Logo Artemidy
Błotniste Ścieżki
Nie wiedziała już, co czuć.
Ekscytację, która rosła z każdym kolejnym krokiem, gdy zbliżali się ku wyjściu z obozu. Strach, który dławił ją, niewidzialnymi łapami ściskając gardło. Ogromny żal, bo powoli docierało do niej to, co się działo - traciła rodzinę, chociaż nie dosłownie. Radość - kierowali się po to, by poznać wreszcie ojca. Mieszanina uczuć, pozytywnych i negatywnych, raz po raz potrząsała nią. Obserwowała świat, tak ogromny, tak zadziwiający, kiedy podróżowali; raz po raz zerkała też w stronę rodzeństwa, z całych swoich sił próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
Nie chciała nikogo tracić, nawet jeśli Nagietek emanował wręcz radością, nawet jeśli zapewniali ją, że będą się widzieć. Że będą pamiętać.
Wciągnęła powietrze do płuc, kiedy wreszcie ujrzała... Tatów?
— Ceś... Taty? — wymamrotała na początku niby pewnie, jednak przy drugim słowie nieco gasnąc. Wszystko to było takie skomplikowane, takie dziwne, ale w sumie niektórzy z rodzeństwa przypominali odrobinę Sroczy Ogon... Więc może jakiś sens w tym był. — Mak — przedstawiła się już nieco głośniej, podchodząc nieco bliżej Barwnej Wody, wciągając powietrze. Zapach był dziwny, specyficzny. Spojrzała po mamie, po Nagietku, Gwiazdnicy, którzy mówili dużo, żegnali się; nagle uciekła spojrzeniem na podłoże. — Będę tęsknić... Alejaniecezebyścieśli — wypaliła cichutko, dosłownie jak nie ona, zaraz podchodząc do Lśniącej Sadzawki, by przytulić się do jej łapy.
Było jej ciężko, bardzo; nie potrafiła poradzić sobie z negatywnymi emocjami. Ze stanem, w którym nie mogła być taka, jak zawsze.
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedzieliśmy, czekaliśmy, a każda kolejna chwila sprawiała, że kwestionowałam tę decyzją coraz bardziej. Nagietek... wyglądał trochę jak Iskra. Nie potrafiłam do końca na niego patrzeć, wzbudzał we mnie złość, więc nie miałam wątpliwości co do tego, że z Barwną Wodą będzie mu lepiej. Z Gwiazdnicą jednak tak nie było i po stokroć wolałam, by to Stokrotka poszedł do ojca. On jednak nie chciał. I nawet jego łzy nie wzbudzały we mnie aż takiej litości jak powinny. Przysunęłam go jednak do siebie wraz z resztą kociąt i polizałam po czole tak czule, jak tylko potrafiłam.
- Oczywiście, że będę. Będziemy. Gdy tylko będzie to możliwe. Wszyscy będziemy za wami tęsknić i będziemy pamiętać. O nic się nie martw, Gwiazdnico. - mruknęłam, zerkając najpierw na Nagietka, a potem na Gwiazdnicę. Gdy tylko osiągną wiek terminatorki, chętnie się z nimi spotkam, przynajmniej z córką. Za resztę nie mogłam ręczyć, bo to nie była decyzja zależna ode mnie, jednak powiedzenie o tym na głos mogło wywołać kolejną falę łez.
Na szczęście w porę zjawił się Barwna Woda ze swoim partnerem o jakże wdzięcznym imieniu Sroczy Ogon. Przywitałam się z nim kiwnięciem głowy.
- Nagietek i Gwiazdnica. Sami powiedzieli, że chcą iść. - powiedziałam, przytulając do siebie smutną Maczek. - To chyba czas się pożegnać, co? - mruknęłam, zachęcając maluchy do ostatniego przytulasa z rodzeństwem. Najszybciej zobaczą się za jakieś pięć księżyców. - Pajęczyno, Malino - zwróciłam się bezpośrednio do nich widząc, że najmniej przejęci ze wszystkich. To dobrze. Ale powinni się chociaż pożegnać.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W przeciwieństwie do Maliny i Pajęczyny, on się bał. Bał się, że nie zobaczy się więcej z bratem i siostrą, że coś się im stanie, że zapomną o Mięcie. Nie rozumiał, kim jest tata i po co jest. Nie był im potrzebny. Mięta nie chciał się z nim widzieć i gdyby nie to, że wszyscy wybierali się do Rzeki, zostałby w swoim kącie w Ziołowym Wzgórzu. Snuł się więc za białym ogonem swojej mamy. Nie rozglądał się. Obawiał się, że przestraszy się i w ogóle nie będzie w stanie pożegnać się z rodzeństwem. Wystarczyła myśl o tym i i tak przeraził się i nie myśląc, zbliżył się najpierw do Gwiazdnicy. Nie czuł się komfortowo przy tych wszystkich kotach, które były mu obce, a jednak patrzyły się na niego, na Miód, na Mak… Dlaczego? Nie byli rodziną. Rodzina… Rodzina to ktoś, przy kim Mięta czuje się dobrze. Przy Barwnej Wodzie i Sroczym Ogonie czuł się źle, bardzo źle, a w dodatku gdzieś z tyłu znajdowały się te dwa inne koty, ach… Mięta wtulił się w futro Gwiazdnicy, nie chcąc się z nią rozstawać. Na początku wydawała się być szczęśliwa z tego powodu, w tym jednak momencie widział w jej niebieskich oczach łzy, słyszał drżenie w jej przyjemnym dla ucha głosie. Tak samo jak on nie czuła się dobrze, a mimo to…
– Gastnica? – odezwał się cicho, by nikt poza nią go nie usłyszał. – Nie, nie… Sapomij o Mięcie.
Poczuł, że w jego oczach zbierają się łzy. To wszystko było takie nieprzyjemne. Mamo, dlaczego? – wydawał się pytać, wpatrując się w rozmytą Lśniącą Sadzawkę. To nie w porządku. W obozie Klanu Wichru były inne kocięta, więc czemu tych dwóch nie zajmie się nimi? Gdyby Mięta nie był Miętą – dzieckiem, które się wszystkiego boi – powiedziałby to prosto w pysk Barwnej Wodzie i jego partnerowi i dodałby, żeby więcej nie zbliżali się do nich, że to nie jest ich rodzina a rodzina Mięty. Tylko że był tym, kim był, więc nawet nie patrzył się w stronę dwóch kocurów. Co jeśli i jego by sobie zażyczyli? Czy zrezygnowaliby wtedy z Nagietka lub Gwiazdnicy? Kocię poczuło się źle w dobry sposób – z jednej strony oddając się w łapy tej pary nieznajomych pomógłby swojemu rodzeństwu, a z drugiej… To on byłby bezpieczny. Zostanie z mamą i choć nie będzie tych dwóch kociąt… Czy w takim razie to nie on był tym złym? Czy nie powinien poświęcić się dla Gwiazdnicy oraz Nagietka? Powinien?... Nie wiedział.
Nie wiem, nie wiem nic, nie, nie chcę wiedzieć, dość!...
… i wyłączył się. Schował się przy Lśniącej Sadzawce. Nie pożegnał się z Nagietkiem, nie był w stanie. Wyciszył wszystko to, co się działo, i zanurzył się w Czerni. Tutaj było dobrze. Nie był sam, był z nią, bez kotów, które podawały się za jego rodzinę, by zaraz po tym ją zniszczyć.

Serce płoń niczym żywy ogień
Nutko dzwoń, ułóż mi melodię
Kwiatów woń niech do góry niesie mnie
No dalej
Serce płoń niczym żywy ogień
Nutko dzwoń, ułóż mi melodię
Kwiatów woń niech do góry niesie mnie
[Obrazek: Mieta.png]
LVL 2 85 / 150
MedLVL 1 135 / 200
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Pajęczyna. - przedstawił się głośno, unosząc dumnie łebek, i patrząc na Barwną Wodę jakby próbował rzucić mu jakiegoś rodzaju wyzwanie. Co on sobie w ogóle myśli? I dlaczego mówi do nich jak do malutkich kociąt? Za kogo się uważa?!
Nagietek i Gwiazdnica. Sami powiedzieli, że chcą iść. I na tym, według Pajęczyny, polegał problem! Byli przecież rodzeństwem i mieli, mimo wszystko, trzymać się razem! I choć sam nigdy nie powiedziałby tego na głos, to czuł do nich wielki żal, o to że postanowili odejść do obcego Klanu z obcymi kotami i zostawić za sobą wszystko, co dotychczas mieli. Na przykład swojego niezwykle ważnego brata Pajęczynę, który teraz nie wiedział co ze sobą zrobić. Gniewał się, bardzo, zresztą widać to było na mordce młodego kocurka - wykrzywionej w nieprzyjaznym grymasie, zwróconym w kierunku kotów z Klanu Rzeki. To, że jeden z nich jest ich tatą, nie oznacza że mogą od tak się tu pojawić i zabrać część jego rodzeństwa! Oh, jak bardzo Pajęczynka chciał powiedzieć im, co myśli o tym wszystkim i o nich samych! Ale potem spojrzał na mordkę mamy i rozmyślił się, stwierdziwszy że nie chce robić przy niej tak wielkiej sceny... Gwiazdnica i Nagietek sami to wybrali, więc niech idą! Skoro tak im nie odpowiada mieszkanie w Klanie Wichru...

W końcu królewicz odwrócił się od rzeczniaków by w końcu spojrzeć na swoje rodzeństwo, skupiając wzrok konkretnie na dwóch zdrajcach. Tupnął przednią łapką, strosząc lekko w emocjach futerko i wybałuszając swoje niebieskie oczęta. Wyglądał teraz jak mała, wściekła kulka bieli.
- Ićcie... jak tak badzo chcecie. My sobie pora-dzimy! Poradzimy bez was. - burknął w końcu, po czym odwrócił się unosząc dumnie głowę i odszedł kawałek, chcąc schować się za mamą przed wzrokiem Sroczego Ogona i Barwnej Wody. Po czym usiadł, obrażony, nadal wpatrując się pełnym wyrzutów spojrzeniem w Nagietka i Gwiazdnicę.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obserwowałam z zaciekawieniem co się działo. Pierwszy kot, który przyszedł z innej strony niż oni, o innym zapachu i innym odcieniu głosu, przedstawił się jako Sroczy Ogon. Chwila, ich tata to nie był ten no, Barwna Woda? Hm. Oh!!! Oh ohohhh, partner taty! To tak... Można? Można mieć kocięta z kimś innym niż że swoim [I]partnerem[i], ciekawa sprawa, bardzo, bardzo ciekawa. Wszystko to notowałam w małej główce, pytanie brzmi, czy to zapamiętam.
Potem zjawił się ten tata, o którym już zdążyliśmy już usłyszeć. Barwna Woda. Miał ładne futro, trochę jak Gwiazdnicy. Był ładnym kotem, może nie tak ładnym i nieskazitelnym jak mama, ale ich połączona uroda była w stanie wyprodukować kocię o takim cudownym futerku i kształtach jak ja, Malina. Brawo!
Gdy Barwna Woda zapytał się o ich imiona, podniosłam wzrok prosto na niego i z lekkim, minimalnym, uśmiechem odpowiedziałam. — Malina. Ja-ak Malinnofa Gwiassda. — tak jak ona, byłam gotowa na to, by zrobić wielkie rzeczy w swoim życiu. Jednak ja będę jeszcze lepsza niż ona. — Miiło mi was posnać, obu! — dodałam jeszcze, aby Sroczy Ogon nie poczuł się zignorowany. No i zauważyłam, że w ogóle ich nie przywitałam. Ups?
Przyszedł czas pożegnania, słysząc głos mamy wyrwałam się z obserwacji dwóch tatów. Nagietek i Gwiazdnica. Nie byłam pewna... Czemu akurat się zdecydowali na to zadanie, mnie to jednak zdecydowanie odpowiadało. Bowiem znaczyło to to, że będę mogła zostać wraz z mamą. Mimo, że Klan Rzeki wydawał się... Interesującą sprawą, nie było to jednak tak ważne, jak kroczenie krok w krok z Lśniącą Sadzawką.
— Hee-hej. Bęćiemy pamiętać oo fas... Pszyjdziemy się... Spo-otkać, prawta?! — odpowiedziałam, zwracając się ostatnim pytaniem do mamy. Potem odwróciłam wzrok, patrząc znowu na dwójkę "wybrańców". — Papa, Nakietek... Gfiasnica!! — zwróciłam się do rodzeństwa, mając jednak dość nautralną mimikę. Będę tęsknić, jasne. Jednak czekają na mnie rzeczy większe niż jakieś... Chwilowe pożegnania. Zobaczymy się przecież już niedługo, na pewno.

hehe

════ ⋆★⋆ ════
So now you've done a little wrong
And you swear you didn't do it
But volition left you burdened with a curse
hehe

And you conjure up a fictionnever gonna give you up
never gonna let you downTo get the pretty girl to listen

LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Emocje go przytłoczyły. Nie był pewien, jakie konkretnie - najpierw była ekscytacja i radość z możliwości poznania swoich dzieci, swoich własnych, rodzonych kociąt... a potem Barwną Wodę zaczęły dusić wyrzuty sumienia. Gdy widział, jak część pociech jest smutna z rozłąki z dwójką rodzeństwa. Och, nie, nie powinien im tego robić. Nie powinien ich rozdzielać. Powinny być z matką i rodzeństwem. Serce mu pękło gdy widział, jak Maczek płacze, serce mu się ściskało od każdego ruchu, gestu i każdego słowa któregokolwiek z kociaków.

Nie wiedział, co czuć. Oczy mu się zaszkliły gdy zerknął ku Kapustce, potem Lśniącej Sadzawce a potem znowu zlustrował wzrokiem wszystkie osiem osesków. I westchnął głęboko, przełykając ślinę. Nagietka i Gwiazdnicę polizał czule po głowie, każde kolejne kocię bardzo delikatnie, niepewnie próbując chociaż trącić nosem - o ile te na to przyzwoliły. Nie zmuszałby ich do kontaktu. Był dla nich, jednak, na ten moment, wciąż obcy.

- Spokojnie, skarby. Nasze Klany graniczą ze sobą. Gdy podrośniecie i zaczniecie trening... będziecie mogli się widywać. Z rodzeństwem i z mamą, obiecuję. Nie zapomną o was - zapewnił Nagietka i Gwiazdnicę, uśmiechając się czule, chociaż było w tym uśmiechu nieco melancholii. Jakby smutku. - A Klan Rzeki, kochani, na pewno Wam się spodoba. Będziecie spać ze mną w Królikarni, dobrze? To miejsce podobne do tego, gdzie spędzaliście czas z mamą, pachnie tam podobnie... i macie już gotowe legowisko. Poznacie moich uczniów... na pewno znajdziecie też kolegów - nie był tego pewien, ale pewien był, że zadba o to, aby jego dzieci czuły się w Klanie Rzeki komfortowo.

Zwrócił się do pozostałych z kociąt. Och, były... idealne, wszystkie. Będzie chciał je poznać, gdy podrosną, tak. - Opiekujcie się mamą, i sobą nawzajem. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości znowu się zobaczymy, kochani.

Barwinek otarł się bokiem o bok Sroczego Ogona i wdzięcznym, szklistym wzrokiem zerknął ku Lśniącej Sadzawce; i kiwnął jej głową. A potem pochylił się nad córką, nad Gwiazdnicą, chwytając ją po chwili ostrożnie, delikatnie za luźny płat skóry na karku. Ruchem ogona wskazał ku Nagietkowi, jakby chciał zasugerować swojemu partnerowi, aby on zajął się nim.

Stał tam jeszcze chwilę, wpatrzony w medyczkę Klanu Wichru i pozostałe sześć pociech, które z nią zostały. A potem, uśmiechając się delikatnie, ruszył w kierunku obozu. Nerwowy. Ale szczęśliwy. Chyba. Tak czuł.

zt <3
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Formalnie, Drewniana Łapa nigdy jeszcze nie odwiedzał granic klanu - przynajmniej nie ze swoim mistrzem. Nie narzekał jednak; w końcu Jaśniejący Płomień nie miał tylko jego jednego na głowie, a trzech innych terminatorów, więc Drewno nawet nie oczekiwał, że dostanie od kocura niepodzielną uwagę. Czuł się jednak wyjątkowo źle siedząc całymi dniami w jednym miejscu, albo tylko wymieniając mech. Nie chciał prosić ojca czy matki o zabieranie go na patrole; czuł się wtedy niesamowicie przegrany, jakby zupełnie zawiódł ich nadzieje. Nie miał za to najmniejszych problemów z przyklejaniem się do innych wojowników, którzy akurat wychodzili na rutynowe obchody granic. Odkrył w pewnym momencie, że wystarczyło ładnie się uśmiechnąć do zmierzającego do wyjścia z obozu wojownika, aby większość z nich zgodziła się robić za niańkę dla terminatora.
A jego ulubionymi towarzyszami takich wypadów byli Klekoczący Bocian oraz Trawiasta Polana, którzy właściwie sami zajmowali w rozmowie tyle miejsca, że Drewno nie musiał się nawet odzywać. Gdy dzisiaj zauważył, że zmierzali właśnie oboje poza obóz, wystarczyły dwa spojrzenia i jeden uśmiech, aby wojownicy po prostu przystali na jego towarzystwo. Patrol zaczęli w okolicy Podmokłego Brzegu i skierowali się wzdłuż granicy z klanem Rzeki, zostawiając Szare Topole za sobą. Wojownicy szli przodem, jak zwykle rozmawiając ze sobą, natomiast Drewno podążał kilka kroków za nimi, skupiając się bardzo na tym, by zapamiętać, gdzie dokładnie idą. I tak był tym zaabsorbowany, że nie zauważył jak grząski stał się teren, po którym się poruszali.
Obie prawe łapy kocurka straciły oparcie, a on sam plasnął głośno brzuchem prosto w błoto, które skutecznie pokryło go prawie do połowy. Leżał tak, niezdarnie rozkraczony, przez dwa uderzenia serca, zanim wstał, cały skrzywiony, z pełną świadomością, że nieprzyjemnie zimne błoto nie zamierzało się odkleić od jego sierści samo, a wojownicy wesoło dreptali dalej, chyba niekoniecznie zorientowani, że właśnie zgubili towarzysza patrolu. Drewno stał, mentalnie po szyję w brązowej paćce, drżąc lekko i nie wiedząc, co teraz - czy powinien biec za Trawiastą Polaną oraz Klekoczącym Bocianem, czy też spróbować się chociaż odrobinę wyczyścić.

//Ziółko
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Okazywało się, że chociaż Skrzące Słowo pozował na doskonałego wojownika, wcale nie był tak idealny i jak przychodziło do treningu zawodził tylko odrobinę mniej niż wcześniejsi mistrzowie Ziółko. Co prawda dało się go wytłumaczyć faktem, że miał więcej niż jednego terminatora, więc nie mógł poświęcać kotce całej swojej uwagi, jednak nie zmieniało to nic w rozczarowaniu, które czuła.
Był to jeden z powodów, dla którego kontynuowała swoje wycieczki po terenach, kierując się bardziej ku Wichrowej granicy. Spotkanie z Roziskrzonym Niebem przynajmniej czymś zaowocowało - Ziółko mogła poćwiczyć walkę w praktyce, coś czego nie udało się zrealizować pod okiem wojowników jej własnego Klanu. Dlatego patrzyła na sąsiadów łaskawym okiem, chociaż niby nie należało sądzić pory młodych liście po jednej jaskółce...
Tym razem idąc wzdłuż granicy minęła się z dwójką innych wojowników, którzy szli z przeciwnej strony. Byli zagadani, więc Ziółko tylko skinęła im bez słowa głową, nie próbując nawiązywać kontaktu. Natomiast kilkanaście kroków dalej napotkała kolejnego kota, który zwrócił jej uwagę głównie tym, że cały był umazany w błocie.
- Eeee. - Pierwsza próba przywitania się zakończyła się porażką, bo głos utknął Ziółku w gardle. Nie wiedziała, czy widok jest komiczny, żałosny czy straszny. Odchrząknęła. - Cześć? - Podjęła drugą próbę. - Chyba miałeś wypadek?
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Stał tak i wyglądał jak co najmniej cztery nieszczęścia. Błoto zaczynało już powoli z niego skapywać, ale dalekie było od wyschnięcia, a on sam był zbyt sparaliżowany samym uczuciem czegoś niespodziewanie lepkiego oraz mokrego, aby otrzepać się po prostu i iść dalej. W tym czasie wojownicy, którzy mieli go poniekąd pilnować, wesoło szli dalej, nieświadomi małej tragedii za ich plecami. A jakby tego wszystkiego było mało, ktoś się zbliżał po drugiej stronie rzeki. Drewno modlił się w duchu o to, by nieznajomy Rzeczniak po prostu przeszedł i nawet nie spojrzał na niego. Może przy odrobinie wysiłku po obu stronach Drewniana Łapa zostałby uznany za element krajobrazu? Oby?
Bez szans.
- Huh? - Podniósł wzrok, gdy tylko usłyszał czyjś głos. Gdyby mógł, spaliłby się ze wstydu, bo wyrąbać się prawie na pysk to jedno, ale zrobić to, gdy ktoś patrzy... Zupełnie inna sprawa. Wziął głęboki wdech. Kotka nie wyglądała na kogoś, kto miałby się zacząć natychmiast z niego śmiać, ale było to wyjątkowo nikłe pocieszenie. Co, jeśli był z nią ktoś jeszcze? Nawet cały klan Rzeki?
- N-nie, ja tylko... - Tylko co? Jestem fajtłapą i nie umiem nawet chodzić? - ...poślizgnąłem się na błocie - wymamrotał, godząc się z faktem, że zrobił z siebie kompletne pośmiewisko. Położył uszy po sobie. - Nic mi nie jest - wymamrotał, chociaż mijało się to z prawdą i było to widać na pierwszy rzut oka.
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z jednej strony zdawała sobie sprawę, że kiedy ktoś stoi przed tobą cały umazany błotem, najgorsze co można było dla niego zrobić to się gapić, ale nie mogła przestać. Wpatrywała się w kocurka nieco zadziwionym spojrzeniem, nie skupiając się na jednym punkcie, a przeskakując po całej jego sylwetce. Właściwie to w żadnym miejscu nie wyglądał lepiej, ale przynajmniej nie widać było, żeby miał jakieś groźne uszkodzenia. Tylko czy jakąkolwiek rana miała szansę wyjrzeć spoza tej panierki?
- Oh. Rozumiem. - Miauknęła elokwentnie na równie błyskotliwe wytłumaczenie Wichrzaka. - Zdarza się. - Dodała bez przesadnej empatii czy litości w głosie, za to raczej brzmiała rzeczowo, jakby takie wypadki oglądała co najmniej raz na pełnie księżyca. Poślizgnięcie w błocie nie było może czymś wartym pochwały, ale w sumie spodziewałaby się, że ze swoim szczęściem też mogłaby zaliczyć taką wątpliwą przyjemność. Nie czuła potrzeby oceniania kocura.
- Nie jest stąd daleko do rzeki, może chciałbyś się opłukać? - Zaproponowała. Co prawda błoto spływało, ale pewnie poskleja futerko... Ona nie chciałaby tego potem zlizywać.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Największa rana, jaką nabył przy tym upadku, znajdowała się na jego i tak już wątłej dumie oraz poczuciu własnej wartości. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że ciągły wzrok kotki na jego sylwetce jakoś pomagał, skoro było wręcz przeciwnie - czuł jak go świdruje spojrzeniem, choćby nawet nie miała tego w planach. Zdawał sobie sprawę, jak mało okazale wyglądał na co dzień, a oklejone błotem futro pewnie tylko zmniejszało jego ogólne rozmiary, ukazując, że jeszcze trochę mu brakowało do wyhodowania odpowiedniej ilości mięśni. Gdyby nie sierść na policzkach, pewnie byłby cały czerwony ze wstydu niczym mak w trawie.
Pokręcił gwaltownie głową w reakcji na propozycję.
- N-nie umiem pływać - wykrztusił w końcu. - A-ale dziękuję. Za pomysł. - Spróbował się uśmiechnąć, chociaż wyszedł mu raczej żałosny grymas, z odległości wyglądający pewnie jeszcze gorzej, niż gdyby kotka stała obok. Westchnął. Czuł, że powinien się ruszyć z miejsca, dogonić patrol, ale na samą myśl o tym robiło mu się skrajnie nieprzyjemnie.
- Chyba poczekam aż wyschnie... - zaczął, właściwie nie wiedząc, po co to mówi. Żeby nieznajoma się nie martwiła? Żeby jakoś sobie zracjonalizować kolejne kroki?
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cofnęła do tyłu uszy. No tak, zapomniała, że nie każdy jest tak zaznajomiony z wodą jak Rzeczniaki. Nawet przy jej miernej edukacji, akurat pływanie znajdowało się na szczycie listy rzeczy, których nauczyła się w życiu. Z jednej strony przynajmniej miała czym się pochwalić, z drugiej, w chwili załamania nie miałaby się nawet jak utopić ze smutku - nie żeby planowała, ale przy jej pikującym w dół światopoglądzie nie należało niczego wykluczać.
- To nie jest specjalnie nic trudnego i mógłbyś opłukać się przy brzegu, ale nie będę cię namawiać. - Stwierdziła, nadal trzymając się myśli, że to naprawdę było najlepsze wyjście dla ubłoconego kocurka. Nie mniej, nie zamierzała specjalnie naciskać na ten pomysł, skoro zdecydował, że woli po prostu wyschnąć. - No, może się samo wykruszy. - Delikatnie wzruszyła barkami, bo skoro on poinformował ją o swoim pomyśle, pewnie oczekiwał, że jakoś go skomentuje. Niemniej, nie miała za wiele do dodania w tym temacie, więc zamilkła na kilka uderzeń serca, próbując nie gapić się w międzyczasie zbyt natarczywie.
- Toooo... Skoro już rozmawiamy, nazywam się Zielna Łapa. - Oznajmiła finalnie.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Doceniał jej troskę i pomysł - w końcu nawet się nie znali - ale to zwyczajnie nie było rozwiązanie dla niego. Pokręcił głową, może ponownie odrobinę zbyt gwałtownie.
- Trochę się boję. Prądy i w ogóle - słyszał o nich od kogoś ze starszych wojowników, ale nie był pewien, gdzie i kiedy, a nawet od kogo. Za to wizja przemoczonego kota kręcącego się wokół własnej osi w nurcie rzeki wyryła się w jego pamięci mocniej, niż by sobie tego życzył. Szanse, że z własnej woli wszedłby do rzeki bez żadnego ubezpieczenia w postaci faktycznie umiejącego pływać kota… Były niższe niż zero. Wolał poczekać, aż faktycznie błoto wyschnie i samo skruszeje, a potem będzie mógł się go pozbyć tak samo, jak pyłu czy innych nieprzyjemnych rzeczy. Tyle dobrego, że nie miał długiego futra.
Rozmawiali? No chyba tak, w sumie. Chyba rozmawiali. Bardzo niezręcznie i właściwie o niczym, ale była to jakaś rozmowa.
- D-drewniana Łapa - przedstawił się, jak na dobrze wychowanego kota przystało. Spróbował się nawet uśmiechnąć, chociaż domyślał się, że wyszedł mu raczej dziwaczny grymas, niż cokolwiek przyjaznego.
- Too… Jesteś z Klanu Rzeki, tak? - Prawie sam się skrzywił, słysząc swój głos. Niesamowite, co za konstruktywne pytanie, brawo, Drewniana Łapo, świetnie ci poszło. Miał nadzieję, że kotka nie uzna go za jakiegoś półgłówka, chociaż pewnie już tak o nim myślała. Sam by tak o sobie myślał na jej miejscu.
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwała łbem, ostatecznie kończąc temat. Skoro kocurek przyznał wprost, że boi się rzeki, tym bardziej nie zamierzała dalej namawiać na pływanie. Z tego co wiedziała to strach bywał w wodzie gorszy i bardziej niebezpieczny niż same prądy czy wiry. Sama potrafiła pływać, ale nie chciałaby narażać innego kota - nie miała pojęcia, czy w trudnej sytuacji potrafiłaby go wyratować z opresji.

Uśmiechnęła się, kiedy Wichrzak się przedstawił. Był to bardziej uprzejmy niż wesoły uśmiech, ale poszło jej odrobinę lepiej niż nowemu koledze. Rozmowa rzeczywiście nie należała do najbardziej zręcznych, ale Ziółko przeżyła zdecydowanie gorsze i nie zamierzała się od razu zrażać.
- No tak. - Przyznała mu rację i ugryzła się w język zanim powiedziała "A ty z Wichru". Wtedy poziom konwersacji zapadłby się w błocie tak jak chwilę wcześniej Drewniana Łapa i nie byłoby już czego ratować.
- To w Klanie Wichru w ogóle nie uczycie się pływać? - Spróbowała.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bał się wielu rzeczy, nie tylko rzeki i prądów, ale tego nie musiał jej mówić. Nie musiał mówić nikomu, a przynajmniej nie teraz. Najlepiej nigdy. Cieszył się za to, że nie drążyła więcej tematu; zamiast na odrzucaniu uprzejmych propozycji skupił się teraz na modleniu się o odrobinę słońca, aby błoto wyschło szybciej.
Pokręcił głową w odpowiedzi na jej pytanie.
- Nie mamy od kogo. - Nie wydawało mu się, by chociaż jeden z jego klanowiczów miał przyjemność nauczyć się pływać, przynajmniej nie z tych obecnie żywych. Kto wie, może Czerwony Pazur miał jakieś ukryte talenty, którymi się nie podzielił? Drewniana Łapa odruchowo chciał usiąść i nawet już obniżał tylną część ciała, kiedy zorientował się, że właściwie to nie wyszedł jeszcze z tego błota, i poderwał się gwałtownie do góry. Odchrząknął, żeby ukryć zakłopotanie, a potem chwilę mu zajęło znalezienie pytania, które mógł zadać bezpiecznie, bez bycia posądzonym o marne akcje wywiadowcze.
- Czy to prawda, że jecie tylko ryby? - zagaił dla odmiany usłyszaną gdzieś kiedyś plotką.
x
I always simplify this all the time
somehow I think that I'm alone
I wake up every day and change my mind

✧*̥ ˚xgood morning x*̥ ˚✧
I've been here before the warning
it opens up the door
and now I'm falling
﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości