Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Oh tak, zdecydowanie masz rację. Gdyby komuś w trakcie walki pomieszały się zapachy, nawet znajomość swoich pobratymców mogłaby nie wystarczyć — przytaknął, kręcąc powoli głową. Oczywistym jednak było, że nawet kocięta, gdyby dostały pod nos koty z trzech różnych klanów, choć nie potrafiłyby ich nazwać, potrafiłyby wskazać różnice i stwierdzić, że są to zapachy skrajnie różne. Sprawy mogłyby się komplikować, gdyby walki prowadzone były w sojuszach - wówczas rzeczywiście nierozróżnianie zapachów mogłoby być problematyczne i ryzyko zaatakowania "swoich" znacznie wzrastało. Wolał się jednak nie odzywać na ten temat - nie był od tego, by edukować i wyprowadzać z błędu cudzą młodzież. Kto wie, czy pewnego dnia nie będzie im dane stanąć ze sobą w szranki?
— Niestety nie znam imion. Wiem jednak, że parokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy ktoś od was naruszył nasze granice — odrzekł zgodnie z prawdą. Zresztą, nawet gdyby znał godności ów rzezimieszków, raczej nie podzieliłby się nimi z pierwszą lepszą terminatorką, której mleko kapało z brody. — Trwa pokój właśnie dzięki temu, że mamy swoje granice. Każdy ma swoją zwierzynę, na którą poluje i nie dochodzi z tego powodu do walk — odparł, nie odrywając od koteczki wzroku. Był przekonany, że gdyby nie granice, do jakichkolwiek konfliktów doszłoby już dawno, szczególnie w porze nagich drzew, gdy o pożywienie jest o wiele trudniej. Oczywiście, teraz też by się coś znalazło, na pewno, ale raczej wszyscy nastawieni byli na pokój. Nie dziwiło go to, straty w klanach raczej nie były zbyt pożądane, aczkolwiek dziwiło go, że nie zostały wszczęte żadne działania, gdy klan Gromu traktował sobie ich granice jak plac zabaw.
Zaśmiał się pod nosem.
— Od jak dawna trenujesz, że jesteś taka pewna? — zapytał, ciekaw odpowiedzi. Nie wypadało mu proponować sparingu w celu sprawdzenia się, któreś z nich musiałoby przekroczyć granicę. Poza tym... Barwna Łapa, choć głupiutka i naiwna, była na swój sposób pocieszna. Byłoby mu żal psuć jej marzenia.
Całkiem spora koteczka o pięknych, żółtych oczach. Jej długie futro, niezbyt starannie ułożone, w większości zabarwione jest na kolor rudy - plamy bieli widoczne są jedynie na pyszczku, z którego obficie spływają na gardło i pierś, na dolnej części łapek oraz na końcówce ogona. Pokrywają także cały brzuch.
Duże dziecko, które - choć już nabrało nieco rozsądku, pomyślunku i zwykle myśli bardziej głową niż sercem - nadal uwielbia korzystać ze swojej bujnej wyobraźni i świetnie odnajduje się w towarzystwie kociąt i młodszych. Ma bardzo duży dystans do siebie, dużo żartuje i zwykle ma dobry humor, co z daleka widać, bo strzela uśmiechami na prawo i lewo. Jest kontaktowa i towarzyska i, choć bardzo lubi wdawać się w dyskusje i bywa nawet kłótliwa, raczej bez kłopotu pozostaje w dobrych relacjach z wszystkimi, zawdzięczając to swojemu dystansowi i tendencji do nietrzymania urazy. Z przepraszaniem nie ma już takiego kłopotu co kiedyś, tak samo jak z Kodeksem Wojownika - za którym nadal nie przepada, ale wreszcie się tolerują i nie przeszkadzają sobie nawzajem. Jest żywym przykładem, że bycie odpowiedzialnym i patrzenie na świat przez różowe okulary wcale się nie wykluczają - często to nawet ona jest głosem rozsądku, gdy przyjdzie co do czego. Do każdej nowej relacji podchodzi pozytywnie i puszcza mimo uszu potknięcia innych, ale daleko jej do naiwności. Może sprawiać wrażenie niedoświadczonej i łatwej do omamienia, ale nic bardziej mylnego - ma głowę na karku i zna się na kotach, więc niełatwo ją zwieść.
Pszczela Łapa [KG], Wrzos [KW], Cardan [NKT]
- Nie o to mi chodziło - mruknęła, marszcząc nosek. Wyśmiał ją? Przecież mówiła z sensem. Była mądra i wyciągała słuszne wnioski, wiedziała o tym. A to, że on jej nie zrozumiał, to już nie jest jej wina i nie powinien zachowywać się... tak niemiło. Tym bardziej, że ona starała się być naprawdę sympatyczna. Nawet zgodziła się go nie atakować! - Nie jestem tak głupia, aby nie rozpoznać swoich. Ale jeśli mielibyśmy konflikt tylko z jednym klanem, a pozostałymi już nie, to nie chciałabym przez przypadek pomylić zapachów i zaatakować tego, kogo nie wolno - wytłumaczyła spokojnie. Jak małemu dziecku! Czy naprawdę dorośli nie potrafią czasem domyślić się tego i owego? Jej życie byłoby tak dużo prostsze, gdyby nie musiała marnować czasu na tłumaczenie oczywistości.
Wzruszyła ramionami. Skoro nie był wstanie wymienić jej imion, po prostu mu nie wierzyła. Ona też mogłaby zagwarantować, że rzeczniacy notorycznie przekraczali granicę, nie powołując się na konkretne przykłady. - Polowania, oczywiście. To ma sens, żeby nie polować na czyichś terenach. Ale tylko przekroczyć granicę o parę kroczków? Co to za różnica, czy stoję tu, czy tam - machnęła łebkiem w stronę kocura. - Przecież i tak można spotykać się z innymi klanami na niczyich, a takie ograniczanie kontaktów, tylko po to, żeby... no, żeby je ograniczyć. Głupie - stwierdziła, ponownie wzruszając ramionami na znak, że nic z tym nie zrobi i nie ma sensu dłużej o tym debatować. Pogadają, ponarzekają, może się pokłócą, a i tak nic się nie zmieni. Chociaż, jeśli kocur by chciał, mogliby zacząć się trochę posprzeczać. Barwa uwielbiała to robić, zwłaszcza, że często takowe kłótnie wygrywała.
- Wystarczająco, aby móc ci zagwarantować, że byś mnie nie złapał - odparła, patrząc na niego otwarcie. - Jakie ma znaczenie, jak długo trenuję? Robię to intensywnie i starannie, od rana prawie do wieczora. Jakbym mogła, to bym za księżyc została mianowana - zapewniła, po czym kichnęła głośno. - Ale nie mogę. Będę musiała czekać, aż skończę głupie dwanaście księżyców. Gdzie tu sens? Jeśli jest się gotowym, wiek nie ma znaczenia - dodała. W końcu zamilkła, czekając na jego odpowiedź.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Teoretycznie atakować nie powinno się nikogo, kto nie przekracza granic, czy w żaden inny sposób nie łamie Kodeksu — zauważył. W takim wypadku zapach inny niż ten klanowy był nieważny - liczyło się tylko to, że ktoś obcy przekraczał granice. Jeżeli tego nie robił, to z jakiego był klanu nie miało tak naprawdę żadnego znaczenia. Kocur zauważył jednak drobne oburzenie Barwnej Łapy, zauważając, że chyba za bardzo starał się dostosować poziomem do swojej rozmówczyni i nieco przesadził. W porządku, w takim razie będzie traktował ją jak nieco starszą.
— A po co miałoby się przekraczać cudze granice? Żeby pozwiedzać? To zbyt duże zagrożenie. Nie można mieć pewności, że to faktycznie będzie tylko spacer, czy tylko dwa kroczki w przód. Zresztą, podczas takiej przechadzki intruz mógłby natrafić na obóz klanu, co spowodowałoby zagrożenie dla obu stron. Łatwiej jest przestrzegać granic, niż pozwalać na ich przekraczanie pod pewnymi warunkami i później mierzyć się z konsekwencjami nieprzestrzegania ich — odpowiedział. Zdecydowanie łatwiej było kompletnie zabronić przekraczania granic i karać każdego, kto się do tego nie stosował, niż później męczyć się z konsekwencjami działań nieposłusznych kotów. Odnalezienie obozu było niebezpieczne chociażby z tego względu że, choć wcześniej się to nie zdarzało, informacja ta mogłaby zostać przekazana dalej i wykorzystana, mogliby zostać zaatakowani. Jeśli jednak taki... wycieczkowicz, zostałby zauważony, prawdopodobnie od razu zostałby posłany do piachu. Nie można by także mieć pewności, że faktycznie nikt by nie polował na cudzych terenach, o każdy gorszy czas klany wzajemnie by się obwiniały i częściej dochodziłoby do konfliktów. Każdy punkt kodeksu był dokładnie przemyślany, Przodkowie doskonale wiedzieli co robią.
— To dobrze, że tak w siebie wierzysz i trenujesz, aczkolwiek pokora także jest ważna. Jestem wojownikiem większą ilość księżyców, niż ty sobie liczysz. Jestem od ciebie większy i silniejszy, w walce nie miałabyś szans, a i uciec byłoby ci ciężko. Należy mierzyć siły na zamiary i nie rzucać się na wszystko, co się rusza. Zawsze znajdzie się ktoś silniejszy, lepszy — rzekł. To dobrze, że terminatorka tak zaciekle trenowała, że miała zadatki na dobrą wojowniczkę, aczkolwiek... póki co sprawiała wrażenie takiej, która poległaby na pierwszym samodzielnym polowaniu, rzucając się na lisa bez jakiegokolwiek pojęcia o walce. Wojownik musiał być nie tylko sprawny fizycznie, ale powinien także umieć myśleć i ocenić sytuacje, z czym gromiaczka zdecydowanie miała problemy.
Całkiem spora koteczka o pięknych, żółtych oczach. Jej długie futro, niezbyt starannie ułożone, w większości zabarwione jest na kolor rudy - plamy bieli widoczne są jedynie na pyszczku, z którego obficie spływają na gardło i pierś, na dolnej części łapek oraz na końcówce ogona. Pokrywają także cały brzuch.
Duże dziecko, które - choć już nabrało nieco rozsądku, pomyślunku i zwykle myśli bardziej głową niż sercem - nadal uwielbia korzystać ze swojej bujnej wyobraźni i świetnie odnajduje się w towarzystwie kociąt i młodszych. Ma bardzo duży dystans do siebie, dużo żartuje i zwykle ma dobry humor, co z daleka widać, bo strzela uśmiechami na prawo i lewo. Jest kontaktowa i towarzyska i, choć bardzo lubi wdawać się w dyskusje i bywa nawet kłótliwa, raczej bez kłopotu pozostaje w dobrych relacjach z wszystkimi, zawdzięczając to swojemu dystansowi i tendencji do nietrzymania urazy. Z przepraszaniem nie ma już takiego kłopotu co kiedyś, tak samo jak z Kodeksem Wojownika - za którym nadal nie przepada, ale wreszcie się tolerują i nie przeszkadzają sobie nawzajem. Jest żywym przykładem, że bycie odpowiedzialnym i patrzenie na świat przez różowe okulary wcale się nie wykluczają - często to nawet ona jest głosem rozsądku, gdy przyjdzie co do czego. Do każdej nowej relacji podchodzi pozytywnie i puszcza mimo uszu potknięcia innych, ale daleko jej do naiwności. Może sprawiać wrażenie niedoświadczonej i łatwej do omamienia, ale nic bardziej mylnego - ma głowę na karku i zna się na kotach, więc niełatwo ją zwieść.
Pszczela Łapa [KG], Wrzos [KW], Cardan [NKT]
Przewróciła oczami. - Wojna rządzi się własnymi prawami - stwierdziła. - Kto wie? Może będę miała nakazanie atakować każdego kota z klanu, z którym mamy wojnę. A ja się pomylę i zaatakuję tego, z kim mamy pokój. Mogę nawet przez to wywołać nowy konflikt - powiedziała, przyglądając mu się bacznie. - No, może trochę przesadziłam. Ale na pewno miałabym z tym bardzo dużo nieprzyjemności - dodała, mając powoli dość tego tematu. Obowiązek znajomości zapachów klanów był faktem, tak samo jak to, że pomyłka w skrajnych przypadkach mogłaby nieść ze sobą konsekwencje. Może rzeczniacy o tym nie wiedzieli i mały kurdupel jak Barwa musiał tłumaczyć im takie rzeczy? W takim razie nie byli aż tak groźni, jak jej się wcześniej wydawało.
Zmrużyła oczy, przekręcając łebek. - To na pewno byłoby łatwiejsze, ale umożliwienie przekraczania granic w odpowiedzialny sposób nie byłoby niemożliwe. Wymagałoby trochę zachodu, ale może to zbyt trudne dla niektórych - mruknęła. Odrobina pomyślunku i przemyślenia i dałoby się to zorganizować, była tego pewna. - Zresztą, nie mówię o jakimś stanowczym naruszaniu granic i spacerach po terenach. Tylko o możliwości spotkania się z innym klanowiczem, nie musząc iść na tereny niczyje. I tyle - dodała spokojnie. - Można by, skoro tak bardzo tego nie chcesz, ustanowić pewną przestrzeń na granicy, która nie należy do nikogo. Taką o szerokości trzech lisich ogonów i tyle. Wtedy można by było się spotkać - wzruszyła ramionami. Na pewno zmniejszenie terytorium klanów o kawałeczek nie robiłoby żadnej różnicy, a już otwierałoby nowe możliwości.
Kiwnęła głową, wzruszając barkami. To, co mówił, miało sens, ale przecież ona o tym wszystkim doskonale wiedziała. - Przecież się na ciebie nie rzucam, ani nie zamierzam walczyć - zaprotestowała, taksując wzrokiem kocura. - Jesteśmy od siebie daleko, a ja, wiedząc, że nie miałabym z tobą szans, od razu zaczęłabym uciekać i biec po pomoc, gdybyś tylko zaczął przymierzać się do ataku. A nie wierzę, że byłbyś w stanie nadrobić taką odległość, jaka nas dzieli - powiedziała. Nie wiedziała czemu, ale czuła potrzebę tłumaczenia się przed burym. W końcu w jakiś sposób wyrabiała jego opinię o najmłodszym pokoleniu gromu, więc nie chciała, aby myślał o niej w zły sposób.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Masz rację — odpowiedział, przytakując dla świętego spokoju i dla skończenia tematu, bo zdaje się, że męczył on już nie tylko jego, ale i terminatorkę. Nie było więc dłuższego sensu w ciągnięciu tego wszystkiego. Bo po co?
Zaśmiał się delikatnie, słysząc odpowiedź Barwnej Łapy. Nie był to jednak śmiech złośliwy, a raczej taki ciepły i przyjacielski. Nie wyśmiewał on bowiem gromiaczki, a jedynie został rozbawiony jej słowami, które świadczyły, cóż, o jej elementarnym braku wiedzy, co było na swój sposób urocze, biorąc pod uwagę fakt, że córka Dzikiej Wiśni uważa się za doskonale wytrenowaną i gotową na zostanie wojowniczką.
— Jest takie miejsce. Są to Cztery Dęby. Są one po środku wszystkich terenów i graniczą ze wszystkimi klanami. Nie należą do nikogo, więc bez obaw można się tam z kimś spotkać bez naruszania niczyich granic — wytłumaczył jej. Dlatego właśnie uważał, że jej poprzednia propozycja nie ma sensu. Jeśli ktoś chce, to jest opcja żeby się spotkać z kimś spoza klanu bez łamania kodeksu. Wystarczyło tylko chcieć, a przy okazji nie ryzykowało się wtedy kradzieżą zwierzyny i później ewentualnymi konfliktami.
— Słuszne podejścia i słuszna taktyka — pochwalił ją. Z jej poprzednich słów jednak wywnioskował, że uważała się ona za kotkę gotową zmierzyć z nim, Skrzącym Słowem. Nie była jednak aż tak przepełniona dumą. To lepiej dla klanu Gromu.
Kremowa wojowniczka patrolowała granicę. Sama, bo nie miała ochoty na towarzystwo żadnego kota, absolutnie żadnego. Nie wstała dzisiaj z dobrym humorem i zamierzała go wyładować na samotnych spacerach. Nie mogła dopuścić do tego, by pokłócić się w klanie z kimś jeszcze, patrząc na to że nie miała tam już nikogo bliskiego kto lubiłby ją w choć najmniejszym stopniu, powinna się hamować by nie narobić sobie wrogów. Więcej wrogów.
Kopała malutki kamień, co jakiś czas obserwując granicę z gromem. Nikt nie przychodził, nikt im nie zagrażał, był zupełny, nudny spokój. Długowłosa westchnęła cicho, przystając przy wysokiej brzozie. Zwykle patrole chciała ogarniać szybko, żwawo, by się z nich jak najszybciej wywiązać, jednak teraz nie miała się po co śpieszyć. Jej trening z Szafirową Łapą został odwołany na jeszcze kilka dni przez jej kontuzję. Na jej łapie nadal było widoczne szkaradne rozcięcie, które często lubiło się o siebie upominać, dlatego musiała na chwilę obecną zrezygnować z treningu szarego kocurka.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Słodki moment przed tragedią, jaką jest śmierć Cyprysowej Łuski, Wąż spędzał na tym czego nie robił od księżyców - na spacerku. Chłop tak się zasiedział w obozie, że powinny mu wyrosnąć korzenie z tyłka! Nawet po terenach nie chodził zbyt często dla własnej rozrywki, bowiem jedynie w ramach treningów czy ze względu na obowiązki. A jak wiadomo, takie coś jest... nudne. Obrzydliwie, strasznie nudne!
W odróżnieniu od Rzeczniaczki, orientalowi póki co dopisywał humor. Wytrenował Krzyżaka, miał wolne i spokój dla siebie aż do kolejnej ceremonii, gdzie - przy odrobinie szczęścia - wpadnie mu kolejny Terminator do wytrenowania. Szczerze powiedziawszy, liliowy zaczynał to lubić, a brak uczniaków uznawał za frustrujący. Nadmiar pracy dla niektórych mógł być stresujący, dla niego był lekarstwem na troski i smutki. Im więcej robił, tym mniej myślał. Im mniej myślał, tym rzadziej po głowie przelatywały mu niemiłe wspomnienia. A tych, o rety, było ostatnio wiele! Zniknięcie Nawałnicy, utrata wielu Wojowników, starszyzny... Słaby okres dla Gromu, najpewniej niedługo wszystko minie!
Co go sprowadziło na granicę Rzeki? Otóż jak zawsze - nic. Ciekawość, chęć przełamania lodów z sąsiadem, którego Mistrzyni tak nie lubi, nuda. Koty z Rzeki, z którymi się znał, były szczerze powiedziawszy bardzo przyjemne. Nie trafił na zarozumiałego gbura, który tylko by się kłócił i wywyższał. A nawet jeśli, ach, nawet z takim by się chciał poznać. Gdy w końcu był stosunkowo blisko, w ślepia wpadło mu długie, kremowe futro. Cel namierzony. - Miłego! - rzucił głośno, witając nieznajomą szerokim uśmiechem. Jeszcze parę kroków, i już - był przy niej! Zaraz klapnął na zad, ogon luźno rzucając obok siebie. W tej krótkiej chwili mógł się jej przyjrzeć, a dzięki temu, nawiązać do kolejnego tematu - O ja... ale chyba za miło nie jest. Paskudna rana. Mam nadzieję, że leczy się bez problemu?
Trzepnął uchem. Medyk z niego żaden. Zna aż jedno zioło, na dokładkę takie, które ni trochę by pomogło na rany. Aczkolwiek, chciał wyrazić choć odrobinę współczucia i zainteresowania. Ot, wypada. Rzeczniaki mają jakiś parszywy problem z łapami. Poprzedni kot na granicy potrzebował jego pomocy, inaczej straciłby pazury. Teraz ona, z tą raną. Matko, co oni w tej Rzece robią?
Nie spodziewała się po chwili zobaczyć kogoś zupełnie nieznajomego. Spięła się, obserwując kroki chudego orientala. Nie była jeszcze nigdy uczestnikiem granicznej rozmowy z kimś, kto w rzece nawet łapy nie postawił. A przynajmniej miała taką nadzieję. Widząc, że ten kieruje swoje łapy w jej stronę, nastawiła swoją głowę na całkowitą gotowość. Nie wiedziała czego się spodziewać. Patrząc na to co działo się ostatnio w jej życiu - wszystkiego.
Bawełniana Nić także jakiś czas temu odkryła technikę wypychania czasu. Od zawsze, odkąd pamiętała, nienawidziła obowiązków. Uciekała od nich, szukała wymówek, kłamała, wszystko by leżeć te parę minut dłużej. Niestety, życie postanowiło sprzedać jej niezły wpierdziel, przez co jej głowa była wypełniona tak obrzydliwymi myślami, ze nieraz wojowniczkę brało na wymioty. Śmierć siostry, zapadnięcie się pod ziemię brata, któremu naiwnie zaufała, zupełne odizolowanie się jej matki, osoby, którą kochała najbardziej na świecie, która była jedynym kotem który dla kremowej rzeczywiście coś znaczył. Kłótnia z Oleandrową i Mętną Łapą, całkowita utrata kontaktu z ojcem... jednym słowem, dużo. To dlatego zaczęła tak dużo wychodzić na patrole. Polowała, brała nadgodziny, nawet pomagała w obozie. Wszystko. Wszystko, by coś robić, by jej myśli stały się puste, nie skupiające się na niczym konkretnym. - No nie miłego - wzruszyła ramionami, utrzymując swój ton w chłodnej normie. - Masz nadzieję, że leczy się bez problemu? Myślałam, że to dla ciebie plus. Jestem wrogiem z kontuzją, na twoim miejscu bym się cieszyła - była wychowana w przeświadczeniu, ze zawsze nieznajomy jest wrogiem. Zawsze. Zawsze mógł się na ciebie rzucić z pazurami, zawsze mógł wykorzystać słabości. Dziwiła się więc, że Wąż był taki miły. Że życzył jej jak najlepiej, choć wcale nie powinien. Ona by nie życzyła na jego miejscu.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jej prędka odpowiedź szczerze powiedziawszy zbiła go z tropu. Dobrze, że była uszkodzona? Wąż miał się z tego... cieszyć? Bo są wrogami? Zdziwienie malujące się na jego pysku mówiło wyraźnie, że nie rozumie o czym kotka przed nim w ogóle mówi. Zaraz wbił w nią wzrok uważnie, aby upewnić się, że czasem jej nie zna. Ale nie znał, pierwszy raz w życiu ją widział. - Nie jesteś moim wrogiem! Nawet się nie znamy - odparł w końcu nagle, szybko, ze skruchą jakby go oskarżyła o największą możliwą dla kota zbrodnię. Czemu miałby się cieszyć z bólu drugiego kota! Toż to niepoważne w ogóle. - A nawet gdybym cię znał... to co z tego? Cierpienie jakoś niespecjalnie mnie rajcuje, wiesz? Wolałbym mieć "wroga" w całości, niż w kawałkach.
Pokręcił oczami wskazując na to, że niespecjalnie chce ją w ogóle widzieć jako nieprzyjaciela. Bo i po co? Zero jakiegokolwiek pożytku z czegoś takiego. Wrogowie ucinają kontakty, nie wspierają się, robią same kłopoty i przyprawiają o stres. Oriental nie był zainteresowany żadną z tych rzeczy, to i z tego powodu nie szukał wrogów, a jedynie nielubiane koty omijał szerokim łukiem, zachowując neutralne stosunki. - Wręcz się cieszę, że masz na tyle siły, że mogłaś dojść aż tutaj! W sensie, nie wiem właściwie gdzie masz obóz... ale zakładam że to nie jest za byle kamieniem, więc swoje przeszłaś - uśmiechnął się półgębkiem, strosząc uszy do góry. - Swoją drogą, jak mówiłem, nie znamy się... Wąż. A ty, to?...
Rzecz też w tym, że Bawełna nigdy w swoim życiu nie rozmawiała z kotem spoza klanu. Znaczy tak, oczywiście, jeśli jakiś młodziak zbliżył się zbyt bardzo granicy to potrafiła syknąć, wrzasnąć, zagrozić. Ale czy to była rozmowa? Beztroska, miła, tylko po to by poznać kogoś nowego i wsadzić w miejsce dla znajomych? - Jesteśmy z innych klanów - odpowiedziała. Nie rozumiała toku myślenia gromowego wojownika. Myślała, że w ich klanie są dość rygorystycznie zasady, a tymczasem ich wojownicy przychodzą na granicę żeby sobie miło pogawędzić z 'wrogami'. Ciekawe, warte zapamiętania. - A ja bym wolała mieć łatwy cel do uszkodzenia, zanim on uszkodzi mnie. Ale jak wolisz - wzruszyła ramionami. Może to nie było fair, ale mając do wyboru czystą walkę na równych zasadach i siłach, albo słabszego, kontuzjowanego przeciwnika, wybrałaby to drugie. Wolała sobie uprościć życie niż robić sobie pod górkę. - Ale skoro tak, to tak, leczy się bez problemu.
Nie do końca wierzyła w prawdziwość słów kocura, ale wolała udawać że naprawdę wierzy zamiast prowokować go do walki. Oczywiście, dałaby sobie radę, ale patrząc na jej dopiero co leczoną łapę wolałaby takie starcie odłożyć na później. - Wąż to nie twoje pełne imię - spostrzegła. Może tak samo jak Pożar, wolał gdy mówiło się do niego skrótem. Co nie zmienia faktu, że chciałaby usłyszeć też pełną wersję, a może skojarzy to imię? Kto wie! - Bawełniana Nić.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Chyba nadal się nie rozumieli. Gdy oznajmiła, że są z różnych Klanów, patrzył na nią tak, jakby wyrosła jej dodatkowa głowa. Co z tego? Kot to kot, prawda? Byli tacy sami, granice nie sprawiały nagle, że powinni się z całego serca nienawidzić i tylko cieszyć na czyjeś niepowodzenia w życiu. Wąż przynajmniej nie chciał żyć w taki sposób. Póki ktoś mu (albo Gromowi) otwarcie nie zagrażał, był jego przyjacielem. Prosta sprawa! - Nie jesteś "łatwym celem", chyba że jesteś myszą przebraną za kota. Ale wtedy też nie byłabyś łatwa do złapania, bo tak cholernie mądra mysz, co potrafi się za kota przebrać? Chyba wolałbym takiej unikać! - nie zapominając, że Wąż najpewniej nawet zupełnie zdrowego kota miałby szansę pokonać. Problem taki, że najpewniej nigdy bez potrzeby nie sprawdzałby tego ile ma siły i szczęścia, bo jeszcze przypadkiem by kogoś uszkodził i co wtedy? Problem, smutek, żal i wszystko co złe. - Cieszy mnie to niezmiernie!
Uśmiechnął się szerzej, słysząc że jej łapa goi się bez problemów. Tym lepiej dla niej, prawda! Przynajmniej niedługo będzie mogła już polować, czy inne rzeczy... Bo z taką łapką to najpewniej byłby o to problem. - Och, Wężowy Błysk w pełni, ale tam... Osobiście? Nienawidzę jak ktoś mówi mi pełnym imieniem. Głupia formalność, nie znaczy dla mnie to nic tak właściwie. Będąc dla kogoś "Wężem", to tak jakby zacieram tą sztuczną granicę bycia kimś obcym dla kota, z którym rozmawiam - wyjaśnił czym prędzej, uczciwie przyznając jak brzmi jego pełne imię. Nikt chyba nie mówił mu tak po prostu w ten sposób, nie ważne co się działo. Wyjątkiem były ceremonie czy koty, które po prostu nie wiedziały jak kocur preferuje być nazywanym. - Miło mi poznać!
Machnął delikatnie głową, zamykając na moment oczy. - To! Co prawda nie wiem co ci zrobiło tę krzywdę, ale mam szczerą nadzieję, że nie żaden pies czy inna bestia. Paskudztwa jakiś czas temu łaziły po Gromie tak często, że szkoda słów. Jakby się przeniosły do was... mogę wam jedynie współczuć, bo choćbym chciał, pomocy udzielić bym raczej nie mógł - skrzywił się delikatnie, wzruszając barkami. Oczywista sprawa, gdyby tylko miał szansę - pomagałby każdemu. Czemu miałby tego NIE robić? - Jak się w Rzece w ogóle wiedzie? Grom póki co, jak mówiłem, bez żadnych szalonych psich akcji. I generalnie, aż za spokojnie! Jak coś nagle się stanie, to pewnie z rozmachem.
Pół żartem, pół serio - na pewno by tak było. W końcu to GROM. Liczba śmierci w tym Klanie jest tak wielka, że aż głowa boli. - No, chyba że nie chcesz mówić o Rzece, to tak ogólnie - co tam u ciebie? Poza tym, że łapa, oczywiście - machnął lekko łbem, uśmiechając się pół pyskiem. Wąż na dobrą sprawę mógłby gadać o byle czym, a i tak bawiłby się doskonale. Taki to już typ.
xxx- Gdybyś to ty był rannym, dla mnie byłbyś łatwym celem w momencie, gdybyś wykazał agresywne zachowanie. Nieważne czy jesteś myszą przebraną za kota, czy prawdziwym kotem - wzruszyła ramionami. Nie widziała różnicy w agresywnym napastniku a uciekającej myszy, i jedno i drugie było jej celem, i jedno i drugie chciała zabić z jak najmniejszymi szkodami po swojej stronie. Gdyby Wąż jej fikał i specjalnie prowokował, wolałaby by był ranny a nie w pełni swoich sił. Miałaby przewagę. xxx- Ta, czaje - odpowiedziała, choć tak naprawdę nie widziała filozofii w mówieniu do siebie pełnym imieniem. Ona czuła się bardziej szanowana w momencie, gdy nazywana była Bawełniana Nić, chociaż niektórzy nazywają ją Bawełna i nie miała z tym problemu. Nie będzie przecież robić z tego wielce problemu. Pożar natomiast, kto wie, by ci wszystkie wąsy odgryzł gdyby nagle padło 'Płonące Niebo'. Niesamowite że koty potrafią wydziwiać nawet w tak prostym temacie.
Zmarszczyła brwi, kiedy to zaczęła wysłuchiwać się jego słowotoku. Dużo gada, tak, to na pewno. Jest bardzo ciekawski, nawet zbyt ciekawski, ale udaje że nie i w razie czego daje do świadomości, że sama może wybrać temat. Czyli niby interesuje się Rzeką, ale pokazuje że niby nie by nie nabrała podejrzeń, sprytne. Aż za sprytne jak na kogoś takiego jak Wąż. - Nie, nie było psów. Łapę rozwaliłam na... czymś przy drodze grzmotu - wzruszyła ramionami, bo sama do końca nie wiedziała co to takiego było. Miało przeźroczystą barwę i było obrzydliwie ostre, tyle jej wystarczyło. - A co, gdybyś mógł to pomógłbyś nam z niebezpieczeństwem? To niemoralne, ryzykować życiem za nie swoich - na pewno nie za darmo. Zaraz by się okazało że po wszystkim zażąda zapłaty na taką skalę, że się rzeka w życiu z długu nie wypluje. Podstępne żmije tylko w tym lesie krążą, nic więcej. - Ta, u nas podobnie. Ciekawe co nagle się zjawi by nas wszystkich wypatroszyć do góry nogami.
Zastanawiała się chwilę czy chciała rozmawiać o sobie. Niby z jednej strony nie widziała w tym problemu, z drugiej nie chciała za dużo o sobie ujawniać. Zwłaszcza, jak był to jakiś na maksa podejrzany typ z drugiej strony planszy. W końcu ostatnio nie działo się u niej za dobrze, ba, w pewnym momencie odchodziła od zmysłów i nie potrafiła się opanować. Może lepiej jednak nie otwierać pyska, żeby liliowy nie uznał ją za nienormalną i nie zaczął na kolanach błagać gwiazdy o błogosławieństwo i rozgrzeszenie Bawełny.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Ale nie jesteś agresywna! Ani ja - odpowiedział niemal od razu, pozwalając sobie tym samym podeprzeć logikę swoich słów. Agresywnego kota... i tak próbowałby wpierw odtrącić i spoliczkować słowami, nie czynem. To nie był Kuna, ani nawet Karaczan, których mógł w razie W klepnąć przez łeb. Tu takie zachowanie skończyłoby się dużym problemem na tle politycznym, nie tylko na paru śladach pazurów na nosie.
Na prostą odpowiedź nie zdążył nawet zareagować w żaden sposób - niespecjalnie chyba nawet wiedział jak. Wieść o zdobyciu rany za to, ho! Tu już wiedział co mówić. Machnął szybko głową, na znak że rozumie. Tuż po tym skrzywił się w lekkim niesmaku. - Kiedyś było więcej wody, to pamiętam że coś podobnego mi się stało. Wąż, taki kolczasty, wbił mi się w łapę jak starałem się łowić. Nic złego mi się nie stało, na szczęście, ale łapię jakie to uczucie! By ich gęś kopnęła z tymi zasadzkami na koty. Jakby cokolwiek to komukolwiek dawało, to... To robienie krzywdy, najprościej ujmując - gdyby mógł, gniewnie by pogroził pięścią siłom nadprzyrodzonym. Niestety, nie mógł, więc jedynym co zrobił, było pomachanie głową na boki. Później szybko otworzył oczy. - Jak to, nie moich? Jesteś kotem, prawda? Więc jesteśmy swoi. Zresztą, patrz. Jakbyście potrzebowali pomocy - ktoś musiałby wam w końcu pomóc. Powiedzmy, że faktycznie byłyby u was psy. Inwazja cała! Co jakby wam wchodziły do obozu? Wtedy wypadałoby pomóc. Po co mieć sąsiadów, jeśli by się miało gdzieś ich totalnie? Zostałby jeden wielki Klan wtedy i znowu byłyby rozpady, jak w tej opowieści o powstaniu.
Chaotycznie, skrótowo, szybko wyjaśnił co miał w głowie. Innymi słowy - pomagało się, żeby nie było znowu jakichś problemów politycznych. Rozpadające się Klany łączyłyby koty, aż powstałby znów Klan i... byłoby dość średnio. Może zbyt wybiegał w przyszłość i jego myśli nie miały przekładu na realizm, ale lepiej być ostrożnym! - Oby nic wielkiego! A jeśli już, to żeby okazało się być na tyle głupie, żeby się to dało szybko wytępić.
xxx- Ale mogłabym być - nie dawała za swoje, chcąc mieć ostatnie zdanie. Wiedziała, że miała rację i każdy głupi skorzystałby z rannego przeciwnika, nie takiego o pełnych siłach. I chciała, by liliowy w końcu przyznał jej rację.
Zdobycie rany przez Węża nie obchodziło ją wcale, jednak było coś co zainteresowało ją w jego wypowiedzi. Zmarszczyła brwi. - Łowiłeś? Ty? A to nowość, że gromiacy potrafią rybę na stos przynieść - no, bo jak ją pamięć nie myli, to jedynie oni potrafili łapę do wody włożyć i siłą wyciągnąć ruchliwy kąsek. Chyba, że Płotkowy Potok okłamała ją też i w tej sprawie, co wcale by ją nie zdziwiło, i teraz okaże się że tyle księżycy żyła w kłamstwie. - A tak serio. Gdzie się nauczyłeś? Od kogo? - bo jeśli któryś rzeczniak sprzedawał takie informacje wrogom, to ona bardzo chętnie się o tym dowie i zrobi z tym co trzeba. Jakby miala obstawiać, to właśnie szylkretowa mistrzyni była wtyką bez skrupułów, albo lepiej, ten jej szurnięty koleszka co nie wie gdzie jego miejsce. Tylko ta dwójka miała intelekt poniżej normy w tym klanie. xxx- Nie słyszałam opowieści o powstaniu. Poza tym, teraz nic nie ma za darmo Prędzej czy później chciałbyś coś w zamian, choćby pomocy gdy ta inwazja nagle będzie u was - wzruszyła ramionami. Bądź co bądź, ale brakiem honoru byłoby nie pomóc komuś, kto wcześniej rzucił się na ratunek, więc chcąc nie chcąc Bawełna i tak zgłosiłaby się do jednostki pomocniczej.
Na jego słowa jedynie pokiwała głową, bo, no cóż, zgadzała się. Nie było co tu dużej mówić.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Na uwagę uśmiechnął się jedynie. Oj, on też mógł być groźny! Ale nie chciał, nie miał zamiaru i groźny nie będzie do nikogo bez powodu, nigdy. Nie trzeba było tego ciągnąć. - No... No właśnie nie złowiłem nic poza paroma ranami - przyznał szczerze, wzruszając ramionami. - Ale mój znajomy wyłowił moją matkę z wody. Też średnio mu poszło, bo okazało się, że po wyjęciu jej już nie żyła.
Nie... było mu z tego powodu przykro. Nie rozumiał czemu by miało, skoro dla Cichej był jak pionek, którym tylko poruszała aby miał jak największe osiągnięcia. Gdzieś miał taką matkę. Była mu ważna jak byle obozowy kot. Czyli bardzo, ale bez przesadzania. - Prosić o nią bym mógł, ale wymagać? Skąd. To, że ja chcę pomagać innym, nie znaczy że inni mają to robić. Chociaż gdybym dał innym jakiś przykład, czułbym się doskonale - co było zgodne z prawdą. Kreowanie się na herosa było w jego łbie odkąd odzyskał siły i zaczął przybierać na masie. A gdyby tak zachęcał samym swoim istnieniem młodsze pokolenia do bycia na jego podobę? Byłoby cudownie! - Ale nie mam prawa wymagać od kogokolwiek by mi pomagał tylko dlatego, że ja to robiłem. Kto tak robi? Chciałbym wzajemności, gdybyśmy zawarli układ. Nie gdybym dobrowolnie starał się zapewnić bezpieczeństwo innym. Nie zgadza się to z moim kodeksem moralnym.
Do którego, na szczęście, wglądu nie miała. Kodeks Węża był tak zawiły, że powinien dawno wylecieć z Klanu na zgniły pysk. Był zbyt dobry, zbyt łatwowierny i naiwny, aby to móc w ogóle otwierać pysk. Zresztą, Żubr to widzi. Na każdej ceremonii są wobec liliowego uwagi. Taki to już śmieszny typ.