Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
- Ciebie również dobrze, Lśniąca Sadzawko. Ciesze się, że nie oderwałam cię od niczego ważnego. Raczej wolałabym cię niepotrzebnie frustrować - mruknęła żartobliwie i przymknęła na uderzenie serca powieki z cichym, przyjaznym i rozbawionym pomrukiem. Mówiła to całkiem szczerze. Akurat denerwowanie kocicy nie było jej priorytetem, dlatego też gdzieś tam w środku odetchnęła. - O, to moje gratulacje dla niego! Małymi krokami a niedługo już w pełni się usamodzielni. Kto wie, może po tych kleszczach spróbuje opatrywania jakiś ran? - niezbyt wiedziała jak daleko zaszedł trening Krwawnikowej Łapy, jednak na tyle na ile zdołała jakoś poznać Lśniącą, kotka była dość konkretna; może zdołali to już omówić. Mały sukces wichrowego terminatora był...Dziwnie satysfakcjonujący. Najwyraźniej połowicznie Wichrowa natura smukłej wojowniczki się uaktywniła. Szczypiący Mróz jak na razie nie dobrał sobie terminatora, więc ten stołek świecił pustkami w jej rodzimym klanie. Kocur był jednak młody, nie musiał się z tym śpieszyć i nikt go też nie popędzał. Rządził lecznicą w samotności odkąd Ciernisty Kwiat zaginęła i do teraz się nie odnalazła, pozostawiając swojego terminatora w połowie drogi w swojej edukacji. Na całe szczęście biała medyczka zajęła się doprowadzeniem go do końca i otrzymania imienia medyka. - Miękki Obłok jest zdrów? Wszystko u niego w porządku? Strata brata mogła być dla niego sporym wstrząsem. Trzcinowa Sadzawka nieco martwi się o niego w kwestii apetytu. Zaobserwowałaś w nim jakieś zmiany? - może było to dość głupie pytanie, bo Lśniąca pewnie miała lepsze rzeczy do roboty niż przyglądanie się każdemu klanowiczowi z osobna, jednak...Mimo wszystko Popielica nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Gdy jednak kotka odbiła w jej kierunku jej własne, pierwsze pytanie i dodała też o kociętach, niebieska na moment oderwała się od myśli o ojcu i skupiła się nad własną odpowiedzią. - U mnie na pewno spokojnie. Mój jedyny terminator powoli zbliża się do ukończenia treningu. Perzowa Łapa jest naprawdę bardzo pojętny i na pewno kiedyś coś osiągnie. Co się tyczy kociąt to, ah... - tu jej pogodny wyraz pyszczka nieco się zmienił. Widocznie zmarkotniała i uśmiechnęła się smętnie. - Pomidorek, Pietruszka i Marchewka gdzieś zaginęli. Jestem jednak dobrej myśli, że...Się znajdą i że nie zadziała się im żadna krzywda. Fasolka, jako Fasolowa Łapa trenuje pod okiem mojego partnera, z którym...Szukamy naszych kociąt.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Gdybym była zajęta, prawdopodobnie przysłałabym któregoś ze swoich terminatorów — przyznałam, choć raczej było to oczywiste i Popielny Żar zdawała sobie z tego sprawę. Byłam jednak, głównie, odpowiedzialna za zdrowie klanu i to ono było dla mnie priorytetem. Nieważne kto by mnie nie wołał, będąc w trakcie pracy nie mogłabym z niej zrezygnować. Posłałabym natomiast któregoś ze swoich terminatorów. Nie powierzyłabym jeszcze w łapy żadnego z nich życia drugiego kota. Brakowało im doświadczenia, brakowało im wiedzy i minie jeszcze trochę czasu, nim będą w stanie zająć się poważniejszymi ranami.
— Jeszcze daleka droga, nim do tego dojdzie, ale podejrzewam, że usamodzielni się szybciej od Olchowej Łapy — przyznałam. Nie traktowałam Krwawnikowej Łapy lepiej, prowadziłam oba treningi tak samo. Po prostu... pojmował on wszystko szybciej od swojej siostry i jeśli tak pozostanie, ukończy on trening szybciej. Nie oznacza to, że będzie lepszym medykiem, ale póki co, według mnie, na takiego się zapowiada. Czas jednak pokaże.
— Nie zauważyłam u niego żadnych zmian, ale ostatnimi czasy ciężko u nas o zwierzynę. Jest jej widocznie mniej. Możliwe więc, że będzie gorzej wyglądać, ale nie będzie to spowodowane jego brakiem apetytu — przyznałam. Miękki Obłok był osowiały, to na pewno, ale ciężko było mi stwierdzić, jak wyglądał jego apetyt, gdy musieliśmy uważać na to, ile zwierzyny bierzemy, aby dla nikogo nie zabrakło. Miałam nadzieję, że to chwilowe i wojownicy lada moment się poprawią. Jeżeli nie - będę musiała jakoś im pomóc.
— Cieszę się z powodu twojego terminatora i przykro mi z powodu kociąt. Mam nadzieję, że niedługo się znajdą — przyznałam, bo faktem było że strata kociąt była ciosem dla każdej matki, a Popielny Żar wydawała się tym być wyjątkowo przejęta. — Nie powiedziałaś im... Fasolce, prawda?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
xx- Życzę mu jak najlepiej, podobnie jak Olchowej Łapie. Dobrze wytrenowany medyk to skarb, a wiem, że akurat ty dobrze go wyszkolisz - mruknęła przyjaźnie, a końcówka jej ogona nieznacznie drgnęła. Idealnym przykładem dobrych metod szkoleniowych białej medyczki był chociażby Szczypiący Mróz, który jako medyk na ten moment sprawdzał się znakomicie i sama Popielica nie miała powodów by podważać jego autorytet. xx- Oh, rozumiem - rzuciła nieznacznie unosząc brwi by po chwili je upuścić i zmarszczyć. Uspokoiła się odrobinę i wbiła do głowy, że możliwy widok nieco chudszego ojca nie koniecznie będzie oznaczać głodówkę z żalu i rozpaczy, a ogólnych problemów ze zwierzyną. Zaniepokoił ją fakt tego, że klan jej ojca zmaga się z czymś takim zaraz po stracie przywódcy i paru innych kotów. Na razie nie zauważyła by Cienisty stos szczególnie mizerniał, chociaż teraz; będzie zwracać na to szczególną uwagę. - Wiecie już co jest tego przyczyną? Wciąż jest w miarę ciepło, zwierzyny powinno być pod dostatkiem. Obyście się z tym szybko uporali - nie życzyła ani Lśniącej Sadzawce, ani tym bardziej ojcu czy innym kotom z klanu Wichru głodu; nie była taka. Zresztą, planowała nie paplać o tym reszcie klanu. Jeszcze jakiemuś podlotkowi wpadnie do głowy pomysł by przekraczać granicę i wykorzystać teoretyczną słabość drugiego klanu, co było naprawdę godne mysiego bobka! A cóż, ostatnimi czasy w klanie Cienia młodzież była...lekko mówiąc, dość narwana. Tylko Gwiezdni wiedzieli co może wpaść im do głowy po usłyszeniu tego typu wieści. Samo to, że medyczka podzieliła się z nią taką informacją świadczyło o jakiejś dozie zaufania. W końcu klany raczej nie dzieliły się swoimi słabościami. Teraz chyba nastał specjalny czas gdy trzy klany w krótkim czasie spotkała tragedia pod postacią utraty przywódców. - Jeszcze nie. - przyznała spokojnie, poruszając przy tym nieznacznie uszami. - Jednak planuje niedługo porozmawiać o tym z moim partnerem i...Powiedzieć o wszystkim kociętom. Za długo już z tym zwlekam, a wiem, że nie powinnam. Zastanawiam się tylko w jaki sposób im to wytłumaczyć by...Nie odebrały tego w nieodpowiedni sposób - na sam koniec westchnęła dzieląc się z medyczką swoimi wątpliwościami. Znała charaktery swoich kociąt i bała się, że wieść iż Dębowy Cień nie jest ich biologicznym ojcem mogłaby być dla nich takim szokiem, że...Zakończyłoby się to niezbyt ciekawie.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Obyś miała rację — westchnęłam. Nie kwestionowałam swojego wyboru, rzecz jasna. Jak na razie nie stało się nic, co by mnie do takich przemyśleń skłoniło, aczkolwiek obawiałam się, że niespodziewanie, z zaskoczenia coś złego może się wydarzyć. Gwiezdni lubili mnie zaskakiwać, bawić się mną, sprowadzać na mnie nieszczęścia. Krwawnikowa Łapa miał moją krew - mogłam przewidzieć, czego mniej-więcej mogę się po nim spodziewać, natomiast Olchowa Łapa, która miała w sobie krew Zaśnieżonej Ścieżki i, choć ufałam się, to jednak w głębi nieco obawiałam się tego, że przyszłości coś się może stać.
— Myślę, że to właśnie to ciepło jest przyczyną. Nie padało od bardzo dawna, zwierzyna po prostu poginęła. Mam nadzieję, że pogoda w końcu się zmieni — odpowiedziałam. Cóż, nie byłam pewna, czy to aby na pewno była przyczyna, ale wiele na to wskazywała i z pewnością był to przynajmniej jeden z czynników naszej obecnej... sytuacji. Miałam nadzieję, że lada dzień rozpocznie się ulewa, która pomoże nie tylko zwierzynie i nam wrócić do siebie, ale także terenom i medykamentom, które potrzebują wody. W przeciwnym razie, cóż, będziemy mieć spore problemy. Zresztą, nie tylko my.
Zmarszczyłam delikatnie czoło, słysząc kolejne słowa Popielnego Żaru, jednak nie odezwałam się ani słowem. Nie podobało mi się to, że tak długo z tym zwlekała i uważałam, że powinna zrobić to już dawno. To jednak nie moje dzieci i nie moja sprawa - to do niej będą mieć pretensje, że całe życie je okłamywała.
— Wierzę, że zrobisz to w taki sposób, że wszystko będzie w porządku, aczkolwiek... pamiętaj, że czas działa raczej na twoją niekorzyść.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
— Wiem, jednak nie potrafię ubrać tego w odpowiednie słowa, Lśniąca Sadzawko. — przyznała z cichym westchnięciem. Kilka razy już próbowała powiedzieć o tym swoim kociętom, jednak za każdym razem coś ją blokowało. Gdy już na poważnie chciała przekazać im kto jest ich biologicznym ojcem - jej kocięta zaczęły znikać jeden po drugim. Najpierw Pomidorek, później Fasolka. Marchewka odkąd pamiętała był wycofany i smutny, nawet podczas prowadzenia mu treningu nie wyglądał na najbardziej chętnego do życia wraz z klanem. Później Pietruszka się gdzieś zapodziała, przez co niebieska chodziła jak na igłach obwiniając się o to, że jej dzieci znikają. Chociaż Dębowy Cień próbował ją od tego odwieść co nawet mu się udało - jednak mimo to, kocica była tym wszystkim przygnębiona. Wiele myśli przechodziło jej przez głowę; a co, jeżeli Pomidor, Fasolka i Pietruszka dowiedzieli się jakoś o tym kto jest ich biologicznym ojcem i dlatego odeszli nic jej nie mówiąc? Wzdrygnęła się nieznacznie na tę myśl, a jej uszy cofnęły się nieznacznie. Odrzuciła jednak tą irracjonalną tezę - bo skąd? Iskra nie żył, a jedynymi kotami jakie wiedziały kto jest ojcem jej pierwszego miotu był Dąb, Buk i Płomykówkowa Gwiazda, która teraz obserwowała swój klan ze Srebrnej Skórki. Zatem nie było możliwości aby ktokolwiek powiedział ten sekret, a komunikacja z Iskrą na pewno...odpadała. Bowiem, czy on w ogóle miał możliwość czegoś takiego? Kocur na pewno nie trafił do Gwiezdnego Klanu po tym co robił, więc... - Im dłużej z tym zwlekam tym czuje, że powinnam powiedzieć im wcześniej jednak...Nie mogłam. Jak zaczęli nazywać mojego obecnego partnera "tatą" czułam, że nie mogę im tego zburzyć. To było zbyt ciężkie dla mnie, a teraz...Ten ciężar tylko się zwiększa.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Ile mają już księżyców, Popielny Żarze? — zapytałam spokojnie. Jednakże z tego co pamiętałam, jej kocięta były już dorosłe. I będą tylko starsze. A co za tym szło - będzie jej tylko ciężej przekazać tę informację, a im może być coraz ciężej pogodzić się z prawdą. Z tym, że matka okłamywała ich całe ich życie. Ja dowiedziałam się dość szybko, sama wzięłam sprawy w swoje łapy, a i tak nie przyjęłam tego najlepiej. Aż strach pomyśleć jak zniosą to koty, które w kłamstwie żyły o wiele dłużej. Cienista wojowniczka na własne życzenie pogarsza swoją sytuację.
— Jeśli będzie ci łatwiej... możesz przyjść z nimi tutaj. Zrobić to przy mnie. Mogę ci pomóc to wszystko tłumaczyć, być wtedy przy tobie. Twój partner też może przyjść. Odkładając to w nieskończoność nie sprawisz, że będzie ci lżej - wręcz przeciwnie. Czas będzie działał tylko na niekorzyść — powiedziałam z troską, choć w rzeczywistości nie obchodziło mnie to aż tak. Chciałam pomóc, dałam jej radę, a ona, cóż, zlekceważyła to i robiła po swojemu, stawiając się w niewygodnej sytuacji na własne życzenie. Chciałam jednak zachować pozory, wykreować się w jej oczach na kogoś godnego zaufania, na kogoś, kto naprawdę chce jej dobra. Tak naprawdę było mi to wszystko jedno. Nie chciałam jedynie by Iskra, nawet z zaświatów, czerpał przyjemność z tego, że zniszczył komuś życie.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
Okej, jeszcze chwile temu był w wichrowym obozie i nawet nie myślał, by z niego wychodzić. Wszystko się zmieniło w momencie, gdy zobaczył, w jak tragicznym stanie było jego legowisko. To nie tak, że potrzebował super wypasów i małe wgniecenie było rzeczą karygodną. Nie, one było po prostu zmasakrowane, a zauważył to chwilę po tym, jak wrócił z Fiołkowym Nosem z treningu. Słońce było więc wysoko na niebie, na samym szczycie, na środku. Mimo, że świeciło jasno, zajrzało niemalże w każdy kąt obozu, to dalej było chłodno, a mając krótkie futro mocno to odczuwał. Podejrzewał, że jakieś kocięta wtargnęły, gdy go nie było, po czym zmasakrowały jego łoże na tyle, by nie było zdatne do użytku. Skrzywił się i postanowił zebrać trochę mchu na nowe. W planach miał wyjść tylko przed wejście, zebrać to, co jest mu potrzebne i wrócić. Wcześniej też powiadomił Gładki Grzbiet, że wychodzi, w końcu jego mistrzyni kazała zawsze meldować swoje wyjścia. Obiecał jej to, więc nie miał wyboru. No, no i potem się zaczęło.
Wyszedł przed obóz, dosłownie kilka kroków, ale jak na złość nigdzie nie mógł znalazł mchu. Nie rozejrzał się też dobrze, może dlatego nie znalazł wielkiej kępki obok siebie. Od razu zainteresował się jednak faktem, że cały las stoi przed nim otworem. Jest dość... dorosły, mimo, że dopiero zaczął trening, na pewno sobie poradzi. Zmrużył oczy, jego uszy powędrowały w górę, a sam zaczął iść przed siebie. Planował zwiedzić Czarny Ogon, dziś w końcu był tam z Fiołkowym Nosem, pamiętał drogę. Szybko jednak doszedł do wniosku, że droga którą się wiedzie, nijak przypomina tą do Czarnych Ogonów. Wiedział dobrze, że ma poważne problemy z orientacją w terenie, łatwo się gubi, a po chwili, tak jak teraz, już nie wie w którą stronę jest obóz. Zignorował to teraz, i zamiast zobaczyć granice z Terenami Niczyimi, przed pyskiem wyrosły mu cztery dorodne dęby, których w życiu na oczy nie widział. Zmarszczył brwi, podchodząc bliżej, zatrzymując się dopiero na wyjątkowo Płaskim Głazie, na którym postanowił krótką odpocząć, usiąść.
Aronia to koteczka, która gromowość wyssała z mlekiem matki.
Już na ten moment ma mocną, chociaż nie toporną budowę ciała. Jej krępe długie łapki budzą respekt w kociarni, podobnie jak nieco zbójeckie spojrzenie mieszkające pod czarnymi, krzaczastymi brewkami. Futerko Aronii jest krótkie, gładkie i lśniące niczym wypolerowana powierzchnia onyksu. Temu, można by rzec, pospolitemu umaszczeniu, pazura dodają czarne klasyczne pręgi wijące się na odrobinę jaśniejszej, dymnej sierści. Pyszczek ma mimo wszystko ładny, proporcjonalny i dziewczęcy, z dużymi oczami w odcieniu głębokiej zieleni oraz niebotycznie długimi rzęsami. Na pewno ma predyspozycje do stania się małą femme fatale, jednak póki co to tylko niepewna pieśń przyszłości...
Chwytając się tych kilku bazowych cech Aronii należy przyjąć, że to uparte, zorientowane na cel stworzenie. Trudno przyjmuje odmowę, nie ma też najmniejszych wyrzutów sumienia, jeśli jako jedyna posiada piórko do zabawy, a reszta kociąt ze zwieszonymi nosami zazdrośnie przygląda się jej pląsom. Głośnym, alarmującym miaukiem przywołuje Dziką Wiśnię, ilekroć jest głodna albo samotna. A poza tym, jak większość kociąt, bywa po prostu rozczulająca, usiłując ogarnąć świat swoim młodym, małym rozumkiem.
Szara Kora, Goryczka, Krew
l sorka, że z poślizgiem, coś słabo się czułam :c w ogóle teraz do mnie dotarło - gram Twoją córką!
Ostatnia rozmowa z Barwną Łapą oprócz tego, że odrobinę podniosła Ajroni ciśnienie, to jednak zaowocowała kilkoma nowymi pomysłami na miłe - miejmy nadzieję - spędzanie czasu. Przecież nie była już kociakiem i nie musiała wcale warować w obozie jak dotąd, mogła poszerzać horyzonty, poznawać nowych kolegów i koleżanki spoza własnego klanu, wymieniać uwagi o pogodzie i nawet wyrywać wąsy osobnikom wrogo nastawionym tak, jak to uczyniła ich Przywódczyni na ceremonii wobec kilku nygusów. I przede wszystkim CHCIAŁA to wszystko robić.
Ale zanim doszło do tego, że terminatorka Dymiącego Stawu w ogóle pojawiła się w okolicach Czterech Dębów, to musiała jeszcze na spokojnie wydobyć z futra tyle połysku i miękkości, ile tylko się dało. Już po kilku ruchach szorstkiego języka rezultaty przeszły najśmielsze aroniowe oczekiwania. Dymna, poprzecinana grubymi pręgami sierść błyszczała jak wypolerowana powierzchnia onyksu, ale jednocześnie nie była, ma się rozumieć, tak twarda jak kamień.
I tak oto wypielęgnowana, wymasowana, a więc też zrelaksowana Aroniowa Łapa ruszyła na spacerek, kierując się tam, skąd przeważnie wracali patrolujący wojownicy, a później zdążając już tylko za instynktem. Opłaciło się, bo wreszcie dotarła do grubych dębowych pni, między którymi, na skale, siedział jakiś młody kocur. Aronia momentalnie zastrzygła uszami z zainteresowaniem i pewnym krokiem podeszła do nieznajomego, nie szczędząc mu spojrzeń rzucanych zza długich, leciutko podkręconych rzęs.
- Witaj... - mruknęła niskim głosem z charakterystyczną, małą chrypką. - Jestem Aroniowa Łapa, z klanu Gromu... Jak to miło zobaczyć wreszcie po tylu księżycach spędzonych w obozie jakiś nowy pysk. Można się dosiąść? - wskazała zamaszystym ruchem ogona miejsce obok kocura, czekając najwyraźniej na specjalne zaproszenie.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
Aronia to koteczka, która gromowość wyssała z mlekiem matki.
Już na ten moment ma mocną, chociaż nie toporną budowę ciała. Jej krępe długie łapki budzą respekt w kociarni, podobnie jak nieco zbójeckie spojrzenie mieszkające pod czarnymi, krzaczastymi brewkami. Futerko Aronii jest krótkie, gładkie i lśniące niczym wypolerowana powierzchnia onyksu. Temu, można by rzec, pospolitemu umaszczeniu, pazura dodają czarne klasyczne pręgi wijące się na odrobinę jaśniejszej, dymnej sierści. Pyszczek ma mimo wszystko ładny, proporcjonalny i dziewczęcy, z dużymi oczami w odcieniu głębokiej zieleni oraz niebotycznie długimi rzęsami. Na pewno ma predyspozycje do stania się małą femme fatale, jednak póki co to tylko niepewna pieśń przyszłości...
Chwytając się tych kilku bazowych cech Aronii należy przyjąć, że to uparte, zorientowane na cel stworzenie. Trudno przyjmuje odmowę, nie ma też najmniejszych wyrzutów sumienia, jeśli jako jedyna posiada piórko do zabawy, a reszta kociąt ze zwieszonymi nosami zazdrośnie przygląda się jej pląsom. Głośnym, alarmującym miaukiem przywołuje Dziką Wiśnię, ilekroć jest głodna albo samotna. A poza tym, jak większość kociąt, bywa po prostu rozczulająca, usiłując ogarnąć świat swoim młodym, małym rozumkiem.
Szara Kora, Goryczka, Krew
Aroniowa Łapa z kolei kochała walczyć i to do tego stopnia, że wymusiła na jednym ze starszych Gromiaków, żeby jeszcze za kocięcia nauczył ją paru bitewnych trików. Jako krępa larwa próbowała też przepędzić ducha ze starej jaskini, ponoć gorszego i groźniejszego od hordy psów, lecz na szczęście (dla ducha) usnęła nim ten się zjawił. Dlatego, mimo iż potrafiła przepięknie się uśmiechać i sprawiała dobre wrażenie, w głębi serca nigdy nie miała złudzeń, do czego służą jej ostre śnieżnobiałe zęby i po co ma te grube jak borsuk szpony u łap. Gdyby więc przyszła potrzeba, żeby ich użyć, nie wahałaby się ani przez moment...
Przy czym nic tego nie zwiastowało. Bury, długołapy towarzysz miał więcej manier niż standardowy Gromiak, co Aronia potrafiła docenić, gdy miała lepszy humor i spaliła trochę nadprogramowej energii na długim spacerku. Czyli tak jak dziś.
Zauważyła, że po krótkiej chwili spięcia kocur ponownie się rozluźnił, a zaraz po tym zgodził, żeby koło niego przycupnęła. Sam zachował śmieszny dystans. Ojej, a co on taki nieśmiały? Terminatorka spiorunowała wzrokiem wolną przestrzeń między nimi i niby to przypadkiem, poprawiając się na głazie, musnęła boczkiem boczek Wichrzaka. To był również jej debiut w kontaktach międzyklanowych, ale nie podzielała tej powściągliwości nowego kolegi; na dowód zaraz po "nieplanowanym" otarciu się o kocura, wyciągnęła pyszczek mocniej do góry, do słoneczka, uniosła szyję i odetchnęła pełną piersią, jakby delektowała się przyjemnym dniem. W rzeczywistości zależało jej, żeby kocur odnotował wszystkie jej wdzięki - dlatego tak się przed nim rozciągnęła, eksponując to, co najlepsze.
Po milczącej autoprezentacji, gdy Wilgotna Łapa zapewne dopiero co doszedł do siebie, rozpoczął miłą pogawędkę. Prawidłowo. Aronia znów skierowała na burego dosyć pogodną mordkę, przez którą wciąż przewijały się blaski i cienie różnych emocji.
- Mi również miło poznać! I oooch... Naprawdę? - zachwyciła się sztucznie, aczkolwiek przekonująco, kiedy oznajmił jej, że dopiero niedawno rozpoczął trening. - Nie-sa-mo-wi-te. Ja też - przesylabizowała swój zachwyt i spojrzała na niego wesoło, aby podkreślić, ile ich łączy, gdyby sam sobie jeszcze tego nie uświadomił. - Dlatego chociaż z żalu pewnie zaraz pęknie mi serce, to nie mam pojęcia gdzie jesteśmy. Mój Mistrz nie pokazał mi jeszcze tych zakątków, ale za to nie zapomniał powiedzieć, że w klanie Wichru jest dużo łąk, a mało drzew - to dopiero pożyteczna wiedza - pociągnęła na wpół żartobliwie, a na wpół szyderczo temat. Może sobie razem ponarzekają na Mistrzów? Kto wie. Po chwili dymne uszy poruszyły się na czubku kształtnego łebka. - Czy to w ogóle prawda? - przecież nie miała szansy sama się o tym przekonać - tylko tyle, że zajrzałaby z oddali na wichrowe włości. Pozostawało zdać się na relacje z pierwszej łapy - Wilgotnej, ha, Łapy.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
Odwilż niestety nie podzielał jej zainteresowania. Walka w żaden sposób go nie podniecała, raczej wolałby jej unikać, a kto wie, czy nawet nie zacząłby uciekać, gdyby ktoś go zaatakował, zamiast normalnie się bić. Miał długie, schludne nogi, dlatego szybki bieg na jego otwartych terenach nie powinien być dużym problemem. Nigdy też nie brał udziału w sparingu, Fiołkowy Nos nie uczyła go walki, jeszcze, ale to mu pasowało. Pasowało pod tym względem, że zwykle nie lubił tego robić, choć jakieś podstawy wolałby znać, gdyby nagle przyszła potrzeba by obronić się przed agresywnym przeciwnikiem. Aroniowa Łapa też słuszne zauważyła, że bury był kulturalny. Jego rodzicie przykładali do tego szczególną wagę, zwłaszcza gdy widzieli co stało się z Słońcem. Bury terminator respektował ich zdanie jak nikogo innego, dlatego starał się też zachowywać tak, jak mu kazali. I jak na razie wyszło mu to na dobre, dlatego postanowił się tego trzymać.
Spiął się lekko, gdy dymna bez problemu pokonała dystans, który sam ustalił, chcąc pokazać że nie zgadza się na bliższe kontakty. Najwyraźniej postanowiła to zignorować, na co skrzywił się lekko, jednak nic nie powiedział. Miał wrażenie, że zrobiła to specjalnie, ale nie chciał też wyobrażać sobie nie wiadomo czego, więc postanowił to zignorować. Może rzeczywiście było przypadkowe, a robiąc terminatorce wyrzuty o nic, mógłby ją tylko sprowokować. Są z obcych klanów, jej atak byłby uzasadniony, nawet, jeśli wcześniej milutko by sobie rozmawiali. Nie chciał robić sobie problemów, bo nie wpłynęłoby to dobrze ani na niego, ani na Fiołkowy Nos, ani na nikogo innego. Wcześniej też zauważył, że córka Dzikiej Wiśni jest dość urokliwa, naprawdę ładna, sam nadał jej przydomek ślicznotki. Swoim paradowaniem przed nim jedynie udowodniła mu, że miał rację, na co uśmiechnął się leciutko. - Rzeczywiście nie-sa-mo-wi-te - powtórzył w podobny sposób co ona, nadając swojemu tonowi ciepłych barw. No, rzeczywiście ich sporo łączyło, choć Wilgotna Łapa pewny był, że koteczka jest od niego młodsza, a swój trening rozpoczęła normalnie, wraz z swoim rodzeństwem. Nie wyczuł też sztuczności w jej głosie, choć to pewnie dlatego, że naiwnie wierzył w każde dobre emocje i nie wyobrażał sobie, by Aronia mogłaby coś przed nim udawać. - Och, a więc obydwoje utknęliśmy w nieznajomym nam miejscu, cóż za zbieg okoliczności - uśmiechnął się w jej stronę, chcąc podobnie jak ona nakreślić to, ile już ich łączy. - A twój mistrz dobrze mówił, bo na wichrowych terenach mało jest drzew, wiesz? Za to ja słyszałem, może niekoniecznie od mistrza, bo ona wspominała jedynie o kodeksie wojownika, że na terenach gromowych przeważa... piasek, ogólnie macie tam miękko. To prawda? - spytał, odbijając pałeczkę. Skoro już sprzedawał jakieś informacje obcej terminatorce, to sam również mógł się czegoś dowiedzieć. Interesowały go inne klany, w jaki sposób się u nich żyje, jakie są zwyczaje, czy bardzo różnią się od kotów, które on zna na co dzień. Skoro teraz tak niefortunnie wpadł na dymnego gromiaka, to mógł podpytać źródła, chociaż bez pewności, że informacje są prawdziwe.
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
***
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, gdy Żubrza Gwiazda wyszła z obozu, by po raz drugi tego dnia wybrać się w stronę Czterech Dębów. Tym razem nie miała ze sobą obstawy; widziała Lawendową Gwiazdę i nie odczuwała przed nią strachu, bo wyglądała jak ktoś, kto nie ma odwagi rozkazać swoim wojownikom atak na przywódcę innego klanu. Zresztą, nawet gdyby to się faktycznie stało, obóz Klanu Gromu nie był daleko - była pewna, że jeden donośny okrzyk dotarłby do kilku gromowych par uszu i przywołał wsparcie.
Parsknęła pod nosem, rozbawiona własnymi myślami. Wdrapała się na pagórek, który od strony jej klanu porastały różnobarwne bratki i podeszła bliżej Czterech Dębów; przechodząc obok, otarła się bokiem o potężny pień symbolu Czterech Klanów. Usiadła nieopodal Płaskiego Głazu, który wyznaczał początek terenów Klanu Wichru. Nastroszyła futro i zadrżała; choć dni były coraz cieplejsze, noce wciąż pozostawały mroźne.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka była zaskoczona, kiedy otrzymała informacje od swoich wojowniczek, że ma się wstawić na spotkanie z Żubrzą Gwiazdą. Nie podobała jej się ta cała sytuacja, ale postanowiła, że pójdzie zobaczyć się z Przywódczynią. Chciała jeszcze o tym fakcie powiadomić Biały Puch i zaproponować, aby poszła z nią, ale niestety nie mogła znaleźć koteczki. Zastanawiała się również czy wziąć ze sobą jakiegoś wojownika tak na wszelki wypadek. Ostatecznie doszła do wniosku, że nie powinno dojść do rozlewu krwi i sama jest na tyle silna, że powinna odeprzeć atak i uciec szukając wsparcia u Klanowiczów. Lawenda ruszyła przez ukochane Wichrowe tereny mając mętlik w głowie. Nie wiedziała czego może się spodziewać i rozważała wiele scenariuszy. W końcu wypatrzyła Żubrzą Gwiazdę i delikatnie uśmiechnęła się do niej. - Witaj, Żubrzo Gwiazdo!- przywitała się, gdy dotarła do Przywódczyni Klanu Gromu. Z ulgą przyjęła fakt, że Żubr również pojawiła bez obstawy swoich Klanowiczów. Lawendowa Gwiazda usiadła naprzeciwko niej i z szybko bijącym sercem oczekiwała rozwoju sytuacji.
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
W końcu dostrzegła, że Lawendowa Gwiazda zbliża się do pagórka, na którego szczycie rosły Cztery Dęby. Żubrzyca wyprostowała grzbiet i uniosła głowę, czekając na to, aż niebieska kotka zbliży się do niej; przymknęła lewe oko, by móc wyostrzyć obraz i móc dokładniej widzieć przywódczynię Klanu Wichru, która usiadła naprzeciwko niej.
- Dobry - odpowiedziała, unosząc nieznacznie brew. - Nie będę się bawić w uprzejmości. Dlaczego jakiś pchlarz w towarzystwie twoich wojowników stał przy mojej granicy z Czterema Dębami? O co chodzi. Dlaczego Klan Wichru nagle ma w dupie Kodeks i powagę miejsca zgromadzeń - zaczęła skrzekliwym tonem, od razu wykładając kawę na ławę. Odchyliła trójkątny łeb i już miała zamilknąć, jednak zmarszczyła czarne brwi i uchyliła pysk, ewidentnie zbierając się do tego, by powiedzieć coś jeszcze.
- Ta cała pożoga śledziła moich wojowników. Wyciągała informacje, naruszała granice i groziła całemu klanowi. Przyłożyli łapę do śmierci gromiaków - powiedziała sucho, pochylając się w stronę Lawendowej Gwiazdy. Zmrużyła zielone ślepie, które trwało nieruchomo zawieszone na mordce popielatej kotki. Nie miała dowodów na to, że śmierć Cichego Strumyka i Osikowej Kory została spowodowana przez Pożogę, jednak dla niej sytuacja była jasna jak słońce.
- Jeżeli Klan Wichru z nimi współpracuje, to znaczy, że Klan Wichru również jest wrogiem Klanu Gromu.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Tak jak Lawenda podejrzewała chodziło o Klan Pożogi. Świetnie. Pojawili się nie wiadomo skąd i od tego momentu ma same problemy. Najpierw Klanowicze mają do niej pretensję, a teraz inne Klany. - Rojstowi zależało, aby jak najszybciej się z wami spotkać, więc pozwoliłam mu przejść wzdłuż naszych Granic. Nie mogłam go zostawić bez nadzoru, więc pilnowali go wojownicy- wyjaśniła spokojnym tonem głosu. Miała ochotę wydrzeć się na Żubr, że od kiedy Cztery Dęby to jakieś święte miejsce, że inny kot nie może na tym terenie przebywać. Poza tym od kiedy Kodeks Wojownika zabrania sojuszy z innymi Klanami? Według niej nie zrobiła nic, co by było wbrew zasadą, ale nie będzie się o to wykłócać, bo i tak nic z tego dobrego nie wyniknie. Lawendowa Gwiazda była zaskoczona słysząc kolejną wypowiedź Żubrzej Gwiazdy. Nie wiedziała, że Klan Pożogi mógł posunąć się do takich rzeczy! Teraz komu ma ufać? Rojstowi czy Żubr? Oboje byli dla niej mili i obu szanuje. Chyba musi poczekać, aż Lśniąca Sadzawka skontaktuje się z Gwiezdnymi, a Tonące Słońce wybada teren, wtedy będzie mieć pełen obraz o tych kotach. - Nie wiedziałam. Przykro mi- odparła łagodnym tonem głosu i wpatrywała się niewinnie w oczy Przywódczyni. Następnie wzięła głęboki oddech i spieszyła z wyjaśnieniami. Teraz to się dopiero porobiło. Wychodzi na to, że przyczyniła się do konfliktu z Klanem Gromu. Nie tak miała wyglądać jej opieka nad Wichrzakami. Zawiodła wszystkich. Swojego tatę, mamę, rodzeństwo, Zajęczego Susa, Porywisty Wiatr... Może powinna zrzec się rangi, aby Biały Puch zaczęła wszystko od nowa i uratowała Klan Wichru? Tak byłoby najprościej... tylko to tchórzostwo. Zrobiła bajzer, więc weźmie za niego całkowitą odpowiedzialność. - Nie współpracuje. Zawarliśmy tylko sojusz, że nie będziemy się atakować, naruszać Granic oraz będziemy się ostrzegać przed niebezpieczeństwami- odpowiedziała poważnym tonem głosu. Wolała jeszcze nie dodawać, że dzięki sojuszowi Klan Wichru może za darmo przedostać się do Siedliska Koni.