Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Miał na głowie wiele różnych spraw, bardziej lub mniej poważnych i istotnych, a jedynym sposobem na uspokojenie własnych myśli były spacery. Na szczęście, pora młodych liści niosła za sobą mnóstwo dźwięków, za którymi tęsknił, śpiew ptaków uspokajał go na tyle, że mógł zapomnieć o tym, co go męczyło. Kiedy usłyszał obcy głos, dobiegający ze strony Terenów Niczyich, nastawił uszy i ruszył w tym kierunku, nie spiesząc się za bardzo. – Ach tak, więcej samotników, czemu nie, szczególnie teraz – szepnął do samego siebie, prawie bezgłośnie, kręcąc nosem. Miał tylko nadzieję, że to nikt z Pożogi. Nie, żeby był poirytowany samotnikami na granicy, bo to mógł być… ktokolwiek, kto został porwany i chce wrócić, ale hej, miał tu niezłe urwanie głowy i kolejni chętni do wstąpienia w Cieniste szeregi mogli… utrudniać mu zadanie. Nieważne, najpierw trzeba do nich dotrzeć. Przyspieszył kroku, a kiedy ujrzał starszego, srebrnego kocura, wyprostował się. Razem z nim była dwójka młodziaków, podrostków, w tym jeden, którego uroda była… niecodzienna. Wciągnął powietrze, a potem podszedł jeszcze bliżej. Nie bał się, bo nie miał i czego. Krok za krokiem, coraz bardziej skracał dystans między sobą, a samotnikami. W końcu zatrzymał się, a włochaty, puszysty ogon uniósł się ku górze, ponad jego grzbiet. – Lepiej było poczekać w ciszy na kogokolwiek, zamiast rozdziawiać paszczę i zwoływać zewsząd do siebie nie tylko koty, ale i drapieżniki – stwierdzić z cichym parsknięciem, jednak w jego głosie nie było słychać żadnej złości, jedynie spokój i łagodność, szczególnie, kiedy patrzył na dwa młode kocurki. – Mogę… w czymś pomóc? – zapytał, wzrok kierując na najstarszego z włóczęgów, bo to bez wątpienia on ich tu przyprowadził i on będzie załatwiał sprawy… jakie by nie były.
Wilk może i jest staruszkiem, ale trzyma się nieźle.
Być może nieco się skurczył z wiekiem, ale nie ma nikogo, kto mógłby to stwierdzić, szczególnie, że wciąż jest dużym i postawnym kocurem. Tylko mięśnie, niegdyś sprawnie pracujące, zmieniły się bardziej w tłuszcz, jakże niezbędny do ochrony i ogrzewania coraz słabszego ciała. Futro wciąż jest srebrne o czarnych tygrysich pręgach, chociaż być może nieco wypłowiałe, a już na pewno nieco posiwiałe na pysku, szczególnie koło nosa i ust. Mroźne, błękitne oczy wciąż jednak błyszczą radośnie, zapowiadając te wszystkie żarty, gotowe wysypać się z wiecznie uśmiechniętego pyska.
Wyobraź sobie najbardziej wkurzającego dziadka jakiego da się spotkać. Gratulacje, oto Wilk.
Po wielu, wielu latach podróżowania, zwiedzania, rozwoju, poznawania nowych kotów i tracenia bliskich, Wilk już nie ma czym się przejmować. Żadne z jego czynów nie mogą mieć konsekwencji, bo jest na to zwyczajnie za stary. Głupie żarty trzymają się go jak kolce sierści, jest wredny w najbardziej przyjazny i nieszkodliwy sposób jaki tylko się da być wrednym. Zwyczajnie... Jest zmęczony. Życiem. Zmianami. Tym, że przetrwał, gdy inni już odeszli. A mimo to wciąż prze do przodu, przed siebie, z uśmiechem na pysku, gotowy przynieść jeszcze trochę szczęścia do świata, jeszcze trochę uśmiechu, jeszcze trochę radości. Miał do czynienia z tyloma kotami, tyle różnych doświadczeń przeżył i usłyszał o nich - niewiele go zdziwi i na wszystko ma jakąś odpowiedź, nieważne jak głupią. Jedyne co go teraz obchodzi to odwiedzić rodzinne strony ten ostatni raz, zanim będzie musiał ruszyć dalej, poza ten świat.
Pochmurny Sen || Zbożowa Łapa, Jabłoniowa Łapa, Pieśń
Długo nie przyszło im czekać zanim spomiędzy cieni Młodych Sosen wyłonił się bury wojownik. Przyniósł ze sobą zapach obozu, zapach wielu kotów, mieszający się w jedną osobę. Był dostojny, duży nawet jeśli niekoniecznie wysoki. Biła od niego pewność siebie, spokój, opanowanie. Wilk, który doświadczył wiele w życiu wyczuwał, że jeśli to nie jest sam Polna Gwiazda, to co najmniej jego zastępca. Normalnie lepiej trafić nie mogli!
- E tam - stwierdził Wilk na komentarz burego kocura. W jego wieku to nawet nie miał siły ani chęci przejmować się tym, czy jakiś przeciwnik się tu pojawi czy nie. Kto by chciał zjeść tak stare, zmarniałe mięso jak Wilczy Szlak? Na pewno nie przeciwnik warty uwagi! - No w każdym razie! Nazywam się Wilczy Szlak i jestem synem Wężowej Gwiazdy, który wiele księżyców temu rządził Klanem Cienia. Nie było mnie w Klanie Cienia wiele księżyców, lecz teraz, na stare dni, coś postanowiło mnie ściągnąć tutaj na powrót. A ta dwójka - w tym momencie kiwnął głową na Trutnia i Żmiję - to moje wnuki. Młodziki nie mają dokąd się udać ani nie wiedzą za wiele o świecie. Nawet jeśli nie zdecyduje się Klan Cienia przyjąć mnie na powrót, to prosiłbym chociaż by spróbować zająć się tą dwójką. Nadają się na terminatorów i dobrych wojowników, ale ja z moimi starymi kośćmi już nie dam rady ich odchować i nauczyć tego co trzeba. Myślisz, że byłaby taka możliwość? Bym wrócił do miejsca, które niegdyś zwałem domem?
Przez cały czas swojej przemowy Wilk uśmiechał się delikatnie, patrząc na burego spojrzeniem tak ciepłym, jak tylko mróz błękitu na to pozwalał. Był zmęczony. Był tak bardzo zmęczony. Jedyne co miał nadzieje, to że chociaż uda mu się zapewnić dobre życie swoim wnukom.
Truteń już na ten moment jest dosyć wysokim i dużym kotem, czym kompletnie nie wrodził się w swoją matkę, Osę, która była raczej przeciętnego wzrostu. Ma długie, zwinne łapy i równie długi tułów. Prawie całe jego ciało pokrywa bura sierść, na której widoczne są ciemniejsze, klasyczne pręgi. Wyjątkiem są białe znaczenia, których jest kilka - jedno z nich ciągnie się od stopu w dół, rozciąga się na kryzie i piersi, a kończy na brzuchu, kolejne zaś można zauważyć na jego łapach; biel na przednich znajduje się tylko na stopach, tylne posiadają jej znacznie więcej - aż do uda. Włos ma długi, gęsty i gładki - sprawia wrażenie masywnego, choć tak naprawdę jest szczupły i niestety nie może pochwalić się umięśnioną sylwetką.
W ślepiach na próżno szukać powagi, częściej widać w nich rozbawienie, rzadziej refleksję. Oczy ma duże, wyraziste, w odcieniu złota, a wysoko osadzone, trójkątne uszy zakończone są długimi pędzelkami.
Już otwierał pysk by po raz kolejny głupio zaczepić Żmiję, a tu proszę — krzyki Wilka okazały się bardzo skuteczne, bo nie minęła chwila, a w ich pobliżu pojawił się jakiś kot, którego Truteń zauważył kątem oka, przez chwilę wyraźnie zastanawiając się nad czymś.
Westchnął sam do siebie i odwrócił się w stronę burego, bo przecież nie wypadało stać do kogoś obcego tyłem, prawda? Uwaga była trafna, po części. Już dawno coś powinno ich zjeść. Starzec gadał dużo, czasami nawet głośno, a jego wnuk wcale nie był lepszy i w znacznie większym stopniu ignorował możliwe zagrożenia na które mogli trafić po drodze. Niewiedza? Odwaga? Głupota? Ciężko powiedzieć.
Ale dzisiaj był wyjątkowo cichy i grzeczny, bo mu po prostu zależało. Dlatego też trochę się spiął, kiedy Polna Gwiazda "zaproponował" pomoc. Jego słowa mogły (choć nie musiały) wskazywać na to, że właśnie tu i teraz stoi przed nimi ktoś decyzyjny. Dużą ulgę na pewno dała mu obecność dziadka, który najwyraźniej sam postanowił załatwić za nich sprawy, robiąc z Trutnia kolejną niemowę, choć tak naprawdę niespecjalnie mu to przeszkadzało. Nie wiedział jak powinien zachować się i co powiedzieć w tej sytuacji, więc po prostu skinął lekko łbem i oddał się obserwacji, dając pole do popisu Wilkowi.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Jak się okazało, samotnik okazał się być nie byle kim. Polnemu aż się źrenice nieco rozszerzyły, kiedy usłyszał imię byłego przywódcy Klanu Cienia, poprzednika Płomykówkowej Gwiazdy. Nie spodziewał się ujrzeć tu jego syna. – Wężowej Gwiazdy… – powtórzył, tak cicho, że niemal niesłyszalnie dla ucha starszego kocura. Pamiętał Węża, zmarł niedługo po tym, jak Polny został wojownikiem. Nie wiedział, że ma dzieci, może dlatego, że nigdy nie interesowało go życie prywatne innych kotów i na siłę ich o nic nie wypytywał, jednak… informacja od Wilczego Szlaku nieco go zszokowała. Wierzyć, czy nie wierzyć, trudne pytanie, szczególnie, że nie pamiętał go. Musiał zaginąć bardzo dawno temu. Nastawił uszy i zmierzył łagodnym spojrzeniem dwójkę podrostków. Jeden z nich wyglądał dość… niecodziennie. Zdecydowanie mieli na karkach te sześć księżyców, gotowi więc byli z marszu zostać mianowani. – Mhmm, jak się nazywacie, dzieciaki? – zapytał, w pełni skupiając uwagę na młodziakach. Miał tylko nadzieję, że usłyszy jakieś normalne imiona, takie, których będzie znał znaczenie, bo samotnicy czasami nazywali się… różnie. Voodoo na przykład, khe. Słuchał starszego, srebrnego kocura dalej, a na sam koniec delikatnie zmarszczył brwi, nie ze złości, nie z irytacji, a z niepewności. Bo jaką miał gwarancję, że to co mówi, to prawda? – Coś postanowiło cię ściągnąć – powtórzył za nim, spokojnie, nie zdradzając żadnych innych emocji. – Skąd mam mieć pewność, że to coś, to nie jest tylko chęć spania z pełnym brzuchem w ciepłym posłaniu? Nie było cię tu przez wiele księżyców, nie wiem, czy mówisz prawdę, nie wiem, czy rzeczywiście jesteś synem Wężowej Gwiazdy, czy wróciłeś, bo naprawdę chcesz do domu, czy jedynie po to, aby… mieć gdzie się osiąść – stwierdził, unosząc lekko podbródek ku górze. Zapewne wiek robił też swoje, ale nie chciał tego wytykać Wilkowi. To nie byłoby uprzejme.
Wilk może i jest staruszkiem, ale trzyma się nieźle.
Być może nieco się skurczył z wiekiem, ale nie ma nikogo, kto mógłby to stwierdzić, szczególnie, że wciąż jest dużym i postawnym kocurem. Tylko mięśnie, niegdyś sprawnie pracujące, zmieniły się bardziej w tłuszcz, jakże niezbędny do ochrony i ogrzewania coraz słabszego ciała. Futro wciąż jest srebrne o czarnych tygrysich pręgach, chociaż być może nieco wypłowiałe, a już na pewno nieco posiwiałe na pysku, szczególnie koło nosa i ust. Mroźne, błękitne oczy wciąż jednak błyszczą radośnie, zapowiadając te wszystkie żarty, gotowe wysypać się z wiecznie uśmiechniętego pyska.
Wyobraź sobie najbardziej wkurzającego dziadka jakiego da się spotkać. Gratulacje, oto Wilk.
Po wielu, wielu latach podróżowania, zwiedzania, rozwoju, poznawania nowych kotów i tracenia bliskich, Wilk już nie ma czym się przejmować. Żadne z jego czynów nie mogą mieć konsekwencji, bo jest na to zwyczajnie za stary. Głupie żarty trzymają się go jak kolce sierści, jest wredny w najbardziej przyjazny i nieszkodliwy sposób jaki tylko się da być wrednym. Zwyczajnie... Jest zmęczony. Życiem. Zmianami. Tym, że przetrwał, gdy inni już odeszli. A mimo to wciąż prze do przodu, przed siebie, z uśmiechem na pysku, gotowy przynieść jeszcze trochę szczęścia do świata, jeszcze trochę uśmiechu, jeszcze trochę radości. Miał do czynienia z tyloma kotami, tyle różnych doświadczeń przeżył i usłyszał o nich - niewiele go zdziwi i na wszystko ma jakąś odpowiedź, nieważne jak głupią. Jedyne co go teraz obchodzi to odwiedzić rodzinne strony ten ostatni raz, zanim będzie musiał ruszyć dalej, poza ten świat.
Pochmurny Sen || Zbożowa Łapa, Jabłoniowa Łapa, Pieśń
Prawdę powiedziawszy to tak, bury kocur trafił w sedno. Wilk wrócił do domu, z nadzieją na to, że ostatnie księżyce spędzi w spokoju. Że nie będzie musiał się martwić. Że świat stanie się spokojniejszy, gdy nie będzie się musiał martwić o to, gdzie spędzi noc. Czy zamierzał to przyznać? No przecież głupi nie był, skoro wymyślił jedną ścieżkę argumentacji to się będzie jej trzymał, nie?
Westchnął głęboko. Jak wytłumaczyć temu młodzikowi, że dziadek Wilk nie zamierzał być tylko problemem?
- Moim mistrzem był Szepczący Pył, ówczesny zastępca, a sam zdążyłem wytrenować Wiewiórczy Ogon. Medykiem był Jasny Poranek, a jego uczennicą Ciernisty Kwiat. Mógłbym wymienić wiele imion, które pamiętam - nawet jeśli nigdy nie miał dobrej pamięci do imion -ale nie wiem ile z nich zachowało się w klanowej pamięci, ile z tych kotów jeszcze żyje. Mógłbym przypomnieć opowieść o przeprowadzce na obecne tereny, o tym jakie kłopoty mieliśmy podczas niej, dlaczego musieliśmy porzucić poprzedni dom. Mógłbym opowiedzieć o nazywaniu tych terenów! O tym jak nazwy się wyłoniły, jak były rzucane, jak wybieraliśmy i co się przyjmowało! Mam wiele opowieści, które mogę przekazać młodszemu pokoleniu. Mam silne ciało, które wciąż może polować. Mam sprawny umysł, gotowy przekazywać wiedzę. Ale mimo tego nie mam już na tyle sprawności, by wytrenować dwójkę młodzików, która chce zostać wojownikami, ze względu na swoje pochodzenie. Nie proszę o opiekę nade mną. Nie proszę o ciepły posiłek i legowisko, o to wciąż mogę zadbać i wciąż mogę być wojownikiem. A nawet jeśli mnie nie chcesz, to chociaż przyjmij tę dwójkę, chociażby ze względu na ich pochodzenie.
Wilk obiecał swoim wnukom rzeczy, i stawiał ich ponad siebie w tej chwili i sytuacji. Był gotów zadbać o siebie, ale nie był gotów ponownie poświęcać siebie i dbać o innych, którzy nie są w stanie zadbać o siebie. Brakowało mu kotów, które całe życie go wspierały, a zwyczajnie sam nie był w stanie podjąć tego trudu.
Wilk, tak zwyczajnie, nie chciał czuć się samotny.
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Żmija obserwował całe to przedstawienie z tyłu. Niby to wszystko go dotyczyło, niby zależało od tego to czy dostanie się do Klanu Cienia i czy będzie miał więcej źródeł informacji. Pewnie patrzyłby tak cały czas jedynie potakując lub po prostu stojąc i gapiąc sięna dziadka i burasa. No ale niestety zielonooki jegomość w końcu zapytał się o imiona kociaków, również pointa. W pierwszej chwili syn Afrodyty spojrzał na Wilka... ale ten raczej nie miał zamiaru odpowiedzieć za młodszego, bo pewnie już by to zrobił. Na kuzyna nie liczył, Truteń prędzej nazwał by go jakimś pędrakiem. - Żmija - powiedział cicho ochrypniętym głosem. Skrzywił się przy tym delikatnie bowiem poczuł nieprzyjemne drapanie w gardle, nic dizwnego, że chwilę po tym zaczął przełykać ślinę aby się tego pozbyć. Teraz patrzył na Trutnia przymrużonymi ślepiami. Niech mówi i pójdzie wszystko z górki. Żmija raczej nie brał pod uwagę tego, że się nie dostaną do klanu. Wilk był rozgadany i stary, a jego wnuki były kociakami. Chociażby sumienie nie powinno pozwolić na zostawienie tej trójki samej sobie.
inxxmyxxmindxxxx Ithoughtthebirdswouldsingxxxx andSPARKSxwouldflyxxxx but it's just quietxxxx
★ ★ ★xxxx
am I cruel? xxxxxxxxxxxxor amI ignorant xxxxxxxxxccxxxxxxxxxxxxor was I FOOLED xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxby the stories I knew
Truteń już na ten moment jest dosyć wysokim i dużym kotem, czym kompletnie nie wrodził się w swoją matkę, Osę, która była raczej przeciętnego wzrostu. Ma długie, zwinne łapy i równie długi tułów. Prawie całe jego ciało pokrywa bura sierść, na której widoczne są ciemniejsze, klasyczne pręgi. Wyjątkiem są białe znaczenia, których jest kilka - jedno z nich ciągnie się od stopu w dół, rozciąga się na kryzie i piersi, a kończy na brzuchu, kolejne zaś można zauważyć na jego łapach; biel na przednich znajduje się tylko na stopach, tylne posiadają jej znacznie więcej - aż do uda. Włos ma długi, gęsty i gładki - sprawia wrażenie masywnego, choć tak naprawdę jest szczupły i niestety nie może pochwalić się umięśnioną sylwetką.
W ślepiach na próżno szukać powagi, częściej widać w nich rozbawienie, rzadziej refleksję. Oczy ma duże, wyraziste, w odcieniu złota, a wysoko osadzone, trójkątne uszy zakończone są długimi pędzelkami.
Gdy padło pytanie o ich imiona, nastała chwila ciszy. Reakcja Żmii w tym momencie ciekawiła go bardziej niż obcy z Klanu Cienia, toteż odwrócił łeb w jego stronę i widząc, jak ten najwyraźniej szuka pomocy u dziadka, uśmiechnął się lekko rozbawiony, przymykając przy tym ślepia.
Głos niebieskookiego w uszach burego brzmiał dziwnie — pewnie dlatego, że nie słyszał go zbyt często. Był naprawdę ciekaw, jak Żmija poradzi sobie w większej grupie, gdzie nie będzie mógł liczyć na bycie wyręczanym przez Wilka w mówieniu.
Wrócił spojrzeniem do Polnej Gwiazdy.
— Tru... teń — powiedział, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech, który szybko zniknął, kiedy dziadek zaczął kolejną opowieść. Szepczący Pył? Wiewiórczy Ogon? Jasny Poranek? Truteń już teraz nie lubił swojego imienia i wolał, gdy zwracano się do niego skrótem. I choć wiedział, że bycie wojownikiem wiąże się z posiadaniem drugiego członu, dopiero teraz dotarło do niego, że zostanie Trutniowym... czymś. Obrzydliwe.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Ku jego zdziwieniu, imiona dwójki młodzików były… normalne. Znał ich znaczenie, więc nie będzie musiał się ich dopytywać o to, co znaczą te słowa, świetnie. Posłał im obojgu ciepłe uśmiechy, a potem powrócił spojrzeniem do starszego kocura, który, jak się okazało, mówił szczerą prawdę, tak wywnioskował, no bo jak losowy samotnik wiedziałby, kto był zastępcą i jak nazywali się inni klanowicze? Z resztą, w Cieniu wciąż była Ciernisty Kwiat, więc w razie czego go rozpozna. – Nie zamierzam rozdzielać wnuków z ich dziadkiem – stwierdził ze spokojem. Dobrze wiedział, co to znaczy rodzina i wiedział też, jak ciężka była strata kogoś bliskiego. – Wierzę ci, Wilczy Szlaku, nie wymyśliłbyś tylu poprawnych imion na poczekaniu. Cieszę się, że znalazłeś w końcu swój dom, po tylu księżycach tułaczki – powiedział otwarcie, unosząc swój puszysty ogon w geście serdeczności ku górze, a jego końcówka opadła niego ku dołowi. Nie miał żadnych powodów, aby ich nie przyjmować, nie miał powodów, by im nie wierzyć, z resztą, hej, przyda im się dwójka nowych, potencjalnych terminatorów, prawda? – Mam na imię Polna Gwiazda, witajcie w Klanie Cienia, wracajmy do obozu, razem – mruknął w końcu, a kąciki jego ust uniosły się w przyjaznym uśmiechu. Spojrzał jeszcze raz na wnuków Wilka, a potem dał znak łbem, aby podążali za nim. Przy okazji, postanowił iść nieco bliżej Wilka, bo miał do niego pewną malutką sprawę. – Och, i… będziesz musiał opowiedzieć mi co nieco o historii Cienia, i o przeprowadzce na te tereny choćby, bo sam nie wiem tyle, ile bym chciał – zaproponował, bez nacisku czy czegoś podobnego w głosie. Kocur miał na karku zapewne dwa razy więcej księżyców, niż on sam, więc musiał przejść w swoim życiu naprawdę wiele. Zaintrygował go.
Wilk może i jest staruszkiem, ale trzyma się nieźle.
Być może nieco się skurczył z wiekiem, ale nie ma nikogo, kto mógłby to stwierdzić, szczególnie, że wciąż jest dużym i postawnym kocurem. Tylko mięśnie, niegdyś sprawnie pracujące, zmieniły się bardziej w tłuszcz, jakże niezbędny do ochrony i ogrzewania coraz słabszego ciała. Futro wciąż jest srebrne o czarnych tygrysich pręgach, chociaż być może nieco wypłowiałe, a już na pewno nieco posiwiałe na pysku, szczególnie koło nosa i ust. Mroźne, błękitne oczy wciąż jednak błyszczą radośnie, zapowiadając te wszystkie żarty, gotowe wysypać się z wiecznie uśmiechniętego pyska.
Wyobraź sobie najbardziej wkurzającego dziadka jakiego da się spotkać. Gratulacje, oto Wilk.
Po wielu, wielu latach podróżowania, zwiedzania, rozwoju, poznawania nowych kotów i tracenia bliskich, Wilk już nie ma czym się przejmować. Żadne z jego czynów nie mogą mieć konsekwencji, bo jest na to zwyczajnie za stary. Głupie żarty trzymają się go jak kolce sierści, jest wredny w najbardziej przyjazny i nieszkodliwy sposób jaki tylko się da być wrednym. Zwyczajnie... Jest zmęczony. Życiem. Zmianami. Tym, że przetrwał, gdy inni już odeszli. A mimo to wciąż prze do przodu, przed siebie, z uśmiechem na pysku, gotowy przynieść jeszcze trochę szczęścia do świata, jeszcze trochę uśmiechu, jeszcze trochę radości. Miał do czynienia z tyloma kotami, tyle różnych doświadczeń przeżył i usłyszał o nich - niewiele go zdziwi i na wszystko ma jakąś odpowiedź, nieważne jak głupią. Jedyne co go teraz obchodzi to odwiedzić rodzinne strony ten ostatni raz, zanim będzie musiał ruszyć dalej, poza ten świat.
Pochmurny Sen || Zbożowa Łapa, Jabłoniowa Łapa, Pieśń
Wilk nie zauważył, że wstrzymuje powietrze do póki nie odetchnął z ulgą. Skostniałe stawy, zmęczone kości, spięte mięśnie - jakby to wszystko wyparowało, gdy usłyszał, że tak, że to już, że się udało. Wrócił. Był w miejscu, którego nie dane mu było długo nazywać domem. Był w miejscu, które mimo wszystko było jego.
- Dobrze wrócić do domu - powiedział podnosząc się i stawiając pierwsze kroki za Polną Gwiazdą. Skinął głową na swoich wnuków i zrównał krok z dostojnym kocurem. - Bardzo chętnie o wszystkim opowiem! Mam dużo opowieści w zanadrzu, więc wystarczy że powiesz kiedy a mogę snuć opowieści nawet całymi dniami! - zapewnił, chociaż wiedział, że lepiej spisywał się zmyślając na bieżąco niż przypominając sobie jak to faktycznie było.
Idąc do obozu rozglądał się na boki, próbując zauważyć dowolne zmiany w terenach. Dawno temu znał je na pamięć, znał drzewa i krzaki, znał bagna i lasy. Zdążył je poznać, zdążył się ich nauczyć. Tego dnia zauważał wspomnienia na każdym rogu. Pamiętał pierwsze polowania na tych terenach, pierwsze treningi jakie przeprowadzał. Spacery z rodziną i przyjaciółmi. Nienawistne spojrzenia posyłane ojcu i tym, którym te spojrzenia się należały. Pamiętał, gdy odchodził. Gdy po raz ostatni rozglądał się po okolicy, znikając na wiele, wiele księżyców. Pamiętał uczucia, jakie mu towarzyszyły. I mimo wszystko, mimo tej całej mieszanki, niekoniecznie pozytywnej, tak bardzo, bardzo się cieszył, że wrócił.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk gdy tylko skończył swoją pracę na dzisiejszy dzień to postanowił się wyrwać. Nie wiedział gdzie ale miał ochotę trochę się przewietrzyć i pooglądać tereny. Teraz wszędzie można było zobaczyć biały puch. Pokrywał dosłownie wszystko. Ziemie jak i drzewa. Nigdzie nie można było zobaczyć zieleni. Wszędzie pojawiała się biel a tylko w niektórych miejscach był brąz od błota.
Pogoda była w miarę znośna. Nie wiał zimny wiatr a nawet trochę słonko wychyliło się za chmur. Więc było git. Płomyk nie miał na co narzekać.
W milczeniu przypatrywał się naturze i uważnie nasłuchiwał chcąc wyłapać jakiś szmer czy hałas. Niestety ale jedynie co mógł usłyszeć to głuchą cisze. Nic poza tym.
/ Księżycowa Łapa :>
Księżyce: 150 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kotka Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: znaki po kocich pazurach na lewym boku, rozcięcie lewego ucha w kształcie litery “v”
Czernica po latach nabrała okrągłości na swoim ciele, można by uznać, że niegdyś Krogulcowa Gwiazda mogła przewidzieć, że czarna niczym smoła kocica nabierze ciała. Poza lekką nadwagą niegdyś cienista terminatorka wciąż pozostaje księżniczką przeciętności. Ni łapy za długie ani ogon za krótki. Dalej utrzymuje się w foremce normalnego kota skazany na życie w tłumie, nic więc dziwnego, że i jej wygląd też jest przeciętny, posiadając nudne czarne futro, z którego można wyłapać jeszcze dwa kolory - żółty oraz biały. Żółty kolor to jej tęczówki, wiecznie wyglądające na poważne oraz znudzone, biały zaś zawdzięcza małej, białej łacie na piersi w kształcie zdeformowanego rombu.
Niegdyś nachalnie chciała, aby każdy ją polubił, teraz już ją to nie obchodzi. Życie w osiedlu oraz z ludźmi sprawiło, że ujrzała na oczy i nie chce dobrze wypadać z każdym - bo tak się nie da. Stała się większym samolubem, szukając sposobów, aby jej było lepiej, wygodniej w życiu. Wciąż pamięta swój czas w klanie, do którego się zbierała do powrotu gdy tylko była na siłach. Postanowiła, że powrót do rodzinnych ziem jej przypisze, że będzie dobrze, gotowa na ten etap swojego życia. Do nieznajomych podchodzi oschłym tonem, starając się odstraszać ich, jednak do maleństw i niezdarnych młodzików podchodzi z zaskakującą delikatnością. Stała się twardszą kobietą, która pragnie łyk starych, młodych czasów i powrotu do tego, co kiedyś było jej przepisane - zostanie wojownikiem.
Ogółem do wojowników podchodzi z lekkim zaciekawieniem, w końcu jej ojciec piastuje tę samą rangę i również do niej dąży. Z chęcią zapoznałaby się z każdym, nie obchodząc ją zbytnio charakter, przynajmniej będzie wiedziała, do kogo warto zagadać a od kogo trzymać się z daleka i omijać szerokim łukiem. Do terminatorów podchodzi tak samo, jednak nie dba aż tak bardzo o to, aby przedstawiać się jako elegancka kotka, która jest zainteresowana ich rangą, bardziej zależy jej na tym, aby wyssać jak najwięcej informacji i wiadomości jak się tylko da, aby szybko przeprowadzić swój trening. Resztę kociaków, w szczególności rodzeństwo, traktuje na równi i lubi być nieco bardziej uszczypliwa dla własnej rozrywki.
Sosna [KC] | Zroszona Łapa [GK]
W takich warunkach pogodowych było ciężko o dobry, świeży mech. Powrót do klanu był równoznaczny z powrotem do obowiązków jako terminator, do czego kocica się przyłożyła, jak wstała i ogarnęła swoje wystające kłaki. Jeszcze nie zjadła, pierw dzieciaki i starsi. Nie jeden jej o tym przypominał, po czym ona odwzajemniała upomnienie lekkim prychnięciem i obojętnym spojrzeniem. Owszem, dorosła poza klanem, musiała się oswoić z nowym trybem życia, jednak jej samowystarczalność mówiła jej, żeby czasem dać sobie luzu, żeby nie próbowała pyskować innym, gdy przypominali, jakie jest życie w klanie. Rozmawiała z rodzicami, nadrobiła pewne uległości i się starała.
Smolista chwyciła kawał mchu, który z pewnością skończy w kociarni, jako iż zgłosiła, aby się akurat tak powymieniać mech. Praca ta nie należała do najprzyjemniejszych, jednak chciała ujrzeć młode pokolenie, niestety, chyba miała pecha, bo kocięta Astrowego Płatku najwidoczniej wyparowały poza wnętrza żłóbka. Otrzepała białe łoże, aż nie było na tyle suche, by móc się na nim położyć. Ostatnie czego potrzebowali, to przeziębionych kociąt. Nie chciała sprawiać większych problemów dla przyszłych medyków. W drodze powrotnej do obozu zauważyła jakiegoś kołka, który cieszył gębę na widok śniegu. Ciekawe czy jemu zadek nie zamarzał, czy wręcz czerpał z tego jakąś przyjemność. Spojrzała się krzywo na wojownika, trzymając mech w pysku. Idiota.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Czy cieszył gębę na ujrzenie ponownie śniegu? Nieszczególnie. Po prostu obserwował nic poza tym. Już w swoim życiu widział kilka razy śnieg. Jak kociak może się nim fascynował ale teraz to był dla niego tylko śnieg.
Nagle poczuł, że ktoś go obserwuje, obrócił swoją głową i ku jego zdziwieniu spostrzegł nieznajomą mu kotkę. Chyba ją pierwszy raz na oczy widział a wydawało się, że niosła mech do obozu czy coś. W takim razie miał do czynienia z terminatorką ale… Nie wyglądała na takową.
Przymrużył trochę swoje ślepia i podszedł bliżej do czarnej kocicy. - Pierwszy raz Cię tu widzę, czy mi się zdaje?-zapytał złotookiej. Nie za bardzo kojarzył terminatorów którzy tutaj byli ale był pewien że takiego czarnego futra nie widywał ostatnio. A szlaja się po obozie dość często.
Księżyce: 150 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kotka Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: znaki po kocich pazurach na lewym boku, rozcięcie lewego ucha w kształcie litery “v”
Czernica po latach nabrała okrągłości na swoim ciele, można by uznać, że niegdyś Krogulcowa Gwiazda mogła przewidzieć, że czarna niczym smoła kocica nabierze ciała. Poza lekką nadwagą niegdyś cienista terminatorka wciąż pozostaje księżniczką przeciętności. Ni łapy za długie ani ogon za krótki. Dalej utrzymuje się w foremce normalnego kota skazany na życie w tłumie, nic więc dziwnego, że i jej wygląd też jest przeciętny, posiadając nudne czarne futro, z którego można wyłapać jeszcze dwa kolory - żółty oraz biały. Żółty kolor to jej tęczówki, wiecznie wyglądające na poważne oraz znudzone, biały zaś zawdzięcza małej, białej łacie na piersi w kształcie zdeformowanego rombu.
Niegdyś nachalnie chciała, aby każdy ją polubił, teraz już ją to nie obchodzi. Życie w osiedlu oraz z ludźmi sprawiło, że ujrzała na oczy i nie chce dobrze wypadać z każdym - bo tak się nie da. Stała się większym samolubem, szukając sposobów, aby jej było lepiej, wygodniej w życiu. Wciąż pamięta swój czas w klanie, do którego się zbierała do powrotu gdy tylko była na siłach. Postanowiła, że powrót do rodzinnych ziem jej przypisze, że będzie dobrze, gotowa na ten etap swojego życia. Do nieznajomych podchodzi oschłym tonem, starając się odstraszać ich, jednak do maleństw i niezdarnych młodzików podchodzi z zaskakującą delikatnością. Stała się twardszą kobietą, która pragnie łyk starych, młodych czasów i powrotu do tego, co kiedyś było jej przepisane - zostanie wojownikiem.
Ogółem do wojowników podchodzi z lekkim zaciekawieniem, w końcu jej ojciec piastuje tę samą rangę i również do niej dąży. Z chęcią zapoznałaby się z każdym, nie obchodząc ją zbytnio charakter, przynajmniej będzie wiedziała, do kogo warto zagadać a od kogo trzymać się z daleka i omijać szerokim łukiem. Do terminatorów podchodzi tak samo, jednak nie dba aż tak bardzo o to, aby przedstawiać się jako elegancka kotka, która jest zainteresowana ich rangą, bardziej zależy jej na tym, aby wyssać jak najwięcej informacji i wiadomości jak się tylko da, aby szybko przeprowadzić swój trening. Resztę kociaków, w szczególności rodzeństwo, traktuje na równi i lubi być nieco bardziej uszczypliwa dla własnej rozrywki.
Sosna [KC] | Zroszona Łapa [GK]
Kocica miała nie zwracać większej uwagi na kocura, szczególnie gdy niosła cenny wagarz ze sobą, bo młode kocięta powinny być dobrze zadbane. Ten i tak nie był jakoś podejrzany, więc poza utrzymywaniem go na polu wzrokowym nie miała zamiaru go zaczepiać, nawet gdy ten zauważył, że ona się na niego patrzy, miała oczy. Mogła. Miała zamiar. Kontynuowała jednak swoją drogę powrotną do obozu z wysoko uniesionym łbem, jednak gdy usłyszała kroki idące w jej kierunku, cofnęła lekko uszy, głównie, aby trzymać ucho i upewniając się, że trzyma łapy przy sobie i nie pomylił się jej zapachem, który powoli nasiąkał wonią Klanu Cienia. Jeszcze by jej tego brakowało.
— Bo ja wiem — rzekła chropowatym tonem w kierunku kocura, mierząc go z góry na dół wzrokiem. — Nie wiem od kiedy muszę publicznie ogłaszać swoją obecność. Chyba Ci, co powinni wiedzieć to wiedzą — oznajmiła oschle. — Najwidoczniej to Ciebie nie dotyczy — bo skoro Wirujące Pióro, Polna Gwiazda ani nikt z rodziny bądź jej mistrz nie rozgadał, że wróciła do swoich terminatorskich zadań, to ona też nie musiała. Trzymała spojrzenie wbite w ślepia kocura, zastanawiając się, czy palnie czymś jeszcze, bo zaczynało jej być zimno, co można było dostrzec po lekkim drganiu jej ciała.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk był ciekawskim kotem więc zawsze jak coś lub kogoś spotkał to musiał podejść. Taka była jego natura i tyle. A to, że nieznana mu terminatorka nie była w dobrym humorze w niczym nie przeszkadzało. Zawsze przecież może jej się polepszyć jak chwile pogada z płonącofutrym. – Hoho… Jakie gorzkie słowa… I to tak na powitanie…-spojrzał się na nią zaintrygowany. Czyżby nieznajoma udawała twardzielkę czy zawsze tak się zachowywała przy każdym? – Raczej powinienem wiedzieć takie rzeczy. W końcu mogłoby się okazać, że jesteś intruzem. - uśmiechnął się głupio a potem dodał. -Dlatego pytam.-poruszał barkami i spojrzał się na czarnofutrą. Wyglądało, ze naprawdę nie miała dobrego dnia. Patrzyła się na niego jak na wroga lub kogoś kto jej ojca mchem zabił. Lecz takie zachowanie nie sprawiało, ze Płomyk chciał się zmywać. Lubił drażnić innych a zwłaszcza gdy on nie miał nic do roboty.
Księżyce: 150 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kotka Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: znaki po kocich pazurach na lewym boku, rozcięcie lewego ucha w kształcie litery “v”
Czernica po latach nabrała okrągłości na swoim ciele, można by uznać, że niegdyś Krogulcowa Gwiazda mogła przewidzieć, że czarna niczym smoła kocica nabierze ciała. Poza lekką nadwagą niegdyś cienista terminatorka wciąż pozostaje księżniczką przeciętności. Ni łapy za długie ani ogon za krótki. Dalej utrzymuje się w foremce normalnego kota skazany na życie w tłumie, nic więc dziwnego, że i jej wygląd też jest przeciętny, posiadając nudne czarne futro, z którego można wyłapać jeszcze dwa kolory - żółty oraz biały. Żółty kolor to jej tęczówki, wiecznie wyglądające na poważne oraz znudzone, biały zaś zawdzięcza małej, białej łacie na piersi w kształcie zdeformowanego rombu.
Niegdyś nachalnie chciała, aby każdy ją polubił, teraz już ją to nie obchodzi. Życie w osiedlu oraz z ludźmi sprawiło, że ujrzała na oczy i nie chce dobrze wypadać z każdym - bo tak się nie da. Stała się większym samolubem, szukając sposobów, aby jej było lepiej, wygodniej w życiu. Wciąż pamięta swój czas w klanie, do którego się zbierała do powrotu gdy tylko była na siłach. Postanowiła, że powrót do rodzinnych ziem jej przypisze, że będzie dobrze, gotowa na ten etap swojego życia. Do nieznajomych podchodzi oschłym tonem, starając się odstraszać ich, jednak do maleństw i niezdarnych młodzików podchodzi z zaskakującą delikatnością. Stała się twardszą kobietą, która pragnie łyk starych, młodych czasów i powrotu do tego, co kiedyś było jej przepisane - zostanie wojownikiem.
Ogółem do wojowników podchodzi z lekkim zaciekawieniem, w końcu jej ojciec piastuje tę samą rangę i również do niej dąży. Z chęcią zapoznałaby się z każdym, nie obchodząc ją zbytnio charakter, przynajmniej będzie wiedziała, do kogo warto zagadać a od kogo trzymać się z daleka i omijać szerokim łukiem. Do terminatorów podchodzi tak samo, jednak nie dba aż tak bardzo o to, aby przedstawiać się jako elegancka kotka, która jest zainteresowana ich rangą, bardziej zależy jej na tym, aby wyssać jak najwięcej informacji i wiadomości jak się tylko da, aby szybko przeprowadzić swój trening. Resztę kociaków, w szczególności rodzeństwo, traktuje na równi i lubi być nieco bardziej uszczypliwa dla własnej rozrywki.
Sosna [KC] | Zroszona Łapa [GK]
Zmrużyła lekko oczy na słowa kocura, ona mówiła, jak jej ślina naniosła na język, a to, że jej przeszkadzał w swoich obowiązkach, sprawiało, że chęci, jakie nabrała do niego, były minusowe. Ogon kocicy zadrgał w powietrzu i zaczął się ruszać, okazując negatywne nastawienie do kocura. No tak, czego innego mogłaby się spodziewać po facetach, szczególnie z takim głupim pyskiem.
— Wtedy to by pewnie byśmy rozmawiali znacznie inaczej, a ja bym nie była aż tak na widoczności, nie sądzisz? — Wojownik wojownikiem, ale w głowie miał więcej wiórek sosny niż czegokolwiek co by się mu przydało do myślenia. Jakim prawem ten ktoś został wojownikiem, skoro zachowywał się tak głupio. Otrzepała śnieg z łba, który zaczął się topić na czarnym futrze i upuściła mech. — Beznadziejny z ciebie wojownik. Zrób coś pożytecznego, hm? Łap mech i zawieś go do obozu, skoro nie umiesz rozróżnić Klanowicza, który pląta się od kilku dni w obozie — burknęła, prostując się i patrząc na Płonący Las z wyższością. Ciekawe czy da sobie porządzić sobą.