Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Atak lisa: 150% (krytyczny) -> [(18+14)-(10+6)]*1.5=24 Atak Skrzącej Łapy: 150% (krytyczny) -> [(12+9)-(6+9)]*1.5=9
Przybycie Chaber pod koniec tej tury:
Atak Niedźwiedziego Kła: 150% (krytyczny) -> [(11+16)-(7+7)]=20
Cóż można by powiedzieć? Nawet jeśli młody lis nie zaczął tej walki zbyt dobrze, to teraz poszło mu już o wiele lepiej. Wściekły, ponowił swój atak na szyję terminatora i tym razem trafił bardzo celnie. Złapał mocno zębami za szyję Skrzącej Łapy, a następnie szarpnął i tym samym wyrwał mu fragment skóry z szyi, zadając poważną ranę. Terminator na pewno mógł poczuć silny ból; mimo tego jego atak powiódł się, choć nie tak dobrze jak lisowi. Bury kocur zdołał zostawić lekkie, aczkolwiek krwawiące ugryzienie na szyi przeciwnika. W tym samym czasie Chaber mknęła do lisa; zdołała dobiec i również zaatakować. Wyrządziła więcej szkód na jego ciele niż terminator - trafiłą pazurami prosto w gałkę oczną, poważnie ją uszkadzając. Co teraz?
Skrząca Łapa: lvl: 1 | S: 9 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 2 | HP: 58-24=34/60 | W: 31-3=28/40
- rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka na szyi
- rana 2. stopnia: zerwany płat skóry z szyi; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
Młody lis: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 6 (8) | HP: 60-9-20=31/60 | W: 37-4=33/40
- rana 2. stopnia: poważne uszkodzenie gałki ocznej; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- od następnej tury celność obniżona o 2 (uszkodzenie oka)
- rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na szyi; krwawi; po 1 HP do końca walki
- po ataku Chaber Zr i Sz obniżone o 2 (walka 2:1)
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
W pewnym momencie poczuł niewyobrażalny wręcz ból. Syknął, czując jak lis odrywa z jego szyi płat skóry, ale nie pozostał dłużny. Co prawda nie poszło mu tak dobrze, jak rudzielcowi, ale w jakiś sposób dokonał zemsty. Doskonale wiedział, że to Gwiezdni go testowali i sprawdzali jak wiele był w stanie znieść. A był w stanie znieść dużo, oj bardzo dużo.
Zjawienie się Niedźwiedziego Kła było niczym zbawienie. Kocica dość poważnie uszkodziła oko drapieżnika, co poprzednio niestety nie udało się Skrzącej Łapie i z pewnością ułatwi im to walkę w dalszych jej etapach.
Syn Mysiego Kroku, choć obolały po ataku lisa, nie zamierzał uciekać z podkulonym ogonem - co to, to nie! Pozwolił, by bardziej doświadczona wojowniczka zajęła się pyskiem przeciwnika, podczas gdy on ponownie spróbował wgryźć się w jego szyję, najlepiej w to samo miejsce co przed chwilą, aby powiększyć zadaną poprzednio ranę.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Warknęła głucho, kiedy zobaczyła, jak lis szarpie za skórę terminatora. Gdyby była bardziej sentymentalna, być może wydałaby z siebie w tym momencie okrzyk w stylu "NIEEEEEE", cały świat przełączyłby się na tryb slow-motion, a Chaber bohatersko zasłoniłaby terminatora własnym ciałem. Rzecz w tym, że Niedźwiadka sentymentalna NIE BYŁA, a w dodatku świat niestety filmem nie był. Nawet jeśli biegła najszybciej, jak mogła, nie miała szans dobiec na czas, żeby terminatora osłonić, a poza tym... była zbyt skupiona na swoim celu. I chyba bardzo dobrze, że była, bo uszkodziła oko lisa wręcz z łatwością. Wybornie. Szło nawet lepiej, niż Chaber się spodziewała, gorzej tylko z raną Skry, która nie wyglądała zbyt fajnie. Nie miała jednak czasu, żeby się na tym skupiać, a poza tym wierzyła, że terminator będzie miał na tyle rozsądku, żeby zwiać, jak faktycznie zrobi się dla niego za ciężko. Zresztą, jeśli chciałby zwiewać teraz, tak czy inaczej musiałaby mu zapewnić jakieś porządne warunki do ucieczki, nie? A więc najrozsądniejszym wyjściem był atak. Kątem oka dostrzegła, że Skra zamierza się na szyję lisa, więc żeby mu nie przeszkadzać, kontynuowała ataki na pysk. Oko już uszkodziła, więc teraz może udaloby się jej oderwać kawałek ucha? Miałaby trofeum, żeby zabrać do obozu, hehe. Jak więc zamierzała, tak zrobiła: tym razem spróbowała trafić w ucho drapieżnika lub jego okolice, najlepiej z całej łapy i oczywiście wysuniętymi pazurami, żeby rana była jak najszersza i jak najbardziej obficie krwawiła.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Atak lisa: 0% (nieudany) Atak Skrzącej Łapy: 150% (krytyczny) -> [(13+9)-(13+7)]*1.5=3 Atak Niedźwiedziego Kła: 100% (udany) -> (16+16)-(8+7)=17
Lis syknął wściekle po ataku Chaber. To na nią właśnie skierował swój następny atak. Chciał, podobnie jak Skrzącą Łapę, złapać wojowniczkę za szyję, jednak tym razem nie trafił. Po prostu kłapnął zębami w powietrzu i nawet jej nie dotknął. Skrząca Łapa nie poddał się i ponownie zaatakował - niestety nie udało mu się zrobić czegokolwiek poważnego, gdyż po prostu dziabnął i wyrwał lisowi parę włosków ze skóry; nic więcej. Niedźwiedzi Kieł zdołała o wiele więcej - dokładnie tak, jak chciała, trafiła idealnie w ucho lisa. Zrobiła to w ten sposób, że oderwała jego kawałek, zostawiając poszarpaną i postrzępioną ranę; zupełnie, jakby przerobiła to ucho na strzępy.
Skrząca Łapa: lvl: 1 | S: 9 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 2 | HP: 34-3=31/60 | W: 28-3=25/40
- rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka na szyi
- rana 2. stopnia: zerwany płat skóry z szyi; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- od następnej tury celność obniżona o 2 (spadek W)
Młody lis: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 6 (8) | HP: 31-3-1-3-17=7/60 | W: 33-2=31/40
- rana 2. stopnia: poważne uszkodzenie gałki ocznej; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- celność obniżona o 2 (uszkodzenie oka)
- rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na szyi; krwawi; po 1 HP do końca walki
- Zr i Sz obniżone o 2 (walka 2:1)
- od następnej tury statystyki obniżone o połowę (spadek HP)
- rana 2 stopnia: oderwany kawałek ucha; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Syknął niepocieszony, gdy ponownie nie udało mu się zaatakować tak, jakby sobie tego życzył. Swoją niekompetencję zrzucał na to, że jeszcze nie uczył się walczyć i całą wiedzę jaką posiadał przekazała mu raptem kilka uderzeń temu Niedźwiedzi Kieł. Rzecz jasna nie poddawał się, pomimo tego, że lis ledwo dychał. Ba, to właśnie dlatego chciał spróbować jeszcze raz. Po raz ostatni rzucił się z kłami w kierunku szyi drapieżnika, chcąc wbić się w nią z całej siły i wyrządzić jak najwięcej krzywdy.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Ach, jak MIŁO się walczyło, kiedy ta walka wychodziła, prawda? Szkoda tylko, że Skra pewnie będzie z tego miał jakąś super bliznę, a jej się nic nie dostało, hmpf. Za to lis słabł w oczach, co bardzo dobrze im prognozwało na przyszłość. Ledwo zaczęli się z nim tu babrać, a już był prawie MARTWY. Z satysfakcją spojrzała na to, co zostało z ucha drapieżnika, a żeby dokończyć swoje dzieło, zdecydowała się na bardziej śmiały atak: spróbowała wskoczyć mu na grzbiet, a szyję objąć łapami i z całej siły wbić w nią pazury. Skoro Skra atakował to wrażliwe miejsce z przodu, ona mogła zrobić to od tyłu, żeby nie wchodzić mu w paradę, a w dodatku zakończyć całą walkę spektakularnie – stojąc na lisie, jakby to ona była drapieżnikiem. Wbijając jego nędzne ciało w ziemię, kiedy tylko się pod nią osunie.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Atak lisa: 0% (nieudany) Atak Skrzącej Łapy: 150% (krytyczny) -> [(10+9)-(8+2)]*1.5=14 Atak Niedźwiedziego Kła: 150% (krytyczny) -> [(11+16)-(16+2)]*1.5=14
Ta walka już była w zasadzie przesądzona - lis ledwo dychał, ciężko ranny. Po raz ostatni spróbował zaatakować, tym razem znowu Niedźwiedziego Kła i kolejny raz mu się nie udało. Zwyczajnie nie trafił w gardło wojowniczki. Skrząca Łapa zaatakował po raz ostatni i to właśnie ten atak okazał się być najsilniejszy ze wszystkich. Zostawił mu krwawiące ugryzienie na szyi, a Chaber właściwie już nie miała czego dobijać - jej atak również się powiódł, dzięki czemu poharatała pazurami szyję lisa, jednocześnie przybijając go do ziemi. Przeciwnik padł nieżywy.
Skrząca Łapa: lvl: 1 | S: 9 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 2 | HP: 31-2=29/60 | W: 25-3=22/40
- rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka na szyi
- rana 2. stopnia: zerwany płat skóry z szyi; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- celność obniżona o 2 (spadek W)
- od następnej tury statystyki obniżone o 1/4 (spadek HP)
Młody lis: S: 7 (14) | Zr: 2 (9) | Sz: 2 (8) | HP: 7-2-3-1-14-14=0 (ŚMIERĆ)/60 | W: 31-2=29/40
- rana 2. stopnia: poważne uszkodzenie gałki ocznej; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- rana 2 stopnia: oderwany kawałek ucha; krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
- rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na szyi; krwawi; po 1 HP do końca walki
- rana 1 stopnia: ugryzienie na szyi; krwawi; po 1 HP do końca walki
- rana 1 stopnia: ślady pazurów na szyi; krwawi; po 1 HP do końca walki
- Zr i Sz obniżone o 2 (walka 2:1)
- statystyki obniżone o połowę (spadek HP)
- celność obniżona o 2 (uszkodzenie oka)
- ŚMIERĆ
+35 exp dla Niedźwiedziego Kła
+25 exp dla Skrzącej Łapy
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Wszystko poszło zgodnie z planem. Skra zaatakował, ona zaatakowała, a dzięki ich połączonym siłom lis już leżał nieżywy. Szybko poszło. Wręcz bardzo szybko i sprawnie, to trzeba przyznać. No i nawet udało jej się nie poharatać, więc nie będzie musiała ślęczeć w lecznicy. Z jednej strony super, a z drugiej, hmpf, nie będzie miała żadnej fajnej blizny, ŻAŁOSNE. A skoro o bliznach mowa... Skrząca Łapa. Dopiero teraz, po walce, kiedy adrenalina opadła, Chaber poczuła, jak bardzo jest tym polowaniem, bieganiem i walczeniem zmęczona. Gdyby nie to, że opadła prosto na lisa, łapy pewnie trochę by jej się trzęsły. Teraz, zanim mniej więcej doszła do siebie, potrzebowała wziąć kilka głębokich oddechów, ale zanim mogła faktycznie odpocząć, przypomniała sobie, jak okropnie wyglądała rana na szyi terminatora i natychmiast potrząsnęła łbem, żeby z powrotem się skoncentrować. Uniosła wzrok i wbiła go w kocura.
– Nie żebym była medykiem, ale ładnie to ta rrrana nie wygląda. Przynajmniej pewnie zostanie ci superrr blizna. Szurrraj do obozu, marrrsz. Prrosto do Krrólikarrrni i Księżycowego Pyłu. Sprrawdzę potem, czy tam grzecznie siedzisz, a terrraz odprrwawię rrrudemu koleżce pogrzeb, zanim zbiorrrą się jego przyjaciele i rrrodzinka – sapnęła. Jej rozkaz brzmiał poważnie i stanowczo, ale kiedy doszła do części o pogrzebie, znów przeszła na lekki, rozbawiony ton. Pogrzeb, aha. Też coś. Ładny to on nie będzie. – Potem pójdę pozbierrrać zwierzynę. Jakoś znajdę też tę twoją. – Miała zamiar zwyczajnie iść po śladach zapachowych, a kopce ziemi będzie już całkiem łatwo rozpoznać. Chociaż nie uśmiechała się jej perspektywa łażenia aż tyle, bo była zmęczona i miała dość, klan trzeba było wykarmić, a Skra musiał zostać oddelegowany do medyka. I wcale nie żartowała z tymi odwiedzinami w Królikarni, pft.
/zt??
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skra był niemalże przekonany, że pomimo całego tego chaosu spowodowanego walką, to on zadał lisowi ostateczny cios i był z tego bardzo dumny, oj tak. Nie musiał co prawda dochodzić do siebie tak, jak Niedźwiedzi Kieł, bo przez cały ten czas był opanowany i wiedział, że nic poważnego nie może mu się stać - Gwiezdni mieli go w opiece, ale faktem było, że kiedy ekscytacja i adrenalina spowodowana walką już nieco opadła, dopiero wówczas poczuł, że faktycznie jest nieco zmęczony.
— Oczywiście — odpowiedział, nawet nie zamierzając się kłócić z wojowniczką. Powiedział jej gdzie mniej-więcej mogły znajdować się jego zdobycze, po czym ruszył do obozu, podekscytowany wizją zdobycia kolejnej blizny. Jeśli to prawda, to zdecydowanie zapamięta na całe życie, skąd ją zdobył. To będzie jego pierwsza pamiątka po prawdziwej bitwie i druga blizna w ogóle. Powoli zaczynał wyglądać jak wojownik!
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Mszar nie był dobrym miejscem do polowań, ale w trakcie suchszych dni lubiła tędy przechodzić w trakcie swoich rutynowych spacerów. Co prawda ostatnio pogoda nie była najlepsza, ale tego dnia słońce co jakiś czas wyglądało zza chmur i nie zapowiadało się na nagłą ulewę. Mech był wilgotny, więc piaskowa medyczka starała się stąpać po mniej mokrych skrawkach ziemi, choć nie zawsze jej się to udawało. Mało co aktualnie było szczególnie suche w jakiejkolwiek części Rzecznych ziem. Na szczęście nie było to klejące się do sierści błoto, którego później trudno było się pozbyć. Córka Ubłoconej Mordki szła przed siebie, utrzymując stosunkowo równe, energiczne tempo. Nie rozglądała się za specjalnie, ale pozostawała czujna, dlatego bez problemu dostrzegła czarną sylwetkę, która nagle pojawiła się w jej polu widzenia, doskonale widoczna na pozbawionym wysokich drzew i krzewów terenie. Poruszyła uszami, przystając na moment. Szybko rozpoznała kocura jako Wieczorną Łapę. Wyglądało na to, że spacerował zupełnie sam, co nie było szczególnie bezpieczne, biorąc pod uwagę jego młody wiek. Chyba że podczepił się pod innego kota, który akurat polował gdzieś w zasięgu słuchu, choć nie wzroku. To również było prawdopodobne. Kotka ruszyła w kierunku czarnofutrego terminatora, poruszając się niemal bezszelestnie, choć jej sylwetka wydawała się tak samo sztywna jak zawsze.
- Wieczorna Łapo - rzuciła w ramach przywitania i próby zwrócenia na siebie uwagi.
//Wieczór.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Odkąd tylko został terminatorem, rozpoczął samotne spacery po lesie. Początkowo jedynie blisko obozu, a z czasem coraz dalej. Raz udało mu się nawet dojść na granicę z Klanem Gromu, choć nie wiedział. gdzie ona jest. W pewnym momencie zaczął to robić kompletnie nieświadomie, gdyż jego umysł był pochłonięty w mroku rozbitego serca. Jednakże ostatnio przebyta rozmowa z Gęsią Łapą nieco odciążyła wnętrze kocura, choć wciąż wypełniała je pusta. Nadal wędrował zamyślony, ale nie nieprzytomny. Podświadomie zachowywał nawet pewną dozę czujności. Zatem nic dziwnego, iż usłyszał kroki medyczki. Najpierw skierował w jej stronę uszy, a gdy upewnił się, że dźwięk się do niego zbliża, odwrócił głowę, by sprawdzić któż to.
-Księżycowy Pyle - odpowiedział na powitanie kotki w ciele kocura. I choć jego pyszczek był równie kamiennie obojętny jak wcześniej, jego oczy spoglądały na kremową smętnie. Smutek ten jednak jakby wysychał z upływem czasu.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Zerknęła na ranę na pysku Wieczornej Łapy, która już się praktycznie zagoiła. Wciąż jednak nie powinien łazić samotnie po Rzecznych terenach. Na wszelki wypadek upewniła się, ale nie dojrzała w okolicy żadnego wojownika bądź patrolu. Zmarszczyła lekko brwi.
- Nie powinieneś wychodzić sam - oznajmiła nieco twardszym tonem, zarezerwowanym dla reprymend słownych, choć wyraz jej mordki pozostawał neutralny i skierowany w przód.
Choć syn Bukowej Kory był już prawie w wieku, w którym mógłby zostać mianowany na wojownika, wciąż był stosunkowo młody i niedoświadczony, przynajmniej zdaniem piaskowej medyczki. Najprawdopodobniej była to kwestia różnicy wieku, bo Księżycowemu Pyłowi było już bliżej niż dalej do starszyzny(a właściwie to wciąż była pomiędzy, ale czuła się zdecydowanie starzej), plus swój własny wojowniczy trening ukończyła bardzo późno. Głównie przez brak czasu i problemy z czasem u swoich mistrzów. Bycie medykiem zdecydowanie temu nie służyło. Westchnęła cicho, zerkając kątem oka na czarnego kocura.
- Zrobiłeś sobie krzywdę. Dlaczego? - zapytała zdecydowanie spokojniej, bez szczypty krytyki w głosie, choć w środku była trochę zła o marnowanie medykamentów. Jednak po części była w stanie zrozumieć stan psychiczny terminatora, który stosunkowo niedawno stracił matkę. Sama straciła swoją i nie zniosła tego najlepiej, choć jako klanowy medyk nie mogła oddać się żałobie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Czarny terminator na dźwięk słów medyczki, pokornie opuścił głowę. Nie uważał, aby zrobił coś złego, wychodząc na samotny spacer, tym bardziej że nie było to zakazane w kodeksie. Dodatkowo jego mistrzyni nie zabroniła mu wędrówek, a nawet nauczyła go walki. Jednakże sposób, w jaki mówiła kremowa kocica, sprawił, iż poczuł się karcony i zląkł się spojrzenia jej w oczy. Skierował więc swoją głowę w dół, aby pokazać wyższość starszej nad nim oraz szacunek, którym ją darzył.
- Nie jestem już kocięciem, Księżycowy Pyle. Wiewiórczy Skok nauczyła mnie walczyć i nie zabroniła wychodzenia z obozu. - odparł chłodno, ale nie wrogo. Był świadom, iż wychodzenie samotnie nie należy do najbezpieczniejszych, gdyż mogłoby go coś zaatakować, ale skoro nikt więcej z klanu go o tym nie poinformował, to najwyraźniej nie stanowiło aż tak częstego i poważnego problemu. Równie dobrze możnaby rzec, iż w obozie także nie są całkiem chronieni, gdyż lis czy borsuk nie mieliby problemu z wtargnięciem.
Kolejne słowa medyczki nieco zaskoczyły kocura. Jak przez mgłę pamiętał ową sytuację, ale nie wydawało mu się wtedy, aby Księżycowy Pył domyśliła się, iż on sam zrobił tę ranę.
- To był wypadek - mruknął cicho. W pewnym sensie nie skłamał. Jego celem było uszkodzenie oczu, a nie zadrapanie policzka, które powstało w wyniku nieprzewidzianej reakcji Cisowej Jagody. Toteż ta konkretna rana rzeczywiście stanowiła wynik wypadku. Nie zamierzał jednak kontynuować tego tematu.
- Czy nauczysz mnie ziół? Spełniłem obietnicę. Albo chociaż powiedz, jak powstają kocięta - Na powrót podniósł do góry głowę ze swoją standardową obojętnością na pyszczku. Jego spojrzenie było równie zimne, jak słowa, jednakże zawierało iskierkę desperackiego błagania o zmianę tematu.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
W odpowiedzi na słowa Wieczornej Łapy piaskowa medyczka zerknęła na niego i wydawała z siebie ciche "hm". To dobrze, że potrafił już walczyć, choć jej zdaniem wciąż powinien być ostrożny. Mimo wszystko brakowało mu doświadczenia, które było nieocenione w sytuacji walki na śmierć i życie oraz podejmowaniu szybkich decyzji. Westchnęła cicho, powracając wzrokiem na okoliczne tereny. Jej uszy i nos pozostawały czujne, a raz na jakiś czas przesuwała spojrzeniem po wszelkich drzewach, zaroślach i wyższych trawach. Wypadek. Księżycowy Pył zmarszczyła brwi, czując kolejne westchnięcie, które próbowało się wydostać z jej gardła. Gdyby była człowiekiem, najpewniej przejechałaby ręką po twarzy. W jej głowie było to oczywiste kłamstwo. Jako medyk posiadała wyostrzone zmysły i potrafiła określić czy kot nosił na sobie zapach kogoś lub czegoś innego, kto potencjalnie mógł zadać obrażenia. Tak samo potrafiła rozróżnić rany zadane przez kocie pazury, a te powstałe w wyniku zębów większego stworzenia. Poza tym, pomijając te czynniki, Zachodzące Światło wyjaśniła dostatecznie jasno kto był sprawcą rany pod okiem Wieczornej Łapy - on sam.
- Nie. Nie był - odparła zaraz po tym jak kocur skończył mówić. Ton jej głosu oraz postawa świadczyły o tym, że nie zamierzała ustępować. Koty nie robiły sobie krzywdy bez powodu. Chciała chociaż spróbować zrozumieć powód, dla którego Wieczór zachował się tak skrajnie. Nie mogło pójść o śmierć Mysiego Kroku, bo wtedy zrobiłby to dawno temu, jak jeden kot z jego rodzeństwa podczas pogrzebu.
Obietnica... Nie pamiętała czy to była obietnica. Prędzej coś w stylu "zastanowię się". Wciąż była sceptycznie nastawiona do tego. Drugie pytanie okazało się jednak zdecydowanie prostsze.
- Kocięta... powstają gdy kotka zachodzi w ciążę. Po stosunku płciowym z kocurem - wytłumaczyła bez ogródek, jak to miała w zwyczaju. - O ziołach... zastanowię się. Jeśli mi odpowiesz dlaczego zrobiłeś sobie krzywdę - dodała po chwili zastanowienia. Jeśli Wieczorna Łapa był niestabilny emocjonalnie - a z całą pewnością potrafił być, jak pokazał - nie powinna go puszczać blisko ziół, szczególnie tych niebezpieczniejszych, w razie gdyby mu coś równie głupiego strzeliło do głowy. Przynajmniej na razie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Do całej rozmowy czarny terminator podchodził z obojętnością, jednakże postawa medyczki, jej naleganie oraz ciągłe zapewnienie, że się "zastanowi", coraz bardziej irytowały kocura. Owszem, był niestabilny emocjonalnie, nawet bardzo. Jego dusza otrzymywała kolejne szarpnięcia już od drugiego księżyca jego życia. Najpierw śmierć matki, która była dla niego wielkim szokiem, szczególnie że pragnął ją uratować własnymi łapami. Później wybranie Barwinka na terminatora medyka, które ugodziło w jego samoocenę, a także pchnęło w stronę szaleństwa, czego owocem stał się rodzący się fanatyzm względem Gwiezdnego Klanu oraz ich planu wobec niego, a także myśl o potencjalnym zostaniu zastępcą. Następnie nieodwzajemniona pierwsza miłość, która przez swą niedojrzałość oraz brak wiedzy była dość burzliwa i gwałtowna dla wnętrza młodzika. Ponadto dowiedzenie się, że nie tylko obiekt westchnień nie czuje do niego tego samego, ale także na oku ma kogoś innego, a na syna Mysiego Kroku nawet nie potrafi spojrzeć w ten sposób. Wszystkie te czynniki, choć dla przeciętnego wojownika mogłyby nie stanowić problemu, dla wrażliwego od urodzenia Wieczora były jak śmiertelne ciosy pazurów na organy wewnętrzne. Choć próbował dojść do siebie i jakoś sobie poradzić, nie szło mu to najlepiej i powracało do niego, a przy kolejnych nieprzyjemnych wydarzeniach nawet i uderzało z zwiększoną siłą. Z czasem zamiast poprawiać swój stan, stawał się jeszcze bardziej niestabilny, zmienny i podatny na własne emocje. A teraz w nim zaczynało wrzeć, a z każdą kolejną chwilą coraz mocniej.
- Zastanowisz się? Zawsze, jak do ciebie przychodzę w tej sprawie, to mówisz, że się zastanowisz, jak zrobię coś i coś. Sądzisz, że powtarzając to kolejny raz, dajesz mi motywację? A może wciskasz mi łatwą wymówkę, aby mnie spławić? I nie udawaj, że nagle cię jakkolwiek obchodzę! Skoro nie chcesz nauczyć mnie nawet podstawowych ziół, których znajomość przydałaby się każdemu kotu, to sam się nauczę! Zjem każdą głupią roślinę z tego lasu, by poznać ich działanie! - nie wytrzymał, wybuchnął podnosząc ton głosu na kremową kotkę. Następnie odwrócił się, chcąc odejść. Miał już wszystkiego dość.