Logo Artemidy
Młode Sosny
Miał na głowie wiele różnych spraw, bardziej lub mniej poważnych i istotnych, a jedynym sposobem na uspokojenie własnych myśli były spacery. Na szczęście, pora młodych liści niosła za sobą mnóstwo dźwięków, za którymi tęsknił, śpiew ptaków uspokajał go na tyle, że mógł zapomnieć o tym, co go męczyło. Kiedy usłyszał obcy głos, dobiegający ze strony Terenów Niczyich, nastawił uszy i ruszył w tym kierunku, nie spiesząc się za bardzo.
– Ach tak, więcej samotników, czemu nie, szczególnie teraz – szepnął do samego siebie, prawie bezgłośnie, kręcąc nosem. Miał tylko nadzieję, że to nikt z Pożogi. Nie, żeby był poirytowany samotnikami na granicy, bo to mógł być… ktokolwiek, kto został porwany i chce wrócić, ale hej, miał tu niezłe urwanie głowy i kolejni chętni do wstąpienia w Cieniste szeregi mogli… utrudniać mu zadanie. Nieważne, najpierw trzeba do nich dotrzeć. Przyspieszył kroku, a kiedy ujrzał starszego, srebrnego kocura, wyprostował się. Razem z nim była dwójka młodziaków, podrostków, w tym jeden, którego uroda była… niecodzienna. Wciągnął powietrze, a potem podszedł jeszcze bliżej. Nie bał się, bo nie miał i czego. Krok za krokiem, coraz bardziej skracał dystans między sobą, a samotnikami. W końcu zatrzymał się, a włochaty, puszysty ogon uniósł się ku górze, ponad jego grzbiet.
– Lepiej było poczekać w ciszy na kogokolwiek, zamiast rozdziawiać paszczę i zwoływać zewsząd do siebie nie tylko koty, ale i drapieżniki – stwierdzić z cichym parsknięciem, jednak w jego głosie nie było słychać żadnej złości, jedynie spokój i łagodność, szczególnie, kiedy patrzył na dwa młode kocurki. – Mogę… w czymś pomóc? – zapytał, wzrok kierując na najstarszego z włóczęgów, bo to bez wątpienia on ich tu przyprowadził i on będzie załatwiał sprawy… jakie by nie były.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Długo nie przyszło im czekać zanim spomiędzy cieni Młodych Sosen wyłonił się bury wojownik. Przyniósł ze sobą zapach obozu, zapach wielu kotów, mieszający się w jedną osobę. Był dostojny, duży nawet jeśli niekoniecznie wysoki. Biła od niego pewność siebie, spokój, opanowanie. Wilk, który doświadczył wiele w życiu wyczuwał, że jeśli to nie jest sam Polna Gwiazda, to co najmniej jego zastępca. Normalnie lepiej trafić nie mogli!
- E tam - stwierdził Wilk na komentarz burego kocura. W jego wieku to nawet nie miał siły ani chęci przejmować się tym, czy jakiś przeciwnik się tu pojawi czy nie. Kto by chciał zjeść tak stare, zmarniałe mięso jak Wilczy Szlak? Na pewno nie przeciwnik warty uwagi! - No w każdym razie! Nazywam się Wilczy Szlak i jestem synem Wężowej Gwiazdy, który wiele księżyców temu rządził Klanem Cienia. Nie było mnie w Klanie Cienia wiele księżyców, lecz teraz, na stare dni, coś postanowiło mnie ściągnąć tutaj na powrót. A ta dwójka - w tym momencie kiwnął głową na Trutnia i Żmiję - to moje wnuki. Młodziki nie mają dokąd się udać ani nie wiedzą za wiele o świecie. Nawet jeśli nie zdecyduje się Klan Cienia przyjąć mnie na powrót, to prosiłbym chociaż by spróbować zająć się tą dwójką. Nadają się na terminatorów i dobrych wojowników, ale ja z moimi starymi kośćmi już nie dam rady ich odchować i nauczyć tego co trzeba. Myślisz, że byłaby taka możliwość? Bym wrócił do miejsca, które niegdyś zwałem domem?
Przez cały czas swojej przemowy Wilk uśmiechał się delikatnie, patrząc na burego spojrzeniem tak ciepłym, jak tylko mróz błękitu na to pozwalał. Był zmęczony. Był tak bardzo zmęczony. Jedyne co miał nadzieje, to że chociaż uda mu się zapewnić dobre życie swoim wnukom.
[Obrazek: mlGNJlh.png]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Już otwierał pysk by po raz kolejny głupio zaczepić Żmiję, a tu proszę — krzyki Wilka okazały się bardzo skuteczne, bo nie minęła chwila, a w ich pobliżu pojawił się jakiś kot, którego Truteń zauważył kątem oka, przez chwilę wyraźnie zastanawiając się nad czymś.
Westchnął sam do siebie i odwrócił się w stronę burego, bo przecież nie wypadało stać do kogoś obcego tyłem, prawda? Uwaga była trafna, po części. Już dawno coś powinno ich zjeść. Starzec gadał dużo, czasami nawet głośno, a jego wnuk wcale nie był lepszy i w znacznie większym stopniu ignorował możliwe zagrożenia na które mogli trafić po drodze. Niewiedza? Odwaga? Głupota? Ciężko powiedzieć.
Ale dzisiaj był wyjątkowo cichy i grzeczny, bo mu po prostu zależało. Dlatego też trochę się spiął, kiedy Polna Gwiazda "zaproponował" pomoc. Jego słowa mogły (choć nie musiały) wskazywać na to, że właśnie tu i teraz stoi przed nimi ktoś decyzyjny. Dużą ulgę na pewno dała mu obecność dziadka, który najwyraźniej sam postanowił załatwić za nich sprawy, robiąc z Trutnia kolejną niemowę, choć tak naprawdę niespecjalnie mu to przeszkadzało. Nie wiedział jak powinien zachować się i co powiedzieć w tej sytuacji, więc po prostu skinął lekko łbem i oddał się obserwacji, dając pole do popisu Wilkowi.
[Obrazek: podpeace.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak się okazało, samotnik okazał się być nie byle kim. Polnemu aż się źrenice nieco rozszerzyły, kiedy usłyszał imię byłego przywódcy Klanu Cienia, poprzednika Płomykówkowej Gwiazdy. Nie spodziewał się ujrzeć tu jego syna.
– Wężowej Gwiazdy… – powtórzył, tak cicho, że niemal niesłyszalnie dla ucha starszego kocura. Pamiętał Węża, zmarł niedługo po tym, jak Polny został wojownikiem. Nie wiedział, że ma dzieci, może dlatego, że nigdy nie interesowało go życie prywatne innych kotów i na siłę ich o nic nie wypytywał, jednak… informacja od Wilczego Szlaku nieco go zszokowała. Wierzyć, czy nie wierzyć, trudne pytanie, szczególnie, że nie pamiętał go. Musiał zaginąć bardzo dawno temu. Nastawił uszy i zmierzył łagodnym spojrzeniem dwójkę podrostków. Jeden z nich wyglądał dość… niecodziennie. Zdecydowanie mieli na karkach te sześć księżyców, gotowi więc byli z marszu zostać mianowani.
– Mhmm, jak się nazywacie, dzieciaki? – zapytał, w pełni skupiając uwagę na młodziakach. Miał tylko nadzieję, że usłyszy jakieś normalne imiona, takie, których będzie znał znaczenie, bo samotnicy czasami nazywali się… różnie. Voodoo na przykład, khe. Słuchał starszego, srebrnego kocura dalej, a na sam koniec delikatnie zmarszczył brwi, nie ze złości, nie z irytacji, a z niepewności. Bo jaką miał gwarancję, że to co mówi, to prawda?
– Coś postanowiło cię ściągnąć – powtórzył za nim, spokojnie, nie zdradzając żadnych innych emocji. – Skąd mam mieć pewność, że to coś, to nie jest tylko chęć spania z pełnym brzuchem w ciepłym posłaniu? Nie było cię tu przez wiele księżyców, nie wiem, czy mówisz prawdę, nie wiem, czy rzeczywiście jesteś synem Wężowej Gwiazdy, czy wróciłeś, bo naprawdę chcesz do domu, czy jedynie po to, aby… mieć gdzie się osiąść – stwierdził, unosząc lekko podbródek ku górze. Zapewne wiek robił też swoje, ale nie chciał tego wytykać Wilkowi. To nie byłoby uprzejme.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prawdę powiedziawszy to tak, bury kocur trafił w sedno. Wilk wrócił do domu, z nadzieją na to, że ostatnie księżyce spędzi w spokoju. Że nie będzie musiał się martwić. Że świat stanie się spokojniejszy, gdy nie będzie się musiał martwić o to, gdzie spędzi noc. Czy zamierzał to przyznać? No przecież głupi nie był, skoro wymyślił jedną ścieżkę argumentacji to się będzie jej trzymał, nie?
Westchnął głęboko. Jak wytłumaczyć temu młodzikowi, że dziadek Wilk nie zamierzał być tylko problemem?
- Moim mistrzem był Szepczący Pył, ówczesny zastępca, a sam zdążyłem wytrenować Wiewiórczy Ogon. Medykiem był Jasny Poranek, a jego uczennicą Ciernisty Kwiat. Mógłbym wymienić wiele imion, które pamiętam - nawet jeśli nigdy nie miał dobrej pamięci do imion -ale nie wiem ile z nich zachowało się w klanowej pamięci, ile z tych kotów jeszcze żyje. Mógłbym przypomnieć opowieść o przeprowadzce na obecne tereny, o tym jakie kłopoty mieliśmy podczas niej, dlaczego musieliśmy porzucić poprzedni dom. Mógłbym opowiedzieć o nazywaniu tych terenów! O tym jak nazwy się wyłoniły, jak były rzucane, jak wybieraliśmy i co się przyjmowało! Mam wiele opowieści, które mogę przekazać młodszemu pokoleniu. Mam silne ciało, które wciąż może polować. Mam sprawny umysł, gotowy przekazywać wiedzę. Ale mimo tego nie mam już na tyle sprawności, by wytrenować dwójkę młodzików, która chce zostać wojownikami, ze względu na swoje pochodzenie. Nie proszę o opiekę nade mną. Nie proszę o ciepły posiłek i legowisko, o to wciąż mogę zadbać i wciąż mogę być wojownikiem. A nawet jeśli mnie nie chcesz, to chociaż przyjmij tę dwójkę, chociażby ze względu na ich pochodzenie.
Wilk obiecał swoim wnukom rzeczy, i stawiał ich ponad siebie w tej chwili i sytuacji. Był gotów zadbać o siebie, ale nie był gotów ponownie poświęcać siebie i dbać o innych, którzy nie są w stanie zadbać o siebie. Brakowało mu kotów, które całe życie go wspierały, a zwyczajnie sam nie był w stanie podjąć tego trudu.
Wilk, tak zwyczajnie, nie chciał czuć się samotny.
[Obrazek: mlGNJlh.png]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Żmija obserwował całe to przedstawienie z tyłu. Niby to wszystko go dotyczyło, niby zależało od tego to czy dostanie się do Klanu Cienia i czy będzie miał więcej źródeł informacji. Pewnie patrzyłby tak cały czas jedynie potakując lub po prostu stojąc i gapiąc sięna dziadka i burasa. No ale niestety zielonooki jegomość w końcu zapytał się o imiona kociaków, również pointa. W pierwszej chwili syn Afrodyty spojrzał na Wilka... ale ten raczej nie miał zamiaru odpowiedzieć za młodszego, bo pewnie już by to zrobił. Na kuzyna nie liczył, Truteń prędzej nazwał by go jakimś pędrakiem.
- Żmija - powiedział cicho ochrypniętym głosem. Skrzywił się przy tym delikatnie bowiem poczuł nieprzyjemne drapanie w gardle, nic dizwnego, że chwilę po tym zaczął przełykać ślinę aby się tego pozbyć. Teraz patrzył na Trutnia przymrużonymi ślepiami. Niech mówi i pójdzie wszystko z górki. Żmija raczej nie brał pod uwagę tego, że się nie dostaną do klanu. Wilk był rozgadany i stary, a jego wnuki były kociakami. Chociażby sumienie nie powinno pozwolić na zostawienie tej trójki samej sobie.

inxx my xxmindxxxx
I thought the birds would singxxxx
and S P A R K Sx would flyxxxx
but it's just quietxxxx

★ ★ ★xxxx

am I cruel?
xxxxxxxxxxxxor am I ignorant
xxxxxxxxxccxxxxxxxxxxxxor was I FOOLED
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxby the stories I knew
LVL 4 195 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy padło pytanie o ich imiona, nastała chwila ciszy. Reakcja Żmii w tym momencie ciekawiła go bardziej niż obcy z Klanu Cienia, toteż odwrócił łeb w jego stronę i widząc, jak ten najwyraźniej szuka pomocy u dziadka, uśmiechnął się lekko rozbawiony, przymykając przy tym ślepia.
Głos niebieskookiego w uszach burego brzmiał dziwnie — pewnie dlatego, że nie słyszał go zbyt często. Był naprawdę ciekaw, jak Żmija poradzi sobie w większej grupie, gdzie nie będzie mógł liczyć na bycie wyręczanym przez Wilka w mówieniu.
Wrócił spojrzeniem do Polnej Gwiazdy.
— Tru... teń — powiedział, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech, który szybko zniknął, kiedy dziadek zaczął kolejną opowieść. Szepczący Pył? Wiewiórczy Ogon? Jasny Poranek? Truteń już teraz nie lubił swojego imienia i wolał, gdy zwracano się do niego skrótem. I choć wiedział, że bycie wojownikiem wiąże się z posiadaniem drugiego członu, dopiero teraz dotarło do niego, że zostanie Trutniowym... czymś. Obrzydliwe.
[Obrazek: podpeace.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ku jego zdziwieniu, imiona dwójki młodzików były… normalne. Znał ich znaczenie, więc nie będzie musiał się ich dopytywać o to, co znaczą te słowa, świetnie. Posłał im obojgu ciepłe uśmiechy, a potem powrócił spojrzeniem do starszego kocura, który, jak się okazało, mówił szczerą prawdę, tak wywnioskował, no bo jak losowy samotnik wiedziałby, kto był zastępcą i jak nazywali się inni klanowicze? Z resztą, w Cieniu wciąż była Ciernisty Kwiat, więc w razie czego go rozpozna.
– Nie zamierzam rozdzielać wnuków z ich dziadkiem – stwierdził ze spokojem. Dobrze wiedział, co to znaczy rodzina i wiedział też, jak ciężka była strata kogoś bliskiego. – Wierzę ci, Wilczy Szlaku, nie wymyśliłbyś tylu poprawnych imion na poczekaniu. Cieszę się, że znalazłeś w końcu swój dom, po tylu księżycach tułaczki – powiedział otwarcie, unosząc swój puszysty ogon w geście serdeczności ku górze, a jego końcówka opadła niego ku dołowi. Nie miał żadnych powodów, aby ich nie przyjmować, nie miał powodów, by im nie wierzyć, z resztą, hej, przyda im się dwójka nowych, potencjalnych terminatorów, prawda?
– Mam na imię Polna Gwiazda, witajcie w Klanie Cienia, wracajmy do obozu, razem – mruknął w końcu, a kąciki jego ust uniosły się w przyjaznym uśmiechu. Spojrzał jeszcze raz na wnuków Wilka, a potem dał znak łbem, aby podążali za nim. Przy okazji, postanowił iść nieco bliżej Wilka, bo miał do niego pewną malutką sprawę. – Och, i… będziesz musiał opowiedzieć mi co nieco o historii Cienia, i o przeprowadzce na te tereny choćby, bo sam nie wiem tyle, ile bym chciał – zaproponował, bez nacisku czy czegoś podobnego w głosie. Kocur miał na karku zapewne dwa razy więcej księżyców, niż on sam, więc musiał przejść w swoim życiu naprawdę wiele. Zaintrygował go.

zt?

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wilk nie zauważył, że wstrzymuje powietrze do póki nie odetchnął z ulgą. Skostniałe stawy, zmęczone kości, spięte mięśnie - jakby to wszystko wyparowało, gdy usłyszał, że tak, że to już, że się udało. Wrócił. Był w miejscu, którego nie dane mu było długo nazywać domem. Był w miejscu, które mimo wszystko było jego.
- Dobrze wrócić do domu - powiedział podnosząc się i stawiając pierwsze kroki za Polną Gwiazdą. Skinął głową na swoich wnuków i zrównał krok z dostojnym kocurem. - Bardzo chętnie o wszystkim opowiem! Mam dużo opowieści w zanadrzu, więc wystarczy że powiesz kiedy a mogę snuć opowieści nawet całymi dniami! - zapewnił, chociaż wiedział, że lepiej spisywał się zmyślając na bieżąco niż przypominając sobie jak to faktycznie było.
Idąc do obozu rozglądał się na boki, próbując zauważyć dowolne zmiany w terenach. Dawno temu znał je na pamięć, znał drzewa i krzaki, znał bagna i lasy. Zdążył je poznać, zdążył się ich nauczyć. Tego dnia zauważał wspomnienia na każdym rogu. Pamiętał pierwsze polowania na tych terenach, pierwsze treningi jakie przeprowadzał. Spacery z rodziną i przyjaciółmi. Nienawistne spojrzenia posyłane ojcu i tym, którym te spojrzenia się należały. Pamiętał, gdy odchodził. Gdy po raz ostatni rozglądał się po okolicy, znikając na wiele, wiele księżyców. Pamiętał uczucia, jakie mu towarzyszyły. I mimo wszystko, mimo tej całej mieszanki, niekoniecznie pozytywnej, tak bardzo, bardzo się cieszył, że wrócił.

//zt
[Obrazek: mlGNJlh.png]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płomyk gdy tylko skończył swoją pracę na dzisiejszy dzień to postanowił się wyrwać. Nie wiedział gdzie ale miał ochotę trochę się przewietrzyć i pooglądać tereny. Teraz wszędzie można było zobaczyć biały puch. Pokrywał dosłownie wszystko. Ziemie jak i drzewa. Nigdzie nie można było zobaczyć zieleni. Wszędzie pojawiała się biel a tylko w niektórych miejscach był brąz od błota.
Pogoda była w miarę znośna. Nie wiał zimny wiatr a nawet trochę słonko wychyliło się za chmur. Więc było git. Płomyk nie miał na co narzekać.
W milczeniu przypatrywał się naturze i uważnie nasłuchiwał chcąc wyłapać jakiś szmer czy hałas. Niestety ale jedynie co mógł usłyszeć to głuchą cisze. Nic poza tym.
/ Księżycowa Łapa :>
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W takich warunkach pogodowych było ciężko o dobry, świeży mech. Powrót do klanu był równoznaczny z powrotem do obowiązków jako terminator, do czego kocica się przyłożyła, jak wstała i ogarnęła swoje wystające kłaki. Jeszcze nie zjadła, pierw dzieciaki i starsi. Nie jeden jej o tym przypominał, po czym ona odwzajemniała upomnienie lekkim prychnięciem i obojętnym spojrzeniem. Owszem, dorosła poza klanem, musiała się oswoić z nowym trybem życia, jednak jej samowystarczalność mówiła jej, żeby czasem dać sobie luzu, żeby nie próbowała pyskować innym, gdy przypominali, jakie jest życie w klanie. Rozmawiała z rodzicami, nadrobiła pewne uległości i się starała.
Smolista chwyciła kawał mchu, który z pewnością skończy w kociarni, jako iż zgłosiła, aby się akurat tak powymieniać mech. Praca ta nie należała do najprzyjemniejszych, jednak chciała ujrzeć młode pokolenie, niestety, chyba miała pecha, bo kocięta Astrowego Płatku najwidoczniej wyparowały poza wnętrza żłóbka. Otrzepała białe łoże, aż nie było na tyle suche, by móc się na nim położyć. Ostatnie czego potrzebowali, to przeziębionych kociąt. Nie chciała sprawiać większych problemów dla przyszłych medyków. W drodze powrotnej do obozu zauważyła jakiegoś kołka, który cieszył gębę na widok śniegu. Ciekawe czy jemu zadek nie zamarzał, czy wręcz czerpał z tego jakąś przyjemność. Spojrzała się krzywo na wojownika, trzymając mech w pysku. Idiota.
these. words are my. religion
i'm
OBSESSED, it's by decision
i'ma .do this 'til I'm. dead-ead
xxxxxxxxxxxxset me on
FIRE
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy cieszył gębę na ujrzenie ponownie śniegu? Nieszczególnie. Po prostu obserwował nic poza tym. Już w swoim życiu widział kilka razy śnieg. Jak kociak może się nim fascynował ale teraz to był dla niego tylko śnieg.
Nagle poczuł, że ktoś go obserwuje, obrócił swoją głową i ku jego zdziwieniu spostrzegł nieznajomą mu kotkę. Chyba ją pierwszy raz na oczy widział a wydawało się, że niosła mech do obozu czy coś. W takim razie miał do czynienia z terminatorką ale… Nie wyglądała na takową.
Przymrużył trochę swoje ślepia i podszedł bliżej do czarnej kocicy.
- Pierwszy raz Cię tu widzę, czy mi się zdaje?-zapytał złotookiej. Nie za bardzo kojarzył terminatorów którzy tutaj byli ale był pewien że takiego czarnego futra nie widywał ostatnio. A szlaja się po obozie dość często.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocica miała nie zwracać większej uwagi na kocura, szczególnie gdy niosła cenny wagarz ze sobą, bo młode kocięta powinny być dobrze zadbane. Ten i tak nie był jakoś podejrzany, więc poza utrzymywaniem go na polu wzrokowym nie miała zamiaru go zaczepiać, nawet gdy ten zauważył, że ona się na niego patrzy, miała oczy. Mogła. Miała zamiar. Kontynuowała jednak swoją drogę powrotną do obozu z wysoko uniesionym łbem, jednak gdy usłyszała kroki idące w jej kierunku, cofnęła lekko uszy, głównie, aby trzymać ucho i upewniając się, że trzyma łapy przy sobie i nie pomylił się jej zapachem, który powoli nasiąkał wonią Klanu Cienia. Jeszcze by jej tego brakowało.
— Bo ja wiem — rzekła chropowatym tonem w kierunku kocura, mierząc go z góry na dół wzrokiem. — Nie wiem od kiedy muszę publicznie ogłaszać swoją obecność. Chyba Ci, co powinni wiedzieć to wiedzą — oznajmiła oschle. — Najwidoczniej to Ciebie nie dotyczy — bo skoro Wirujące Pióro, Polna Gwiazda ani nikt z rodziny bądź jej mistrz nie rozgadał, że wróciła do swoich terminatorskich zadań, to ona też nie musiała. Trzymała spojrzenie wbite w ślepia kocura, zastanawiając się, czy palnie czymś jeszcze, bo zaczynało jej być zimno, co można było dostrzec po lekkim drganiu jej ciała.
these. words are my. religion
i'm
OBSESSED, it's by decision
i'ma .do this 'til I'm. dead-ead
xxxxxxxxxxxxset me on
FIRE
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płomyk był ciekawskim kotem więc zawsze jak coś lub kogoś spotkał to musiał podejść. Taka była jego natura i tyle. A to, że nieznana mu terminatorka nie była w dobrym humorze w niczym nie przeszkadzało. Zawsze przecież może jej się polepszyć jak chwile pogada z płonącofutrym.
– Hoho… Jakie gorzkie słowa… I to tak na powitanie…-spojrzał się na nią zaintrygowany. Czyżby nieznajoma udawała twardzielkę czy zawsze tak się zachowywała przy każdym? – Raczej powinienem wiedzieć takie rzeczy. W końcu mogłoby się okazać, że jesteś intruzem. - uśmiechnął się głupio a potem dodał. -Dlatego pytam.-poruszał barkami i spojrzał się na czarnofutrą. Wyglądało, ze naprawdę nie miała dobrego dnia. Patrzyła się na niego jak na wroga lub kogoś kto jej ojca mchem zabił. Lecz takie zachowanie nie sprawiało, ze Płomyk chciał się zmywać. Lubił drażnić innych a zwłaszcza gdy on nie miał nic do roboty.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmrużyła lekko oczy na słowa kocura, ona mówiła, jak jej ślina naniosła na język, a to, że jej przeszkadzał w swoich obowiązkach, sprawiało, że chęci, jakie nabrała do niego, były minusowe. Ogon kocicy zadrgał w powietrzu i zaczął się ruszać, okazując negatywne nastawienie do kocura. No tak, czego innego mogłaby się spodziewać po facetach, szczególnie z takim głupim pyskiem.
— Wtedy to by pewnie byśmy rozmawiali znacznie inaczej, a ja bym nie była aż tak na widoczności, nie sądzisz? — Wojownik wojownikiem, ale w głowie miał więcej wiórek sosny niż czegokolwiek co by się mu przydało do myślenia. Jakim prawem ten ktoś został wojownikiem, skoro zachowywał się tak głupio. Otrzepała śnieg z łba, który zaczął się topić na czarnym futrze i upuściła mech. — Beznadziejny z ciebie wojownik. Zrób coś pożytecznego, hm? Łap mech i zawieś go do obozu, skoro nie umiesz rozróżnić Klanowicza, który pląta się od kilku dni w obozie — burknęła, prostując się i patrząc na Płonący Las z wyższością. Ciekawe czy da sobie porządzić sobą.
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości