Logo Artemidy
Kolczasty Bez
- Te! Włóczęgo! - niekoniecznie przyjacielski głos rozległ się po okolicy a oczom szarego kocura zaraz ukazała się rdzawa torpeda, która akurat patrolowała okolicę. Która akurat zauważyła jak ten podchodzi niebezpiecznie blisko do granicy z Klanem Rzeki. Kora w kilku susach znalazła się przy samotniku, pieszczochu, nie obchodziło jej to - z klanu nie był - i zmierzyła go ostrym spojrzeniem zielonych oczu. - Znajdujesz się na granicy z Klanem Rzeki! Szukasz guza, czy się zgubiłeś? ... czekaj no...

A potem Kora faktycznie mu się przyjrzała. Zmarszczyła brwi. Kogoś jej przypominał, na pewno. Kojarzyła go z którejś ceremonii, kojarzyła jego mordę, tylko ostatnim razem jak go widziała, to był sporo mniejszy.

- ... znam cię. Chyba. Ty jesteś, ten, od Trującego Kła, czy mi się coś pomyliło?
but my words are growin stronger
and my legs keep gettin l o n g e r
im like nobody else

- SO YOU CAN JUST GO -

!!! F * C K YOURSELF !!!
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
12
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocura zaraz zaskoczył głośny i ostry głos. Niebieskofutry podniósł od razu łeb, aby spotkać się wzrokiem z innymi zielonymi oczami, a do tego rdzawym, krótkowłosym futrem. Czy kojarzył tego kota... nie wiedział? Nie był tego pewny. Nie, żeby to się liczyło. Przecież nie wraca do Rzeki.
— Włóczęgo?! Pilnuj swoich słów — syknął przez zęby, marszcząc brwi. No bez szacunku! Żeby od razu od włóczęgów nazywać. Czy on chodził i był najgorszym barbarzyńcą, jakiego tylko można było spotkać? Nie! Czy Klan Rzeki nie uczył kultury? A może ojciec czy matka jej nie nauczyli? Prychnął obrażony.
Aczkolwiek szybko się uspokoił, gdyż zaciekawił go fakt, iż kotka przystanęła z oskarżeniami i nieprzyjemnym tonem, a zajęła się przyglądaniem mu. Miło. Zmarszczył brwi niezadowolony, że to tyle trwa, a po momencie kotka się odezwała.
— Trujący Kieł. Tak, to moja matka. Moje imię było Chaber — odparł niezadowolonym tonem, że porusza te tematy z obcym kotem.
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Bo co zrobisz? - warknęła głucho Kora, prostując się niczym struna i robiąc krok do przodu, bliżej szarego kundla który się tu przypałętał. Nie pochodził z Klanu Rzeki, był włóczęgą. Proste. A gdyby spróbował czegoś śmiesznego, to Rzeczny rodowód, czy nie, sprałaby go na kwaśne jabłko.

- Hm. No proszę - okazuje się jednak, że miała rację i faktycznie kocur miał rzeczny rodowód. Nawet dobrze zapamiętała imię jego matki, dobrze go rozpoznała. Sierść na ciemnym karku Kory opadła, kocica nieco się uspokoiła i cofnęła pół kroku. - No i co, Chaber, wracasz do domu czy tak tylko przyszedłeś zobaczyć, jak się trzyma twoja matka i rodzeństwo? Jak tak, to w dobrym czasie przyszedłeś, mój brat zrobił twojej siostrze dzieci. Dziecko. Jedno żyje. A, no i wiesz... jak nie planujesz wracać i wygodnie ci żyć jako, nie wiem, zabawka dwunogów czy samotnik, to też nie powinno cię tu być.
but my words are growin stronger
and my legs keep gettin l o n g e r
im like nobody else

- SO YOU CAN JUST GO -

!!! F * C K YOURSELF !!!
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
12
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Sol — przerwał od razu nabuzowanej kocicy, marszcząc brwi. Nie zamierzał żyć pod imieniem Chabra. To nie był on. On miał na imię Sol, miał swoich właścicieli. Żył nie tutaj. Dał później dokończyć słowa kotce, drgając czasami uchem niezadowolony.
— Zobaczyć. Akurat byłem w okolicy, poczułem Klan Rzeki, to przyszedłem, zobaczyć czy coś się zmieniło. Ale nie. Dalej rybami tereny walą — mruknął, marszcząc grzbiet nosa. Wzdrygnęło nim, i dopiero jakby po momencie do niego dotarło, co też rdzawa powiedziała. Spojrzał na nią zaskoczony. Wiedział, że Trujący Kieł i jego siostra sobie poradzą, ale. M. Co niby. Wujkiem był?
— Dziecko? Jak? — zapytał głupio. Ale nie zamierzał się poprawiać. Po momencie mu stanęło futro na karku, a głos zniżył się do warkotu.
— Być mogę gdzie tylko chcę, moja droga.
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- ... niech będzie Sol, to tylko potwierdza, że nie zamierzasz wracać, skoro tak się trzymasz tego imienia - głupie i bez sensu. Jakikolwiek szacunek jaki Kora mogła mieć do kocura, bo hej! powrócił do domu po długich księżycach, właśnie wyparował, znikł. Skoro zachowywał się jak przybłęda, to ona będzie go traktować jak przybłędę. Jednak... ciekawość wygrała. - A co to w sumie znaczy?

Kora parsknęła śmiechem tak, że kilka kropel jej śliny możliwie trafiło kocurowi w pysk. Chcący lub niechcący. - Zawsze śmierdzieliśmy rybami! Jakbyś się tu wychowywał, to byś się przyzwyczaił - na kolejne pytanie rdzawa kocica jedynie wzruszyła barkami. Jak dziecko? Też nie wiedziała. Cierń nigdy nie wyglądał jej na takiego, co by go ciągnęło do kocic, w dodatku starszych. W dodatku tak szurniętych jak Cykuta. - No, nie wiem, jakoś tak. Tej, Cykucie, czarno-białej.

Dębowy Bór westchnęła głęboko widząc postawę kocura, słysząc jego warkot. Gdyby chciał wracać do Rzeki, to może by mu to wybaczyła, ale powiedział, że nie chce, a ona wyraziła się jasno - że w takim razie nie mógł tu zostać. Sama również warknęła, jeżąc sierść na grzbiecie i karku aby wyglądać na większą, niż w rzeczywistości była. A była wielka, większa od niego. - Nie, żabi móżdżku, nie możesz. Skoro nie zamierzasz wracać do Klanu Rzeki, to won mi stąd. Przekażę twojej matce, że nic ci nie jest, jak ci zależy. Dwa razy nie będę powtarzać.
but my words are growin stronger
and my legs keep gettin l o n g e r
im like nobody else

- SO YOU CAN JUST GO -

!!! F * C K YOURSELF !!!
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
12
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Co ci do tego? — odpalił. Wiedział co oznaczało jego imię, bardzo dobrze. Ale co Klanowemu kotu do tego? Po co ta wiedza. Nie zamierzał ot tak tego mówić. Jego imię było dla niego ważne. Nie czuł się Chaberkiem od momentu, w którym zabrali i uratowali go jego właściciele. Kolejne wieści od rdzawej jednak zmiotły go z planszy. Kocur zamrugał kilka razy.
— Cykuta?? — w jego głosie było słychać... cóż, zdziwienie! Zdziwienie to na pewno. Sol potrzebował momentu, otrzepał głowę, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
— Jak się ona czuje? Dzieciak? — zapytał się. Nie wiedział, czy kotka przed nim wiedziała cokolwiek, i mógł się domyślać, że nie, ale warto było zapytać. Być może otrzyma wiadomość, że hej. Żyje.
Na jej słowa westchnął ciężko. Ciężka kotka. Szkoda, bo ładna.
— Nie wchodzę na twoje terytorium. Co ci zrobi z tego, że tu siedzę? — zapytał się, kompletnie zmieniając swoją mimikę oraz ton głosu. Ten był zmęczony i zrezygnowany. Klanowe koty były... nadęte. Wszystkie z nich.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- W sumie to nic, z ciekawości pytam - kolejne wzruszenie barkami ze strony Kory. Tak właściwie to niepotrzebna jej była ta wiedza do życia, nijak, ot; ciekawość. Obce słowo, coś znaczyło, i tyle, ale za język go ciągnąć nie będzie bo zaczynał jej grać na nerwach.

- Ano, Cykuta, wszyscy się zdziwili, chyba łącznie z nią samą - Kora nigdy nie postrzegała Szalejącej Zamieci za kotkę w pełni poczytalną. Było w niej coś dziwnego, coś niezrozumiałego, nie zachowywała się jak normalny kot, ani w ogóle jak kot, na pewno nie Klanowy. Wyglądała tak, jakby w ogóle dzieciaka nie chciała, albo nie rejestrowała w pełni jego istnienia. - Jej to dawno odbiło. Gada do siebie, chodzi tak, jakby miało coś ją zaatakować. A dzieciak ma się dobrze, rośnie, uczy się chodzić, mówić. Zaraz skończy cztery księżyce - to, że Sol działał jej na nerwy nie znaczy, że odmówi mu takich informacji o rodzinie, skoro tylko po to tu przyszedł.

- To mi robi, że smrodzisz odorem swoich dwunożnych.
but my words are growin stronger
and my legs keep gettin l o n g e r
im like nobody else

- SO YOU CAN JUST GO -

!!! F * C K YOURSELF !!!
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
12
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Waż na słowa. Chcąc nie chcąc Cykuta to moja rodzina — nie wiedział, dlaczego mu zależało na tym. Ale, zdaje się, to było tak, że on mógł swoją rodzinę obrażać i ubliżać, ale jak robią to inni, powstaje konflikt. Drgnął uchem i zajęło mu kilka uderzeń serca, aby te informacje przetrawić. Cykuta miała dziecko. Które urodziło się już jakiś czas temu, bo kończy cztery księżyce.
— ...to dobrze — mruknął tylko, kompletnie zepchnięty z toru myślowego i tego, jak się zachowywał dotychczas. Dziecko miało się. Dobrze. To była dobra informacja, prawda?
— Dziękuję za tę informację — miauknął tylko, spoglądając na kocicę przed nim. Musiał przemyśleć sprawy swoje. I na pewno nie teraz, kiedy egzystuje obok terenu Klanu Rzeki i śmie oddychać ich powietrzem, bo jeszcze kotka przed nim się rzuci mu do gardła. Więc wstał, obrócił się i odszedł. Nie żegnał się, nic więcej nie powiedział. Nie będzie ryzykować rozerwanym gardłem, bo kotów w Rzece od jego zniknięcia nie uczy się przeciętnej kultury.

zt
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie odpowiedziała. Wyraziła opinię, do której miała prawo ale kocur miał prawo bronić swojej opinii - było w tym coś co było warte podziwu, chociaż trochę. Że tak długo nie widział rodziny, a mimo to jej bronił. Na pewno był pewien, że nie zamierzał wracać do Klanu? Może to i lepiej, nie wytrzymałaby z nim w tym samym obozie.

Chociaż nie. Szczerbatek był gorszy od niego.

- ... jak cię tu następnym razem zobaczę, to chociaż zawołam twoją matkę, żebyś sobie z nią pogadał - krzyknęła w kierunku odchodzącej szarej masy. Odprowadziła go wzrokiem upewniając się, że nie kombinuje nic dziwnego i wróciła do patrolu od którego się oddaliła.

zt lol
but my words are growin stronger
and my legs keep gettin l o n g e r
im like nobody else

- SO YOU CAN JUST GO -

!!! F * C K YOURSELF !!!
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
12
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I przekroczyli granicę!!!! Nie byli daleko, dosłownie, jak Szpon obiecał, jeden krok i będą znowu w domu. Zdecydowanie, nie było tu też śladu dwunożnych, potowrów, ani innych potencjalnie strasznych rzeczy. Uśmiechnął się, wzrok przesuwając na Jaśmina.
- Jak tam? Łapy bolą? Trzymasz się czy już wolisz do obozu? - zagadał szybko, uśmiechając się do niego. - Tam, troszeczkę dalej, jest woda!! Wiesz, ta z okolic Bobrowej Tamy. Jak za granicą?! Nie ma większej różnicy co nie?
Podskoczył do góry, teraz tak by móc patrzeć na Jaśmina, tym samym idąc tyłem. Ostrożnie, wolno, tak żeby czasem się nie potknął i nie klapnął na zadek.
- Co prawda tu kwiatków nie ma, żadnych specjalnych przynajmniej… ale hej!! Wyszliśmy, co nie?!

[jaśmin!!!!]
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
O rety, przekroczyli granicę. Przez całą podróż łaciaty się stresował, tak pozytywnie stresował rzecz jasna!! Próbował też nie myśleć o możliwości taplania w wodzie, co było... trudne, ale starał się! Ale wracając do najważniejszego punktu wycieczki, bez najmniejszego problemu oboje znaleźli się na ziemiach niczyich. Po prostu hops i już tak o opuścili rzeczne tereny. To było... Dziwne uczucie, na pewno. Jak przekroczenie jakiejś bariery, która wydawałaby się, że jest niezniszczalna. A jeszcze sporo wycieczki przed nimi!
- Spokojnie, nie martw się aż tak o mnie. Przecież prawie codziennie, czy to na patrolu, czy polowaniu pokonuje dłuższą drogę... Po prostu jest dziwnie. Tak wiesz, pierwszy raz stawiam tu łapy, ale tak fajnie dziwnie - zarzucił z lekkim, może troszeczkę wymuszojnym uśmiechem. Było fajnie, miał obok siebie swoje wsparcie mentalne, choć z drugiej strony... Na serio przekroczył granicę. Nie był do końca pewny co o tym myśleć na razie.
- Na pewno na jakieś natrafimy niedługo. Mówiłeś coś wcześniej o różach? Są gdzieś blisko? I uhhh może nie idź tyłem? Zaraz wejdziesz w jakąś dziurę i będę musiał serio zaciągać cię do obozu - łaciaty przekrzywił łep, sprawdzając w ten sposób czy rzeczywiście droga była równa i bez urwisk... W końcu kiepsko by było, gdyby ich wycieczka miała zaraz się skończyć.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Fajnie dziwnie, huh!!! I jak, podoba ci się tutaj? - zamruczał, robiąc kolejnych kilka kroków do przodu, przed siebie… albo za siebie, patrząc na to jak szedł. Głównie po to, by Jaśmina wyciągnąć dalej w tereny niczyje, żeby był nieco dalej od granicy… ale wciąż na tyle blisko, że można wrócić im zawsze. - Róże są… róże są praktycznie gdzieś koło Cienia… aaaale… tutaj może znajdziemy inne kwiatki! Wiesz, jak… nie wiem, są jakieś niezapominajki czy bratki, stokrotki… albo nie, te ostatnie to takie mało pokazowe. No, ale na pewno znajdziemy coś!
Zaśmiał się, zupełnym przypadkiem nie odpowiadając na pierwszą część, by szedł normalnie. Szpon to mimo wszystko przerośnięte kocię, czego się po nim spodziewać poza nieposłuszeństwem? Dopiero gdy trafił na kamień i omal się nie potknął, wrócił do normalnego chodu.
- Chcesz znaleźć jakieś konkretne? Albo…albo chcesz po prostu coś KONKRETNEGO zrobić? Wiesz, tu można wszystko!! Nie ma zasad, ani nic, możesz krzyczeć, piszczeć, skakać, co ci się podoba!!!!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie wiem, jak na razie wielkiej różnicy co do naszych terenów nie ma... - rzucił spostrzeżeniem, latając wzrokiem to po Szponie, to po okolicy, którą miał okazję zbadać pierwszy raz z tej perspektywy. No jak na razie nie mógł powiedzieć czy mu się podoba, najlepsze określenie, jakie był w stanie użyć, to dziwnie fajnie.
- Koło Cienia?! O Gwiezdni... Kiedyś możemy do nich pójść, ale raczej już nie dzisiaj... - dodał, lekko zawiedziony. Już się nakręcił, że zobaczy je z bliska na żywo, a tu taka niespodzianka... - Możemy uhh, poszukać Jaśminów? Na naszych terenach chyba nigdzie nie rosną... Więc może gdzieś tu? - rzucił, przekrzywiając lekko łep i o O CHOLERA, serce łaciatego o mało nie wyskoczyło z piersi, gdy długowłosy się o coś nie potknął. A nie mówił!! Całe szczęście skończyło się tylko na strachu, więc wojownik odetchnął z ulgą i delikatnie się uśmiechnął. Jak dobrze, że nie przywalił głową w ten kamyk...
- Nie ma zasad? Znaczy, kodeks tak wiele nie zabrania... A krzyczeć, skakać, piszczeć można w sumie wszędzie... Masz jakieś propozycje? - zarzucił, a skoro Szpon zaczął iść normalnie, to Jaśminek, zamiast wlec się z tyłu, zrównał z nim kroku. Zresztą, biały zadek przyjaciela z kitą przysłaniał mu całkiem spory kawał terenów...
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie… fakt, owszem! Ale!!! To nie nasze tereny, więc!!! Mimo wszystko, jest dość trochę inaczej - gdzieś tak na poziomie mentalnym bardziej, niż tym fizycznym. Bo faktycznie - na pierwszy, a nawet i drugi, rzut oka wszystko tutaj wyglądało tak samo jak na terenach Klanu. - Pójdziemy, jak będziesz pewien, że chcesz! A jaśminów szukać możemy.
Przyznał, machając do tego głową z dumnym wyrazem pysku. W końcu on tu był w sumie przewodnikiem, więc od niego zależało co będą robić… chyba. Bo w sumie nijak miał ochotę narzucać Jaśminowi, że robią teraz to, a potem idą tam. No, niech sobie też łaciatek wybierze co ma ochotę robić, bo inaczej byłoby tak dość… nudno, nie??
- No, nie zabrania. Ale inni to już mają problem jak się powie coś trochę głośniej. A tutaj? Tutaj to co najwyżej spłoszę parę wróbli, jak sobie miauknę jakoś zbyt krzykliwie czy coś! No, a poza tym, nie wiem… tu zwyczajnie jest jakoś tak, hm. Swobodniej?? Może dla ciebie jeszcze nie jest, to twój pierwszy raz! Ale z czasem może ogarniesz - zamruczał wesoło, potem spoglądając na przyjaciela. - W sensie?? No, idziemy szukać jaśminów i innych kwiatków! Możemy znaleźć ich w ogóle tyle, że sobie znowu wtykniemy je do futra. Sobie, czyli ty mi. A potem możemy poleżeć i popatrzeć na chmury i jak słońce zachodzi… nie wiem, możemy robić co chcemy!! Ty też możesz powiedzieć co chcemy robić, nie?? To nasze wspólne wyjście, a nie tylko moje…
Machnął ogonem, teraz znów spoglądając przed siebie. Ach, może Jaśmin nie wiedział w sumie co może robić… tutaj? Skoro to jego pierwsze wielkie wyjście, może nie wie co i jak? Trudno, Szpon wiedział zbyt co i jak, by rzucać jasnymi, konkretnymi pomysłami. Musieli coś wymyślić razem.
- A chcesz może powkurzać jakoś wiewiórki? Nie wiem, znajdziemy jakieś żołędzie i damy je im w jakieś takie miejsce, gdzie jest dziura… którą zasłonimy liśćmi! I na nie położymy żołędzia. I jak po niego pójdą, to do niej wpadną. Nic im się nie stanie, bo nie wykopiemy dziury na tyle dużej żeby stała im się krzywda, ale na pewno zrobią takie “AH!”!!! Ale nie wiem czy to… dobra zabawa dla ciebie, hm??
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No właśnie!! Było trochę inaczej, ale dziwnie, dlatego na razie jedyne dobre określenie to dziwnie fajnie!! Była ekscytacja i lekki strach z powodu przekroczenia granicy, ale poza tym jakoś wielkich fajerwerków nie ma. Na razie!
Uśmiechnął się na wzmiankę o jaśminach. Czy Szpon wiedział w ogóle jak wyglądają? Sam łaciaty nie był do końca pewien, ale hej!! Jak zobaczą jakieś, to na pewno rozpoznają, w końcu sam kłapouchy miał po nich imię! Więc musiały wyglądać do niego podobnie. Plus coś słyszał, że pachną ładnie, więc to też jakaś wskazówka.
- Hm, może masz racje... Tylko wiesz, niezbyt lubię krzyczeć - zaśmiał się lekko, troszkę nerwowo. Ani też słuchać krzyków, co się tak odrobinkę kłóciło z naturą Szpona... Ale Jaśmin był w stanie przymknąć na to oko dla przyjaciela! - Ale rzeczywiście, możemy robić różne głupoty, nie przejmując się, że ktoś nas zauważy. Jak tylko zauważysz jakieś fajne kwiaty to mów!! Zrobimy przerwę i ci wplotę je w futerko - dorzucił przyjaźnie. Już chyba powoli zaczynał czuć tę całą wolność związaną z łażeniem po ziemiach niczyich... Powoli.
- Tylko że, nie do końca wiem, co chce... Nie byłem przygotowany na taką wycieczkę! A wkurzanie wiewiórek nie brzmi tak... miło. Możemy po prostu dać im żołędzie i popatrzeć jak jedzą! Nigdy nie widziałem tego z bliska - zaproponował coś lżejszego. Bo gdyby spróbowali zrobić takie coś na terenach, to na pewno znalazłby się gagatek, który by narzekał, że czemu karmią zwierzynę, zamiast ją złapać! Oraz ogólnie, na klanowych terenach jak się widzi zwierzynę, to od razu chce się ją dorwać i zanieść na stos... A tu, było daleko od obozu i jakoś tak, no, jak to szpon określił, inaczej, luźniej.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości