Uniosłem brew.
— Kodeks Wojownika, powiadasz? — powtórzyłem. Uznałem fakt, że jakiś losowy samotnik wie, czym jest Kodeks za interesujący, chociaż nie podejrzany. Już wcześniej miałem przypuszczenia, że kocur miał jakieś doświadczenia z klanowymi kotami, niezbyt przyjemne doświadczenia w dodatku, więc możliwe, że w trakcie jednego z nich ktoś postanowił go do edukować co do Kodeksu. Poza tym to też nie tak, że samotnicy nie mieli żadnego pojęcia o Klanach, przynajmniej nie wszyscy. Jasne, jestem pewien, że istnieje sporo takich kotów, które nie mają najmniejszego pojęcia o tym, czym są Klany i jak działają, jednak ci z nich, którzy mieszkają bliżej naszych ziem, muszą mieć, chociaż jako takie pojęcie. — Nie wiem kto ci to powiedział, ale trochę cię wrobił. Znaczy, jasne, samotników trzeba przeganiać z terenów Klanu, ale przecież jesteśmy od nich dobry kawałek. — No, chyba że kocur nie zdawał sobie z tego sprawy, ale coś w to wątpiłem. Jeśli przeżył spotkanie z pazurami jakiegoś nadgorliwego wojownika, pewnie musiał napatoczyć się, chociaż na granicę. No, chyba że któryś z tych prawych wojowników próbował przekonać go z terenów niczyich. — Owszem — potwierdziłem. Fakt, że kocur tak łatwo zidentyfikował moją przynależność, również uznałem za interesujący. — Króliczy Sus. Ty?
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Podróż minęła faktycznie szybko, chociaż zajęła im całą noc. Dettlaff prowadził, gdzie Żbik się trzymał trochę z tyłu, z delikatnie cofniętymi uszami. Jednak w końcu dotarli do lasu, a zaszli do Siedliska Koni. Kocur słyszał czasami różne opowieści, a miał szczęście, że wiatr wiał im pod pysk. Bryza przynosiła zapach poranka, zwierzyny, świeżego powietrza.
- Możemy tutaj przystanąć? - zapytał się przewodnika, spoglądając na jego pysk. Teraz Żbik był kompletnie inny niż podczas ich pierwszego poznania. Czuł teraz las praktycznie pod swoimi łapami, widział go. Teraz młodszy kocurek był szczęśliwy, uśmiechnięty, pełny życia i pewny siebie. Jego zielone ślepia błyszczały radością, a zaraz po pytaniu w stronę orientala wyrwał do przodu. Wdrapał się na strukturę dwunożnych i spojrzał przed siebie.
Las. Nie widział nic innego niż las, a mimo wszystko biło mu serce tak szybko, jakby przebiegł maraton i jeszcze trochę. Błyszczące oczy otworzyły się szerzej, pochłaniając obraz przed pyszczkiem. Zaraz zaciągnął się powietrzem, a bryza przyniosła delikatny, niknący zapach Klanów. Był już tak blisko.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Dla Dettlaffa podróż nie była jakoś specjalnie wykańczająca - spać nie chciał, nie nudził się. Łapy go bolały chyba jedynie z powodu, że zrobił dwa długie kursy niemal bez przerw. Niby po przyjściu z lasu przysiadł na fontannie, ale ten moment zdecydowanie nie wystarczył na to by odpoczął w zupełności. I niby mógł powiedzieć Żbikowi, ba - nawet mógł sam prosić o przerwy i postoje, ale coś z tyłu głowy mu podpowiadało że to mogłoby być niegrzeczne. Skoro się na coś zgodził, powinien po prostu trzymać się planu, bo jeszcze zezłości czy zasmuci Żbika tym, że podróż im się dłuży. Z tego też powodu, kiedy tylko w jego uszy wpadła prośba o to, żeby przystanęli, poczuł się jakby wszyscy przodkowie nagle zlitowali się nad nim. - Naturalnie - mruknął spokojnie, po chwili siadając i z niemałą siłą padając na bok. Nie ważne jak dziwnie by to miało wyglądać, Dettlaff nie wyglądał na specjalnie przejętego swoim zachowaniem. Po prostu zaczął lizać prawą, przednią łapę licząc na to, że ból łap szybciej mu minie. W końcu odchrząknął, wzrok kierując na towarzysza drogi. - Jak się bawisz?
Posłał mu lekki uśmiech. Wypadało dopytać, bo mogło mu coś być... i wtedy Dettlaff usiłowałby mu z całej siły pomóc. Zaraz opuścił łapę, którą przed chwilą lizał, a łeb położył płasko na ziemi. Co prawda, Żbika obserwował bardzo, bardzo uważnie ale to i tak ogromna oznaka zaufania. Leżąc oriental praktycznie się mu podkładał... ale buras mu przecież nic nie zrobi. Nazwał ostatnio Dettlaffa dobrym, więc można było mu ufać. Szczególnie, że sam prosił o dystans, raczej nagle się nie rzuci biało-niebieskiego. - Wiesz w ogóle, gdzie jesteśmy czy tu cię nie było jeszcze...?
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Skinął łbem na jego odpowiedź, a później wyrwał. Przysiadł na małej konstrukcji dwunożnych i owinął swój ogon wokół łap. Obserwował las Klanów, to jak się powoli wszystko budzi do życia. Zaraz wyjdą patrole poranne, wraz z patrolami łowieckimi. Terminatorzy zaczną swój kolejny dzień, nakarmią marudną starszyznę i wraz ze swoimi Mistrzami udadzą się na trening, czy to walki, czy polowania, a może po prostu pochodzą po granicach. Przez jego grzbiet przeszedł zimny dreszcz ekscytacji i spojrzał się na Dettlaffa, gdy ten zadał swoje pytanie. Przez chwilę mu się przyglądał, widząc, że ten palnął się na ziemię jak kłoda.
- Zmęczony? Czemu nie mówiłeś wcześniej, że chcesz odpocząć? - odpowiedział na jego pytanie pytaniem, a następnie spojrzał jeszcze raz na las. W sercu zaświergotała mu niepewność i strach, włącznie ze stresem. Tak bardzo się bał, ale był już tak blisko...
- Przez sześć księżycy byłem tak daleko od domu, a gdy gdzieś ruszałem oddalałem się od Klanu Rzeki, nie przybliżałem. I teraz patrzę na las, w którym mieszkają moi przyjaciele i rodzina. Mam ochotę krzyczeć z radości, jeśli mam być szczery - odparł, patrząc się przez ramię na towarzysza podróży. Uśmiechnął się szeroko do niego i odwrócił znowu wzrok na las. Tam musi być Zboże, wraz z Rybką. Jego rodzice. Pewnie myśleli, że zginął, martwili się! On tak za nimi tęsknił. Na kolejne pytanie Dettlaffa zeskoczył z konstrukcji dwunożnych i przysiadł przy nim.
- Nie było mnie tu, ale to nie oznacza, że nie wiem gdzie jestem. Jesteśmy w Siedlisku Koni, czasami mi o tym miejscu mówili. W tamtą stronę jest las, a w lesie mieszkają Klany... ale to wiesz, bo przecież mnie prowadzisz, e... ale tak. Siedlisko Koni - Żbik rozglądnął się dookoła i zwąchał powietrze. Jeszcze nie czuł zapachu dwunożnych, ale za pewne ci zaraz przyjdą. - Możemy tutaj chwilę posiedzieć, ale będziemy musieli się zmywać, jak tylko wyczujemy czy zobaczymy dwunożnych. Wolę nie mieć z nimi do czynienia. W międzyczasie pójdę zapolować, co o tym myślisz? - burego młodzika przepełniała energia, a jego zielone ślepia lśniły jak nigdy dotąd. Był podekscytowany, zestresowany, ale też jaki szczęśliwy. Poczekał na słowa Dettlaffa, czy jest głodny czy cokolwiek, bo w końcu musi wiedzieć na co zapolować i w jakich ilościach. Czuł tutaj dużo myszy, więc nie może się oprzeć takiej pokusie.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Wzruszył delikatnie ramionami. Dla niego nielogicznym było mówić, że potrzebuje odpocząć. Zaraz wymruczał pod nosem, że “chciał by szybciej doszli na miejsce”. Nie było to w zupełności kłamstwem… ale i tak, dla spokoju ducha dodał jeszcze, że nie chciał mu robić problemu.
Gdy Żbik przysiadł przy nim, drgnął. Nie odskoczył, nie zmienił specjalnie pozycji, ale łapy ułożył tak, by w razie potrzeby móc się szybko zacząć się bronić. Wolał pozostać ostrożny. Niby mu ufał, niby nie. Dziwna relacja, ale słuszna. Znali się ledwo dwa dni, jeśli nie mniej. - Mogę iść z tobą. Wątpię, by bolące łapy sprawiły, że nie będę w stanie polować. Kręcą się tu psy, z tego co wiem, więc wolałbym nie zostawiać cię samego i przybiegać na ostatni moment… - mruknął spokojnie, zaraz powoli podnosząc się do siadu. Ból nie był pretekstem do leżenia i zmuszania kogoś do roboty. Gdyby był sam i zgłodniał, też musiałby polować.
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Znaczy, oczywiście nie przysiadł przy nim, że tak bliziutko, że aż łapciami go dotykał, a bardziej po prostu usiadł niedaleko niego, aby samemu odpocząć. Obserwował Dettlaffa, po czym sam wstał i strzepnął ogonem.
- Leż. Pójdę coś nam przynieść, a ty odpocznij. Przyniosę ci też wody, może znajdę gdzieś mech - miauknął, po czym jak powiedział, tak zrobił. Odszedł w szybkim kroku zapolować, czując się już na pewno lepiej. Jego łapy nie błagały o pomstę do nieba, a czuły się dość dobrze. Dlatego zniknął w zaułku, aby przygotować dobry posiłek dla podróżnika.
Po dłuższym czasie Żbik wrócił. Cały. Jedynie futro mu się rozczochrało, no bo polował. Z pyska zwisały mu dwie pary myszy. Także on zje po dwie myszy oraz Dettlaff. Podszedł do kocura i położył zabitą zwierzyną przed nim. Swoją porcję odłożył trochę dalej. Zaraz później gdzieś zniknął, po chwili podając orientalowi mech z wsiąkniętą wodą.
- Jedz. I pij. Zasługujesz na chociażby moment odpoczynku. Kiedy wiem już, gdzie jestem, czuję się lepiej. Za niedługo wrócę do Klanu, ale w końcu nie goni mnie nic ciekawego. Nic się nie stanie, jak się spóźnię kilka dni. Dlatego odpocznij - strzepnął ogonem, po czym wstał, a dwie myszy wziął znowu w pysk za ogony. Wskoczył na konstrukcję od dwunożnych, a pożywienie położył przed swoimi łapami. Najpierw musiał popatrzeć się na las. Na jego las.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Gdy ten kazał mu leżeć, moment bacznie go obserwował. Być może i Żbik spotkałby się z buntem, ale nim oriental zebrał myśli, buras zdążył odejść. Dettlaff jedynie westchnął, podnosząc się do pozycji w której wciąż mógł leżeć, ale i obserwować okolicę. Lepiej być ostrożnym, zawsze.
A szczególnie trzeba pozostać czujnym, kiedy towarzysza nie m długo. Minęło sporo czasu, nim do niebiesko-białego dotarł charakterystyczny zapach dawnego Rzeczniaka. W końcu się go doczekał, całego, zdrowego i do tego z jedzeniem. Dettlaff obserwował przybyłego, widział jak ten kładzie rzeczy i... znika. I potem znów wraca z... z mchem, który zaraz podał orientalowi. Nieco zmieszany podniósł na Żbika wzrok. - Nie trzeba było... - mruknął gdy już towarzysz powiedział wszystko co miał i się odsunął ze swoim jedzeniem. Od Voodoo podarki rozumiał, ale Żbik? Absolutnie nie musiał dawać mu nic. Ale dał. To znaczy, że się przyjaźnią? Trzepnął lekko uchem. Samotniczka już raz mu powiedziała, że jak coś dostaje to ma przyjmować, więc nie wybrzydzał. Przysunął bliżej siebie myszy, raz jeszcze spojrzał na kocura, po czym zaczął spokojnie jeść. Nie przeszkadzał mu, gdy ten się rozglądał. Po prostu odpoczywał. - Gdzie będziesz się kręcił w lesie? - mruknął w końcu, gdy już skończył jeść. Łagodnym, płynnym tonem głosu. Wzrok wwiercił w Żbika, nie na tyle natrętnie by się czuł nieswojo, ale tak by miał pewność że Dettlaff odpowiedzi oczekuje. - O ile będziesz wychodził poza Klan...
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Na słowa Dettlaffa Żbik pokręcił przecząco głową. Nie powiedział jednak nic. Według burego było trzeba, w końcu w taki sposób może się jakoś odwdzięczyć na podróż kocurowi. Jakkolwiek. Więc to był jego sposób. Taki mały podarunek w postaci, no, jedzonka.
Kiedy Żbik w końcu zjadł swoją porcję, spoglądał na horyzont. Przyglądał się lasowi, a sam w końcu się wyciągnął na konstrukcji i położył głowę na swoich łapach, tak się kładąc. Spoglądał na las, dopóki nie usłyszał słów podróżnika. Odwrócił głowę w jego stronę, po czym znowu na tereny Klanów.
- Jeśli mi pozwolą wyjść z obozu przez najbliższe księżyce samemu - mruknął, strzelając delikatnie uchem. Przez chwilę pomyślał, a gdy odwrócił łeb do Dettlaffa poklepał miejsce obok siebie, tym samym wstając do siadu.
- Chodź. Pokażę ci - mruknął, a gdy już kocur do niego przyszedł, albo nie, Żbik zaczął mówić. Wziął głęboki wdech i łapą wskazał żółtozielone pole. - Widzisz tam? To jest rzepak. Trochę obok tego jest las, tam w stronę lasu klanowego. No i prawdopodobnie tam, ale to wiesz, wszystko zależy jak się potoczy życie - mruknął spokojnie, dalej patrząc się na las.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Na brak odpowiedzi się nie zmartwił. Wolał to, niż zapewnianie że trzeba było, że Dettlaff nie ma wyboru i musi się zgodzić. Zgodziłby się, ale czułby się okropnie, strasznie i takie uczucie mogłoby go pchnąć przypadkiem w stronę złych zachowań. I to byłoby jeszcze gorsze! Przecież cały czas tak ładnie się zachowuje, tak zwyczajnie, jak każdy powinien. Bez agresji, bez warknięć, bez niczego określanego jako nienormalne. I chciał się tego trzymać, chciał być zwykły kiedy był wśród innych. Może i nadal nie rozumiał co się właściwie przy Żbiku dzieje, ale póki Żbik nie miał zażaleń - chyba nie było ważnym czy Dettlaff rozumiał cokolwiek.
Na odpowiedź znajomego kiwnął lekko głową. Zrozumiałe, gdyby puścili go od razu znowu mógłby ponownie przepaść. I wtedy mógłby nie wrócić. Dettlaff sam się zmartwił na tę myśl, aż dreszcz przeszedł mu po plecach. Gdyby się dowiedział o tym, szukałby go z nadzieją że go znajdzie gdziekolwiek. Żywy czy martwy, grunt że znaleziony i że ktokolwiek na niego czekał, wiedziałby co z nim jest. Już miał się pogrążyć na dobre w swoich myślach, gdy usłyszał klepnięcie i kolejne słowa z pyska burego. Wpierw moment się wahał, ale ostatecznie faktycznie - wskoczył. Ogon owinął wokół łap, wzrok kierując na teren przed nimi. - Czyli jeśli cię gdzieś szukać, to przy rzepaku... Tak?... - opuścił po sobie uszyska, kierując wzrok na młodszego. Nie wiedział czy dobrze zrozumiał, bo potem było coś jeszcze o lesie, innym lesie...? Dettlaff nie był dobry w takie rzeczy. Zjawiłby się w wyznaczonym miejscu, ale jeśli sam miałby się domyślać gdzie do spotkania mogłoby dojść, pewnie w życiu by się z nim nie spotkał. Zaraz się uśmiechnął niezręcznie, jakby w niemy sposób chciał przeprosić za ewentualną gafę. Bo cóż innego mógł zrobić.
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Wskoczył i teraz Żbik czuł obecność swojego znajomego tuż obok. Kiedy mówił raz po raz zerkał na kocura obok, tak w razie czego, jakby były jakieś pytania czy cokolwiek. Słysząc słowa Dettlaffa najpierw miał ochotę go poprawić, no bo chyba się logicznie wyraził co nie, ale jednak zrezygnował. Jego tłumaczenie też nie było najlepszych lotów, więc nic nie powiedział. Może i było logiczne dla niego, ale niekoniecznie dla samotnika.
- Tak, dokładnie - odparł tylko. Widząc niezręczny uśmiech kocura buras się jedynie sam szerzej uśmiechnął, tak aby go pocieszyć, czy aby po prostu się uśmiechnąć do niebieskiego. Po chwili jednak jakby dotarło znaczenie słów do uszu Żbika i ten spojrzał na orientala. Milczał przez chwilę, po czym otworzył pyszczek. Przez chwilę się jeszcze bardziej zamyślił, jakby rozważał to, czy takie pytanie będzie dobre i w ogóle. Wyszło tak, że się zamyślił i zapomniał o tym, że siedzi obok kocura. Zaraz jednak otrzepując się z własnych myśli spojrzał przejrzystymi ślepiami na ciało kocura, wędrując ku pyskowi. Milczał jeszcze chwilę, po czym otworzył pyszczek, ale tym razem z niego coś wyleciało.
- A co... będziesz mnie szukał? - zapytał się, a aby dodać temu pytaniu trochę ironii poruszył swoimi brwiami w górę i w dół. Mimo tego czuł jak go pieką poduszeczki łap, od ciekawości i delikatnego stresu. Dalej się przyglądał Dettlaffowi, praktycznie wbił ślepia w oczy kocura siedzącego obok. No, po co miałby go szukać? W końcu był jego przewodnikiem, na ten jeden dzień. Tak go kocur polubił, że będzie go szukać? Bo jeśli tak, to kurcze. Chyba Żbik się będzie musiał częściej kręcić obok rzepaku.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Czyli się nie pomylił! Jak dobrze, o rety. Aż się mu lżej zrobiło na sercu, gdy Żbik mu potwierdził. Na uśmiech kota pozostał z tym samym wyrazem pyska, jedynie co wyglądał nieco bardziej nieśmiało. Szybko przeniósł wzrok na przestrzeń przed nimi. Mógł się uśmiechać, mógł starać się gadać i siedzieć w miarę blisko, ale zbyt długi kontakt wzrokowy był jak płachta na byka. Mógł jednego dnia nie reagować, innego mógł uznać to za wyzwanie do walki, bo akurat przypadkiem Żbik by zmarszczył nos i co wtedy? Wolał nie ryzykować. Nie chciał go skrzywdzić przez to, że był inny. - Tak. Chociażby dla upewnienia, że cię przyjęto i nie błąkasz się nigdzie sam. Nikt nie lubi być sam całe życie. Jakbym czasem cię spotykał, nie byłbyś sam zawsze - wyjaśnił krótko. Dettlaff nienawidził towarzystwa, ale sam czasem potrzebował do kogoś czasem pysk otworzyć. Inaczej zwariowałby do końca!
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los Płeć: kocur Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Partner: - Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Uśmiechnął się delikatnie na słowa Dettlaffa, nie wiedząc specjalnie co powiedzieć. Dlatego uciekł wzrokiem patrząc się na swój las. Milczał przez chwilę i odetchnął prosto z piersi, patrząc się po prostu przed siebie. Strzepnął delikatnie uchem, a z gardła Żbika wydobyło się westchnięcie.
- To miło z twojej strony - w końcu wypluł, spoglądając na kocura kątem oka. Przez chwilę jeszcze siedzieli w ciszy, dopóki nie dobiegło do ich uszu szczekanie. Żbik obrócił łeb, a jego ogon delikatnie się mimo wszystko napuszył.
- Musimy ruszać dalej - westchnął, bo było mu tutaj miło. Spoglądnął na Dettlaffa, tym samym się pytając, czy jest gotowy do drogi. I jeśli tak, to niech ruszają dalej. Przystaną w lesie, gdzie będą mogli odpocząć od psów, a napawać się dźwiękami natury i śpiewaniem ptaków.
[daj ztx2, a jak dasz zaczne gdzies dalej :
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nie zdążył nic powiedzieć wielkiego. Na pierwsze machnął głową. Dobrze, że mu miło. To sprawiało, że Dettlaff wewnętrznie czuł się dobrze i spokojnie. Nie chciał być w żaden sposób zły, a do tego miał szczególne predyspozycje. Ale Żbik tego nie wie, i dobrze. Niech nie wie. Czasem miło być nazywanym dobrym, nawet jak kocur nie miał do tego powodu. To głupie i prymitywne, ale tego Dettlaff potrzebował najbardziej. A od Voodoo nie miał prawa wymagać takiej opinii, bo... ona miała go poznać bliżej. I wolał by wtedy stwierdziła co o nim myśli.
Zaraz ich ciszę i spokój przerwał głośny dźwięk. Psy, szczekanie, które młodszego spłoszyły, a Dettlaffa wręcz przeciwnie. Wpierw otworzył szerzej oczy, nastawił uszy, przyspieszył oddechu, ale jakby czekał aż zagrożenie nadejdzie. Przecież mogły iść po tropie. On by tropił kogoś, gdyby chciał go skrzywdzić. Psy pewnie też. Trzeba było się ich pozbyć... ale nie teraz. Żbik prosił o dalszą podróż. - Tak. Tak, oczywiście - mruknął prędko. Zeskoczył z konstrukcji, zbliżył się do Rzeczniaka. W miejsce z którego dochodziły psie dźwięki spojrzał ostatni raz, szczerząc na nie kły. Jakby jakiś kundel miał być w pobliżu, już go spłoszy - a przynajmniej będzie próbował. Nie zwlekał zbyt, po tym istnie groźnym geście ruszył za Żbikiem.
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Dojście tutaj zajęło im sporo czasu. Karaczan był zmęczony, może nawet trochę zły. Jak najszybciej chciał wrócić do obozu, położyć się i zasnąć, a najlepiej już nigdy się nie obudzić. Spałby niczym trup i to dosłownie. Jednak teraz nie było czasu na odpoczynek. W końcu mają jeszcze trochę do przejścia. Na szczęście z każdym kolejnym krokiem jest to coraz krótsza trasa. I szczerze powiedziawszy, jednookiemu mija ona jeszcze szybciej, odkąd zbliżyli się do stajni. Przecież już raz tu był. Poznaje ten teren i gdyby z jakiegoś powodu miał wrócić do obozu samotnie, świetnie zorientowałby się w terenie i na pewno by się nie zgubił.
- uważaj na konie. - mruknął cicho, jak gdyby tylko dlatego, by się odezwać. Wąż pewnie zdawał sobie sprawę z zagrożenia i obecności wielkich zwierząt. Na szczęście, jak na ten moment, żadne z nich nie było nigdzie obok. Konie pasły się nieco dalej, w jednej grupie, totalnie ignorując obecność kotów. Ale jak szybko może się to zmienić? Karaczan chyba wolał się o tym nie przekonać. Mknął przed siebie, dosyć szybkim krokiem, chcąc jak najszybciej się stąd ulotnić.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Gdy zrobili wreszcie moment przerwy, Wąż wziął głęboki oddech. Nigdy nie był w tym miejscu, nigdy przenigdy! I może nawet by starał się pozwiedzać tę okolicę, ale... jakoś mu chyba nie wypadało. Musiał oszczędzać siły, żeby ewentualnie walczyć z psami. Do tego, nie powinien zostawiać Karaczana samego sobie. Z czystej kultury musiał mu dotrzymać towarzystwa! Ale rzecz jasna, nie stał bezczynnie jak kołek. Widząc siano, z pewną dozą ostrożności wskoczył w nie, układając się wygodnie. Nigdy w takim nie leżał! - A ty na psy. Wiesz, dwunodzy je miewają... - skrzywił się lekko, spoglądając z siana na brata. Kusiło go powiedzieć mu, że to urocze że tak się troszczy, ale Wąż chciał wrócić do obozu z całym pyskiem. Chociaż Karaczan mógł się już przyzwyczaić do zachowania brata, wcale nie musiało mu ono pasować i Wąż się z tym liczył! - Jesteśmy już dość blisko. Problem jest taki, że faktycznie jesteśmy coraz bliżej tych zapchlonych kundli...