Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Jakby kto mnie pytał to oczywiście, że mordują. Pułapki zastawiają na niewinnych, którzy tylko chcieli się przejść po okolicy!! I po upadku wcale mi się nie śpieszy do wstawania, bo mam wrażenie, że łapę to sobie złamałem w trzech miejscach, no spojrzę tylko na nią i moim oczom ukaże się wystająca kość. Albo lepiej, kość będzie leżeć sobie poza łapą, a ja zostanę z takim smętnym szarym flaczkiem ze skóry i co tam jeszcze w skład łapy wchodzi.
Niesympatyczny głos gdzieś nade mną. Ale no właśnie, głos, a nie kły na karku, więc jakkolwiek nie wita mnie ojojaniem to ofiarą morderstwa raczej nie padnę. Podnoszę głowę, wypluwam ziemię, której się najadłem i zauważam, że może jednak ten głos nie był ze źródła bezpośrednio nade mną, ale kawałek dalej. Opieram się na prawym łokciu.
– Aha, żebyś wiedział, że ciężki!! Dziury zastawiają, psia kość, na porządne koty pułapki robią. I weź tu odkrywaj malowniczą okolicę w spokoju jak ta ciebie próbuje zabić!! – i na zakończenie (na podkreślenie moich słów wręcz!!) znowu wypluwam błoto co mi się na języku tworzy.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Acha. Okej. Kolejny energiczny gaduła się znalazł. Szpadel nie dość, że głodny, był jeszcze poirytowany, a jego typowy grymas nieco się pogłębił.
- Jak na razie okolica nie próbowała mnie jeszcze zabić - odpowiedział lekko sceptycznie. - A jestem tutaj nowy. Czyżbyś ty także był nowym... samotnikiem?
Słowo wypowiedział nieco niepewnie, jak ktoś kto nigdy go wcześniej nie używał. W mieście określało się koty raczej jako bezpańskie przybłędy. Samotnik. Co za dumne, dziwne określenie. A teraz ktoś, kto potyka się o własne łapy. Szpadel czuł się, jakby trafił do innego wymiaru.
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Śreżodze drży serce. Śreżoga drży, drży calutkie. Idzie na uginających się nogach przez Łan Rzepaku, jest zmęczone, szło cały dzień – teraz zapada już noc. Noce teraz zapadają dużo szybciej, niż jeszcze niedawno, nadchodzi Pora Opadających Liści. Nieprawdopodobne, że nadal nadchodzi, po tym wszystkim, co się stało. Dla Śreżogi upływ czasu spłonął razem z obozem Nowego Świtu.
Od tego czasu ledwie otwiera pysk do innych. Może czasami. Rzadko. Czy ono szaleje? Chyba tak. O, ostatni promień słońca znika. Jak ustalić, czy popadło się już w obłęd? Jest głodne, głowa je boli. Przydałoby się trochę kocimiętki. Ostatni promień znikł i oto Śreżoga zostało w ciemności.
mg
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Ostatni promień znikł a tuż po nim, zawitała ciemność. Niby nic nadzwyczajnego, noc jak wszystkie inne, jednak we wdychającym przez Sreżogę powietrzu było coś ciężkiego. Z każdą chwilą coraz bardziej dało się to wyczuć, aż do tego stopnia, że samotnik przy każdym większym wdechu mógłby przysiąc, że czuje ból. Chociaż samo to wrażenie mogło się dziać wyłącznie w jego głowie, bo dookoła nic się nie zmieniło. Księżyc delikatnie oświetlał trawy otaczające Sreżogę, a wiatr szeleścił liśćmi, grając w ten sposób trochę chaotyczną, ale jednak melodię. Nastała piękna, jesienna noc.
Było całkiem spokojnie... A przynajmniej do czasu.
Bez najmniejszego ostrzeżenia ostry smród dotarł do nosa szylkreta. Był to odór czegoś gnijącego, a co dziwniejsze, gdzieś między tym wszystkim był jakiś znajomy zapach. Przypomniał on na ułamek sekundy samotnikowi o Ukrytej Pieczarze i ciepłych chwilach spędzonych jako nieświadome niczego kocię. Tak szybko, jak te ciepłe wspomnienia przyszły, tak szybko odpłynęły, pozostawiając za sobą jedynie drapiący w gardło smród. Sreżoga mogło za nim podążyć i zaspokoić ciekawość, jeśli się tylko odważyło.
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Śreżoga aż przystaje, gdy odurzająca, obrzydliwa, słodka woń śmierci uderza je w nos. Zaciąga się wypełnionym nią powietrzem. Raz i drugi. Ten znajomy zapach, ten rozpoznawalny, znajomy zapach. Krótka sierść jeży się na nich ze strachu i rozkoszy.
– Przyszłaś – szepcze tak nisko, że ich głos ledwie drapie dolne rejestry dźwięku. Uśmiecha się do siebie i odwraca w stronę, z której czuć zgnilizną, po czym rusza przed siebie – na trop tego, czego woń przed chwilą czuło.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Sreżoga, odczuwając w sobie dziwną radość, postanowiło ruszyć za zapachem. Nie wiadomo w którym momencie, ale podczas tej krótkiej wędrówki wszystko, co dawało tej nocy urok zniknęło. Blask księżyca i gwiazdy przysłoniły chmury, pozostawiając szylkreta w całkowitej ciemności. A chaotyczna muzyka liści szeleszczących na wietrze zamieniła się w przerażające, odległe buczenie. Smród jednak jak był, tak dalej pozostał, prowadząc samotnika, co chwila zakręcając i całkowicie gubiąc jego orientację w terenie.
Aż w końcu natrafia na... Kępkę futra? Na wierzchu nie było żadnej padliny, jednak to na pewno stąd dochodził smród. Gdzieś w ciemnościach leżała jedynie odrobina długiego futra o rudo-burym kolorze, której zapach przypomniał szylkretowi o Tsunami.
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Idzie za zapachem, wciąga go w płuca, aż otwiera pysk, by się nim nasycić. Zauważa, co prawda, że świat wokół się zmienia. Ale to i lepiej. Może tak właśnie to wygląda. Może...
Wydaje z siebie niemal bezgłośny pisk. Osuwa się na ziemię i przyciska czerwony nos do skrawka futra. Przez chwilę nie oddycha, wypełnione grozą i obłędną ekscytacją.
– Nareszcie – mówi wreszcie samo do siebie na głos, po czym podnosi się na chwiejne łapy i rozgląda wokół.
– Gdzie jesteś? – woła niegłośno w ciemność. – Czekam na ciebie! Jeśli tak to wygląda – przyjdź! Obiecuję, że jestem gotowe, tak, bardzo gotowe!
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Początkowo, cisza. Żadnej odpowiedzi. Po chwili jednak smród powrócił, a wraz z nim coś ruszyło się. Sreżoga dostrzegło to kątem oka jakby poruszenie w czerni.
- Chodź - powiedziała ciemność, głosem... nieznanym Sreżodze. Choć przypominał on w pewien sposób ten, który zwykle rozbrzmiewał w głowie samotnika. I stała tam, ciemniejsza niż otaczający ją mrok o oczach świecących jak dwa, szare świetliki. Nie zważając na odpowiedź czy reakcję szylkreta, ruszyła się z miejsca i w wyjątkowo długich i powolnych podskokach, zaczęła podążać w jakimś kierunku. Jedyną wskazówką dokąd zmierzają był coraz intensywniejszy zapach rzepaku, choć trudno go było wyłapać przez ciągnący się dalej smród.
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Gdy słyszy głos, serce przeskakuje o jedno uderzenie. Śreżoga chwilę później nadal czuję ból w piersi. Rozgląda się i otwiera szeroko, z rozradowaniem oczy, gdy dostrzega wreszcie to, co do niego mówi.
Kiwa głową, choć nie wie, czy ciemność je widzi, i rusza za nią na długich, pajęczych kończynach.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Po drodze nie było żadnych przeszkód, żadnych badyli, o które można się potknąć, żadnych dziur. Wyjątkowo prosta droga do celu... A przynajmniej do chwili. Nastał krzyk, głośny i dudniący w uszach Sreżogi. Czy to był Cyryl? A po krzyku nastały błagalne, przerażone wołania o pomoc, jakby ktoś obdzierał biednego kocura ze skóry. Problem w tym, że krzyki nie dochodziły z kierunku, w którym kierowała się Ciemność, tylko bardziej... w bok. Ciemność była gotowa iść dalej, do celu, ale ostateczna decyzja co ma zrobić, należała do Sreżogi.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Jeśli jest się wykończonym, to każde miejsce jest dosyć dobre, by zapaść w nim w sen. Jeśli jest się wykończonym i nie chce się umierać, to opuszczona nora jest miejscem na tyle dobrym, że można się w nim położyć i przynajmniej próbować zasnąć.
Zguba nie miało dobrego dnia. Było zmęczone, polowanie się nie udało, pogoda była kiepska. Czuło się źle, nawet nie wiedziało, dlaczego. A gdy spróbowało zasnąć w napotkanej norce, z płytkiego snu wyrwały je koszmarne, męczące sny.
Co za dzień. Wylazło na zewnątrz nory, przysiadło i zaopatrzyło się w chmurne niebo. Wiatr szarpał gałęziami drzew.
// Płotka <3
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Mówiła sobie, że nie będzie wychodzić poza granice, że skończy z dzikimi przygodami, by przypadkiem nie zdechnąć gdzieś gdzie jej nie znajdą, aleeeee trafiła jej się wyjątkowo irytująca piszka i to tuż przy granicy. Nie ważne jak długo kotka szła nie mogła trafić do źródła tropu, wyszła poza granice, a trop się ciągnął i ciągnął... Aż nie wyczuła czegoś hm, innego. Smród samotnika, a w tym coś wyjątkowo znajomego... Pamięć ostatnio ją często lubiła zwodzić, ale zapach bliskich jej kotów rozpozna zawsze i wszędzie. Szybko porzuciła tropienie piszczki i spróbowała wyniuchać skąd ten zapach pochodzi, a gdy namierzyła kierunek, od razu zaczęła biec.
Nie biegła długo, ani też jakoś specjalnie szybko, ale o g w i e z d n i, zmachała się. I wreszcie, dostrzegła znane jej futerko - KSIĘŻYYYYC - wyrzuciła radośnie resztką sił, i chwilkę później, już przy nich była. Nie czekała nawet na ich reakcję, po prostu otarła się policzkiem o polik dawnego rzeczniaka a jej radosne mruczenie zmieszało się ze zmęczonym dyszeniem. - O rety, myślałam, że wyruszyliście w świat i zobaczę cię dopiero ze Srebrnej Skórki! - dodała ciepło gdy już złapała dwa oddechy, a po tym pozwoliła sobie jeszcze raz otrzeć o ich polik i szyję.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Drgnęło, słysząc znajomy głos wołający imię, którego już tak dawno nie słyszało, i szeroko uśmiechnęło się, gdy była mentorka znalazła się u ich boku. Pozwoliło się jej o siebie otrzeć, samo też wtuliło – czule, chociaż nieśmiało — nos w jej bujną kryzę. — Cze... — spróbowało wydobyć z siebie zduszony, ledwie zrozumiały szept, zakaszlało i zamilkło.
— Niespodzianka — pokazało w zaskakująco wesołym uśmiechu wszystkie kiełki — nie, nadal się tędy kręcę. Może kiedyś pójdę dalej, ale jeszcze nie teraz — wzmiankę o Srebrnej Skórce nie skomentowało, chociaż samo od dawna już wiedziało, że żadnej Srebrnej Skórki nie ma – i poczuło nieprzyjemną gulę w gardle na myśl o tym, że Płotka jest już stara, że nie zostało jej wiele czasu i że będzie kolejnym kotem, który ich opuści. O ile to nie ono wykituje pierwsze, wszystko może się zdarzyć.
— Jak tam... Klan Rzeki?
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Ajjj, a już myślała, że znów usłyszy ich głos… Ale kaszel oczywiście musiał im przerwać. No nic, najważniejsze, że było u i raczej cieszyło się z obecności mentorki.
Wtuliła się na sekundę jeszcze mocniej, ale przypomniała sobie przecież, że żeby cokolwiek zrozumieć musi widzieć ich pyszczek… Tak więc niechętnie, ale odkleiła się od srebrnego futerka.
Widząc szeroki uśmiech sama poszerzyła swój. Ah jak miło widzieć tę wesołą mordkę. - Oh zwiedzaj, póki masz okazję. Zaraz zacznie się narzekanie, że jest się za staryyym, że po coooo. Tylko zapamiętaj drogę do klanów, by odwiedzić mnie i swoich krewnych - dorzuciła, by nie brzmiało to tak, jakby go wyganiała!! Bo nie chciała by było to ich ostatnie spotkanie… Ale jeśli zniknie na parę księżyców to może być, ugh, różnie.
Kolejny niezbyt fajny temat… Chociaż, m, parę dobrych wieści też było. - Oh klan ma się świetnie, ale pozwól, że zacznę od gorszych wieści… Skrzące Słowo i Jezioro odeszli. W klanie z rodziny ich rodziny ostały się głównie dzieciaki Nocnego Szkwału. Ooooh, bo ja nie wiem, czy wiesz, ale gromadkę młodych ma!! I to starą dość, większość to wojownicy. A nawet Topik, córka Nocy też miała dzieciaki!! Gwiezdni nie wiem, jaki to stopień pokrewieństwa, ale no sporo rodziny w kanie masz - dodała z parsknięciem na koniec. Bo nie wiedziała, o czym gadać, a to takie chyba hm, najbardziej dotyczące Zguby tematy. Pewnie tych ciekawostek było o wiele wiele więcej, ale ona była zbyt stara, by się łapać w każdych nowinkach. - A jak tam samotniczy świat? - odbiła piłeczkę, mając jednak nadzieję na krótką odpowiedź, bo zbyt dużo myślenia wymagało to czytanie z pyska.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
— Mnie nie dość. Będę zwiedzać jako staruszek — tak, nie było i nie będzie im dosyć podróżowania i krążenia po okolicy, bo tylko w ten sposób cichły niepokoje i smutki, cichło poczucie winy, cichł strach. Cichł żal, że życie powinno się było potoczyć inaczej, a teraz już za późno na zmiany. — Nie zapomnę.
Pokiwało głową, gdy powiedziała o śmierci rodziców. Słyszało już o śmierci ojca, a matka... matka miała już wiele księżyców. Zbyt wiele, by mogła długo pociągnąć. Pogodziło się z ich stratą, przynajmniej na podstawowym, powierzchownym poziomie, bo głębiej nie miało ochoty schodzić. Z ulgą przeniosło zainteresowanie na inny temat. — Bratanica ma dzieci — zastanowiło się — czyli to jakby pra-bratankowie.
— Całkiem, całkiem. Słyszałaś o tej wróżbitce?
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes