Logo Artemidy
Żabie Schronienie
Oj tak, bielutka paniusiu, bardzo spokojnie! Wschód jednak byłby zadowolony, słysząc, że wichrowa koleżanka tak uważa. Opinii publicznej nie musiał rozpowiadać o swoich problemach i tym, że czasem przez myśl przelatywała mu ucieczka z klanu. W środku trzymało go jeszcze jednak uczucie do Kukułki i jakieś śladowe poczucie obowiązku, jednak, cóż, zobaczymy, co będzie dalej.
- Ha, to całkiem do niego pasuje, taka ucieczka. - mruknął kpiąco, kiedy usłyszał wiadomość. - Znaczy, przykro mi, ale nie aż tak bardzo, wiedziałaś że zachowuje się jakby użądlił go rój os czy coś. - dodał, żeby nie urazić kotki aż tak bardzo, a dopiero po tym, kiedy już przyjął do wiadomości że czarny rycerz już tu nie przylezie, dotarła do niego kolejna informacja, szczególnie, że dodała kolejne słowa. Dzieci to nie jest łatwa sprawa. A więc chodziła jak baniak i wydała potem takie szczurki na świat! W sumie powinna je już odchować choć trochę, skoro aż tyle jej nie było. - O, dzieci, mówisz? No to gratuluję chyba, ile się ich doczekałaś? Wszystkie podobne do ciebie czy raczej jakieś wdały się w ojca, wiesz, z wyglądu i charakteru? - zapytał, w sumie tak, w celach towarzyskich. Ostatnio i tak nie widział żadnego młodego terminatora, więc jeszcze na pewno nie spotkał żadnego zaśnieżonego dziecięcia.
Obrazek
You better run away from me
‘Cause I’m not that man that I used to be
And I don’t have to explain why I became a monster
≡ I’m a murderer, a
ᗰᑌᖇᗪEᖇEᖇ now ≡
[Obrazek: DgZvN1E.png]
This is what I am now, the only thing that’s left of me
⪼ I ᗪOᑎ’T ᗯᗩᑎT TO ᗷE ᒪIKE TᕼIS ⪻
But I can’t stop my actions and I can’t forget the past
LVL 5 180 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczywiście, że chodziłam jak baniak, wiewiórko, ponieważ to wszystko była twoja wina i nosiłam w swoim brzuchu TWOJE kociaki, które nigdy nie dowiedziały się, kto jest ich prawdziwym ojcem. Wschód sobie nawet nie mógł wyobrazić jak ciężkie było okłamywanie całego klanu, mówiąc wprost, patrząc się mojej przyjaciółce w oczy, że ojcem moich dzieci jest czarny wojownik, wiedząc, jak wiele on dla niej znaczył. Okłamałam całe moje rodzeństwo, swoich rodziców, moich najbliższych, a potem musiałam jeszcze wychowywać sama swoje pociechy. Dla niego to wszystko wyglądało jak nic, w końcu bycie wojownikiem jest trudniejsze, ale dopóki nie staniesz się rodzicem, nie wiesz jakie życie potrafi być trudne i niesprawiedliwe. A potem jeszcze możesz oberwać drugi raz, bo okazuje się, że nie wszystko ci się udało, a za głupie błędy trzeba płacić. Starałam się nie denerwować za bardzo, chciałam wyglądać jak najbardziej naturalnie potrafię. Poruszyłam uchem, nieco poddenerwowana, ale oprócz tego, siedziałam w takiej samej pozycji, patrząc się na niego, czując jak przyśpiesza mi serce. Szkoda, że będę musiała jego też okłamać, ale przynajmniej dowie się, jak nazywają się jego dzieci nie mając pojęcia, że to jego.
- Mam szóstkę, są teraz terminatorami. Córki to olchowa Łapa, Różana Łapa i Kwitnąca Łapa, a synowie to Trawiasta Łapa, Popielata Łapa i Koźla Łapa. Większość z nich... wrodziła się do ojca - Do obydwóch nawet! Żadne z nich nie było białe, jak ja, a wyglądało bardziej jak Wilk, co ułatwiło mi sprawę. Dodatkowo przypominały mojego brata, więc też dosyć było to ciekawe. Najgorsza sprawa była z moją córką, do której teraz niezbyt się odzywam przez złamane serce, bo kiedy zobaczyłam, że nosi kawałek koloru rudego, myślałam, że Gwiezdny Klan chciał mnie ukarać i wydać moją tajemnicę, ale nikt niczego nie zauważył, w końcu moje geny były dosyć bogate, więc takie rzeczy mogły się dziać. Bursztynowe oczy też bolały, ale jakoś dało się to przeżyć, szczególnie, że teraz... teraz już wszystko się popsuło. Z charakteru mogłam przyznać, że były bardzo pomieszane. Szkoda tylko, że moja córka musiała dostać jakieś mankamenty od Rzecznego ojca, bo zaczęła się bawić w medyka, a na pewno ode mnie nie dostała takich myśli. Moje dzieci mają po prostu w sobie krew czystego, rasowego mysiego móżdżka. - Ale w międzyczasie otrzymałam także... siódemkę. Nie moje, ale ich matka nie mogła się nimi zająć, więc je wychowałam. Jednocześnie byłam matką trzynastu kociąt, wyobrażasz to sobie?
[Obrazek: PW0iOJ4.png%5D]
thought I could get you back
shouldn’t have been so cocky
shouldn’t have did you wrong
⋆ ⋆ ⋆
and now I miss you bad, really
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płatek... nie chciała mieć nic wspólnego z matką. Uważała ją za niezrównoważoną wariatkę, która jedyne co dla nich zrobiła, to ich urodziła, bo miała ich głęboko pod ogonem przez całe ich życie. Obudziła się dopiero wtedy, gdy część z nich zrobiła coś, co jej się nie spodobało. A mimo to, prawdopodobnie przez ostatnią rozmowę z Korzonkiem, zaciekawiło ją, dokąd to się wybiera, gdy zobaczyła ją przy wyjściu z obozu. Mogła iść na zwykły spacer, mogła iść na polowanie, a jednak szylkretka zdecydowała się poinformować o tym Korzonka (gdzie znalezienie go zajęło jej chwilkę) i razem poszli ją śledzić. Z racji tego, że byli ledwie terminatorami, chwilkę też zajęło im podążanie za zapachem kocicy, ale gdy w końcu się na niego natknęli, poszło z górki, a możliwość polowania została wykluczona, bo zapach prowadził do granicy z rzeką. Może zatem był to zwykły spacer? Wtedy po prostu przywitają się z rodzicielką i pójdą dalej, albo w ogóle zignorują jej obecność. To tez wyjście.
Ale okazało się, że sprawa wygląda o wiele inaczej, bo mamuśka rozmawiała z jakimś... kocurem. A Płatek zdążyła usłyszeć kawałek ich rozmowy. A konkretnie to końcówkę.
— Dobrze powiedziane, że byłaś, bo jedyny matczyny gest z twojej strony to urodzenie nas — krzyknęła, wtrącając się w rozmowę, przyspieszając kroku, tym samym zostawiając brata gdzieś z tyłu. — Nie wiem kim jesteś, ale chcę ci tylko powiedzieć, że cokolwiek powiedziała ci o swoich dzieciach, to najpewniej kłamstwo, bo nie poświęcała nam prawie w ogóle czasu i nie ma o nas bladego pojęcia. Ale do zrobienia awantury na ceremonii była pierwsza — dodała już spokojniej, siadając kawałek od Zaśnieżonej Ścieżki, przeciągając językiem po przedniej łapie, zerkając przy tym wymownie na matkę. Przez nią, kociaki takie jak Sójka wytykały Płatek palcami i się z niej wyśmiewały, że ma matkę wariatkę. Teraz pora się odwdzięczyć za narobienie wstydu... tym samym. W końcu nie od dziś wiadomo, że Płatek jest dość impulsywna, a kiedy natrafiła na okazję, by dać temu upust... cóż. Każdy widzi jak jest.

>:3c i jeszcze Korzonek, ale myślę, że Bursztyn może spokojnie odpisać przed nim
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wschód siedział i słuchał. Miło było tak pograć pewnego siebie kocura, bo Zaśnież nie miała pojęcia o tej ciemniejsze stronie minionych księżyców. W jej oczach miał być pełnokrwistym rzeczniakiem, któremu życie nie jest straszne, a swoim dobrym humorem jest w stanie zarazić innych. I raczej mu się udało, a przynajmniej gawędził sobie luźno ze starą znajomą zza granicy.
Wysłuchał imion dzieciaków, ale szczerze mówiąc wleciały mu jednym uszkiem, a wyleciały drugim. Niezbyt go obchodziły te imiona, i tak o nich zapomni, jeśli nikogo ze wspaniałej szóstki spotka osobiście.
- No proszę, to masz ciekawie pewnie z nimi. - odpowiedział. Skoro wrodziły się w ojca, to z charakteru też musiały być wybuchowe, ciekawe czy też pluły jadem na wszystko dookoła?
Uniósł brwi w górę, kiedy usłyszał o kolejnych kociętach. Jeszcze dodatkowa siódemka... To całe stado kociąt do wychowania! No proszę, a więc białofutra miała się czym pochwalić. Kącik jego pyska poleciał w górę, a same szczęki uchyliły się, jednak Wschód nie zdążył zabrać głosu, bo jakaś młoda pokraka nagle zmaterializowała się przy nich, a właściwie przy Zaśnieżonej Ścieżce. Z jej słów wynikało, że była córeczką wichraczki, rudy kocur więc zawiesił na niej zaciekawione spojrzenie. I się nie zawiódł, bo poza pierwszym zarzutem nastąpiły kolejne. Oh, takiej rozrywki mu brakowało od księżyców, a teraz ta młoda koteczka mogła mu jej dostarczyć aż w nadmiarze.
- No, no, to twoje dziecko? Chociaż po co pytam, widzę, że ma niewyparzony pysk po tatusiu. - zakpił, delikatnie chichocząc i przenosząc wzrok na Zaśnieżoną. W sumie trochę go nie obchodziło, dlaczego biała zrobiła awanturę na ceremonii, widać miała powód. Z drugiej strony chciałby o tym usłyszeć, by móc poplotkować o tym w klanie, ale dopytywać nie chciał. Biała kocica zaś mogła wyczytać z jego rozbawionego spojrzenia, że jakoś szczególnie się tą całą sytuacją nie przejął.
Obrazek
You better run away from me
‘Cause I’m not that man that I used to be
And I don’t have to explain why I became a monster
≡ I’m a murderer, a
ᗰᑌᖇᗪEᖇEᖇ now ≡
[Obrazek: DgZvN1E.png]
This is what I am now, the only thing that’s left of me
⪼ I ᗪOᑎ’T ᗯᗩᑎT TO ᗷE ᒪIKE TᕼIS ⪻
But I can’t stop my actions and I can’t forget the past
LVL 5 180 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A miało to być takie miłe spotkanie... Nawet jeśli w głębi duszy cierpiałam, bo rozmawiałam właśnie z ojcem moich własnych dzieci, który nawet nie wiedział, że urodziłam mu kocięta, bo był na to za głupi, żeby połączyć fakty to i tak jakoś podniosło mnie na duchu to, że mogłam się komuś wygadać, a ten ktoś nawet nie wiedział o co chodzi. Mogłam poczuć się lepiej po tych wszystkich sprzeczkach i próbowałam jakoś posklejać złamane serce, matczyną miłość, która jest naprawdę bolesna. Nie obchodziło mnie czy zapamięta te imiona, czy jednak ma je głęboko pod ogonem, chciałam jedynie żeby wiedział, że to imiona jego własnych dzieci, które wychowały się na terminatorów innego klanu, które nigdy nie dowiedziały, że są kociakami pół klanu, które nigdy nie otrzymały ojcowskiej miłości. Które musiałam wychowywać sama, nawet jeśli miałam mnóstwo kotów dookoła siebie to wciąż byłam sama. Bez kocura, który mógłby mnie przytulić, bez kocura, który by mnie pocieszył i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Musiałam sobie radzić sama, a teraz, gdy moje dzieci zaczęły mnie nienawidzić, nie miała nikogo, kto by mnie potrafił uszczęśliwić. Nikt nie rozumiał o co chodziło, nikt nie próbował spojrzeć na mnie z innej strony. Zostałam zupełnie sama, ale o tym Wschód akurat nie powinien wiedzieć. Kiedy on wróci do swojego klanu i zacznie rzucać zabawne żarciki kotom, ja wrócę by znowu zacząć cierpieć. Dlatego starałam się wyglądać na spokojną, wyluzowaną kotkę jak zwykle. Jednak nie mogłam.
Gdyby nie ten głos. Gdy usłyszałam głos mojej własnej córki, wszystkie moje mięśnie się spięły, a ja zamarłam w bezruchu. Kiedy usłyszałam wprost, jak własna córka mówi mi to, o co ja obwiniałam się przez pewien czas, poczułam ból na klatce piersiowej. Nie odwróciłam się do niej. Nawet na nią nie popatrzyłam. Bo to bolało za bardzo. Powiedziała mi to wprost, bez żadnego wahania, bez próbowania mnie zrozumieć, bez próbowania ze mną porozmawiać o tym wszystkim. Powiedziała mi wprost to, co próbowałam jakoś od siebie odpędzić. Próbowałam sobie tłumaczyć, że na pewno tak nie jest, ale ona utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak jestem koszmarną matką. A to wszystko przez błąd, który popełniłam kilka księżyców temu. Mogłam zostać wtedy z Wilkiem. Mogłam zaprosić go na spacer. Może by nie odszedł, może zostałby ze mną. Może mielibyśmy własne dzieci, on by się z nimi bawił, a ja bym się uśmiechała, widząc jak wspaniałym jest ojcem. A później przyniósłby do kociarni bliznę, o której tak marzył, a ja zaczęłabym się na niego drzeć, ponieważ niepotrzebnie robi sobie krzywdę. A kto wie? Może kociaki szalałyby na punkcie tej blizny.
- N-nie mów tak do niej - powiedziałam cicho, wpatrując się w jego rudą sylwetkę. Tak, moja córka mnie obraziła. Tak, powiedziała, że nie jestem jej matką, bo nic dla niej nie zrobiłam. Ale ona jest TWOJĄ córką imbecylu i skoro mówisz, że wrodziła się do tatusia to wrodziła się do ciebie. Właśnie nieświadomie zjechałeś własnego siebie, wiewiórko. Jednak mimo wszystko, mimo tego wszystkiego, naprawdę nie chciałam, aby on cokolwiek mówił w jej stronę. Bolało to, okropnie bolało. Bolało mnie też to, że kocur miał na myśli Wilka, a Wilk... Zawsze chciał dla mnie dobrze. Zawsze stawiał mnie ponad siebie, przyszedł tutaj, ponieważ myślał, że patrzę na innego kocura zamiast na niego... I miał rację. Wybrałam kogoś, kto nigdy by się mną nie zainteresował zamiast kogoś, kto kochał mnie prawdziwą miłością. Może moją winą było to, że Wilk odszedł. Może się dowiedział. Może miał złe przeczucie. Nie wiedziałam.
[Obrazek: PW0iOJ4.png%5D]
thought I could get you back
shouldn’t have been so cocky
shouldn’t have did you wrong
⋆ ⋆ ⋆
and now I miss you bad, really
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczywiście, że zgodził się śledzić matkę. Było to głupie, lekkomyślne i niepotrzebne, gdyż kocica niemal na pewno udawała się na samotne polowanie bądź spacer (wszak była wojowniczką i miała do tego pełne prawo), lecz coś mu podpowiadało, że to dobry pomysł i może być ciekawiej, niż to się z początku wydaje. W razie czego zasłoni się siostrą i powie, że nie chciał iść, a zrobił to tylko dlatego, że ta nie chce go słuchać lub pociśnie kit, że coś ich zaniepokoiło, nie mogli znaleźć nikogo w pobliżu i sami postanowili to coś sprawdzić.
Popielata Łapa miał racje. Jego matka rozmawiała w najlepsze z jakimś biało-rudym kocurem z klanu... chyba rzeki, jeśli nos dobrze mu podpowiadał. Czuł dziwny, wilgotny i jakby rybny zapach, a to ważna wskazówka. Wodny klan znacznie wyróżniał się spośród pozostałych, a to działało na jego niekorzyść w takich sytuacjach.
- Dlaczego mówisz tak, jakby jej tu nie było? Czyżbyśśś ssię bał, że wolisz rozmawiać z naszą matką, niż z Płatkiem? - wymruczał cicho, ale wyraźnie, zbliżając się do rzecznego wojownika na niebezpieczną odległość. Popielata Łapa był dokładnie tej samej wysokości, co Bursztynowy Wschód i posiadał jego oczy o czym sam nie wiedział, gdyż rzadko miał okazje do przeglądania się w kałużach i taflach wody, których na terenie ich klanu zwyczajnie brakowało. Popielata Łapa nie jeżył futra i nie przybierał agresywnej postawy. Chciał jedynie zakomunikować, iż jeśli nieznajomy koleżka ich matki ma coś o nich do powiedzenia, to niech powie im to prosto w pysk, a nie obok, jak ostatni tchórz. Drażnił go fakt, iż ten tutaj jakimś cudem wie coś o legendarnym Wilku. Jak to możliwe, że jakiś wymoczek spod pierwszej lepszej rynny ma większą wiedzę o ich ojcu, niż dymny i całe jego rodzeństwo razem wzięte?
[Obrazek: 7sJPfNM.png]
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niesamowicie rozjuszył ją fakt, że Zaśnieżona Ścieżka nawet na uderzenie serca na nią nie spojrzała i nie widziała, że Płatek łypie na nią oskarżycielsko. Irytowało ją to, że matka nie miała odwagi nawet na to i przez moment miała wrażenie, że ta udaje, że w ogóle jej tu nie ma.
Słowa rudo-białego po niej spłynęły. On tak naprawdę zawinił jedynie tym, że akurat się tu znalazł i wyraził zainteresowanie Zaśnieżoną Ścieżką. No cóż.
Dopiero słowa Korzonka uświadomiły jej, że rzeczniak jawnie ją zignorował, kompletnie tak, jak matka. Zapowietrzyła się ze złości, bo... no, nie spodobało jej się to i to bardzo.
— Ohohoho — wybuchnęła po chwili ironicznym śmiechem, mierząc wzrokiem to Bursztyna, to matkę, nie zauważając nawet, że kocur ma oczy niemalże identyczne jak Korzeń. — Widzę, że jesteście siebie warci i oboje macie opanowane do perfekcji ignorowanie egzystencji innych. To co, może trzeci miot, mamo? Możemy sobie z Korzonkiem pójść, żebyście mogli się szybko bzyknąć i zrobić kolejne kocięta, które będziesz mogła mieć w dupie! — krzyknęła oskarżycielsko. Doskonale wiedziała skąd się biorą kocięta, bo rozmawiała o tym z Kusowąsym. Szczerze, miała nadzieję, że jednak do zbliżenia między matką, a tym gburem nie dojdzie, bo z całego serca współczułaby swojemu młodszemu rodzeństwo rodziców, gdzie już na pierwszy rzut oka widać, że jedno lepsze od drugiego, nawet jeśli jej zajęło to kilka rzutów.
Zajęta była pielęgnowaniem w sobie złości i zerkaniem na Popielną Łapę, by sprawdzić, czy nie ma on czegoś do dodania, przez co zignorowała to, że matka ją trochę obroniła. Nie interesowało ją nic, co nie było skierowane bezpośrednio do niej. Jeżeli nadal zamierzali udawać, że jej tu nie ma, to nie ma sprawy.
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chciał sobie nieco odświeżyć pamięć w kwestii terenów, a uznał, że skoro nie ma na tę chwilę nic do roboty, a Lśniąca Sadzawka pozwala mu na spacery, o ile uprzednio ją o tym poinformuje, to przejdzie się na krótką przechadzkę, tym razem wzdłuż klanu Rzeki, bo ostatnio zaszedł na Cztery Dęby, gdzie poznał Kunią Łapę. Spokojnie wędrował po stronie wichrowej, tą samą trasą, co ze swoją mistrzynią na treningu, chłonąc zapachy i muskający go delikatnie wiatr. Nie miała być to podróż długa, chciał jedynie co nieco sobie poprzypominać, tym samym szybko wracając do obozu, ale gdy zaszedł do Kotlinki od zachodniej części, usłyszał głośną rozmowę. Skłamałby mówiąc, że go to nie zaniepokoiło, zwłaszcza że gdy się wsłuchał, dosłyszeć mógł rozmowy swojej... rodziny, a przynajmniej kotów, które jeszcze niedawno uważał za rodzinę, do czasu gdy Lśniąca Sadzawka nie uświadomiła go, że żył w błędzie, a z tymi osobnikami nie ma nic wspólnego. Mógł się gniewać jedynie na białą wojowniczkę, lecz nie na przybrane rodzeństwo, toteż ruszył tam żwawym krokiem, idealnie wparowując w momencie, gdy Płatek się odezwała. Biały kocur skulił uszy, słysząc jej ostry i bezczelny ton, a chociaż wiedział, jaka jest szylkretowa kotka, nie mógł pozwolić, aby tak się zachowywała. Podbiegł więc do towarzystwa czym prędzej, stając między Bursztynem i Zaśnież a Płatek i Korzeniem, zaś na jego pysku widoczne było niezadowolenie i zawód.
x — Rrrróżana Łapo — zaczął stonowanym tonem, acz słyszalne było w nim niezadowolenie. Spojrzał również wymownie na Korzonka. — Nie odzywaj się w ten sposób do niej. — Bo nie mógł już nazwać jej matką. Nie po tym jak ich traktowała, jak miała ich gdzieś, wcale się nimi nie zajmowała, a przy tym wszystkim okłamywała młodszy miot. Nie mógł. Ale nie znaczyło to, że nie miał zamiaru jej bronić, gdy rzucane były w jej stronę tak ostre oskarżenia. Był perfekcjonistą, więc szukał sprawiedliwości, a mięsem nie będzie rzucał bezpodstawnie. Obie strony zawiniły, a on o tym wiedział. — Ale ty... — odwrócił się w stronę białej wojowniczki — co tutaj rrobisz, Zaśnieżona Ścieżko? — Nigdy, NIGDY nie powiedział do niej po imieniu. Zawsze była dla niego matką, a mówienie do niej w tak bezpośredni sposób byłoby okazaniem braku szacunku. Ale teraz, gdy dowiedział się, że wcale jego rodzicielką nie jest, a przy tym kłamczuchą i tchórzem, nie miał zamiaru do niej tak mówić. Nie łączyły ich więzy krwi, a ona o tym doskonale wiedziała. I powinna się wstydzić, że nic nie pisnęła swoim młodszym... wychowankom. Czuł się w tym momencie beznadziejnie, ale mimo wszystko, mimo że był wściekły na białą kocicę za jej zachowanie, mimo że Płatek zdenerwowała go takimi brzydkimi słowami, nie mógł pozwolić, żeby się kłóciły. One przynajmniej były rodziną, więc powinny się wspierać. I sobie wybaczać. A ten koleś z Rzeki... Magnolia nie wiedział, kim on jest. Ale nie czuł pozytywnych wibracji, więc nawet na niego nie spojrzał. Pierwszy raz czuł był tak szorstki, ale nie mógł się opanować. Musiał coś zrobić. Choćby kosztowało go to niezadowolenie ze strony nie-rodziny.
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widocznie szykuje się jedno wielkie spotkanie rodzinne. Któż by się tego spodziewał? Na pewno nie Trawiasta Łapa i jego rodzeństwo, gdyż oni byli święcie przekonani, że ich ojcem jest Wilczy Pomruk. Prawda była jednak inna i tak naprawdę był to ni kto inny Jak Bursztynowy Wschód. Nie wiedzieli jednak o tym, skąd mieli wiedzieć? Nie mieli prawa wiedzieć.
Ogarniał akurat jakieś obowiązki, kiedy zauważył, że Płatek i Korzonek gdzieś wychodzą, a parę chwil temu wychodziła Zaśnieżona Ścieżka. Cofnął ucho do tyłu. Knują coś bez niego? Tak być nie może. Uniósł puszysty ogon, po czym zaczekał jeszcze chwilę - nie chciał bowiem, żeby od razu wyszło, że ich śledził - i ruszył za nimi, a właściwie - za ich zapachem. Normalnie by się nimi nie przejął; jakiś spacer czy coś, jednak ta sytuacja była nadzwyczaj podejrzana i gdyby za nimi nie poszedł, to jego umysł podpowiadający wyjście za nimi by zwariował. Nie mógł się powstrzymać. Przez moment zgubił ich trop, jednak idąc dalej już tylko i wyłącznie prosto, do jego nozdrzy zaczęły docierać znajome zapachy i... jeden kompletnie mu nieznajomy, ale strasznie jechał rybami. Czyli musiała to być granica z Rzeką. Jego instynkt się nie pomylił, tutaj się coś stanie. Słyszał z daleka, jak wszyscy po sobie jadą słownie. Zmarszczył brwi. Serio? Rozumiał nienawiść do matki za to, co im zrobiła, ale jakiemuś losowemu kocurowi z rzeki o tym mówić to już słabo. W taki sposób tworzą złą opinię o Wichrze. Pomijając jednak już sam ten fakt, to dlaczego matka rozmawiała z jakimś wojownikiem z Klanu Rzeki? Chciał być też jak najbardziej neutralny w tej sprawie, więc jeszcze chwilę się zastanawiał, czy jednak nie odejść, chociaż.... Postanowił zainterweniować. Wiedział, że Zaśnieżona Ścieżka nie była dobrą matką i Płatek ma rację, ale wygadywanie tego obcemu wojownikowi z Klanu Rzeki tak naprawdę było nie na miejscu i kompletnie niepotrzebne. Wychynął z krzaków, jednak to nie tak, że był w nich doszczętnie schowany, tylko stał za nimi, dlatego jego futro było w nienaruszonym stanie, a jego wzrok poważny. Stanął niedaleko Magnolii, jednak nie dosłownie obok niego - Płatek, wiem, że Zaśnieżona Ścieżka nie była dla nas dobrą matką, ale na Gwiezdny Klan, dlaczego nie mogłaś jej tego wygarnąć prosto w oczy, tylko teraz robisz to przy jakimś obcym wojowniku z Klanu Rzeki? Chcesz, aby nasz klan miał złą opinię wśród innych klanów i powstały pogłoski? - spytał poważny, acz spokojnym tonem. Skierował wzrok na nieznanego mu wojownika, po czym ponownie utkwił ślepia w matce, kompletnie ignorując fakt takiego mocnego podobieństwa oczu jeżeli chodzi o Korzonka a tamtego kocura - popieram pytanie Magnolii, a oprócz tego - spojrzał ponownie na Rzecznego wojownika - skąd on wie cokolwiek o naszym ojcu? Co znaczy, że miał niewyparzony język? Czyżby on wiedział więcej, niż nam przekazałaś? - zapytał, wyczuwając idealną okazję do wszczęcia tego tematu. Zmrużył oczy ciekawsko. Od dawna chciał zapytać o Wilczego Pomruka i dowiedzieć się czegoś więcej, a teraz dociskając matkę, może dowie się jakiś ciekawych rzeczy....
[Obrazek: AjXQxIk.png]
you can take a picture of something you see
in the future where will i be?
you can climb a ladder up to the sun
or write a song nobody has sung
or do something that's never been done
LVL 3 170 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Patrzył na Zaśnieżoną, która odpowiedziała mu wyjątkowo słabo. Nie mów tak do niej, oh, aż się przerażę, to mam ją po łapkach całować że się tu zjawiła i mogę sobie ją pooglądać? Biała ciągle na niego patrzyła, więc mogła zauważyć poruszenie wąsami, które pokazywało, jak bardzo się wystraszył jej groźnego tonu. Ej, młoda jedzie po niej po całości a ta ją jeszcze broni? I gdzie tu wdzięczność za wyglądanie jak baniak przez tyle księżyców?
Wschód jednak odwrócił bursztynowe oczęta, bo oto kolejny ktoś dołączył do ich jakże ciekawej rozmowy, jakiś gburek wyglądający niemal jak tatuś. I niech nie przesadza z tą niebezpieczną odległością, Wschód siedział z długość ogona od szlaku granicznego, a więc na własnym, bezpiecznym terenie, i nie bał się podnosić pazurów, jeśli któreś z tych nieokrzesanych, wichrowych stworzonek wlezie na rzeczne tereny.
- HA, bał! - prychnął. - Nie, bo jako bezczelne smarki wtrącacie się w rozmowę dwóch dorosłych. - wyjaśnił kpiącym tonem, patrząc wprost w pomarańczowe oczka. I w sumie przesunęła mu się w głowie jedna myśl... Był podobny do tych naburmuszonych kociąt. Jego matka też go olewała, ale Wschód nie cechował się mysim rozumkiem i nie wynosił rodzinnych spraw poza, no, rodzinę. I nie opowiadał byle obcym kotom na granicy że mu źle bo go mamusia nie kocha. W gruncie rzeczy chyba kolorową i ciemnego bardzo bolało to, że mama ich odrzuciła, a więc obrażają ją przy każdej napotkanej okazji, żeby jeszcze bardziej się odsunęła? Karuzela śmiechu.
Przeniósł na moment wzrok na kolorową, bo nagle zaczęła się śmiać, a potem powiedziała coś, co sprawiło, że jego brewka poleciała w górę. Szybkie bzykanko? Pomysł spoko, to jak Zaśnież, w których krzakach wolisz?
- Ehm, a to nie jest tak, że skoro perfekcyjnie ignorujemy egzystencję innych to i tak byście nam nie przeszkadzali w tym całym bzykanku? - zapytał, przechylając nieco łeb. Coraz bardziej bawiła go ta cała sytuacja, ale jeszcze był w stanie zachować jako taką powagę. - Poza tym, przykro że nie wiesz, ale tak w sumie kociaki jak się rodzą to wychodzą, wiesz, z dupy. Więc i tak te kociaki by tam były od początku. - albo okolic, kto by się tam przejmował, różnica niewielka. Pod ogonem to pod ogonem, koniec, kropeczka.
Zaczynało się jednak robić dziwniej. Teraz przylazł kolejny biały niczym śnieżek kocur, który, tak dla odmiany, zaczął bronić Zaśnieżonej. Punkt dla Ciebie, kolorowooki, chociaż ta linia obrony to jak ściana z piasku, szczególnie, że potem zapytał, co jego matka tu robi. No, jak widać na załączonym obazku, siedzi i słucha niewdzięcznej dzieciarni. Wschód jednak nie zdążył nic dodać, bo kolejny ktoś przyszedł. No, to mamy zjazd rodzinny, a o tym, że rodzinny, to wie tylko biała wojowniczka. Robiło się coraz ciekawiej, więc Wschód poprawił siad i ciekawsko nadstawił uszko.
- Może przydałoby się tego "onego" zapytać? - rzucił do srebrnego, zerkając wcześniej na szylkretkę z triumfem w oczach. PATRZ, nie tylko ja zignorowałem innych w tej rozmowie. - To było tak, że pewnego, ciepłego dnia spotkaliśmy się z Zaśnieżoną na patrolu, wymieniliśmy parę słówek o pogodzie, a tu nagle wpada ten cały Wilk jakby był wściekłym borsukiem. - zaczął snuć opowieść i w sumie nie bardzo go obchodziło, czy ktokolwiek go słuchał. - Normalnie prawie mnie zapluł na śmierć! Wasza mama już była wojowniczką, a ten ją traktował jak kociaka, który wylazł z obozu bez pozwolenia, i zabronił jej rozmawiać z obcymi. Napuszony był jak jeż! Był normalnie nienormalny, tak z grubsza. - końcówka jego ogona delikatnie majtła, kiedy jego wzrok prześlizgiwał się po wszystkich zgromadzonych.
Obrazek
You better run away from me
‘Cause I’m not that man that I used to be
And I don’t have to explain why I became a monster
≡ I’m a murderer, a
ᗰᑌᖇᗪEᖇEᖇ now ≡
[Obrazek: DgZvN1E.png]
This is what I am now, the only thing that’s left of me
⪼ I ᗪOᑎ’T ᗯᗩᑎT TO ᗷE ᒪIKE TᕼIS ⪻
But I can’t stop my actions and I can’t forget the past
LVL 5 180 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Już nie wiedziałam, co się dzieje. Pojawiło się tutaj tak dużo kotów, że nie wyrabiałam z przyswojeniem sobie tych informacji i minęła chwila, zanim zdałam sobie sprawę, kto dokładnie tutaj się pojawił. Słowa, które słyszałam najpierw do mnie nie docierały, a potem uderzały mnie mocno w głowę, bo wiedziałam, jakie są bolesne. Myślałam, że to będzie po prostu zwykłe spotkanie ze mną i z kocurem z Klanu Rzeki, który jest bądź co bądź ojcem moich własnych dzieci i to spotkanie było dla mnie ogromnym dyskomfortem, chociaż nie chciałam tego pokazać przy Wschodzie, ale okazało się, że nie powinnam w ogóle tutaj przychodzić, ponieważ nagle zjawiła się cała chmara dzieciaków, które jeszcze bardziej mnie dobiły, nie rozumiejąc kompletnie zaistniałej sytuacji. Słyszałam Korzonka, który szczególnie chciał mnie dobić, ale jednak nie powiedział jeszcze niczego złego, ale wiedziałam, że prędzej czy później czymś od niego dostanę, bo znałam jego charakter, a potem usłyszałam Płatek, na której słowa podniosłam głowę, oddychając bardzo szybko,, przyciskając uszy do karku. Ona kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, co mówiła, nie wiedziała jakie to musi być bolesne, ona nie wiedziała, co to znaczy być matką i jakie to ciężkie zadanie dla kotki. Ona nie myślała, ona po prostu chciała mnie zranić, co jej się udało - serce zaczęło mnie boleć, a ja zaczęłam wpatrywać się nieruchomo w przestrzeń przed sobą. Nie wiedziała jaki ciężar noszę od paru księżyców, jak bardzo mnie wszystko bolało, kiedy Wilk zniknął i zostałam ze wszystkim sama, żałując tego, że spotkałam się z rudym kocurem. Nie wiedziała czym jest miłość, czym jest tęsknota. Nie wiedziała, jakie konsekwencje może ze sobą nieść zwykłe uniesienie dwóch kotów. Nie wie, jak bardzo można tego żałować. Nigdy jej tego nie uczyłam, bo liczyłam, że nie popełni tego samego błędu, co ja, ale teraz było za późno, a ona żyła w kompletnej niewiedzy. A może ją kiedyś spotkać to samo. Może kiedyś czuć to samo co ja. Może być taka sama co ja.
Potem odezwał się Magnolia. Nie wiedziałam, co dokładnie robił przy granicy, bo powinien siedzieć raczej na treningu i uczyć się o ziółkach, ale obronił mnie, chociaż brzmiało to strasznie dziwnie. Widoczniej już przestał uważać mnie za matkę po tym, jak go dosłownie wydziedziczyłam na ceremonii i trochę mu się nie dziwiłam. Przecież mogłabym zrobić to samo. Przecież sama tego chciałam. Gdybym na niego nie nakrzyczała, nie zrobiła mu awantury, na pewno by się tak nie zachowywał, na pewno wciąż byłabym jego matką. Odezwał się też Trawka, który również mnie obronił, ale dodatkowo znowu wprost mi powiedział, jaką złą matką jestem. A potem zaczęły się pytania. Dlaczego tutaj przyszłam i... zaczął się temat o Wilku. Temat, którego nie chciałam tutaj poruszać. Nie chciałam sobie o nim znowu przypominać, nie chciałam mówić o tym, jak bardzo jest dla mnie ważny i jak bardzo za nim tęsknie. Szczególnie przy samym Wschodzie, który postanowił się wciąć i poinformować moje dzieci, że ich ojciec był tyranem, a przecież taki nie był. Przyszedł wtedy po mnie, bo czuł się samotny. Przyszedł, bo mnie potrzebował. Przyszedł, bo wiedział, że tylko ja potrafię mu poprawić humor. Przyszedł i zastał mnie z innym kocurem. Co mógł sobie innego pomyśleć niż to, że go zdradzam?
Wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że tak już być nie może. Skoro mają pytania, dam im też odpowiedzi. Odwróciłam się, by spojrzeć na zgraję kotów. Czułam, jak drżę na całym ciele, czułam, jak łzy, po raz pierwszy w moim życiu, cisną mi się do oczu. Płakałam, gdy je urodziłam, ale chciałam płakać, były to łzy wzruszenia. Tutaj nie chciałam. I były to łzy smutku. Nie czułam się na siłach, aby tłumaczyć im o Wilku, bo tęsknota za nim i świadomość, że jestem koszmarną matką odbierała mi chęci, ale one tego tak nie zostawią.
- Tak, Wilk przyszedł tutaj, gdy rozmawiałam z tym rudym wojownikiem pewnego dnia, po prostu spotkaliśmy się na patrolu. Znamy się od terminatorów z Wschodem, dlatego dzisiaj, gdy wyszłam na spacer i zobaczyłam go, po prostu zaczęliśmy rozmawiać. Czy to takie straszne? - zapytałam, a głos mi drżał. Nogi uginały się pod moim ciężarem, ale stałam w bezruchu, wiedząc, że powinnam tutaj zostać. Powinnam zobaczyć, jak bardzo mnie wszyscy nienawidzą, powinnam zobaczyć, jakie błędy popełniłam. Odwróciłam się i popatrzyłam się na rudego wojownika. Nie chciałam, aby tutaj siedział, gdy z nimi rozmawiałam. Nie chciałam, aby zobaczył tę kłótnię rodzinną. Nie był tutaj potrzebny. Nie był potrzebny przy mnie i przy swoich własnych dzieciach. Miał swoje życie, a do naszego życia nie powinien nigdy się mieszać. Nie należał i nigdy nie będzie należał do naszej rodziny. Jest tylko ojcem moich dzieci, ale nigdy, ale to nigdy nim naprawdę nie będzie. Zapomniał o tym, co się kiedyś stało, może znalazł sobie rodzinę, dlatego nie był już potrzebny. - Skoro tego tak bardzo chcecie, zaraz opowiem wam o ojcu. Wschód, proszę idź stąd.
[Obrazek: PW0iOJ4.png%5D]
thought I could get you back
shouldn’t have been so cocky
shouldn’t have did you wrong
⋆ ⋆ ⋆
and now I miss you bad, really
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Ale nie chciałabym na to patrzeć. Jej widok obrzydza mnie wystarczająco. Nie muszę patrzeć jak... się świetnie bawicie — odpowiedziała Wschodowi. To prawda, mogliby się zacząć zabawiać tu i teraz przy nich, ale... tego Płatek wolała nie widzieć. Zwróciłaby całą zawartość żołądka, gdyby była świadkiem tego, jak Zaśnieżona Ścieżka dyma się z tym rudzielcem, a potem rodzi mu dzieci, ble.
Ale ciśnienie podskoczyło jej dopiero wtedy, gdy na miejscu zjawił się Trawa i Krwawnik, i zaczęli ją upominać.
— Ale czy KTOKOLWIEK pytał was o zdanie? Nikt was tutaj nawet nie prosił, więc będę się odzywać tak, jak mi się podoba. Możecie sobie co najwyżej pójść — syknęła w stronę braci rozjuszona. Oj, nie nie, nikt nie będzie jej rozkazywał, a już na pewno nie MŁODSZY brat i nie Trawa, który niegdyś rozciął jej policzek.
Zacisnęła zęby, słysząc opowieść Zaśnieżonej Ścieżki. Oh, doprawdy?
— Aaaaa, to wiele wyjaśnia. Teraz, skoro taty nie ma, możesz się spotykać z tym rybojadem kiedy ci się podoba, bo nie zwróci ci o to uwagi! — rzuciła agresywnie w stronę białej wojowniczki, a końcówka jej ogona drgała. — A może to właśnie dlatego odszedł z klanu? Bo dowiedział się, że poszłaś w krzaki z innym i nie potrafił żyć z kimś takim jak ty? Z kocicą, która jedyne co potrafi robić to KŁAMAĆ — kontynuowała, a im dłużej o tym myślała, tym więcej sensu to miało, nawet jeśli nie była nawet bliska odkrycia tego, co wydarzyło się naprawdę. W jej głowie jednak powstał prosty scenariusz: Wilk przyłapał raz Zaśnieżoną z tym rudzielcem, co mu się nie spodobało, według opowieści. I to bardzo. A potem przyłapał ich po raz kolejny, tylko tym razem... w nieco innych okolicznościach i był tym tak wstrząśnięty, że opuścił klan, nie mogąc w nim żyć ze świadomością, że jest w nim także Zaśnieżona Ścieżka. Czy ktoś dorosły by tak postąpił? Oh, wątpliwe, ale był to scenariusz Płatek, która jak każdy wiedział, obok dorosłego nawet nie stała. — Po tym, jak jedyne co nam zrobiłaś, to wpajałaś KŁAMSTWA, nie zdziwiłabym się, gdyby naszym ojcem okazał się nie Wilk, o którym nikt prawie nic nie wie, a ta ruda wiewióra, której w tym momencie poświęciłaś więcej czasu niż nam przez całe życie. Albo jakiś inny samotnik, czy nawet pieszczoch. Zresztą, cokolwiek. Nie wierzę już w żadne twoje słowo — wyrzuciła matce prosto w pysk, wyjątkowo spokojnie jak na siebie, bo nie krzyczała. Następnie wstała, przepychając się miedzy rodzeństwem jeśli była taka konieczność.
Tak naprawdę to nie obchodziło jej, kto w rzeczywistości był jej ojcem. Nie potrzebowała go do szczęścia, a już na pewno nie na tym etapie życia. Czystość krwi też średnio ją obchodziła, bo nie widziała nic złego w byciu półkrwi, czy nawet samotnikiem. Po prostu chciała wbić jak najwięcej szpil mamuśce, a że znalazła, jak dla niej, kilka logicznych argumentów, to czemu by nie skorzystać.
— Możesz mnie uznać ze wydziedziczoną — rzuciła na odchodne, spluwając matce pod łapy i ruszyła w stronę obozu.
Wydziedziczyła się dawno na temu, na ceremonii młodszego rodzeństwa, ale... czuła ogromną satysfakcję, kiedy wyrzygała jej to prosto w pysk. Była okropna i niedojrzała. Nie miała pojęcia przez co przechodziła i co czuła Zaśnieżona Ścieżka, ale nie obchodziło jej to za bardzo. Patrzyła na nią przez pryzmat tego, jak okropną matką była i uważała, że na wszystko to zasłużyła. Bo mogła sobie nie robić dzieci, skoro ich nie chciała, prawda?
W każdym razie, ten wypad okazał się o wiele ciekawszy, niż przypuszczała, nawet jeśli puściły jej nerwy. Niczego nie żałuje.

zt
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skąd się tu was tyle wyroiło, na litość wszystkich świętych nie znacie żadnego umiaru?
Kocurek z chęcią wypyskowałby wojownikowi, by zaczął się jak dorosły zachowywać, bo na razie sporo mu do tego brakowało, lecz pojawienie się rodzeństwa go powstrzymała. Nie mógł robić scen na oczach tylu kotów i pokazywać się w złym świetle, dlatego jedynie wbił w rzecznego wojownika pełne kpiny i szyderstwa spojrzenie, które zmieniło się na neutralne, gdy obrócił się w stronę reszty rodzeństwa. Bursztynowy Wschód wdając się w utarczkę słowną z małolatami pokazywał, iż sam jest nie mniejszym gówniarzem niż oni wszyscy razem wzięci. Miał jeszcze więcej do powiedzenia, znacznie więcej, lecz obecność rodzeństwa mu w tym przeszkodziła. Popielata Łapa odstąpił o krok uznając, iż Różana Łapa robi znacznie gorszy cyrk.
- Płatek - burknął ostrzegawczo słysząc, iż siostra się rozkręca, choć w duszy jej kibicował z całych sił. Szło jej doskonale! Zaśnieżona Ścieżka wyglądała jak gdyby własnymi łapami chciała sobie wykopać grób i do niego wskoczyć. Miód na jego serce. Popielata Łapa jej nie współczuł, a gdyby mógł z chęcią by ją dobił, lecz... postawiłby się obok Różanej Łapy. Przed widownią musiał się pilnować.
- Opanuj ssię - siostra pokazała na co ją stać i jak na dramę queen z krwi i kości przystało trzasnęła drzwiami i wyszła. Wydziedziczoną? Najpierw musiałaby mieć z czego, gdyż Zaśnieżona Ścieżka i tak absolutnie nic im nie oferowała oprócz problemów. Popielata Łapa nie do końca wierzył, iż Wilczy Pomruk nie jest ich ojcem. Nawet Zaśnieżona Ścieżka nie jest tak szalona, że dać dupy komuś z innemu klanu i okłamywać własne dzieci od pierwszej sekundy ich poczęcia. Przyzwyczaił się już do wyjątkowo śmiałych tez siostry, lecz... dlaczego jakiś byle rybia ość, którą widzą pierwszy raz w życiu wie o nim więcej, niż oni wszyscy?
- Wiesz jaka jesst porywcza - mruknął cicho do Krwawnika, ustawiając się obok niego i odprowadzając wzrokiem odchodzącą Płatek. Długo to nie potrwało, gdyż Popielata Łapa zwrócił spojrzenie ku rzecznemu wojownikowi z trudem powstrzymując się od zjeżenia futra z gniewu. Nie chciało mu się wierzyć, że Wilczy Pomruk to furiat plujący bez powodu na innego kota. Oczami wyobraźni widział go jako kogoś porządnego, kogoś kto zwyczajnie nie wytrzymał życia u boku takiej padliny jak Zaśnieżona Ścieżka do tego stopnia, że odszedł z klanu. Być może zaginiony wojownik miał powód, żeby zachowywać się jak wściekły borsuk. Zarówno Bursztynowy Wschód jak i Zaśnieżona Ścieżka jawili się jako nieodpowiedzialne dzieci, które współżycie w krzakach mogły uznać za rozmowę o pogodzie.
- Ale nikt cię nie zapytał - zauważył chłodno, mierząc rzecznego wojownika ostrym spojrzeniem. - Odejdź ssstąd - rzekł jeszcze, wyjątkowo wtórując matce. Jego rola już się zakończyła; wojownik nie miał tu czego szukać. Popielata Łapa nie wiedział komu wierzyć. Zarówno Zaśnieżona Ścieżka jak i Bursztynowy Wschód mogli kłamać im w żywe oczy nie czując żadnych wyrzutów sumienia. Chyba bezpieczniej nie wierzyć żadnemu z nich... lecz z chęcią ich wysłucha.
- A więc sssłuchamy, Zaśśśnieżona Śścieżko - powiedział do matki, ledwie powstrzymując się przed powiedzeniem "Zaśmiecona". Jakimi kłamstwami tym razem nas poczęstujesz?

/wybaczcie, nie zauważyłam odpisu zaśnież |D
[Obrazek: 7sJPfNM.png]
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zauważył Trawy, kiedy ten jednak stanął obok i zgodził się z jego słowami, Magnolia kiwnął mu głową w geście uznania. Nie spodobało mu się jednakże wyciąganie brudów, jak chociażby to, że Zaśnieżona Ścieżka nie powiedziała im wszystkiego, a wojownik stojący przed nimi wie więcej od nich. Chociaż biały kocur od zawsze utożsamiał się z tą rodziną, teraz uważał, że to nie jest sprawa dla niego. Wiedział bowiem, że wszyscy stojący tutaj klanowicze nie są z nim w żaden sposób spokrewnieni, wobec tego nie musiał martwić się ich sytuacją rodzinną, nieważne jak przykro to brzmiało. Wiedział, że kotka nie jest jego matką, wiedział, że Wilczy Pomruk nie jest jego ojcem, wiedział jeszcze wiele rzeczy, więc nie w jego interesie leżało to, jak się to rozwiąże. Pragnął zgody, chciał, żeby Płatek i Śnieżka wyciągnęły do siebie łapy, ale bezwiednie syknął, słysząc ton, jakim odezwała się szylkretowa kotka. W taki więc sposób. Oblizał nerwowo pysk, spoglądając w palące się z nienawiści oczy, haha, siostry, a jego ogon zaczął machać w napływie złości w tę, czy tamtą stronę. Zdecydowanie nie podobało mu się zachowanie Różanej Łapy, co widoczne było na wiele sposobów: począwszy od wymachującego ogona, skończywszy na minie, jaką teraz obrał. Nie wspominając już o Bursztynowym Wschodzie, który teraz nie miał znaczenia.
x — Wiem. I to barrrdzo źle o niej świadczy — wysyczał przez zaciśnięte zęby do dymnego kocura. Chyba pierwszy raz był taki zły w ich towarzystwie. Jego ciało zaczęło drżeć mechanicznie, a pazury wysunęły się, by pozostawić na grząskiej ziemi ślad. Nie obejrzał się nawet za odchodzącą terminatorką; spojrzał jedynie jego wychowance w oczy, nie kryjąc zawodu, jaki przez nią czuł. Nic im nie powiedziała o tym, że wcale jej dziećmi nie są, a teraz, zamiast grzecznie o tym wspomnieć, zaczęła udawać, że wszystko jest w porządku i jest gotowa powiedzieć im o ojcu. Ojcu, hah, zależy kogo. Westchnął, uspokajając się, i odwrócił głowę, w celu sprawdzenia, czy Płatek już się oddaliła. Gdy Korzonek wyznał, że owszem, chce poznać prawdę, zaraz po nim odezwał się Magnolia: — Tak, powiedz im. Przynajmniej z nimi bądź szczera, zamiast grać tchórza i unikać prrawdy, jak w przypadku młodszego miotu, matko — powiedział pozbawionym emocji głosem, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo, i ruszył w stronę obozu. Nic tu po nim. Nie chciał słuchać o kocurze, który miał z nim tyle wspólnego, co mysz z dzikiem.

zt
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I jemu postawa siostry się nie podobała. Zamiast porozmawiać o wszystkim na spokojnie z Zaśnież, wygarnąć jej to prosto w oczy, robiła z siebie ofiarę przy wojowniku z Klanu Rzeki. Zastrzygł uszami słysząc jej dalsze słowa. Nie, nie, nie, co ona wygaduje za bzdury? - Ciebie też tutaj nikt nie prosił, nikt nas tutaj nie prosił tak naprawdę - odezwał się spokojnym tonem, nie dając się wytrącić z równowagi. Inaczej zareagował Magnolia, któremu w ogóle się tak naprawdę nie dziwił. Na dalsze słowa Płatek to po prostu myślał, że opadną mu łapy, odezwał się do niej jeszcze raz - czy ty sugerujesz, że jesteśmy półkrwi a ten wojownik to nasz ojciec? Wiem, że czasem cię ponosi, ale aż tak? - Zaśnieżona Ścieżka miała tendencję do kłamania i nie zdziwiłby się, gdyby teoria siostry była prawdziwa, ale on się czuł za mocno wichrzakiem żeby się nagle okazało, ze jest półkrwi. Po prostu nie dotarłoby to do niego, dlatego jego reakcja była taka a nie inna, ale jednak nie pokazywał żadnej innej oznaki złości, prócz iskry gniewu w jego oczach na swoją własną siostrę.
No i poszła sobie, księżniczka. Wygadała się, super. Po prostu świetnie. Odezwał się też wojownik z Klanu Rzeki. Zastrzygł uchem, przez chwilę w ogóle nie odpowiadając, nawet sprawiał wrażenie, jakby w ogóle jego słów nie usłyszał, ale ostatecznie skierował wzrok w jego stronę i już miał w jakikolwiek sposób odeprzeć, kiedy Zaśnież się odezwała. Zastanawiał się jeszcze chwilę, a wypowiedzi innych weszły mu jednym uchem i wyszły drugim. Nie zareagował nawet na słowa Magnolii, po prostu stał, mając wzrok utkwiony w jednym punkcie, widocznie nad czymś rozmyślając. Ostatecznie skierował wzrok na matkę i odpowiedział zaraz po jego bracie - Popielatej Łapie - Słucham, też jestem ciekaw.

//PrzepraszamJeżeliPokręciłamKolejnośćWypowiedzi
[Obrazek: AjXQxIk.png]
you can take a picture of something you see
in the future where will i be?
you can climb a ladder up to the sun
or write a song nobody has sung
or do something that's never been done
LVL 3 170 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości