Cóż, przedstawienie musi trwać, co jedyna w całym zbiegowisku córeczka Zaśnieżonej pokazała aż za dobrze. Nawrzucała wichrzaczce jakby obrzucała ją nie wiadomo jaką wronią karmą, po czym wybiegła, zachowując się jak prawdziwa drama queen. Wschód aż parsknął, kiedy usłyszał, że mógłby być ojcem tej gromadki. Chciałabyś, młoda, nosić takie cudowne geny, co? Ale niestety, tak nie jest, musicie się zadowolić widmo tatuśkiem który was zostawił i sam poszedł szukać lepszych zajęć.
Tym razem oficjalnie zlał wyznania synów Zaśnież w jego stronę, bo nie chciało mu się już dyskutować z nimi. Za to wręcz teatralnie zdecydował się odegrać foszek na Zaśnież, bo każe mu wyjść.
- Ale jak to wyjść? Już mnie wyganiasz z własnego terytorium, a ja dopiero przyszedłem! - zawołał, wręcz przesadnie podnosząc łeb do góry i odwracając się ostentacyjnie. Dopiero wtedy jednak odwrócił jeszcze głowę i puścił Ścieżce oczko. - Ale jakby co, jakbyś chciała uciec od tych larw to wiesz gdzie mnie szukać. - rzucił i niespiesznym truchtem oddalił się w stronę centrum rzecznych terenów.
Zaśnieżona Ścieżka wraz z wejściem w dorosłość, zyskała małą zmianę w wyglądzie. Wcześniejsza chudziutka sylwetka, teraz nabrała kształtów. Chude łapy nabrały mięśni, a ciało, które chociaż wciąż szczupłe, nieco się powiększyło. Jest wysoka, przewyższa normę, przez co może naprawdę wydawać się zwykłym chucherkiem, chociaż rzeczywistość jest kompletnie inna. Jej futro jest krótkie acz gęste, idealnie ułożone oraz nieskazitelnie białe, w świetle promieni słonecznych nawet lśniące. Kotka naprawdę dba o higienę i jeśli uda się ją zobaczyć, zawsze będzie niesamowicie czysta. Jej małżowiny uszne są duże, skrywając od środka różowawy kolor. Oczy kotki są duże, koloru słońca. Maleńki nos na środku pyszczka jest delikatnie różowy.
Zaśnieżona Ścieżka już dorosła, stając się wojowniczką. Chce prezentować się jak najlepiej, chorobliwie dbając o swój wizerunek - nienawidzi posiadać na swojej sierści chociażby paproszka, a przebywanie z brudnymi kotami uważa za największy grzech. Również dba o każde swoje słowo, obnosząc się czasem dumą nad swoją wspaniałą personą. Może zacząć cię oceniać, ale nie wypowie tego głośno, aczkolwiek zacznie się na ciebie dziwnie spoglądać. Na co dzień jest miła, sympatyczna i roześmiana, rozweselając obóz swoim promiennym uśmiechem. Ma ogromne ambicje i chciałaby być najlepsza. Zdarza jej się być egoistyczną, bardziej dbając o swoje dobro niż o dobro innych. Kocha słuchać komplementów na swój temat. Wierność u niej jest pojęciem względnym. Wobec przyjaciół i rodziny potrafi być niesamowicie wierna, ale jej partner jest już inną sprawą. Jest uczuciowa i czasami lekkomyślna. Nie warto zajść jej za skórę, okaże się wtedy, że możesz tego pożałować, bo Zaśnieżona Ścieżka często chce zemsty. Nienawidzi się krytykować. Towarzyskość pozwala jej na kontaktowanie się nawet z kotami z innego klanu. Medyków uważa za obleśne stworzenia, skazy, powstałe z niedoskonałości. Upartość pozwala jej na długie podtrzymywanie swojego słowa. Jest czasami głodna krwi, stając się szaleńczą kotką, której nie powstrzyma kompletnie nic. Jest zazdrosna, chcąc mieć wszystko, co mają inni, a czego nie ma ona.
Trzaskający Mróz [KR]
Poczułam się zrezygnowana. Nawet nie miałam siły, aby zareagować na gwałtowne słowa swojej córki - poza tym, co mogłabym jej odpowiedzieć? Młoda kotka nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo miała rację... Ale to nie było tak, że ja tego do dzisiaj nie żałowałam. Żałowałam każdego dnia po tym felernym dniu. Żałowałam, że kiedykolwiek tam poszłam, że nie spotkałam się z Wilkiem, nie pokazałam mu, że go kocham. Dzięki temu spotkaniu z rudym wojownikiem uświadomiłam sobie, że zwykłe komplementy, chociaż przyjemne do usłyszenia, są niczym w porównaniu do uczuć, które żywił do mnie Wilk. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo będę mogła tęsknić za jego głosem, za jego zapachem i za wszystkim, co do mnie czuł. Obwiniałam się, że to przeze mnie odszedł z klanu, ponieważ nie dawałam mu wystarczającej ilości wsparcia oraz czułości. Może to była kara od Gwiezdnych, abym zobaczyła jak to jest cierpieć przez to, że nie ma się kogoś, kto cię kocha przy swoim boku. Czułam się obrzydliwie sama ze sobą. Chciałabym cofnąć czas, być przy nim, a może nawet... Pójść za nim w ten niebezpieczny świat, ryzykować życiem, by tylko go odnaleźć. By czuć się kochaną, czuć się bezpiecznie, nawet jeśli już nie w świecie żywych. Płatek rzucała słowa na wiatr, bo wiedziała, że jestem złą matką. Ja również to wiedziałam. Jednak to, co czułam w środku - żal, samotność i tęsknota, rozrywały mnie od środka. Miałam nadzieję, że kiedyś, kiedy odnajdzie tego jedynego kota, zobaczy co to znaczy kochać tak bardzo, że żałuje się wszystkiego, co się zrobiło. Jej słowa były ostre jak pazury lisa i zostawiały ślad na moim złamanym sercu. Wbiłam łapy w ziemię, mając ochotę się skulić, uciec, odejść, cokolwiek, byleby nie czuć się jak wrak. Byleby nikogo już nie zranić. Moje matczyne serce płakało i szarpało się, chcąc jakoś zareagować. Pobiec za nią, błagać na ziemi o wybaczenie. Jednak co mogłabym zrobić? Czy ona potrafiłaby mnie wysłuchać, postawić się w mojej sytuacji? Poczuć, że nawet jeśli byłam złą matką, tak naprawdę kochałam ich wszystkich tak mocno, że teraz czuję pustkę i ból? Czy dało się to naprawić? Czy dało się naprawić błędy, które popełniało się przez całe życie?
Czując się tak zmarnowana, czując ogromne cierpienie, zapomniałam kompletnie o czym mówiły inne koty. Próbowałam zebrać się w sobie, aby powoli, sensownie, opowiedzieć swoim dzieciom o kimś, kogo kochałam ponad życie, ale na kogo nie zasługiwałam. Dla nich to był ojciec, a dla mnie najlepszy przyjaciel, kocur, przy którym czułam się bezpiecznie, w najmroźniejsze dni zawsze ogrzewał mnie swoim futrem, który pocieszał mnie i stawał w mojej obronie za każdym razem, gdy ktokolwiek chciał mi się postawić. Który dbał o mnie, zapewniał, że będzie blisko mnie na zawsze. Który mimo swojego własnego bólu po stracie rodziny, wciąż dawał radę się uśmiechnąć tylko po to, aby mnie uszczęśliwić. A ja? A ja co mu dałam w zamian? Dlaczego wcześniej nie mogłam zdać sobie sprawy z mojej ogromnej miłości do niego, która przewyższa uczucie pożądania podczas spotkania z rybojadem? Moje ciało trzęsło się i walczyło. Nie chciało przypominać sobie tego, jak bardzo tęsknię za Wilkiem. Do oczu cisnęły mi się łzy, które chciałam odgonić szybkim mruganiem. Wzięłam kolejny głęboki oddech, a potem odwróciłam się do swych dzieci, a gdy je zobaczyłam, poczułam się tak bezradna i bezsilna. Zamknęłam na chwilę ślepia, w których zgasł wcześniej lśniący blask, a potem przejechałam językiem po wargach, jakby próbując się przygotować do przemowy. Skręcało mnie w żołądku i miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję, a w głowie mi huczało. Jeszcze chwilę spędziłam w ciszy, przygotowując się na najgorsze.
- Wilczy Pomruk... Miał w sobie ogromnie dużo ambicji. Był wojownikiem gotowym do stoczenia walki w obronie klanu, nawet kiedyś mi powiedział, że chciałby mieć bliznę, którą mógłby się chwalić. Marzył o poznaniu nieznanych miejsc, mieliśmy odbyć wędrówkę wraz z Lawendą do pewnego miejsca poza klanem. Zawsze wesoły, uwielbiał kociaki i miał w sobie mnóstwo empatii. Mieliśmy kota w klanie, który nie potrafił mówić i... i Wilk wymyślił specjalny język dla niego, aby można było się z nim porozumiewać. Czasem zachowywał się jak poważny wojownik, a czasem bawił się ze mną jak mały kociak. Był zawsze opiekuńczy, dbał o każdego... szczególnie o mnie. Lawenda była dla niego jak przyszywana siostra. Obiecywał nam, że zawsze nas ochroni. Jego rodzeństwo to... dosyć smutna sprawa. Kilka zaginęło, kilka poumierało. Jego ukochana babcia, Krzykliwa Mewa odeszła niedługo przed jego zaginięciem. Przed zniknięciem czuł się przygnębiony, miał żałobę. Próbowałam z nim rozmawiać, ale on jedynie się do mnie smutno uśmiechał i zapewniał mnie, że wszystko jest dobrze - Starałam się jak najlepiej opisywać czarnego wojownika, ale z każdym kolejnym słowem moje serce pękało coraz bardziej i bardziej. Mógł głos drżał, niektóre słowa wypowiadałam niewyraźnie lub za szybko. Czułam, jak moje gardło się ściskało i odmawiało posłuszeństwa. Tak bardzo chciałam, aby Wilk był tutaj przy mnie... Rozumiałam, dlaczego mnie ostrzegał, ale nie posłuchałam go, ale gdyby tak było, zapewne wszystko byłoby po staremu, byłabym szczęśliwa, wszyscy byliby szczęśliwi, nie popełniałabym tak głupich i niepotrzebnych błędów. Łzy coraz bardziej cisnęły mi się do oczu, a serce bolało bardziej i bardziej. Gryzłam się w dolną wargę, nie patrząc ze strachu na swoje dzieci, a gdzieś w bok. Wiedziałam, że jeszcze jedną kwestię powinnam wyjaśnić. - Tego jednego razu, kiedy spotkałam się z tym rudym wojownikiem... Wilk przyszedł po moich śladach i raczej nic by się nie stało, gdyby Wschód nie zaczął rzucać nieprzyjemnych uwag w moją stronę... Wasz tata po prostu nie chciał, aby ktoś tak mówił do mnie. Wybaczyłam to Wschodowi jakiś czas później, ale w tamtej chwili... Też nie byłam z tego zadowolona. Wasz ojciec czuł się obrażony, że gadam z kocurem z innego klanu, ale wyjaśnił mi, że jedynie się o mnie bał. Żeby nikt nie zrobił mi krzywdy. Pogodziliśmy się i obiecałam mu, że będę potrafiła o siebie zadbać. Zawsze chciał mi zapewnić bezpieczeństwo. Wam również by zapewnił...
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Na Bursztyna jedynie strzepnął uchem. Zignorował jego szczeniackie skomlenie i propozycje. Jeżeli matka chciała sobie strzelać dalej w kolano i w stopę równocześnie, to pewnie słowa rudo-białego pokurcza z klanu rzeki przypadną jej do gustu. Nic a nic go to nie obchodziło, o wiele bardziej interesowała go opowieść o ojcu. Popielata Łapa wysłuchał bez słowa opowieści kocicy, którą niestety musiał nazywać matką, a jedyną oznaką, że nie jest kamienną figurą była lekko poruszająca się końcówka ogona oraz oczy, które delikatnie się zmrużyły. Opowieść o ich ojcu brzmiała dobrze. Kocur wydawał się wprost idealny: szlachetny, ambitny, troskliwy. A mimo to zniknął bez śladu, niektórzy, tak jak Sokoli Cień, uważali że odszedł z własnej woli. Popielata Łapa nie wiedział tak naprawdę jak bardzo mógł wierzyć śnieżnobiałej kocicy i to w pewnym stopniu go przerażało. Nie mógł ufać własnej matce, gdyż każde jej słowo mogło być kłamstwem, bzdurą i wymysłem. Przede wszystkim nie był nawet pewien, czy ta kocica ma równo pod sufitem. Wyłowił jednak imię Lawendy. Lawenda, Lawendowy Kwiat, trochę ją kojarzył, ale jak dotąd nie wyróżniała się z tłumu niczym specjalnym. Popielata Łapa zapamiętał jej miano na wypadek gdyby kiedyś ciekawość przycisnęłaby go do tego stopnia, że chciałby usłyszeć więcej informacji na temat Wilczego Pomruku.
Gdy kocica skończyła mówić Popielata Łapa podniósł się i przez moment patrzył na nią bez słowa. Po dłuższej chwili milczenia skinął sztywno głową, kiwnął także rodzeństwu i bez zbędnego komentarza po prostu odszedł, podobnie jak Krwawnikowa Łapa jakiś czas temu. Była to w pewnym stopniu nagroda, jako że nie uraził matki żadnym słowem ani nie wypowiedział żadnego raniącego ją komentarza. A mógł.
Według Wydrzej Łapy rzeka była czymś niezwykłym... Czymś, co warto zobaczyć, czymś, co daje szczęście. Uwielbiała ją odwiedzać. Nie ważne, czy nosiła nazwę Czarny Ogon, czy Grzmiąca Rzeka. Obie były niesamowite i do obu wracała z uśmiechem na twarzy, tak jak i tym razem.
Kotka wędrowała wzdłuż granicy z klanem Rzeki. Postanowiła odnowić sobie zapach, a przy okazji odwiedzi też podmokły brzeg, bo... Czemu by nie? Może i pływać nie potrafiła, ani też nie liczyła, że nauczy się tego w najbliższym czasie, ale... Lubiła patrzeć na szumiącą wodę... Bardzo ją to satysfakcjonowało. Będąc na miejscu usiadła nieopodal Żabiego Schronienia, jednak mimo tego żadnego płaza jeszcze nie dojrzała. Ale kto wie, może potem będzie miała okazję zaobserwować te śliskie stworzenia?
/Ostra Łapa
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Rzeka rzeczywiście dawała mnóstwo frajdy, zwłaszcza gdy było ciepło i można było się w niej popluskać. Czarno-biała rzeczniaczka, akurat była na małym patrolu z Brązowym Pyskiem. Co by nie mówić kocica lubiła wojownika, zwłaszcza jego poczucie humoru, a i on wiedział, że córka Kukułki w razie czego da radę, zwłaszcza że żadnego zakazu z tego, co wiedziała na wychodzenie z obozu, nie miała. Toteż kiedy powiedziała, że sama jeszcze zapoluje, nim wróci, tylko kiwnął jej łbem.
Sama zaś terminatorka skierowała się w kierunku rzeki i tym samym w kierunku wichrowej granicy. Podeszła do wody i wlazła do niej, mrucząc, gdy chłodna woda, ochłodziła czarny grzbiet rozgrzany od słońca. Był ciepły dzień.
Sylwetka innego kota wpadła jej w oczy, dopiero, wtedy gdy wylazła na brzeg, grząskiej ziemi. Druga kocica obserwowała rzekę, co dało całkiem niezłą zaczepkę. - Eja Wichrzaczko, czyżbyś polowała na nasze ryby?
Sama Pliszka uśmiechnęła się nieco złośliwie, szczerząc kiełki, mimo wszystko był to uśmiech. Kolorowa kocica wyglądała na młodszą od Pliszki, jednak to Chaber uświadomiła czarno-białą, że przez nabyte blizny wygląda jak groźna wojowniczka, a sama Ostra była ciekawa reakcji.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Nie długo trwała ta spokojna chwila, gdyż niedługo po przyjściu Wydrzej Łapy w to miejsce została zaczepiona przez... kogo? Nie miała pojęcia. W każdym razie śmierdziała rybą, co dawało jej niemal całkowitą pewność, że ma doczynienia z rzeczniaczką. Może i kocica wyglądała dość... groźnie, bo inne określenie nie przychodziło szylkretce do głowy, to ta ucieszyła się, gdyż nigdy wcześniej nie miała do czynienia zkotem z tego klanu. Na jej pyszczku pojawił się szeroki uśmiech, a końcówka ogona drgnęła z podekscytowania. Warto było tutaj przyjść.
- Witaj! Właściwie, to nie potrafię polować na wodną zwierzynę... Z resztą, na lądową również. - odparła, po czym podniosła się do siadu. - Wydrza Łapa - przedstawiła się licząc, że czarno-biała postanowi zrobić to samo. Lubiła wiedzieć z kim rozmawia.
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Ostra z pewnością śmierdziała rybą, ale też z pewnością śmierdziała rybą mniej niż przeciętny rzeczniak, jej zapach dopiero z czasem odzyska swoją intensywność. Widząc szeroki uśmiech, zmrużyła ślepia, nie tego się spodziewała.
Zastrzygła oderwanym uchem, słuchając kolorowej kocicy. No dobra tego się nie spodziewała, wichrzaczka, mimo że wyglądała na młodszą od rzeczniaczki, to nie wyglądała na aż tak młodą, by dopiero zaczynać trening, a nie umiała polować? Dodatkowo coś ją w brzuchu ścisnęło, kiedy zobaczyła szczery uśmiech drugiej kocicy, zdecydowanie dodawał jej uroku. - Zaczynałaś drening później? Czy Wicher pozwala na to, by derminadorzy mimo dreningu nic nie dodawali na sdos?
Teraz była autentycznie zaciekawiona nową koleżanką. Jej reakcja na wadę wymowy Ostrej też mogła być interesująca. - Ładne, Osdra Łapa.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Czy Wydrza Łapa zaczęła trening później? Oczywiście, że nie! Do tej pory na szkoleniach jednak nauczyła się walki i kodeksu, nie zapominając o tym, że pierwszy trening spędziła na zwiedzaniu terytorium, no i powtarzaniu teorii. Wiedziała, że polować rownież się nauczy, a za obietnicą Jagodowej Gałązki zdobędzie również umiejętność pływania i łowienia, ale to przerobią na końcu, gdyż nie jest to obowiązkowe w klanie Wichru.
- Nie, to nie tak. Po prostu jeszcze nie doszłam do tego z moją mistrzynią. Ale zagwarantowała mi, że oprócz polowania na lądzie nauczy mnie też robić to w wodzie. Swoją drogą, to bardzo lubię rzekę... Zarówno tą jak Czarny Ogon, chociaż tu zdarza mi się być nieco rzadziej. - wytłumaczyła spokojnym tonem, cały czas szczerząc się do rzeczniaczki. - Ostra Łapa, też bardzo ładnie! Jak myślisz, jak będzie brzmiało twoje wojownicze imię? Może... Ostry Cierń? O, albo Ostry Nurt!
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Dla Ostrej, która jako jedne z pierwszych przerabiała polowanie na swoim treningu, było nie do zrozumienia by kot, który chodził już na granice, nie umiał polować. Mruknęła na zrozumienie, kiedy Wydrza Łapa zaczęła jej się tłumaczyć. Słysząc o rzekach, uśmiechnęła się psotnie. - Lubisz rzeki, jesdeś Wydrą, a pływać umiesz?
Zapytała z czystej ciekawości, a to, że sama była mokra po kąpieli w rzece i jej zwykle odstające futro ściśle przylegało do jej sylwetki, to tylko przypadek.
W jej klanie było to obowiązkowe, w końcu, gdyby tak nie było dużo ciężej, przechodziłoby się przez całe ich tereny. - Osdry Cierń i Osdry Nurd są ładne, choć nie myślałam o nich. Jeśli zaś chodzi o do, co sama wymyśliłam do Osdry Szpon lub Osdry Kieł. Co z dobą? Jak chciałabyś, by brzmiało dwoje wojownicze imię? Wydrza Sadzawka? Wydrza Rzeka? Wybacz, nie jesdem, aż dak dobra w wymyślaniu imion.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Kotka westchnęła na słowa kocicy, a potem cicho się zaśmiała. Sama nie wiedziała, dlaczego Zwinna Łapa tak ją nazwała.
- Niedługo się nauczę! - miałknęła, jednak jej uśmiech potem zszedł z pyszczka, a zamiast niego pojawił się nonszalancki wyraz. A gdyby tak...
- Hej, a może ty mnie nauczysz? To znaczy, pływać! - zapytała, a w jej oczach pojawiły się iskierki zaciekawienia. Co prawda tą technikę pokazać jej miała Jagodowa Gałązka, ale gdyby poznała ją teraz, mogłaby przeznaczyć więcej czasu na powtórki nieco ważniejszych kwestii. Miała nadzieję, że Ostra Łapa się zgodzi.
- Hmm... Kiedyś myślałam o Wydrzym Łowie, ale teraz uważam, że chciałabym coś nieco innego... Może Wydrzy Wrzask? Chociaż Wydrza Rzeka brzmi równie dobrze!
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Rzeczna terminatorka zastrzygła uszami na jej miaukniecie. Biedna Wydra, nieumiejąca jeszcze pływać. Widząc jednak jej minę i słysząc pytanie córka Kukułki, przez chwilę udała, że się zastanawia, po czym zrobiła kilka kroków w kierunku Wydry, choć nie przeszła granicy oczywiście, jednak zdecydowanie się sporo zbliżyła. Uśmiechnęła się szelmowsko, do wichrzaczki, nim sama zabrała głos. Fakt, że trochę górowała nad Wydrą, która nie oszukujmy się, była ładna, był przyjemny. - Mogłabym, ale co bym z dego miała?
Jej ton jasno wskazywał na to, że to była zaczepka, ale to była bardzo poważna propozycja. No śmiało, Pliszka była ciekawa, co takiego druga kocica mogłaby ofiarować za taką szansę. Przecież bycie nauczonym pływania przez rzeczniaka, było na pewno lepszą nauką pływania, niż pływanie z kimś, kto ma wodę tylko na granicach. - Wydrzy Wrzask? Podoba mi się.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Na zaczepkę Ostrej Łapy Wydra na chwilę zamarła w miejscu. Szczerze mówiąc, to nie wiedziała co ma powiedzieć, ani co zrobić. Stała tak po prostu patrząc na kocicę nieco zakłopotana, co jakiś czas ruszając końcówką ogona. Rzeczniaczka... owszem, ładna była, ale co w związku z tym?
- Uuh... J-ja... - wydudkała z siebie lekko kuląc uszy.
- Dzięki! - miałknęła już nieco bardziej wesoło na słowa czarno-białej.
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Pliszka uśmiechnęła się pewnie, widząc zakłopotanie i zmieszanie Wydry. Naprawdę była aż tak oszałamiająca, że młodsza terminatorka prawie się kuliła? Przecież ona tylko była ciekawa odpowiedzi, najlepiej jakiegoś żartu. Poza tym Ostra nie była jakimś wysoko postawionym kotem, żeby Wydra przed nią dukała. - No już oddychaj, przecież cię nie zjem i aż dak sdraszna nie jesdem.
A może Wichrzaczka była po prostu przytłoczona obecnością czarno-białej? Pliszka tak na wszelki wypadek odsunęła się trochę, przestając naruszać przestrzeń osobistą drugiej kocicy. Nie usiadła, jednak tylko wbiła wzrok w drugą kocicę. - Chodź, żeby nie przekraczać wspólnej granicy, podejdziemy drochę dalej. Chyba że się boisz, a o tym, co ja będę z dego mieć, porozmawiamy później.
Czarno-biała nawet nie próbowała ukrywać szelmowskiego uśmiechu, ostatnie dwa słowa zdecydowanie nie były tylko oznajmieniem, były obietnicą.
Rzeczniaczka upewniając się, że Wydra idzie z nią tylko po wichrowej stronie, ruszyła w kierunku niczyjego kawałka Grzmiącej Rzeki, między Szarymi Brzozami a Topolami. Idealne miejsce na naukę pływania. Sama Ostra w pewnym momencie musiała po prostu iść płytszą częścią rzeki, by nie stracić z oczu drugiej kocicy.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Kotka nieco otrzepała się słysząc słowa kocicy i machnęła ogonem.
- Wcale nie powiedziałam, że jesteś straszna! - odparła z pewniejszym wyrazem, po czym ruszyła razem z Ostrą Łapą w stronę Ziemi Niczyich. W tamtej chwili czuła się nieco niezręcznie. Nie miała pojęcia, czego kocica oczekowała, ani też jak miała odpowiedzieć, ale narazie postanowiła do tego nie wracać. Teraz cieszyła się, że wreszcie nauczy się pływać! Wreszcie nie będzie musiała chodzić w Leśne Odstępy naokoło rzeki, a zwyczajnie będzie mogła przez nią przeplynąć. Ach! Będzie co oposiadać Chaotycznej Łapie... Kto wie, może szylkretka nauczy kiedyś ją pływać? Wydra, spokojnie, nawet jeszcze nie wlazłaś do wody...
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
- Ale zareagowałaś w den sposób.
Czarno-biała łagodnie jej to wytknęła.
Kiedy dotarły do niczyjego kawała Grzmiącej Rzeki, Ostra przepłynęła ją, wyłażąc na brzeg po stronie szylkretki, teraz przynajmniej mogąc spokojnie do niej podejść, nie martwiąc się o granice, zdecydowanie pachniała Wichrem. - Dobra, Wydra wskakuj do wody. Pływanie jest prosde, ale na razie przyzwyczai się do wody, bo jeszcze szoku dosdaniesz. Wejdź dak, by woda sięgała ci do szyi. Masz czuć dno pod łapami, bo jak cię prąd porwie, do cię będę musiała łapać i naruszać dwoją przesdrzeń, a przecież nie boisz się mnie.
Ostatnie słowa Pliszki były bardzo przesiąknięte ironią. Nie, żeby sama miała coś przeciwko łapaniu wichrzaczki w nurcie, bo przecież kocica musiałaby jej podziękować, ale ciężko byłoby to wytłumaczyć, gdyby złapał ich jakiś patrol, czy to z rzecznej strony, czy z wichrowej. No w każdym razie Ostra już zdążyła do wody wleźć, by w razie czego ubezpieczać Wydrę.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice