Niestety, jej kopnięcie było zbyt lekkie by jakkolwiek zrobić na wichrzaczce mocniejsze wrażenie. Wierzbownica już szykowała się do kolejnego natarcia, gdy szylkretka zeskoczyła z jej piersi, ewidentnie sygnalizując że dla niej to już koniec. Kremowa wstała i otrzepała pobieżnie futro z piasku i ziemi. Nie poszło jej wcale tak źle, jeszcze nie wyszła z wprawy. Dobrze było jednak to przetestować. Na komplement skinęła głową. -Dzięki. Ty też. - odparła, po czym sama przysiadła. Na pytanie kocicy strzepnęła ogonem. No pewnie że nie. Może i była medyczką, ale szkoliła się też na wojownika. - Nie. Musiałabyś się bardziej postarać. - miauknęła, uśmiechając się drapieżnie. Spojrzała na pyszczek kotki. - A twoja szczęka jest cała? - zapytała, mając w pamięci to jak orientalna mordka oberwała od niej solidnego kopniaka. Poruszyła uchem, po czym przesunęła łapą po nosie, usuwając z tamtąd resztki piasku. Pokiwała głową. Faktycznie, cały czas szły praktycznie łeb w łeb. -Jasne. - mruknęła. - Może kiedyś rozegramy rewanż. - dodała. O ile jej obowiązki na to pozwolą, ale sama chętnie zmierzyłaby się z wichrzaczką raz jeszcze.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Nie wiem czy chcę ryzykować nadwyrężeniem relacji międzyklanowych przez uszkodzenie Rzece jedynego medyka. — Odpowiedziała z szerokim uśmiechem na mordce. Jeszcze musieli by oddać jednego swojego! Niedoczekanie, nie oddałaby żadnej z kotek. Chyba, że same chciałyby przejść, to zupełnie co innego. — Już nie boli, bez obaw!
Machnęła łapą nonszalancko. Może troszkę, ale nic, czego nie przeżyłaby już wcześniej. W najgorszym najgorszym wypadku jutro w kociarni będzie odrobinę ciszej, a bajki dzieciakom poopowiada Przybrzeżna. Albo zatrudni się do tego Lisa, on też miał dryg do mówienia co mu ślina na język przyniesie. Idealny kandydat do zabawiania pisków.
— Chętnie! Jak wpadniesz znowu nazbierać tutaj roślin to może się spotkamy. To co tam zbierasz? I co chciałabyś wiedzieć na temat kociaków? — Wyszczerzyła się lekko, przerywając na moment układanie futerka żeby spojrzeć na medyczkę. Faktycznie, jakby przyjrzeć się jej mocniej to trochę przypominała swojego brata. Ciekawe czy prędzej czy później trafi na resztę ich rodzeństwa? A może była ich tylko dwójka? Ach, tyle pytań! I właśnie nasunęły jej się kolejne. — O, o, dobrze że na ciebie wpadłam! Może ty wiesz do czego służy ta okropnie śmierdząca mysia żółć? Albo czy opłaca się zbierać miód? Bo, no, jest smaczny i można nim maskować inne zioła, ale jeśli to tylko to, to... no. Niezbyt dobra oferta. Nie tak dawno temu widziałam gniazdo dzikich pszczół, ale skutecznie mnie odstraszyła wizja użądleń. Raz widziałam jak Niezapomnianą podziabały, biedna cierpiała strasznie. Nie chciałam ryzykować tego samego, szczególnie poza granicami klanu.
Czy znowu mówiła za dużo? Być może. Nie na darmo Ślimaczek określała Wicher najbardziej rozmownym z klanów!
Uniosła jedynie brew na słowa szylkretki, a z jej piersi dobyło się ciche fuknięcie. Gdyby nie jej przemęczenie pracą w lecznicy chuda wichrzaczka raczej nie miała by szans. Cokolwiek. Zresztą, nie szkoliła się na wojownika.
Na pytanie lekko zmarszczyła brew. Kociaki? Ah.. to miała być ta niesamowita wiedza którą szylkretka miała jej przekazać. Nie wiedziała co by chciała usłyszeć. Kocięta raczej jej nie interesowały. Chwilę później Mrówczy Szlak rozgadała się tak bardzo, że Wierzb aż zamrugała. Czy wszyscy w tym klanie tak świergoczą? Lekko cofnęła jedno ucho. Z zainteresowaniem słuchała części i medykamentach...zdaje się, że temat ten bardzo wojowniczkę interesował. Ciekawe dlaczego. I dlaczego pyta o to ją. Gdy ta wreszcie skończyła, kremowa zaczęła odpowiadać po kolei. -Szukałam łopianu i lebiodki. - miauknęła lakonicznie. Przesunęła łapą po kryzie, otrzepując z niej pozostały brud. -A o kociakach.... Cóż, możesz powiedzieć cokolwiek. - mruknęła swoim zwyczajnym, flegmatycznym tonem. Przerwała na chwilę, obserwując kotkę, a wyraz jej pyszczka pozostawał bez wyrazowy. - Dlaczego nie spytasz o to którejś z waszych medyczek? - zapytała. Z tego co było jej wiadome, poza Ważkowymi Szuwarami była jeszcze Niezapomniana Łapa. Czyżby Wicher też nie mógł ufać swoim medykom? Właściwie nie zdziwiłaby się. Przecież Ważkę szkolił nie kto inny jak Poeta. - I dlaczego właściwie aż tak interesują cię zioła? Jesteś przecież Matką. - dodała. Zrobiła krótką pauzę. - Mysią żółć używa się do usuwania kleszczy. Przykłada się nasączony nią mech do pasożyta, a ten po jakimś czasie odpada. - miauknęła. - Miodu używa się jako dodatku przy leczeniu przeziębienia i kocięcego kaszlu, a także zielonego i białego kaszlu. Łagodzi ból gardła, kaszel i chrypkę. - dodała, dzieląc się całą swoją wiedzą w tym temacie. Może usłyszy coś w zamian o ich medykach?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Dwukolorowe uszka drgnęły, jak popchnięte wiatrem, do tyłu na odgłos fuknięcia. Tylko na ledwie zauważalny moment, za to szylkretowe myśli już popędziły w dal. Uderzenie serca później strzepnęła jednym uchem i skupiła się, pozornie, wyłącznie na pielęgnowaniu futerka na swojej piersi, ale raz po raz posyłała kontrolne spojrzenia kotce. Końcówka szylkretowego ogona, zawiniętego teraz wokół jej tylnych łap, wierciła się na boki jak dżdżownica po deszczu.
— Mmm, łopian rośnie w takich miejscach? — Uniosła lekko brew. A więc jednak, chyba po prostu miała pecha na terenach niczyich. Albo poprosiła nie tego kota o pomoc. Może Lawendowa Gwiazda po prostu nie wiedziała jak wygląda łopian... kurczę, tego nie przewidziała wcześniej. Następnym razem poprosi Falę. Albo Żbik, ona też powinna wiedzieć, po tym jak opowiedziała jej o swojej nieudanej wyprawie. — Lebiodki nie znam, chyba nie gdy nie słyszałam. To też na rany? A, szerokie pole do popisu mi dajesz. — Uniosła kącik pyszczka, ale patrząc na mordkę kotki, ta raczej nie interesowała się wybitnie tematem. No cóż, umowa to umowa, a szylkretka była przyzwyczajona do rozmawiania z kotami które poświęcały jej co najwyżej 3% swojej uwagi. Takimi trochę mniejszymi niż koleżanka, ale no. — Mamy w kociarni takie dwa świecące punkciki, i dzieciaki zawsze myślą, że to oczy jakiejś bestii. Potwora, albo lisa, czegoś w tym rodzaju. Nikt już nie wie skąd się tam wzięły, a to tylko dwa takie małe, czerwone kamyczki! Ogólnie, to mamy pełne łapy roboty, bo dopiero niedługo będzie ceremonia kociąt jednej z Matek, bardzo długo mieliśmy ograniczony skład... A potem, tak jak mówiłam, w kociarni zostanie tylko miot naszej byłej zastępczyni. Wszystkie są kompletnie czarne jak ona, uwierzysz? Cała czwórka!
Zatrzymała się na moment i właśnie wtedy padło następne pytanie. Bardzo dobre pytanie, tak właściwie.
— Mogłabym, ale widzisz, pytałam je już o kilka ziół wcześniej i wolałabym im nie zawracać ogona tak często, zanim będą miały mnie dość. Mają sporo ważniejszej roboty niż odpowiadanie na moje pytania. Stąd pytam różne koty. — Mrugnęła do kotki jednym okiem. — Czysto hobbystycznie! Od kociaka tak mam, o pierwszych mi mówiła jeszcze moja Matka na treningu. O nagietkach i stokrotce, dokładniej. Nie spieszy mi się do poznawania wszystkich naraz, i tak pewnie ich nie zapamiętam, a mam inne zajęcia. Raz na jakiś czas dowiem się czegoś nowego, może potem znajdę na terenach. Nie masz tak? Jakichś specjalnych zainteresowań?
Uniosła jedną brew w pytającym wyrazie pyszczka. Sporo kotów tak miało, Krzyk i jej mrówki, Warchlak i kopanie, Bójka i ryby, Trufla i rośliny... Zioła nie mogły być aż tak niecodzienne? W tym wszystkim aż zapomniała o swoim drugim hobby, chociaż może to i dobrze. Kremowa kotka pewnie nie chciałaby być teraz zalana potokiem słów o ptakach.
— Ooh, sprytne! Od tego smrodu pewnie też miałabym dość. Dziękuję! — Długa mordka rozpogodziła się. — A, to brzmi przydatnie skoro pomaga na tyle rzeczy. Jasne jasne, zapamiętam. Warto okradać pszczoły nawet kosztem pożądlenia przez wściekły rój.
Przytaknęła. - Między innymi, można go znaleźć oczywiście także gdzie indziej. - miauknęła. - A lebiodka służy w celu odstraszenia pcheł, liść wciera się w futro pacjenta.- dodała jeszcze, dzieląc się i tą wiedzą. Bo co jej szkodziło? Nic.
Słuchała jak szylkretka opowiada o kociętach, a było tego sporo. Widać było że nie bez przyczyny została właśnie Matką. Słychać było po niej pasję do mlekopijków.
Skinęła głową. - Musicie mieć tam niezłe urwanie głowy. - miauknęła, wyobrażając sobie pracę na co dzień w takim otoczeniu. Ona by tak nie mogła.
Zastrzygła uszami gdy przyszło do odpowiadania czemu nie pyta o zioła swoich medyczek. Brzmiało w sumie logicznie. Przynajmniej w Wichrze nie trzeba było się obawiać tego że medyk mógł okazać się niezrównoważonym szaleńcem. Wyjaśnienie również zrozumiała, kiwając głową. - Moim jest medycyna własnie. - miauknęła. Właśnie dlatego od zawsze aspirowała na medyczkę. Co koniec końców, udało jej się osiągnąć.
Na podziękowanie skinęła lekko łebkiem. - Nie ma sprawy. Bądź mimo wszystko ostrożna, takie spotkanie musi być wyjątkowo bolesne. - mruknęła jeszcze, jednak przyjaźnie do szylkretki. Musiała przyznać, że chociaż kotka mówiła tak z dziesięć razy więcej niż sama Wierzb, całkiem w porządku się z nią rozmawiało. Zawsze była to jakaś odmiana od interakcji dzień w dzień z rzeczniakami.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
O, a więc jednak rósł też gdzie indziej? To by się zgadzało, miał być pospolitym ziołem. W takim razie albo pech, albo niewiedza. Może jedno i drugie, a może jeszcze co innego. Wystarczy, że jakiś obeznany samotnik przeszedł niedawno tą samą trasą i wyzbierał cały. Kto to wie.
— Ma to sens, dość intensywnie pachnie... Pewnie im się nie podoba. — Pomarańczowe oczy błysnęły, a szylkretowa Matka znowu uśmiechnęła się szeroko. Intensywne zapachy do wypędzania pcheł, sprytne. Bardzo sprytne. Ciekawe czy jakby znalazła coś równie mocno pachnącego to działało by w ten sam sposób? A może pchły reagują tylko na lebiodkę bo akurat ten zapach im się nie podoba? Szkoda że na kleszcze to też nie działa, wytarzałaby się w lebiodce i miałaby spokój. Paskudy uwielbiały się czaić w wichrowych trawach.
— Oj, mamy! Lecznica na pewno jest znacznie spokojniejsza, a przynajmniej cichsza. — Zaśmiała się ciepło. — Przyzwyczaiłam się już do gwaru. Chyba nawet wolę jak jest głośno, przynajmniej wiadomo, że dobrze się czują i wszystko jest w porządku.
— A, to tym bardziej gratuluję rangi! Właściwy kot na właściwym miejscu. — Owinęła sobie łapy ogonem. Jeżeli kotkę fascynowało leczenie tak bardzo jak ją ptaki, Rzeka mogła znów spać spokojnie; kilka księżyców i pewnie skończy trening równie szybko co Ważka. Tego jej życzyła, bo polubiła kremową. Oby tylko nie dopadł jej jakiś nieszczęśliwy wypadek po drodze, ostatnimi czasy zbyt wiele kotów ginęło i umierało...
— Postaram się! Na takie właśnie wyglądało. — Skrzywiła się, myśląc o biednej pożądlonej przez pszczoły medyczce. — W takim razie nie przeszkadzam ci więcej, powodzenia w zbieraniu ziół. I uważaj na siebie, te plotki o samotniku brzmią groźnie. Pozdrów brata ode mnie i do zobaczenia na rewanżu! — Miauknęła na pożegnanie i ruszyła galopem w prawo, w kierunku Grzmiącej Ścieżki. Zanim zajdzie słońce zdąży sprawdzić co tam nowego u wron. [zt]
Skinęła głową. Rozumiała, chociaż ona osobiście zdecydowanie wolała ciszę lecznicy. Cóż, co kot to inny gust.
Mile zaskoczyły ją gratulacje z pyska wichrzaczki, na co delikatnie kiwnęła głową, i uśmiechnęła się lekko. Miło było słyszeć, że jest się właściwym kotem na właściwym miejscu. Czyż nie do tego zawsze dążyła? - Dziękuję Mrówczy Szlaku. - miauknęła, po czym pokiwała głową na dalsze słowa szylkretki.
Plotki o samotniku.. tak, dotarły do niej. Zwłaszcza, że głównym zainteresowanym okazał się jej rodziny brat. O co jeszcze musiała go wypytać. - Dziękuję, ty również uważaj. Pozdrowię Wiesiołka od ciebie. - miauknęła, po czym gdy kotka się zebrała, kremowa również wstała, i kiwnęła jej na pożegnanie ogonem. Następnie wróciła do zbierania ziół.
Donośny Krzyk trzymała się z tyłu, nie musiała w końcu chcieć patrzeć w oczy kocurowi, który miał być nikim innym jak przypadkowym samcem, dzięki któremu będzie mogła mieć kocięta. Szkoda tylko, że owe kocięta, a przynajmniej jedno z nich, były na tyle zainteresowane postacią ojca, że nie mogły przestać pytać. Mały Kiełek, jak tylko dowiedział się, że nieobecny tatuś nigdy ich nie chciał, poczuł jakby zawalił mu się świat, nawet jeśli nie potrzebował w życiu nikogo poza matką. Wytargał Krzyk błaganiami o przejście się na granice, obiecał że będzie grzeczny i może nawet siedzieć sam! Uszczęśliwiony zgodą, w podskokach leciał w kierunku, który mu wskazywała, a im bardziej czuł obcą woń, tym bardziej zaczynał się stresować rychłym spotkaniem.
Pierwsze co zrobił, gdy stanął przy granicy, to wpadł w błotnistą kałużę, która paskudnie przylepiła mu się do futerka na łapie i sprawiła, że się poślizgnął. Wyklął cichutko pod nosem głupie bagno, uderzył w ziemię z frustracji i znalazł suche miejsce, by stać w bojowej pozie i czekać. Mama zakazała przekraczać granic, więc kwestią czasu było aż kogoś spotka.
Księżyce: 14 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Ojciec: Białobrody, Górski Potok
Niewielki, mniejszy od przeciętnego kota; barczysty; niebieski dymny; klasycznie pręgowany (ghost markingi); biel pokrywająca prawie całego kota, wyłączając szary ogon; żółte ślepia; uszy typu curl; płatki kwiatów wplecione w sierść
Życzliwy - właśnie tym słowem można opisać Dmuchawca. To typ kota, który pozwoli nadepnąć sobie na ogon, gdyby komuś innemu miałoby to poprawić humor. Do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. Zawsze chodzi uśmiechnięty i chciałby tym uśmiechem zarażać inne koty. W końcu za długo przebywał w odosobnieniu lecznicy, żeby miał się teraz krzywić. Nie lubi przemocy, nawet zwykły sparing wywołuje w nim niepokój, jest pacyfistą.
Białobrody był pierwszym, który zauważył wichrowe koty. Zatrzymał się (to samo zrobił wówczas jego syn) i przez dobrą chwilę wyraźnie się nad czymś zastanawiał. Finalnie zaproponował Dmuchawcowej Łapie, żeby to on porozmawiał z nieznajomym, wyraźnie czekającym na coś przy granicy. Oba kocury były na pierwszy rzut oka w tym samym wieku, także istniała szansa, że się dogadają. Dmuchawiec nie widział w tym żadnych wad, ba, będzie to pierwszy raz, gdy spotka kogoś spoza Klanu Rzeki, czuł ekscytację.
Zostawiwszy ojca z tyłu, podszedł w stronę granicy. Uniósł przy tym ogon, żeby pokazać, że nie ma złych zamiarów. Przeskakiwał po skałkach, aż znalazł się bliżej nieznajomego. Wichrzak wyglądał na młodego, może rzeczywiście byli w podobnym wieku.- Cześć. Czekasz na kogoś? -Zagaił na sam początek. Jego pozycja wskazywała na... bojowość.