Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Czy spodziewała się takiego obrotu sytuacji? Niekoniecznie... Choć Pomarańczowej Łapie nieco ulżyło. Miała przed sobą byłego przedstawiciela Klanu. Tym bardziej mogli się porozumieć lepiej. O ile nadejdzie taka możliwość. Jednak opowieść Żwira niosła za sobą kilka smutnych prawd. Przede wszystkim kocur stracił swój dom i to dwukrotnie. Został zmuszony do tułaczki. Co za tym idzie... Na pewno utracił kontakt z bliskimi sobie kotami. Czy tęsknił? Czy miał w sobie tą ciężką pustkę? Pomarańcza miała odruch, żeby podejść i po prostu pobyć z nieznajomym kocurem. Jednak zwalczyła go w sobie. Nie wiedziała czy Żwir potraktowałby ją poważnie. Zresztą niektóre koty nie lubiły tego typu pocieszenia...
-To niesprawiedliwe. Rzuciła tylko cicho. Miała nadzieję, że kocur jej nie oszukuje. W innym przypadku wyjdzie na głupią i nawiną.
-Nie myślałeś nad dołączeniem do innego klanu albo właśnie zamieszkaniem tutaj, gdzieś niedaleko?- Kotka spytała kierowana znów ciekawością. Choć pewnie głupio zabrzmiała. Przecież i tak przemierzał tereny jak chciał.
Nie odpowiedziała na jego próby przypomnienia sobie kodeksu, ale ewidentnie jej to nie speszyło. Fajnie, przynajmniej nie wyszedł na durnia, który próbuje się jakoś sztucznie przymilić. Chyba.
Usłyszał te ciche słowa, jakby mówiła to z brakiem pewności, ale jednocześnie na tyle mocno, żeby faktycznie tak uważać. - Niesprawiedliwe. To prawda. Żyjesz z kimś długie księżyce, a on cię wrabia. - Aż mu się gotowała krew, jak sobie o tym myślał, ale nie chciał robić tu rabanu. - No, jest jak jest. - Odwrócił na chwile głowę, czując złość, której nie chciał wyładowywać na niej. Wolał chwilę popatrzeć z lekką złością w oczach na drzewo obok, a nie kotkę.
Potem znów spojrzał na nią. - Na pewno nie wrócę do Klanu Gromu. A inne klany mnie nie znają. Z tym, że życie na własną łapę jest trudne w dłuższej perspektywie... - więc tak, owszem, chciał dołączyć do jakiegoś klanu, może grupy, może... może coś innego, czego jeszcze nie znał, ale póki co dopiero przyszedł w tą okolicę. Musiał poznać nowe realia klanów, o ile te się zmieniły. A jeśli nie, to dowiedzieć się gdzie najlepiej spróbować zagrzać miejsce.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Pomarańczowa Łapa nawet nie próbowała sobie wyobrazić przez co przechodził Żwir. Po prostu nie umiała. Życie pisało różne scenariusze. Czasami było wymagające, czasami przewrotne. Jednak zdrada potrafiła boleć przez długie księżyce. Sama kocica jeszcze nie miała okazji doświadczyć czegoś podobnego. Choć zdawała sobie sprawę, że Żwir dźwiga spory ciężar na swoich plecach.
-To nie znaczy, że nie mogą ciebie poznać. Roziskrzona Gwiazda i Łabędzia Gwiazda dają szansę nowym kotom. Och, wybacz... Chodzi mi o Klan Wichru i Klan Rzeki. Jednak mają już wiele księżyców na karku. Oczywiście do niczego nie zmuszam. W końcu miałeś swoje powody skoro odszedłeś od Klanu Gromu. Pomarańcza mówiła to wszystko z własnej perspektywy. Przecież słyszała narzekania choćby Klaczy odnośnie przyjmowania obcych. Sama też dostała drugą szansę. Łabędź również przyjmował wędrowców. Przynajmniej tak słyszała od spotkanych kotów.
Uniósł lekko brew. - Naprawdę w Klanie Rzeki i Wichru rządzą ciągle ci sami przywódcy? To... dobrze, że tak długo się trzymają. Myślałem, że jak przyjdę to zastanę całkowicie nowe imiona. - Chwilowo odwrócił uszy, ukazując nieco niepewności. - A... a w.. Klanie Gromu? Kto jest przywódcą? - Spytał jej niepewnie, bo kiedy on odchodził, to jego siostra wchodziła na to stanowisko. A on ją zostawił. Jak ostatni dupek. Chwilowo odpuścił wchodzenie w to, czy dołączenie do któregoś z klanu to dobry lub zły pomysł, bo jego myśli skupiły się na tym kto rządzi w Klanie Gromu.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Najwyraźniej Gwiezdni mieli inne plany odnośnie Iskry czy Łabędzia. Może długowieczność była ich nagrodą za otwarte serca. Może to też rodzaj kary, bo przez te księżyce widzieli ile kotów odeszło bądź zaginęło. W każdym razie Pomarańczowa Łapa odzyskała nieco początkowy zapał. Gdyby tylko wiedziała co siedzi w głowie kocura...
-W Klanie Gromu przywódcą obecnie jest Zmierzchająca Gwiazda. W Klanie Cienia to Spopielona Gwiazda. Odpowiedziała pewniejszym głosem, ale przy pierwszym imieniu miała lekki problem z wymową. Musiała lekko zmarszczyć pyszczek. Chwilę później, swoim zwyczajem, przekręciła lekko łepek. Czy kojarzył te imiona? Czy w ogóle spotkał je kiedykolwiek? Chwilowo nie miała śmiałości pytać.
Na jego pysku pojawił się smutek. Wstał i odwrócił się na chwilę tyłem do Pomarańczy, lekko drgajac ogonem w powietrzu. Czy to oznaczało, że Sal oddała przywodctwo, zrezygnowała czy... Przełknął ślinę. Przymknął na chwilę oczy. Nie powinien obarczać złotej kotki swoimi problemami, więc staram się jak najszybciej ogarnąć.
Odwrócił się do niej w końcu. - Rozumiem, dziękuję. - Nie był tak blisko z Sal, ale i tak byli rodziną. A fakt, że coś było nie i nie do końca wiedział co, sprawiał, że poczuł się jakby znów mu się grunt spod nóg odsuwał.
Klan Cienia go nie ruszył. Nawet nie pamiętał kto rządził, kiedy on jeszcze był terminatorem. To go nie obchodziło.
- Masz w Klanie Wichru rodzeństwo? - Skoro wróciła, to może z kimś i nie była sama jak palec niczym Żwir.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Zachowanie kocura było dość zagadkowe. Z jednej strony nadal z nią rozmawiał. Z drugiej strony jakoś tak... chyba nie do końca chciał. Przynajmniej takie złota odnosiła wrażenie. Wstała ze swojego miejsca i podeszła kilka kroków bliżej. Oczywiście ostrożnie oraz zachowując jako taki dystans. Zawsze szanowała przestrzeń osobistą kotów. Zerknęła wprost w ślepia Żwirka. Szczególnie, gdy zadał ostatnie pytanie. Pomarańcza sama nie wiedziała co odpowiedzieć. Najpierw lekko skinęła łebkiem. Potem zrobiła niemrawą minę. Przez krótki moment położyła uszy po sobie niczym psiak.
-Wiesz, to trochę skomplikowane. Zanim zniknęłam... miałam liczne rodzeństwo. Kiedy wróciłam do Wichru... została tylko Bitka, Bijąca Niedźwiedzica.- Kotka zaczęła swoją historię, jednak mówiła nieco ciszej. Jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchać. Może właśnie zdradzała mu tajemnicę? Miała nadzieję, że kocur choć minimalnie ją zrozumie.
-Obecnie Bijąca zniknęła i znów pozostałam sama. Oczywiście są tutaj dzieci Bitki, moi rodzice i moje nowe rodzeństwo. Jednak wszystko jest inaczej. Nie nadrobię straconego czasu. Mogę się skupić tylko nad tym co jest. A ty? Masz kogoś znajomego w okolicy? Wreszcie się odważyła i zadała to pytanie. Nadal miała w pamięci, że zbliżają się nieciekawe czasy. Może Żwir będzie potrzebował pomocy. Może mogłaby mu pokazać kilka użytecznych kryjówek. Chyba, że miał już pomocną łapę.
Słuchał jej słów z zaciekawieniem. Oczywiście spytał, więc logicznym było, że go to interesuje. Bardziej chodziło o to, że skoro ona też wróciła do swoich stron, to on wiedział, że to nie było łatwe i teraz mogło się wszystko pozmieniać. Dlatego spytał, bo... chciał wiedzieć na ile mają podobnie.
- Młodsze rodzeństwo? To też zawsze coś. Choć nie wiem czy ja bym przywykł do nowego rodzeństwa, tak o nagle wracając. Pewnie nie uznawaliby mnie za brata. O ile oczywiście jakieś by było, bo tego nie wiem. - Nigdy nie miał mamy. No ale tata mógł sobie kogoś znaleźć przecież w tym czasie. - Czyli twoje rodzeństwo się rozeszło... może jeszcze wrócą, tak jak ty. - Nie dawał jej nadziei. Po prostu była taka szansa.
- A ja nie wiem kto mi został. Teraz jestem sam. Ale czy w Klanie Gromu jest jeszcze ktoś z mojego rodzeństwa? Uh. Nie wiem. Chciałbym zobaczyć pewne koty. Przede wszystkim... Jeśli Tupocząca Gwiazda nie żyje, to mam jedną siostrę mniej. -* I to go gdzieś tam bolało. Bo tak jak wcześniej - nie byli blisko, ale byli rodziną i pocieszał ją po śmierci Wężowej Gwiazdy. Gdyby mógł to naprawiłby przeszłość. Nie dałby sobie wkręcać tak głęboko w umysł, że jest nijaki, nudny, nie nadaje się i jest bezużyteczny. Po prostu przecież był sobą. Był kociakiem, który siebie odkrywał. Terminatorem, który szukał swojej osobowości. A dał się ponieść destrukcyjnym myślom.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Niestety Pomarańczowa Łapa uważała, że rodzice popełnili błąd. W pewnym sensie cieszyła się, że mieli kolejne potomstwo. Jednak opieka nad tym miotem odwróciła uwagę od dzieci Bitki. Tym samym siostra żyła w cieniu maluchów. Cała historia odnośnie Gwiezdnych, wybranych i tym podobne wcale nie pomogła. Pomarańcza po prostu odnosiła wrażenie, że ucieczka Niedźwiedzicy jest skutkiem ogólnego, rodzinnego chaosu. Jednak podobne przemyślenia zostawiła dla siebie. Po pierwsze po co komplikować. Po drugie szkoda młodzieży, jak ona to mawiała.
-Jeśli wrócą, to chętnie ich poznam od nowa. Jeśli nie wrócą, to pozostaje mi zaakceptować ich wybór. Sama uciekłam przed mianowaniem, bo czułam się przytłoczona wszystkim. Jak wróciłam... Bitka nie skreśliła mnie, a wręcz przeciwnie. Chciałabym wiedzieć co się z nią dzieje. Gdyby... gdyby odeszła na zawsze, no wiesz, to przynajmniej wiedziałabym. Mogłabym ją wspominać czy opłakiwać.- Kocica mówiła znów ciszej, ale momentami pewne słowa nie chciały przejść. Trudno przyznać przed sobą, że najbliżsi odchodzą na zawsze. Najgorsze były przemyślenia co można zmienić, co poprawić.
-Myślę, że niewiedza jest tą najgorszą. Wtedy cały czas się zastanawiasz co byłoby gdyby... Czasami lepiej po prostu stawić czoła swoim duchom przeszłości.- Pomarańcza podeszła jeszcze bliżej kocura i delikatnie położyła ogon na jego łapach. Skoro znał kodeks, to pewnie wiedział. Tupocząca Salamandra mogła opuścić stanowisko na dwa sposoby... zaginęła bądź zginęła. Z tego co przekazywał patrol...
-Przykro mi z powodu twojej siostry. Wiesz... Nie musisz nic mówić. Możemy sobie po prostu posiedzieć i pomilczeć. Mogę też sobie iść, żebyś miał chwilę dla siebie.- Kocica jakoś tak nie mogła zostawić Żwira samemu sobie. Pewnie niektóre koty by ją zrugały, ale trudno. Z opowieści kocura wynikało, że cały czas coś tracił... dom, bliskich, przyjaciół. Pomarańczowa Łapa celowo nie patrzyła wprost na rozmówcę. Wolała dać mu czas na podjęcie decyzji. Sama skierowała wzrok na korony drzew. Mieli jesień, więc liście przybrały najróżniejsze kolory.
- Może chciałabyś pójść jej poszukać? Nie mam wiele na głowie, a może ją znajdziemy. - Zaproponował nie znając jej lepiej, jasne. Ona nie znała jego, jasne. Ale co z tego? Jak oboje chcieli, a tamtej by zależało, to kocur mógłby pomóc. - Niewiele mam na głowie poza przeżyciem. - Parsknął lekko, posyłając jej rozbawione oczy.
- Oh tak, ale wtedy pewnie druga siostra mnie zje. - Róża zawsze była dziwaczna, nie wiedział jak było teraz, ale była twarda i ta jej twardość go nieco przerażała. Gdyby jednak sam był taką Różą, to najpewniej właśnie zrugałby Żwir. Mimo że poinformował o tym, że odchodzi, to jednak... czuł, że mógł zrobić więcej.
- Pójdę, ale nie dlatego, że nie chcę z tobą rozmawiać. Pójdę, bo musze sobie coś upolować. - Skierował się więc w stronę, w która początkowo szedł. - Ale... przyjdę jeszcze, hm? O ile chcesz mnie jeszcze widzieć. - Nie narzucał się jej, więc może będzie okazja jeszcze do przyjaznej rozmowy?
//zt
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Kocica nie miała za złe Żwirkowi, że chciał sobie pójść. Właściwie, to rozumiała go doskonale. Jesień bywała kapryśna, a poza tym należało znaleźć jakąś kryjówkę. Szczególnie, gdy dzień był coraz krótszy. Drapieżników w okolicy też nie brakowało. Oby wszystko było dobrze i kocur przetrwał bezpiecznie noc. Zresztą Pomarańczowa Łapa na swój sposób była mu wdzięczna. Za dobre chęci i słowa otuchy. Mało kto chciałby iść szukać obcego dla siebie kota. Mogły im przecież grozić niebezpieczeństwa, ale jednak... jakoś tak poczuła sympatię do niego.
-Bardzo dziękuje za propozycję. Niestety nie mogę opuścić klanu od tak. Mam kilka kotów, które by się martwiły moim zniknięcie.- Kotka odpowiedziała już nieco ciszej. Z jednej strony poszłaby szukać Bitki. Z drugiej nie chciała zawieść oczekiwań na przykład Świerk. Jeszcze trochę złotej brakowało do bycia Wojowniczką.
-Oczywiście, będzie mi bardzo miło. Jak mi się uda, to będę przychodzić w te rejony częściej. Trzymaj się i uważaj na siebie. Następnym razem może pozbieramy liście albo porobimy co innego...- Pomarańcza odzyskała dobry humor. Sama wstała, jednocześnie powoli krocząc w stronę Klanu Wichru. Obróciła się jeszcze raz, żeby odprowadzić wzrokiem kocura. Miała nadzieję, że przetrwa nadchodzącą zimę. Chwilę później zniknęła pomiędzy najbliższymi krzaczorami...
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Po odsunięciu się od terenów - jak się dowiedział - Klanu Rzeki, jedyne co mu zostało w głowie to oczy niedawno spotkanej kotki, jak i informacja o tym, że w ogóle jest coś takiego jak Klany. Granice nadal były dla niego abstrakcją nie do opisania. Inaczej - rozumiał czemu są, rozumiał że w ogóle istnieją, ale to że cztery różne grupy kotów żyją tak blisko siebie było już dla niego dziwne. Być może dlatego, że na osiedlu nie było takich udziwnień. Był gang. Jeden, konkretny, o którym to pewnie całkiem spora grupa kotów wiedziała. Albo on był po prostu doinformowany i sobie dopowiadał, że to wiedza ogólnie dostępna dla byle kota, co się kręcił w tamtych okolicach.
Przeciskanie się przez śnieg było męczące. Jedynym plusem bycia na osiedlu, było to, że jakimś cudem w większości miejsc go nie było. Nie wiedział jak ludzie to robili, że ten znikał tak... konkretnie. Widział, jak coś sypali na ziemię, ale nie miał pojęcia czym to było. Zdrowy rozsądek (i jego ukochana... właściwie, to chyba głównie ona) podpowiadał mu, że nie wypada tego sprawdzać, bo stanie się coś złego. Obecnie, chyba nieco żałował, że nie sprawdził. Może akurat dokonałby jakiejś kociej rewolucji, odkrywając coś, dzięki czemu łatwiej się poruszać w zimę... Chociaż, szczerze mówiąc, tak ogromny problem w chodzeniu po śniegu miał chyba tylko on. Nie spotkał do tej pory nikogo, kto aż tak bardzo nienawidził tej pory roku, jak on sam.
Krążenie przy granicy było... trudne. W chwili, gdy truchli zapach Rzeki się ulatniał, coraz bardziej wątpił czy idzie dobrze - czy nie przekroczył kolejnej granicy, czy czasem w ogóle się nie zgubił... to drugie było mniejszym problemem. Jeśli kotka nie łgała, był relatywnie bezpieczny, jeśli nie wchodził na tereny innego Klanu. Przystanął w końcu, rozejrzał się na boki, zawęszył. Zdecydowanie czuł jakiś zapach. Nie tak obrzydliwie silny jak poprzedni, ale jakiś na pewno.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Tym razem poszła na patrol z innymi kotami, ale nie odzywała się w ogóle. Reszta rozmawiała, miała wspólne tematy - ona chciała być z daleka od tego. Szła za nimi, ale gdy te dwa mysie móżdżki zaczęły paplać coś o cudownych kociętach Kaczego Pióra, Klacz westchnęła, zrobiła głośne "uuughhh", poinformowała, że obejdzie granice w drugą stronę i po prostu poszła. Sama sobie też poradzi, a że to był dopiero początek, to nie miała sporo do nadrobienia. Poza tym, wcześniej nie zauważyły nikogo, kto by się tu szwendał, to czemu teraz by miał. Z tą myślą zawróciła i nadrabiała trasę.
Zapewne zapach, który poczuł lekko zwietrzony zapach patrolu, który unosił się w powietrzu. Klacz zdziwiła się oczywiście zauważając kota na ich terenach, którego przed chwilą tu nie było. Zrobiła kilka dużych, mocnych susów i poleciała w stronę kocura, wyginając grzbiet. - Nie mam humoru, więc po prostu złaź z terenów. Wypad. - Jeszcze nie syczała, jeszcze nie pokazywała zębów czy pazurów, ale odwróciły uszy do tyłu w napięciu. Czyżby samotnicy znaleźli nowy sposób na zakradanie się na tereny?
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Ach... miał swoją odpowiedź. Był na terenach. Co dziwne - te nie capiły nawet w jednym procencie tak paskudnie, jak te Rzeczne. W łbie aż się pojawiało pytanie, co tamci takiego robią, żeby tak śmierdzieć. To ich tajna taktyka, smrodem odstraszać przeciwników? Była słaba, na Jamesa zadziałała tak, że przeszedł granicę i po prostu się zgubił. Chyba, że to też była jakaś taktyka.
Nie było raczej czasu na zastanawianie się nad tym teraz. Kotka, która przed nim z całych sił usiłowała wyglądać... postawnie? Groźnie? Była obecnie priorytetem. Podobnie jak poprzedniczka, zdawała się być masywniejsza. Głównie za sprawą futra. Trudno było mu ocenić, czy wzrostem też... byli nieco zbyt daleko od siebie, a James - nauczony poprzednim spotkaniem - wolał nie ryzykować kolejnymi (pustymi) groźbami.
- ... - skrzywił się pod nosem. Sam też ani to nie syczał, ani nie podejmował żadnych prób wyglądania groźnie. Uszy miał nisko, owszem, ale bardziej w przegranej pozie, niżeli jakoby się wściekał. - Przepraszam...
Zaczął zaraz. W odróżnieniu od kremowej Rzeczniaczki... nie miał chyba na czym zawiesić oczu. Jak sama kotka była ładna, nie było w niej nic co przypominało mu o Mary. Może to lepiej? Może gorzej. Nie powinna mu się podobać tym bardziej. A może to było bardziej uzasadnione, nie szukał żadnego zastępstwa... O, rany, w ogóle nic nie szukał!
- Uhh... - mruknął zaraz. - Nie chciałem wpaść na tereny. Nawet nie wiem gdzie jest granica. Wiem, że w okolicy jest granica Rzeki, tutaj... mniej śmierdzi.
Skrzywił się, przy "tutaj" rzucając szybkie spojrzenie na boki.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Widziała jego zagubione oczy i postawę. - Samotnik, który nie wie o granicach? Dobre. Nie śmierdzi, bo to wicher, a nie jakaś durna rzeka. - Mruknęła, bardziej szyderczo, niż rozbawiona. Ostatnio dowiedziała się, że ma ojca w rzece. Znienawidziła ten klan. Stanęła normalnie, już nie wygięta w łuk, ale uszy dalej miała skierowane do tyłu chwilowo. Ogonem biła powietrze. - Cofnij się o 10 długości ogona, to wrócisz za granicę. - Poinstruowała go, dając mu garść "zaufania", że posłucha i nie będzie się bił. Przegrałby. Klacz nie była słaba - NIE BĘDZIE słaba. Była zmęczona, a to różnica. - Z dobrego serca ci powiem, że jak podchodzisz do terenu, gdzie czujesz ewidentnie dużo zapachów łączących się i dostajesz świra w głowie, to znak, że to klan. Pachniemy inaczej, ale każda granica jest wyraźnie oznaczona. - Powiedziała, unosząc nieco dumniej głowę. Ona o to dbała. Osobiście.