Logo Artemidy
Korzenny Jar
- Po co? To najlepszy straszak na niechcianych gości. Chwilę z nim pogadają i sami uciekają. - Rzucił od niechcenia, chociaż powoli tracił zainteresowanie rozmową o imionach, a zwłaszcza nie miał ochoty myśleć w tym momencie o Skrzącym Słowie. Niemniej był pewien, że nawet wściekły lis by uciekł, gdyby zamiast z nim walczyć, wojownik próbowałby rozmawiać z nim o Gwiezdnym Klanie.

Kimś kto nie uciekał był natomiast Orion.
Jak na kogoś tak niewielkiego wzrostu Kostek potrafił roztoczyć wokół siebie onieśmielającą aurę, zwłaszcza jak nie przerywając kontaktu wzrokowego, pakował się w czyjąś strefę osobistą. Powietrze wokół nich gęstniało odwrotnie proporcjonalnie do przestrzeni pomiędzy nimi i kocurek był pewien, że drugi oriental czuł to, ale podejmował rzucone mu wyzwanie. Pozostawał idealnie niewzruszony - godny przeciwnik. Liliowy uśmiechnął się szeroko, gdy w polu widzenia pojawił mu się rudawy pyszczek - w dużym powiększeniu - bo samotnik nachylił się, zrównując ich poziomami. Ich nosy dzieliła grubość wąsa.
- Skąd wiesz, że to nie właśnie od ziółek? - Kość zazwyczaj mówił powoli, ale w sferze prywatnej Oriona, jakby głos mu się dodatkowo rozleniwił. Bezlitośnie przeciągał każdą zgłoskę. - Mój brat jest medykiem, jak już wcześniej rozmawialiśmy, więc mam dostęp do takich najlepszych, co czynią mnie... hmm, nie mogę powiedzieć od razu jakim, ale wiedz, że wszystko co dobre ma skutki uboczne. - Zamilkł na chwilę, wpatrując się bez mrugnięcia w ślepia Oriona. Dla odmiany były idealnie niebieskie i Kostek mógł równie dobrze wgapiać się w wyjątkowo czyste źródło. Przemknęło mu przez myśl, że "Masz oczy jak Szepcząca Sadzawka" byłoby idealnym komplementem jakby przynajmniej jedno z nich maniakalnie wierzyło w Gwiezdny Klan i wielbiło wszystko, co ich dotyczyło.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. Skubany, ich obecne położenie nie ruszało go w najmniejszym stopniu, a przynajmniej nie dawał po sobie tego poznać. Nie żeby cynamonowy point jakkolwiek mu ustępował w utrzymywaniu tej fasady obojętności, ale no właśnie – fasady. Musiał skupiać się nawet na tak prozaicznych czynnościach jak oddychanie, w obawie, że w innym wypadku nieintencjonalnie się udusi; ot, zapomni wziąć wdech czy wydech. Na tym by nie wzdrygać się ilekroć ciepłe powietrze owiewało jego pysk, sprawiając, że uderzenie serca później otaczający ich mróz stawał się jeszcze nieznośniejszy. Ogólnie jakby ktoś go pytał – średnia sytuacja. Czy zamierzał się z niej wycofać? Ha, po jego trupie. Nie, on zamierzał wygrać tę grę bez jasno nakreślonych zasad.
– Czemu nie możesz? – w przeciwieństwie do niektórych szanował naturalny upływ czasu i nie starał się go samodzielnie zakrzywić. – Czy to rzeczywiście aż tak wielka tajemnica? – ton Oriona, zestawiony z rozleniwionym Kostkowym, mógłby wręcz uchodzić za z lekka niecierpliwy. Mimo że na normalne standardy był całkiem zwyczajny. – A mógłbyś po prostu wspomnieć co za ziółka i jak działają. Niesympatycznie zatajać takie informacje. Może też bym chciał ich spróbować. – prychnął lekko, zupełnie ślepy na własną hipokryzję. Chronienie anonimowości Jaśniejącego to co innego. W oczekiwaniu na odpowiedź przesunął długą kitę, by w następnym ruchu zaczepić nią liliowego – czy to o bok, o udo, czy przednią łapę; zależnie od tego na co odległość pozwalała, nie był wybredny. Chciał go tylko musnąć samą końcówką, tak pod włos.
Oczywiście zupełnym przypadkiem.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przewaga Kości polegała na tym, że on nie musiał udawać rozleniwienia i obojętności, bowiem obecne położenie naprawdę nie ruszało go w najmniejszym stopniu. Przynajmniej nie w negatywnym sensie. Świadomość bliskości drugiego kocura zamieniała się w mrówki biegnące mu wzdłuż kręgosłupa, ale żaden niepokój nie odbierał mu oddechu. Miał poczucie kontroli, pomimo całkowitej przewagi wzrostu czy siły po stronie Oriona. W tym pojedynku fizyczna potęga nie dawała wygranej, liczyła się wyłącznie siła woli.
Nieznacznie drgnęły mu wargi, gdy ton orienta zabrzmiał mu niecierpliwie. Pytanie: dlaczego? Chciał jak najszybciej uwolnić się z układu, w którym znajdowali się stanowczo za blisko siebie jak na nieznajomych, czy może tak bardzo spieszno mu było to poznania tajemnic Kostka i jego ziołowych specjałów?
- Oh? - Wyrwało się niewinnie z liliowego pyszczka, trudno ocenić, czy w reakcji na fizyczną zaczepkę puszystą kita, czy też skierowane ku niemu zarzuty. - Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek deklarował, że jestem inny niż niesympatyczny. - Mruknął i postąpił jeszcze krok do przodu, chociaż definitywnie nie było pomiędzy nimi miejsca na takie ruchy. W efekcie koścista kończyna znalazła się idealnie pośrodku pomiędzy dwoma przednimi łapami Oriona, a beżowy bark zatonął w białym futerku. Kostek musiał odrobinę niewygodnie wygiąć szyję, by nadal utrzymać nieruchomy kontakt wzrokowy. - Mógłbym. Tylko czemu miałbym zaryzykować, że spróbujesz ich beze mnie- Kontynuował tym samym niespiesznym tonem. - Mógłbym ci też od razu wymruczeć wszystkie swoje sekrety prosto do ucha, ale jaka byłaby w tym rozrywka? - Uśmiechnął się, trochę nieładnie. Jego oczy niemal całkiem poczerniały, gdy rozszerzone źrenice połknęły większość błękitu.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mroźniejsze podmuchy wiatru rozwiewały starannie ułożone kłaczki, ale bądźmy szczerzy – Orion nie zauważał teraz tego zamachu na starannie ułożoną szatę. Ani tym bardziej otaczającego chłodu, skoro liliowy oriental znalazł sposób by podejść jeszcze bliżej. Jeśli wierzyć w istnienie przestrzeni osobistej (a ewidentnie niektórzy tutaj nie słyszeli nigdy o takim koncepcie) to nie można by powiedzieć teraz choćby słowa o jej naruszaniu. Naruszanie to było parę uderzeń serca temu, obecnie najzwyczajniej w świecie obaj w pełni znajdowali się w bańce cynamonowego pointa. Żywił względem tej sytuacji całkiem ambiwalentne uczucia. I nie do końca chciał je rozkładać teraz na czynniki pierwsze, by samemu się nie złożyć w pół.
O ile spiął się w pierwszej chwili, tak już z najbliższym wydechem udało mu się rozluźnić zaalarmowane mięśnie i pozbyć widma sztywności ze swojej postawy. Chociaż daleko było mu do zrelaksowanego kota, nie oszukujmy się. – Widzisz, na to jest proste rozwiązanie akurat. Mógłbyś od razu zaoferować... – ...jak na sympatycznego kota przystało... – ... że podzielisz się ziółkami, a nie samą nazwą. Nie byłoby wtedy ryzyka. – no chyba, że cynamonowy point chwyciłby te chwasty w zęby i pognał gdzieś za linię horyzontu, zostawiając po sobie jedynie kilka jasnych włosów. Taka możliwość również istniała. Jej prawdopodobieństwo było jednak wątpliwe. – Wiesz, póki co nie podzieliłeś się żadnym. – zauważył z krzywym uśmiechem. – Sekretem. – dodał jeszcze, na wypadek gdyby nie było oczywiste do czego wracał.
Nie mógł powiedzieć by wygodnie mu się siedziało, jednak powstrzymywał się przed poprawieniem pozycji. Już nawet nie martwił się, że zostanie to odebrane jako odsunięcie równoznaczne z przegraniem nieokreślonej gry, a dlatego że – paradoksalnie – obawiał się, że w rezultacie liliowy się odsunie.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Natomiast Kostek od drżenia z zimna głównie powstrzymywał się siłą woli. Bliskość Oriona nie była wystarczająca, ani tak zajmująca, by ogrzać go całkowicie, a terminator nie tylko nie nawykł do spędzania tak długiego czasu na chłodzie i wietrze, co nie miał długiego futra jak samotnik. Jego wątła szata nie dawała zbyt wiele ciepła w takich warunkach. Zdecydowanie najbardziej ogrzanymi częściami jego ciała był zanurzony w jasnej sierści bark oraz mordka, którą owiewał wyraźnie cieplejszy niż wiatr oddech drugiego kocura.
- Mmm... - Wymruczał, jakby rozważał zaproponowany scenariusz. Tak naprawdę zastanawiał się, czy jakby zrobił maślane oczy w stronę Cisa to udałoby się mu dostać dostać coś niekoniecznie cennego, czym mógłby potem nafaszerować orientala. Jakiś rumianek na uspokojenie dobrze by mu zrobił, bo nie wyglądał na całkowicie rozluźnionego. Trudno powiedzieć, czy w Królikarni kryła się jakaś kocimiętka lub coś równie rozweselającego - jeżeli tak, Barwna Woda nie łaziłby taki wiecznie smętny. - Tak jak i ty. - Zauważył głośno z lekkim uśmiechem. Obrócił nieznacznie pysk, smyrgając Oriona wąsami w nos.
- Ale umówmy, że dopiero się poznaliśmy i sekrety, i poczęstunki zostawiamy na następne spotkanie. - Z tym stwierdzeniem Kostek zrobił dokładnie to, co obawiał się spowodować Orion - cofnął się o dwa kroki i odsunął ze strefy osobistej pointa. Momentalnie tego pożałował, bo zrobiło mu się jeszcze zimniej niż do tej pory, aż zachciało mu się zaszczękać zębami, ale i tak ewidentnie zamierzał kończyć spotkanie - chyba, że Orion byłby zdeterminowany go zatrzymać.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Wieszczek trochę odważniej zapuszczał się na drugą stronę drogi.
Rządziła się ona swoim rytmem, który po poznaniu okazywał się dość powtarzalny. Dzięki temu kocurek wiedział, kiedy może bezpieczniej zapuścić się na przeciwny brzeg, lądując tym samym u samej granicy Klanu Rzeki. Czasami zastanawiał się, czy za którymś razem spotka tutaj swojego drugie ojca, ale to nie był cel jego wycieczek. Po prostu chciał poznać zwykłych Rzeczniaków. Dowiedzieć się jacy są, co robią na co dzień. Czy ich życie różni się od jego oraz innych Nowoświtowców.
Przystanął, przerywając na chwilę swój spacer wzdłuż jaru. Zmrużonymi oczami zapatrzył się w szereg szarawych brzóz. Drzewa rosły tutaj w przedziwnie równym rzędzie, co nieustannie go zadziwiało.
[Obrazek: 0Ki0y0X.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie był pewny jak długo biegł. Jedyne, na czym mu zależało, to znaleźć się jak najdalej od obozu, od wszystkich kotów, od martwego ciała Barwnej Wody. Ale teraz nie miał już siły robić tego dalej, musiał przystanąć, uspokoić oddech, uspokoić siebie całego, bo w takim stanie nie powinien się nikomu pokazywać. A później?
Jeśli to, co działo się teraz w obozie przypominało większość pogrzebów, w których zdążył uczestniczyć w swoim niezbyt długim życiu, zdecydowanie nie chciał tego widzieć. Niech wszyscy chociaż raz poradzą sobie sami, on najwyraźniej i tak nie mógł nikomu pomóc.
Dopiero teraz rozejrzał się po miejscu, do którego dotarł, uświadamiając sobie, że znalazł się już niedaleko granicy, za którą czekała tylko Grzmiąca Ścieżka i krainy, o których nie wiedział praktycznie nic. Prawdopodobnie zawróciłby stąd jak najszybciej, wracając do miejsc, które znał lepiej, gdyby jeden element krajobrazu nie przyciągnął jego uwagi.
Obcy kot stojący między drzewami. Pierwszy spoza Rzeki, jakiego Skała kiedykolwiek widział. Co on tu robił? Czemu podszedł tak blisko ich terenów? Może jednak jego klan potrzebował go również w tym momencie.
Wdech. Wydech. Musiał teraz wyglądać poważnie. Groźnie. Całkowicie spokojnie i pewnie, nie jak ktoś, kto przed chwilą uciekł z pogrzebu swojego wuja. Wyprostował się. Futro jednak dalej miał rozczochrane i każdy, kto przyjrzał by mu się bliżej mógłby stwierdzić, że coś było z nim nie tak.
- Stój! - zaczął, zbliżając się do obcego kocura i już wypowiadając to słowo uświadomił sobie, że nie miało zbytnio sensu, skoro nieznajomy w tym momencie i tak się nie ruszał - Znajdujesz się przy terenach klanu Rzeki. - poinformował go, starając się zabrzmieć mocno i zdecydowanie, ale w rzeczywistości głos jeszcze trochę mu drżał. Zatrzymał się parę kroków od granicy, patrząc na napotkanego kota i oczekując jakichś wyjaśnień z jego strony.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Drgnął gwałtownie, gdy czyjś głos wyrwał go z głębokiego zamyślenia. Jego zogniskowany na rzędach drzewa wzrok szarpnął się w bok i spoczął na nieznajomym kocie, który... oh, miał futerko podobne do jego własnego! Po raz pierwszy widział kogoś takiego. W związki z tym ostentacyjnie wlepił w przybysza ślepia i przez kilka uderzeń serca zapomniał, że powinien zareagować w jakiś sposób na jego słowa. Zamiast tego morskimi oczami śledził w jaki sposób barwy układają się potarganej kryzie, sunął spojrzeniem w górą szyi, aż spoczął na żółtych ślepiach i wyczekującym wyrazie pyszczka...
- Ach tak. [i] - Westchnął Wieszczek głośno, uświadamiając sobie, że ciemny kot coś do niego mówił. Pewnie liczył na jakąś odpowiedź. - Wiem o granicy Klanu Rzeki, dziękuję. - Poinformował go. W końcu to rzeczona granica była powodem, dla którego znalazł się w tym miejscu. - Dopóki jej nie przekraczam to jest w porządku, prawda? - Dopytał jeszcze, bo chociaż tak mu mówiono... reakcja tamtego dawała mu poczucie, że już sam fakt pozostawania [i]obok stanowił problem. - Dobrze rozumiem, że ty jesteś kotem stamtąd? - Skoro już zadawał pytanie, rzucił jeszcze jednym. Ot tak by wszystko było jasne.
[Obrazek: 0Ki0y0X.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na szczęście Skale całkiem nieźle wychodziło skupianie się na jednej rzeczy, a teraz sprawa stojącego przed nim kocura stała się przynajmniej chwilowo bardziej istotna od wszystkiego, co zostało w obozie. Spotkanie kogoś w tym momencie było dla niego prawdopodobnie lepsze od dalszego samotnego biegania po terenach. Nawet, jeśli był to ktoś, kogo uznawał za potencjalnego wroga.
Czyli wiedział o Rzece. Był tu już wcześniej? Czy może po prostu nawet każdy dziwny samotnik zdawał sobie sprawę z siły ich klanu, na pewno tak powinno być. Skinął głową w odpowiedzi na to, że póki trzyma się poza granicą, przynajmniej teoretycznie wszystko było w porządku.
Nie powinien mu podawać pewnie zbyt dużo osobistych informacji. Bo inaczej kocur będzie je mógł wykorzystać do... Skała nie miał pojęcia do czego mogłyby mu się przydać, ale był pewny, że nie należało mu ufać. Ale sam fakt, że należał do klanu, chyba i tak powinno być dość oczywiste, patrząc na jego dotychczasowe zachowanie.
- Tak. - potwierdził krótko, również i to, nie spuszczając z kocura wzroku. Żeby móc szybko zareagować, gdyby jednak zdecydował się zrobić te kilka kroków do przodu.
- A ty? Skąd się tu wziąłeś? - Po przyjrzeniu mu się uważniej, mógł stwierdzić, że mogli być w podobnym wieku, sam niedawno został terminatorem, więc wątpił, że nieznajomy znał się już bardzo dobrze na samodzielnym życiu. Musiał mieć gdzieś jakąś rodzinę, mistrza, kogokolwiek.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dla odmiany Wieszczek, chociaż miał z natury niezbyt przyjazny wyraz pyszczka, zamiary miał jak najbardziej koleżeńskie. Ani nie zamierzał niczego specjalnie ukrywać, czy udawać, ani przekraczać granicy, czy robić czegokolwiek innego co mogło go narazić na gniew i nieprzychylność drugiego kota. Przyglądał mu się ze szczerą ciekawością, jakby zupełnie ignorując... formalność, czy też spięcie w postawie i słowach. Nie każdy musi być od razu otwarty na nieznajomych, Wieszczek akceptował rezerwę, nieufność, czy nieśmiałość. Były to chyba całkiem normalne dla innych emocje.
Nawet jeżeli dla niego niekoniecznie.
- Przyszedłem z drugiej strony drogi. - Powiedział prosto, wskazując łbem w kierunku o którym mowa, jednak ślepia dalej miał wlepione w Rzeczniaka. - Nazywam się Wieszczek. A ty jakie nosisz imię? - Zapytał. W końcu przyszedł tu poznawać koty z Klanów, a chyba w ten sposób było najprościej zacząć. - Twoim zadaniem jest pilnowanie granicy?
[Obrazek: 0Ki0y0X.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czyli zza Grzmiącej Ścieżki, bo o nic innego chyba nie mogło mu tu chodzić. Miało to sens. A jednocześnie było frustrująco mało konkretne, bo tyle to i Skała mógł domyślić się wcześniej. Z jakiego innego miejsca miałby się tu wziąć? Z klanu Wichru? Nie miał zapachu jak ich granice.
- Dziwne imię. Co to w ogóle znaczy? - Czy naprawdę go to obchodziło? Niezbyt. Ale jednocześnie było to jakieś słowo, którego nie znał i to było dziwne. Co takiego mogło być po tej drugiej stronie drogi, że musiały na to istnieć określenia, których oni nie używali? Cokolwiek to było, powinno się trzymać z dala od Rzeki. O tym, że ktoś mógłby się nazywać jakimś bezsensownym zlepkiem liter w ogóle nie pomyślał, to przecież byłoby głupie.
- Skalista Łapa. Mam wiele zadań. - A to, co to dokładnie oznaczało nie powinno już Wieszczka interesować. On mógł dawać jakieś niedokładne odpowiedzi, to czemu i Skała miałby od razu mówić mu wszystko? A poza tym co miałby powiedzieć... Że uznał za swój obowiązek pomóc swojemu wujowi, a teraz był on martwy? Spuścił na moment głowę i syknął cicho do siebie coś niezrozumiałego.
Nie. Teraz miał nową misję, przypilnować, by ten samotnik na pewno nie przekroczył ich granicy. I na tym musiał się skupić. Spojrzał z powrotem na Wieszczka, oczekując kolejnej odpowiedzi.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

//dalsza część stąd: https://artemida.webd.pl/thread-4281-pos...#pid439090

Wędrowali przez dłuższą chwilę. W czasie podróży musieli też pokonać rzekę odcinającą chyba tereny dwóch różnych klanów, bo zapach, który teraz kotka odczuwała po swojej lewej stronie był inny niż ten wcześniej. Domyślała się, że to granice jakichś klanów, ale nie miała pojęcia, który jest który. Chociaż… Czuła w tej okolicy nutę znajomego zapachu, zapachu, który kojarzył się jej z Raniuszkiem. O dziwo było to dość niedaleko terenów Nowego Świtu, niemalże po drugiej strony ulicy. Choć zawsze mogła się mylić i to znajome uczucie było jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności.
Ostatecznie skręcili gdzieś wgłąb szarych brzóz, a odór granicy tylko się nasilał, aż nie znaleźli się nad jakimś wąwozem. Ciapata spojrzała w dół, a następnie na dolinę znajdującą się po drugiej stronie. Jeśli to nie był koniec klanowych terenów, to już nie wiedziała co może nim być. - Czy to tu? - zapytała trochę zdumiona. Bo w końcu, jeśli liliowy potwierdzi, to znaczy, że jej rzeczna rodzina znajdowała się tak blisko, a kotka nie zdawała sobie z tego sprawy...
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dojście tutaj nie było problemem... dla niego. Z każdym krokiem był bliżej Gromu, więc nie czuł się ani odrobinę dziwnie. Co innego można powiedzieć o młodszej koteczce, która była zupełnie nie z tych stron i zdecydowanie, z każdym krokiem była coraz dalej tych swoich. Nie był to jednak nazbyt jego problem - teraz był tylko przewodnikiem i miał doprowadzić ją do Klanu Rzeku.
- Mhm, to już tam blisko. Jak poczujesz rybi smród, ale taki super intensywny, będziesz mogła być pewna, że jesteś na granicy Klanu. Wtedy czekasz aż pojawi się jakiś patrol i z nimi masz rozmawiać. Jak przekroczysz teren, to pamiętaj że mogą cię przegnać albo nawet skrzywdzić - wymruczał spokojnie, wzrok kierując przed siebie. Wątpił, by ją zabili... ale lepiej być ostrożnym i dać jej znać, że nie ma prawa iść zbyt daleko.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mmm czyli jej przeczucie się nie myliło. Aż po grzbiecie ciapatej przeszły ciarki, na samą myśl, że cała jej rodzina znajduje się niemalże na wyciągnięcie łapy. Zostało tylko poczekać, aż ktoś łaskawie się zjawi… Choć musiała przyznać, że sam pan przewodnik również ją zaintrygował. Podczas podróży wyłapała u niego bliznę, nie wiedziała, czy wrodzoną, czy nie, ale wyraźnie brakowało mu palca. Wspomniał również o przegnaniu a nawet skrzywdzeniu… Ciekawe czy było to może jakoś powiązane - A co, przekonałeś się kiedyś na własnej skórze? Czy sam pochodzisz z jakiegoś klanu? - zapytała zaciekawiona, wracając wzrokiem wgłąb terenów.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Pshh, z wszystkich win akurat przekraczania granicy mi nie można zarzucić! - parsknął cichym śmiechem. Zdecydowanie, nigdy tego nie robił, na szczęście. Jego syn - zaginiony już - notorycznie przekraczał granice z Wichrem z kto wie jakiej idei, ale Wąż? Grzecznie czekał na patrole, nie ważne co się działo. - Ale jestem z Klanu. Nie tego, tylko sąsiedniego. No... i do nas właśnie dwójka z Rzeki kiedyś przyszła! Jeden był bardziej skory do walki niż ja, ale tylko odprowadziłem ich na granicę. Osobiście nie lubię się bić z innymi tak... na poważnie. Ale koty są różne.
Niestety. Oczywiście, świat pełen takich pokojowych kotów byłby terrorem, ale z drugiej strony, absolutne przeciwieństwo tego również nie było dobre. I niektórzy tylko czekali na to, żeby z kimś się pobić!
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości