Logo Artemidy
Wyprawa Trzmielego Pyłu
#16
Czy faktycznie był to posłaniec z Gwiezdnego Klanu, czy może jakiś samotnik, który przyszedł sprawdzić co się dzieje, Trzmiel i jego towarzysze nie mieli jak się tego dowiedzieć. Ruszyli w każdym razie jego tropem, co było słuszna decyzją, aczkolwiek po drodze wszyscy parę razy padli ofiarą krzewów, które uparcie czepiał się ich futer i zachowywały się, jakby chciały zatrzymać ich w miejscu. Szli zresztą coraz wolniej mimo wielkiej determinacji, jaka im towarzyszyła. Z obozu wyruszyli jeszcze za dnia, teraz panowała noc, a oni czuli pulsowanie w poduszkach łap i coraz mocniejsze, bardziej irytujące ssanie w brzuchach. I wielkie pragnienie.
Zagajnik objawił im się dziwnie niespodziewanie, całkiem tajemniczy, wystrzelił w górę, gdy się do niego zbliżali. Miejsce to tchnęło spokojem i jakimś poczuciem bezpieczeństwa, zaraz też do nosa Piaska doleciały przyjemne wonie gryzoni w postaci myszy i zdaje się ryjowek, które zwiastowaly, jeśli tylko znajdą na to siły, pożywienie. Cała zaś okolica była niby bańka, która mogła bezpiecznie ich zamknąć. A dalej... Dalej skrzyła się sadzawka, piękna w tym nocnym wydaniu.
[Obrazek: jasny_240px.png]

Someday, when we are wiser
When the worlds older
When we have learned
I pray
Someday we may yet
Live to live and to let live
Someday, life will be fairer
Need will be rarer
And greed will not pay
LVL 5 285 / 400
MedLVL 7 285 / 1100
7
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Zawierzyli kotu jedynie dzięki swojej nadziei, dzięki wierze, że to właśnie wskazówka, a nie obcy kot próbujący zepsuć im szyki i sprawić, że dotrą z opóźnieniem do miejsca spotkania z Gwiezdnymi. Całe szczęście nie pomylili się i gdy dotarli do zagajnika wątpliwości zniknęły. Zdawało się, jakby drzewa nagle magicznie tam wyrosły, zamiast stać tam od dawien dawna, piętrząc się w górę zanim jeszcze cała trójka kocurow przyszła na świat. Stawiali kolejne kroki idąc chylkiem przez las, ostrożnie przechodząc pomiędzy pniami, aż ich oczom nie ukazała się lśniąca tafla sadzawki, od której odchodziła niewielka rzeczka w stronę jeziora. Trzmieli Pył zlustrował wzrokiem okolicę, przywołując w głowie opisy, które zostały przekazane ich klanowi.
- Dotarliśmy na miejsce - mruknął do swoich towarzyszy. Rozejrzał się jeszcze raz, a potem przeniósł wzrok na Piaska, do którego chwilę później się zwrócił:
- Piaskowy Podmuchu, stój na straży, gdy zapadniemy w sen. Turkuciowa Łapa napije się razem ze mną, a ty miej się na baczności, dopóki się nie zbudzimy. - Po tych słowach spojrzał na swojego terminatora i ruchem głowy wskazał mu sadzawkę. Sam zresztą do niej podszedł i pochylił się nad taflą spokojnej wody. Trzmieli Pył rzadko kiedy się wahał, ale to był właśnie jeden z tych momentów. Jego płuca wypełniły się głębokim oddechem, a potem wojownik napił się przy okazji uspokajając swoje pragnienie. Po wszystkim ułożył się na brzegu, położył głowę na łapach i zamknął oczy w oczekiwaniu na sen.
☽ ★ ☾
» ᴇɴᴛᴇʀxxᴛʜᴇꜱᴇ xxɢᴀᴛᴇs «
Fill your ʜᴀ ɴ ᴅ ꜱ with the rain
Reaching up to the maze of light in the ꜱ ᴋ ʏ


[Obrazek: 4X60gRV.png]

Turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ, the light you stole
♦ River turns to dust, miles on the run ♦
ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ᴡ ʜ ᴇ ʀ ᴇ you go, can't find no home
All the world you roam turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ
LVL 8 665 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
...Nareszcie dotarli na miejsce. Sadzawka prezentowała się bajecznie, na pewno lepiej niż Rybie Oko leżące na ich terenach. Była lśniąca i piękna. Turkuć przystanął obok Trzmielego Pyłu, ilustrując ją skupionym wzrokiem. Co teraz? Odetchnął z ulgą na myśl o dłuższym odpoczynku, jaki ich czeka po wyprawie. Tutaj będą mogli nieco zregenerować swoje siły przed powrotem do domu. Łapy już go bolały, a pragnienie wody coraz bardziej dawało mu się we znaki. Był jednak w stanie wytrzymać, przynajmniej tak mu się wydawało.
...Potem jednak odezwał się Trzmiel, a jego wypowiedź kompletnie zaskoczyła Turkucia. Miał się z nim napić? On? Już prędzej spodziewał się, że niebiesko-biały wybierze swojego brata, Piaskowego Podmuchu, ale nie jego. Nie zamierzał jednak protestować, dlatego też jedynie skinął mu głową na znak, że rozumie. Podszedł bliżej Szepczącej Sadzawki, przykucnął nad nią, a następnie najzwyczajniej w świecie napił się z niej. Nie był pewien, co się za chwilę stanie, kogo spotkają i jak to wszystko będzie wyglądało, ale dadzą radę. Nie po to szli taki kawał drogi, aby teraz cokolwiek miało się nie udać. Teraz nastawały lepsze czasy dla Klanu Gromu. Koniec rządów przywódcy, który nie interesował się własnym Klanem i jego członkami. Odsunął się od tafli wody, zwinął w kłębek, owijając się ogonem, aby w następnym kroku przymknąć powieki i czekać aż Gwiezdny Klan zabierze jego i Trzmiela do siebie.
LVL 5 90 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
W końcu byli na miejscu. Obżarstwo nieszczególnie cechowało Piaska, ale mimowolnie wyczuł pobliskie gryzonie. Stał jeszcze chwilę, czekając co dalej.
Potem zaś... Lekki zawód. Nie dał tego po sobie poznać, ale jednak żałował, że nie dowie się, na czym polega tego typu spotkanie z Gwiezdnymi. Cóż, mówi się trudno. Może jeszcze kiedyś będzie okazja? Szczerze wolałby, by nie, bo okoliczności wówczas z pewnością nie byłyby przyjemne.
Usiadł w miarę możliwości tak, by dwójka kocurów spałaprzed nim, a tafla wody znajdowała się za nim. Wówczas miałby dobry widok na to, czy wszystko z nimi w porządku, a z wody, zdawałoby się, zagrożenie było najmniejsze. Jeśli jednak oboje leżeli za blisko brzegu, by było to możliwe, usiadł bokiem do sadzawki. Niezależnie od pozycji, stale nasłuchiwał i wąchał, czy aby nic nie nadchodzi, a krążąc wzrokiem po okolicy szukał jakiegokolwiek ruchu, który mógłby być podejrzanym. Krótko mówiąc, stał na straży i pilnował współklanowiczów, tak jak brat przykazał.
I would die for you
Cross the sky for you
I will wait for you
I will stay for you
You're all I need
You set me free
LVL 4 145 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Szerszeniowy Jad była wściekła, patrząc ze Srebrnej Skórki na to, czym stał się Klan Gromu.
Najchętniej sama by tam zeszła, we wściekłym szale tnąc pazurami i szarpiąc kłami karykaturę przywódcy, jaką był Błyskająca Gwiazda, a w ziemię parę kroków od każdego kota uderzając piorunami. Po dziś dzień jej gniew budził sam fakt, że ten kocur, bądź co bądź ZDRAJCA, bękart półkrwi, syn zdrajczyni, mysi bobek, został przywódcą, że z jakiegoś powodu to właśnie jego wybrała Rozerwana Gwiazda, jednak z każdym kolejnym księżycem, gdy JEJ klan użerał się z błędnymi decyzjami, z brakiem poszanowania ich zdania przez przywódcę, wreszcie: ciszą i zwykłym olewaniem przez najważniejszego kota w klanie, ten jej gniew narastał. Ale Gwiezdni nie interweniowali bezpośrednio. Zazwyczaj nie. Gwiezdni pozwalali na to, by klany nawet wyniszczały się od środka, interweniując dopiero wtedy, gdy było NAPRAWDĘ źle albo nie interweniując z własnej woli i inicjatywy wcale. Bo może Błysk powinien dostać jeszcze jedną szansę, i jeszcze jedną, i jeszcze, nawet po tym, jak zgwałcił kocicę z klanu Rzeki, myśląc czymś innym od mózgu, narażając nie tylko siebie, ale i swój klan… Bo może Błysk sam zrezygnuje. Bo może klan go zdetronizuje. Bo może umrze. Może, może, i może. Miotała się więc bezsilnie, czekając, czekając na zmianę, na rewolucję, która zdawała się nadchodzić wielkimi krokami, patrząc na nastroje w Gromie, patrząc na szacunek, czy raczej jego brak, jakim koty darzyły przywódcę… wreszcie: patrząc na historię Wichru, który był pierwszym klanem od dawna, który odsunął zastępcę od sięgnięcia po rangę przywódcy. Może Grom się zainspiruje. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że klan był rozdarty konfliktem, na który ciężko było jej patrzeć obojętnie. Poza tym Szerszeń była tylko jedną z wielu Gwiezdnych. Jedną, która miała tak ostre opinie na temat Gromowego przywódcy.
Ale czy sądziła, że Grom przyśle tu jej brata?
Nie. Nie sądziła. Ale skoro właśnie to on udał się do Szepczącej Sadzawki, to ona MUSIAŁA być tą, która go przywita… i nie tylko przywita.
Po dotknięciu zaskakująco chłodnej tafli językiem i wypiciu paru łyków przez chwilę… nie działo się nic. Kocur, jeden i drugi, poczuł dziwny dreszcz, rozchodzący się od karku aż po koniuszek ogona, który lekko jeżył krótką sierść, a po kilkunastu uderzeniach serca… powieki opadły im ciężko, nie dając jakiejkolwiek szansy na reakcję. Gdy poczuli, że może je otworzyć, obudzili się… nad wodą. Jednak było to inne miejsce, niż Szepcząca Sadzawka, a po chwili zastanowienia Trzmieli Pył mógł uświadomić sobie, że to Ukryte Jeziorko. Złociste Pagórki wokół niego wydawały się jakby spłaszczone, by można było zobaczyć nic innego, jak trawiastą równinę pokrytą pojedynczymi kamieniami – Słoneczny Skwer. Wszystko wydawało się zrobione jakby z gwiezdnej materii, obraz nie był idealnie taki, jakby kocury faktycznie znajdowały się w realnym miejscu.
I ona. Szerszeń. Stała teraz przed nim, z tym samym lśniącym czarnym futrem, z blizną na szyi, z której trysnęło tyle juchy, gdy dobijał ją Jeleń, samotnik, który nie miał prawa stanąć na ziemiach Gromu, a jednak zrobił znacznie więcej, odbierając jej ostatni dech, z płonącymi złotymi ślepiami… i poważnym wyrazem pyska. Gwiezdna wyglądała wręcz na zamyśloną, a przede wszystkim na skupioną. Mięśnie pod czarnym futrem były zarysowane i lekko napięte, a końcówka ogona kołysała się na boki, ale to nie było nic dziwnego, nie, gdy ktoś znał Szerszeniowy Jad za życia.
– Trzmieli Pył – odezwała się nadzwyczaj formalnie swoim specyficznym, lekko zachrypniętym głosem. Nie miała teraz do czynienia ze swoim bratem, miała do czynienia z kotem, który przyszedł do Gwiezdnego Klanu. Omiotła nieprzyjemnym, przelotnym spojrzeniem burego kocura, który stał obok. Nie znała go. Czy urodził się pod koniec jej życia i nie miała nawet okazji, bo nie interesowała się przychodzącymi na świat w klanie kociakami, czy może urodził się już po tym, jak umarła? Nieważne. – Czemu tu jesteście – padło pytanie, a jej głos zachrzęścił nieprzyjemnie.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Jego towarzysze przez większą część podróży byli bardziej milczący niż on sam. Jedynie raz Turkuciowa Łapa się odezwał, ale później pomiędzy kocurami zaległa głucha cisza. Nie, żeby to w jakiś sposób przeszkadzało Trzmielemu Pyłowi. Bądź co bądź, musieli być skupieni i rozmowy na nic się tutaj nie zdawały, a jedynie mogłyby opóźnić ich wyprawę do Szepczącej Sadzawki.
Gdy wydał im polecenia, przypuszczał, że Turkuć może zachodzić w głowę po co właściwie Trzmiel kazał mu się napić z sadzawki, ale wiedział również, że prędzej czy później sam się o tym przekona. Po wypiciu wody dziwny, zimny dreszcz przeszedł go wzdłuż kręgosłupa aż do samej końcówki ogona. Ledwo zdążył poruszyć podrażnionymi fałdami, a powieki zaczęły mu ciążyć. Pomimo bycia górą mięśni nie miał siły z nimi walczyć. Nie potrafił, a i nie zamierzał tak naprawdę. W końcu na sen czekał. Po wzięciu oddechu poddał się całkowicie i zapadł w głęboki sen.
Oczy otworzył nad jakąś wodą. Ledwo uniósł głowę i rozejrzał się by doskonale zrozumieć, że nie znajdują się nad Szepczącą Sadzawką. Bez problemu rozpoznał Ukryte Jeziorko, z którego niegdyś wyciągał swoją partnerkę, Wrzeszczący Pysk. Ale co tutaj robił? Czy to wszystko mu się śniło i nigdy nie przenieśli się na nowe ziemie? Dopiero po chwili dotarło do niego, że okolica nie jest do końca rzeczywista, a przeszywają ją gwieździste nici. Wtedy obrócił się i spojrzał prosto na Słoneczny Skwer. Miejsce, w którym jego siostra oddała życie w walce z samotnikami. Przesunął po skwerze ślepiami, a następnie utkwił je w sylwetce Szerszeń. Kto by pomyślał, że to właśnie ona go tutaj powita? Hmmm... mimo wszystko Trzmieli Pył czuł, że nie Łaciate Futerko spotka po zapadnięciu w sen. Spojrzał siostrze w oczy i posłał jej krzywy uśmiech, naciągając paskudną bliznę na pysku.
- Szerszeniowy Jad, siostro - powiedział zaraz za nią. Była to swego rodzaju forma powitania. Widział w niej ogromną powagę, która zwykle częściej towarzyszyła jemu samemu, a nie czarnej kocicy, gdy jeszcze żyła.
- Klan Gromu wybrał mnie na nowego przywódcę, więc przyszedłem otrzymać od was błogosławieństwo - oznajmił. Nie wiedział, czy Szerszeń o tym wiedziała i zadała pytanie retoryczne, czy faktycznie potrzebowała wyjaśnień, dlaczego jej brat znalazł się właśnie w tym miejscu. Kim jest przywódca, jeśli nie ma dziewięciu żyć i odpowiedniego imienia? Zwykłym kotem.
☽ ★ ☾
» ᴇɴᴛᴇʀxxᴛʜᴇꜱᴇ xxɢᴀᴛᴇs «
Fill your ʜᴀ ɴ ᴅ ꜱ with the rain
Reaching up to the maze of light in the ꜱ ᴋ ʏ


[Obrazek: 4X60gRV.png]

Turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ, the light you stole
♦ River turns to dust, miles on the run ♦
ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ᴡ ʜ ᴇ ʀ ᴇ you go, can't find no home
All the world you roam turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ
LVL 8 665 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
...Szczerze mówiąc, myślał, że sen dopadnie go po krótszym czasie. Dreszcz pszeszył jego ciało i spowodował uniesienie się sierści wzdłuż linii kręgosłupa. Końcówka grubego, krótkiego ogona drgnęła, tak samo jak białe wibrysy. Dopiero po jakimś czasie poczuł dziwne znużenie i zmęczenie, a jego ślepia mimowolnie zamknęły się.
...Obudził się w miejscu, które znał, ale nie była to ani Szepcząca Sadzawka, ani nic, gdzie przebywał w ostatnim czasie. Dotarło do niego, że razem z Trzmielem znajdują się jeszcze na starych terenach, nie dotkniętych rękoma dwunogów. W ich pobliżu była woda, owszem, jednak zbiorniczkiem wodnym okazało się być Ukryte Jeziorko umoszczone na tle Złocistych Pagórków i Słonecznego Skweru. To jednak, co najbardziej zapierało mu dech w piersi, było to, z czego stworzone były owe widoki. Wszystko to, co widział wyglądało jak świecące gwiazdy. Otworzył szerzej oczy, rozglądając się dookoła siebie, nie będąc pewien, czy ma coś mówić czy też nie. Ostatecznie wolał zamknąć gębę na kłódkę i pozostawić sprawy w łapach swojego mistrza. Tym bardziej zaniechał jakiegokolwiek odzewu, kiedy ujrzał Gwiezdnego wojownika... a raczej wojowniczkę. Jej czarna sierść błyszczała, ale to, co przykuło uwagę burego terminatora, była bez wątpienia blizna na szyi, która jakby na nowo i świeżo trysnęła krwią. Nie znał jej, nie wiedział, jak ma na imię, do czasu, kiedy nie odezwał się Trzmiel, oświecając go. Szerszeniowy Jad, siostra niebiesko-białego kocura. A więc to ta, która zginęła w obronie klanu przed samotnikami. Cóż, musiał okazać jakiś szacunek i grzeczność, prawda? Kiwnął jej powoli głową na powitanie, jednak nie odezwał się ani słowem, pozwalając, aby rodzeństwo samo ciągnęło konwersację. To nie on był tutaj ważny. Wsłuchiwał się w ich rozmowę, wodząc wzrokiem raz na czarną kocicę, a raz na przyszłego przywódcę Klanu Gromu. O ile oczywiście wszystko pójdzie dobrze i bez zbędnych problemów. Nie powinno tak raczej być, skoro na ceremonii sama Łaciate Futerko zeszła ze srebrnej skórki i powiedziała, że jeśli chcą, mogą coś zmienić. Powinni być po ich stronie, a skoro prowadzili ich do Szepczącej Sadzawki i dawali znaki, gdzie iść, wszystko musiało skończyć się dobrze.
LVL 5 90 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Nie była tu przypadkowo, ale na pewno nie była tu też tylko ze względu na to, że kotem, który przybył do Gwiezdnych, był Trzmiel, jej brat. Gdyby to była tylko ta kwestia… to raczej by się nie zjawiła, zadowolona ich spotkaniem w śnie kocura. Miejsce, które wybrała, również nie było przypadkowe. A czy on został wybrany przez klan przypadkowo? Wzrok Szerszeniowego Jadu świdrował sylwetkę biało-niebieskiego, gdy kocica czekała na jego odpowiedź. Bury pomagier się… nie liczył. Nie w tym momencie, nie dla czarnej kocicy. Można by jednak zadać pytanie, czy on także znalazł się tu przypadkowo, czy Trzmieli Pył miał jakiś cel w ściągnięciu go tutaj. Bo jeżeli myślał, że Gwiezdni pozwolą komuś postronnemu oglądać ceremonię nadania żyć i rangi nowemu przywódcy… to byłby w dużym błędzie.
– Pytałam, czemu tu JESTEŚCIE – odezwała się ostro, ucinając to oficjalne gadanie ze strony Trzmiela i jednocześnie przenosząc wzrok na Turkuciową Łapę, choć jedynie na krótką chwilę. – Klan cię wybrał – powtórzyła głucho, spokojniej, jakby oschle. Wiedziała. Oczywiście, że wiedziała. Ale czy Trzmieli Pył był gotowy ponieść tę odpowiedzialność? Czy był gotów poskładać Klan Gromu? A przede wszystkim: czy był świadomy, z czym musi się zmierzyć? Czy wiedział, że to nie tak powinno wyglądać, że nie tak stanowił Kodeks… a mimo wszystko Kodeks był ważny. Nawet dla Szerszeń. Może nie święty, ale na pewno ważny. I po coś istniał, to najważniejsze. – A od kiedy klan wybiera przywódcę? Czemu akurat ty. – Słucham. Bo jeżeli jesteś tu tylko dlatego, ze klan cię wybrał, że ktoś musiał, jeżeli nie jesteś gotowy… to wracaj do domu.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Jesteście? Wyglądało na to, że siostra grubego kocura nie była zadowolona z obecności burego terminatora, który, bądź co bądź, również miał bliskich na Srebrnej Skórce, ale to się w tym momencie nie liczyło. Dlaczego właściwie zabrał go ze sobą i kazał mu wypić wodę? Gdy teraz spojrzał na Turkucia zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno był to dobry pomysł. Dzień wątpliwości, proszę państwa. Trzmiel, zwykle pewny swego i uparty, miał teraz problem. Machnął grubym ogonem z lewa na prawo i wypuścił powietrze z nozdrzy.
- Turkuciowa Łapa to mój terminator. Terminator, który kiedyś nie rozumiał czym jest klan, podobnie jak Błyskająca Gwiazda, i przez to nie został wojownikiem, choć już dawno powinien nim być. Księżyce minęły i nie bez powodu zabrałem go ze sobą do Szepczącej Sadzawki. Zasłużył na wojownicze miano i chcę, żeby został mianowany wraz ze mną - odpowiedział siostrze z powagą, mimo iż Szerszeń próbowała zerwać z oficjalną formą tego spotkania. Trzmieli Pył czuł napięcie spodowodowane tonem siostry chyba pierwszy raz w swoim życiu, a jednak stał twardo na łapach i miał zamiar doprowadzić do tego, co właśnie powiedział. Obruszył krótkimi, białymi wąsami na kolejne słowa siostry. Dlaczego akurat jego wybrali? Sam nie wiedział i przez moment miał ochotę jej tak odpowiedzieć. Sęk w tym, że jemu trudno było przyznać się do niewiedzy. Zmrużył ciemnopomaranczowe ślepia i spojrzał prosto w oczy Szerszeń. Spoglądał tak w milczeniu przez dłuższą chwilę aż w końcu zrozumiał, dlaczego właśnie on został wybrany przez klan. W zestawieniu z przewinieniami syna Piorunopręgiej przyszło mu to nawet łatwiej, niż by się na początku spodziewał.
- Wyjątkowa sytuacja. Błyskająca Gwiazda nie może dłużej nami przewodzić. Klan nie chciał mu dać ostatniej szansy i wybrano mnie - zaczął. Nie lubił się tłumaczyć. Wolał szafować jedynie faktami i właśnie to starał się w tym momencie robić.
- Dlatego, że mam w sobie cechy, których brakowało jemu. Klan jest dla mnie najważniejszy, słucham go i jedynie on się dla mnie liczy. Kieruję się sprawiedliwością, nie zaś uczuciami i działam według kodeksu, ale mam swój własny rozum - dodał po chwili swoim szorstkim, nieco nieprzyjemnym głosem, wpatrując się w jadowicie żółte oczy siostry.
☽ ★ ☾
» ᴇɴᴛᴇʀxxᴛʜᴇꜱᴇ xxɢᴀᴛᴇs «
Fill your ʜᴀ ɴ ᴅ ꜱ with the rain
Reaching up to the maze of light in the ꜱ ᴋ ʏ


[Obrazek: 4X60gRV.png]

Turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ, the light you stole
♦ River turns to dust, miles on the run ♦
ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ᴡ ʜ ᴇ ʀ ᴇ you go, can't find no home
All the world you roam turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ
LVL 8 665 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
...A i wszystko się wyjaśniło. Chytry plan Trzmiela polegający na mianowaniu swojego terminatora na wyprawie teraz ujrzał światło dzienne. W pierwszej chwili odebrało mu dech i nie wiedział, jak ma się zachować. Miał czuć dumę? Przecież nieczęsto zdarzają się takie sytuacje... może on byłby pierwszym takim kotem w historii? Łał... nie czuł się jednak jakkolwiek wyjątkowo, po prostu stał z boku i milczał, co jakiś czas przenosząc wzrok na Szerszeniowy Jad. Czuł na sobie jej niechętne spojrzenie, ale pochwała, jaka uleciała z pyska niebiesko-białego wojownika podniosła go na duchu i połechtała jego ego. Końcówka ogona poruszyła się na boki. Niemniej jednak nie zamierzał się jakkolwiek wtrącać w tą wymianę zdań. Trzmiel doskonale wiedział jak ma to zrobić i nie potrzebował pomocy jakiegoś terminatora. Był kotem, którego bury szanował najbardziej i gotowy był skoczyć za niego w ogień, jak w sumie za każdym klanowiczem. Słuchał klanu i liczył się z jego zdaniem, a przede wszystkim, nie był tchórzem uciekającym od wyjaśnień i odpowiedzi. Nie kłamał, nie zdradził nigdy klanu, zapewne dlatego teraz stał tu, przed obliczem Gwiezdnego, czekając na dar dziewięciu żywotów i nowe miano, które bez dwóch zdań mu się należało jak nikomu innemu. Błyskająca Gwiazda był już skończony i nie mógł ich powstrzymać. Zapewne siedział w Lecznicy i leczył swój kaszelek, katarek, czy cokolwiek on tam miał, nie obchodziło go to jakoś szczególnie, ważne, że nigdy więcej nie przyłoży łapy do rządzenia Klanem Gromu. Nie miał już do tego absolutnie żadnych praw. Jedynym kotem, który się za niego wstawił i bronił był Niedźwiedzia Łapa, ślepo w niego zapatrzony. Szkoda, że był tak... niespełna rozumu, szkoda, że nie potrafił dojrzeć prawdziwego oblicza syna Piorunopręgiej.
LVL 5 90 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
– Wojownicy są mianowani przez przywódcę. Na ceremoniach – odparowała, marszcząc pysk. Widziała jego wątpliwość, czuła ją. Był jej bratem… ale to ona była tu na wyższej pozycji i miała więcej do powiedzenia. A fakt był taki, że wojowników i terminatorów mianowało się na ceremoniach, powołując się na błogosławieństwo przodków, zaś medyków mianował ich mistrz, chociaż w miejscu spotkań z Gwiezdnymi. Wniosek dla Szerszeń był prosty: sam go mianuj, skoro tak bardzo zasłużył. Może i bycie mianowanym przez Gwiezdnego byłoby zaszczytem, ale oprócz Trzmiela nie zobaczyłby tego zupełnie nikt… więc po co to? Chyba lepiej jest to przeżyć wśród klanowiczów. Dzielić ten dzień z bliskimi. Spojrzeć w oczy tym, którzy w ciebie nie wierzyli. Słyszeć, jak skandują twoje imię. W każdym razie tu następowała odmowa. Poza tym nie mogła pozwolić na to, by ktoś postronny słuchał tego, co miała do powiedzenia, i widział to, co miało nastąpić. – Obudź się – warknęła więc w stronę Turkucia, który nagle poczuł, jak jego oczy w tym świecie się zamykają i nie ma jak z tym walczyć, zaś w świecie realnym – otwierają się gwałtownie, by zobaczyć śpiącą sylwetkę Trzmielego Pyłu i siedzącego kawałek dalej rudo-białego wojownika. Chłód Pory Opadających Liści, jakiego nie czuł w miejscu spotkania z Szerszeniowym Jadem, nagle przeszył całe jego ciało.
Zastanowiła się nad odpowiedzią Trzmiela, ale w gruncie rzeczy to nie wyczerpywało jej pytań, tych, których nie wypowiedziała na głos. Bo to, że miał pewne cechy, nie znaczyło jeszcze, że będzie w stanie dźwignąć brzemię, jakim niewątpliwie była funkcja przywódcza. Że czuł się na siłach, że był gotowy… chociaż czasami i to nie wystarczyło. Wiedziała jednak dobrze, że dla jej brata klan JEST najważniejszy… nie to, co dla niej. Ona dbała o kawałek ziemi, o zwierzynę której upolowanie było dowodem jej umiejętności, o samego Trzmiela. Nie o inne koty, które tworzyły klan, nie o relacje, nie o to, że obrona granic wpływała na bezpieczeństwo tych kotów, a upolowana zwierzyna przyczyniała się do ich przetrwania i dobrobytu. Dużą różnicę pomiędzy nimi było widać w ich stosunku do Błyskającego i Skrzącej: podczas gdy Szerszeń nawet nie chciała zrozumieć tej drugiej i po prostu dała jej w pysk, do końca życia chowając w sercu urazę i niechęć, Trzmiel zaś był w stanie przezwyciężyć dzielące ich różnice i wciąż podejmował dialog. Z różnym skutkiem.
– Według Kodeksu to nie ty powinieneś tu stać – odparła po chwili ciszy. Ton Szerszeniowego Jadu był płaski, więc nie zabrzmiało to ani jak zarzut, ani też jak jakieś wyrażenie ciekawości tym zagadnieniem. Stwierdzała fakt. To Trzmieli Pył był odpowiedzialny za to, jak to zinterpretuje i jak odpowie.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
- W takim razie mianuję go, jak tylko sam dostanę imię - odpowiedział siostrze bez zawahania. Zależało mu na tym, aby Turkuć otrzymał to imię wraz z nim, albo chwilę później, ponieważ sądził, że kocur po prostu na to zasłużył. Najwyraźniej siostra Trzmielego Pyłu miała inne zdanie na ten temat. Turkuć obecnie nie miał zbyt wielu bliskich wśród żyjących kotów, a przynajmniej jego mistrz nie zauważył, aby utrzymywał ze swoim rodzeństwem dobre stosunki. Czy ktoś mógł w Turkucia nie wierzyć, prócz niego samego? Według Trzmiela umocniłoby to jego wolę, która jakiś czas temu się złamała.
A jednak nie dała się przekonać. Trzmieli Pył spojrzał na siostrę sceptycznie. Nie był z tego powodu zadowolony, ale nie zamierzał wdawać się z Szerszeń w kłótnie, dlatego jedynie zmierzył ją wzrokiem i nie powiedział ani słowa. Pomiędzy rodzeństwem występowały różnice, ale zawsze byli w stanie jedynie ze sobą ze swojej rodziny znaleźć wspólny język. Rozumieli się. Poniekąd.
- Daliście nam do zrozumienia, że to klan ma wybrać kolejnego przywódcę, odkładając kodeks na bok. Gdybyśmy mieli się go ślepo słuchać, to słowo Błyskającego Nieba wciąż byłoby prawem, a więc mnie by tutaj nie było. Nie zgodził się on na to, żeby ktoś go zastąpił, a jednak tu stoję. Skrzący Płomień jest ulepiona z tej samej gliny, co on i nie ją koty widziały jako swojego następnego przywódcę - wyjaśnił siostrze. Sądził, że właśnie tego od niego oczekuje. Mimo iż wciąż krążyli wokół tego samego tematu, to nie poczuł jeszcze, że się powtarza.
☽ ★ ☾
» ᴇɴᴛᴇʀxxᴛʜᴇꜱᴇ xxɢᴀᴛᴇs «
Fill your ʜᴀ ɴ ᴅ ꜱ with the rain
Reaching up to the maze of light in the ꜱ ᴋ ʏ


[Obrazek: 4X60gRV.png]

Turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ, the light you stole
♦ River turns to dust, miles on the run ♦
ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ᴡ ʜ ᴇ ʀ ᴇ you go, can't find no home
All the world you roam turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ
LVL 8 665 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Zmrużyła ślepia i kiwnęła lekko głową, gdy jej brat się nie wykłócał. Postanowiła już, że nie będzie mianować Turkucia i nie zamierzała tego zdania zmieniać, także przynajmniej nie marnowali niepotrzebnie czasu. Inne kwestie jednak… nie były marnowaniem czasu. Jeżeli Trzmieli Pył miał zostać nowym przywódcą, to musieli ustalić parę rzeczy, między innymi to, czy w ogóle był gotowy do objęcia tej roli, czy może miał być kolejnym ze sznureczka szybko gasnących Gromowych gwiazd… ale Szerszeń wydawało się, że jest. Więc mieli parę spraw do załatwienia, zanim przejdą do właściwej części ceremonii. Kocica postąpiła parę kroków, po łuku obchodząc swojego brata, jakby był zwierzyną.
– Medyk – warknęła mu prosto w pysk. – Ile to już księżyców, jak Grom nie ma medyka? Za dużo. Masz kogoś wybrać. – Skończyły się castingi przeprowadzane na terminatora medyka i zupełnie nic z nich nie wynikło, może dlatego, że jedną z chętnych była kocica o słabym kręgosłupie, która zgłosiła się tylko z potrzeby, by zyskać aprobatę od bliskich, jedyny kocur jaki się zgłosił jest pogardzany w klanie, a reszta chętnych w mniej lub bardziej znanych okolicznościach zniknęła. Jelenia Łapa gnił, nie miał treningu, nie znalazł mistrza, nie wykazał cienia zainteresowania, w zasadzie ciężko było go nazwać terminatorem medyka, a jednak z jakiegoś powodu z marszu otrzymał tę rangę, gdy parę księżyców temu powrócił do klanu. A Błyskająca Gwiazda nie spieszył się z wyborem. Najwyraźniej klan Gromu przeżyje bez medyka… a może jednak niekoniecznie, biorąc pod uwagę, że od czasu zaginięcia Gwieździstej Ścieżki – którą Szerszeń swego czasu uważała za przydatną i przede wszystkim kompetentną – dwa koty umarły na czarny kaszel. – I przypomnieć Gromowi, czym jest Kodeks. Straciliście kontakt z Gwiezdnymi. Nie można na to dłużej pozwalać. Rozumiesz? – I może brzmiało to ironicznie w obliczu tego, że Szerszeń biało-szarego kocura stąd nie wypędziła… ale czasami trzeba złamać Kodeks, żeby nie dopuścić do łamania go każdego dnia. Nawet Węglowe Gardło ją uczył, że trzeba mieć rozum. Że, jeżeli na przykład przywódca rozkazuje ci złamać kodeks… to jeżeli się nie zgodzisz, to i tak go złamiesz. Tylko inny punkt. Może to była podobna sytuacja. Może to było jedyne wyjście, jeżeli miało zapobiec rozpadowi klanu, bo wartości, które tworzyły z Gromu klan, powoli upadały. Terminatorki przekraczające granice, by zaatakować kogoś na czyimś terenie, niepewność co do tego, gdzie leży lojalność przywódcy, który na dodatek w rozmowach z Rzeką sugeruje, że tych, którzy przekraczają granice, równie dobrze można zabić… wreszcie: kolejne awantury, rozrywające klan, oddalające klanowiczów od przywódcy. Jeżeli to miało doprowadzić do wojny domowej, to może lepiej, że Trzmieli Pył stał teraz przed nią. Och, można było ślepo iść za Kodeksem. Można było kontynuować ten absurd, który niechybnie w tym tempie doprowadziłby do wojny domowej, bo koty by w końcu pękły, nawet te, które nie były skore do podnoszenia łapy na przedstawicieli swojego gatunku. Można też było zażądać tu obecności Skrzącego Płomienia, jednak narzucenie przywódcy, którego nikt nie chciał… czy miałoby tak naprawdę inne skutki, niż pozostawienie u władzy Błyskającego? A tak może sytuacja się unormuje. Może klan Gromu zawróci ze ścieżki, która kończyła się przepaścią. A jeżeli nie, jeżeli zawiodą… kto wie, może przyjdzie pora na coś więcej, niż parę piorunów uderzających w ziemię na ceremoniach.
– Zgromadzenia – wypluła z siebie. Kolejny problem. – Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm. W tym czasie nie powinno być żadnych walk między Klanami. Tak ma być w Kodeksie. Przekaż to. – Klanowiczom, mistrzom, terminatorom, innym klanom. Chociaż w tej ostatniej kwestii to zapewne wieści powinny dojść także z pierwszej ręki, ale… nieistotne. Nie teraz. – Czy wiesz, czego się podejmujesz – spytała, unosząc głowę, prostując się, a za jej plecami zamajaczyły niewyraźnie sylwetki innych Gwiezdnych.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Zanim się odezwała Trzmiel zastanawiał się, czy rzeczywiście wolałaby, aby to Skrzący Płomień przybyła do Szepczącej Sadzawki i została następną Gwiazdą w Klanie Gromu. Z dwójką złego tęgi kocur wolał ją, niż jej brata, ponieważ widziała, że ma w sobie więcej zainteresowania klanem, co zrozumiał podczas jednej z rozmów, gdy przyszła do niego po poradę odnośnie treningu Łani. Gdy otworzyła pysk i w końcu się odezwała okazało się, że temat kodeksu i pechowych kociąt Piorunopręgiej już się zakończył, a przynajmniej Szerszeń nie zamierzała go na razie kontynuować.
- Wiem, zajmę się tym gdy tylko wrócę do obozu - odparł krótko. Czarna kocica miała rację, a sprawa była nagląca, więc nie zamierzał jej jeszcze opóźniać. Zamierzał być dużo skuteczniejszy niż Błysk. Miał nadzieję, że dogada się jakoś z Malinowymi Chaszczami, a jeśli nie, to poszuka pomocy w innym klanie. Błysk się nie spieszył, a Trzmiel nie miał zamiaru iść w jego ślady.
- Tak zrobię - odparł lakonicznie. A przynajmniej chciał spróbować. Zobaczymy z jakim skutkiem mu się to powiedzie. Zawsze istniała szansa, że klan wybrał nie tego kota, co trzeba i Trzmielowi nie uda się wyprowadzić Gromu na prostą ścieżkę, a jedynie bardziej pogrąży go w dzikiej głuszy, do której wpedził ich bury kocur.
Natomiast nie spodziewał się, że Szerszeń nagle poruszy jakiś punkt kodeksu, a właściwie zmieni jego treść. Wojownik patrzył na siostrę swoim spojrzeniem pozbawionym większego wyrazu i kiwnął głową.
- Teraz rozumiem, dlaczego ostatnie zgromadzenie odbyło się, gdy byłem terminatorem. Zaraz po powrocie roześlę patrole do innych klanów - mruknął spokojnie. Sprawa nieco się rozjaśniła. Ta zasada brzmiała teraz o wiele lepiej i miała więcej sensu, niż wcześniej. Na pytanie siostry zastrzygł skróconym przez lisie zęby uchem i poruszył grubym ogonem. Na pewno wiedział? Tak, ale nie był pewien czy podoła, mimo tego czuł, że musi to zrobić dla własnego klanu, toteż w odpowiedzi kiwnął głową, ale darował sobie kolejne słowa.
☽ ★ ☾
» ᴇɴᴛᴇʀxxᴛʜᴇꜱᴇ xxɢᴀᴛᴇs «
Fill your ʜᴀ ɴ ᴅ ꜱ with the rain
Reaching up to the maze of light in the ꜱ ᴋ ʏ


[Obrazek: 4X60gRV.png]

Turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ, the light you stole
♦ River turns to dust, miles on the run ♦
ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ᴡ ʜ ᴇ ʀ ᴇ you go, can't find no home
All the world you roam turns you into ꜱ ᴛ ᴏ ɴ ᴇ
LVL 8 665 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Ślepia czarnej kocicy błysnęły, gdy usłyszała odpowiedź kocura. Więc dobrze. Nie chciała pokazywać swoich emocji na zewnątrz, bo nie na to był tu miejsce i czas, mimo wszystko, ale w głębi poczuła dumę, że jej brat, jej jedyny brat, jedyna rodzina (jedyna, którą akceptowała), jedyny bliski stał teraz tutaj, przed Gwiezdnymi, gotowy do przyjęcia rangi przywódcy i dziewięciu darów. Kiwnęła łbem, a Trzmiela nagle… sparaliżowało. Nie był w stanie się ruszyć, a jego ciało zaczął rozrywać potężny ból, eksplodujący w każdej kończynie, mięśniu, organie, włosku, komórce. Przez chwilę mogło mu się wydawać, że… umiera. Że nie przyszedł tu po to, by otrzymać dziewięć żyć, a jedynie po to, by stracić jedyne, jakie do tej pory posiadał… wtedy jednak sylwetki Gwiezdnych się przybliżyły, a niektóre stały się bardziej widoczne i łatwiejsze do rozpoznania. Ostatecznie wokół wojownika stanęło łącznie dziewięć kotów, włącznie z Szerszeniowym Jadem, która odsunęła się na parę kroków, by zrównać się z resztą.
I choć to czarna wojowniczka czyniła do tej pory honory, to nie ona wystąpiła pierwsza spomiędzy owej dziewiątki. Przed Trzmielim Pyłem jako pierwsza stanęła kocica, która niedawno straciła życie, w tak podobnym wieku i okolicznościach, co siostra nowego przywódcy, która zjawiła się nawet na ostatniej Ceremonii. Jej czarno-białe futerko lśniło, a w błękitnych ślepiach zdawała się błyszczeć sama Srebrna Skórka. Potężna, niewytłumaczalna siła kazała kocurowi pochylić lekko czoło przed Gwiezdnymi.
– Z tym życiem dostajesz ode mnie dar miłości. Będzie ci ciężko, nie mówię, że nie, ale Klan Gromu będzie teraz nie tylko pod twoją władzą, ale przede wszystkim pod twoją opieką. Nie zapominaj o tym i nie bądź zbyt surowy. – Przez chwilę kocur poczuł ból, a przed jego oczami stanęła sylwetka Szerszeniowego Jadu, by zaraz rozmyć się w bardziej wyraźną postać Wrzeszczącego Pyska, po tym zaś pojawiła się cała gromadka jego ośmiu kociąt… i wreszcie: cała, nieco bezkształtna masa, z której być może mógłby wyodrębnić pojedyncze koty, tworzące obecnie Klan Gromu, ale nie zdążył, bowiem wraz z dotykiem nosa Łaciatego Futerka zarówno ból, jak i te obrazy zniknęły, a zastąpiło je ciepło, którego kocur być może na co dzień nie czuł, a przynajmniej nie bardzo intensywnie.
Kocica wycofała się, jej miejsce zaś zajął nieco od niego wyższy kremowy krótkowłosy kocur, dość młody, a Trzmielowi dobrze znany – chociażby dlatego, że przed swoją przedwczesną śmiercią został ojcem wnuków kocura. Brązowe ślepia kocura były poważne… a może nawet nieco smutne, gdy spoglądał na biało-szarego kocura.
– Wiem, że zawiodłem twoje zaufanie… – W głosie Wzburzonej Wody zabrzmiał autentyczny smutek. Trzmieli Pył będzie dobrze wiedział, o co chodziło kremowemu kocurowi. Ten jednak nie był tu po to, by przepraszać i się tłumaczyć, był tu dla czegoś znacznie większego: przekazać mu coś, co sam uznawał za ważne. – Dlatego teraz chciałbym ci dać dar przebaczania. Koty popełniają błędy i… czasami zbyt późno się orientują, że je popełniły. Dlatego daj im drugą szansę, bo może jeszcze to naprawią i się zmienią. Jeśli starczy im czasu. – Wojownik spuścił wzrok, a gdy dotknął nosem czoła Trzmielego Pyłu, ten z początku nie poczuł wiele. Dopiero po chwili dotarło do niego subtelne i łagodne uczucie, ogarniające jego ciało, które być może nie powiedziałoby mu zbyt wiele, gdyby nie słowa zmarłego partnera jego córki.
Następny wystąpił ojciec tak Łaciatego Futerka, jak i Wzburzonej Wody. Za życia niewielki, teraz buro-biały kocur wydawał się Trzmielowi większy, jednak jego żółtawe ślepia zachowały surowy wyraz, jaki mógł pamiętać wojownik. I rozbrzmiał poważny głos dawnego przywódcy Klanu Gromu:
– Lojalność. To właśnie ten dar otrzymasz ode mnie, Trzmieli Pyle. W ostatnim czasie Klan Gromu był rozdzierany konfliktem i wiele z kotów mogło zwątpić w Klan czy Kodeks Wojownika. Czeka cię ciężkie zadanie, ale musisz pamiętać, by twoje serce zawsze było we właściwym miejscu: przy Klanie. Jeżeli zwątpisz, jeżeli coś innego będzie dla ciebie najważniejsze… – Szczurzy Ogon urwał. Sam kiedyś był na tym miejscu, na którym teraz stał Trzmieli Pył… był też przy mianowaniu Mściwej Gwiazdy, której ostatecznie oddał swoje życia, a która zgasła równie szybko, co on. Dla niego koniec końców rodzina okazała się ważniejsza, a przynajmniej na tyle ważna, że nie był w stanie należycie poświęcić się obowiązkom przywódcy. W pewnym sensie jednak do końca swojego życia zachował lojalność – przyznał się do błędu i zrezygnował w odpowiednim momencie z rangi, uznając, że tak będzie lepiej dla Klanu. – Sam dobrze wiesz – dokończył, pozostawiając pewne niedopowiedzenie, po czym dotknął zimnym nosem czoło grubego kocura, ten zaś poczuł szarpiącą nim siłę, siłę, która wołała go z powrotem na tereny Klanu Gromu, ale którą musiał wstrzymać jeszcze na moment.
Następny również był kot starszy od Trzmiela, którego ten dość dobrze mógł znać z obozu. Był to wysoki kocur o masywnych łapach i długim futrze, łączącym w sobie szarą barwę na grzbiecie, ogonie i głowie z białą, oblewającą resztę ciała. Partner Sójczego Śpiewu wbijał wzrok dwukolorowych ślepi prosto w kocura, a gdy się odezwał, jego głos nie był aż tak zachrypnięty, jak pod koniec życia:
– Ojciec mnie nauczył, że Klan jest najważniejszy, Trzmielu. Każdy wojownik musi być więc zdolny do poświęceń, do pokonywania własnych słabości i myślenia przede wszystkim o innych… ale przywódca przede wszystkim, sto razy bardziej, niż jakikolwiek wojownik. To właśnie ten dar otrzymujesz ode mnie. Teraz będziesz dla nich, nie dla siebie, nie tylko dla swoich bliskich, a dla całego klanu, dlatego staraj się, jak jeszcze nigdy, bo to ich dobro ma się liczyć najbardziej. – Mówiąc to, dotknął nosem czoła kocura. Ciałem Trzmielego Pyłu zaś po raz kolejny szarpnęła potężna siła i ból, jednak po krótkiej chwili ustąpiło to na rzecz… uczucia pewności i jasności, zalewającej jego umysł. Deszczowy Dzień odsunął się na bok, a jego miejsce zaraz zajęła Rozerwana Mordka – kremowa kocica z rozerwanym pyskiem i ubytkami w uszach.
– Trzmieli Pyle – odezwała się dawna przywódczyni, patrząc prosto na kocura, który za jej życia był co najwyżej młodziutkim wojownikiem, zachowującym się, jak gdyby był o wiele starszy, niż faktycznie był. Długowłosa kocica wyglądała jakby była w pełni sił, zupełnie przecząc chorobie, która ostatecznie pozbawiła ją żywotów. – Przychodzę, by dać ci dar wytrwałości. Nie pozwól, by zatrzymały cię wątpliwości i nie daj się zmęczeniu, a przede wszystkim: nie poddawaj się – Rozerwana Mordka zbliżyła się do stojącego przed nią kocura i nosem dotknęła jego czoła, a ten na krótką chwilę mógł mieć wrażenie, że coś stara się go powalić na ziemię, może silny podmuch wiatru, może drapieżnik, jednak był na tyle twardy, by się nie dać.
Rozerwana Mordka ledwo zdążyła się oddalić, a spomiędzy zebranych wystąpiła masywna, trochę niższa od Trzmielego Pyłu kocica, którą rozpoznać mógł po rudej sierści, ognistych oczach, bliznach pokrywających jej głowę oraz wybrakowanych uszach. Wyglądała niemal tak, jak ją zapamiętał z czasów, gdy razem polowali oraz patrolowali Gromowe ziemie, choć teraz jej futro zdawało się być upstrzone gwiezdnym pyłem. Wrzeszczący Pysk zatrzymała się przed kocurem, wyprostowana i pełna powagi, choć w jej oczach na moment zaczaił się ból - spowodowany najpewniej tym, że przez jej zaginięcie i śmierć sam musiał mierzyć się z rodzicielskim obowiązkiem, który na niego spadł, a także problemami z nim związanymi.
– Trzmiel – powiedziała cicho, jednak szybko się otrząsnęła, kontynuując głośniejszym i mocniejszym głosem: – Daję czi dar sziły. Jako Przywódczę czeka czę wiele praczy, by Klan Gromu rożraształ szę i sztawał czoraż moczniejszy. Nie możesz bycz szłaby, muszisz bycz w sztanie sztawicz czoła wszelkim przecziwnoszczom loszu i dżwignącz czężar żwiążany ż tak odpowiedżalną funkczją. Nie daj szę żłamacz.– Zakończywszy swoją przemowę Wrzask wyciągnęła głowę w kierunku kocura i zetknęła się z nim nosem. W tym samym momencie Trzmieli Pył doznał dziwnego wrażenia, jakby jego wnętrze wypełnił ogień, który zdawał się napełniać ciało przytłaczającą siłą, dzięki której poczuł się potężny i niezwyciężony, a wszelkie problemy wydały się na tę krótką chwilę zupełnie małe i nic nieznaczące. Po tym kocica odsunęła się na bok, jednak zawieszone na łaciatym wojowniku oczy nabrały, zdawałoby się, nieco łagodniejszego wyrazu.
– Ej, ty tam – wybrzmiał nagle nieprzyjemnie kpiący głos… Jadowitej Łapy, terminatora, który zginął pod pazurami i szczękami rysia, rozszarpany na strzępy niczym zabawka. Jego bliscy nie dostali szansy pożegnania się z okrwawionym ciałem; nie otrzymał pogrzebu czy choćby krótkiej wspominki, to jednak nie sprawiło, że nie dostał się na Srebrną Skórkę. Zdawało się, że pojawił się przed Trzmielim Pyłem znienacka, a teraz stał przed kocurem, patrząc na niego z pewnym rozbawieniem. – Daję ci pewność siebie, bo jak inaczej miałbyś sobie z tym wszystkim poradzić, co? Nie uciekaj i się nie bój, ani zagrożeń, ani odpowiedzialności za Klan – Mówiąc to, mocniej niż to było koniecznie dotknął nosem czoła biało-szarego wojownika, czemu towarzyszył gwałtowny ból, zaraz jednak Trzmiel mógł poczuć siłę, która każe mu wyprostować grzbiet i unieść lekko głowę.
Kocur, który wyłonił się zza pozostałych Gwiezdnych był wielki. Nie urodził się dziko, pochodził z hodowli, był kiedyś pieszczochem, nic więc dziwnego, że swą budową ciała nie przypominał raczej kotów, jakie żyły teraz na ziemiach Klanów. Chociaż przecież jego krew krążyła wciąż w ich żyłach. W żyłach Skry i Błyskającego, co było dla niego uczuciem dość nieznośnym. Nie była to jednak chwila do tego, by roztrząsać jego rodzinne animozje, tak więc Srebrzysty Pazur ruszył do Trzmiela stawiając ostrożnie swe wielkie, ciężkie łapy. Pył pokrywający jego ciało skrzył się mocno, gdy zbliżył się do przyszłego przywódcy.
– Nie znasz mnie, Trzmieli Pyle, nie wiem nawet, czy słyszałeś o mnie cokolwiek, a jeśli nawet, czy było to coś dobrego – powiedział uśmiechając się spokojnie, jakby jego własne słowa nie zrobiły na nim zbyt wielkiego wrażenia. – Jestem Srebrzysty Pazur i przyszedłem, by ofiarować ci jeden z najważniejszych darów w życiu przywódcy. Ode mnie otrzymasz w podarunku zdolność sprawiedliwego osądzania, byś zawsze pamiętał, żeby wysłuchać każdego kota w Klanie, byś zawsze pamiętał, żeby wysłuchać obu stron konfliktu, żebyś nie zapomniał, że nic nie dzieje się bez przyczyny, czy to ukrytej w danym kocie, czy to wynikającej z nierozwiązanego sporu. Sądź uważnie, czy to kocięta, czy wojowników, nie kieruj się sercem, a rozumem, nie patrz na to, że to twoja rodzina. Od teraz cały Klan będzie opierał się na twoich barkach, musisz poprowadzić go godnie, a by to uczynić, okaż im swoją sprawiedliwość, choćby w najmniejszej sprawie – dodał pochylając się do Trzmielego Pyłu, by dotknąć nosem jego nosa, a kocur mógł poczuć, jak przez jego ciało przechodzi gwałtowne uderzenie, zaś w głowie powstaje mu pustka. Przed jego oczami przesunęły się gwałtownie wizje Krowiej i Żubrzej Łapy, Kwiatka oraz jego wnuków spierających się z innymi kociętami. Przez chwilę mógł czuć się tak, jakby doskonale wiedział, jak rozwiązywać wszystkie spory tego świata, gdy jednak powrócił do gwiezdnej rzeczywistości, Srebrzystego Pazura nie było już u jego boku.
– POKORA – oznajmiła wreszcie mocnym głosem Szerszeniowy Jad, ponownie powracając na pozycję przed swoim bratem, dumna i wyprostowana, z determinacją wypisaną pysku… i krzywym uśmiechem. Prawdopodobnie była ostatnim kotem, po którym można się spodziewać właśnie pokory, przecież to zdawało się przeczyć jej naturze… ale jednak. Może Puszczykowy Ogon wpłynął na nią na tyle, że jednak uznała tę cechę za ważną. Może do teraz żałowała, że umarła w takim momencie, chwilę po tym, jak zrozumiała, czym właściwie powoli się stawała, czy może raczej: kim się stawała – własną matką, której nienawidziła, którą gardziła, która była najgorszym, co dla niej istniało… Na chwilę zapadła cisza, jak gdyby podkreślająca słowo, które przed chwilą wybrzmiało, aż wreszcie kocica trzasnęła ogonem i ją przerwała: – To ode mnie dostajesz. Sam widzisz, jak łatwo jest stracić posłuch Klanu. Musisz widzieć swoje błędy, rozumieć je i próbować je naprawić. Musisz rozmawiać z innymi. Inaczej skończysz, jak ja – zachowując się jak ktoś, kim nigdy nie chciałeś być. Albo gorzej: jak śmierdzący tchórz, który nawet NIE CHCE zobaczyć swoich błędów, a co dopiero się do nich przyznać. To, że teraz będziesz miał inne imię i rangę, NIE znaczy, że jesteś nieomylny i niezniszczalny – oznajmiła czarna kocica, a jej złote ślepia błysnęły, gdy postąpiła krok w stronę Trzmielego Pyłu. Pochyliła się i zetknęła nos z czołem kocura, ten zaś poczuł niesamowitą siłę, nakazującą mu nie tylko pochylić czoło, ale i zgiąć kark, jednak było to jedynie chwilowe wrażenie, po czym kocica się odsunęła i uniosła głowę. – Gwiezdni witają cię jako nowego Przywódcę Klanu Gromu, Trzmiela Gwiazdo, bo tak teraz brzmi twoje imię. Idź. Idź do Klanu, do domu. Broń ich, prowadź, zaprowadź porządek i spraw, by ranga przywódcy i Kodeks znowu zaczęły coś znaczyć… i ani mi się waż za szybko umierać. – To nie było jedyne jej oczekiwanie wobec nowej Gwiazdy, ale z pewnością najłatwiejsze do wyrażenia słowami. Nie umiała przekazać, że ma dbać o Klan, że ma nie dopuszczać do tego, by patrole były źle zorganizowane, by samotnicy pałętali się pod samym obozem… czy wreszcie, że jeżeli spartaczy robotę, to będzie go nękać do końca życia. Może kocur sam się domyśli. – Klan Gromu otrzymał od nas ostrzeżenie. Nie pozwól na to, by otrzymał kolejne. – oznajmiła wreszcie, zaciskając zęby.
Ostatnim, co zobaczył Trzmiela Gwiazda, nim rozwarły się jego powieki i obudził się nad Szepczącą Sadzawką, były złote ślepia Szerszeniowego Jadu, wpatrzone prosto w niego i przeszywające go na wskroś. W jego uszach rozbrzmiewały okrzyki Gwiezdnych, skandujących jego nowe imię.
Pozostawała kwestia drogi powrotnej, to jednak… była już inna sprawa.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości