógł wyjść nie tylko poza obóz, a nawet dalej. Niezmierzone pokłady energii w końcu otrzymały upust w marszu i oglądaniu wszystkiego wokół. Kociak po drodze podbiegał do każdej roślinki czy kamyszka, co rusz ucieszony wracając do matki.
Podróż trwała długo, a gdy dotarli do siedlisk dwunogów, Stokrotka zasypiał idąc. Nie wiedział, jak daleko jeszcze do Narcyza, ale potrzebowali odpocząć. Był już zbyt zmęczony, aby zwracać uwagę na halasy z ogródków czy warkoty potworów. Przeszli przez dziurę w płocie i znaleźli schronienie pod krzewem. Kociak z zadowoleniem zwinął się w kłębek, wtulając w matkę. Zasnął, myśląc o tym, że po powrocie będzie mógł opowiedzieć rodzeństwu o przygodzie i kąpać w ich zazdrosnych spojrzeniach.
Nagle ze snu wyrwało go coś łysego lecz ciepłego. Podnosiło małe ciałko, a następnie zaniosło do dziwnego miejsca, tak odmiennego od leśnego obozu.