Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Faktycznie, nie musiał czekać długo - pogrążony w nuconych przez siebie melodiach wpierw nie zauważył zbliżającej się w jego kierunku postaci, jednakże dźwięczny, przyjazny głos, który momentalnie wdarł się do jego uszu - skutecznie wybudził go z transu. I sprawił, iż na pociągłej mlecznobiałej mordce pojawił się szeroki, serdeczny uśmiech. Wizytówka Płomiennej Łapy, można by rzec. Podniósł kościsty zadek z ziemi i ruszył w stronę Brzozy, stanowiącej i tworzącej symboliczną granicę obu Klanów.
- Ohoo, dzień dobryy! - przywitał się, wołając wesoło - Niezmiernie miło mi spotkać uprzejmą Rzeczniaczkę, sąsiadkę zza wód, w taki ładniutki dzień! Nie, żebym się tam od razu pchał, jeszcze nie, aleee... czy woda jest już wystarczająco ciepła, by w niej pływać? Ot, tak mnie to ciekawi, zupełnie przypadkowo! Wspaniale jest się codziennie budzić ze słonecznymi promieniami na pyszczku, ale, należy to powiedzieć, upały potrafią nieźle dać w kość! Krótka sesja pływacka w chłodnym jeziorze brzmi jak nie najgorszy pomysł... na moje nieszczęście to rzadka praktyka w Klanie Gromu! Możemy się za to tarzać w cieplutkich, nagrzanych piaskach, a to też jakieś rozwiązanie!
Ot, pamiętał jeszcze, a przynajmniej szczerze wierzył w pamięć mięśni, lekcję przeprowadzoną przez Postrzępioną Łapę. Nie znaczyło to jednak, iż bez opamiętania pchał się na największe fale, czy do innych rwących strumieni. Póki nie wyrosły mu skrzela ani łuski - nie był w tej kwestii jeszcze tak zuchwały! Wciąż jednak pragnął sprawdzić prawdziwość teorii i stawianych hipotez na temat wpływu tradycji na anatomię Rzeczniaków, snutych wraz z Muchomorowym Borem. Całkiem szczerze, ucieszyłby się z pary czy to skrzydeł, czy płetw. Zamyślił się na niedługą (jak na jego standardy!) chwilę, marząc i wizualizując sobie swą rybią wersję. Płomienna Łuska w gruncie rzeczy brzmiało całkiem dobrze! Ciekawe, czy miałby wtedy rude, nakrapiane łuski... albo jasne płetwy?!
- Noo, ale standardowo przez natłok myśli się nie przedstawiłem, to już chyba moja wieczna zmora! Płomienna Łapa, jak czuć i widać - z Klanu Gromu! Dałbym sobie przez ryby obgryźć wszystkie palce, że już Panią - ciebie gdzieś widziałem... mam doskonałą pamięć co do mordek, ale beznadziejną do imion! Zapominam je, ot tak, po dwóch uderzeniach serca, ale i nad tym staram się pracować. W takim razie, jak Ci na imię?? Po ostatnich wieściach z Wichru aż boję się zapytać, ale czy Postrzępiona Łapa urzęduje jeszcze w Klanie? Jeśli tak, to proszę go pozdrowić i przekazać, że najpiękniejsze kwiaty na gromowych łąkach czekają - a propozycja jest wciąż aktualna! - przerwał na krótki moment, po to tylko, by złapać oddech - Wyczuwam... zioła?! Ode mnie, czy od ciebie? Nie mów, że też jesteś terminatorem medyka - albo nawet medykiem?! Nie gadaj, bo... ja też! Teraz to już w ogóle super miło poznać! Jak prawie - przyszły medyk medyka!
Jeśli stale trenowane, wyostrzone zmysły go nie myliły, miał przyjemność spotkać koleżankę po fachu. Jak to mówią, swój ciągnie do swego!
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Zakaz-śmakas. Nie miał zamiaru siedzieć w obozie cały czas. Oczywiście, er, nie wychodził w ogóle, bo Wąż by mu na pewno w końcu złoił skórę, ale jak zabierał go gdzieś patrol, nie miał zamiaru przy nich siedzieć grzecznie, jak jakiś potulny baranek!! Wystarczył moment nieuwagi, a on już - był gdzieś daleko od nich. Nie sądził, by i tak go szukali, bo w końcu zawsze mógł zająć się polowaniem, czy innymi bzdurami…
Ale w praktyce, daleko mu było do spełniania obowiązków. Doszedł to “ulubionej” granicy, wzrokiem obrzucając okolicę przed sobą. Psh, pustawo. I niech tak będzie, bo jakby jeszcze trafił na tego głupiego terminatora, to by mu teraz pokazał!!
[Pierwiosnek!]
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Kocur również brał udział w patrolu, i podobnie jak terminator zdecydował się odłączyć od swoich towarzyszy. Rzecz jasna jedynie na chwilę, w celu bliższego obeznania z terenem. Zresztą, i tak nie przewodził patrolem, może i był zastępcą, jednak wolał unikać wydawania rozkazów na tyle na ile było to możliwe. Skręcił w stronę granicy z Gromem, gdzie z daleka dostrzegł cudzą sylwetkę. Wychodzi na to, że patrole dwóch klanów zbiegły się w czasie. - Dzień dobry, upał dopisuje, czyż nie? -Rzucił pogodnie w stronę gromiaka. Niegrzecznie byłoby zignorować kocura i po prostu przejść obok.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Nie Las - na szczęście obu kotów. Starszy kot, na pewno wojownik. Iskra wpierw podniósł uszy do góry, czekając na jakąś żałosną głupią, prowokującą odzywkę, ale jako że taka nie dotarła do jego uszu, tylko coś zaburczał cicho pod nosem. Najpewniej jak zawsze, komentując po prostu to, że Klan Rzeki jest paskudny. - Ehe. Za granicą nie ma dużo inaczej. Nawet chyba gorzej, bo my nie mamy rzeki jak wy - cisza. Mieli rzekę? W końcu w Gromie… nie było żadnych piorunów, czy innych grzmotów. Więc może nazwa Klanu nie była od… terenu? - A szkoda. Dałoby się iść chociaż trochę wychłodzić. W taki upał futro i tak by wyschło w uderzenie serca.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
- Oh, to rzeczywiście niesympatycznie. Nie macie jezior, albo chociaż oczek wodnych? -Zapytał odruchowo, chociaż zaraz ugryzł się za język. Chyba nie powinien tak wypytywać o cudze terytorium, miał nadzieję, że kocur nie uzna, że miał złe intencje. - Prawda. Ale z tego co się orientuję, przy naszej górnej granicy przepływa Grzmiąca Rzeka, tam można spróbować szczęścia, nawet jeśli to obrzeża terytorium. Znaczy, hmm, przepraszam jeśli zabrzmiało to ... niedobrze, nie miałem na myśli niczego złego, to tylko sugestia. To nie tak, że często tam bywam, po prostu rzeka ciągnie się daleko, nie widać jej źródła z naszej strony, więc pomysłem, że płynie obok waszego terytorium. -Przestąpił z łapy na łapę, zdająć sobie sprawę z tego, że praktycznie znowu zrobił to co wcześniej.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
- Niby mamy… ale większość nie umie pływać. Nie żeby coś, ale pamiętaj, że to WY pływacie. Nasza działka to obijanie mord mysich móżdżków - burknął pod nosem, krzywiąc się lekko. Sam by chętnie pływał. W taki upał byłby w stanie odłożyć dumę i upór na bok, ucząc się pływać… chociaż trochę. Na kolejne skrzywił się lekko pod nosem. Owszem, była tam rzeka. - Daleko. Dotrzeć tam w taką pogodę to samobójstwo. Łapy parzą na piachu.
Chociaż w sumie, skoro już tu był… to może pójdzie tam potem? Rozezna teren, zobaczy czy jest głęboko i może się potapla. - Tylko nadal, nie umiem pływać. Ani nikt w obozie. Jak mnie porwie nurt, to dam znać reszcie, że mnie zachęciłeś - co miało być żartem. Ale czy będzie… okaże się po jego reakcji. Może czaił, że nie trzeba być nadętym bałwanem i czasem zażartować można?? A może nie.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Miał spokój. Ostatnio w Klanie, generalnie, niewiele się działo... więc uznał, że dobrym pomysłem byłoby wybrać się na granicę. Nie miał ku temu większych celów, by iść... gdziekolwiek. Zdecydowanie, pogoda nie sprzyjałaby polowaniu - nieprzyjemny chłodny deszcz, wilgotne podłoże, a do tego wiatr, który buchał okazjonalnie na wszystkie strony świata. Spacer jednak nie był złym pomysłem. Przynajmniej rozprostuje kości, a do tego - wiadomo - może wpadnie na znajomy pysk!
Coś ich łączyło w obecnej chwili — kojący stan wdzięczności za (zapewne chwilowy) spokój w Klanie, a także chęć rozprostowania kości bez żadnego głębszego planu. Po prostu, udał się na spacer, pozwalając swoim myślom odlecieć nieco dalej od rzecznych spraw i dając im krążyć wokół wszystkiego i niczego, ulotnie jak wiatr.
Dopóki wśród pustki nie ukazała się znajoma sylwetka gromowego przywódcy. Wówczas Łabędź stanął pewniej na gruncie rzeczywistości, a na szarym pysku pojawił się uśmiech.
— Wąż! Dzień dobry — przywitał się raźno. — Chcieliśmy ochłodzenia, to proszę, mamy go aż nadto. Czyżby samotny patrol?
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Łabędź! - proszę bardzo, jeśli Gwiezdni czuwali nad nim, zawsze dawali mu to, na czym mu tak zależało - miłe towarzystwo. Co prawda, nie dostał go od razu, ale i tak, dostatecznie szybko, na tyle że nawet nie zdążył jeszcze pomyśleć o powrocie do obozu. Uśmiechnął się szerzej na widok przyjaciela, ogon dając przy okazji wysoko do góry. - Preferuję to, przynajmniej póki co! Minie jeszcze kilka wschodów i zacznę narzekać, że brakuje mi ciepła. Kotu nie dogodzisz!
Powiedział żartobliwie, głową machając na boki. Będąc szczerym, chyba faktycznie wolał ten chłód. Tu, jak na razie, nie było tragedii... - No, a jak! Niespecjalnie dużo do roboty było dziś w obozie, obowiązki za mną, a dzień jeszcze trwa... i powiem ci szczerze - chyba się nudziłem. Ale to przeszłość, bo teraz mam tu ciebie, ha!! No, a ty, też samotny patrol? - czy może znowu ktoś przeszedł granicę, a Łabędzia Gwiazda szedł się poskarżyć. Oby nie.
Zaśmiał się szczerze. Dobrze było widzieć, że Wężowi dopisywał humor — gdyby był markotny, to jasny znak, że na świecie źle się dzieje. Ponury dzień od razu przybrał barw; Łabędź od dłuższego czasu nie miał okazji porozmawiać z kimś spoza Klanu, pomijając wymianę grzeczności podczas mijania patroli, a liliowy był jednym z ostatnich kotów, na których towarzystwo mógłby się uskarżać.
— Jak nie upał, to splątana wiatrem sierść, jak nie splątana, to przemoczona od deszczu... Pogoda nie lubi nam przesadnie dogadzać. Ale ja też na razie nie narzekam — powiedział wesoło. — Ciekawie się składa, bo, wyznam ci w sekrecie, ja też trochę się nudziłem, a patrol to wygodna wymówka, by zająć czymś głowę. I proszę, wpadłem na ciebie, przypadek? — Nie sądził. A jeśli nawet, nie zamierzał marudzić. — Chyba to nie najprzyjemniejszy dzień na polowanie, ale co powiesz na sparing?
Po krótkim ćwiczeniu z Patykową Łapą doszedł do wniosku, że brakowało mu tej formy rozrywki i chętnie wróciłby do regularniejszych sparingów, a Wąż był kandydatem idealnym.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
W ich wypadku... Łabędź chyba mógł częściej narzekać na pogodę. W końcu z całym szacunkiem! Gdyby pogoda zmieniła się w ultra deszczową, że nie byłoby najmniejszych nawet szans na relatywnie suchy dzień, zalałoby ich! Nie skomentował jednak swoich obaw, nie chcąc wywoływać wilka z lasu. Uśmiechnął się za to ciut szerzej, gdy to Łabędź miał podobny dzień. Niezbyt ciekawy, a tutaj przyszedł z nudy. Może Gwiezdni lubili wrzucać sobie ich dwójkę na drogę! - Sparing mówisz... Hoho, niechaj będzie. Nie pamiętam kiedy ostatnio się biłem - bo szczerze, nie było czasu. A potem chęci. No, ale skoro teraz nagle pojawiły się oba...
Poczekał chwilę, by Łabędź wyraził stuprocentową chęć walki. I gdyby taka się pojawiła, trzepnął łapą o ziemię, z zamiarem oślepienia go, a potem - drugą łapą - próbowałby strzelić mu policzka.
Wyraźnie się ucieszył, gdy Gromiak przystał na jego propozycję. Dopiero nieco później przyszło mu na myśl, że lepiej by było, gdyby nikt nie zastał ich w sparingowym szale. Dwójka przywódców obijających sobie pyski bez wątpienia byłoby ciekawym widokiem! I pal licho, jeśli tylko nim; wolałby jednak uniknąć niewygodnych plotek o domniemanym konflikcie Klanów. Uśmiechnął się pod nosem na tę, niedorzeczną przecież, myśl. Paranoik. Kiedy ostatnio którekolwiek Klany wdały się w poważniejszy konflikt, co? Chyba trudno wzbudzić niepokój na tym tle, na całe szczęście.
Przygotował się do boju i dał liliowemu znak, że jest gotów. A potem, widząc szybki ruch łapy z jego strony, usiłował odskoczyć na bezpieczną odległość, tak, by ocalić swoje oczy... albo przynajmniej policzek.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jeśliby jakiekolwiek plotki powstały, a Wąż by o nich usłyszał, nawet nie wahałby się zrobić wspólnego zebrania dla obu Klanów, gdzie wyjaśniłby że... no, nic się nie dzieje. O ile, oczywiście, byłaby taka potrzeba. Może wystarczyłoby powiedzieć kilka razy stanowcze "nie", a wtedy wszyscy co rozsiewaliby plotki sobie dali spokój... ach, nieważne - teraz powinien był się skupić na sparingu.
I chyba zdobył przewagę. Łabędziowi poszło dość średnio, kiedy jemu - nie najgorzej. Uśmiechnął się pod nosem, zaraz znów próbując wymierzyć cios, tym razem za cel obierając sobie czoło Rzecznego Przywódcy. Jak trzaśnie mu łapą, i wyceluje dobrze!, to na pewno chociaż troszkę odczuje. Nie, żeby miał... rzecz jasna, nie chciał też żeby Łabędź wyszedł ze sparingu cały obolały. No, ale też nie będzie go traktował jak kociaka co ledwo przeszedł na stały pokarm!
Uskokiem udało mu się zmniejszyć siłę uderzenia w policzek, ale powiedzmy sobie szczerze, nie o taki efekt zabiegał. I niewielkie to było pocieszenie, gdy drobinki ziemi znalazły się w jego oczach. Odskoczył ponownie, trzepiąc głową i mrugając intensywnie, by czym prędzej pozbyć się niedogodności, jednak chwilowe zmniejszenie dystansu nie uchroniło go przed następnym atakiem, w całości sprawnego i gotowego do działania Węża. Oberwawszy po czole, najwyraźniej uznał, że to nie czas na zbieranie się do kupy, należało działać. Dlatego też momentalnie wyciągnął łapę do góry w zamiarze odwdzięczenia się w ten sam sposób — czyli uderzenia Gromiaka między uszami.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Zaśmiał się cicho, gdy Łabędź znów oberwał... a potem przywalił Wężowi! Zdecydowanie, odczuł uderzenie, ale będąc szczerym - jak bardzo mu to przeszkadzało? Chyba praktycznie w ogóle! W końcu jak sam wcześniej sobie mówił, nie chciał traktować przeciwnika jak kociaka, to samo tyczyło się jego! Od uderzenia się nie umrze.
Parę chwil kręcił wzrokiem po Łabędziu, szukając miejsca w które dobrze byłoby uderzyć. Tu spojrzał na jego łapy, tu na bok, później szukał wzrokiem ogona... aż w końcu, skupił się na jego pysku! Tylko że łapami starał się sięgnąć jego piersi, pchnąć go i przy odrobinie szczęścia, przewrócić.