Mistrz: Krogu || Ważkowa Sadzawka || Krogu again Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: nikt nie jest jej godzien
Jednolicie czekoladowa koteczka niesamowicie podrosła w ciągu tych kilku księżyców - jej łapy się wydłużyły i wydają się być nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogółem Wydra wygląda na taką, która kiedy skończy już rosnąć to nie dość, że będzie dosyć wysoka, to jeszcze do tego szczupła i poruszająca się z niezwykłą gracją jak to na eleganckie koty przystało. Jej futerko oczywiście zostało jak już mówiłam jednolicie czekoladowe, bez żadnych fancy znaczków i jedyne co zmieniło u niej swój kolor to oczy - wreszcie posiadają one żółtą barwę niesamowicie podobną do tej u jej ojca.
Nic jej w obozie nie trzymało. Nikt nie zauważał, że jej w nim nie ma, nawet, gdy znikała na kilka dni. Miała nadzieję, że i dzisiaj tak będzie, pomimo tej całej kłótni w legowisku wojowników.
Zamierzała iść tam, gdzie ją łapy zabiorą. Gdzieś z daleka od obozu, w którym od dłuższego czasu nie było dla niej miejsca. Kto wie, może na przykład takie bycie pieszczoszkiem nie było aż takie złe? Może tacy dwunożni przynajmniej bardziej docenialiby jej obecność, niż jej własny klan. Nawet ta cała Ważkowa Sadzawka która chciała kontynuować jej trening miała ją gdzieś.
Nagle jednak usłyszała czyjeś wołanie. Zmarszczyła lekko nos. Czekaj, Płomyk? Zatrzymała się, po czym obróciła by spojrzeć się na swojego burego przyjaciela.
«» - ̗̀ sennośćgęstajakśniegikrążącajakś n ie g ̖́- zasypujeśnieżnymipłatkamisennymi bez przyczynnymójdzień,bezsensownymójw i e k i teślady bezładnych moichkrokówpoziemi
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Na całe szczęście jego przyjaciółka się posłuchała i się zatrzymała. Zaczął szybko oddychać i uspokajać swój organizm który teraz dostał sygnały o tym, że wojownik biegł i powinien być zmęczony. Był. Ale nie mógł teraz brać tego pod uwagę. Spokojnie już teraz się przybliżył do czekoladowej terminatorki. Nie wiedział co za bardzo powiedzieć. Zapadła przez chwilę cisza a on zbierał jakiekolwiek słowa w swojej głowie. Nie chciał żeby go zostawiła. Nie wolno się poddawać nigdy! Trzeba być twardym. Eh co ten Płomyk ma w głowie... Nie zamierzał przecież mówić jakiejś pięknej przemowy do całego klanu tylko do Wydry! - Ja... Jestem w szoku i tego nie zamierzam ukryć... Jeszcze nikt nigdy czegoś takiego dla mnie zrobił i... Dziękuję Ci. Jesteś wspaniałą osobą i zawsze w tobie widziałem dzielną kotkę... Heh... Trudno mi teraz dobrać odpowiednie słowa. - podrapał się po głowie nieco speszony tą całą sytuacją. Ale po chwili przybrał poważny wyraz pyska i przybliżył się bardziej do terminatorki która dla Płomyka mogła być spokojnie wojowniczką. Chwycił jej ogon swoim i popatrzył się głęboko w oczy. - Ale nie odchodz... Olej ich i zostań... Zostań dla mnie... - Nie chciał jej stracić. Była zbyt cenna. Bał się jednak, że Wydra już postanowiła o swoim dalszym losie. Dlatego z niecierpliwością czekał na odpowiedź. Patrzył się w jej złote oczy i czuł stres który przebiegał mu po ciele. Jego pysk był blisko pyska Wydry i czuł dziwne napięcie. Przymrużył delikatnie oczy i skupił się tylko na czekoladowej kotce. Nic na razie nie było ważniejsze...
Mistrz: Krogu || Ważkowa Sadzawka || Krogu again Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: nikt nie jest jej godzien
Jednolicie czekoladowa koteczka niesamowicie podrosła w ciągu tych kilku księżyców - jej łapy się wydłużyły i wydają się być nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogółem Wydra wygląda na taką, która kiedy skończy już rosnąć to nie dość, że będzie dosyć wysoka, to jeszcze do tego szczupła i poruszająca się z niezwykłą gracją jak to na eleganckie koty przystało. Jej futerko oczywiście zostało jak już mówiłam jednolicie czekoladowe, bez żadnych fancy znaczków i jedyne co zmieniło u niej swój kolor to oczy - wreszcie posiadają one żółtą barwę niesamowicie podobną do tej u jej ojca.
Obserwowała jak ten powoli do niej podchodzi cały zdyszany. Widocznie nie ruszył za nią od razu. Przecież był znacznie od niej szybszy i raczej nie miałby większych trudności z dogonieniem jej gdyby wyszedł szybciej. Ale widocznie tylko go obchodziło to, że wymknęła się z obozu, gdy uwaga innych była skupiona głównie na Pustułce.
- Nie zrrobiłam niczego wielkiego. Jedynie się za tobą stawiłam. To norrmalne, jeżeli ci na kimś zależy - no niby nakrzyczała na siostrę i zaczęła doprowadzać ją do łez, ale to Pustułka zachowała się agresywnie, atakując przy tym burego wojownika. Nawet gdy oznaczało to, że chimera będzie ją nienawidzić, Wydra nie mogła się patrzyć, jak Płomyk jest krzywdzony we własnym klanie.
- Dla ciebie mogę zostać - powiedziała po dłuższym zastanowieniu. Wciąż chciała odejść i najlepiej nie wracać, bo oprócz Płomyka nie miała już nikogo bliskiego, zwłaszcza po tej kłótni, jednak nie chciała go zostawiać. Skoro nikt wcześniej nie zrobił czegoś takiego dla Płomyka, jak chociażby stawienie się za niego, albo obronienie go, to po jej odejściu mógłby tak naprawdę stracić jednego z jedynych kotów które naprawdę go lubiły.
- Nawet jeżeli nie mam innego powodu by nie odchodzić - dodała po chwili. Jej trening nie szedł już na przód i nawet już nie chciało jej się przychodzić sprawdzić, czy Ważka na serio na nią czeka, bo i tak zazwyczaj jej nie ma w umówionym miejscu. Z rodziną nigdy nie miała jakichś dobrych kontaktów i mogłaby być dla nich nawet martwa, zwłaszcza po dzisiejszej sytuacji... Nawet z Łosicą nie rozmawiała od dłuższego czasu i została zapewne przez nią dosyć zapomniana.
«» - ̗̀ sennośćgęstajakśniegikrążącajakś n ie g ̖́- zasypujeśnieżnymipłatkamisennymi bez przyczynnymójdzień,bezsensownymójw i e k i teślady bezładnych moichkrokówpoziemi
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Może to dla Wydry nic nie było wielkiego ale musiała się odważyć postawić rodzinie a to nie jest proste. Czy wojownik zasłużył na coś takiego? Zawsze uważał, że klan go nigdy nie zaakceptuje ze względu na historię i charakter. Właśnie po tej kłótni było widać jak go wszyscy uwielbiają... - Dla mnie to było coś wielkiego bo zwykle ktoś tak dla mnie nie robi... Poza tym wyszło jak wyszło. - mógł wtedy odpuścić i sobie pójść ale nie wiedział, że coś takiego się stanie przez normalne słowa. Że właśnie teraz będzie musiał czekać na odpowiedź przyjaciółki zniecierpliwiony. Na całe szczęście Wydra się zgodziła. I to tylko z jego powodu. Aż tak źle jej w klanie? Będzie musiał jakoś to wszystko naprawić by jej przyjaciółka była szczęśliwa. Nawet nie wiedział skąd się zabrały te przejawy czystej dobroci. Uśmiechnął się do niej cwaniacko po czym swoją łapą chwycił jej brodę by na niego spojrzała w pełni. Nie wiedział co za bardzo robił. Instynkt kierował teraz jego ciałem i umysłem. - Cieszę się... W końcu kto by mnie przedrzeźniał jak nie ty? - zamruczał zmysłowo. Nawet gdyby ktoś taki by się znalazł to Wydry nigdy nie zastąpi.
Mistrz: Krogu || Ważkowa Sadzawka || Krogu again Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: nikt nie jest jej godzien
Jednolicie czekoladowa koteczka niesamowicie podrosła w ciągu tych kilku księżyców - jej łapy się wydłużyły i wydają się być nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogółem Wydra wygląda na taką, która kiedy skończy już rosnąć to nie dość, że będzie dosyć wysoka, to jeszcze do tego szczupła i poruszająca się z niezwykłą gracją jak to na eleganckie koty przystało. Jej futerko oczywiście zostało jak już mówiłam jednolicie czekoladowe, bez żadnych fancy znaczków i jedyne co zmieniło u niej swój kolor to oczy - wreszcie posiadają one żółtą barwę niesamowicie podobną do tej u jej ojca.
Kotka nigdy nie była jakoś okropnie zżyta ze swoją rodziną i postawienie się jej nie było dla Wydry jakimś wielkim wyzwaniem. Tylko właśnie postawienie się Pustułce było najgorsze. Bo mogła mieć gdzieś to, co sobie teraz będzie o niej myśleć Plusk, jednak z Pustułką była najbliżej, jeżeli chodzi o rodzinę. Mogła udawać, że nie obchodzi ją to, że Pustu ją może teraz nienawidzić, ale w środku i tak czułaby żal z tego powodu. Czego się jednak nie robi dla tych, na którym nam najbardziej zależy?
- Wyszło jak wyszło - powtórzyła słowa kocura. No racja, wyszło jak wyszło, a Płomyk został jedynym powodem dla którego warto było zostawać w klanie. Nie zdążyła się nawet zacząć zastanawiać nad tym, czy może jednak nie opuścić klanu za kilka księżyców, jeżeli nic się nie polepszy, gdy uśmiechający Płomyk przechylił jej głowę tak, aby na niego spoglądała. Nie wiedziała dlaczego, ale nie mogła powstrzymać się od porzucenia nieprzyjemnych myśli i uśmiechnięcia się w podobny sposób co wojownik.
- Oczywiście, że nikt - zamruczała, widocznie rozluźniona pomimo całej tej dzisiejszej afery. Myśli o dalszym, dosyć niewygodnym życiu w klanie odsunęła na bok. W tym momencie liczyła się tylko ona i Płomyk.
«» - ̗̀ sennośćgęstajakśniegikrążącajakś n ie g ̖́- zasypujeśnieżnymipłatkamisennymi bez przyczynnymójdzień,bezsensownymójw i e k i teślady bezładnych moichkrokówpoziemi
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Kocur natomiast bardzo kochał swoją rodzinę i zawsze o nią dbał. Taki zamiennik ojca jednak teraz... Mało co widział swoje rodzeństwo. Najczęściej rozmawiał z Popiel ale był teraz na nią zły. A Okruch to Okruch. Trudno go złapać kiedy tak wychodzi na spacery. A kiedy gdy już go widzi, rozmawia z pewną kotka. Bodajże córką Wiewiórczego Ogona. Oczywiście nie tylko z nią ale najczęściej ich widzi razem. Kto wie kim dla Drzewka jest ta piękna kotka. Będzie miał o czym z nim rozmawiać gdy w końcu do niego zagada. Wracając... Płomyk by nigdy nie chciał tak strasznie pokłócić się z rodziną. Jednak Wydra miała dziwną rodzinę więc się nie dziwił, że teraz miała ją gdzieś jak nikt nie pobiegł za nią ani się nie zainteresował gdy uciekła oprócz Płonącego Lasu. Teraz zanadto nie myślał o tych wszystkich złych myślach i tylko skupił się na złotych oczach i pięknym uśmiechu który pojawił się na pyszczku towarzyszki. Widocznie też zapomniała o tych wszystkich złych myślach i skupiła się na tej chwili. Z nim... W oczach kocura można było zobaczyć iskry szczęścia. Dobrze, że jest jej teraz dobrze i swobodnie. O to przecież Płomykowi chodziło. Przybliżył się jeszcze trochę w stronę pyszczka czekoladowej kotki i gdy był wystarczająco blisko polizał ją delikatnie po policzku, przy czym zamykając oczy by czerpać z tego najwięcej przyjemności. Spojrzał ukradkiem na Wydrę czy jej się to podoba i czy pozwoli mu na więcej pieszczot. Nie zamierzał robić czegoś czego by Wydra żałowała więc wolał dostać jakiś znak od pięknej kotki. Tak bardzo chciał poczuć jej dotyk. Chciał żeby zapomniała o wszystkim i cieszyła się jego dotykiem i chwilą. Chciał żeby w tym momencie należała tylko do niego...
Mistrz: Krogu || Ważkowa Sadzawka || Krogu again Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: nikt nie jest jej godzien
Jednolicie czekoladowa koteczka niesamowicie podrosła w ciągu tych kilku księżyców - jej łapy się wydłużyły i wydają się być nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogółem Wydra wygląda na taką, która kiedy skończy już rosnąć to nie dość, że będzie dosyć wysoka, to jeszcze do tego szczupła i poruszająca się z niezwykłą gracją jak to na eleganckie koty przystało. Jej futerko oczywiście zostało jak już mówiłam jednolicie czekoladowe, bez żadnych fancy znaczków i jedyne co zmieniło u niej swój kolor to oczy - wreszcie posiadają one żółtą barwę niesamowicie podobną do tej u jej ojca.
Gdy kocur skupiony był na jej uśmiechu oraz złotych oczach, ta była całkowicie pochłonięta jego brązowymi oczyma, momentalnie wręcz zapominając czemu tak w ogóle się znajdywali tutaj, a nie w jakimkolwiek innymi miejscu. Bo przecież jedyne co się dla Wydry w tym momencie liczyło, to jej Płomyk.
Pieszczoty dla czekoladowej kotki były czymś praktycznie nieznanym i teraz, gdy ich wreszcie zaznała, przymknęła oczy i zamruczała, rozkoszując się chwilą przyjemności. Kto by pomyślał, że samo polizanie po policzku może być takie wspaniałe? Bo na pewno nie Wydra, która chciała teraz więcej. Nie ma mowy, że skończy się na tylko jednym liźnięciu w policzek. Ona potrzebuje więcej.
Mimowolnie wtuliła się w kocura, którego dalszych pieszczot tak bardzo się w tym momencie domagała. Chciała być tak blisko Płomyka jak nigdy dotąd i wiedziała, że wojownik zapewne czuje się podobnie.
«» - ̗̀ sennośćgęstajakśniegikrążącajakś n ie g ̖́- zasypujeśnieżnymipłatkamisennymi bez przyczynnymójdzień,bezsensownymójw i e k i teślady bezładnych moichkrokówpoziemi
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Gdy tylko spojrzał na czekoladową kotkę zauważył u niej miłą reakcje która ucieszyła w duchu kocura. Sam nie mógł się powstrzymać. Nawet nie wiedział czemu. Może to przez charakter a może instynkt? Nie miał bladego pojęcia. Chciał tylko czuć jej zapach, dotyk i słodkie mruczenie które niekiedy wydawała. Gdy się do niego bardziej przybliżyła, czuł się bardziej pewny swoich ruchów. W tym momencie Wydra zdecydowała, że chce mieć blisko Płomyka i nie musiała zbyt długo czekać na kolejne fale rozkoszy. Subtelnie przybliżył się do ucha kotki i zaczął cicho mruczeć, lekko przygryzając jej ucho które natychmiastowo polizał. Następnie kierował się w dół, lekko jeżdżąc nosem po szyi terminatorki aż trafił na punkt między szyją a barkiem. Delikatnie zaczął lizać to miejsce i to wolno by Wydrza Łapa domagała się więcej tego typu rzeczy. Leciutko przygryzał niektóre miejsca ale szybko obdarowywał je subtelnymi pocałunkami. Niekiedy wąchał jej słodki zapach który bardzo lubił. Czuł się jakby był w jakimś trasie albo w śnie. I nie mógł się z niego wybudzić i to go bardzo cieszyło.
Mistrz: Krogu || Ważkowa Sadzawka || Krogu again Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: nikt nie jest jej godzien
Jednolicie czekoladowa koteczka niesamowicie podrosła w ciągu tych kilku księżyców - jej łapy się wydłużyły i wydają się być nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogółem Wydra wygląda na taką, która kiedy skończy już rosnąć to nie dość, że będzie dosyć wysoka, to jeszcze do tego szczupła i poruszająca się z niezwykłą gracją jak to na eleganckie koty przystało. Jej futerko oczywiście zostało jak już mówiłam jednolicie czekoladowe, bez żadnych fancy znaczków i jedyne co zmieniło u niej swój kolor to oczy - wreszcie posiadają one żółtą barwę niesamowicie podobną do tej u jej ojca.
Chciała więcej pieszczot i je dostała, na dodatek jeszcze bardziej przyjemne niż liźnięcie w policzek. Zapewne gdyby ktoś jej wcześniej powiedział, że lizanie i podgryzanie może być takie przyjemne, zapewne by go po prostu wyśmiała. A teraz? No cóż, teraz za każdym liźnięciem i podgryzieniem ze strony Płomyka robiło jej się bardziej gorąco i gdyby nie odczuwała przy tym rozkoszy, zapewne zaczęłaby się zastanawiać czy bije od niej ciepłem, oraz czy wojownik to czuje.
Z każdym uderzeniem serca wydawało się, że Wydra chciała jeszcze więcej. Momenty podczas których choć na chwile przestawał wydawały się nie do wytrzymania i mimowolnie gdy się w niego lekko wtulała, zaczynała przy tym lekko ocierać się o niego pyszczkiem, mrucząc przy tym głośniej niż wcześniej. Całe to jej zachowanie było dosyć nie w jej stylu, jednak to raczej nic dziwnego, gdy instynkty przejmują władzę nad czynami i ciałem.
«» - ̗̀ sennośćgęstajakśniegikrążącajakś n ie g ̖́- zasypujeśnieżnymipłatkamisennymi bez przyczynnymójdzień,bezsensownymójw i e k i teślady bezładnych moichkrokówpoziemi
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Z każdym kolejnym ruchem wojownik czuł ciepło i szybsze bicie serca. Teraz kierował go wyłącznie instynkt i nie mógł się powstrzymać od kolejnych kroków. Czuł te wszystkie emocje i każdy czyn ze strony terminatorki. Były to delikatnie gesty jak mruczenie lub przybliżenie się bliżej ale to i tak wzbudziło u kocura wiele uczuć. Na początku myślał, że Wydra będzie się sprzeciwiać lub przejmie sprawę w swoje łapy ale najwidoczniej woli być posłuszna i cieszyć się każdym dotykiem. Często oddychał przez przyspieszony puls. Jednak wiedział, że mimo wszystko musi mieć jakąkolwiek kontrolę nad sobą. Wydra była jak najbliżej niego. Raczej bliżej być nie mogła więc, Płomyk wykorzystał to by ją delikatnie położyć na ziemię by mieć dobry widok na nią samą. Gdy tylko ją położył zawisł nad nią i patrzył się na jej złote oczy czując jakąś głębię w tym spojrzeniu. Płonący Las ostatnio w ogóle nie miał doczynienia z kotkami więc ta sytuacja mogła być dla niego mocniejsza emocjonalnie niż kiedykolwiek wcześniej.
Uśmiechnął się do niej lekko i przybliżył swój pysk do niej. Na chwilę przestał tych czułości bo powiedzmy sobie szczerze. Fajnie jest jak się kogoś kontroluje nieprawda? - Nadal uważasz, że jestem twój? - Może to nie dobrze, że wspomniał o tym co kotka powiedziała niedawno ale był ciekawy czy uważa go za jego własność pod innym kontrastem. Chciał znów ją polizać ale powstrzymał się. Musiał usłyszeć odpowiedź.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Młode Sosny nie były daleko od obozu, ale nie były też zbyt blisko. Nie była to to Świerczyna, gdzie zwierzyna mogła unikać przychodzenia ze względu na fakt, iż, cóż, Świerczyna była praktycznie pod samym obozowiskiem Klanu Cienia. W razie czego, gdyby trzeba było biec po pomoc to obóz nie daleko, ale można tu było coś znaleźć. Może z Pszczelim Jadem gladiatorka będzie miała nieco więcej szczęścia do polowania. Może znajdą coś ciekawego, a nuż widelec syn Żmii pokaże jej kilka ziół? Zobaczymy.
Zaledwie jeden wschód słońca po ceremonii szylkretka przyszła we wcześniej umówione z młodym wojownikiem miejsce. O ustalonej porze, bo najpierw Pszczoła musiał odbyć milczące czuwanie, potem miał trening z nowym terminatorem i dopiero po południu, gdy słońce zaczynało chylić się powoli ku horyzontowi przyszli w okolice Młodych Sosen.
Bobrzyca westchnęła, zerkając na swojego towarzysza i kiwnęła w milczeniu głową, życząc mu bezdźwięcznie powodzenia. Oddalili się nieco od siebie, ale byli w zasięgu głosu. Kocica przycupnęła nisko na ziemi, kierując się pod wiatr i próbując złapać jakiś trop...z czym zawsze miała problemy, niestety.
pszemek i mg uwu
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Młode Sosny były dość dobrym miejscem na polowanie i możliwe też na zbieranie ziółek. Nie jest za blisko obozu, ale też nie za daleko, także powinni znaleźć tu trochę zwierzyny. Na to też teraz miał nadzieję świeżo mianowany Wojownik. Zazwyczaj preferował robić wszystko samemu, lecz od czasu do czasu dobrze wybrać się z jakimś towarzystwem, a akurat padło na Bóbr bo sama zaproponowała.
Także po milczącym czuwaniu i treningu z Promienną Łapą udał się razem z wojowniczką właśnie do tego miejsca. Ciekawe czy uda coś im się znaleźć, w sumie dobrze by było, to jest jego obowiązek, więc musi coś złapać. Dopiero potem, jak już złapie odpowiednią ilość zwierzyny, to pójdzie poszukać ziół. Najpierw obowiązki, potem dodatkowe sprawy. Westchnął cicho i kiwnął głową Bóbr, mówiąc przy okazji ciche "powodzenia". Tak też oddalili się kawałek od siebie, nie za daleko, ale też nie za blisko by niczego sobie nie spłoszyć. Przybrał pozycję łowiecką, kroki starał się stawiać ostrożnie i iść pod wiatr, a wzrokiem obserwował uważnie teren. Nie miał z tym dużego problemu, ćwiczył to wiele razy, dlatego teraz zostało tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na jakąś zwierzynę.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Bobrzyca szła, dzielnie poszukując zwierzyny dla klanu. Niestety, jak to na początku bywa, nie była w stanie na nic natrafić. Do czasu. W pewnym momencie do jej nosa dotarł zapach... kota. Zaintrygowana wojowniczka ruszyła jego tropem, aż w końcu dotarła do celu. Jej oczom ukazała się młoda, piękna kotka o długim, złocistym futrze. Nie wyglądała na miejscową, ale nie wyglądała także na szczególnie zagubioną. Nie zauważyła potężnej kocicy, gdyż zajęta była myciem, ale kto wie jak by zareagowała, gdyby jednak na siebie uważała.
Pora Zielonych Liści powoli się kończyła, a jej miejsce zająć miała Pora Spadających Liści. Oznaczało to mniej zwierzyny, czyli podczas połowów należało się starać nieco bardziej niż zazwyczaj. Pszczeli Jad, choć wydawać by się to mogło normalne, nie był w stanie niczego wyczuć, zobaczyć, czy usłyszeć, zupełnie jakby cała zwierzyna się przed nim pochowała, aż stało się coś, czego się nie spodziewał. Z jednej z sosen właśnie spadła szyszka i... uderzyła prosto w srebrzystą głowę. No cóż, ciekawy początek.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Zawsze miała problemy z rozpoznawaniem zapachów, ale coś swędziało ją w nozdrza i to coś definitywnie pachniało jak inny kot; ciężko jednak było jej wyczuć, czy wpadli na patrol swoich, czy...och. Szylkretka postanowiła pójść za i tak słabo dla niej wyczuwalnym tropem, aby dostrzec coś wyjątkowo ciekawego.
Bobrzyca zmrużyła złociste ślepia gdy ujrzała kocią sylwetkę niedaleko. Złote, gęste futro lśniło w promieniach zachodzącego powoli słońca. Po samym zapachu wojowniczka nie potrafiła rozpoznać, czy ma przed sobą samotnika, czy pieszczocha, niestety jej węch nie pozwalał na aż tak wiele z takiej odległości. Oblizała jednak białe wargi, zaintrygowana i przeanalizowała szybko swoje opcje; Pszczeli Jad oddalił się kawałek...let's have some fun, shall we?
Kocica dalej poruszała się pod wiatr i jak na swą masywną sylwetkę zupełnie bezszelestnie, niczym zjawa, porzuciła jednak pozycję łowiecką. Nie chciała nieznajomej spłoszyć, ale gdyby zakradła się do niej jak do zwierzyny poskutkowałoby to pewnie tym samym. Gruba kita Bobrzego Kła zawirowała w powietrzu, gdy ta zbliżała się do złocistej, chyba, samotniczki.
- Nikt Cię nigdy nie ostrzegał, że w tych lasach grasuje masa drapieżników i niebezpiecznych kotów? - wymruczała gładkim, przyjemnym dla uszu głosem, zatrzymując się w niewielkiej odległości od kocicy, uśmiechając się nieco zawadiacko, ale nie tak drapieżnie, jak zazwyczaj. Coby jej nie wystraszyć. - Co tutaj robisz tak...zupełnie sama? Zgubiłaś się?
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Pszczoła miał dość wyrobioną cierpliwość, doskonale wiedział iż nie zawsze znajduje się wszystko do razu i trzeba po prostu pochodzić i poszukać. Dlatego nie przejmował się za bardzo tym, że póki co nic nie znalazł. Było to normalne dla niego, szczególnie że miał jakiegoś pecha do polowań czy zbierania ziółek. Jednak stało się coś czego zupełnie się nie spodziewał. Bez żadnego ostrzeżenia coś spadło mu na głowę. Zabolało go to, aż przymknął oczy i ugryzł się niechcący w język. Stanął w miejscu i zdezorientowany rozejrzał się szybko po otoczeniu szukając przyczyny tego uderzenia. I cóż znalazł na ziemi? Szyszkę. Na jego pysku pojawił się grymas, a ogon chwilę zawirował w powietrzy by potem uderzyć o ziemię ze złością. Oczywiście nie tak głośno, by niczego nie spłoszyć. Westchnął cicho sam do siebie i po chwili postanowił iść dalej. Znów w pozycji łowieckiej i pod wiatr. Tylko tym razem również starał się być trochę bardziej czujny.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════