Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Nie spodziewała się takiego przywitania. Nagle Sroka wystrzeliła z szeregu i dopadła do niej, wtulając się w pierś wojowniczki, na co początkowo spięła mięśnie, jednak po chwili mruknęła cicho i również przytuliła siostrę z lekkim uśmiechem. Ze zdziwieniem przyjęła fakt, że odbyła się ceremonia, co wiązało się z dyskomfortem ominięcia ważnego, klanowego wydarzenia, pomimo że było to nieświadome. Skierowała wzrok na niebieską byłą zastępczynię, przymykając przy tym już z powagą oczy, po czym skinęła głową.
- Rozmawiałam o tym z Trawiastym Zboczem i również mam wrażenie, że to sprawka dwunogów. Ale nie mamy pewności, czy… Nadal żyje. Walka z dorosłym lisem, a dodatkowo odbiegnięcie od Strzelistych Sosen aż tutaj musiała być dla niej bardzo wyczerpująca – mruknęła poważniejszym tonem, pomimo że sama w głębi duszy wierzyła, że ruda wojowniczka gdzieś tam żyje, a po prostu dwunogi się nią zajęły, nie odprawiły swój dziwny pogrzeb. Podczas dyskusji o nieznajomym nie odezwała się, ale nagle młodsza siostra wypadła przed szereg i zaczęła rozmowę z nieznajomym, dlatego Malina czuła się zobowiązana do tego, aby dołączyć do niej i stanąć u jej boku, w razie gdyby nieznajomy nie miał miłych zamiarów.
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Mistrz: Rozerwana Mordka (Gwiazda) (*)
Płeć: kotka
Matka: Sójczy Śpiew (*) [NPC]
Ojciec: Deszczowy Dzień (*) [NPC]
Partner: Akacja (*)
Trwałe urazy: Brak środkowego palca na prawej przedniej łapie.
Mysz to całkiem ładna, szczupła kotka o zgrabnej sylwetce i długich łapach. Jedna z najwyższych kotów w klanie. Posiada zadbane, puszyste i miękkie futerko w kolorze ciemnej szarości na grzbiecie, zaś na brzuchu, łapach, pyszczku i szyi stopniowo przechodzące w płowy (niebieski abisyńczyk). Jej kolejną cechą charakterystyczną jest długi, puszysty ogon, na którym futerko wydaje się być jeszcze bardziej puchate. Pyszczek kotki ma smukły, nieco trójkątny kształt, zaś zdobi go para dużych, szeroko rozstawionych uszu, dwoje okrągłych, zielonych oczu oraz ciemnoróżowy nosek otoczony białymi wąsami. Nie zapominajmy też o wiecznym uśmiechu. Po mamie odziedziczyła ładny, melodyjny głos.
xxNie sądziła, że reakcja nastąpi tak szybko, bowiem w mgnieniu oka, zanim ktokolwiek zdążył zgodzić się lub niezgodzić z propozycją Mysiowąsej, Srocza Łapa wybiegła przed wszystkimi w stronę nieznajomego kota, na co była zastępczyni ruszyła pośpiesznie za nią. Szybko znalazła się u drugiego boku czarno-białej terminatorki, po czym spojrzała w górę na tajemniczego kota.xx– Witaj, my... jesteśmy z Klanu Gromu i szukamy kogoś. Mógłbyś – albo mogłabyś – nam pomóc? – dodała zaraz po pytanie Sroki, chcąc się przynajmniej jako tako przedstawić, bo może nieznajomy nie będzie chętny do rozmowy, gdy ktoś nagle do niego zagada ni z gruchy ni z pietruchy bez żadnych wyjaśnień.
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Lew spojrzał na Mysiowąsą chcąc wyrzucić z siebie to co myśli o jej pomyśle. Chciał rzec, że nie jest to bezpieczny pomysł, ale nie całkiem bez sensu, bo to jedyny ich punkt zaczepienia. Nie zdążył, bo Sroka wybiegła na spotkanie nieznajomemu. Głupia. Gdyby tylko kocur był szybszy od nich od razu by mógł rozpłatać terminatorce grydke i skrócić ją o żywot.
Zmarszczył czoło i spojrzał na Mysiowąsą i wojowników porozumiewawczo po czym szybkim krokiem i jednym susem pojawił się obok Sroki taksując wzrokiem nieznanego im kota. Miał nadzieję, że nie jest on lub ona niebezpieczny, a także, że nie ma kumpli.
Obserwował każdy ruch kota, każde drgnięcie wąsa napinając mięśnie i będąc gotowym do kontrataku. Nie miał zamiaru atakować pierwszy, ale wolał mieć go na oku. Skinął mu jedynie łbem oczekując informacji lub walki.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Widząc pędzącą w jego kierunku Srokę, samotnik momentalnie zeskoczył z ogrodzenia i odbiegł kawałek, jak podpowiadał mu instynkt. Zatrzymał się dopiero, gdy czarno-biała kocica głośno się z nim przywitała. Mimo zatrzymania się postanowił wygiąć grzbiet w pałąk i najeżyć się okropecznie, zwiększając swoje rozmiary i strosząc futro od karku aż po czarny ogon, który teraz przypominał szczotę. Prychnął na nią ostrzegawczo. Dopiero po tym zmierzył terminatorkę wzrokiem i uznał, że nie stanowi zbyt dużego zagrożenia. Za nią przyszło jeszcze pięć innych kotów i czarny kot nie czuł się bezpiecznie, ale widział, że nie da sobie przeciwko nim rady. Rzucając każdemu z osobna nieufne spojrzenie w końcu się odezwał:
- Trochę, a co? - mruknął niemrawo, bardzo niechętnie. Słyszał złe rzeczy o kotach z klanów, a ci tutaj właśnie na takie wyglądali. Chwilę później Mysiowąsa jedynie potwierdziła jego domysły i... poprosiła go o pomoc, co go nieco zdziwiło, co było widać po żółtych oczach, które nagle się rozszerzyły.
- ...w czym? - palnął w końcu.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Lew spojrzał podejrzliwie w stronę nieznanego im kota, który napuszył się i syknął. Nie dziwił mu się - w końcu Sroka miast podejść normalnie to zdecydowała się biec. Równie dobrze ów kot mógł ją zaatakować myśląc iż ta również ma taki plan. - Ruda kocica z białymi znaczeniami na końcach przednich łap, pysku i piersi. Widziałeś taką? Ta kotka jest ranna, mogli ją również zabrać Dwunodzy. Naprawdę nad zależy żeby ją znaleźć. - Rzekł po czym rozejrzał się dookoła, a także wlepił spojrzenie w płot szukając sierści, krwi, zapachu. Miał nadzieję, że trop się tak naprawdę nie urwał, ale skoro Malinowe Chaszcze i Trwaiaste Zbocze szukali już dalej to... szanse są nikłe.
Rozmowa się wlekła, kot był nie ufny co wcale burego nie dziwiło, jednak pięć kotów go nie zaatakowało, a prosiło o pomoc.
Mięśnie mimo wszystko dalej miał napięte, bo kocur mógł nagle stwierdzić, że pozbawi jednego z nich życia kosztem własnego. Nigdy nie wiadomo co siedzi w głowie samotników i pieszczochów. Może mają skłonności do samozagłady? Albo szaleństwa? To bardziej do samotników, pieszczochy wydawały się kocurowi bardziej potulne.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Wzrok stał się bardziej ostry, gdy widziała wrogie nastawienie kocura, dodatkowo również spięła mięśnie w oczekiwaniu ataku. Spodziewała się jednak, że prędzej kocur ucieknie niż zacznie się z nimi bić. Ich grupa liczyła czwórkę doświadczonych wojowników i dwójkę uczniaków, która mogła siedzieć z boku i obserwować, a członkowie starszego towarzystwa mogli go spacyfikować, gdyby się jednak wydał agresywny. Córka Czaplej Nogi zmrużyła jednak oczy wiedząc, że samotnicy to zachłanne stworzenia i prawdopodobnie informacje będą chcieli wymienić na przysługę. Drugi raz jednak nie będzie dobrą kocicą, bo za to będzie mieć jedynie karę. Miała już w głowie pomysł, w jaki sposób Klan Gromu mógłby się odwdzięczyć, jednak prawdopodobnie z tego się kocur nie ucieszy. Na chwilę obecną stała nieruchomo przy boku młodszej siostry, obserwując bacznie czarnego nieznajomego spod przymrużonych oczu, jakby w oczekiwaniu słów, które za niedługo mogą paść bardziej niż jakiegokolwiek ataku. Osobniki żyjące na własną łapę głupi nie byli, musieli przetrwać samodzielnie w świecie, gdzie nikt nie będzie miał skrupułów go zabić, jednocześnie zapewniając sobie jakikolwiek byt. Chyba, że bardzo by chciał umrzeć, bo w końcu kto normalny rzucałby się na tak ogromną grupę silnych kotów?
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Mistrz: Rozerwana Mordka (Gwiazda) (*)
Płeć: kotka
Matka: Sójczy Śpiew (*) [NPC]
Ojciec: Deszczowy Dzień (*) [NPC]
Partner: Akacja (*)
Trwałe urazy: Brak środkowego palca na prawej przedniej łapie.
Mysz to całkiem ładna, szczupła kotka o zgrabnej sylwetce i długich łapach. Jedna z najwyższych kotów w klanie. Posiada zadbane, puszyste i miękkie futerko w kolorze ciemnej szarości na grzbiecie, zaś na brzuchu, łapach, pyszczku i szyi stopniowo przechodzące w płowy (niebieski abisyńczyk). Jej kolejną cechą charakterystyczną jest długi, puszysty ogon, na którym futerko wydaje się być jeszcze bardziej puchate. Pyszczek kotki ma smukły, nieco trójkątny kształt, zaś zdobi go para dużych, szeroko rozstawionych uszu, dwoje okrągłych, zielonych oczu oraz ciemnoróżowy nosek otoczony białymi wąsami. Nie zapominajmy też o wiecznym uśmiechu. Po mamie odziedziczyła ładny, melodyjny głos.
xxNie spodziewała się takiej spanikowanej reakcji nieznajomego, ten na szczęście zatrzymał się i postanowił jednak widać się w rozmowę. Póki znów się ich nie wystraszy. Słysząc pytanie samotnika (chyba) i widząc, że nikt inny nie kwapi się do odpowiedzi, postanowiła zacząć mówić. xx– Skoro siedziałeś tutaj już trochę, to... czy widziałeś tutaj taką rudą, krótkowłosą kotkę z białymi łapami i pyskiem? Krwawiła. Albo może jakiś dwunogów którzy tędy przechodzili? Lub cokolwiek w tym rodzaju? – spytała, nie podchodząc bliżej nieznajomego, by go przypadkiem nie spłoszyć, dlatego mówiła wyraźnie i powoli by dobrze ją zrozumiał.
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Srocza Łapa wyruszyła chwilę wcześniej wraz z Lekkim Krokiem do obozu z powodu złego samopoczucia, dlatego nie brała dłużej udziału w wycieczce. Czarny kocur patrzył na nich nieufnie, wodząc spojrzeniem po każdym z osobna z kotów, które pozostały. Z ich słów nie wynikało, żeby chcieli go zaatakować, ale przezorny zawsze ubezpieczony, a poza tym ten szary, kudłaty łypał na niego wrogo spojrzeniem.
- Nie wszyscy na raz - mruknął niezadowolony. Każde z osobna zaczęło do niego gadać; wszyscy to samo, a on miał im niby odpowiedzieć. Gburowaty czarnuch nadmuchał poliki i rozłożył uszy na boki.
- No, widziałem ją jakiś czas temu - zaczął, spluwając na bok nadmiar śliny. - Dotoczyła się ranna do połowy ogrodzenia, a akurat na padoku byli jacyś obcy ludzie, nie znałem ich, i ją zabrali, a potem odjechali - powiedział w końcu, trzepiąc na boki ogonem. Śmierdziała jak oni, lis i krew, więc chyba znaleźli kogoś, kto rzeczywiście ją widział.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Odprowadził wzrokiem Lekkiego i Srokę. W sumie teraz mają o półtora kota mniej w akcji, a szanse na ratunek dla Nocnej spadł. A o półtora, bo Sroka była terminatorem więc... tak jak i Lew są mniej doświadczeni niż wojownicy... - A widziałeś może w którą stronę? - Zapytał spoglądając na kocura. Może nie wszystko stracone, moze da się ją.. odbić? - Do Siedliska Dwunogów pewnie... - Spojrzał pytająco na Mysiowąsą i Kwaśny Pysk, a także na Malinowe Chaszcze. Lew by tam poszedł aby odzyskać wojowniczkę Gromu, ale tak naprawdę skoro Dwunodzy są ogromni i silni to jak mają w czwórkę ich pokonać? Nawet gdyby obcy kot im pomógł, w co wątpił szczerze i z całego serca, i tak było ich za mało. Cały Grom to za mało, a inne klany nie porwą się na śmierć aby ratować Wichurę.
Westchnął i rozejrzał się dookoła lekko skonsternowany. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał, ale nadal był czujny. Nie chciał spotkać lisa, borsuka czy innych drapieżników.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Skierowała wzrok w kierunku Sroczej Łapy, kiedy Lekki Krok odprowadzał ją do obozu. Sama chętnie by poszła za siostrą, jednak nie mogła porzucić ekipy. Szczególnie, że już teraz byli osłabieni, dlatego też musiała zmusić się do powrotu myślami w kierunku tematu, który poruszali. Wojowniczka zmrużyła oczy, kiedy kocur zaczął używać dziwnych określeń. Ogrodzenie, padok, ludzie, odjechać. Co to miało znaczyć? Prychnela cicho słysząc wypowiedź czarnego upstrzoną różnymi kolorowymi słowkami, nie lubiąc określeń, których używali. O dziwo, Lew zrozumiał, o co czarnemu kocurowi chodzi, dlatego też przeniosła na niego lekko zdziwiony wzrok. Znał te słowa? A to ciekawe. Ktoś widocznie bardzo lubił mowę kotów spoza klanu, co wzbudziło w niebieskiej kocicy podejrzliwość.
- Co zrobili po wzięciu kocicy? - zadała pytanie, bo końcówka była dla niej niezbyt jasna. Nie bardzo wiedziała, co znaczyło to... Jechać. Być może było to jakieś samotnicze powiedzenie na odejście, zakopanie lub jeszcze co innego.
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Mistrz: Rozerwana Mordka (Gwiazda) (*)
Płeć: kotka
Matka: Sójczy Śpiew (*) [NPC]
Ojciec: Deszczowy Dzień (*) [NPC]
Partner: Akacja (*)
Trwałe urazy: Brak środkowego palca na prawej przedniej łapie.
Mysz to całkiem ładna, szczupła kotka o zgrabnej sylwetce i długich łapach. Jedna z najwyższych kotów w klanie. Posiada zadbane, puszyste i miękkie futerko w kolorze ciemnej szarości na grzbiecie, zaś na brzuchu, łapach, pyszczku i szyi stopniowo przechodzące w płowy (niebieski abisyńczyk). Jej kolejną cechą charakterystyczną jest długi, puszysty ogon, na którym futerko wydaje się być jeszcze bardziej puchate. Pyszczek kotki ma smukły, nieco trójkątny kształt, zaś zdobi go para dużych, szeroko rozstawionych uszu, dwoje okrągłych, zielonych oczu oraz ciemnoróżowy nosek otoczony białymi wąsami. Nie zapominajmy też o wiecznym uśmiechu. Po mamie odziedziczyła ładny, melodyjny głos.
xxGdy samotnik przemówił, Mysiowąsa zrobiła nieco zaskoczoną i niezrozumiałą minę. A wszystko przez słowa, jakich użył nieznajomy, na dodatek Lew najwyraźniej je zrozumiał, tak samo Malina. Czynny tylko Mysz nie wiedziała, o czym mowa? xx– Co to ogrodzenie, padok i ludzie? Te ostatnie to dwunodzy, tak? I odjechali to znaczy, że co zrobili? – normalnie może by aż tak dokładnie nie wypytywała kocura, ale chodziło tutaj o Nocną Wichurę. – Każdy szczegół jest dla nas ważny – dodała jakby na usprawiedliwienie swojej dociekliwości, po czym nie mówiła już nic, gdyż Lwia Łapa zdążył już spytać o kierunek tego odjechania dwunogów. Swoją drogą ciekawa sprawa, jak język kotów różnił się w zależności od miejsca ich wychowania i przebywania. Przy okazji Mysiowąsa może pozna trochę samotniczych słów, chociaż nie zamierzała ich używać, w końcu powszechna była opinia, że wszystko co samotnicze i pieszczoszkowe jest gorsze, a wojowniczka nie zamierzała nikogo prowokować.
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
- No właśnie nie do miasta - mruknął, cmoknąwszy językiem o zęby po tym, jak buro-biały terminator zabrał głos. Domyślił się, że chodziło o miasto, bo czasami rozmawiał z jakimiś kotami z klanów i one tak dziwnie określały miejsce, w którym żyli ludzie. W ogóle nie widzieli różnicy pomiędzy miastem a wsią i tak dalej, toteż czarnemu zapadło to w pamięć.
- Pojechali w inną stronę, nie wiem gdzie. W sensie... - Uniósł brwi szukając jakiegoś słowa, którym mógłby zastąpić "jechanie", którego obce koty najwyraźniej nie rozumiały. W końcu zmarszczył nos i odezwał się ponownie:
- Weszli do takiego czegoś co warczy głośno i śmierdzi, a potem ono pobiegło i oni w nim - odpowiedział im w końcu, robiąc dziwną minę, bo czuł się, jakby rozmawiał z upośledzonymi kotami, albo jakimiś naprawdę młodymi kociakami. Tyle, że kociakom pewnie by pokazał samochód, a tym tutaj... nie chciał.
- Ogrodzenie to to na czym siedziałem, a padok to... ta trawa i po niej biegają młode konie. Takie zwierzęta z kopytami - mruknął ponownie cmokając. Widać było, że ta rozmowa nie cieszyła go w żadnym wypadku, ale jakoś nie mógł się ich pozbyć. Cały czas mieli kolejne pytania, które na dodatek były okropnie niemądre.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Mistrz: Rozerwana Mordka (Gwiazda) (*)
Płeć: kotka
Matka: Sójczy Śpiew (*) [NPC]
Ojciec: Deszczowy Dzień (*) [NPC]
Partner: Akacja (*)
Trwałe urazy: Brak środkowego palca na prawej przedniej łapie.
Mysz to całkiem ładna, szczupła kotka o zgrabnej sylwetce i długich łapach. Jedna z najwyższych kotów w klanie. Posiada zadbane, puszyste i miękkie futerko w kolorze ciemnej szarości na grzbiecie, zaś na brzuchu, łapach, pyszczku i szyi stopniowo przechodzące w płowy (niebieski abisyńczyk). Jej kolejną cechą charakterystyczną jest długi, puszysty ogon, na którym futerko wydaje się być jeszcze bardziej puchate. Pyszczek kotki ma smukły, nieco trójkątny kształt, zaś zdobi go para dużych, szeroko rozstawionych uszu, dwoje okrągłych, zielonych oczu oraz ciemnoróżowy nosek otoczony białymi wąsami. Nie zapominajmy też o wiecznym uśmiechu. Po mamie odziedziczyła ładny, melodyjny głos.
xx– Rozumiem – miauknęła po wysłuchaniu samotnika, gdy mówił o tym, co się stało z Nocną Wichurą, gdy zabrali ją dwunodzy. Szczerze trochę współczuła kocurowi, że musiał się nagimnastykować, by wyjaśnić im wszystko w zrozumiały dla klanowych kotów sposób, się była wdzięczna, że w ogóle zgodził się im pomóc. W zasadzie to chyba nie mógł im pomóc bardziej, ponieważ powiedział wystarczająco, a skoro Nocna Wichura została zabrana gdzieś daleko... mogą tylko liczyć na to, że wróci. Oby wróciła. xx– Dziękuję za wyjaśnienie, chociaż konie akurat znamy. A teraz... chyba czas na nas, ponieważ dowiedzieliśmy się wystarczająco dużo. – spojrzała po swoich towarzyszach nieco pytająco, bo może reszta miała jeszcze jakieś pytania. – Dziękujemy ci za twoją pomoc, jesteśmy bardzo wdzięczni _ miauknęła uśmiechając się lekko do samotnika, po czym zaczekała na resztę, gdyby ktoś chciał jeszcze coś dodać albo w ogóle chciał jeszcze zostać i się rozejrzeć.
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Tyle nowych słów padło z pyska nieznajomego, że Lew zaczął się gubić w jego zeznaniach. Na szczęście jednak szybko zaczął mówić z sensem. Poprzednio jakoś zrozumiał, ale słowa typu miasto, ogrodzenie były dla niego niemal jak czarna magia. Chciał zapytać co to miasto, ale zdecydował, że to musi być coś w rodzaju Siedliska Dwunogów. No bo skoro ruszyli w stronę miasta to raczej do miesca gdzie dwułapi przebywają. - Dziękujemy. - Odparł po czym skinął nieznajomemu na pożegnanie. Spojrzał na Mysiowąsą zastanawiając się co dalej w takiej sytuacji. - Pewnie są już bardzo, bardzo daleko. Skoro udali się w dalszą drogę Potworami... słyszałem, że są bardzo szybkie. I pewnie nawet nie wyczujemy zapachu Nocnej skoro one tak faktycznie strasznie śmierdzą. - Mruknął zrezygnowany spoglądając przed siebie. Dodatkowo sprawdził czy wokół nie czai się jakiś lis albo inny stwór, który mógłby im zagrozić. Wzrok Lwa mówił, że ten najchętniej by szukał Nocnej dalej jednak... czy jest sens? Czy uda im się przed zmrokiem ją znaleźć? I tak było już dość.. późno. Mogliby poświęcić na szukanie więcej niż jeden wschód słońca, ale skoro nawet nie wiedzą gdzie dokładnie szukać...
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
I wreszcie nieznajomy zaczął gadać z sensem. Wysłuchała go uważnie, zapamiętując jak najwięcej szczegółów, po czym przytaknęła głową, trawiąc informacje. Jeśli Wichura została... Wsadzona do potwora to ich nie dogonią. Ani nawet nie wytropią. Na liczne podziękowania ze strony pozostałych członków ekipy, skinęła jedynie głową, strzygąc uchem na słowa Mysiowąsej, że są mu bardzo wdzięczni, po czym czujnie spojrzała na samotnika mając nadzieję, że nie będzie chciał wykorzystać tego, że niebieska kocica nie potrafiła uczyć się na błędach.
- Nie damy rady ich dogonić ani wytropić. Chyba pozostało nam... Wracać do klanu - odpowiedziała na słowa Lwa, spoglądając również na pozostałych gromiakow, czy zgadzają się z ich postanowieniem. Dalsze poszukiwania nie mają sensu, bo nawet, jak dojdą do siedlisk dwunogow to nie będą wiedzieli, gdzie szukać rudej wojowniczki. A osiedle jest bardzo duże.
- Pójdę po Trawiaste Zbocze - powiadomiła pozostałych, po czym skierowała się w kierunku, w którym prawdopodobnie przebywała czarno-biała kocica, żeby wszyscy w kupie wrócili do klanu. Po jej potencjalnym odnalezieniu powiadomiła by ją o sytuacji, starając się wszystko przekazać delikatnie.
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e