Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Tym razem jej unik okazał się zbyt wolny. Może i odsunęła się o jakiś mały krok, ale sprawiło to jedynie, że uścisk Skały zamiast idealnego okazał się być po prostu mocny. Co powinno wystarczyć, by kotka zachwiała się na swoich łapach bardzo mocno, tracąc całkowicie równowagę.
Przez krótki moment Skaliste Zbocze wyobraził sobie, że to już ta walka, na którą czekał, na którą starał się przygotować cały ten czas. Futro samotniczki zamiast szarego jest biało-bure, a jej życie zaraz się skończy. Nie. Wciąż byli w trakcie pokojowego sparingu, jedynym, co rzeczywiście postarał się zrobić było przyciśnięcie jej swoimi łapami do ziemi, by ją przytrzymać.
Rolling 1d10+3: 1 +3 = 4
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Była za wolna, nie zdążyła nawet zarejestrować kiedy jej bark uderzył o ziemię, a ona sama znalazła się pod uściskiem kocura. Najgorszy scenariusz jakiego mogła się obawiać właśnie się spełnił.
Uniosła spojrzenie na pysk dymnego kocura powstrzymując się przed otworzeniem pyska. Musiała szybko coś wymyślić. Jedyną opcja była chyba próba podcięcia jego tylnych łap za pomocą swoich, również tylnych. Tak też zrobiła, z całej siły starała się uderzyć swoimi kończynami w łapy kocura, bliżej kolan. Chciała go tym od siebie odtrącić, i szybko wrócić na łapy.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Przytrzymanie jej nie podziałało tak jak planował, samotniczka wciąż była w stanie się ruszać. Chociaż jak mógł ocenić po siłę uderzenia, które dotknęło jego łap, zbalezebuet się na ziemi wyraźnie osłabiło jednak jej ataki. A może nawet nie miał być to atak, tylko akurat się poruszyła i przez przypadek trafiła na niego?
Niezależnie od tego wszystkiego, zaczynało to wyglądać jak zakończona walka. Jednak przed tym, jak rzeczy uznają, że wystarczy tego sparingu, być może mógł wykonać przynajmniej jakiś ostatni ruch - znów całkiem zwykłe uderzenie łapą, skierowane w głowę kotki. To chyba nie powie być zbyt trudne w tym momencie.
Rolling 1d10+3: 9 +3 = 12
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Tym razem nie ukrywała warknięcia irytacji, któro bezproblemowo opuściło jej pyszczek. Z drugiej jednak strony może powinna. Lepiej byłoby udawać, że nie był to zamierzony atak, a pomyłka, przypadkowe poruszenie. Już trudno.
Poczuła mocne uderzenie skierowane w jej głowę, a zaraz potem przed okiem zaczęła widzieć ciemne plamy. Chwilowo ją zamroczyło. Niechętnie musiała przyznać, że kocur miał krzepę. Zamknęła oczy, zagrażając przy tym zęby chcąc pozbyć się uczucia bólu, po czym spróbowała jeszcze raz go kopnąć. Tym razem w miękki brzuch. Ostatnia deska ratunku, próba zachowania honoru.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Uderzył ją całkiem mocno, tak jak planował,a zaraz potem odsunęła go całkiem skutecznie swoim kopniakiem. Cofnął się o kilka kroków, dając samotniczce możliwość się spokojnie podnieść i tym samym komunikując, że ich pojedynek właśnie się zakończył. Miał wrażenie, że nie będzie ona protestować i próbować atakować jeszcze raz. - Oby z tą, którą zabiję, poszło mi przynajmniej równie dobrze. - Mruknął bardziej do siebie samego niż jej. Nie powinien więcej o tym opowiadać. Nie spodziewał się, by ta kotka współpracowała z tamtą, ale i tak lepiej było nie roznosić niepotrzebnych informacji. Jeśli jego plan miał się udać (a musiał się kiedyś udać, bo co innego miałby zrobić w innym przypadku), najlepiej, żeby nie wiedziało o nim zbyt wiele kotów.
Dlatego najbardziej odpowiednim zachowaniem w tym momencie wydało mu się oddalenie szybkim krokiem. Wcześniej wykonując jeszcze jedynie skinięcie głową, w ramach czegoś, co można było uznać za pożegnanie.
// zt
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Podniosła się na równe łapy z wciąż jeszcze obolała głową. Nie podobało jej się to jak to wszystko się rozegrało, ale przynajmniej ten jeden ostatni cios był godny nazwania obroną honoru. Uniosła na niego spojrzenie nie bardzo rozumiejąc o czym właśnie mówił. Nie zdążyła nawet zareagować, gdy ten zaczął już odchodzić. - Powodzenia. -Rzuciła jedynie za nim. Owszem, wzbudziło to jej ciekawość, ale nie była desperatem, który musiał dowiedzieć się wszystkich szczegółów. Może kiedyś. I tak nie łączyło ją z kocurem zupełnie nic, a śmierć przypadkowego kota też nic jej nie zrobi. Obserwowała jedynie jak odchodzi. Będzie musiała popracować nad swoimi umiejętnościami. Nie były najgorsze, ale zdecydowanie zardzewiałe.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Jej treningi zdecydowanie zwolniły od czasów tamtej ceremonii, a później i śmierci Bobrzego Boru. Chciała do nich wrócić, to nie mogło tak trwać bez końca, niezależnie od wszystkiego, co się wydarzyło. Aż w końcu zorientowała się, że Sosnowej Szyszki nie było nigdzie w Obozie. I nie wiedząc, co innego miałaby z tym zrobić, wyruszyła na poszukiwania swojej matki, dalej niż zapuszczała się sama kiedykolwiek wcześniej. Bo przecież to musiał być jakiś błąd, on by jej tak nie zostawił, mówił przecież, że ich rodzina musiała trzymać się razem. A ona starała się wierzyć w to chociaż trochę, nawet jeśli większość kotów wokół była okropna na mnóstwo równych sposobów, to nie wszyscy jednak tacy byli.
Z każdym krokiem wierzyła w to coraz mniej. To było bezsensu. Całe myślenie, że inne koty jej pomogą, nie zostawią jej, nie zniknął, nie umrą, nie okażą się kimś zupełnie innym niż myślała, było bez sensu. Miała tylko siebie i sama musiała doprowadzić do zaistnienia świata, w którym wszystko w końcu będzie dobrze. Dla niej, bo to, co stanie się z wszystkimi innymi było mniej istotne.
Aż w końcu zatrzymała się, nie mając pojęcia gdzie się właściwie znalazła. Niezbyt podobało jej się to miejsce, dziwne, obce, akurat obok jakiejś konstrukcji, której sensu i przeznaczenia zupełnie nie rozumiała. Czas było wracać na tereny Cienia, przynajmniej wszystkie okropne rzeczy, które działy się tam, były już jej znane.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Spędzałem teraz dużo czasu z Kozią Skarpą. Lubiłem jej towarzystwo, ona lubiła moje - a od czasu ostatniej wspólnej nocy w Punkcie Obserwacyjnym bardzo potrzebowałem z nią kontaktu fizycznego. Nigdy nie sądziłem, że będę potrzebował czegoś więcej niż słowa ale przytulanie było… miłe. Poza tym Kózka miała fajne futerko. Było takie inne od mojego, krótkie, ale jednocześnie przyjemnie w dotyku. Z drugiej strony jednak nie zamierzałem jej do niczego zmuszać i pozwalałem na kontakt fizyczny tylko wtedy, jeśli sama Kózka go chciała. Wiedziałem, że ona nie czuła tego samego co ja, ale nie byłem zły. Mi się podobało to, że siedziałem z nią, spędzałem z nią czas.
- Pokaże ci konie. To nie to samo co kozy ale je też będziemy mogli iść zobaczyć! Może będą akurat gdzieś w pobliżu, no a jak nie to mamy caaaały dzień. Znaczy w sumie to trochę mniej bo Niedźwiedzi Ryk chce, abym poszedł na wieczorny patrol. No ale tak to jestem caaaały dla ciebie!
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Kozia Skarpa w żadnym wypadku nie odmawiała jakiegokolwiek kontaktu fizycznego z kocurem. Wręcz przeciwnie, momentami sama go inicjowała, czy to owijając ogon wokół tego należącego do Kudłatego, ocierając się o jego boczek... W tym samym czasie zastanawiała się też nad tym co ona sama czuła. Do teraz nie była pewna. Zawsze w towarzystwie terminatora czuła się... Poddenerwowana. Nie, że nie lubiła jego obecności, oczywiście że nie, ale była... No, nerwowa. Nieustannie próbowała analizować, skąd biorą się jakiekolwiek uczucia, czy faktycznie może nie czuje tego samego do niego co on do niej. To nie tak, że nie chciała z nim być. Nie. Czy faktycznie zaczynała coś czuć? Gwiezdni, nie wiedziała. To wszystko było takie niepotrzebnie skomplikowane.
- ...Może pójdę z tobą? I tak planowałam zapolować wieczorem, to może będę się kręcić w okolicy... - Zaproponowała nieco nieśmiało, niezadowolona z tego, że będą musieli skrócić ich randkę przez patrol Kudłatego. Randkę?? Odchrząknęła cicho, czując ciepło pod futrem.
- A, i nie próbuj tym razem dosiadać koni. Nie będzie tak kolorowo jak cię zrzucą albo kopną. Nie mam zamiaru cię dzisiaj ciągnąć do lecznicy jeśli coś ci się stanie. - Rzuciła żartobliwie, niezręcznie się uśmiechając. A nie chciała by mu się coś stało. Ostatnie czego potrzebowała to to, żeby ich wspólny czas został jakkolwiek zaburzony, bo Kudłata Łapa wyląduje w Korzennej Jamie. Oczywiście, odwiedzałaby go, ale to nie to samo, kiedy dookoła były inne koty.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- Naprawdę? Chcesz ze mną iść? - zapytałem, uśmiechając się szeroko. Cieszyła mnie wizja spędzenia większej ilości czasu razem. Nawet gdyby tylko kręciła się po okolicy to sama świadomość tego, że jest gdzieś obok, byłaby pokrzepiająca. - Może Niedźwiedzi Ryk pozwoli Ci też iść z nami w patrolu tak po prostu. Wtedy dalej byśmy mogli ze sobą rozmawiać! A na polowanie możemy iść razem kiedy tylko będziesz chciała - miauknąłem. Gdybym miał taką możliwość to spędzałbym z Kózką KAŻDĄ chwilę. Niestety nie miałem takiej sposobności, ponieważ... cóż, mieliśmy swoje obowiązki. Czasem szło je połączyć, czasem nie grały ze sobą w ogóle. Jeśli jednak tylko była okazja to czemu nie. Możliwość wspólnego patrolowania o zachodzie słońca była kuszącą wizją. Oby tylko Niedźwiedzi Ryk nie miał mi za złe jeszcze większego rozkojarzenia. Wiedziałem, że tego nie lubił, ale gdyby on sam miał kogoś takiego jak Kózka obok to na pewno by mnie zrozumiał!
- No dobra. Ale podejdziemy do nich bliżej! Jeśli ludzie nie zmienili swoich nawyków to konie powinny być teraz właśnie na tej łące. Tylko ona jest ooooogromniasta! O! Chociaż tam chyba widzę jakiegoś! Widzisz? Tam w oddali. - wskazałem łapą w kierunku dość małego kształtu. - Możemy też podejść bliżej tego tam. Jak konie są głodne to tam mogą wziąć jedzenie. - dodałem szybko, tym razem wskazując kolejny, jak na razie też mały, punkt w oddali. - W ogóle to jeszcze nie miałem okazji być w tej Korzennej Jamie. Jakoś jestem niezniszczalny! Jak tam jest? Oh! Nie znaczy nie, przepraszam. Nie ważne, zapomnij, ja sam sprawdzę. Przepraszam. Jak się dzisiaj czujesz? - zdenerwowałem się trochę sam na siebie. Kózka mówiła mi niedawno, że była chora i spędziła tam dużo czasu za kociaka. Niepotrzebnie wyciągałem jakieś jej traumatycznie wspomnienia. Sam chyba takich nie miałem, ale to nie znaczyło, że inni nie mieli.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Przekrzywiła nieco łeb, uśmiechając się z rozbawieniem.
- Czemu cię to tak dziwi? Chyba nie myślałeś, że się mnie tak łatwo pozbędziesz, co? - Zażartowała, a kozie serce zabiło szybciej, słysząc ekscytację w głosie Kudłatej Łapy. Cieszył się z tak najdrobniejszych rzeczy. Ze wszystkiego. Las mógłby się odwrócić do góry nogami - korzeniami? - a terminator wciąż byłby w stanie się zachwycić i trajkotać o tym jaki to nie jest wspaniały widok. Kozia Skarpa nie potrafiła zrozumieć jakim cudem potrafił w taki sposób na wszystko reagować... Kudłaty był niesamowity.
- A no, coś widzę. - Rzuciła, od razu kierując się w kierunku który wskazał Kocurek, ocierając końcówkę szczurzego ogona o jego bark, chcąc jak najszybciej się tam z nim udać. Może faktycznie będą w okolicy kozy? Wojowniczka miała taką nadzieję. A jak nie... To może wybiorą się jeszcze innym razem? Kozia Skarpa poczuła nutę nadziei w sercu, że może jednak dzisiaj nie uda im się znaleźć tych rogatych zwierząt. Dzięki temu mieliby więcej powodów by wyruszyć na kolejną taką randkę- wyprawę.
- Co- - Przez chwilę nie zrozumiała, czemu Kudłaty tak nagle zaczął przepraszać. Dopiero po paru chwilach połączyła kropki, wywijając oczyma. - A, nie no, spoko. Od tego czasu minęło już ile- Dwa obiegi pór? Więcej nawet. Nie mam żadnego problemu z tym miejscem, nie martw się. - Zapewniła go, zwalniając nieco kroku aby otrzeć policzek o jego łeb. - Czuję się dobrze, miło że pytasz. A w Korzennej Jamie jest... Spoko. Mocno tam pachnie ziołami, ale na dłuższą metę da się przyzwyczaić. Nudno trochę trzeba tam siedzieć, ale nie jest tak źle.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- Nigdy bym nie chciał się ciebie pozbyć! - powiedziałem szybko w odpowiedzi. Nie rozumiałem, jak można się kogoś pozbyć. Zwłaszcza kogoś takiego jak Kózka. Ona była dla mnie naprawdę ważna. Najważniejsza na caaaałym świecie. A świat był przecież ogromny.
Lekko przejechałem ogonem po boku kotki. Uśmiechnąłem się delikatnie. Zamierzałem jej pokazać konie i kozy i kury i osły i..! Wszystko to, co ona by chciała zobaczyć. Nawet jakby chciała wyruszyć w góry to poszedłbym z nią. Wszędzie bym z nią poszedł.
Ulżyło mi. Nie chciałem urazić uczuć wojowniczki, zwłaszcza, że zrobiłbym to nieświadomie! Całe szczęście Kózka nie była na mnie zła ani urażona. Zamruczałem cicho, gdy otarła się o mnie polikiem.
- I medycy tam tak spędzają cały czas? Z tymi wszystkimi ziołami? Oni to w ogóle muszą mieć dużo wiedzy skoro wszystkich leczą. - powiedziałem, biorąc krótki wdech z zachwytu. Tym razem to ja otarłem się o nią polikiem.
- Dobra, to ścigamy się do koni! - krzyknąłem nagle, a zaraz potem ruszyłem szybko przed siebie.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zaśmiała się cicho, kręcąc nieco łbem. Oczywiście wiedziała, że Kudłaty nie miał zamiaru się jej pozbywać ze swojego życia. Ale nie zaprzeczała, że jego zapewnienie wywołało w sercu wojowniczki przyjemne uczucie. - Luz, żartowałam - Zamruczała.
Kiwnęła łbem na słowa o medykach. Oczywiście, że mieki duża wiedzę, na dużo tematów. Kiedyś jak Kózka była mała to nawet myślała, że medycy są w ogóle wszechwiedzący. Ale to jak z każdym dorosłym, w oczach kocięcia dorośli nosili każdą informację o świecie. - No, nie cały... Większość, tak. - Odparła na pytanie terminatora.
Gdy ten nagle ruszył przed siebie, Kozia Skarpa nie marnowała więcej czasu, od razu rzucając się w pościg.
- Hej! - Rzuciła, śmiejąc się w biegu. To nie fair, powinien był ją wcześniej ostrzec że będą się ścigać...! Ale to nic. Była szybka, z pewnością łatwo go dogoni, mimo przewagi czasowej. Wzięła parę głębszych oddechów, próbując prześcignąć Kudłatego w długich susach, odwracając łeb w jego stronę, szczerząc się szeroko w rozbawieniu.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Biegłem przed siebie ile miałem sił w łapach. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że będę wolniejszy od Kózki. Ona była ode mnie wyższa, miała dłuższe nogi, dzięki czemu po prostu była ode mnie szybsza. Jak jednak mogłem, tak starałem się utrzymać chwilowe prowadzenie. Tylko parusekundowe, gdyż już po chwili zadymiona chmurka minęła mnie w paru susach. Była niczym królik albo zając, z gracją pokonując kolejne odległości.
- Złapię cię! - krzyknąłem wesoło, szczerząc się szeroko. Poczułem nagle, jak w gardle pojawiło się dziwne uczucie. Coś brzęczącego obijało się o moje wnętrze. Stanąłem nagle, biorąc głębszy wdech, a zaraz potem próbowałem to brzęczące coś wypluć. Wystawiłem język, próbują się tego pozbyć. Zadławiłem się chyba, aż wreszcie wyplułem. Gwałtownie złapałem powietrze, a zaraz potem spojrzałem na tego cośka. Mucha. Mucha wpadła mi do gardła. I o dziwo dalej się ruszała, chociaż była w mojej ślinie. Zapowiadało się na to, że zaraz miała znowu odlecieć.
- Żyje!
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zaśmiała się głośno, słysząc pomimo obijającego się o jej uszy wiatru słowa Kudłatego. Już otwierała pysk by mu na nie odpowiedzieć, zarzucić wyzwanie, gdy nagle rozległ się dźwięk krztuszenia się. Zatrzymała się, serce stanęło jej na chwilę w piersi, pomimo cichego dyszenia ze zmęczenia. Niewielkiego, ale obecnego. Wyrzuciła kompletnie z głowy ich wyścig, podbiegając z powrotem do terminatora.
- Co się stało? - Spytała spanikowana, stając u boku kocura, uderzając go nieco łapą po barku. Nie wiedziała czy to pomoże, ale jeśli mogła cokolwiek zrobić, to przecież nie będzie stać bezczynnie z boku. Bała się, o to, by Kocurek nie wylądował w lecznicy z powodu zwichnięcia czy innego złamania, gdyby koń wyrzuciłby go o parę lisich długości w powietrze, tymczasem do głowy by jej nawet nie przyszło, że terminator może się do tego czymś zadławić. Przełknęła ślinę, uderzając szczurzym ogonem o ziemię z poddenerwowania.
W końcu wypluł to, co utknęło mu w gardle. Mucha. Futro na grzbiecie Koziej Skarpy podniosło się nieco, odrzucając na bok ochotę zmiażdżenia insekta za to, że chociaż śmiał spowodować jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu Kudłatej Łapy. Życiu! Co by było, gdyby durna utknęła mu w gardle na dobre? Mógłby się udusić! Koza wzięła cichy oddech, uderzając nieco muchę łapą, aby ją odpędzić.
- Nic ci nie jest? Nie boli cię nic? - Spytała, łapą lekko przejeżdżając po kudłatej sierści na jego barku, chcąc dodać mu otuchy. Mimo, że wydawał się kompletnie mniej przejęty tą sytuacją niż ona.