przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Musiałem przyznać, że naprawdę się nie spodziewałem, że jakaś mucha wleci mi do mordki! Zazwyczaj obserwowałem muchy, jak gdzieś siadają albo latają obok mnie - czasem odpychałem je ogonem albo uchem - ale pierwszy raz zdażyło mi się, aby jakaś wleciała mi do gardła! Od razu lepiej mi się oddychało, gdy pozbyłem się jej ze środka. Potrząsnąłem głową parę razy, uśmiechając się delikatnie do wojowniczki.
- Jest dobrze. Już dobrze. Nie spodziewałem się, że mucha mi wleci do pyska! Muszę uważać, jak będę biegać. Dobrze, że tobie się nic nie stało i żadna mucha tobie nie dostała się do gardła - miauknąłem, spoglądając w oczy Kózki. Zabrało mi dech, tak piękne miała oczy! Zielone, dobrze wpasowujące się w jej dymne, krótkie futerko. W ogóle cała była... piękna. Lubiłem jej towarzystwo, lubiłem też na nią patrzeć. Zamruczałem cicho, czując dotyk jej łapy na boku. Delikatnie podniosłem jedną z przednich łap, po czym lekko przejechałem nią po jej policzku. - Lubię cię bardzo - mruknąłem, nie odrywając od niej wzroku. - Ale to ja wygram! Patrz teraz - dodałem, po czym skoczyłem nagle w jej kierunku, chcąc przewrócić ją na grzbiet i znaleźć się nad nią.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Poczuła ulgę na słowa kudłatego terminatora, przytakując nieco łbem. Nie mogła zaprzeczyć, że wciąż lekko się w środku martwiła, ale skoro kocur mówił, że wszystko było w porządku, to nie będzie się z nim kłócić. Najważniejsze by sobie już nic nie zrobił.
Zamruczała cicho, trochę w zaskoczeniu gdy łapa terminatora dotknęła jej policzka, ale nie odsunęła się. Przechyliła nieco łeb, uśmiechając się szeroko. Już chciała otworzyć pysk by coś powiedzieć, kiedy ten ją wyprzedził. Wydała z siebie cichy chichot na jego słowa, a jej serce zabiło mocniej. Ciężko jej było uwierzyć, jak szybko potrafił odwrócić jej uwagę od faktu, że dosłownie parę uderzeń serca temu się krztusił owadem. Jakby on sam już o tym zapomniał. Czy ta mucha wciąż jeszcze z nami była, czy już zdążyła odlecieć? W sumie nieistotne. Ona się tu w ogóle nie liczyła. Nie dla Kózki.
- Ja ciebie też - Zamruczała, aby po chwili wydać z siebie zaskoczone mruknięcie, kiedy ten się na nią rzucił. Ponownie, wybijając ją z rytmu, atakując znienacka. Padła grzbietem na ziemię, mrużąc nieco oczy przy uderzeniu. Nie mocnym oczywiście, ale z pewnością niespodziewanym. Otworzyła je ponownie szerzej, wpatrując się w kocura przez parę sekund, aby potem wybuchnąć cichym śmiechem. - Ej, ej! Uprzedź mnie czasem, co? - Pacnęła go delikatnie w ucho, uderzając ogonem o jego. Śmiała się jeszcze przez chwilę, po czym westchnęła z rozbawieniem, przewracając oczyma.
- Hm.. Ale dobra, niech ci będzie. Wygrałeś. Oczekujesz jakiejś nagrody? - Spytała.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- Uprzedziłem! Powiedziałem “patrz teraz”, więc ostrzegłem cię z wyprzedzeniem i dopiero potem skończyłem! - powiedziałem zadowolony z siebie, wpatrując się w Kozią Skarpę. Lubiłem gdy się śmiała. Miała taki przyjemny chichot… W ogóle jej głos był przyjemny. Lubiłem jej słuchać, nie ważne co by mówiła, i tak chciałbym jej słuchać do końca swojego życia.
Położyłem się na Kózce, korzystając z okazji, że udało mi się ja wywrócić. Mimo krótkiego futerka była mięciutka, a mnie bardzo przyjemnie leżało się na jej brzuchu. Głowę oparłem o jej klatkę piersiową, przymykając oczy z zadowoleniem. Wziąłem głębszy wdech, kiedy zapytała mnie o nagrodę. Nie potrzebowałem niczego, największa nagroda dla mnie to było jej towarzystwo. Czego mógłbym chcieć więcej?
- A co mógłbym dostać? - zapytałem, zaraz potem wystawiając język i przejeżdżając nim delikatnie po klatce piersiowej kotki.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Parsknęła nieco na jego słowa, wywijając ponownie oczami. Ależ jej uprzedzenie! Skąd miała wiedzieć, że zaraz po tym ją staranuje? Nie skomentowała tego już, kręcąc z dezaprobatą łbem. Zamiast tego po prostu ponownie trzepnęła go lekko po uchu.
Drgnęła nieco na ziemi gdy Kudłaty się na niej położył, przekrzywiając nieco łbem na ciężar. Zamruczała cicho, starając się opanować szalejące serduszko. Czy Kudłaty w ogóle je słyszał, opierając się o jej klatkę piersiową? Kozia Skarpa odwróciła wzrok, wpatrując się w milczeniu w niebo, zastanawiając się nad pytaniem terminatora. W istocie, pytanie było adekwatne, co mogłaby mu dać? Miała pustkę w głowie. Jakąś zdobycz? Nie, nie pasowało. Taką "nagrodę" to może mu zafundować na co dzień.
- A co byś chciał? - Spytała cicho, spoglądając ponownie na kocura. Przełknęła cicho ślinę, czując jego ciepło o jej ciało, łapą nieco przejeżdżając po jego barku. - Ty zawsze mi obiecujesz tyle rzeczy- Że zabierzesz mnie zobaczyć słońce, jeśli spadnie. Albo że będziemy częściej oglądać gwiazdy... Też chcę ci móc coś dać, albo chociaż obiecać - Przejechała językiem po jego policzku, wstrzymując na chwilę powietrze. Nawet nie wymieniła wszystkich rzeczy jakie Kudłaty zdążył jej obiecać, było ich tyle... Fakt faktem że nie wszystkie z nich był w stanie faktycznie doprowadzić do skutku, ale dla Koziej Skarpy liczył się sam gest. A ona chciałaby go odwzajemnić.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Słyszałem szaleńczo bijące serce Koziej Skarpy. Nie wiedziałem, dlaczego się tak dzieje - bałem się, że może coś jej zrobiłem chociaż... chyba zamruczała. Prawie na pewno! Bardzo lubiłem jak mruczała. Było to takie... przyjemne. Miłe uczucie. Zamruczałem również, nieco głośniej niż Kózka. Moje serce również biło nieco szybciej, ale nie przeszkadzało mi to. Uśmiechnąłem się szeroko, wpatrując się w zielone ślepia kocicy.
Poczułem... dreszcz. Przyjemny dreszcz, który przeszedł po moim kręgosłupie. To było naprawdę cudowne uczucie. Podobało mi się to ciepło. Serce zabiło mi jeszcze szybciej, a oddech przyspieszył. Spoglądałem na nią, nie wiedząc do końca co ze sobą zrobić. Po chwili jednak zdecydowałem się przytulić ją mocniej, mrucząc jeszcze głośniej, niż wcześniej.
- Już dostałem najlepszą nagrodę - miauknąłem cicho, dotykając nosem jej noska. - Obiecasz mi, że... zawsze będziemy ze sobą szczerzy?
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zamilkła na parę sekund, cały ten czas wpatrując się w oczy Kudłatej Łapy, jakby była w transie. Coś w jego słowach sprawiło, że ciepło w jej sercu tylko wzrastało. To w jaki sposób tak łatwo to oznajmił, oraz to, jak dotknął jej nosa w tym samym czasie sprawiło, że Kozia Skarpa czuła się jakby czas się zatrzymał. Przez chwilę nie wiedziała co dalej powiedzieć, z chwilowego porywu - który w rzeczywistości trwał zaledwie parę sekund - wyrwały ją jego następne słowa. Kiwnęła z uśmiechem łbem, przejeżdżając językiem po jego żuchwie, odwzajemniając jego wcześniejszy gest dotknięcia nosków.
- Obiecuję - Odparła, przejeżdżając łapą po jego kręconym futerku, mrucząc cicho. Jakiekolwiek następne słowa utkwiły w jej gardle, nie, żeby wiedziała co więcej powiedzieć. Kudłata Łapa z ich dwójki robił to najlepiej. Najdrobniejszymi słówkami był w stanie ją powalić, sprawić że dymna kompletnie straci mowę. Nie wiedziała, jak to robił. Jakby usłyszała to samo od jakiegokolwiek innego kota, z pewnością jej reakcja wyglądałaby zgoła inaczej... Wzięła cichy wdech, czując, że trochę jej go zabrakło. - Lubię cię - Mruknęła, mimo, że powtarzali to sobie dotąd już parokrotnie. Tym razem jednak powiedziała to z większą pewnością, cichszym tonem głosu. - Bardzo. Bardzo cię lubię.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Moje serce biło jak oszalałe, a ja cieszyłem się niezwykle z tego, iż byliśmy ze sobą tak blisko. Zamruczałem, gdy przejechała łapą po moim futrze, uśmiechając się jeszcze szerzej, gdy również złożyła mi obietnicę. Byliśmy więc kwita.
- Ja też! Tak serio... bardzo. Bardziej niż cokolwiek i kogokolwiek. - ledwo można było usłyszeć moje słowa przez to, iż ciągle mruczałem. Cieszyłem się tą wspólną chwilą. Cieszyłem się i zamierzałem ją wykorzystać. Delikatnie przejechałem językiem po jej nosie, po czym zachichotałem.
Czas mijał. Poobserwowaliśmy konie, ale nie udało nam się zobaczyć kóz. Uznałem, że będziemy musieli przejść się jeszcze dalej, ale musieliśmy wracać do klanu.
Czosnek to była łajza jakich mało. Wiedziały to koty z jego okolic, jego sąsiedzi, najbliższa rodzinka. Czemu by więc nie dać znać zagrodzonym koniom, że pojawił się nowy łobuz w lesie?
Po długim procesie miauczenia nad końskimi uszami i prób wbijania pazurów w ich grzbiety, pokierował grube nóżki w stronę paśnika. Zawiesił się na jednym z prętów i zaczął wyciągać siano z konstrukcji, rzucając nim na ziemię i poza ogrodzenie, byle tylko uprzykrzyć kopytnym życie. Bawił się świetnie i miał nadzieję, że będzie mógł kontynuować bez przeszkadzaczy w postaci ludzi.
Księżyce: 99 Płeć: kotka Matka: Ciepła Mżawka Ojciec: Owsiana Łuska Partner: brak Trwałe urazy: Całkowita ślepota, duże rozcięcie ucha
Ruda, drobnej budowy, krótkowłosa szylkretka, z przewagą koloru białego. Oczy szaroniebieskie i puste z powodu ślepoty, ma bliznę na uchu.
arcik w podpisie od maddel!! [plotkowy potok, niezapomniana lapa etc]
Kasztanowa Łaa [krz], Wirek [kw]
Mgła nie bywała zbyt często w pobliżu Siedliska Koni. Po pierwsze dlatego, że generalnie nieszczególnie miała tu czego szukać. Po drugie - mieszkające tu wielkie istoty napawały ją takim przerażeniem, jak niewiele co. Nawet zwykłe ich kroki w jej opinii dudniły tak, jakby mogły zrobić nimi dziurę w ziemi... więc niby co powstrzymałoby je przed nadepnięciem właśnie na nią?! I pożarciem w całości na śniadanie?
Tego akurat dnia zjawiła się jednak w okolicy, również i teraz nie mając ku temu żadnego powodu...chyba najzwyczajniej kierując się nudą. Mimo to wzdłuż ogrodzenia poruszała się spięta, gotowa na atak, który mógł nadejść w każdej chwili. I nie myliła się!! Na grzbiet spadła jej jedna kępa suchej trawy, później druga, a ona cała się zjeżyła, gotowa by rzucić się do ucieczki przed krwiożerczą bestią...dobrych kilka uderzeń serca zajęło jej powiązanie faktów z zapachem kocura. – TY IDIOTO – sapnęła do niego, tak żeby wyjść z godnością, w jej opinii przynajmniej. Nie cały świat musiał wiedzieć o jej przeklętej obawie przed końmi. – Rodzice nie nauczyli cię szacunku do innych?! A niech się któryś z nich zdenerwuje i odgryzie ci głowę.
Konie nie zwykły mówić. A już na pewno nie tak wyraźnie. Podniósł głowę i nastawił uszy z zaciekawieniem, szukając źródła wyzwiska. Na ziemi dojrzał jedynie staruszkę o niewidomych oczach, która piekliła się bez powodu. Czosnek przekręcił głową to w jedną, to w drugą stronę, przeskakując z jednego pręta na drugi, by mieć wygodniejszą pozycję do rozmowy.
- JA IDIOTO? TY IDIOTO - zaczepił kotkę. - Nie sap się tak bo ci żyłka pęknie. Masz jakiś problem? - fuknął z groźbą w tonie. Nie zamierzał dać się tak traktować byle komu.
Rozejrzał się następnie, poszukując tego kogoś, kto miał odgryźć mu głowę. Nie dostrzegł jednak nikogo w pobliżu.
- Twoi starzy to pewnie już gryzą piach więc wskakujesz na moich? - warknął. Jak po swoim ojcu sam był gotów pojechać największymi obelgami, swojej matki nie dał obrażać.
Księżyce: 99 Płeć: kotka Matka: Ciepła Mżawka Ojciec: Owsiana Łuska Partner: brak Trwałe urazy: Całkowita ślepota, duże rozcięcie ucha
Ruda, drobnej budowy, krótkowłosa szylkretka, z przewagą koloru białego. Oczy szaroniebieskie i puste z powodu ślepoty, ma bliznę na uchu.
arcik w podpisie od maddel!! [plotkowy potok, niezapomniana lapa etc]
Kasztanowa Łaa [krz], Wirek [kw]
No może nie do końca planowała, żeby sytuacja aż tak eskalowała, ale czy ostatecznie było to coś złego? Chciała urozmaicenia nudnego dnia...a nawet jeśli chłystek postanowi zaatakować, przecież nie z takimi się już walczyło. – NO WŁAŚNIE TY. TY masz jakiś problem, TY mnie bezczelnie obrzucasz – ha! nawet nie zamierzała atakować jego rodziców, głęboko w poważaniu miała, jacy byli, choć syna rzeczywiście nie najlepiej wychowali...albo był bardzo oporny. Ale najwyraźniej trafiła w dosyć czuły punkcik. – Może i nie żyją, ale zginęli w honorowy sposób i są wciąż wspominani przez inne koty – zupełnie jakby Ciepła Mżawka nie zmarła w podeszłym wieku przez chorobę, a Owsiana Łuska po zjedzeniu nieświeżej piszczki ze stosu, bo nie uwierzył matce, że nie powinien. Tego przynajmniej dowiedziała się podczas pobytu w Wichrze – a twoi to co? Żyją, ale nie wyściubiają nosa z domowisk dwunożnych? Czy po prostu mieli cię dosyć i zostawili, żeby odchowały cię te stwory? – oraz zupełnie jakby ona sama nie spędziła kawału życia mieszkając u dwunogów...ale to nie było z jej własnej woli, to raz, a że młody kocur zupełnie jej nie znał i mogła dowolnie kreować swoją rzeczywistość, to dwa.
Uniósł brew w konsternacji, przyglądając się krótko staruszce z obrzydzeniem jak na trędowatą. Nie zaszczycił jej dalszym spojrzeniem, rozejrzał się dookoła, dopiero wtedy dostrzegając sporą ilość wysypanego na ziemię siana. Tym bardziej się skrzywił, nie wierząc, że kotka zareagowała taką agresją na źdźbło suchej trawy.
- To ty włazisz tam gdzie nie powinnaś, stara prukwo - wzruszył barkami. Jego ton się nieco uspokoił, gdy poczuł się wystarczająco pewnie ze sobą w obecności nieznajomej. Przeskoczył sprawnie z paśnika na ogrodzenie pastwiska, zwieszając łapy na drewnianym słupku.
- Bujać to ja, a nie mnie - prychnął z rozbawieniem. - Nie da się umrzeć honorowo. Ha! Nie da się żyć honorowo. Z czym do kotów - pokręcił łbem w dezaprobacie, chociaż odklejona od rzeczywistości gadka staruszki zaczynała go bawić.
- Moi starzy to nie twój interes, flądro. Jakie stwory? - ponownie uniósł brew, rozglądając się nawet. Nie dostrzegł jednak nic niepokojącego.
Księżyce: 99 Płeć: kotka Matka: Ciepła Mżawka Ojciec: Owsiana Łuska Partner: brak Trwałe urazy: Całkowita ślepota, duże rozcięcie ucha
Ruda, drobnej budowy, krótkowłosa szylkretka, z przewagą koloru białego. Oczy szaroniebieskie i puste z powodu ślepoty, ma bliznę na uchu.
arcik w podpisie od maddel!! [plotkowy potok, niezapomniana lapa etc]
Kasztanowa Łaa [krz], Wirek [kw]
– A co, wziąłeś sobie na własność to miejsce?Klan tu założyłeś? – parsknęła. Jeśli to rzeczywiście było jego miejsce zamieszkania, to bardzo kiepsko wybrał, nie było szans, żeby można tu było regularnie polować z sensownym skutkiem. Nie mówiąc już o miejscu do schowania się. Cofnęła się o krok słysząc, jak kocur przeskakuje na ogrodzenie. Przezorny zawsze ubezpieczony. – No jasne, że twierdzisz, że nie można umrzeć honorowo. Nie wyglądasz na takiego, co by w ogóle wiedział czym jest honor. Moja matka zmarła broniąc drugiego kota, a ty nawet boisz się stanąć naprzeciwko mnie – wyrzuciła pierwsze co jej do głowy przyszło, choć przepraszając w myślach rodzicielkę za delikatne przeinaczenie powodu jej śmierci. Ale przecież i tak nie mogła już się o tym dowiedzieć, a brzmiało lepiej, niż połączenie starości z kaszelkiem... – Te. Kopytne. Konie. Zmiażdżyłby cię taki jedną nogą i odebrał mi robotę – burknęła. Młody zasługiwał na to, żeby dostać wciry, choć raz ale porządnie. Czy jednak czuła tego potrzebę na tyle, żeby ryzykować koniecznością szukania później pomocy u któregoś z klanowych medyków? No, jeszcze chyba nie.
Skrzywił się. Uważał jej odzywkę za żałosną, bardzo frajerską, a jednak nie umiał znaleźć słów, które by przymknęły łaciaty pysk. Szukając odpowiedzi, zamilknął, odpuszczając tę rundę przezwisk, z trudem przełykając porażkę.
- Ha! Honor jest wtedy gdy nie wsypiesz swojego brata bandzie pchlarzy za zwinięcie im ostatniej makreli. A wierz mi, proponowali mi znacznie więcej niż ryba. Śmierć za kogoś jest idiotyczna - wzruszył barkami, nie kupując opowiastki o matce nieznajomej. - Zresztą, jesteś taka stara, że po śmierci twojej starej pewnie z dwieście pokoleń się zdążyło urodzić. Na łeb ci siada i wymyślasz - parsknął z wyższością, choć ogon przecinał powietrze w zdenerwowaniu, zdradzając coraz bardziej napiętą atmosferę.
- E? Konie nie są niebezpieczne, co ty pleciesz - obejrzał się na pastwisko, wyszukując olbrzymów. Miały swoje reakcje, ale póki co nigdy nie zrobiły mu krzywdy, a sam Czosnek czuł się przy nich bardziej wyluzowany niż przy samotniczce. - Może cię po prostu nie lubią, hehe.
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
Smok nie lubił brudzić swoich łap, ale czasami trzeba było się poświęcić w imię wyższego dobra. Tym wyższym dobrem było napełnienie własnego brzucha i może przy okazji złapanie czegoś dla Alikorna. W końcu nie mógł się samym bratem wyręczać, bo nawet ten w końcu by padł. Nie ważne jakiego twardziela by nie zgrywał. Dawno nie polował. Nie dlatego że nie potrafił, Nowy Świt zadbał o jego wykształcenie w tej kwestii. Po prostu wolał kraść. Jednak nie zawsze znajdzie się jakiś idiota, który na ładne oczy poda mu wszystko do pyska. Czasem trzeba było użyć tych starych zapomnianych umiejętności.