Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ciężko określić co czuła Iskra, gdy obudziła się w nocy i naliczyła dwa kłębki zamiast trzech. Chciałaby powiedzieć, że najczystszą formę paniki i przerażenia, ale było to kłamstwo. Jasne, wciąż jej ruchy były nerwowe, ale w mieszance, towarzyszących jej podczas przetrząsania kociarni, uczuć znajdowało się jeszcze niezidentyfikowane coś. Niezidentyfikowane coś przybrało na sile, gdy Roziskrzona Noc chwyciła trop Ryś za wyjściem z obozu. I oczywiście burej kulki nie było nigdzie blisko, jakimś dziwnym trafem pobiegła prościutko na tereny Klanu Rzeki. Zastępczyni bez wahania przekroczyła granicę i nie pomyślałaby nawet dwa razy przed wkroczeniem prosto do Rzecznego obozu, gdyby to właśnie tam młodą wywiało.
Nie wywiało jej do obozu. Siedziała, w gruncie rzeczy, całkiem niedaleko granicy, zważywszy na całą trasę, którą pokonała. I w najlepsze sobie rozmawiała z Łabędziem, a jakże. No idiota, nie pomyślał, by odstawić dziecko do obozu czy zrobić cokolwiek tylko pogaduszki sobie urządza.
– Ryś na litość. Wyobraźni ci brak, żeby w środku nocy, gdy jest NAJWIĘCEJ drapieżników aktywnych, uciekać z obozu? Już przemilczę, że znowu uciekłaś i to wiedząc o wszystkich niebezpieczeństwach poza obozem. Świadomie zignorowałaś zasady, złamałaś zakaz i naraziłaś swoje życie. – zatrzymała się przy nich, totalnie zlewając obecność niebieskiego pointa. Żeby przypadkiem i jemu się nie oberwało, bo nie miała dzisiejszej nocy cierpliwości do dbania o kruchą psychikę dwóch kociaków. – Wracamy. Do dnia mianowania Żbikopręga będzie ci siedzieć na ogonie, żeby się to więcej nie powtórzyło.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
— Co nie zmienia faktu, że opóźniony trening to głupia jak trawa kara! Wolałabym sprzątać legowiska za wszystkich terminatorów! No bo przecież... ugh! — odparła tacie od razu, patrząc się na niego smutno. To o to się rozchodziło. Że kotka nie mogła się cieszyć wraz z rodzeństwem, że wchodzili w nowy etap życia. Ich ucieczka, w głowie Rysia, nie była dawno od jej ceremonii! Dlaczego więc jak jest się terminatorem, to już możesz sobie chodzić, a jak jesteś mały okres przed ceremonią to nie. Nie miało to sensu. Ryś czuła się źle, z wielu powodów.
— ...może — miauknęła cicho. Może musiała się uspokoić i porozmawiać z mamą. Może by zniosła tę głupią karę.
Uszy Rysia drgnęły na słowa Łabędziej Gwiazdy. Podniosła wzrok na swojego ojca, milcząc chwilę.
— Klan Wichru by zrozumiał, na pewno...! My. My znaliśmy tylko twoje imię i to, że jesteś przywódcą... — dodała, jeszcze ciszej niż wcześniej. Położyła po sobie uszy. Czy tata... czy kocur teraz po prostu dobrze grał? Czy kocur też ich nie kochał? Zaraz jednak te śmieszne myśli minęły, kiedy usłyszała kolejne słowa kocura. Ryś się delikatnie uśmiechnął, zaraz kiwając łbem.
— Ja też, tato — odparła z delikatnym uśmiechem na pyszczku.
Po momencie jednak przyszła ona, Gwiazda wieczoru, Roziskrzona Noc. W ślepiach kocięcia pojawił się strach, kiedy usłyszała głos swojej matki. Obejrzała się na nią, strosząc futro. Położyła po sobie uszy, a cała poprzednia rozmowa z ojcem, która mogła zbudować jakąś nić zrozumienia w Rysiu... to pojawienie się jej matki właśnie ją zburzyło.
— Widzisz, co miałam na myśli? — miauknęła żałośnie, patrząc na swojego ojca. Na kolejne jej słowa pokręciła tylko przecząco łbem. W oczkach kocięcia pojawiły się zalążki łez.
— ZOSTAW MNIE!! — syknęła na Iskrę, zaraz się cofając pod łapy Łabędziej Gwiazdy.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
No umówmy się, że nie wiedziała co robić, reakcja Ryś raniła, dezorientowała i aż Iskra sama się cofnęła o krok w pierwszym odruchu, kładąc po sobie uszy. I może gdyby były same to aż by zrobiła także ten drugi krok w tył i była skłonna porozmawiać z młodą o problemie między nimi i tak dalej, i tak dalej. Ale był też ten niebiesko-kremowy element, nieproszony widz, który tylko podkręcał w burej chęć do jak najszybszego zakończenia tej rozmowy i zabrania zbuntowanego kociaka do obozu.
– Zostaw? I jak to sobie wyobrażasz? Że wrócę do obozu i powiem twojemu rodzeństwu, że się z nimi nawet nie pożegnałaś, bo ci się nie podobała kara? Ta sama kara, którą Echo i Świt normalnie akceptują jako konsekwencje swoich działań? Że w Klanie Rzeki zaczniesz trening już jutro, bo tam nikt nie wie o twoich lekkomyślnych pomysłach? – Gwiezdni mogli zejść ze Srebrnej Skórki i stanąć przed Iskrą, a i tak nie uwierzyłaby, że Ryś przemyślała tę decyzję i świadomie chciała dołączyć do Klanu Rzeki. Więc nie było opcji by spełnić prośbę młodej.
Posłał jej bezradny uśmiech. Nie jemu rozstrzygać, czy kara była adekwatna, choć po prawdzie jego osobista opinia stała najniżej w hierarchii ważności. Stał między lisem a borsukiem, ponieważ przytakując koteczce, otwarcie deptałby autorytet jej matki, natomiast raz po raz stając w obronie Roziskrzonej Nocy, narażał się na gniew córki. Córki, którą Gwiezdni wie, kiedy zobaczy ponownie. Władała zabójczą mocą wycięcia go ze swojego życia jako niechcianego elementu.
— Przepraszam — mruknął w odpowiedzi na kolejne słowa. — Obiecuję, że odtąd będzie lepiej.
I w tym momencie nadszedł koniec pogawędki. Od strony Wichru nadbiegła Roziskrzona Noc, a Łabędź w pierwszym odruchu zasłonił łapami kocię, nim uderzenie serca później w zbliżającej się sylwetce rozpoznał znajomą postać. Psychicznie się rozluźnił, a nawet odetchnął z ulgą, że odpadnie im problem bezpiecznego przetransportowania Rysia do domu, fizycznie pozostawał spięty, gotowy do podjęcia nieokreślonych kroków.
Przymknął oczy, cierpiąc wewnętrznie na dźwięk wylewających się z pyska zmartwionej mamy zdań, w myślach kładąc krzyżyk na pokojowym rozwiązaniu konfliktu. I tak jak tłumaczył córce, tak sam rozumiał ubogą w wyrozumiałość reakcję na drugą ucieczkę, jednakowo wiedział, że to przepis na katastrofę. Mieli do czynienia z charakterną, niezależną osobistością, bądź co bądź.
— Hej, Rysiaczku — szepnął do małego krzykacza, przygarniając ją do siebie bliżej. Miała w nim oparcie, był tutaj dla niej, co nie do końca oznaczało to, czego oczekiwała. — Wiem, że jesteś rozgoryczona i ci się to nie podoba, ale musisz wrócić do Obozu. Zawsze, powtarzam — zawsze — będziesz przeze mnie mile widziana, ale twoje miejsce jest przy rodzinie, w twoim Klanie. Nikt tak o ciebie nie zadba jak oni. Twoje rodzeństwo cię potrzebuje, pamiętasz?
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Łapki kocięcia zaczęły drżeć, patrząc na Iskrę. Jej słowa tylko bardziej rozwścieczały Rysia, która, owszem, nie myślała logicznie. Przykleiła uszy do swojej czaszki, patrząc na matkę. Pokręciła łbem, szamocząc nim na boki.
— Ja nie jestem jak Echo i Świt! Świt jest wiecznie w swojej głowie, a Echo... Echo jest echem! — miauknęła żałośnie w odpowiedzi na słowa Roziskrzonej Nocy. Wzięła głęboki wdech, aby znowu się odezwać.
— Tata zna całą sytuację! Powiedziałam mu wszystko — syknęła, patrząc to na Łabędzią Gwiazdę, to na Roziskrzoną Noc.
Ale kocur przycisnął ją mocniej do swojego ciała, na co Ryś się delikatnie uspokoił. Spojrzała na swojego tatę, mrużąc zaraz oczka. Słuchała, a końcówka jej ogona uderzała nerwowo o ziemię. Nie lubiła słów swojego taty.
— Ty jesteś moją rodziną. Moje rodzeństwo mnie nie potrzebuje. Ona mnie nie potrzebuje — najpierw przybierając żałosny ton, później zły i smutny.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Prychnęła tylko pod nosem i zacisnęła zęby by nie nakręcać bardziej kłótni. Ale czemu Ryś tak brzydko mówiła o swoim rodzeństwie!! Przecież dogadywali się, razem uciekli, no chyba musieli trzymać sztamę czy coś, skąd w niej nagle taki brak lojalności względem swoich współwięźniów?
– Jak zna to świetnie. Dam sobie łapę odgryźć, że nie powiedział ci, że to był wyśmienity pomysł z twojej strony. I zupełnie bezpieczny, nic tylko tak dalej. – nawet nie musiała patrzeć na Łabędzia w tej chwili. Żaden zdrowo myślący kot nie poparłby kocięcych wycieczek poza obóz. Jeśli się myliła to współczuła Rzece przywódcy. Machnęła tylko ogonem, słysząc ich wymianę zdań. Skrzywiła się na zdrobnienie, bo to nie była chwila na obchodzenie się z młodą jak z jajkiem, nie znalazła się przypadkiem poza obozem, przerażona i zagubiona, a sama zwiała i się pruła teraz jeszcze, nie widząc nic lekkomyślnego w swoim zachowaniu. Ale niech będzie, dopóki trzymali wspólny front to niech Łabędź będzie tym łagodnym i kochanym, a ona będzie tą najgorszą.
Super.
Czemu nie.
Łatwo było być tym fajniejszym rodzicem, gdy nie musiało się codziennie pilnować aby kociaki nie zabiły się przez własne humorki.
– Głupoty gadasz. – wcięła się z twardym stwierdzeniem. – Jakbym nie potrzebowała to bym wróciła spać zamiast latać za tobą po terenach cudzego Klanu, na litość. – ani nawet poprzednim razem, po prostu by życzyła jej wtedy szerokiej drogi. Co to za logika?? – A z rodzeństwem to już w ogóle nie rozumiem skąd ci się to wzięło nagle.
Ryś twardo stawała przy swoim, czego nawet przy krótkiej znajomości córki Łabędź się spodziewał, niemniej nie dało się powiedzieć, by brak wysokich oczekiwań cokolwiek zmieniał w nieciekawej sytuacji. Oczywiście, że nie życzył żadnej ze stron dalszego tkwienia w niezgodzie i przerzucania się krzywdzącymi słowami, lecz do tego dochodziły przyziemniejsze kwestie. Znajdowali się daleko od obu Obozów, w środku nocy, bez nadziei na pojawienie się patrolu w najbliższym czasie. Nie wiedział, jak było w przypadku Roziskrzonej Nocy, natomiast on nikomu nie zwierzał się z zamiaru odbycia spaceru. Gdyby zostali zaatakowani, różnie mogło się to skończyć. Nie chciał się niecierpliwić, ale powiedzmy sobie otwarcie — to nie najlepszy czas na głębokie rozmowy.
— Słyszysz? — ponownie zwrócił się do kocięcia, z jednym uchem skierowanym na jej matkę. — Jeśli ciebie zabraknie, wszyscy będą za tobą szalenie tęsknić. A ty? Ani troszeczkę nie zatęsknisz za mamą, za rodzeństwem? A co z twoimi przyjaciółmi w Obozie, dobrymi duszyczkami, z którymi zwykle spędzasz czas?
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
— Powiedział, żebyś wiedziała! Gdybyś nie gadała tak dużo, to bym ci powiedziała! — syknęła na Iskrę w odpowiedzi, pusząc całe swoje futro. Cała złość, cały temperament Rysia się właśnie teraz pokazywał. Wszystko to, czym był Ryś oryginalny, zanim schłodził swoje emocje. On dał sobie radę, jednak ta Ryś była o wiele bardziej wybuchowa, a jej emocje o wiele bardziej paliły.
— Tata próbował mnie zrozumieć. Próbował mi pomóc ciebie zrozumieć. I próbował, żebym się tak nie gniewała za twoje słowa — wytłumaczyła ciszej, patrząc się zaraz na swoją matkę, później na ojca. Milczała przez dłuższy moment, później patrząc na swoje łapki.
Gdy tylko Iskra wcięła się w jej słowa, Ryś zaczęła się trząść ze złości.
— No to wróć!! Zawiń swój zad i idź do obozu!! Powiedz, że zdechłam! — krzyknęła na matkę, kładąc uszy po sobie. Zmrużyła zła oczy, patrząc na Iskrę. Czuła wiele emocji. Nie wiedziała, która z nich była silniejsza. Złość, irytacja, smutek. Nie wiedziała. Było ich za dużo.
— Na Gwiezdnych, jest nas ósemka! Nic się nie stanie, jak ja nagle zniknę — sarknęła.
Wtedy odezwał się jej ojciec.
Milczała.
— Tęskniłabym za rodzeństwem. Ale nie mam przyjaciół w Klanie. W sensie... może Gniewek, ale. Gniewek poradziłby sobie beze mnie. Ja tylko wszystkich denerwuje w Klanie.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Nie potrafił sobie poradzić... w sumie z niczym. Było mu wstyd za to, jaką krzywdę wyrządził swojej rodzinie, jaki był i choć z całego serca pragnął to naprawić... po prostu nie potrafił. Czuł, że jego rodzina ma mu to wszystko za złe, można rzec, że się przed nimi chował, bo nie chciał im narzucać swojej obecności. Z Jezioro też przestali się odzywać, oddalili się od siebie, przez co wojownik czuł, jakby nie pozostał mu nikt, poza nim samym, a w samotności nie potrafił opanować ciążących mu myśli. Nie potrafił naprawić relacji z ukochaną, z dziećmi, nie potrafił nawiązać żadnej relacji z wnukami. Poza wykonywaniem podstawowych obowiązków dla klanu, nie robił praktycznie nic. Nie stawiał się nawet na ceremoniach, w obawie przed krzywymi spojrzeniami ze strony nie tyle klanu, co własnych dzieci. Chciał być lepszy, ale po prostu nie potrafił. Nie był jednak tchórzem, by odebrać sobie życie. Egzystował gdzieś z boku, nie przeszkadzając nikomu, ale i temu los postanowił położyć kres, gdy na jednym z samotnych polowań kocur napotkał dużego psa. Udało mu się go zabić, ale kosztem własnego życia. Kundel zdołał pozbawić go oka i ogona. Wojownik od dawna nie był w swojej szczytowej formie i jedynie dzięki własnej determinacji zdołał zabrać go ze sobą na tamten świat. Miejsce wyglądało strasznie, trawa była cała we krwi, a na przeciwko siebie leżały dwa truchła. Ciężko stwierdzić który padł pierwszy, ale biorąc pod uwagę rozkłąd sił, to syn Bukowej Kory miał mniejsze sznase na przetrwanie. Pies padł z wycieńczenia, z wykrwawienia z otrzymanych ran, zaś Skrzące Słowo po jednym z uderzeń już nie zdołał się podnieść. Gdy zbudził się na Srebrnej Skórce, czuł ulgę. Stąd już nikogo nie skrzywdzi i męki jego oraz jego najbliższych w końcu się skończyły. W końcu zrobił coż pożytecznego i po prostu zdechł.
budowa europejska, smukła, przeciętny wzrost, krótka czarna sierść z bielą na łapach, pysku, szyi, brzuchu i czubku ogona. Po wybarwieniu prawe oko niebieskie, a lewe złote
melancholijny, spokojny, chłodny || Las nie jest jak typowe kocię. Można porównać go do lasu iglastego z pustą przestrzenią między pniami, pokrytą jedynie mchem i z wysokimi sosnami skrzypiącymi na wietrze. Spokojny i melancholijny niczym stare omszałe sosny, chłodny i osamotniony jak nagie pnie, obserwujący jak korony drzew, przepełniony myślami będącymi jak ciche szepty wiatru i głębokimi jak zimne jaskinie. Ciekawią go tajemnice otaczającego świata, natury, lecz nie uczucia, których nie rozumie. Chciałby poznać budowę, znaczenie i pochodzenia wszystkiego co materialne bądź nie, w tym Gwiezdnego Klanu.
Tego dnia szczęście opuściło Mglistą Łapę... a może właśnie wręcz przeciwnie? Gdy na początku pogrzebu wyszedł, od razu ruszył do miejsca, gdzie wcześniej utonęła stara kocica. Chciał kontynuować obserwację wodnych stworzeń, lecz po dotarciu na miejsce nie nacieszył się długo spokojem. W pewnym momencie rozległy się jakieś podejrzane odgłosy, a przez rzekę przemknęło kilka spłoszonych sarenek, przez co wszelakie ryby pochowały się gdzieś przy dnie i brzegach. Zirytowany Mglista Łapa wstał i ruszył ku źródłu hałasu, przeskakując po kamieniach.
Nim jednak dotarł na miejsce, hałas ucichł. Pomyślał, by wrócić nad rzekę, gdy nagle po minięciu krzewu dostrzegł jakieś leżące sylwetki, a do jego nosa wdarł się odór krwi. Zbliżył się, a wtedy rozpoznał jednego z rzecznych wojowników. Nie pamiętał jego imienia, ale nie raz widział w obozie czy na zebraniach klanowych. Gdy podszedł, kocur wydał z siebie jeszcze kilka ostatnich oddechów, aż jego ciało zastygło w bezruchu. Zerknął na psa – nie ruszał się, ale ułożenie wskazywało, że próbował jeszcze odczołgać się nim wyzionął ducha. Całość pobojowiska wyglądała makabrycznie, walka musiała być zaciekła i okrutna.
Mglista Łapa znowu przeniósł wzrok na wojownika i zaczął zastanawiać się nad tym, co zrobić. Czy umazać się w całości krwią i samemu zanieść kocura, czy może wrócić po Śnieżny Płatek... bo innych kotów za bardzo nie znał. Usiadł, wpatrując się w bezokie lico truchła, jednocześnie pogrążając się w zamyśleniu.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Szedł samotnie przy granicy, podczas patrolu, który wyznaczył sobie sam, bez swoich terminatorów, bez innych kotów, bez prawdziwego celu. Jednak wiedział, że powinien w końcu robić więcej, a słońce przestało ogrzewać ich tereny aż tak mocno, umożliwiając znów w miarę normalne funkcjonowanie. Do tej pory wszystko przebiegało bez problemów, jednak w pewnym punkcie do nozdrzy Skalistego Zbocza dobiegł zapach drapieżnika, który musiał tędy przechodzić w miarę niedawno, w takim przypadku oczywista była konieczność sprawdzenia, czy wciąż znajduje się na ich terenach. I nie musiał iść daleko, by odnaleźć odpowiedź, która okazała się zupełnie inna, niż mógł się spodziewać.
Ciało martwego psa. Ciało równie martwego Skrzącego Słowa. I on, jedyny żywy, wręcz w idealnym stanie, siedzący pośród tego wszystkiego. Jeden z ostatnich przejawów działania Bezgwiezdnych we własnej osobie, który pozostawał wciąż w Rzece. A teraz również on sam, Skaliste Zbocze, który po raz kolejny nie zdążył zareagować wystarczająco szybko, nim nie doszło do następnej tragedii. Przez pierwsze uderzenia serca, zakręciło mu się w głowie, poczuł, jakby tracił grunt pod łapami, wszystko się waliło. Jednak musiał działać.
Może gdyby chodziło o kogoś innego, zastanowiłby się przez chwilę. Jednak o Mglistej Łapie musiał już myśleć w ostatnim czasie i żadna z tych myśli nie należała do pozytywnych. Doskoczył do niego, lądując tuż przed terminatorem. Nie atakował, przynajmniej jeszcze nie, lecz wyglądał, jakby był gotowy do zrobienia tego w każdym momencie, z wyciągniętymi pazurami wbijającymi się w ziemię, ugiętymi łapami, zjeżonym futrem. - Zabiłeś go. – warknął, wpatrując się w swojego kuzyna. Chociaż na jaką odpowiedź czekał? Tu nie było już czego tłumaczyć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
budowa europejska, smukła, przeciętny wzrost, krótka czarna sierść z bielą na łapach, pysku, szyi, brzuchu i czubku ogona. Po wybarwieniu prawe oko niebieskie, a lewe złote
melancholijny, spokojny, chłodny || Las nie jest jak typowe kocię. Można porównać go do lasu iglastego z pustą przestrzenią między pniami, pokrytą jedynie mchem i z wysokimi sosnami skrzypiącymi na wietrze. Spokojny i melancholijny niczym stare omszałe sosny, chłodny i osamotniony jak nagie pnie, obserwujący jak korony drzew, przepełniony myślami będącymi jak ciche szepty wiatru i głębokimi jak zimne jaskinie. Ciekawią go tajemnice otaczającego świata, natury, lecz nie uczucia, których nie rozumie. Chciałby poznać budowę, znaczenie i pochodzenia wszystkiego co materialne bądź nie, w tym Gwiezdnego Klanu.
Słysząc kroki, Mglista Łapa uniósł łeb, by w odpowiednio wcześnie dostrzec kolejnego drapieżnika i móc zareagować, jednak jego oczom ukazała się sylwetka kota, kolejnego wojownika Rzeki. Przybycie współklanowicza rozwiązywało dylemat kocura i już otworzył pysk, by poprosić o pomoc, gdy nagle czarny doskoczył do niego i rzucił oskarżenie. Jeśli to ruszyło terminatora, nie dał po sobie poznać. Obdarzył kocura zimnie obojętnym spojrzeniem, a następnie obrócił się częściowo, by wskazać łbem psa. -Sądzę, że winowajca raczej leży tam.- Powiedział spokojnie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Tak, pies był winny, ale to nie mogła być zwykła walka. Nie taka jak wtedy, gdy zginął Szafirkowy Pyłek, ani wielu innych wojowników w przeciągu całego jego życia. A może więcej z nich nie było normalnymi pojedynkami, tylko za takie uznawały je koty, które nie zdołały schwytać prawdziwego ich sprawcy?
Nie odrywał wzroku od terminatora. Skąd miał wiedzieć, czy ten nie postanowi uciec, gdy tylko spojrzy w inną stronę? Albo jeszcze gorzej, zaatakować go? Na to nie mógł pozwolić. Skoro już go znalazł, nie da mu tak po prostu zniknąć. - To ty co tu robisz? Po prostu siedzisz i patrzysz na zwłoki? – Cokolwiek się tu działo i tak nie było na to żadnej dobrej odpowiedzi. W najlepszym przypadku Mglista Łapa patrzył na śmierć jego ojca i nie pomógł, w najgorszym – jakimś tylko sobie znanym sposobem zaciągnął tu psa i polecił mu zaatakowanie wojownika - O tym też opowiadasz kociakom na naukach? – dodał jeszcze, z głosem będącym teraz bardziej warczeniem, niż jego zwykłą mową.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
budowa europejska, smukła, przeciętny wzrost, krótka czarna sierść z bielą na łapach, pysku, szyi, brzuchu i czubku ogona. Po wybarwieniu prawe oko niebieskie, a lewe złote
melancholijny, spokojny, chłodny || Las nie jest jak typowe kocię. Można porównać go do lasu iglastego z pustą przestrzenią między pniami, pokrytą jedynie mchem i z wysokimi sosnami skrzypiącymi na wietrze. Spokojny i melancholijny niczym stare omszałe sosny, chłodny i osamotniony jak nagie pnie, obserwujący jak korony drzew, przepełniony myślami będącymi jak ciche szepty wiatru i głębokimi jak zimne jaskinie. Ciekawią go tajemnice otaczającego świata, natury, lecz nie uczucia, których nie rozumie. Chciałby poznać budowę, znaczenie i pochodzenia wszystkiego co materialne bądź nie, w tym Gwiezdnego Klanu.
Słysząc pytanie, znowu spojrzał na rozmówcę. -Usłyszałem hałas i przyszedłem zobaczyć, co się dzieje, ale już było po walce. Teraz zastanawiałem się, czy dam radę sam zanieść go do obozu, czy muszę zabrać kogoś z pogrzebu, by przyszedł tu ze mną.- Odparł szczerze, a gdy ten kontynuował przesłuchanie, przechylił łeb jakby w zdziwieniu i wpatrywał się przez chwilę w ciszy, nim ponownie odezwał. -Co masz na myśli?
Czyżby to był mistrz Patyka i posiadał na tyle skromny móżdżek, by nie móc pojąć wiedzy, jaką łaciaty przekazał małemu? Cóż, nie byłby zaskoczony takim obrotem spraw. Przekonał się, iż próżno szukać mądrych kotów w tym klanie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czemu on był przy tym wszystkim aż tak spokojny? Jego spokój był wręcz najgorszy ze wszystkiego. Gdyby był płaczącym, przerażonym terminatorem, może by mu uwierzył. Że to wszystko był tylko wypadek, na który trafił przypadkiem i nie miał pojęcia co dalej zrobić ze znalezionymi ciałami. Ale teraz? Nie był nawet pewny, czy Mglista Łapa był w ogóle kotem. I to sprawiało, że to on z ich dwójki zaczynał czuć się coraz bardziej przestraszony.
Może też, gdyby chodziło o kogokolwiek innego, jakoś by uznał, że jest silniejszy, da sobie radę bez problemu. Jednak martwy był Skrzące Słowo. Najpotężniejszy wojownik w klanie, myślał tak od czasów, gdy był jedynie małym kociakiem i nigdy tak naprawdę nie przestał. Skoro jemu się nie udało, on również mógł nie mieć szans. Jednak musiał przynajmniej spróbować. Dla ojca. Dla swojego terminatora. Dla całego klanu Rzeki, z którego trzeba się było pozbyć nareszcie zła, które się czaiło w jego szeregach. - Patykowa Łapa powiedział mi wszystko. – syknął słowa, które jego zdaniem powinny wyjaśnić już wszystko. A następnie podniósł jedną ze swoich łap i spróbował przejechać pazurami prosto po pysku syna Zbożowego Kłosa.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be