Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Czyżby Kłoda nigdy nie widziała potwora? No cóż, jeżeli nie przepadała za odwiedzaniem Osiedla i dalszych okolic, to było to całkiem niewykluczone. Te w końcu bardzo rzadko, o ile w ogóle, zapuszczały się do lasu; z tego, co wiedziała Pomurnik, to Dwunożni woleli pojawiać się tutaj na własnych nogach, bez pomocy swoich wiernych sług, których pozostawiali na Grzmiącej Ścieżce.
- Potwory to słudzy Dwunożnych; mają ogromne, świetliste oczy. Dwunożni, lub też Słomiaki, jeżeli wolisz, wchodzą do ich wnętrz, przez co mogą zmusić je do biegania i poruszania się tak, jak tylko zechcą - nadal nie pojmowała wiele z tego, na jakiej zasadzie właściwie Dwunożni zyskują kontrole nad ciałami tych monstrów, ani dlaczego te istoty pozwalały tak swobodnie wchodzić swoim panom do ich brzuchów. Patrzyła na łapy Bezwłosych, którymi ci majstrowali przy twardych wnętrznościach w dziwnie regularnych kształtach - i nie rozszyfrowała, co do czego służy. - Dokładnie tak. Kiedy mnie znaleźli, cieszyli się przez jakiś czas. A potem znudzili się mną, wsadzili do Potwora, pojechali na skraj lasu i pozostawili na pastwę losu - historia jak każda inna. Nic nadzwyczajnego; bez wielkich zdrad, historii miłosnych, tragedii i niewybaczalnych zbrodni.
- Tak, Klany mieszkają w głębi lasu. Co za przypadek... - zaśmiała się z cicha. przerzucając ogon z jednej strony na drugą. - ... w moich żyłach nie płynie ani kropla nieklanowej krwi.
- Aaaaa, dymiące bryczki. Samochody. - Odpowiedziała, podnosząc łapę do góry i przystawiając ją do pyska. - No to wiem co to. - Dodała, strzygąc lekko uszyma. Po chwili jednak dotarła do niej cała wypowiedź Pomurnika, przez co wbiła w nią zdumione spojrzenie, marszcząc przy tym brwi. Zerwała się na cztery łapy, nie spuszczając zszokowanego wzroku ze Szlajaczki.
- WYRZUCILI CIĘ Z SAMOCHODU!? - Krzyknęła, może odrobinę za głośno, po czym przystawiła sobie łapę do czoła, nie potrafiąc uwierzyć co właśnie usłyszała. Czy jej Słomiaki nie mieli serca? Wyrzucić ją z samochodu? Przecież to mogło ją zabić! Zwłaszcza, że Kłoda już pare razy poczuła, jak twardy jest asfalt. Znaczy, poczuła tylko i wyłącznie dlatego, że czasami przechodziła przez jezdnię. Dużo samochodów nie jeździło. - Ale nie na czarny kamień, nie? - Dodała po chwili, biorąc głęboki wdech. Nie rozumiała, czemu tamci Słomiacy ją wyrzucili. I nie zrozumie.
- A czyli spotkałaś kogoś z Klanów, tak? - Spytała.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Samochody? Dymiące bryczki? No proszę, trzeba zapamiętać te określenia, bo mogą się jeszcze kiedyś przydać. Chociażby po to, żeby zaszpanować w Klanie, kiedy i jeżeli uda się jej do niego wrócić.
- Ano, świerszczyku mój, wyrzucili. Nie żebyśmy pędzili, spokojnie. Porzucili mnie, to tyle, a resztę blizn załatwiłam sobie sama - albo przez głupotę, albo przez powiedzenie o słowo za dużo do jakiegoś głupiego samotnika. - No, pozostawili mnie na skraju drogi. Trzaśnięcie o kamień też nie byłoby za przyjemne. A patrząc po tym, że niektóre kociaki po prostu wrzucają do wody... mogę uznawać się za szczęściarza - daleko było jej do jakiegokolwiek optymizmu, ale zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo omijał ją pech, skoro teraz mogła tu siedzieć i rozprawiać o swoich dziejach. - Tak. Urodziłam się wśród nich.
Pokręciła ze zdumieniem łbem, marszcząc przy tym czoło. Ta ilość nowych rzeczy jakich się dowiedziała o Słomiakach ją trochę przerastała. Nie żeby było to jakoś dużo, ale dotychczas nawet by jej nie przyszło na myśl, że istnieją tacy, którzy wyrzucają swoich podopiecznych z samochodu. Jak tak można?!
- Jak to kociaki do wody?! - Ponownie krzyknęła, jednak teraz bardziej od krzyku brzmiała, jakby pisnęła. Jak można wrzucać bezbronne dzieci do wody? Przecież koty nie umieją pływać, jeśli ich się nie nauczy! A koty Hodowlane zapewne nie są przez nikogo uczone tej czynności. Zwłaszcza kociaki! Bez serca! Dosłownie bez serca!
- A jakie one są? Te Klany w sensie? - Spytała szczerze zaciekawiona, bo w sumie nigdy nie rozmawiała o owych leśnych Klanach. Ile było tych Klanów? Jak się nazywały? Ile kotów tam było? Po głowie Kłody walały się dosłownie całe kłody wypełnione pytaniami, na których odpowiedzi nie znała.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Dwunożni nigdy nie byli normalni, a przejawy okrucieństwa w ich zachowaniach były wręcz... naturalne. Jakoś trudno było sobie wyobrazić, żeby pewnego dnia przestali traktować zarówno koty, jak i siebie nawzajem, jak najgorsze śmiecie, bo to po prostu wydawało się leżeć w naturze ogromnej większości z tych dziwnych istot. Oj, tak, widziała już wiele ich zachowań; bijatyka na ulicy, ich dziwne zachowanie po tym, jak wypili jakąś podejrzaną substancję o niepokojącym zapachu i obrzydliwym smaku, krzyki, potrząsanie pięściami w swoją stronę nawzajem...
- Nie każdy to robi, ale zdarzało się, że Dwunożni wkładali kocięta do... - zawahała się na chwilę, spoglądając na samotniczkę. Patrząc po jej wyrazie pyska, można było przypuszczać, że jeżeli powie słowo w słowo to, co wiedziała o procederze topienia kociaków, to Kłoda wyruszy na Osiedle z zamiarem ukatrupienia każdego Dwunożnego, który stanie jej na drodze, względnie rzuci się do rzeki w zamiarze wyławiania z niej topielców i niechybnie utonie. - Chcesz ze szczegółami czy bez? - tak chyba było najbezpieczniej, zarówno dla Kłody, jak i dla całego Osiedla.
- Są cztery Klany. Rzeka, Wicher, Grom, Cień, z którego pochodzę. Rządzą nimi przywódcy, którzy podobno mają po dziewięć żyć - no jak im się chce, mnie wystarczy jedno - które zostały im nadane przez Gwiezdnych. Oprócz tego są kociaki, matki, terminatorzy, wojownicy... Nic fascynującego.
- Do...? - Spytała po chwili, marszcząc mocniej czoło i odchylając uszy do tyłu. Co jak co, ale temat na który stoczyła się ich rozmowa nie był przyjemny. Normalnie to by na pewno skończyła już ten temat i przeszła na inny, ale jakoś... Chciała o tym wiedzieć. Nie, może chciała nie jest dobrym słowem... Po prostu pierwszy raz słyszała o tak okrutnych Słomiakach, więc poniekąd ją to intrygowało, oczywiście nie pozytywnie, jak też i przerażało. W końcu... Kociaki... Kociaki są przecież takie niewinne i bezbronne! Jak można je wyrzucać do rzeki albo sprawiać im jakąkolwiek krzywdę?
- Terrrnato co. - Zastrzygła mocniej uchem, słysząc niezrozumiałe dla niej słowo. O ile Kociaki i Matki rozumiała czym najpewniej są, tak o Terminatorach i Wojownikach miała pusto we łbie. - Wojo co... - Dodała chwilę potem, przechylając łeb na bok zdezorientowana.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Kto mógłby się spodziewać, że Kłoda zareaguje aż tak gwałtownie? No jasne, sama Pomurnik też nie skakała jakoś z radości, gdy dowiedziała się o tej dziwnej praktyce Dwunożnych (nie lepiej ich po prostu gdzieś zostawić? wyjdzie na to samo, pozbędą się problemu, a bilans trupów będzie mniejszy), ale - do tej pory spokojna i ciepła - samotniczka wydawała się być teraz gotowa do popełnienia jakiejś zbrodni wojennej.
- Do worka. Do niego z kolei przywiązywali jakiś ciężar, a całość wrzucali do wody - wzruszyła swoimi przypominającymi bardziej nagi szkielet, niż żywe kończyny, ramionami. - Tylko się nie denerwuj..
Następne pytania Kłody upewniły ją tylko co do tego, że kocica nie ma żadnych powiązań z Czterema Klanami. Lekko oblizała swój szkaradny pysk, ze szczególnym uwzględnieniem blizny na brodzie. - Terminatorzy. Koty, które uczą się, by zostać wojownikami.
A... Może jednak nie musiała faktycznie tego słyszeć...
Ale już się stało. Co się usłyszało tego się nie odsłyszy, nie...? Gdy do uszu Ragdollki dotarły słowa wypowiedziane przez Pomurnik, jej uszy odchyliły się do granic możliwości do tyłu, oczy zaszkliły, a łapy i ogon zaczęły drgać.
- A-alleee... Ale przesieź kosiaki sią beźbwonwe i tafe neminne... - Miauknęła mniej zrozumiale niż wcześniej, a w jej błękitnych oczkach zebrały się niekontrolowane łzy, podczas gdy kotka spuściła wzrok na łapy i pociągnęła nosem, powtarzając cicho do siebie ,,nie płaczę, wcale nie płaczę". Po chwili przełknęła mocno ślinę, znowu zerkając zasmucona na czarną kocicę. - Nie denerwwuję się... I chywa wolałam tego jednak nie słyszeć...
Słysząc za to słowa Samotniczki o owych ,,Terminatorach" i ,,Wojownikach", zastrzygła mocniej uszyma, mrużąc delikatnie oczy.
- Terrrrrminatoorzy... - Powtórzyła po chwili. - Terminatorzy. - Miauknęła ponownie. - Ciekawe... Er... Nazwy? A jakieś jeszcze koty poza nimi są w tych Klanach?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pomurnik nie umiała pocieszać płaczących kotów. Tej umiejętności nie nabyła ani w Klanie, ani u Dwunożnych, ani podczas tułaczki. Nie miała pojęcia, w jaki sposób ukoić cudzą rozpacz ani jak sprawić, że ból drugiej osoby choć trochę zelżeje. Bardzo trudno jest uzyskać tą umiejętność, gdy jedyne, co robiło się od wczesnego dzieciństwa, to przeklinanie losu w zaciszu czterech ścian lecznicy - a potem przeżywanie na własną łapę w świecie pełnym nikczemnych, przeżartych złem kotów.
Nie miała zatem pojęcia, jak zareagować, gdy Kłoda niespodziewanie zalała się gorzkimi łzami. Odchrząknęła, spojrzała w ziemię, spojrzała na samotniczkę - i długą łapą poklepała ją niezręcznie po grzbiecie, niezmiernie dziwiąc się temu, jak mizernie wyglądało jej przerzedzone, pospolitego koloru futro w porównaniu z bogactwem barw i długością sierści kocicy. Nie to, żeby chciała wymienić się z nią okrywami włosowymi, co to to nie. Tego koloru i struktury futro było jej wizytówką na Osiedlu i doskonale podkreślało to, co Pomurnik miała kiedykolwiek ambicję sobą reprezentować.
- No już. Spokojnie, bo Ci jeszcze jakaś żyłka pęknie - pospieszyła z zapobiegawczym ostrzeżeniem, klepiąc ponownie samotniczkę, ku pokrzepieniu jej serca. Terapeutka z niej była żadna, ale nie działała w złej wierze. Chrząknęła pod nosem, zanim zdecydowała się wygłosić kolejną mądrość. - Świata nie zbawimy.
- Dobra, no więc wszystkim zawiadują przywódcy. Podobno dostają dziewięć żyć od Gwiezdnych i tak dalej, w co wątpię, patrząc po tym, że ostatni marli jak muchy. Po ich, he he, śmierci, wyznaczeni zastępcy przejmują ich miejsce i cykl idzie dalej. Jest medyk, który leczy chore koty i kontaktuje się z Gwiezdnymi, bla bla bla. Są matki, które opiekują się kociakami. No i starsi.
Zgarbiła się lekko, gdy Pomurnik poklepała swoją łapę po jej grzbiecie, po czym po raz kolejny pociągnęła nosem i podniosła krótką łapkę, aby przetrzeć sobie nią oczka, pozostawiając na nosie i policzkach śnieg, który spadł z jej palców. Szybko potrząsnęła łbem, strzepując tym samym z niego biały puszek, po czym wzięła cichy, głęboki oddech.
- Nie pwaczę, wcale ne pwaczę... - Powtórzyła ciszej, już bardziej zrozumialej, po czym ponownie wzięła głęboki wdech, już o wiele bardziej się opanowując. - Jaka żyłka...? - Spytała po chwili, unosząc jedną brew i przymykając ślepia, aby pozbyć się z nich do końca przezroczystych łezek. - Takk jest... - Miauknęła po chwili, po czym wbiła spojrzenie w pyszczek drugiej Szlajaczki.
- A czemu są zbici w cztery klany a nie jeden? - Spytała z lekka zdziwiona po dłuższej chwili.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Po chwili dosyć niezręcznego pocieszania Kłody, samotniczka wreszcie odniosła chyba jaki-taki sukces w próbach uspokojenia jej szlochu. Przynajmniej kocica przestała histerycznie wyć, a to już było małe zwycięstwo. Jeszcze chwila - i odezwała się zrozumiale.
- Tak się mówi, kiedy ktoś się zaczyna denerwować, albo panikować. Podobno od tego może coś w sercu strzelić; z drugiej strony to pewnie tylko takie gadanie, bo jak żyję, to nigdy tego nie widziałam - a spędziła doprawdy dużo czasu w lecznicy i napatrzyła na każdą istniejącą w znanym wszechświecie chorobę. - No wiesz, różne złe rzeczy się dzieją i nawet o nich nie wiemy. Jakby próbować wszystko naprawić, to byśmy powariowały - również dlatego Pomurnik wyznawała filozofię, według której im kot mniej wiedział, tym spokojniej spał. Niejeden znajomy jej kot prawie sobie odgryzał łapy z desperacji, zamartwiając się na śmierć jakąś sprawą, na którą nie miał żadnego wpływu. I po co to wszystko?
- No i tu się zaczyna zabawa. Według wierzeń kotów z Klanów, przed wiekami koty żyły na własną łapę w wielkim lesie i prowadziły ze sobą niekończące się walki. Wreszcie, kiedy podczas pokojowego spotkania rzuciły się sobie do gardeł, pojawiły się przed nimi duchy zmarłych przodków, które kazały się im połączyć. Alternatywą była śmierć - pokręciła głową. Niespecjalnie wierzyła w tą bajkę, również dlatego, że wyglądało na to, że Gwiezdny Klan uznał tą jedną interwencję za absolutnie wystarczającą i nie interesował się więcej dziejami ziemskich kotów. - Ale zamiast postąpić według tego wskazania, to czterech potencjalnych liderów zaczęło się kłócić o to, kto będzie nowym przywódcą. Wreszcie, żeby nikt nikomu oczu nie wydrapał, każdy założył własny Klan. Nic się od tego czasu nie zmienili: możesz im powiedzieć cokolwiek, a oni wysłuchają twojej rady i zrobią po swojemu, a potem będą płakać, jak to ich życie skrzywdziło.
Po słowach zielonookiej kocicy, Kłoda jeszcze chwilę spoglądała na nią zdezorientowanym spojrzeniem, co kilka chwil mrugając jeszcze troszeczkę zaszklonymi oczami.
- Nie kumam. - Miauknęła po chwili, a głowa młodej ragdollki przechyliła się odrobinę na bok. No cóż, nie wiele zrozumiała z wyjaśnień Pomurnika. Głównie dlatego, że sama nigdy w życiu nie słyszała o takich zjawiskach i nie miała pojęcia, jakby mogły one wyglądać. I jakby one w ogóle przebiegały! Ale tak szczerze, to chyba niezbyt chciała wiedzieć. Już poprzednia jej ciekawość skończyła się tym, że dowiedziała się o czymś... Co niekoniecznie było miłą wiedzą.
- Eeee... A to skoro te duchy przodków im to kazali, to czemu się nie posłuchali? Albo czy te duchy nie mogły same przewodzić Klanami albo wybrać jednego Przywódcę? Bezsensu. - Miauknęła po chwili, przechylając biało-niebieski łebek mocniej, jednak teraz spoglądając bardziej przed siebie niż na rozmówczynię.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- Tak się tylko mówi. Tak jak, bo ja wiem, że coś zrobisz po moim trupie, albo że ciekawskiemu nos urwało - przewróciła lekko zielonymi ślepiami. Powiedzonka i frazeologizmy były jednymi z jej ulubionych aspektów mowy. Nie wspominając już o tym, że niektóre były naprawdę zabawne, to pozwalały jej nieco bardziej rozbudować swój zasób słów i wydać się rozmówcy jeszcze nieco mądrzejszą.
- I dlatego właśnie uważam tą opowiastkę za idiotyczną. Nie trzyma się kupy w wielu aspektach, również w tym, że według wierzeń, do Gwiezdnego Klanu trafiają koty, które przestrzegały Kodeksu Wojownika. Skąd wobec tego wzięły się te duchy? Nie mogły przecież podążać za Kodeksem, który wtedy po prostu nie istniał - wydęła wargi. Księżyce życia na własną łapę uczyniły ją bardziej niż kiedykolwiek sceptyczną wobec Klanowej ideologii i wierzeń. Bajki, którymi ich karmiono, przynależały do kociarni - nie do dorosłego życia. Wprost nie znosiła tego, że cały czas traktowano ją jako kociaka. Już udało się jej przeżyć na własną łapę najpierw na obrzeżach lasu, potem na Osiedlu; przeszła więcej, niż niejeden wojownik. - Klany są absurdalne i nonsensowne w wielu częściach swoich założeń.
- Ciekawskiemu nos urwało? - Powtórzyła, unosząc brew jeszcze wyżej, a łebek przechylając na bok jeszcze mocniej, że... Że aż się przewróciła bokiem na śnieg, z którego od razu się zerwała do wcześniejszej pozycji, gdy tylko poczuła zimne kryształki na pyszczku. Jednak jak gdyby nigdy nic kontynuowała rozmowę... Jak gdyby na jej futerku nie było ani płatka śniegu. Ale przynajmniej był z tego jakiś plus, jej oczka już nie były zaszklone od łez! - To pierwsze słyszałam, ale to drugie brzmi jeszcze dziwniej niż z tą żyłką. - Miauknęła po dłuższej chwili milczenia.
Gdy usłyszała słowa Pomurnika, zastrzygła mocno wibrysami i uszyma naraz, po czym przytaknęła jej energicznie łbem. - Racja, te Klany brzmią dziwnie... Ale z drugiej strony bardzo mnie ciekawią. - Stwierdziła, na moment odwracając łeb i spogladając błękitnymi oczyma na niebo, strzygąc lekko jednym uchem. - Aaale ci Gwiezdni to najdziwniejsze. - Dokończyła po chwili.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Aż się zaśmiała pod nosem, przypominając sobie ostatnie słowa, które rzuciła do niej Postrach. Nadal mając łapy zbryzgane krwią Pomurnik, z wykrzywionym ze złości pyskiem i obolałym od upadku bokiem, warknęła w jej stronę jedynie krótkie "kto wkłada nos w nie swoje sprawy, może go postradać" i odeszła, nieco chwiejąca się i bardzo gruba kula srebrnego futra, pozostawiając za sobą kocicę, z której chudej mordki ciekła cienka struga juchy. Wesołe czasy!
- No, wyobraź sobie, jak by to wyglądało w prawdziwym życiu. Znam osobiście sporo kotów, które nie miałyby teraz pysków aż po szyję - podzieliła się opinią. Właściwie nie tak niedosłowną, patrząc na przykład po tym, co spotkało tego nieszczęsnego Rzepaka. A mówiła, powtarzała, że potwór nie przestraszy się tego, jak przed niego wyskoczy i zrobi straszną minę! Rezultat był wprost proporcjonalny do jego głupoty; dosłownie urwało mu nie tylko nos, ale i kilka innych części.
- Czy ja wiem, czy w Klanach jest coś interesującego? W gruncie rzeczy, jedyne, co jest w nich pociągające, to fakt, że umożliwiają ci proste i wegetatywne życie. Raz dziennie pójdziesz na polowanie, posiedzisz na tyłku w jednym miejscu, będziesz uważnie słuchać słów przywódcy i wypełnisz gorliwie jego nakazy - możesz żyć sobie spokojnie, jeść za niewielką cenę i wreszcie umrzeć z nudów. Tylko powiedz mi, czy warto? - zamyśliła się. Ona sama nie liczyła, że długo pobędzie w Klanie, bo zwyczajnie nie było to życie, które w jakikolwiek sposób odpowiadałoby niespokojnemu duchowi, jakim nieszczęście miała być Pomurnik.