Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Wtedy też na horyzoncie pojawiła się jakaś sylwetka odziana w rude futro. Nawet mimo deszczu do nozdrzy kotki wpadł znajomy, Wichrowy zapach. Uśmiechnęła się delikatnie i już chciała się poderwać aby przywitać nadchodzącego znajomego, jednak nim to zrobiła, zorientowała się, że nie był to Porywisty Wiatr. Trzepnęła delikatnie uchem i uniosła lekko brew. Jakby się kłócić, kotka która podeszła ostrożnie pod granice była naprawdę do niego podobna - rodzeństwo? Być może. Owinęła ciaśniej ogon wokół łap aby po chwili go rozluźnić jak tylko usłyszała zadane pytanie w swoim kierunku. Czy na kogoś czekała? Podświadomie tak, jednak to nie był pierwotny plan jej wyprawy na tę granicę. Widząc zachowany dystans długości lisa nieco się zaniepokoiła, jednak po chwili wyrzuciła owy niepokój z głowy. Nie znała wojowniczki ani wojowniczka nie znała jej! Nic dziwnego więc że zachowywała odstęp, skąd mogła wiedzieć co tutaj robi Cienista? Chociaż Popiel nie wyglądała groźnie, rozsądnym krokiem było danie jej ograniczonego zaufania. Skinęła delikatnie łbem, posyłając rudej spokojne spojrzenie. xx- Witaj! I tak...można w sumie powiedzieć, że na kogoś czekam. - zaśmiała się cicho pod nosem i posłała koteczce delikatny uśmiech. Można było tez powiedzieć, że córka Wichrzaka miała naprawdę całkiem sporo znajomości w klanie swojego ojca. Znała wuja, Sokolego Cienia, Zajęczego Susa, Porywisty Wiatr, Węglowy Pył, Żmijową Łapę...Niegdyś również Niebo był członkiem Klanu Wichru, więc to naprawdę porządna kolekcja! Znała również Wietrzny Dzień i Splątany Waś, ponieważ kiedyś jej ojciec przyszedł na granice z tą dwójką podczas patrolu. - Na samym początku myślałam, że jesteś Porywistym Wiatrem! Spotkałam go raz na granicy i zamieniliśmy parę słów. Jednak właściwie oczekiwałam ojca, Miękkiego obłoku. Jestem Popielny Żar, jego córka. Jesteś w stanie mi powiedzieć co u niego słychać? Dawno go nie widziałam. - jak już nadarzyła się okazja, to przecież może zapytać, nie? Uniosła brew i w jej oczach błysnął niepokój zmieszany z troską. Jakiś czas nie mogła dojrzeć kremowego kocura na granicach, a kiedy mijała patrol nie miała nawet uderzenia serca na rozpoczęcie konwersacji. Trzcinowa Sadzawka również zbyt wiele nie wiedziała, ale nie wykazywała wielkiego niepokoju o partnera. Najwyraźniej przyzwyczaiła się do jego roztrzepanego trybu życia i miała nadzieje, że Przodkowie mają go w opiece przez większość czasu. Oby... Wypuściła powietrze przez nozdrza a jej koniuszek ogona lekko zadrżał.
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Cienista kocica nie wyglądała na groźną, niemniej Ślimacza wolała zachować pewien dystans od niej. Dla bezpieczeństwa, bo nie miała zbyt dużego doświadczenia z nieznajomymi z innych klanów. Wolała omijać konfrontacje szerokim łukiem, jednak tym razem postarała się zmierzyć z nieznanym, skoro wyglądała jakby czekała na kogoś. Poruszyła lekko uchem na przyjazny ton kocicy, jakby w ogóle nie czuła niepewność gdy siedziała tak blisko granicy, jakby to było coś co porabiała co dzień. Po prezentacji tak kwestia stała się jasna, czyli ona była jedną z córek brata Sokolego Cienia.
- Nie, nie jestem Porywistym Wiatrem, niestety, ale nie brakuje mi dużo do niego - zamruczała z lekkim uśmiechem na pysku. Nie musiała tłumaczyć się że są rodziną, z pewnością kocica nie koniecznie była tym zainteresowana. - Tak ogółem to jestem Ślimaczą Ścieszką - przedstawiła się w końcu skoro ona już to zrobiła, aby być równo z informacjami. Na pytanie o ojcu, cóż, nie za bardzo wiedziała co miała powiedzieć na ten temat. Nie rozmawiała zbyt często z nim, a co się z tym wiąże, nie miała dużo do przekazania cienistej.
- Co do Miękkiego Obłoku, cóż, dobrze się trzyma. Nie rozmawiam z nim często, ale mogę zapewnić że jest zdrowy i, no, czasami o was wspomina - i to byłby raport Ślimaczej o wojowniku. Słyszała od czasu do czasu coś o jego partnerce i dziećmi, bo nie miała zamiaru wciskać się w nie swoje tematy gdy nie miała niczego do dodania. - Mam mu coś przekazać? Nie wiem, chciałabyś się z nim umówić albo nie wiem, powiedzieć mu coś? Pewnie będzie wdzięczny - zaproponowała jej, skoro chciała coś o nim wiedzieć to kto lepszy niż Miękki.
- A, nie wiem czy może widziałaś jakąś białą kotkę, nazywa się Biała Łapa i zniknęła jakiś czas temu i szukam ją - Kto wie, może mogłaby jej pomóc. Mogła zauważyć plątającą się Pijawkę gdzieś indziej.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Popielny Żar uśmiechnęła się i skinęła łbem przełykając swoją naiwną pomyłkę. Cóż, rude koty w większości wydawały jej się wręcz identyczne. Jedyne czym mogły się różnić to układem bieli i... Pręgami? No cóż, nawet najlepszym zdarza się nieco pomylić, a do tego, że kocica znała własnie jedynie Porywistego z rudych kocurów Klanu Wichru to pomyłka była nieunikniona. Teraz dumnie będzie mogła wpisać Ślimak na ową listę, mogąc poszczycić się znajomością kolejnego Wichrowego kota. Odczuwała z tego powodu niemałą satysfakcje. Tym bardziej, że jak była młodsza, czuła się delikatnie rozdarta pomiędzy Wichrem a Cieniem. Jak widać, pozostała wierna miejscu w którym się urodziła a poznawaniem i rozmowami z kotami, z klanu jej ojca, zapełniała powstałą lukę w jej sercu. Można śmiało powiedzieć, że taka forma walczenia z rozdarciem sprawdzała się idealnie. xx- Wybacz, tylko jego kojarzę z Klanu Wichru po rudej szacie. - przyznała otwarcie, uzewnętrzniając swoje wcześniejsze przemyślenia. Słysząc imię wojowniczki, z którą ma przyjemność rozmawiać uśmiechnęła się i zakodowała je, chowając szczelnie do specjalnej szufladki w mózgu. Ślimacza Ścieżka, bardzo ładne imię! Chudy i długi ogon owinął się nieco ciaśniej wokół łap a uszy poruszyły kiedy córka Malinowej Gwiazdy zaczęła odpowiadać na pytanie odnośnie Miękkiego Obłoku. Popielny Żar mimo wszystko naprawdę się o ojca martwiła, tym bardziej, że Gwiezdni nie obdarzyli go odpowiednio dużą dozą intelektu i czasem żartowała sobie z Trzciną o tym czego to jej ojciec nie nawywijał kiedy to Trzcina i on zaczynali dopiero romansować. Pomarańczowooka była pełna podziwu, że ich związek trwał nadal. W końcu to musiało być bardzo trudne! Sama Popielica nie potrafiła sobie wyobrazić posiadania partnera poza klanem tak...na dłuższą metę. - Dzięki Gwiezdnemu Klanowi! - miauknęła z ulgą i westchnęła kręcąc przy tym łbem, kiedy to Ślimak zapewniła ją o tym, że Miękki trzyma się dobrze. Oczywiście gdyby był chory na katarek, Popiel nie wpadłaby w panikę! Klan Wichru ma przecież medyczkę, która musiała mierzyć się z trudniejszymi przypadłościami niż katarek. Gorzej, jakby do kotki doszło o tym, że jej ojciec jest ciężko ranny po starciu z jakimś samotnikiem. Wtedy to...nawet nie wiedziałaby co ma do końca zrobić. Czy mogłaby prosić Wichrowy patrol o zaprowadzenie jej do obozu aby mogła spotkać ojca? Cóż, to samo pytanie jawiło się przy wizjach pogrzebu, ale wolała tego ponownie nie rozkopywać. xx- Martwię się o niego, bywa strasznie roztrzepany i Gwiezdni wiedzą co mu wpadnie do głowy. Ostatnio nie zjawił się na umówionym spotkaniu przy Czarnym Ogonie bo zapomniał. Chyba tylko o regularnym jedzeniu pamięta cały czas, ach! - zażartowała z przyjaznym i ciepłym uśmiechem. Nie było tajemnicą, że Miękki Obłok bywa głupkowaty, a przebywająca z nim w jednym klanie kotka nawet jak wiele z nim nie rozmawiająca; mogła to dojrzeć. Na pytanie o przekazanie czegokolwiek czy umówienie, Popiel poruszyła wąsami. - Nie nie, znaczy...Hm, mogłabyś mu przekazać pozdrowienia od Trzcinowej Sadzawki. Spotykamy się w miarę regularnie, tylko czasem o tym zapomina. W każdym razie bardzo dziękuje. - wymruczała na samym końcu i poczuła jak ogarnia ją ulga i spokój. No, połowa planów na bycie tutaj zrealizowana! Teraz tylko... Na szybko dopowiedziane słowa, lekko zmarszczyła brwi, jakby chcąc sobie przypomnieć czy kogoś takiego, o takim imieniu widziała na granicach. Po chwili jednak westchnęła i smętnie pokręciła łbem w zaprzeczeniu. xx- Niestety nie widziałam żadnej białej kotki o imieniu Biała Łapa. Bardzo dawno zaginęła? Mogę poinformować zaufanych wojowników aby bardziej przyglądali się podczas patroli. - zaproponowała, wygładzając brwi. Bardzo chciałaby pomóc w znalezieniu zaginionej, chociaż...Nie wiedziała za bardzo jak inaczej się za to zabrać. - Sprawdzałaś na Ziemiach Niczyich? Mm...mogę przyjrzeć się też tym bliżej Osiedla, Klan Cienia ma do niego bliżej niż Wicher. Ach, oby nic jej się nie stało.
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Rudych kotów w Klanie Wichru było sporo, przynajmniej tak się wydawało córce Malinowej Gwiazdy, chyba że bardziej zwracała na nich uwagę niż na burych, nie patrząc na fakt ile by było białych i długowłosych kotów. Ślimacza pozwoliła sobie na nasunięcie się lekkiego wyrozumiałego uśmiechu na pysk, Cienista wojowniczka nie miała obowiązku znać całego Klanu Wichru dlatego że ma ojca w klanie, i tak sporo robiła przychodząc co jakiś czas na granice aby go poszukać. Miło to z jej strony, że chce utrzymywać kontakt z ojcem którego może nie poznała aż do wieku terminatorskiego, a może i nawet dłużej, ale przynajmniej matka nie ukrywała przed nią tego faktu. Poruszyła barkami na słowa, cóż, chyba pierwszy raz ktoś pomylił ją z bratem, jednak w pewnym sensie zrobiło jej się przyjemnie. Jakaś bezstronna i nic nie wiedząca kocica sądziła że obydwojga byli podobni, bardzo przyjemne w jej zdaniu, co oznaczało że w względzie fizycznym byli podobni, o czym nigdy nie pomyślała.
- Cóż, czasami trzeba go szturchnąć i przypomnieć mu aby poszedł na patrol, więc częściowo rozumiem o co chodzi - zaśmiała się lekko. Bywało że przed patrolem ktoś pytał, czy Miękki czasami nie zapomniał o wieczornym patrolu czy coś w tym stylu, część była już przyzwyczajona do okazjonalnego zapominania o rzeczy. - A o jedzeniu gdyby mu w brzuchu nie burczało to pewnie by nie pamiętał. Ale cóż, z chęcią mu przekażę pozdrowienia od Trzcinowej Sadzawki, no i jeszcze mogę ewentualnie przypominać mu o spotkaniach od czasu do czasu - mruknęła rozśmieszona poruszając wibrysami. Mogła w takim razie szturchnąć go od czasu do czasu aby pamiętał o spotkaniu z córką, bo z tego co kiedyś opowiadał to częściej się z nią widuje niż z innym synem czy córką. Obniżyła lekko uszy, rozczarowana że kocica nie widziała Pijawki w okolicy. Liczyła że przyjdzie na granice, że odnajdzie się wkrótce, miła nawet nadzieję że córka Miękkiego Obłoku widziała ją, jednak nie było szczęścia.
- No... z dobre półtora księżyca, może i dwa. Martwię się, bo jest strasznie strachliwa i... nie wiem czy sobie sama poradzi aby wrócić - westchnęła, wlepiając wzrok na kilka odbić serca na łapy. Taka delikatna i płochliwa Pijaweczka z niej była, może jakaś przyjazna łapa gdyby ją zobaczyła mogłaby ją przyprowadzić na granicę, jednak Ślimacza zdecydowała że nie wyjaśni jej, że poszukuje siostry. Pokiwała lekko głową na prawo i lewo. - Nie... nie sprawdzałam tam, może kiedyś wybiorę się z kilkoma wojownikami więcej na ziemie niczyje. Dziękuję za propozycję - bo jak do teraz nawet nie pomyślała o wyjściu z terytorium Klanu Wichru. Nie czuła się komfortowo, trudno by jej było się skupić na tropie podczas gdy była cały czas zaalarmowana i czujna czy coś za nią nie idzie.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
xx- W takiej sytuacji byłabym bardzo wdzięczna, Ślimacza Ścieżko. - zamruczała wdzięcznie na propozycje co do przypominania kocurowi od czasu do czasu o spotkaniach z partnerką i kociętami. A raczej; jedynie córką. Nie wiedziała czy jej bracia spotykają się z ojcem w innych terminach, ale na pewno nie chadzali z nią i Trzcinową Sadzawką. Nikt jej nie wmówi, że było inaczej. Aż tak słabego wzroku jeszcze nie ma i pamięci, aby nie widzieć i zapomnieć o dodatkowym wędrowcu nad Czarny Ogon. Bez przesady! - Ah, Miękki Obłok lubi sobie zjeść. Sądzę, że nawet i bez burczenia w brzuchu by pamiętał, że powinien coś ze stosu zabrać. - żartowanie z tęgiego kocura pewnie było niewłaściwe, ale...Za to zdecydowanie niewinne. Kocica przecież nie wyśmiewała ojca z tego powodu. Niewinne żarciki. Już bardziej dosadna była w momencie spotkania Barwnej Łapy przy Czterech Dębach kiedy otwarcie i prosto w pysk powiedziała mu, że śmierdzi. Była wtedy nieco młodsza niż teraz i infantylność nabyta przez zmarnowanie dzieciństwa w lecznicy; objawiała się właśnie w ten sposób. Teraz...teraz cóż, nie powiedziałaby takiej rzeczy kotu z innego klanu! Na szczęście nauczyła się kontroli swoich słów. Jak? Nikt nie wie, może zwyczajnie dorosła? Oj jak to dziwnie brzmiało w zestawieniu z jej imieniem, a niestety była to już oczywistość. Córka Trzcinowej Sadzawki miała swoje księżyce i wypadałoby w końcu zacząć zachowywać się odpowiednio na swój wiek, prawda? Brwi kocicy delikatnie się zmarszczyły kiedy słuchała większej ilości szczegółów odnośnie zaginionej i poszukiwanej kocicy z Klanu Wichru. W prawdzie dowiedziała się cech jej charakteru, ale wystarczyło aby się dodatkowo zmartwić. Może zareagowała tak przez to, że połowicznie płynie w niej krew z tego klanu? Nie powinna jednak przejmować się tym na tyle mocno. Lojalnością jest w jednym klanie, nie może wplątywać się w problemy drugiego! A-ale... xx- Trzeba być dobrej myśli. - miauknęła wyrozumiale i poruszyła wibrysami. - Mm, będę uważniej przyglądała się granicą i w razie czego postaram się ciebie powiadomić. Co do wyprawy na Ziemie Niczyje w towarzystwie innych kotów to dobry pomysł. Ziemie te są naprawdę niebezpieczne i lepiej nie kręcić się tam samemu. Co prawda, nie każdy samotnik chce cię rozszarpać, więc jest szansa, że jakiś zaopiekował się twoją...koleżanką z klanu. I nie ma za co, czasem trzeba sobie pomagać nawet jak jest się z innych klanów.
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Kiwnęła lekko łbem na słowa Popielnego Żaru, mogła zająć się czymś co było aż tak proste bez większego wysilania a jakby to miło służyć aby Miękki widział swoją rodzinę to nie odmówi mu takiej przyjemności. Nikomu nie miała prawa aby utrudniać spotykanie się z rodziną, tym bardziej gdy znała jakie to okropne uczucie oczekiwania na kogoś, kto nie przychodzi. Pomiędzy nią a cienistą wojowniczką była pewna różnica, Ślimak nie miała żadnej pewności czy zjawi się, czy w ogóle Pijawka chciała wrócić albo czy da radę to zrobić. W przeciwieństwie, córka Wichrzaka miała pewność że ojciec żyje i że chce się z nią spotkać, tylko jej ojciec czasami zapominał o pewnych rzeczach. Nawet i o tych co, zdaniem Ślimaczej, była najważniejsze. Zaśmiała się lekko na komentarz kotki.
- Nie wiem, nie pytałam się go - mruknęła. Czasami ktoś przychodził do niego by podzielić się zwierzyną, jednak, czy on kiedykolwiek był nasycony? Trudno było stwierdzić przez długie futro i na dodatek córka Fiołkowego Świtu nie wsłuchiwała się czy burczało mu w brzuchu gdy szedł w kierunku stosu, czy bardziej szedł, bo miał zachciankę niczym kotki w ciąży. Nabrała powietrza na odpowiedź Popielnego Żaru. Owszem, trzeba było być dobrej myśli, jednak nie mogła przestać się martwić o siostrę i szukać ją.
- Dziękuję Ci bardzo - podziękowała wojowniczce, bo przecież to nie był jej interes aby odnaleźć jakąś nieznajomą terminatorkę innego klanu. Poruszyła również wibrysami, nie chciała nawet myśleć o tym że ktoś mógł zranić czy zrobić coś złego Pijawce. Wstała z miejsca i uśmiechnęła się marnie w kierunku cienistej przy czym kiwnęła łbem na pożegnanie.
- Ja chyba powinnam powoli kończyć i ruszyć do obozu - stwierdziła po chwili. Robiło jej się nie przyjemnie z mokrym futrem i chciała ulotnić się do jakiegoś legowiska i wyschnąć, poza tym że nie wyszła na granicę by sobie z kimś pogadać a raczej aby poszukać siostry. - W takim razie to udanych łowów - mruknęła z lekkim uśmiechem po czym odwróciła się i ruszyła w stronę którą oryginalnie zmierzała.
// zt
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Brakowało jej takiej luźnej pogawędki o niczym. O czymś luźnym, nie wymagającym wielkiej wiedzy, czymś na czym mogła bez problemu opierać się spokojna wymiana zdań z nowo napotkaną kotką. Takim tematem był właśnie jej ojciec; Miękki Obłok. Niczym swobodna wymiana informacji i własnych spostrzeżeń odnośnie pogody, tak żartowanie o puchatym wojowniku było rozluźniające. Kocica czuła się lekko i swobodnie tak, jak podczas rozmowy z Węglowym Pyłem czy wcześniej przytoczonym Porywistym Wiatrem. Uwielbiała rozmawiać, przychodziło jej to naprawdę sprawnie i przede wszystkim nie miała problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Pokaźna lista znajomych imion jednoznacznie an to wskazywała. Kiedy temat Miękkiego jednak się wykończył i zanikł w zgiełku nieco cięższego tematu; córka Trzcinowej Sadzawki uśmiechnęła się pogodnie i delikatnie oblizała wąsy z deszczówki. Delikatne skinienie głowy starszej wojowniczki uraczyło Ślimaczą Ścieżkę po jej podziękowaniach. Już jej się pchało na język ponowne "nie ma za co", ale się powstrzymała i skończyła jedynie na skinieniu łebkiem. Zakodowała sobie, aby poszukać wspomnianej białej kocicy z Klanu Wichru. Skąd mogła wiedzieć, że inne, poważniejsze sprawy zatrzymają ją w obozie na...całkiem spory okres czasu? Wtedy też dojrzała jak ruda się podnosi co oznaczało jedno; pożegnanie. Sama smukła kocica również się podniosła i odpowiedziała ponownym, lekkim skinieniem głowy w ramach pożegnania. xx- Ja również, bardzo miło się rozmawiało. Mam nadzieje, że twoja koleżanka szybko się odnajdzie. - miauknęła troskliwie posyłając córce Malinowej Gwiazdy lekki uśmiech. Nastroszyła lekko futerko i pospiesznie ulizała te znajdujące się na karku. Ile tu tak siedziała i zapuszczała korzenie? Cała przemokła! Nieprzyjemny dreszcz chłodu przeszedł przez jej ciało a słysząc o udanych łowach, zaśmiała się cicho. - I nawzajem. Pozdrów ode mnie Sokolego Cienia i Zajęczego Susa! - miauknęła jeszcze na koniec po czym sama odwróciła się i szybko czmychnęła wgłąb Cienistych terenów.
Mistrz: Chrząszcz -> Jasna Kropla -> --- Płeć: kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot [*] Partner: Można ufać tylko sobie
Niebiesko-kremowa, pręgowana klasycznie szylkretka z krótkim futerkiem. Nosek przybiera barwę prawie czarną. Po prawej stronie głowy a także lewej stronie bródki przeważa odcień kremowy, to samo dzieje się na szyi. Reszta ciała wypełniona jest równomierną ilością niebieskiego oraz kremowego. Oczy ukazują barwę pomarańczową. Po tylu księżycach można stwierdzić, że Cisowa Łapa jest jedną z najmniejszych kotów jakie można spotkać w lesie. Choć jest ona bardzo zawziętą i charakterną kocicą (kiedy akurat nie udaje super biednego bobo), to jej mały wzrost oraz masa nadają jej dość... Niewinnego wyglądu, przez który może zostać odbierana jako mały, niedoświadczony bachor.
Nadal egoizm, ciętość i sarkastyczność przeważają w jej mowie. Nie zmieniła się na pewno na lepsze po opuszczeniu klanu, może nawet nieco na gorsze, bo teraz ma jeszcze większy dystans do otaczającego ją świata i we wszystkim widzi przekręt. Ah, co ten instynkt przetrwania robi z kotami...
Szkarłatny Zachód [KRz], Ostowy Krzew [KG]
Siedzenie w obozie to najnudniejsza rzecz świata, zatem od kiedy Cisowa trochę poszła w górę ze swoimi możliwościami, od razu postanowiła wybrać się na przechadzkę trochę dalej niż dotąd. Miała w głowie chęć poznania jakiegoś nowego kota, który nie jest członkiem tego żałosnego klanu. A kto wie - może okaże się, że wcale się nie myliła i w innych klanach naprawdę koty są dużo bardziej znośne i po prostu normalne, a nie tak upośledzone jak "koty" w Cieniu.
Obietnica jaką żłożyła Kropelce dała jej trochę nowych znajomości czy trochę lżejszych relacji z innymi kotami, aczolwiek Cisowa Łapa nie potrafiła długo usiedzieć z taką łagodnością i z dnia na dzień powracała coraz bardziej do Cis z kiedyś. Chowała to przy Jasnej Kropli, której obiecała tą jedną, ważną rzecz, ale czuła, że coraz mniej miałaby na sumieniu syknięcie na jakiegoś kociaka czy obrzucenie niezbyt przyjemnymi słowami jakiegoś z drzewa wziętego """Wojownika""".
Kierowała się dość spokojnym krokiem, ale i pewnym, do granicy z klanem Wichru, która poza tym nie była jakoś mega bardzo zaznaczona, a Cisowa nigdy nie była w pobliżu terenów Wichrzaków. Nie była zatem pewna dokąd może stawiać łapy, gdzie może wściubić nos i czy jej ogon po przekroczeniu długości najkrótszego ogona myszy, nie przesądzi o tym, że zaraz rzuci się na nią cały patrol łapaczy zająców. Podeszła mimo wszystko do miejsca, gdzie zapach Wichru był już na tyle mocny, że postanowiła zaprzestać dalszych kroków i po prostu wpatrywała się w ich tereny. Wyglądała jak małe, zgubione kocię, które potrzebuje pomocy z dotarciem do matuli. Przeklęty wzrost.
//Imbirowy Pył
='Causeallof mydemons are myfriends,are myfriends,
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Imbirowy Pył zaś tak jak zawsze włóczył się po terenach Klanu Wichru bez większego celu. Tym razem jego głowę zaprzątała Ropuszka, a dokładniej rozmowa z Krokusową Łąką, która to prosiła wojownika o wznowienie treningu młodszej siostry. Informacja ta zaciekawiła Imbirka jednocześnie mocno go zaskakując. Dlatego też postanowił, po odbyciu treningu z Makową Łapą wyjść na spacer i wszystko dokładnie przeanalizować, a przede wszystkim obmyślić nowy plan działania. W końcu będzie musiał powtórzyć z nią praktycznie wszystko to, co zdążyli do tego czasu przerobić, a nie było tego za wiele. Maszerował z głową pełna myślami, gdy nagle zauważył szylkretkę. Nie kojarzył jej. Podchodząc bliżej coraz bardziej do jego nozdrzy dochodził odór Klanu Cienia. Zbliżył się jeszcze bardziej i pomimo iż kocica naruszyła tereny Klanu Wichru, nie postanowił jej zaatakować. Można by rzec, że właśnie popełniał ten sam błąd co popełnił z samotnikiem, ale nie chciał robić niepotrzebnie problemów swojemu klanowi, jeśli można było załatwić to pokojowo bez wyrwanych kłaków i rozlanej krwi. Dlatego też podszedł jeszcze bliżej, stając niemalże obok kocicy, strosząc delikatnie futro na karku i ogonie, żeby nadać sobie nieco większej objętości.
- Znajdujesz się na telenie Klanu Wichru, wróć na swoje teleny pokojowo. Jeśli będziesz stawiała opór nie omieszkam się użyć pazulów. - rzekł, starając się brzmieć oschło i chłodno. Nie chciał walczyć jednak, jeśli będzie musiał w imię własnego Klanu, zrobi to, aby udowodnić, że nie jest aż tak marnym wojownikiem i nie zapomniał walczyć. Zabił ogonem, oczekując z jej strony jakiejkolwiek reakcji. Jeśli spróbowałaby rzucić się na niego jak tamten samotnik, planował odskoczyć w tył, aby znowuż nie popełnić tak głupiego błędu, jak wcześniej. Musiał zachować, tak czy siak ostrożność, gdyż nie wiadomo co przyjdzie jej do głowy, jak tamtemu samotnikowi, który swymi szponami rozorał mu cały pysk, pozostawiając wielka okropną, szramę jako piętno jego słabości.
Mistrz: Chrząszcz -> Jasna Kropla -> --- Płeć: kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot [*] Partner: Można ufać tylko sobie
Niebiesko-kremowa, pręgowana klasycznie szylkretka z krótkim futerkiem. Nosek przybiera barwę prawie czarną. Po prawej stronie głowy a także lewej stronie bródki przeważa odcień kremowy, to samo dzieje się na szyi. Reszta ciała wypełniona jest równomierną ilością niebieskiego oraz kremowego. Oczy ukazują barwę pomarańczową. Po tylu księżycach można stwierdzić, że Cisowa Łapa jest jedną z najmniejszych kotów jakie można spotkać w lesie. Choć jest ona bardzo zawziętą i charakterną kocicą (kiedy akurat nie udaje super biednego bobo), to jej mały wzrost oraz masa nadają jej dość... Niewinnego wyglądu, przez który może zostać odbierana jako mały, niedoświadczony bachor.
Nadal egoizm, ciętość i sarkastyczność przeważają w jej mowie. Nie zmieniła się na pewno na lepsze po opuszczeniu klanu, może nawet nieco na gorsze, bo teraz ma jeszcze większy dystans do otaczającego ją świata i we wszystkim widzi przekręt. Ah, co ten instynkt przetrwania robi z kotami...
Szkarłatny Zachód [KRz], Ostowy Krzew [KG]
Długo to nie trwało, a już po chwili zauważyła kota, którego nie znała. Nareszcie! Jakiś nowy pysk i to nie z jej paskudnego klanu, a z całkiem innego, gdzie koty na pewno były dużo odmienne od tych kłaczków z Cienia. W jednym momencie jednak zauważyła, jak wraz ze słowami kocura, jego futro zaczęło się stroszyć. Dość zabawne, zważając na to, że koteczka nie wyglądała w ani jednym miejscu na jakkolwiek niebezpieczną. Gdyby zaplanowała rzucić się na niego z jakimś patrolem to oczywiście, mógłby tak do niej podchodzić, ale teraz? Niepotrzebnie się martwił. - Nie strosz się tak. Twoje "pazulki" nie będą musiały być nigdzie używane. - Mruknęła do niego, zaczynając jak widać bardzo udaną znajomość. On, dzielny i waleczny, broniący swojego klanu, a ona mała, taki wypłosz co to wygląda strasznie pokracznie, a jest jednym z bardziej ciętych kotów tego lasu. Posłusznie zawróciła na swoje tereny, nie wiedząc w sumie gdzie dokładnie kończy się teren potężnego Woja, o pospolitym, burym kolorku. - Nie byłam pewna gdzie kończą się cieniste tereny, wybacz Woju. - Rzuciła do niego znów, gdy siadała już zdecydowanie po swojej stronie granicy. Przynajmniej tak jej się wydawało, aczkolwiek oddaliła się od miejsca, na którym była poprzednio, więc... nie mógł jej nic zarzucić. Przynajmniej moralnie. - Coś taki oficjalny? Klan Wichru cały taki jest? W Cieniu są same kupy kłaków, brudu i puszystych kuleczek, niektóre próbują gryźć, ale im nie wychodzi... A Ty zdajesz się być zbyt dumnym Wojowniczkiem, który usilnie stara się bronić terenów. No ale lepsze to, niż hasanie po terenach z nieznajomą. Oddaję respekt. - Mówiła do kocura, gapiąc się co jakiś czas w bok i olewając jego osobę, by móc zawiesić oczy na tym wielkim, dzięciolim drzewie. Poza tym ona walczyć? To był chyba ostatni przystosowany do tego kot, który w tym momencie mógłby cokolwiek zrobić burasowi. Stroniła od tego, woląc po prostu obrzucać się słówkami niż robić sobie rany.
='Causeallof mydemons are myfriends,are myfriends,
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
***
Dzięciole Drzewo należało do tych nielicznych drzewek, które wchodziły pod jurysdykcja Klanu Wichru. Co prawda tylko częściową, bo przecież znajdywali się na granicy z Cieniem, jednak Wichrowcy i tak musieli popisać się oryginalnością, wyróżnić je taką a nie inną nazwą, bo drzewo. Samotne Jodły, Wysokie Drzewa, Dziki Sad, Stary Kasztan, Bujne Janowce, Rozłożyste Drzewo i teraz Dzięciole Drzewo. Na osty i ciernie, jej Klan zachowywał się jak turyści, którzy szaleli na punkcie przerośniętych badyli! Oh tak, ma twardą korę, jest wysokie, ahh... Drzewo, niesamowite pierwszy raz widzę. Nazwijmy wszystkie, znajdujące się na naszych terenach Zielona Stopo! - Hump - uciekło z łaciatego pyszczka, kiedy ostatni z czarno-czerwonych ptaków siedzących na gałęzi postanowił wzbić się w powietrze i zostawić ją sam na sam z własnymi myślami. Wspomnienia o pierwszym dniu treningu zmusiły ją do przyjścia w te strony. Przymrużyła ślepia, kiedy przypomniała sobie jak miszcz Imbirek pokazał jej granice z Klanem Cienia i o tym jak jej nos chciał popełnić harakiri, czując nieznaną mu woń. Gdyby nie fakt, że przyszywany syn Lnianego Futerka nie żył, kotka roześmiałby się.
Ropucha fuknęła pod nosem ucinając w ten sposób kosmacące się myśli i podreptała bliżej drzewka, po czym rozciągnęła się na nim, wbijając pazurki w czarną korę.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
A na terenach Klanu Cienia, to tych drzew akurat nie brakowało! Jedno w tą czy w inną niewiele mi robiło, jakbym miała być szczera. Mogliby mi nawet wszystkie wyciąć i...Niezbyt bym za nimi tęskniła. Są potrzebne, nie mówię, że nie! Dają cień i takie tam inne...Jednak jak się kot zamyśli i w jedno takie uderzy nosem, to już po nim! Oczywiście nie dosłownie. Nie dość, że twarde to jeszcze rasną skubane wszędzie gdzie się da. Jak nie drzewo to krzak, jak nie krzak to...drzewo! Oszaleć idzie w tej mieszaninie bagien i drzew z chaszczami. Rzecz jasna, szanowałam ten teren; to w końcu mój dom, nie? Wróciłam tu po coś, więc teraz jako wojownik mam bronić kawałka tego bagna. Dosłownego bagna. Jako, że już trening miałam za sobą, a Chrząszcz był dużym dzieckiem - opuściłam obóz pod pretekstem polowania i udałam się na spacer. Musiałam wcisnąć jakiś kit Krogulec, bo by chyba urwała mi resztki uszy gdybym wprost jej powiedział; "idę się obijać, papa". Tak więc w jej głowie ganiałam za piszczkami, a tak naprawdę chadzałam po Cienistym terenie i...Wspominała? Można tak powiedzieć. Dotarłam do granicy z Klanem Wichru i poruszyłam połamanymi wibrysami leniwie unosząc przy tym brew. No dobra, miałam przed sobą gruby badyl; kolejne drzewo, a przy nim...Coś grubego. Owe coś, było pokryte ciemną, właściwie czarną sierścią i opierało łapska o biedne drzewo. Zerknęłam na własne łapy, które były grubości średnich patyków; jednak ochoczo ruszyłam w kierunku nieznajomego cosia. Tak o, dla zabawy! Trochę mi się jej przyda, bo ostatnio kręcę zadem w towarzystwie samych sztywniaków i płaczków. Tak Chrząszcz, o tobie mówię. xx- Cze. - rzuciłam, wychylając się zza drzewa, wbijając pomarańczowe ślepia w kotkę, która dawała Klanem Zajęcy. Wyszczerzyłam pożółkłe kły w przyjaznym geście. - Co tu robisz zajączku?
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Tereny Klanu Cienia bez drzew? Oh, na Gwiezdny Klan! Nie jeden kot złapałby się za głowę słysząc owy wymysł. Przecież to brzmiało tak... Groteskowo i abstrakcyjnie, rodem z opowieści dla niegrzecznych kociąt! Toż to wiedza powszechna, że bagna obrośnięte drzewami należały do znaku rozpoznawczego Cienistych kici i jeżeli dwa czy trzy przerośnięte badyle nie robiły dużej różnicy, to gdyby nagle całe terytorium skrytych sąsiadów zostałoby ogolone z drzew, zrodziłoby to zacny chaos w polityce czterech klanów. No bo co? Musieliby się znowu przeprowadzić? Na szczęście, wszystkie drzewa wydawały się posiadać grube i długie korzenie, które uniemożliwiały im ucieczkę. Ropucha zdecydowanie zdziwiłaby się, gdyby drzewo na którym się właśnie rozciągała i drapała jego ciemną korę, nagle postanowiło się przejść.
Czarno-biała kotka zdała sobie sprawę, że nie jest sama przy Dzięciolim Drzewie dopiero w tedy, kiedy cienista kotka otworzyła mordkę i odezwała się. No cóż, najmłodsza z cór Maliny i Fiołka nigdy nie należała do czujnych kotów, które co krok rozglądają się na boki i niuchają non stop wiatr, także wojowniczka zaskoczyła ją. Oczywiście nie mówimy tu o nastroszonym-futrze-i-pokazywaniem-kłów zaskoczoną, jednak dało się dostrzec, że mięśnie terminatorki "podskoczyły" a jej pyszczek był jak otwarta księga. Złote ślepka zlustrowały przybyszkę, zauważając kilka, bardzo znajomych, szczegółów. Ruda, wysoka z kompletem blizn głęboko wrytych w smukłą sylwetkę. Czyżby jej ojciec miał żeńską kopię swojej skromnej osóbki w Klanie Cienia? - Hej - odparła, odpychając się od pienia i stając na czterech łapach, mordką do wojowniczki. Jej grube wibrysy zatańczyły, zaś trójkątne uszka drgnęły słysząc przezwisko. - Zajonczek? Oho, to nowe - odparła chrapliwych głosikiem a na jej pyszczku pojawił się rozbawiony, blady uśmiech. Widocznie nie tylko Lisi Wrzask szukała luźnego towarzystwa. - Zwykle inaczej mnie wołajom ale niech bedzie. A ty czo? Marhewka? - Zapytała w żartach, przymrużając złote ślepka.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Wyszczerzyłam pożółkłe kły w szczerym rozbawieniu, kiedy to masywna kupa mięsa przede mną odpowiedziała na moją zaczepkę, nazywając mnie marchewką. Jak mnie pamięć nie myliła, mieliśmy w klanie taką jedną Marchewkę. Szczyl tej kotki co czasem kręciła się przy moim bracie! Tyle...Że jak mam być szczera, mi była bliższa ta roślina niż kolejnemu biegającemu po obozie burkowi. A mówią, że to rudych jest od diabła i ciut ciut. xx- Mogę być i Marchewką, co nie. - zarechotałam, wychodząc zza drzewa, stając przed czarno-białym monstrum. Gwiezdny Klanie, czy ta kotka jest szersza ode mnie jak stanę bokiem czy mi się wydaje? Przyjrzałam się więc jej dokładnie, nieco wyciągając w jej kierunku szyję i przysuwając bliżej suchy pysk. No no, jak na Wichrzaka to całkiem masywny ten zajączek! Do tego z jakąś śmieszną wadą wymowy a młodo to wcale nie wyglądała! Poruszyłam połamanymi wibrysami i uniosłam biczowaty ogon do góry a jego końcówka zafalowała. xx- Nic dziwnego, że inaczej wołają. W sumie do zająca ci daleko. Uszy za krótkie, to zdecydowanie ich wina - zarechotałam i przysiadłam przed kocicą, przejeżdżając językiem po kremowo-rudej piersi, po czym grzbietem oparłam się o wystający z ziemi badyl i delikatnie się otarłam, nie przerywając oglądania nowej znajomej. - Te, coś żarła w dzieciństwie, co? Jakby nie to czarne futro i morda jak kot, to bym pomyślała, że gadam z niedźwiedziem! Albo borsukiem, ale te to paskudne są. Śmierdzą i plują gdzie mordę otworzą. Widziałaś kiedyś jakiegoś? - zapytałam, unosząc brew. Nie wyglądała mi na taką co to biła się już z kimś bądź czymś an poważnie. No, ja się mogłam poszczycić bliznami w każdym rozmiarze czy kształcie! Nie problem znaleźć nawet taką co by przypominała pysk twojej matki. Śmiało, szukaj. Może przy okazji pozbędę się jakiegoś robactwa! Podczas oczekiwania na odpowiedź, dalej drapałam grzbiet o korę samotnego drzewa, starając się nie nadepnąć obszczanej granicy - jestem grzecznym wojownikiem, proszę Gwiezdny Klanie! xx- Bo ten, ja nie spotkałam. Lisy, kuny, wydry, bobry tak, ale borsuka czy niedźwiedzia? Nigdy! Psia krew to chyba dobrze. Mhm, no to jak cię tam u ciebie zwą? Masywny Pazur? Wielka Kłoda? Ja jestem Lisi Wrzask, miło mi czy coś.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Poranek. Piękny, słoneczny poranek zastał właśnie na bezchmurnym niebie, a promienie słoneczne oświetlały obozowisko nie mając litości dla zaspanych posiadaczów odsłoniętych norek, i mimo, że zagłębienie Wyderki kryło się cieniem Rozłożystego Drzewa, jej również dostało się po oczach, a w skutku tego przebudziła się. Ospale zmrużyła trawiaste ślepia i powoli otworzyła powieki w pełni. Od razu pomyślała, że nie może tak po prostu siedzieć cały dzień w obozie, skoro jest taka cudowna pogoda! Gdy tylko wyfrunęła z legowiska i skonsumowała niewielkiego, burego gryzonia, pognała szybkim tempem w stronę wyjścia z centrum klanu Wichru. W końcu dzisiaj nie miała treningu i mogła robić dokładnie wszystko, czego chciała! Nie musiała długo zastanawiać się, gdzie może iść - padło oczywiście na Czarny Ogon, do którego zawsze dążyła wzdłuż granicy z Klanem Cienia, a potem Ziemiami Niczyimi, by nie zgubić się. W tym przypadku nie było inaczej - najpierw poszła do Czterech Dębów, a potem w stronę cienistej granicy, jednak po drodze coś musiało ją zatrzymać. Było to mianowicie sporych rozmiarów drzewo pełne różnych mniejszych i większych dziupli, podobno zamieszkane przez dzięcioły. Szylkretka nie zauważyła niestety żadnego przedstawiciela tego gatunku, ale i bez nich rozłożysta roślina robiła wrażenie. Stwierdziła, że mogłaby chwilę tutaj zostać. W końcu.. Ma jeszcze sporo czasu i nigdzie jej się nie spieszy!
/Polny Chwast :3
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>