Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Oh, oby nie, bo to by oznaczało, że już nic dla mnie w życiu dobrego nie zostało. - Pokręciła lekko, smutnawo głową. Gdyby faktycznie miała przodka w cieniu, to chyba skoczyłaby w przepaść! Albo i nie? W sumie to może zależy jakiego członka? Bo w końcu mieć wujka przywódcę, czy dziadka zastępcę... nie brzmi źle. - Ale raczej wątpię. Wy macie takie pospolite futerka... a ja mam piękne, lśniące i wyjątkowe, niecodzienne wręcz. - Pochwaliła samą siebie, uwalniając ego przed cienistym.
- Ty mnie spytałeś czy czegoś szukam. Jakby tak było to bym was wołała albo w jakiś sposób pokazała, że was szukam, a nie szła przy granicy. No proszę cię. Zadałam tak samo durne pytanie jak ty. - Choć to jego może i było w istocie bardziej logiczne i bardziej na miejscu, a to jej było tylko durnym wygłuptem.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Na to zaś lekko się uśmiechnął. Może nie wypadało, ale sam fakt obrażania tego nadętego balona, nawet niebezpośredni, dawał mu wewnętrzną ulgę. Szczególnie, że mu się totalnie należało bycie obgadywanym, i to w taki sposób! - On o swoim mówi tak samo. Jedyna różnica między wami jest taka, że ma jaśniejszy grzbiet - powiedział, lekko kiwając głową w stronę jej pleców. - ...Ale fakt, wolę uznać, że twoje jest ładniejsze, niż te jego.
Dodał po chwili. Bo jeszcze zaraz Ośmiookiego pochwali, wtedy chyba mógłby sam się rzucić w przepaść. Brr. - Aha - kiwnął głową. - Więc w sumie szukałaś. Odpowiedzi na głupie pytanie.
Odparł lekko. Nie był tu pewien, czy załapie że im się wyrównało, ale to nie jego problem. To bardziej szukanie gruntu, po jakim będzie się toczyła dalsza rozmowa.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Ta? Skoro jest taki podobny do mnie i zna swoją wartość, to faktycznie musi się spośród was wyróżniać. - Odparła. Kocurowi, jednak nie mogła przepuścić poza konkursem tego, jak wypowiedział się o niej potem. - Ha. - Wstała elegancko i podeszła bliżej niego z ogonem w górze. - Zapewne moje futerko jest ładniejsze od którejkolwiek kotki w twoim klanie. - Odpowiedziała, mrużąc nieco oczy i unosząc łebek w górę, żeby oczami spoglądać na niego niby z góry, choć tak naprawdę byli na podobnym poziomie. No, on był wyższy od niej, więc mimo wszystko to jej "patrzenie z góry" nie za bardzo działało, ale też nie wyglądało głupio.
Pokiwała głową. - Nie, powiedziałam to na poczekaniu. Niczego nie szukałam. - Powtórzyła raz jeszcze, bo najwyraźniej cienisty miał brudne uczy, pewnie od wszechobecnej mulistej ziemi na ich terenach.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Nie skomentował tego, uśmiechnął się tylko pod nosem, machając głową na boki. Wyróżnia się, owszem. Do tego stopnia, że ktoś go chciał otruć. Niesamowite wyróżnienie spośród wszystkich w Klanie... o którym nie powie. To zdawało się być informacją zbyt delikatną, by puszczać ją w obieg przy byle nieznajomej. Uśmiech się powiększył z kolejnymi słowami. - Nie ośmieliłbym się zaprzeczyć! Każda kotka u nas wygląda... niemal identycznie - odpowiedział po chwili zastanowienia. To, rzecz jasna, łajno prawda. Jazgot po prostu nie wychodził w tłum i czekał aż adoratorki same się do niego zgłoszą. Normalne, że nie widział nikogo specjalnego, skoro ciągle siedzi sam na boku!
Później znowu machnął łbem. - Tak, owszem - rzucił krótko. Nie ma co się przegadywać, szczególnie że rozmowa - jego zdaniem - nabrała w pewnej chwili nieco przyjemniejszy ton. Jeszcze by to zmienił.
xxxxPrzystanął przy drzewie, kiedy patrolował granicę z Klanem Wichru. Spojrzał na swoją łapę, dokładnie tą, którą skręcił parę księżyców temu. Na pewno była już... zdrowa? Niby go nie bolała, niby chodził, ale jakby miał być szczery, to za cholerę nie ufał swoim pieprzonym medykom. Bardziej uwierzyłby, że zmanipulowali jego łapę by zrosła się źle, w wyniku czego umierałby w męczarniach. Czy coś tego... typu. Pokręcił głową. Chciałby uznać, że to bzdury i paranoja, niestety nie ufał żadnemu z medycznej, cienistej kadry i każdego tam mógłby oskarżyć o próbę jego morderstwa.
kolec
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Duża. To z pewnością pierwsze słowo, które przychodzi na myśl spoglądając na Kolczastą Łapę i nie chodzi tu wyłącznie o wzrost. Kotka jest postawna, posiada szerokie łapy, a spory puchaty ogon - niemal zawsze uniesiony ku górze - tylko potęgują to wrażenie. Czerń i biel na długim, wypielęgnowanym futrze rozchodzą się niemal po równo. Biała barwa obejmuje dolną część mordki, z wyłączeniem charakterystycznej małej plamki na brodzie, okala kark, brzuch oraz łapy. Czerń zaś obejmuje niemal całą głowę, część karku, plecy, ogon, a także pojawia się na prawej pięcie i po wewnętrznej stronie lewej łapy. Szeroki pysk często zdobi skwaszona mina, co nawet współgra z jadowicie zielonymi oczami.
Bardzo poważna i zdeterminowana. Do utraty tchu pracuje nad tym żeby nie zostać w tyle, żeby już nikogo nie zawieść. Nie stroni od towarzystwa, ale zdecydowanie nie odnajduje się w sytuacjach społecznych. Podatność na zaczepki też tego nie ułatwia. Czarno-biała jest bardzo drażliwa, przez co łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a co gorsza jedyny argument jaki zna to siła.
Pszeniczny Kłos, Słoneczna Łapa
XXXKolczasta Łapa była w trakcie polowania w pobliżu Wysokich Drzew. Udało się jej już złapać kilka mniejszych piszczków, a pulchny gołąb przed jej oczami miał być zwieńczeniem polowania. Nie sądziła, żeby było trudno. Gołębie były najdurniejsze ze wszystkich ptaków. Żaden mądry nie osiedlałby się tak blisko gniazd dwunogów, a tych tam było na pęczki. Korzystały z tego, że łyse stwory rozrzucały resztki jedzenia. Co swoją drogą też było dla czarno białej dziwne, ale nie chciała się za bardzo zagłębiać w pokrętną logikę i sposób bycia tych... potworów. Te pędzące po Grzmiącej Ścieżce były niczym w porównaniu do nich. XXXPodeszła do szaropiórego po cichu, nie rzucając się w jego małe czarne oczy. Koniec. Pewnie nawet nie zdążył się zorientować, co się dzieje. Gołąb zawisł w pysku terminatorki, a kocica ruszyła z zamiarem pozbierania reszty zdobyczy i powrotu do obozu. Nie odeszła zbyt daleko, gdy do jej nosa dobiegł zapach Cienistego kota obecnego przy granicy. Zatrzymała się w pół kroku, zerkając w jego kierunku. Tak dla pewności, czy nie zapędził się troszkę za daleko i nie będzie trzeba mu przypomnieć, do kogo należą te tereny. Kolczastej Łapie wydawało się, że kojarzy tego pointa, ale nie dałaby sobie łapy urwać. To było... dawno.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Kiedy nie ślęczał przemyślając swój przeklęty los i nieszczęście, jakie spotkało go będąc urodzonym jako syn Psiej Gwiazdy, a trening z Polną Łapą na ten dzień był skończony... I gdy złapał już piszczkę, albo dwie, odkładając je na stos zwierzyny, a nie chcąc przebywać w obozie Klanu Cienia dłużej, niż to potrzebne — kolejną opcją było wyjście na patrol. Robił przy tym coś pożytecznego, nie był leniem, a wręcz przeciwnie. Zachowywał się jak porządny wojownik Klanu Cienia... Wojownik, nie Wierny Cień.
W ten sposób łapy doprowadziły go aż na granicę z Klanem Wichru, gdzie spowolnił trochę kroku. Nie przekroczył jej, szedł tak, jak powinien — ponowił zapach w tym miejscu, upewnił się, że granica Klanu Cienia stoi, jak należy i jeszcze nie upadła... Może nawet tak byłoby lepiej, chociaż kto wie. O tyle dobrze, że Psia Gwiazda nie wywołał wojny między Czterema Klanami — jeszcze. Może nie zdąży, nim zdechnie. Oby.
Pokręcił łbem, powracając do rzeczywistości. Szedł dalej granicą, z głową uniesioną wysoko do góry, kontynuując swój patrol.
// pomarańcza!!!
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Pomarańczowa Łapa sama do końca nie wiedziała co tutaj robi. Przecież była niedawno mianowaną terminatorką. Dopiero rozpoczęła nauki pod okiem Świerk. Niestety... Słoneczny Brzeg i Zajęcze Ucho wyciągnęli ją prawie siłą z Obozowiska. Jak to argumentował tata? Miała poznać granice Klanu Wichru i nigdy ich nie przekraczać. Ponoć chcieli powtarzać spacery aż do skutku. Oczywiście kotka momentami zostawała sama. Po pierwsze Wojownicy mieli też inne, określone obowiązki. Pewnie polowali, odstraszali drapieżniki, sprawdzali teren... Po drugie zapewne Słoneczny Brzeg sprawdzał jak ona się zachowa. Rozumiała rodzicielską troskę, ale miała serdecznie dość tej "złotej klatki". Westchnęła głośno, jednocześnie wybiegając mocno w przód. Tak trafiła właśnie tutaj i jeszcze prawie wpadła na nieznajomego. Tylko dzięki refleksowi wyhamowała gdzieś przy drzewie.
-Przepraszam! Nie chciałam...- Mruknęła, jednocześnie otrzepując swoje futro. Bardziej liczyła na wyciszenie swoich emocji. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Spojrzała jeszcze raz w kierunku kocura. Był zdecydowanie młodszy od niej. Natomiast jego zapach zdradzał przynależność do Klanu Cienia. Generalnie Pomarańczowej Łapie wcale to nie przeszkadzało...
-Cześć! Jestem Pomarańcza!- Przywitała się pogodnie, jednocześnie siadając w cieniu drzewa. Skoro i tak musiała czekać na dwóch, starszych kocurów... Czy rozmowy z innymi były zabronione? Zawsze mogła uciec bliżej własnych terenów, prawda?
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Szedł powolnym, zrelaksowanym wręcz krokiem — mięśnie wciąż miał lekko spięte, cały czas w gotowości, gdyby nastąpiło niespodziewane zdarzenie. Drapieżnik, lub może... nagły atak kogoś ze strony Klanu Wichru. jeśli ci w CIeniu postradali już umysły, jak bardzo mógł być pewny, że również i ci zza granicy nie byli podobni...? Choć szczerze wątpił w to, że ktoś jeszcze mógł zwariować tak bardzo, jak sam Psia Gwiazda — to było nieporównywalne szaleństwo, jedyne w swoim rodzaju.
Dlatego też gdy kątem oka zauważył zbliżający się w jego kierunku kształt prypominający kota, wydał z siebie ostrzegawcze syknięcie jeszcze zanim nieznajoma zdążyła wyhamować i zatrzymać się, zanim syn Grząskiego Bagna uznałby ją za potencjalne zagrożenie.
Na przeprosiny nieznajomej kocicy zmrużył lodowate oczy, milcząc przez dłuższą chwilę. Oceniał, poddawał ją analizie, zanim w końcu się odezwał.
— Dzień dobry. I ostrożniej, balansujesz na granicy z Klanem CIenia, czego, mam nadzieję, jesteś świadoma...? — Drobne przypomnienie, w razie, gdyby starsza nieznajoma miała pszczoły w głowie, zamiast mózgu. Z ewentualnymi kotami przekraczającymi granicę trzeba było krótko i zwięźle. Oby ta tutaj nie miała takiego zamiaru, a jeśli rzeczywiście szczerze przepraszałą, był skłonny uwierzyć, że to był wyłącznie wypadek. — Milcząće Moczary, wojownik Klanu Cienia. — Przedstawił się, kulturalnie, skłaniając głowę kocicy. Pomarańcza...? Nie wyglądała na kociaka, zdecydowanie, dlatego też nie kontynuował ewentualnego tematu rozmowy, dotyczącego kociąt wydostających się poza obóz Klanu. Albo terminator, albo równie zwykła wojowniczka, co on sam.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Pomarańczowa Łapa w milczeniu wysłuchała Wojownika Klanu Cienia. Po pierwsze, a najważniejsze! Całe zamieszanie wyniknęło z jej winy. Dlatego przytaknęła łebkiem, jednocześnie lekko kładąc uszy po sobie. Nawyk, który pozostał z poprzedniego życia. Po drugie! Kocica szanowała tradycje klanowe. Tym bardziej nie chciała wyjść na arogancką czy ignorantkę. Miała trochę rozumu i instynktu mimo wszystko. Doskonale wiedziała, że takiej walki nie wygra. Zresztą wolała ogólnie unikać rozlewu krwi czy niepotrzebnej bójki. Po trzecie! Wreszcie mogła porozmawiać z kimś spoza Klanu Wichru! Miała nadzieję, że kocur odpowie na kilka jej pytań.
-Rozumiem powagę sytuacji i nie zamierzam podchodzić bliżej. Szanuję Kodeks Wojownika, ale też szanuję czyjąś przestrzeń osobistą.- Mruknęła spokojnie, jednocześnie spoglądając na tereny Klanu Wichru. Chciała dać jasno do zrozumienia, że woli ucieczkę od szarpaniny. Zresztą żaden Wojownik nie próbowałby jej gonić dalej niż konieczne, prawda?
-Masz bardzo ciekawe imię... Czy to twój pomysł? Przyznam, że moczary nie są przyjaznym miejscem dla kotów...- Pomarańcza spytała z nieskrywaną ciekawością. Czy każdy Klan miał jakiś temat przewodni? Czy po prostu tak wyszło? Czy może kryła się za tym inna historia? Ona zawsze była gotowa wyjaśnić, że jej imię oznacza owoc... dla kotów tyle co nic...
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Oh, może podszedł do sprawy zbyt... brutalnie? Ostatnio jednak czuł się jakby na krawędzi, a sytuacja w Klanie w tym nie pomagała, ba, była tego przyczyną, powodem. Przeklinał krew płynącą w jego żyłach, przeklinał jego, bezsilny i złamany. Taki się czuł — takim był?
Czy stanie się taki sam jak on?
Nie, nigdy. Był odłamkiem, nieudaną częścią wielkiego organizmu, wciąż sprawną, lecz nieidealną. Nic nieznacząca śrubka, wkręcona głęboko w system, nie potrafiąc się z niej wydostać. Taki był, takim pozostanie.
Dopiero gdy nieznajoma odezwała się ponownie, wyrwał się ze swoich myśli, ponownie unosząc wzrok błękitnych oczu. Nieważne, nie będzie jak on, jak oni. Był inny, gorszy, lepszy — nieważne. Byle na jego sumieniu było lekko, czysto. Na tyle, na ile mogło być żyjąc w miejscu kłamstwa i splugawienia, domu grzechu.
— Wybacz. Przyzwyczajenie z powodu wychowania. — Schylił lekko głowę, podniósł ją ponownie tuż zaraz. Również preferował... pokojowe podejście do innych. A jednak, w tych krótkich, ulotnych chwilach, psia krew odzywała się w nim, rozżarzona i piekąca. Okropieństwo, dziecko grzechu. Syn tego, który porzucił gwiazdy.
Ah. No tak. W jednej chwili Milczące Moczary zacisnął szczęki mocniej, a ogon poruszył się nieznacznie. Nie wszystkie Klany, hm, przywódcy mieli obsesję z nazywaniem dzieci po tym, co przywodziło na myśl ich Klan... Chociaż, czy Klan Rzeki miał dzieci nazwane od ryb...? Nawet jeśli, musiały one brzmieć przyjaźniej, niż imiona jego i rodzeństwa. Mimo to, lubił je. Nawet, jeśli nadane przez ojca. Zapoczątkowane przez matkę.
— Dziękuję. Miło mi to słyszeć. Powracając, to pomysł mojej matki, dokładniej mówiąc. Moczary, choć, hm, "nieprzyjemne", są częścią terenów Klanu Cienia, moje imię ma symbolizować głębokie powiązanie z Klanem. — Tak przynajmniej... myślał, jeśli dobrze pamiętał. Lub może tylko obiło mu się to o uszy, lub całkowicie zmyślił tę część? Nie był już pewien. Część od byłych przywódców, imiona głośne i potężne, druga część, tacy jak on, wszelkie bagna, rozlewiska, mszary... Moczar był od matki. Milczenie od ojca. Milczał, przez niego, większość życia, niezdolny do osiągnięcia czegoś więcej. Ale pod światłem tak okrutnym, wolał osunąć się w cień. — ...A ty? Jakaś specjalna historia stoi za... twoim mianem? — Oh, jakże niezręczna rozmowa. Czy tak rozmawiały normalne koty? Dziwne, niecodzienne — rozmawiać o czymś tak... zwykłym, nie mieć z tyłu głowy myśli, że każdy nasłuchiwał, każdy czekał, by z zabarwionymi słowami pobiec na dywanik. A może właśnie tego potrzebował, odskoczni, tej dziwacznej, z początku niekomfortowej normalności zwykłej rozmowy.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Gdyby Pomarańczowa Łapa umiała czytać w myślach pozostałych kotów... Pewnie poprowadziłaby rozmowę nieco inaczej. Unikałaby niewygodnych czy krępujących tematów. Zadałaby kilka innych, bardziej taktownych pytań. Szczególnie, że Milczące Moczary miał zupełnie odmienne wyobrażenie świata. Klan Wichru wydawał się przy Klanie Cienia spokojną oazą. Ewentualnie łąką dla rozbrykanych kociaków. Niestety jeszcze się taki kot nie urodził, który posiadłby podobną umiejętność. Dlatego złota przytaknęła łebkiem na wyjaśnienia nowego znajomego. Zaakceptowała je bez większego "ale". Rozumiała o co mu chodziło, a przynajmniej takie miała wrażenie.
-Też mamy kilka takich miejsc, gdzie bywa mało przyjemnie. Na przykład kamienna przełęcz czy kolczaste krzewy. Dla kotów utrudnienie, ale schronienie dla reszty zwierząt. Ptaki, piszczki, gady, płazy też muszą gdzieś żyć.- Odpowiedziała spokojnie, jednocześnie znów wędrując wzrokiem po okolicy. Lubiła zapamiętywać charakterystyczne punkty, zapachy czy nazwy. Tak było łatwiej znów trafić w podobne miejsce. Kwestia jej imienia natomiast pozostawała bardziej wstydliwa, a może zabawna... Kiedyś była Pomarańcz, a teraz Pomarańcza. Jedna litera, która zmieniała całkowicie znaczenie.
-O ile nie będziesz się śmiał... Pomarańcza to taki owoc. Ma pomarańczową, trochę pomarszczoną skórkę. Jak się ją zdejmie, to środek można zjeść. Owoc jest kwaśny i słodki jednocześnie, ale trzeba uważać na małe pestki. One są gorzkie i twarde.- Kocica wyjaśniła jak gdyby nigdy nic. Chwilę patrzyła na Wojownika. Oczywiście bez złośliwości, wyzwania czy wyższości. Była szczerze ciekawa jego reakcji. Zazwyczaj koty po prostu uważały ją za dziwną. Co mogła poradzić, że uwielbiała przyrodę...
-Masz jakąś ulubioną porę roku? Może lubisz jakąś konkretną roślinę albo zwierzę?- Pomarańcza sama wiedziała, że poruszanie podobnych tematów nie przystoi Wojownikowi. Jednak ona miała podobne zasady w nosie. Jak nawiązywać znajomości, gdy dzieliła ich granica? Tylko poprzez opowieści... Milczące Moczary mógł zawsze ją okłamać. Przecież kocica nigdy nie sprawdzi co oferowały tamtejsze ziemie. Może nowy kolega wolał rozprawiać o polowaniach, patrolach czy treningu... Tego koteczka nie wiedziała, ale liczyła na jego inwencję twórczą.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Jeśli wcześniej tego nie zrobił, postanowił uczynić to teraz — przysiadł w bezpiecznej odległości od granicy i owinął łapy burym ogonem, nie odwracając wzroku od starszej kocicy. Rozmowa dobrze mu zrobi, zbyt długo spędzał czas samotnie, lub nie mając możliwości odezwania się do kogokolwiek w obozie, z obawy o... wiele aspektów, tak naprawdę.
— Mhm, to prawda. Sam Kodeks Wojownika mówi nam, by szanować każde istnienie. — Powiedział, zanim zdążył ugryźć się w język. Haha, jednak wykuwanie Kodeksu Wojownika na pamięć od dzieciństwa miało na nim swój wpływ. Co za ironia, by ten, który wdrażał zasady do ich umysłów, sam się od nich odwrócił. Zwierzyna również musiała żyć, prowadzić własny żywot w bezpiecznym dla siebie miejscu. Bez zwierzyny, nie byłoby ich samych.
Poruszył łbem, delikatnie przekrzywiając go w bok. Śmiać się z jej imienia? Był ostatnim, który byłby zdolny do oceniania kogoś za imię, które zostało mu nadane — mówił z doświadczenia kogoś, kto... młodsze rodzeństwo miał nazwane, jakby byli zarazą. Gorzej niż to nie mogło być.
— Nigdy nie widziałem takiego na żywo, ale wierzę ci. U nas... również są koty nazwane podobnie. Jabłoń, rokitnik... Najwidoczniej nieważne, jaki Klan, imiona od owoców wciąż są lubiane i traktowane jako dobry wybór. — Odparł, głos mając wciąż spokojny i — oczywiście — nieoceniający. Dlaczego miałby? Każda informacja była dobra, a Moczar... może gdyby zostałby wychowany inaczej, również wyrobiłby w sobie czułość na wszystko, co związane z naturalnym otoczeniem i przyrodą. Niestety, sytuacja była, jaka była. — Mmm... Chyba najbardziej lubię Porę Nowych Liści, kiedy wszystko przebudza się do życia po tym, jak mija Pora Nagich Drzew, jak kwitną pierwsze kwiaty, gdy śnieg znika, hm. — Kto by pomyślał, że syn Psiej Gwiazdy jest sentymentalnym typem? Prawdziwa porażka, kto by pomyślał. Nie spodziewał się jednak, by Pomarańcza wypaplała ten fakt pierwszemu lepszemu kolejnemu spotkanemu cienistemu. Nie, żeby ich to interesowało raczej.
Skoro temat był nie najgorszy, choć dla nieprzyzwyczajonego do "normalnych" rozmów Milczących Moczarów odrobinę dziwny, zdecydował się kontynuować.
— Lubię ptaki. To jak... swobodnie żyją. Mogą przemierzać przestworza, nieograniczone. — Mhm, teraz to dowalił, niesamowicie. Co miał do stracenia? A nuż, jego słowa były trochę głębsze, niż zwykła preferencja do wybierania ptaków ze stosu zwierzyny. Wzruszył tylko mentalnie ramionami. Czasem każdy potrzebował się odmóżdżyć, lub w tym przypadku — zaznać odrobiny normalności poza tyranią. — ...A ty? Jakieś stworzenia, rośliny, które trzymasz blisko serca? — Czy szczerze interesował się, co odpowie mu Pomarańcza? Nie był do końca pewien, ale dobre wychowanie wymagało, by nie mówić tylko o sobie.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Momentami Milczące Moczary zachowywał się dość dziwnie. Nie chodziło o strach przed kocurem czy niepokój. Bardziej kocica zauważyła od czasu do czasu zawahanie w głosie, jak również chwilowe zamyślenie. Czy to była kwestia tego, konkretnego Wojownika? Czy cały Klan Cienia tak funkcjonował? Pomarańczowa Łapa tego nie wiedziała. Postanowiła po prostu przemilczeć ten temat. Nieświadomość bywała momentami błogosławieństwem. Jeśli chodzi o odpowiedzi... Milczące Moczary nieco ją zaskoczył. Kocica przytakiwała łebkiem na porównania czy wybory. Zapowiadała się całkiem ciekawa wymiana poglądów!
-Ja lubię Porę Nagich Drzew. Wiem, że wtedy jest zimno. Do tego trudno ze zwierzyną. Jednak podoba mi się ta cisza wokół. Ogólny spokój... Jakby świat spał, a ty przemieszasz go od nowa. Pod łapami trzeszczy śnieg. O, właśnie! Sam śnieg sprawia, że wszystko jest czystsze, iskrzące. Nawet noc wydaje się jaśniejsza i bardziej przyjazna.- Kotka chciała nadmienić jeszcze zjawisko szronu na szybach, ale powstrzymała się. Dzikie koty nie miały pojęcia o co chodziło. Szkło nie występowało naturalnie w naturze. Jedyną podobną rzeczą był lód. Dlatego kocica zaraz przeszła do kolejnego tematu...
-Moimi ulubionymi zwierzętami są konie. Podziwiam ich spokojny charakter. Wiesz... Są duże, silne, wytrzymałe i ogólnie cierpliwe. Wiem, że współpracują z dwunogami. Ale, ale... Gdyby chciały uciec, to raczej nie miałby z tym problemu. Umieją szybko biegać, a nawet wysoko skakać...- Pomarańcza wcale nie żartowała, a minę miała poważną. Pewnie teraz ona wyszła na dziwną. Jaki dziki kot zachwycałby się zwierzętami pod opieką dwunogów? Prawie żaden... Dla większości konie czy psy bywały głupie. Za to, że żyły w niewoli. Za to, że słuchały ludzi i wykonywały dla nich pracę. Trudno...
-Mam też ulubioną roślinę, a mianowicie lawendę. Bardzo ładnie pachnie i potrafi uspokoić. Ma też ładny kolor, a można ją zasuszyć.- Kocica skończyła całość tymi kilkoma zdaniami. Chwilę siedziała w milczeniu, jednocześnie obserwując Wojownika. Chyba czekała po prostu na rewanż. Teraz on mógł zadać jej jakieś pytanie albo pytania... Przecież rozmowa nie ograniczała się do jednej strony, prawda?!
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
budowa standardowa | długie futro | bimetaliczny niebieski szylkret | pręgowanie dzikie | biel pokrywa całego kota oprócz wewnętrznego palca lewej przedniej łapy | błękitne oczy
Ulubieniec nauczycieli, który bije inne dzieci, gdy dorośli nie patrzą.
Patrol ze Śmierdzącym Śledziem. Haha, bardzo śmieszne. Chociaż żeby była jasność – Krwinka nie miała nic przeciwko wyjściu z obozu ze swoim ojcem, tak jak nie miała nic przeciwko swobodniejszemu zwiedzaniu pod przykrywką patrolu. Ale czemu władza na to pozwoliła? Czy faktycznie wierzyli, że Śledź zabrała ją na intensywny obchód terenów? Czy przymknęli oko, uznając że po prostu chciał spędzić czas z córką?
Szczególnie, że z tym wspólnym spędzaniem czasu to też tak nie do końca – ich drogi się rozchodzą i może w przypadku niebezpieczeństwa Krwista Łapa będzie mogła liczyć na ratunek rodzica. Jeśli odpowiednio głośno krzyknie. Chyba.
Trochę było jej nieswojo z tą myślą, momentalnie zaczęła czuć na sobie wszystkie oczy drapieżników, więc spróbowała skupić się na czymś innym. Na stęchłym zapachu granic. Na stukaniu dzięcioła. Zadarła łeb do góry, chcąc dostrzec ptaszka na rozłożystym drzewie, a nawet ruszyła dookoła pnia, gdy nie dostrzegła go od razu. Gdzie on był...