Bezpieczna odległość wcale nie oznaczała bycia w legowisku, czego maleństwa chyba nie wiedziały i od razu po posiłku ułożyły się do snu. Jaskółka nie chciała ich budzić, dlatego delikatnie wzięła je do pyszczka i ruszyła w kierunku góry wysuszonych liści, które tymczasowy przejęły na własność. Zdecydowanie była to dość fascynująca i pełna wrażeń przygoda zarówno dla Jaskółki, jak i jej córeczek i wszystkie zapamiętają to na długo, z tym że młoda matka wolałaby tego nie powtarzać, a jej latorośle pewnie wręcz przeciwnie.
zt
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Wypuścili go. Co za błogie uczucie wolności. Nie był znowu przetrzymywany w obozie dwunogów, miał cały dzień dla siebie. Najwyżej później wróci, ot co. Tym razem nie wybierał się zbyt daleko. Broń Gwiezdny Klanie znowu spotka samotnika i może tym razem porządnie przetrzepie mu skórę, bo znowuż nie sztuką jest spuścić manto pieszczoszkowi, w dodatku tak słabemu jak Nirvana. Klanowa krew dosłownie nic tutaj nie zdziała. W sumie cała duma z powodu posiadania w sobie krwi z klanów była zwykłą osłonką na faktyczny brak umiejętności.
Jedyne co teraz chodziło mu po głowie to Klan Wichru, klan, klany, wszystko związane z lasem. Las, las, las. Po raz kolejny poczuł tęsknotę gdy dosyć nieoczekiwanie spostrzegł... Norkę. Najwidoczniej opuszczoną. Nie czuł zapachu ani lisa, ani kota. Na sto procent była opuszczona. Niezbyt pewnie podszedł do niej, wciskając łebek w norę. I co dostrzegł? Nic. Ciemno jak nie powiem gdzie; chociaż gdzieś tam kątem zauważył już dawno niezbyt zdolny do użytkowania mech i parę kamyczków. Chyba nikt się nie pogniewa jak tutaj trochę odpocznie? Jego patykowate łapy też czasami potrzebują chwili oddechu. Nie chciał dalej eksplorować opuszczonej groty, dlatego położył się gdzieś przy wyjściu, opadając lekko jak piórko jak zakurzony mech. Położył głowę na łapach i przymknął na chwilę oczy, by jakoś zabić czas żmudnego oczekiwania. A gdy tylko trochę odpocznie zobaczy, co jest w okolicy. Dzień jeszcze młody.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Puchacz jak zwykle przemierzał tereny klanowe. Była to chyba jego codzienna rutyna - byle nie siedzieć na tyłku w obozie, to było zwyczajnie nudne. Wolał chodzić, działać, podróżować, zwiedzać, i inne tego typu synonimy tego, co robił. Nie był typem, który siedział cały czas na dupie i nic nie robił. Musiał albo polować, albo patrolować, albo chociaż chodzić w kółko, jeśli nie miał nic innego do roboty. Rzadko można było spotkać go odpoczywającego, chyba że dopiero wrócił z patrolu po całych granicach, bądź jadł.
Tego dnia właściwie przeszedł całą granicę z Gromem, doszedł właśnie do granic z ziemiami niczyimi i właściwie wpadł na pomysł żeby się gdzieś przejść. Bo dlaczego by nie, dzień był jeszcze młody, może sobie wytuptać poza granice klanowe i zobaczyć czy natknie się znów na jakiegoś samotnika. Bo to nigdy nie wiadomo, nie? Strzygąc uszami to w prawo to lewo po prostu wyskoczył za znaczenia graniczne i truchcikiem ruszył przed siebie, coraz głębiej w tereny nie należące do żadnego z czterech klanów.
Kierunek obrał właściwie przypadkowo, ale już jakiś czas później dostrzegł przed sobą siedlisko koni. Nigdy nie był w pobliżu, więc właściwie nic się nie stanie jak pozwiedza. No, właściwie istniała tylko jedna, mała przeszkoda - kocur zgłodniał. I to potężnie, albowiem rano zjadł sobie jakąś małą myszkę, a potem zwyczajnie wyparował z obozu i... Nic więcej potem nie jadł. Dlatego też nie namyślając się długo zwyczajnie zaczął krążyć w pobliżu żeby wypatrzyć jakąś zwierzynę. Cokolwiek, co dałoby się zjeść.
Wtem ujrzał kątem oka jakąś norę, a gdy się do niej zbliżył, wyczuł zapach, który kojarzył mu się po części z kotem a po części z dwunogami, których niekiedy mijał, gdy wychodził na większe wycieczki. Zmarszczył natychmiast nos, jakby ten zapach był najokropniejszym zapachem na świecie.
- Co pieszczoch robi tak daleko od osiedla? - spytał tylko uderzając puchatym ogonem po swoich piętach i unosząc delikatnie jedną z brwi. Nie obchodziło go, że przerwał być może drzemkę ów kota. Musiał wiedzieć co tu robi, i już.
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
A już myślał że ma spokój, ale cóż, najwyraźniej innych kotów było zbyt wiele, aby wyminąć je jak przeszkody na jakimś banalnym torze przeszkód. Myślał, że dosłownie zejdzie na zawał, gdy tylko usłyszał czyjś głos. Chociaż... Mimo wszystko był znajomy. Ale przecież zostawił za sobą swoje dawne życie, zgadza się? Nie mógł pamiętać czegoś, o czym chciał jak najbardziej zapomnieć; o czymś co zaniedbał, tak bardzo zaniedbał. Zakaszlał cicho, momentalnie podnosząc się z mchu i wyszedł przez jaskinie, momentalnie patrząc w bok. Chciał uciec przed wzrokiem nieznajomego. Nie chciał aby w i tak już dosyć stresującej sytuacji czuł, jak obarcza go czyjeś spojrzenie. Nie chciał czuć się jak zwykły, zgoniony pies, mimo tego, że z sekundy na sekundę coraz bardziej czuł, że musi jak najszybciej uciekać. Pokazać, że nic tu po nim; że to nieznajomy jest szefem, a on zwykłym pionkiem na jego drodze. Odchrząknął niezbyt pewnie, aby minimalnie rozluźnić gardło i przyszykować się do odpowiedzi, skoro większy kocur jej oczekiwał. Z resztą co mu zrobi drobny szkielecik, co? Obleci wzrokiem?
- Ch-Chciałem s-się... Ch-Chciałem się przejść, a-ale jeśli ci p-przeszkadzam t-to ja... J-Ja mogę z-zejść ci z-z drogi i-i wrócić do d-dwunogów - czuł jak mimowolnie napinają mu się mięśnie a on sam zastyga w tępym bezruchu. Ogon równo przy nogach, wzrok wbity w ziemię, uszy położone po sobie; taki właśnie był w tej chwili Kwitnący. To właśnie prezentował sobą; osobę chorą zarówno fizycznie jak i mentalnie, chociaż fizycznie... Nie był chory na żaden zielony kaszel, albo inne dziadostwo. Pozostałości po chorobie trzymały się na nim jak uzda na koniu, który był napędzany za każdym najmniejszym szarpnięciem.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Spiorunował kocura, który początkowo nic nie odpowiedział, a potem zaczął wyczyniać jakąś szopkę z odwracaniem wzroku, kaszleniem i wręcz kuleniem się przed burym wojownikiem. Ten uniósł tylko jedną brew obserwując poczynania niebieskiego. Dopiero teraz mógł się mu w całości przyjrzeć; ten wyglądał okropnie. Jakby chciał, to mógłby policzyć wszystkie jego kości, które są widoczne. I to na spokojnie, poczynając od żeber. Zmarszczył nieco nos widząc w jak okropnym stanie był kocur.
- Pytam poważnie, co robisz tak daleko i jakim cudem doszedłeś aż tutaj, nie napotykając się na nic, co mogłoby cię złapać jednym uderzeniem łapy - zignorował połowę jego odpowiedzi, żeby tylko zadać nowe pytanie. Zastanawiało go jakim cudem dotarł tak daleko w tym stanie. A może... - Uciekłeś im? - spytał po chwili robiąc młynka ogonem. Czyżby był w takim okropnym stanie, ponieważ zauważył, iż życie z dwunogami jest okropne i od nich odszedł? A potem zderzył się z okropną rzeczywistością jaką było życie na wolności? Może nawet nie potrafił polować i nie mógł sobie poradzić samotnie?
Spoglądał wyczekująco na byłego terminatora klanu wichru z wyczekiwaniem, cały czas obserwując go od góry do dołu.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Gdyby tylko Jaskółczy Śpiew wiedziała, kto założył to legowisko, zapewne leżałaby w nim cały czas, wdychając marne resztki zapachu siostry (lub wmawiając sobie, że takowe istnieją). Nie miała jednak zielonego pojęcia o tym, że łapa Ostrężyny kiedykolwiek tu postała, dlatego też - kiedy, już jako dumna samotniczka - znalazła przypadkiem to miejsce, zwyczajnie weszła do środka i ze swobodą spenetrowała norkę. Nie znalazłszy nic, co mogłoby wskazywać na to, że jakiś kot zaszczycił owo miejsce swoją obecnością później, niż kilka księżyców temu, wyszła na zewnątrz i zlustrowała po raz kolejny otoczenie. Nie wydawało się, żeby krzyżowało się tu specjalnie dużo szlaków turystycznych, i raczej nikt nie robiłby jej chyba problemów, gdyby zaanektowała ten teren. Gdyby Pustułce nie spodobał się jej domek na obrzeżach Osiedla, mogłyby się tu wprowadzić.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka nadal wędrowała po terenach i szukała rodziny. Z dnia na dzień traciła nadzieję. Cały księżyc i nic. Wygłodzna i zmęczona. Matko. Czemu niczego wartościowego mnie nie nauczyłaś? W wieku 13 księżycy nie umie polować. Co z niej za kot? Jedyne czym teraz się żywi to jaszczurki żaby i czasem myszy. Tak jaszczurka na dzień. Bo wiecej nie uda jej się złapać.
Postanowiła odpocząć w tej norze, żeby nie być na widoku, ale już ktoś ją zajmował. Wyciągnęła pazury w obronie. - Przepraszam już wychodzę.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Kotka pojawiła się dosłownie znikąd, i to akurat w momencie, w którym Żurawina dochodziła do wniosku, że jest tu tak spokojnie i cicho. Na szczęście nie zaczęła wyrzucać burej wejścia na jej teren (patrząc zresztą po tym, że Bogatka była od niej sporo młodsza i słabsza, niegdysiejsza wojowniczka nie miałaby się czym przejmować) - zamiast tego przeprosiła za najście. Wysunięte pazurki nieco kontrastowały ze słowami, aczkolwiek - nawet jeżeli mała podjęłaby atak - Żurawina mogła być zupełnie spokojna. Mogła co prawda przegnać koteczkę precz, jednak teraz, kiedy była samotniczką, zdecydowanie mądrzej było pozyskać sobie względy pozostałych. Chciała mieć respekt u innych, chciała, by jednocześnie ją szanowano i bano się jej. Pierwszym krokiem niech będzie ta koteczka.
- Nie, nie ma problemu - zapewniła ją z udawaną życzliwością w głosie. - Możesz wejść, śmiało. Wydajesz się być zmęczona - lekko przesunęła się, zapraszając przy tym ruchem łapy Bogatkę do dołączenia do niej. Wyglądała na tak życzliwą, że nawet Czerwony Wrzód, a żeby ją piorun strzelił, dałaby się nabrać.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka w swoim stanie nie pamiętała nawet o tym, że nie powinna wchodzić na czyjeś terytorium. Liczyło się tylko znaleźć rodzinę. Oczywiście jeśli ktoś by jej to wytknął to tylko byłoby widać kurz i nie przeszkadzałaby. Była aktualnie wychudzona. Prawie było można policzyć jej żebra. Ale jakieś pojedyncze jaszczurki znajdowała, tylko problem w tym, że jest już coraz bliżej pory nagich drzew i nie potrafiła złapać niczego normalnego. Żywiła się, albo strawą dla wron, którą potem i tak wymiotowała, albo żabami i jaszczurkami. Nawet robakami.
Schowała pazury, bo stwierdziła, że może lepiej nie wyglądać na prowokującą. To dziwne ze strony kocicy, że pozwoliła jej zostać. Bardzo dziwne i podejrzane. Nie weszła do środka. Położyła się przy wejściu. - Dziękuję.- powiedziała cicho.
Nie ma żadnego powodu, żeby kładła się obok kogoś obcego. Niech sobie leży sama. Zaufanie Bogatki nie jest łatwo zdobyć. Trzeba naprawdę długich księżycy. Swój wzrok intensywnie niebieskich oczu zdjęła z Jaskółki i zaczęła wpatrywać się w przerażające miejsce jakim było siedlisko koni. Uszy położne, źrenice powiększone. Nawet nie zdała sobie sprawy gdzie zaszła. Trauma powraca.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Jaskółczy Śpiew natomiast nie zdejmowała wzroku ze swojej nowej towarzyszki. Jednocześnie sortowała wszystkie możliwe źródła, z których mkgłaby choć częściowo wywnioskować kilka informacji na temat bengalki. Wydawała się młodziutka, a zarazem patrząc po jej futerku - nie była byle kim - w Klanie Rzeki nie było chyba nikogo z takimi rozetami. Nie wydawało się prawdopodobne, że uciekła z innego Klanu, bo wtedy chyba byłaby w nieco lepszym stanie fizycznym - raczej nikt normalny nie opuszczałby w miarę bezpiecznego, choć może niezbyt komfortowego, leża bez umiejętności polowania - nikt, poza Ostrężyną (och, siostrzyczko, gdzie teraz jesteś? ). Czyżby więc miała przed sobą samotniczkę z krwi i kości?
- Wybacz, że pytam, ale chyba nie pochodzisz z żadnego Klanu, prawda? - zagaiła. Ułożyła się na brzuchu, przechylając głowę i studiując Bogatkę spokojnym, badawczym wzrokiem.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka była zbyt pogrążona w swoich troskach. Nie miała żadnej ochoty na kontakty między kocie. Przede wszystkim dlatego, że nie czuje się bezpiecznie w towarzystwie obcych. Ona potrzebuje teraz kogoś kogo zna, kogoś bliskiego. Kotka była nietypowa. Mało kto w lesie dzielił te same rozety co jej mała skromna rodzinka. Tak bardzo jej brakowało Modrzewia, Mecha, Wróbelka i kochanej mamy Jaskółki. Młoda kotka wyglądała na typowego samotnika. Tylko jeszcze w gorszym stanie. Brudne futro, wychudzona i wycięczona. Mało jaki klanowicz siedziałby w morze na terenach niczyich. Więc chyba może powiedzieć prawdę ci nie? Przecież ta informacja nie jest jakoś bardzo niebezpieczna. - Nie.- odparła bezdusznym tonem
Oparła się na ścianie nory zwracając swój wzrok na Żurawine.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Koteczka wydawała się być apatyczna, jakby obojętna na wszystko. Jaskółka zmrużyła oczy, jakby chcąc zajrzeć pod futro i skórę Bogatki i wyczytać, co też kryje się tam w środku. Jej obojęyne, puste spojrzenie zawieszone na burej kocicy byłoby dla niej niekomfortowe, może nawet wywołałoby w niej dreszcz współczucia - Jaskółczy Śpiew nie była jednak nigdy zdolna do empatii i zrozumienia cudzych emocji. Ani nigdy dotąd, ani teraz. Widok Bogatki spoglądającej na nią w ten sposób nie wzbudzał w niej absolutnie niczego.
- Masz szczęście - mruknęła półgłosem, unosząc na chwilę swoje kocie brwi. - Klan Rzeki nie jest specjalnie przyjemnym miejscem - o ile ktoś nie lubi trupów w ilościach hurtowych, będącej o krok od wykitowania (ku niepomiernej radości co najmniej kilku członków Klanu) przywódczyni oraz garstki fanatyków o mózgach przeżartych Klanową lropagandą. Co za szczęście, że ona miała już to wszystko za sobą.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka była zagubiona. Na pewno miała lepszy dzień, bo inaczej już dawno by z tąd zwiewała. Nie miała też już siły. Była wykończona. To całe chodzenie w kółko szukając zapachu, które już dawno nie zagościła w nozdrzach bengalki. Brakowało jej tego zapachu i ciepła. Brakuje jej rodziny, mamy... Bogatka była zmęczona i było to jedynym powodem dlaczego nie wygląda jak wystraszona mysz. Patrzyła jakby z przymusu na samotniczke, bo nie ma sensu patrzeć w traumatyczne miejsce jakim jest siedlisko koni. - Mhm. Miałam kiedyś okazję spotkać przywódcę Klanu Gromu i tam raczej też nie lepiej.- stwierdziła przypominając sobie tego grubasa. Złamał serce Jaskółki. Nigdy nu tego nie wybaczy. A matka chciała tylko pomóc temu Klanu...
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Mrok po raz pierwszy wyszła na dzienne polowanie. Zawsze uważała, że koty które chodzą po nocy są mądrzejsze, ale musiał nadejść ten czas, kiedy pora zapolować na głupsze. Mogła łazić po osiedlu, ale tam nawet sie nie skierowała. Wiedziała, że spotka wiele kotów, ale będą to same pieszczochy. A ona pieszczochów nie weźmie. Dlatego ruszyła w stronę Siedliska Koni. Rozmyślała nad wieloma rzeczami. Głównie nad tym czy uda jej się stworzyć odpowiednią gwardię. Ten plany był wykonalny, ale wymagał od niej poświęcenia. Ale biała zrobi wszystko aby dowalić dla Śliweczki. Ale to był tylko jeden z jej szalonych pomysłów. Drugi z kolei był taki, aby założyć swój własny klan. Klan przeciwko klanowi. To byłaby ciekawa walka. O ile z kotami chętnych na przywódcę nie miałaby problemu, o tyle z medykiem będzie gorzej. Ale może kiedyś natrafi na takiego kota? Kto wie. Na razie usiadała spokojnie i zaczęła obgryzać nornicę którą tu przytachała. Słońce zaraz dojdzie do zenitu, więc to dobry czas na ogrzanie. Nie było ciepło jak w porze nowych liści, ale zimno też nie było. Miała zamiar być miła dla napotkanego kota. O ile będzie samotnikiem...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń postanowił wybrać się na małą wycieczkę. Był bardzo lekki i choć pewne sprawy ciągnęły go ku ziemi, to po ostatniej rozmowie z Lawendą zdawał się cały czas wędrować w chmurach, co było sprawą co najmniej zabawną. Nie umiał jednak wysiedzieć w miejscu, niecierpliwie wypatrywał już Pory Młodych Liści, by mógł wybrać się na poszukiwanie ziół, wiedział bowiem doskonale, że wtedy będzie z nimi o wiele lepiej, być może będzie w stanie znaleźć ich więcej. Poza tym to właśnie na ten czas planował wyprawę z Lawendą u boku, chciał zabrać ją na stary cmentarz, który ukrywał się w lesie, chciał jej pokazać paśnik i wszystkie te cuda, jakie dla kocicy żyjącej w obrębie Klanu były po prostu niedostępne. Ponieważ zaś ten dzień nie był wcale taki zły, a on był pełen energii od samego świtu, wyruszył w długą wędrówkę, by jeszcze za panowania słońca dotrzeć w okolice Siedliska Koni. Dawno nie widział tych majestatycznych zwierząt, które nie wydawały mu się raczej straszne, a bardziej śmieszne i chciał przekonać się, jak wygląda teraz okolica. Czy dużo było tutaj innych kotów? Bał się nieco, że spotka znowu szaloną kocicę, którą kiedyś uratował, ale nie miał pojęcia, co się z nią ostatecznie stało, w końcu jakoś trafiła na Topiołki. I choć jego oczom ukazała się również biała kocica, to doskonale wiedział, że to nie z nią ma do czynienia.
- Dzień dobry! - rzucił uprzejmie, a ponieważ okolica nie pachniała, jakby w pełni należała do nieznajomej mu kocicy, to spokojnie obrał przez nią kierunek, nie chciał również przeszkadzać nieznajomej, bo kto wie, może właśnie brała się za polowanie? W końcu każdy z nich nawet samotnik, miał własne zajęcia i powinności, jakie musiał wypełniać, jeśli chciał spokojnie żyć. Toń poruszył lekko uszami, a później wciągnął jeszcze głębiej powietrze, by sprawdzić, czy może w tej okolicy wiosna już nie nadchodziła.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight