Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Szła za kocurem od Osiedla. Właściwie to w pewnym momencie czuła, że popełniła błąd, że większe szanse na przetrwanie miała między blokami, więcej jedzenia czy rozjechany zwierząt. Tutaj? Obawiała się, był zdana tylko na siebie. Nie spodziewała się pomocy od białofutrego. Zapamiętała jednak, że Siedlisko Koni było niedaleko. Wiedziała gdzie uciekać, gdyby coś… A wydawało jej się, że coś będzie. Droga była długa, na dodatek cisza między nimi w pewnym momencie zaczęła ją uwierać, szła jednak dzielnie jak cień. Chciała przeżyć. Łapy mrowiły ją lekko, zmęczenia jednak nie czuła - szła dłuższe odległości - jednak kiedy tak leżała przylegając do ziemi jak najbardziej mogła, a żółte ślepia obserwowały białego kocura i jakąś sylwetkę miała wrażenie, że mrowienie było spowodowane czymś innym. Stres? Nadzieja? Kojarzyła też zapach. Skąd? Dlaczego? Ukrywała się w czymś podobnym do dziury, w której prędzej zebrałaby się woda na kałuże, niż ktoś pomieszkiwał, ale otwarty teren nie pozwalał jej dokładnie się skryć. Czuła chłód na grzbiecie. Czekała. Nie miała żadnego planu. Zapach… obozu. Drażnił ją jednak w nos. Znała go.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Gdyby nie to, że Mord miał całkiem dobrą pamięć to po tym jak cicho była nieznajoma kotka i w ogóle to pewnie by zapomniał, że w ogóle jeszcze za nim szła. Może jeszcze ewentualnie by pomyślał, że w ogóle nie ruszyła za nim, ale no, Mord wiedział, po prostu średnio o to dbał, skupiając się bardziej na swojej misji.
Może i Traszkowy Grzbiet nie zauważyła Morda, ale za to Mord zauważył Traszkowy Grzbiet, kiedy ta przechodziła niedaleko, więc nie zwracając większej uwagi na wszystko inne, ruszył biegiem w stronę matki, żeby ją złapać zanim mu zniknie z oczu. Pewnie jakoś by do niej zawołał gdyby nie to, że jego pysk był zajęty przez wyrwany z głowy Dwunoga pukiel niebieskich włosów i biały kocur nie chciał go zgubić, więc na razie zwyczajnie po prostu biegł bez wołania w jej stronę.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Czekoladowe ucho strzela w bok, gdy dociera do niego szelest trawy uginanej pod ciężarem łap. Traszkowy Grzbiet momentalnie odwraca łeb w stronę nadbiegającego kota i na krótki moment włochate brwi unoszą się w zdziwieniu, a w niebieskich oczach pojawia się przebłysk rozpoznania. Prawdopodobnie to on sprawia, że na kremowym karku sierść pozostaje w naturalnym ułożeniu, a ciemna mordka nie przybiera bardziej zaciętej miny.
Ale też nie łagodnieje pod napływem matczynej miłości.
– Stój, zanim przekroczysz granicę Wichru. – ostrzega stanowczym tonem, który Mord może pamiętać z pierwszych księżyców. Nie jest bez serca, nie wyciągnie pazurów na własne dziecko. Ale nie zamierza też stosować taryfy ulgowej, nie jeśli rzeczone dziecko zniknęło na parę księżyców z Klanu Wichru. Więzy krwi nie gwarantują możliwości przekraczania granic do końca jego dni.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Biały kocur zatrzymał się w miejscu jak zamrożony i usiadł na tyłku z wrażenia tuż przed granicą Klanu Wichru, wpatrując się dwukolorowymi oczami w matkę, która stanowczo kazała mu się zatrzymać. Czy tak sobie wyobrażał ich spotkanie? Czy w sumie w ogóle zastanawiał się w jakikolwiek sposób do tej pory jak będzie wyglądać ich spotkanie po księżycach? Chyba nie za bardzo, do tej pory myślał jedynie o misji, bo taki już był, ale mimo wszystko takie chłodne powitanie w jakimś stopniu go zaskoczyło, ale Mord sam nie potrafił nawet określić czemu. Logicznie powinien się tego spodziewać, w końcu zniknął bez śladu, porwany... dziwne, ale biały kocur szybko pokręcił głową, żeby wyrzucić te myśli z głowy i przejść do konkretów. Do tego po co tutaj przyszedł.
-Chciałbym wrócić do Klanu Wichru -powiedział prosto i na temat po tym jak położył pukiel niebieskich włosów przed łapami- Porwali mnie Dwunodzy, ale udało mi się w końcu uciec po walce z nimi. Przynoszę dla ciebie to jako dowód -dodał jeszcze, łapą pokazując trofeum przed sobą- I przyszedł ze mną ktoś. Mówi, że szuka ciepłego miejsca -zarzucił, potem obracając głowę w stronę miejsca gdzie powinna być pokraka, a przynajmniej tak myślał.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nieprzyjemny ton, który został jej zagłuszył przez wiatr. Słyszała trzy po trzy. A mimo to wyłapała fakt, że Mord wydawał się być niezbyt mile widziany w okolicy. Albo odpowiadała sobie. Było to jak najbardziej możliwe. Walka się jednak nie wywiązywała, a sytuacja szybko przeszła do tej typowej - Mordowej, może specjalnie w głowie nałożyła sobie taką, a nie inną narrację? Może to było w jej naturze? Sabotaż? Była blisko sukcesu. Ciepło. Koty, które podobno pomagają. Jedno miejsce.
Wstała z miejsca, kiedy oczy białego kocura wraz z jego głową zwróciły się w jej stronę. Najwyraźniej była o niej mowa. Pytanie, czy było tylko, czy teraz rzucą się na nią. Zakopią gdzieś na swoich terenach, czy na tych nie-swoich? Zapach. Czemu wydawał się taki znajomy. Serce jej biło. Podeszła na pewną odległość, zostawiając sobie szansę na ucieczkę, gdyby coś się wydarzyło. Nie wiedziała co powiedzieć. Stała wpatrzona w pointkę, a jakieś dziwne wyblakłe wspomnienie przelatywało jej przez głowę, szybko jednak ginąc wraz z następnym szumem wiatru.
– Przyszłam wraz z Mordem. Szukam… ciepłego miejsca – powtórzyła po kocurze, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, zapomniała podsłuchiwać.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Chciałbym wrócić do Klanu Wichru. To dobrze. Gdyby zjawił się na granicy by tylko porozmawiać, jak Ryś, a potem wrócić do popełniania idiotycznych decyzji, Traszkowy Grzbiet musiałaby jeszcze raz przemyśleć swój stosunek względem niebicia kociąt. Nie mówi tego jednak na głos. Zamiast tego podchodzi bliżej do kocura na granicy i obserwuje jak ten schyla się by odłożyć niebieskie futerko. Nie wygląda jak żadne z leśnych stworzeń- ach, Dwunodzy. Sierść unosi się jej na grzbiecie na samą myśl o tym co przydarzyło się jednemu z jej kociąt. Nie łagodzi reakcji fakt, że to kocię stoi teraz przed nią w jednym kawałku. To że wróciło to jego zasługa. Ale porwanie nie jest jego winą, nie powinno mieć nigdy miejsca. Nie zdąża jednak odezwać się w tej kwestii, Mord dodaje coś jeszcze. Nie przyszedł sam. I jak na zawołanie, jego towarzysz opuszcza zarośla.
Na początku Traszka podejrzewa zbieg okoliczności. Że pamięć ją w tym momencie oszukuje. Że to nie dzieje się naprawdę. Bo jakie są szanse? Ale niska kotka nie jest obca, chociaż zachowuje się obco. Ma te same oczy, ale inne spojrzenie. Jest taka sama i inna, ale to musi być...
– Sarna? – pyta z niedowierzaniem, chociaż jest prawie pewna, że widzi przed sobą swoją kuzynkę.
I zaraz znowu jej nie widzi. Na dźwięk imienia, kotka zrywa się do biegu w popłochu. Uderzenie serca, może dwa i znika z pola widzenia. Wojowniczka nie jest już pewna czy to była Sarna, czy chce żeby to była Sarna.
Odwraca się do syna i to na nim skupia uwagę, nie na ściganiu duchów.
– Decyzja o przyjęciu ciebie nie należy do mnie. Ale... zabiorę ciebie do obozu. Zaprowadzę do Iskry. – czuje, że to złe. Że powinna kazać mu czekać na granicy aż przyjdzie przywódca bądź zastępca. Sama dopiero co zabroniła mu przekraczać granicę, a teraz prowadziła do obozu? Sama widzi w tym sprzeczne sygnały, jak Mord ma to inaczej odebrać? Nie wycofuje się jednak ze swoich słów. – Cieszę się, że pokonałeś Dwunogów. Ale gdy... jeśli Iskra przyjmie ciebie z powrotem masz zakaz samotnego opuszczania obozu. Rozumiesz? Nieważne co zadecyduje twój mistrz, ja mówię, że nie będziesz opuszczać obozu bez opieki wojownika, do odwołania. – patrzy na niego poważnie. Uderzenie serca, dwa. Jej spojrzenie mięknie pierwszy raz w trakcie tego spotkania. – Weź ze sobą ten dowód. Pokażesz Trufli i rodzeństwu. Ma... ciekawy kolor. Nie wiedziałam, że Dwunogi potrafią być niebieskie.
Nie potrafi powiedzieć wprost, że cieszy się na jego widok. Nie przechodzi jej przez gardło, mimo że to prawda. Ale, prowadząc go do obozu, trzyma się blisko syna, zderzając się czasem z nim bokami. Za każdym razem dociera do niej, z lekkim niedowierzaniem, że faktycznie znowu idą obok siebie. Że faktycznie wrócił.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
No, takiej reakcji i ciągu wydarzeń to się zdecydowanie nie spodziewał. Co prawda chyba za bardzo nigdy sam nie interesował się imieniem pokraki, bo nawet jeśli zapytał to najwidoczniej zapomniał, ale zdziwiło go, że Traszkowy Grzbiet ją znała jakimś gwiezdnym cudem. I w ogóle zdziwiło go, że karykatura kota uciekła na dźwięk imienia Sarna, a tyle czasu za nim szła z Osiedla Dwunogów i też nauczyła go podstaw walki w czasie ich podróży. Czy to wszystko było kłamstwo? Tak to wyglądało, jakby kotka podszywała się pod kogoś i on się dał na to nabrać do momentu, gdy ktoś nie odkrył prawdy. Trzeba będzie więcej się o tym dowiedzieć od matki za jakiś czas, żeby odpowiednio wykorzystać te informacje w przyszłości, jeśli znowu dojdzie do spotkania z pokraką. Tym razem nie da się już tak łatwo nabrać, Mord to sobie właśnie obiecał.
Biały kocur spojrzał znowu na matkę kiedy ta zaczęła mówić a potem skinął głową. Mord zawsze szanował to co mówiła Traszkowy Grzbiet bardziej niż inni, więc nie zamierzał się sprzeciwiać jej słowom. Nie pytał się nawet do kiedy jest to jej "do odwołania", po prostu się z nią zgodził.
-Futro Dwunogów potrafi mieć wiele kolorów -powiedział w sumie jako ciekawostkę, którą zauważył- Ale to wtedy jak coś sobie z nim zrobią -dodał jeszcze, a następnie wziął pukiel niebieskich włosów z ziemi i podążył za matką do obozu Klanu Wichru.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Cisza. Nastała cisza. Na długo? Nie wiedziała. Oczy kotki nie były do niczego podobne, chociaż samo futro wraz z zapachem budziło jakieś wspomnienia. Odległe. Z innego życia? Może. Może kiedyś żyła innym życiem? Może głowa ją oszukiwała? Nie wierzyła w to. Wszystko co było teraz było jedyną prawdą. Prawda? Ale futro… czarno-białe. Kim było? Co chciało? Czemu wołało?
Wszystko stało się ciche, jakby ktoś zabrał jej słuch. Oczy patrzyły w przerażeniu na pysk kotki. Z niego wyszło słowo. Słowo, którego nie słyszała nigdy, prawda? Nie. Nie… bardzo często je słyszała, kiedyś. Kiedy padlina nie przyczepiło się do jej futra, kiedy życie było inne. Oddech ugrzązł jej w płucach, a ona z nie mogła złapać oddechu. Kim byli? Co się stało? Co chcieli? Nie wiedziała kiedy wstała. Wstała. Łapy zaczęły biec zanim sama wiedziała gdzie biegnie. Po prostu biegła. Kim była? Łzy pociekły jej po policzkach, oczy piekły, płuca bolały, a w głowie szumiało. Gdzie teraz była? Przebiegła przez rzekę, wbiegła w las. Gdzie się znajdowała? Było jej słabo, gorzej. Zaczęła dyszeć. Płakać. Zabrano jej powietrze, wypchano ją stresem, łapy się pod nią ugięły. Upadła. Przerażenie wzięło górę, głowa szumiała, bolało ją ciało od konwulsji wywołanych płaczem. Umierała? Może tak było lepiej?
Ptaki jednak grały melodię, a ona leżała… nic jej nie zjadło? Słońce już zachodziło. Gdzie była? Co się stało? Wstała ociężale, ale nie miała siły, przyjrzała się okolicy. Coś do ukrycia się. I weszła do jakiejś nory. Opuszczonej, prawda? A może jednak nie przetrwa tej nocy?
– Sarna – wychrypiała cicho sama do siebie. – M… mamo? G-gdzie jesteś? – zapytała w przestrzeń, zwijając się w kłębek, a zmęczenie wzięło górę. Zasnęła.
zt</3
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Pałętał się po terenach. Okrążył cztery klany zewsząd. Nie powiększył się, nie zmniejszymy, dalej pachniały czterema różnymi zapachami. Nic się nie zmieniło. Najpewniej zmieniły się jedynie koty w nich żyjące. Tu ktoś umarł, ta ktoś zginął, tu ktoś zniknął, tam ktoś uciekł. Tak jak on.
Pojawił się w okolicy klanu wichru, niedaleko rzeki. Napił się z niej chłodnej wody, a potem samotnie poszedł kilka kroków przed siebie. Usiadł na trawie i spojrzał w niebo. Było naprawdę ładnie tego dnia. Tak jakby był to jedyny ładny dzień od księżyca. Nie padało, słońce wychodziło zza chmur. Choć było zimno, trzeba było przyznać. Westchnął, wypuścił kłąb ciepłego powietrza i wstał, by ruszyć dalej.
Z każdym swoim krokiem bardziej przybliżał się do granicy wichru, ale nie specjalnie. Taką dróżkę na ukos po prostu obrały jego łapy.
//Poma <3
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Trzeba było korzystać z każdego dnia, gdy pogoda dopisywała. Wystarczyło po prostu słońce (albo jego skrawek) i brak deszczu. Wtedy najlepiej patrolowało się okolice. Pomarańczy nie przeszkadzał wiatr, a tym bardziej chłód. Miała swoje długie, złote futro. Zapewniało ciepło, ale szybko się brudziło. Poza tym ciężej je wysuszyć samemu. Trudno! Dziś Pomarańczowa Łapa powtarzała sobie tereny w towarzystwie Słonecznego Brzegu. Tata, jak to tata, zostawiał od czasu do czasu córkę samą sobie. Po pierwsze polował, po drugie sprawdzał granice. Tak oto łapy zaprowadziły kocicę właśnie tutaj. Już z daleka widziała jasną plamę. Bardziej myślała, że widzi na horyzoncie jakiś kamień albo skałę. Bardzo się zdziwiła, gdy tajemniczy obiekt okazał się drugim kotem.
-Cześć! Zgubiłeś się? Potrzebujesz pomocy?- Pomarańcza nie krzyczała, ale mówiła głośniej. Celowo? Po prostu trochę się przejęła, bo rzadko widywała koty wolnożyjące. Szczególnie, gdy zaraz zima za pasem. Zresztą niektórzy Wojownicy czy Samotnicy źle odbierali jej intencje. Myśleli, że szykuje jakiś podstęp. Dlatego tym razem spytała prosto z mostu. Oczywiście próbowała skrócić dystans pomiędzy nimi, ale nie chciała opuścić terenów Klanu Wichru. Gdyby faktycznie kocur potrzebował pomocy, to pewnie złamałaby zasadę. Tak... Grzecznie obserwowała i czekała na dalszy rozwój wydarzeń.
Nie potrwało długo nim doleciał do niego obcy głos. Bardzo przyjazny i ciepły, ale i tak spiął mięśnie. Niestety życie na osiedlu sprawiło, że musiał uważać na siebie w każdej sekundzie. Jak nie koty, to psy, jak nie psy, to to dwunogi, a jak nie dwunogi, to potwory. Wszędzie zagrożenie. Gdy jednak spojrzał na nią i dostrzegł jedynie złote, zadbane futro i lekki wyraz pyska, od razu opuścił gardę, by mu się nastroszone futro wygladzilo. Przejechał językiem dwa razy po gardle, a potem wyprostował się i zwrócił ciałem w jej stronę. - Cześć. - Był zdziwiony, że klanowy kot tak po prostu się z nim wita i oferuje pomoc. - Nie, znam te tereny... Tak plus minus. Choć fakt faktem bardziej te za Czterema Dębami, a nie konkretnie te po tej stronie. - Rozejrzał się, spoglądając na niedalekie jezioro, las i drogę. Mogłoby jej się wydawać dziwne, że samotnik znał Cztery Dęby... No bo i czemu by miał?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Odetchnęła z ulgą, gdy kocur odpowiedział w miarę pokojowo. Konfrontacje po prostu nie były jej mocną stroną. Szczególnie przeganianie obcych czy potrzebujących. Kotka była już blisko granicy. Jednak tam pozostała, jednocześnie siadając. Nadal co jakiś czas zerkała na kocura. Wierzyła mu, bo czemu miałby nie... Sama przecież była przykładem. Wiec tak... samotnik może mieć korzenie klanowe. Choć ona ostatecznie wróciła do domu.
-Jestem Pomarańcza. Pochodzę z Klanu Wichru, ale nie zamierzam ciebie przeganiać. Przynajmniej na razie. Co ciebie w ogóle tu sprowadza? Kocica przestawiła się kulturalnie. Następnie skinęła łebkiem. Wolała zachować pozory potencjalnego ostrzeżenia. Na wypadek gdyby ktoś ich podsłuchiwał albo próbowała interweniować. -Zima potrafi być nieprzewidywalna. Nie boisz się, że tutejsze koty cię przegonią? Spytała bardziej kierowana ciekawością.
Kiwnął głową na jej imię. Pomarańcza. Pomarańcza... taki owoc? Chyba. - Jestem Żwir. - Brakowało mu imienia "Żwirowa Łapa" albo "Żwirek", ale Żwir lepiej go aktualnie oddawało. Ni to terminator, ni to ten sam radosny co kiedyś Żwirek. Odpowiadał jej jednak lekko, dość neutralnie, tak po prostu. Bez przesadnego smutku w głosie czy obojętności na pysku. Miło mu było poznawać nowe koty, bo każdy z nich miał w sobie coś, czego nie miał on. I każdy mógł się czymś pochwalić, gdy on uciekał od przeszłości. Nie miał psychiki pójść w stronę terenu Klanu Gromu. - Przechodziłem po prostu. Te tereny tutaj wokół są bujne w zwierzynę, choć dziś akurat nic nie złapałem... Jestem za blisko granicy? - Spytał wprost. Co prawda nie sądził, że przekroczył jakichś ich teren czy przypadkiem wszedł. Szedł dość ostrożnie, ale może nie zauważył, bo się zamyślił?
Zima. Tylko koty spoza klanów znały to słowo. Zdziwił się. - Nie martwię się, terenów jest dużo. Jak ktoś będzie obawiał się mojej osoby blisko siebie, to po prostu pójdę w inną stronę. Nie mam powodów, żeby robić komuś na złość, a wtedy reszta też potrafi być miła. - Nie bał się, nie obawiał. Na tyle wierzył w to, że pogoni przeciwnika, gdy stawi mu czoła, że nie miał powodu tak w zasadzie by się tego bać. No i wiedział, że zawsze trafi na kogoś dobrego, kto mógłby mu pomóc. Dobre koty zazwyczaj po prostu ciągnęły swój do swego i pomagały innym, choćby byli spoza ich grupy. - Znasz słowo "zima?" Ktoś ci powiedział czy też byłaś kiedyś poza klanem? - Zaintrygowany usiadł, tam gdzie stał, patrząc na nią i wsłuchując się.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
To było całkiem ciekawe spotkanie. Po pierwsze! Kocur miał nietypowe imię. Właśnie tym zaintrygował kotkę. Po drugie! Skąd wiedział o zwierzynie skoro wcześniej go tutaj nie widziała. Po trzecie! Był bardzo przyjacielsko nastawiony. Pomarańczowa Łapa przekrzywiła lekko łepek w prawą stronę. Jakby miała wychylić się zza drzewa. Pewnie wyglądała teraz zabawnie, ale co tam. Próbowała zrozumieć co kierowało Żwirem. Może się zgubił? Może wstydził się przyznać komuś obcemu? No cóż... Chwilowo odłożyła swoje rozmyślania na bok.
-Och, nie! Jeszcze nie przekroczyłeś granicy, ale mam obowiązek, żeby poinformować. Każdy klanowy kot ma bronić swoich granic przed obcymi.- Ostatnie słowa wybrzmiały już nieco ciszej. Kocica rozumiała potrzebę pozostałych kotów. Tutaj był ich dom i ziemia z dziadów, pradziadów. Nikt nie chciał, żeby ktoś to im odebrał. Jednak Pomarańcza uważała, że każdy zasługiwał na szansę. Obojętnie skąd pochodził i co wcześniej robił. O ile oczywiście był gotów uczyć się ich tradycji oraz zwyczajów.
-Gdy byłam dość młodą kotką i jeszcze nosiłam miano Pomarańcz, to uciekłam. Zaraz po mianowaniu. Oczywiście nie specjalnie, nie na dłużej. Niestety zabrali mnie dwunodzy. Dość mili, ale sporo podróżowali. Tęskniłam za rodziną i znajomymi okolicami. A ty? Mieszkałeś u ludzi? Spytała już bardziej ożywiona. Nastawiła uszy w kierunku swojego rozmówcy. Ogonem owinęła sobie przednie łapy. Zawsze ciekawiły ją podobne historie. O właśnie! Mogła zapytać Żwirka co lubi, a czego nie. To później...
- Jasne. - Rozumiał, dobrze wiedział. - Jak to szło? "Granice klanu musza być oznakowane każdego dnia i codziennie sprawdzane" jakoś tak? Nie pamiętam dokładnie. - Spojrzał w niebo z lekkim uśmiechem. Klan Gromu to nie było złe miejsce, to nie były złe czasy tam żyć, ale on potrzebował uciec. Bardziej nawet wewnętrznie, niż fizycznie. - "Przegoń każdego kto wkroczył na terytorium". - Dodał jeszcze, mając głowę w górze, ale spuszczając wzrok na nią, przez co wyglądał jak jakaś statuetka, wielki mężny kocur, który objawiał jej się jako samotnik znający zasady klanów i je respektujący, patrzący z góry, niczym bohater. W końcu przełknął ślinę i wyprostował głowę w jej stronę.
- Czyli jednak. To mniej się różnimy niż mogłoby się zdawać, tylko mnie nikt nie zabrał. Sam odszedłem. - W przypadku innego kota by się tym nie podzielił, ale kotka sama podzieliła się z nim swoją historią, to... też mógł w sumie. Coś za coś, nie? A może nawet żyli w tej samej dzielnicy? - Jestem z Klanu Gromu, odszedłem. Hm. - Strzepnął uchem i spuścił wzrok myśląc. - Chyba... 20 księżyców temu? - Mlasnął jęzorem i podniósł głowę. Siedział wyprostowany. - Żyłem na osiedlu, tak, ale z innymi kotami. Co najwyżej dokarmiali nas dwunodzy, ale... musiałem odejść. Bo mnie wrobiono. - Koniec końców bajlando się skończyło, przyjaciel wbił mu pazury w plecy i Żwir postanowił wrócić w te strony. Do korzeni? Nie. Tam nie mógł. Sumienie mu nie pozwalało, choć chciałby znów zobaczyć Różę, Mroczka, Panterę, Truflę, Kawkę, Sal... Nie miał pojęcia jak bardzo się pozmieniało.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed