Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Pomimo początkowych trudności Krogulcza Łapa skoczyła za żabą, z głośnym plaśnięciem wpadając w grząskie, nieprzyjemnie zimne błoto, które rozbryzło na boki ochlapując jej brzuch, pierś i łapy. Udało jej się zahaczyć niemrawą żabę pazurami oraz przyciągnąć ją do siebie nim zdołała odpłynąć. Pierwszy dzisiejszy sukces obwarowany był przymusową kąpielą błotną, niestety.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Prychnęła z dumą, kiedy udało jej się złapać żabę. Co z tego, że jej sierść była cała w błocie. To się umyje, a teraz ma jakiegoś płaza, którego może zanieść na stos! Wzięła go w pysk, wychodząc z bajora i ruszając w kierunku znaku szczególnego, tam go zakopując i otrząsając się z wilgotnych grudek. A przynajmniej części. Stwierdziła, że najlepiej będzie poszukać szczęścia gdzie indziej, dlatego też ruszyła w innym kierunku, uważnie się rozglądając.
zt dziękuję za takie krótkie mistrzowanie, może wrócę XDD
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Wyrosła i osiągnęła swoje finalne rozmiary, które... Nie powalają, to pewne. Pies jest dość niska, nieco poniżej przeciętnej; nie posiada długich łap. Za kociaka grubiutka, taka pozostała - daleko jej do co niektórych chudzin w czterech klanach, acz wciąż pozostaje w granicach normy. Posiada ładnie nakreślone kształty ciała, które okala bure, krótkie futerko z tygrysimi, czarnymi pręgami. A przynajmniej bure w większości, bowiem Pies jest szylkretką; choć rudawe plamki nie wyróżniają się tak na niej, to wciąż jednak są. W niewielkiej ilości, acz są. Łeb ozdobiony dość pulchnymi policzkami, średnimi uszami z jasnym wnętrzem, jasny nos z ciemną obwódką. Wszystko to zwieńczają blade, żółte, duże ślepia.
Pies z pewnością ma swój charakterek, którego nie boi się pokazywać. Jest odważna, szczególnie w kontaktach z innymi. Daleko jej do nieśmiałej, wstydliwej koteczki; jest twarda i czasami bywa nawet zadziorna. Ciężka sytuacja, w której znalazła się za kociaka, nauczyła ją wytrwałości. Nie załamuje się byle czym, rzadko chodzi smutna. Realistka, zdrowo patrzy na świat i na samą siebie. Twardo stąpa po ziemi, wciąż jest pewna siebie. Może i zostały w niej jakieś pozostałości po dawnej, butnej Pies, jednak są to już minimalne ślady. Ciężko ją zdenerwować na tyle, by faktycznie było to po niej widać; nauczyła się wyciszać własne, negatywne emocje, odkładać je na bok. Nie boi się jednak tych pozytywnych - nie chowa ich, nie ukrywa i śmiało pokazuje, gdy rzeczywiście jest szczęśliwa, zadowolona. Dalej szczera, dalej jest sobą i się tego nie wstydzi. Nie ma problemów w wytykaniu błędów i niedoskonałości innych (jak i przyjmowaniu swoich własnych), acz czasami zdarza jej się przegiąć i wyrazić swoje zdanie może zbyt brutalnie i krzywdząco dla co niektórych, co jednak wynika bardziej z jej, poniekąd, braku wyczucia, niźli rzeczywistej chęci dopieczenia komuś. A przynajmniej - zazwyczaj.
świetlik (kr)
Odetchnęła głęboko, gdy dotarli na miejsce. Zerknęła kątem oka na ojca, a na jej pysku wykwitł uśmieszek, delikatny, pełen zadowolenia. Polowanie. Lubiła polować, jednak od powrotu z klanu robiła to w samotności, bez nikogo u boku. W czasie podróży - polowali wspólnie z Wilczym Szlakiem. Była zadowolona z faktu, iż wreszcie miała z kim wybrać się na polowanie i nie był to byle kto, losowy członek Cienia, a ktoś, kogo towarzystwo faktycznie lubiła. Ojciec.
Kiwnęła mu tylko lekko łbem, bez zbędnego mówienia, po czym sama ustawiła się pod wiatr. Zmrużyła lekko ślepia, schyliła łeb i ruszyła przed siebie, wolno, rozglądając się uważnie, wdychając powietrze do płuc, analizując zapachy, nie chcąc niczego przegapić. Skupiła wszystkie swoje zmysły, które były jej teraz potrzebne - słuch, wzrok, węch. Zerknęła tylko raz szybko w stronę ojca, coby spojrzeć co on sam robił, po czym skupiła się w pełni na poszukiwaniu zwierzyny. Bo po to tutaj byli.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon także częściej polował w samotności, jednak tym razem zdecydował się zabrać ze sobą córką, Psią Łapą, ponieważ dlaczego by nie. Nigdy nie wiadomo, kiedy stanie się coś niespodziewanego, na przykład jakiś borsuk wyskoczy zza krzaków, czy coś. Lepiej mieć w takich sytuacjach przy sobie kogoś, kto może pomóc, nawet w minimalnym stopniu. Co prawda było to raczej jednorazowe wyjście, wszakże rudzielec raczej polował w drodze powrotnej z samotnych spacerków, ale kto tam wie. Życie lubi zaskakiwać.
Również kiwnął córce łbem, po czym ugiął łapy i ruszył pod wiatr, w poszukiwaniu zwierzyny. Jak zwykle, nie zamierzał wracać do obozu z pustymi łapami i dopóki nie złapie paru dorodnych okazów, nie będzie mógł się tam pokazać. Dlatego też liczył na błogosławieństwo Gwiezdnych i wyostrzył każdy jeden zmysł. Na pewno coś było w okolicy. Musiało być.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
No cóż, chęci były, prawidłowa postawa była, więc powinna trafić na mnóstwo zwierzyny, a tu.. nic, pustka i cisza. Jedynie własne kroki i szum wiatru, nic poza tym. Cóż, Pora Nagich Drzew robiła swoje i szylkretowa musiała troszkę bardziej się postarać.
Nie inaczej sprawa miała się z Cienistym Zastępcą. Pomimo większego doświadczenia, jemu też nie udało się wypatrzeć, wywęszyć czy usłyszeć potencjalnej zwierzyny. Cicho jak makiem zasiał.
Wyrosła i osiągnęła swoje finalne rozmiary, które... Nie powalają, to pewne. Pies jest dość niska, nieco poniżej przeciętnej; nie posiada długich łap. Za kociaka grubiutka, taka pozostała - daleko jej do co niektórych chudzin w czterech klanach, acz wciąż pozostaje w granicach normy. Posiada ładnie nakreślone kształty ciała, które okala bure, krótkie futerko z tygrysimi, czarnymi pręgami. A przynajmniej bure w większości, bowiem Pies jest szylkretką; choć rudawe plamki nie wyróżniają się tak na niej, to wciąż jednak są. W niewielkiej ilości, acz są. Łeb ozdobiony dość pulchnymi policzkami, średnimi uszami z jasnym wnętrzem, jasny nos z ciemną obwódką. Wszystko to zwieńczają blade, żółte, duże ślepia.
Pies z pewnością ma swój charakterek, którego nie boi się pokazywać. Jest odważna, szczególnie w kontaktach z innymi. Daleko jej do nieśmiałej, wstydliwej koteczki; jest twarda i czasami bywa nawet zadziorna. Ciężka sytuacja, w której znalazła się za kociaka, nauczyła ją wytrwałości. Nie załamuje się byle czym, rzadko chodzi smutna. Realistka, zdrowo patrzy na świat i na samą siebie. Twardo stąpa po ziemi, wciąż jest pewna siebie. Może i zostały w niej jakieś pozostałości po dawnej, butnej Pies, jednak są to już minimalne ślady. Ciężko ją zdenerwować na tyle, by faktycznie było to po niej widać; nauczyła się wyciszać własne, negatywne emocje, odkładać je na bok. Nie boi się jednak tych pozytywnych - nie chowa ich, nie ukrywa i śmiało pokazuje, gdy rzeczywiście jest szczęśliwa, zadowolona. Dalej szczera, dalej jest sobą i się tego nie wstydzi. Nie ma problemów w wytykaniu błędów i niedoskonałości innych (jak i przyjmowaniu swoich własnych), acz czasami zdarza jej się przegiąć i wyrazić swoje zdanie może zbyt brutalnie i krzywdząco dla co niektórych, co jednak wynika bardziej z jej, poniekąd, braku wyczucia, niźli rzeczywistej chęci dopieczenia komuś. A przynajmniej - zazwyczaj.
świetlik (kr)
Nie była zaskoczona, kiedy kroczyła przed siebie, uważnie się rozglądając, a po pewnym czasie - dalej nie była w stanie dopatrzeć żadnego śladu zwierzyny. Nic dziwnego, absolutnie - zdarzało się jej to już nie pierwszy raz. Cała zasługa Pory Nagich Drzew, gdzie większość zwierzyny zwyczajnie się chowała i trzeba było się wysilić, coby znaleźć nawet małego, chudego piszczka. Dlatego parła przed siebie zaparcie - pod wiatr, spokojnym krokiem; nie hałasowała, a po prostu maszerowała, bez pośpiechu, by móc uważnie patrolować spojrzeniem okolicę, skupiać słuch i węch, coby wyłapać ślady bytności zwierzyny.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon również nie był zdziwiony. Początki bywają trudne, szczególnie te w Porze Nagich Drzew, dlatego też nie zniechęcił się chwilowym brakiem zwierzyny. Po prostu bez zmiany pozycji dalej kroczył przed siebie, wyostrzając każdy możliwy zmysł. Może coś zobaczy, poczuje, usłyszy. Możliwości było wiele. Wystarczyło tylko umieć je wykorzystać.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Pomimo starań Psiny, ta nie była w stanie niczego dojrzeć... ale za to coś poczuła. Coś bardzo nieprzyjemnego. W pewnym momencie tylna łapa podczas jej podnoszenia, by zrobić kolejny krok, zahaczyła o kilka pędów trawy, która dwiema końcami schowana była w białym puchu. Szylkretowa kocica straciła równowagę i runęła pyskiem w śnieg, a wszystkiemu winna trawa pękła pod naciskiem ciężaru.
I ową możliwość wykorzystał. Użył mocy wzroku i dojrzał małego ptaszka z rudym brzuszkiem, który zleciał z pobliskiej gałęzi i wylądował na wystającym korzeniu. Skakał tu i tam, rozglądając się dookoła. Wojownik musiał być uważny i świadom tego, że rudzik był bardzo czujny, jakby świadomy zagrożenia.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
No i znalazł. Rudzielec dostrzegł rudzika, hasającego sobie nieopodal. Nie mógł przepuścić takiej okazji, co to, to nie, jednak widział, że musi być uważny, bo ptaszyna ma włączony tryb czujności. Ugiął więc łapy i przeniósł ciężar ciała na tylne. Uważał, żeby nie szurać brzuchem po ziemi i że stoi pod wiatr. Następnie zrównał ogon i głowę z linią grzbietu i ruszył powoli w kierunku ofiary, poruszając się bezszelestnie i chowając za elementami otoczenia, jeśli jest to możliwe. Kiedy już zjawił się dostatecznie blisko i nie spłoszył zwierzyny, rzucił się na nią i zacisnął mocno szczęki, próbując rudzika tym samym pozbawić życia jednym kłapnięciem. Tylko czy się uda?
Wyrosła i osiągnęła swoje finalne rozmiary, które... Nie powalają, to pewne. Pies jest dość niska, nieco poniżej przeciętnej; nie posiada długich łap. Za kociaka grubiutka, taka pozostała - daleko jej do co niektórych chudzin w czterech klanach, acz wciąż pozostaje w granicach normy. Posiada ładnie nakreślone kształty ciała, które okala bure, krótkie futerko z tygrysimi, czarnymi pręgami. A przynajmniej bure w większości, bowiem Pies jest szylkretką; choć rudawe plamki nie wyróżniają się tak na niej, to wciąż jednak są. W niewielkiej ilości, acz są. Łeb ozdobiony dość pulchnymi policzkami, średnimi uszami z jasnym wnętrzem, jasny nos z ciemną obwódką. Wszystko to zwieńczają blade, żółte, duże ślepia.
Pies z pewnością ma swój charakterek, którego nie boi się pokazywać. Jest odważna, szczególnie w kontaktach z innymi. Daleko jej do nieśmiałej, wstydliwej koteczki; jest twarda i czasami bywa nawet zadziorna. Ciężka sytuacja, w której znalazła się za kociaka, nauczyła ją wytrwałości. Nie załamuje się byle czym, rzadko chodzi smutna. Realistka, zdrowo patrzy na świat i na samą siebie. Twardo stąpa po ziemi, wciąż jest pewna siebie. Może i zostały w niej jakieś pozostałości po dawnej, butnej Pies, jednak są to już minimalne ślady. Ciężko ją zdenerwować na tyle, by faktycznie było to po niej widać; nauczyła się wyciszać własne, negatywne emocje, odkładać je na bok. Nie boi się jednak tych pozytywnych - nie chowa ich, nie ukrywa i śmiało pokazuje, gdy rzeczywiście jest szczęśliwa, zadowolona. Dalej szczera, dalej jest sobą i się tego nie wstydzi. Nie ma problemów w wytykaniu błędów i niedoskonałości innych (jak i przyjmowaniu swoich własnych), acz czasami zdarza jej się przegiąć i wyrazić swoje zdanie może zbyt brutalnie i krzywdząco dla co niektórych, co jednak wynika bardziej z jej, poniekąd, braku wyczucia, niźli rzeczywistej chęci dopieczenia komuś. A przynajmniej - zazwyczaj.
świetlik (kr)
Szła, szła, szła przed siebie, a zaraz... Runęła gwałtownie łbem na ziemię, pyskiem w śnieg, momentalnie wypuszczając z ust mocne, acz nie aż tak głośne, przekleństwo. Szybko pozbierała się, mrużąc ślepia. Obróciła się; trawa. Wywróciła się o kawałeczek trawy, kilka jej pędów, lądując pyskiem na ziemi. Pokręciła z niedowierzaniem głową, unosząc wysoko brwi ku górze, jednak nie zamierzała nad tym się rozwodzić; skoro nie stała się jej większa krzywda, a jej samej najwyraźniej po prostu włączył się tryb niezdary, to... Nie było czego roztrząsać, trzeba było iść dalej przed siebie. I tak zrobiła; na nowo ustawiła się pod wiatr, zmrużyła lekko ślepia i zwyczajnie ruszyła dalej szukać zwierzyny, wytężając zmysły, jakby nigdy nic, udając, że wcale się nie wywaliła i wcale nie miała na futrze drobin szybko topniejącego śniegu. A skądże.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Niestety, pomimo skupienia Pies nie była w stanie znaleźć niczego interesującego. Żadnych dźwięków, zapachów, nic ciekawego. Najwidoczniej musiała się nieco bardziej postarać, albo zmienić miejsce poszukiwań.
Rudy Zastępca również nie miał szczęścia. Co prawda udało mu się podejść do ptaszka na odpowiednią odległość, ale ten przedwcześnie zorientował się o niebezpieczeństwie, rozłożył skrzydełka i wzbił się w powietrze. Wiewiórczy Ogon tym razem obszedł się smakiem. Niestety. Może następnym razem będzie miał nieco więcej szczęścia? Rudzik zupełnie zniknął mu z oczu, nie było już szansy na złapanie go.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
No niestety, nie udało się. Ale Wiewiórczy Ogon nie zamierzał się poddawać, co to to nie! Ugiął łapy i udał się pod wiatr, w dalszym ciągu poszukując zwierzyny. To, że tym razem ofiara mu zwiała, nie oznaczało, że następnym razem też tak będzie, o. Może tym razem Gwiezdni ześlą mu coś większego i tłustszego?
Wtem jednak rudzielec poczuł się po prostu źle. Ot, głowa go rozbolała. Wrócił więc do obozu, aby nie ryzykować.
Wyrosła i osiągnęła swoje finalne rozmiary, które... Nie powalają, to pewne. Pies jest dość niska, nieco poniżej przeciętnej; nie posiada długich łap. Za kociaka grubiutka, taka pozostała - daleko jej do co niektórych chudzin w czterech klanach, acz wciąż pozostaje w granicach normy. Posiada ładnie nakreślone kształty ciała, które okala bure, krótkie futerko z tygrysimi, czarnymi pręgami. A przynajmniej bure w większości, bowiem Pies jest szylkretką; choć rudawe plamki nie wyróżniają się tak na niej, to wciąż jednak są. W niewielkiej ilości, acz są. Łeb ozdobiony dość pulchnymi policzkami, średnimi uszami z jasnym wnętrzem, jasny nos z ciemną obwódką. Wszystko to zwieńczają blade, żółte, duże ślepia.
Pies z pewnością ma swój charakterek, którego nie boi się pokazywać. Jest odważna, szczególnie w kontaktach z innymi. Daleko jej do nieśmiałej, wstydliwej koteczki; jest twarda i czasami bywa nawet zadziorna. Ciężka sytuacja, w której znalazła się za kociaka, nauczyła ją wytrwałości. Nie załamuje się byle czym, rzadko chodzi smutna. Realistka, zdrowo patrzy na świat i na samą siebie. Twardo stąpa po ziemi, wciąż jest pewna siebie. Może i zostały w niej jakieś pozostałości po dawnej, butnej Pies, jednak są to już minimalne ślady. Ciężko ją zdenerwować na tyle, by faktycznie było to po niej widać; nauczyła się wyciszać własne, negatywne emocje, odkładać je na bok. Nie boi się jednak tych pozytywnych - nie chowa ich, nie ukrywa i śmiało pokazuje, gdy rzeczywiście jest szczęśliwa, zadowolona. Dalej szczera, dalej jest sobą i się tego nie wstydzi. Nie ma problemów w wytykaniu błędów i niedoskonałości innych (jak i przyjmowaniu swoich własnych), acz czasami zdarza jej się przegiąć i wyrazić swoje zdanie może zbyt brutalnie i krzywdząco dla co niektórych, co jednak wynika bardziej z jej, poniekąd, braku wyczucia, niźli rzeczywistej chęci dopieczenia komuś. A przynajmniej - zazwyczaj.
świetlik (kr)
Wszystko to było... Nużące. Takich polowań nie lubiła najbardziej; pozbawionych jakichkolwiek oznak obecności zwierzyny. Mogła podchodzić, mogło jej się nie udawać łapać. Grunt, żeby zwierzyna w ogóle była, a teraz, jak na złość, nie było jej wcale. Westchnęła ciężko. To nie tak, że miała zamiar od razu się poddać, jednak wiedziała, że jeśli tak dalej pójdzie, to będzie zmuszona zwyczajnie... Zrezygnować, spróbować później, w zupełnie innym miejscu. Na razie jednak - parła dzielnie przed siebie, pod wiatr, analizując wszystkie zapachy, jakie docierały do jej nosa, lustrując uważnie otoczenie. Zwracała uwagę na każdy otaczający ją szczegół, byleby nie przegapić śladów czy obecności. Kogokolwiek, czegokolwiek.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Tego wieczora po treningu, zamiast skierować swoje kroki do obozu, wypuściłam się na tereny. Nie miałam konkretnego celu, nie zamierzałam już dziś polować, ani patrolować granic – po prostu nie chciałam przebywać w obozie dłużej, niż to koniecznie, a nie byłam na tyle zmęczona, by zasnąć. Łapy skierowały mnie nad Księżycowe Jezioro, a konkretniej na tę stronę, z której brzeg był bardziej porośnięty trzcinami. Zmarszczyłam nos, zniesmaczona, gdy moja lewa przednia łapa trafiła na bardziej podmokły grunt, nieznacznie zapadając się w mokrawej, mchowej… brei, po czym otrzepałam ją z obrzydzeniem i usiadłam kawałek dalej, ukryta pośród trzcin.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Wysoki oraz niezwykle chudy kocur o szarej, ściśle przyległej do ciała sierści z dużymi, odstającymi uszami i trójkątnym pyszczkiem
Aktorzyna, wredny typ, zazwyczaj cichy jednak do bitki rwie się pierwszy, potrafi na chłodno oceniać sytuację i wie jak wybrnąć z kłopotów. Często kłamie i oszukuje, a zdanie innych go nie obchodzi. Nie obchodzi go praktycznie nic, żyje z dnia na dzień i nie potrzebuje żadnego większego celu. |KP|
Łabądek (KR)
Raczej nikogo nie powinno to zdziwić, że od kiedy przestałem być kociakiem, a moje imię składała się z dwóch członów to już nie nie powstrzymuję mnie przed długimi, samotnymi podróżami po terenach obozu. Nie czułem żadnego ryzyka, a wybierałem takie pory, kiedy Olchowy Szept jest zajęty... znaczy jest chyba zajęty. Mimo, że już parę księżyców mnie uczy nadal nie zdołałem całkowicie go pojąć. Był bardziej złożony i ciekawy od reszty klanu składającego się w większości z chodzących durni. Nie zależy mi już tak na tym całym byciu wojownikiem, a ranga ucznia nie hańbiła mnie jakoś bardzo. Jadłem tyle, ile chciałem, obowiązków swoich unikałem niczym ognia, a zasad jako tako udało mi się jeszcze nie złamać, chociaż nie miałbym większych oporów. Mogłem być w Klanie, mogłem też odejść. Mało ważne. Tutaj było mi niezwykle wygodnie, a ja lubiłem żyć wygodnie - czyli tak, jak do tej pory. Wypoczęty, najedzony powolnie maszerowałem po terenach łowieckich Klanu. Do mojego szarego nosa dolatywały przeróżne wonie, nieznane, obce, pewnie tak śmierdziały myszy, norniki i inne piszczki które teraz, porą Nowych Liści obudziły się do życia. Śnieg zniknął, pojawiła się dziwnie zielona trawa, a promienie słońca naprawdę grzały, przez co moje strasznie krótkie futro było znośne. Nadal zazdrościłem kotom pokroju mojej mamy czy starszej siostry. One to dopiero miały sierść, ciekawe jak zniosą upały które będą władać ziemią za kilka księżyców.
Uniosłem łeb spoglądając w tereny niczyje rozpościerające się przede mną, chwilę wpatrywałem się w obce zagajniki próbując wyłapać jakikolwiek ruch, poruszyłem niecierpliwie łapami. Ciekawe, czy tam, daleko, gdzieś jest reszta mojej rodziny. Czy może już zdechli. Nie wiem. Poruszyłem delikatnie uszami spoglądając na podmokłą ziemię. Mało ważne. Podreptałem tak dalej mieląc ślinę w pysku, a z drzew wyfrunął jakiś ptak za którym powiodłem wzrokiem. Gdybym tylko umiał polować. Gdybym cokolwiek umiał. Nie żebym sądził, że Olchowy Szept jest złym mentorem, jest silny, jest groźny. Gdybym uznawał autorytety on byłby właśnie nim. Gdzieś nieopodal jakiegoś jeziorka/stawu wyczułem świeżą woń Cienistej kotki, chcąc nie chcąc spojrzałem w jej kierunku, oszukując pstrokatą między trzcinami.
- Chowasz się? - rzuciłem podchodząc bliżej, nosem stykając się z wilgotnymi tatarakami wyrastającymi z ziemi a łapy wgniotły się w podmokły torf oblepiając go brązowawym błotem.