Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Już przy "nie mam domu" Kropla wiedziała, że coś jest nie tak, a gdy Kamień przeszedł do opowieści o tym, skąd się wziął, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że sytuacja jest krytyczna. Porwanie rodziny brzmiało jak coś, co raczej przydarzyłoby się samotnikowi, niż klanowemu kociakowi, a zresztą, nawet gdyby był klanowym kociakiem, i tak potrzebowałby pomocy. Mały kociak nie dałby sobie rady samotnie w lesie.
- Nadzwyczaj mi przykro. Nie, nie porwali - chrząknęła odruchowo w odpowiedzi - mieszkam w Klanie Wichru, razem z moją rodziną.
Co miała zrobić? Kociak był tutaj, w środku lasu, samotny, bezbronny. Gdyby go tutaj zostawiła, nie przeżyłby nawet tygodnia. Postąpiła o krok do przodu.
- Nie dasz rady samemu tu przetrwać. Las jest niebezpiecznym miejscem, nawet dla dorosłych wojowników - nie było to pytanie, a raczej stwierdzenie faktu. Nie tylko Kodeks, ale i zwykła moralność nakazywała pomagać kociętom. - Nie masz tu nikogo, do kogo się zwrócić, tak?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Ach, gdyby tylko współczucie wystarczyło, by wszystko było dobrze, nie byłoby tyle przykrości i smutku na świecie... Uśmiechnął się jednak minimalnie, na krótki moment, jakby chciał pokazać, że kotka ma się nie przejmować i wcale nie musi być jej przykro. Ileż to kociąt straciło rodzinę czy nawet życie na ulicy? Nawet Vernon pamiętał, jak jedna z matek płakała nad znalezioną córką, gdy ta zjadła rzuconego przez dwunożnych. Wiedział, że tak się zdarza. I również współczuł, również go bolał taki obrót spraw, ale młody wiedział, że czasem się dzieje tak, a nie inaczej. Rodzina nic na to nie wskóra, a co tym bardziej obce koty. - W takim razie, co robisz tutaj? Nie boisz się, że coś im się stanie? - podpytał zaraz, unosząc brew do góry. Klan Wichru... Tak, świtało mu coś. Na ten moment powstrzymał się jeszcze od mówienia, skupiając się na - jego zdaniem - ważniejszej kwestii. - Kiedy mama poszła, to wszystko źle się podziało. Lepiej uważaj.
Cóż więcej mógł zrobić? Nie chciał oczywiście by ktokolwiek przechodził przez ten sam ból, rozpacz, stres i strach co on. Nawet, jeśli rozmówczyni była o wiele, wiele starsza od niego, zakładał że i tak by się smuciła, gdyby nagle odebrano jej wszystko to co miała w swoim życiu. A może nie? A może to on po prostu histeryzował? Gdyby tak było, chyba i tak nie próbowałby odrzucić negatywnych uczuć. Nie wiedział co się działo z jego rodziną. Jak mógłby tak po prostu skończyć o tym myśleć i w stu procentach skupić się na samym sobie? Głos rudo-białej wrócił na ziemię, znów skupiając się na rozmowie. - Wojownicy - powtórzył cicho. Nie w żaden zachwycony sposób, ani w taki jakby z niej kpił. Po prostu, powtórzył. - Mama mi opowiadała o nich. Bo jej opowiadał... Uhm, tata. Kiedyś tu żył! Ale już go tutaj nie ma.
Odparł szybko, na moment czując jak drobny, maleńki promyczek budzi się w jego sercu, tańczy i napawa go beztroską radością, a tuż po tym - brutalnie szybko gaśnie. Mama już mu nic nie opowie, bo mamy nie ma. Ani taty, żadnego z ojców. Uszy klapnęły mu na boki głowy, sam zaś odwrócił na parę sekund wzrok, jakby starał się ponownie zebrać w sobie więcej odwagi. Dopiero na ostatnie pytanie znów na nią spojrzał, ale już nic nie mówił. Pomachał głową na boki, by dać jej jakąkolwiek odpowiedź. - Wiem, że są dwa Klany. Jest Wicher i jest Grom... - wymruczał zaraz. Czy musiał? Skąd. Niemniej ten moment radości, odbiegnięcia od przygnębienia i smutku pchnął go ku wspominkom, ku temu co niegdyś go układało do snu. - I w tych Klanach są koty, które uczą się jak walczyć i jak polować. Mama mówiła, że niektóre są straszne, bo przez nie tata musiał uciekać. Ale to tylko niektóre takie są! Bo znał... Znał...
Na moment się zaciął, usiłując sobie przypomnieć wszystkie znane mu imiona i to, kim koty były. Nie była to paskudnie długa lista, ale zważając na to że osiedlowe włóczęgi Vernon znał przede wszystkim, momentami zapominał imion z historii. Szczególnie, że teraz był w takim stresie! - Barwny Płomień... Ona była jego znajomą, tak ważną jak mama. No, i mama chyba była czasem o to zazdrosna... - wyjaśnił po krótce, najlepiej jak on sam to rozumiał. Oczywiście, niespecjalnie rozumiał tej zazdrości. On sam miał do tej pory paru znajomych i wcale nie był zły, że jeden kot lubił go tak samo mocno, jak innego kota. - Barwny Płomień była duża, i szybka, i silna! I zawsze wiedziała co i jak, i, i...! I tata chyba bardzo żałował, że musiał ją zostawić.
Po tym nastał moment ciszy, podczas którego znów się zastanawiał o jakich kotach jeszcze słyszał. Parę razy westchnął smętnie, czując że już nic mu nie wpadnie do głowy, aż w końcu! Oświeciło go. - I był Rysi Pomruk. Mama mi opowiadała, że tata go spotkał jak był jeszcze bardzo młody. I mu pomógł! Bo Rysi Pomruk szukał swojej znajomej, a on mu ją przyprowadził. Była bardzo, bardzo chora, przez co potrzebowali pomocy medyka. Ale mówiła też, ż Rysi Pomruk tatę oszukał, bo nie opowiedział mu nigdy do końca o Klanach - streścił znów, pomijając imię Wichrowej Medyczki. Nie pamiętał go, a zmyślać i kłamać nie chciał. Tak samo nie pamiętał o imieniu Osy, będącej przyjaciółką Rysia. - Wspominała mi też o Rysiej... Och, nie, przepraszam, on już był. O Wierzbowej Łapie! Pomogła tacie z łapą, bo miał chorą. I zbierali razem pajęczyny i wchodzili na drzewa, i w ogóle! Nie pamiętam o niej zbyt wiele, ale wiem, że tata ją lubił.
Poświęcił teraz parę krótkich sekund, na podrapanie się za uchem. Otrzepał łeb, mlasnął cicho i znów był gotów mówić. - Tata też spotkał Deszczową Pogodę. To chyba był jedyny kot, przy którym nigdy nie był chory! Tata non-stop choruje, albo jest ranny i potem narzeka - pokręcił głową, zdecydowanie nie aprobując tego jak się zachowywał gdy coś było nie tak. Każdy, kto jego ojca i jego słownictwo poznał, mógł się spodziewać jak wyglądało spędzanie czasu z nim gdy był w nienajlepszej formie. - Deszczowa Pogoda była kotem zagadką. Mówiła ponoć bardzo dziwnie i jej tata chyba niezbyt ją lubił. Ale tak ma chyba każdy tata, że nie lubi swoich kociąt. Jak ja będę miał własne, będę je kochał za wszystkich tatów na całym świecie.
Na tę wstawkę przyłożył łapkę do piersi, jakoby oficjalnie to przysięgał. Oczywiście, nie mógł być pewien tego jakim ojcem będzie. Na ten moment, zgodnie ze słowami kotki przed nim, nie miał nawet prawa tu przetrwać. Wówczas byłby najwspanialszym ojcem do wszystkich kociąt, które przedwcześnie opuściły ten świat. - Nigdy już o nich nie usłyszę - rzucił na koniec cichym westchnieniem, krzywiąc się w widocznym niesmaku. Oczywiście, wiedział wiele więcej o dobrych rzeczach. Bowiem, jak dałoby się domyślić, wszystko co złe zostało w magiczny sposób wycięte z opowiadanych mu historii. - A jak opowiadam sobie sam, albo sam sobie o tym myślę, to nie jest to takie samo.
Tym zakończył wypowiedź. Wygadał się i tak na tyle bardzo, że chyba nigdy w życiu tyle nie mówił. Bo, cóż, nie miał specjalnie z kim. Posłał jedynie kotce zaraz spojrzenie, mające przeprosić za gadulstwo. Ot, raczej nie wypada obcym zajmować głowy takimi bzdurami.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Świat byłby dużo piękniejszy, gdyby koty starały się zwracać czujniejszą uwagę na cudze bolączki, problemy i przeżycia. Być może, gdyby poddani Szlachetnej Gwiazdy nie próbowali zadecydować za nią o jej abdykacji, Słona Łapa nie popełniłby tragicznego samobójstwa. Gdyby Pajęcze Znamię i Arktyczna Gwiazda nie postanowili zaangażować się w walkę, o której Deszcz nie mogła jeszcze wiedzieć, może wszystkie te tragiczne wydarzenia nie miałyby miejsca. Historia w wielu punktach mogłaby potoczyć się inaczej, gdyby tylko koty nabrały empatii. I właśnie to było najważniejszą nauką, którą Kropla wyciągała ze wszystkich pożeranych przez siebie opowieści z dawnych lat: nienawiść nie prowadzi nigdy do niczego dobrego, chociaż to nią jest pisana większą część dziejów.
Pokręciła przecząco głową. - Klan Wichru jest dużym i potężnym Klanem. Nadciągające fale zagrożeń i wyzwań nie zachwieją nim, mimo mej chwilowej nieobecności - dziwacznie czuła się, tłumacząc podstawowe zasady życia w Klanie kociakowi. Dziwacznie, ale ciekawie. Lubiła mówić innym o swojej kulturze, nawet jeżeli jej rozmówcą był niespełna czteroksiężycowy, zagubiony w lesie kot z Osiedla.
Z uwagą wysłuchała jego następnych słów. Kocurek miał już jakąś wiedzę na temat Klanów, to prawda, jednak wybrakowaną i niepełną. To nadal dobrze, jak na kocurka z Osiedla. - Wspaniale, że wiesz tak wiele. Mamy jednak cztery stare Klany: Wicher, Grom, Rzeka i Cień - poprawiła odruchowo, a potem już tylko słuchała. Z cicha krzyknęła z zaskoczenia, gdy kociak wspomniał o Rysim Pomruku i Wierzbowej Łapie, a potem - o niej samej. Był chyba tylko jeden kot, jedyny samotnik spośród całej rzeszy szerokiego świata, który miałby szansę znać ją od tej strony.
- Co za niezwykła niespodzianka! Wyobraź sobie, to ja jestem Deszczowa Pogoda. Witam Cię, synu Roche'a! - to musiał być on! Z żadnym innym znajomym sobie samotnikiem nie mówiła o trudnej relacji pomiędzy nią a ojcem, żaden jakoś nie pasował do idei bycia ojcem. Przygryzła aż do krwi wargę, gdy kociak wspomniał o miłości ojców. Na Gwiazdy, już ją zdążył wzruszyć. - Skoro nie masz innego kota, do którego możesz się zwrócić, ośmielam się sugerować, że leży w naszym, jako Klanu Wichru, zobowiązaniu, udzielić Ci schronienia.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Nie ważne jak bardzo by chciał dopytywać o Wicher i jak to w nim jest, jaki jest wielki i czy kiedykolwiek odparli zagrożenie, nie pozwolił sobie na to. Gdy już próbował coś powiedzieć, w ostatniej chwili ugryzł się w język, rezygnując z tego. Och, sam starał się nie mówić zbyt wiele o bardzo ważnych dla siebie informacjach, czemu więc miałby wypytywać o jej? Choć mógł się wyjaśnić kocięcą ciekawością, uważałby taką bezpośredniość za zbyt niesprawiedliwą. Jeśli się lepiej z rudo-białą pozna, najpewniej wtedy mniej lub bardziej śmiało dopyta o te sprawy. - Naprawdę?! - pisnął na pochwałę, pozwalając sobie na to by jego łapy jak dwie, potężne sprężyny wybiły go na moment w powietrze. Oczywiście, nawet jeśli popełnił drobny błąd, wiedział tak wiele i do tego było to wspaniałe. Vernon nie miał potrzeby wysłuchiwania epitetów jak doskonale mu poszło, czy jaki to on jest mądry. To, co powiedziała kotka, było dla niego w stu procentach wystarczające. Pokazał to bardzo wyraźnie, że się ucieszył. - Cień, Rzeka... Tak, chyba też była mowa o tym. Ale nie wspominali zbyt wiele, nie mówiła mi nigdy, że tata zna jakieś koty stamtąd.
Wyjaśnił zaraz co było powodem ominięcia dwójki Klanów. Nie mógł powiązać z nimi żadnych mniej lub bardziej ważnych kotów. Zaś fakt, że w ogóle istniały i nie miały większego wpływu na niczyje życie, sprawiał, że po prostu uciekały młodemu z głowy.
Zupełnie jak wcześniej, przy wykrzyknieniu, które nawet nie było przeraźliwie głośne, poczuł jak jeży się mu futerko na karku, a tuż po tym opada. Odruch, na jaki nie miał większego wpływu. Szybko się uspokoił, na szczęście, skupiając swoją uwagę na rozmówczyni. Na kolejne zdanie zmarszczył brewki. Każdy mógłby tak powiedzieć! On mógł być Rysim Pomrukiem chociażby! Jedynym, co ratowało kotkę przed pytaniem o jakieś dowody, było powiedzenie imienia jego, egh, ojca. Jego wyraz pyska złagodniał. - Mam imię - wymruczał zaraz, nerwowo przecierając się łapką po nosie. Bengal zdecydowanie dużo się ruszał, kiedy czuł że coś go stresuje. A to kręcił głową, to jeździł wzrokiem gdzie popadnie, machał uszami, teraz przecierał się łapą. Nie krył się z tym. Był obecnie otwartą księgą, z której można było jasno wyczytać, że wciąż się boi. Oczywiście, nie konkretnie kotki. Całokształtu sytuacji. Obecnie miał wrócić do dopytywania o ojca, skoro Deszcz - której imię w końcu poznał - go znała. Szybko jednak zrezygnował, gdy usłyszał jej propozycję. Chwilę siedział z uniesioną nadal łapą, wpatrując się w nią jak przysłowiowy wół, w malowane wrota.
Cóż miał robić? Czy była to podpucha? Deszczowa Pogoda z bajek i Klan Wichru, który również znał jedynie z opowieści materializowały się przed nim jak gdyby nigdy nic. Czyżby zmarł? Chłód, który odczuwał był jego ostatnim uczuciem, jakiego doznał na ziemi i w tej chwili jego kocięcy umysł wyobrażał sobie wszystkie bajki, o jakich mu opowiadała matka? Stąd też kot przed nim znałby imię jego "ojca"... Przełknął ślinę, oblizał się, spojrzał w bok. Siedział cicho, tak cicho że jedynym co było od niego słychać to ponownie przesadnie szybkie bicie serca. Na tyle szybkie, że miał ochotę zwymiotować. To nieprzyjemne uczucie w brzuchu chyba jedynie mu uświadomiło, że nadal jest żywy i na pewno mógłby umrzeć, gdyby teraz powiedział "nie". Bo cóż on może sam jak palec zrobić w tym okrutnym, chłodnym świecie? - Jeśli tylko nie będzie to żadnym problemem. Jestem kolejnym pyskiem do wykarmienia, a u nas czasem nie było na tyle jedzenia, żeby każdy mógł zjeść... - odparł cicho, robiąc w końcu pierwszy, bardzo ostrożny krok w stronę Deszcz. Broń boże, nie chciałby wpaść do kogoś i okradać go z pożywienia. Wówczas mógłby sam głodować, a wtedy zginąłby... tak samo jak i tutaj. Być może z taką różnicą, że z daleka od zagrożeń w postaci większych drapieżników. Mimo to, wyraził chęci dołączenia, za równo słowem, jak i ciałem. Najwyżej, jeśli kotka przyzna że mógłby być to jakikolwiek problem, zastanowiłby się jeszcze parę razy nad swoją decyzją.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Ależ tak! - pospieszyła z zapewnieniem, gdy kociakowi taką przyjemność sprawił komplement. Większa część samotników, których spotkała, nie miało takiej wiedzy o kulturze Klanów, lub nawet o ich istnieniu. Kociak przynajmniej znał nazwy dwóch z nich, co było świetnym wynikiem.
- Proszę mi przebaczyć. Jak brzmi zatem imię kota, z którym mam zaszczyt rozmawiać? - zapytała uprzejmie, orientując się, że przedstawiwszy się, nawet nie zapytała o tę kwestię. Co za grubiaństwo! Oby przeprosiny załagodziły to potknięcie.
Następne słowa nie znalazły lepszej reakcji, niż gorliwe pokręcenie głową. - Klan Wichru nie musi obawiać się klęski głodu, z pewnością nie obecnie - nadal żywa w jej pamięci była dawna tragedia, która przetoczyła się przez tereny Klanu Wichru za jej szczenięcych lat. - Jego priorytetem i obowiązkiem jest ochrona słabych, pokrzywdzonych i kociąt, która jest również moim moralnym obowiązkiem. Jeżeli pozwolisz, sugeruję podążyć na granicę mojego Klanu i poprosić przywódczynię o azyl.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Zdecydowanie, nie przejmował się tym brakiem pytania o jego imię - a więc i przeprosiny przyjął bez wahania. Na dobrą sprawę, gdyby nie nazwała go czyimś synem, nawet by się nie upominał o to, że już go ktoś kiedy nazwał. Po prostu to ujęcie go "synem Rocha" było dość... potężne, obce, nieprzyjemne, zimne. Nie miał prawa obrażać się o ten drobny błąd; równie dobrze sam mógł przedstawić się już na samym początku. Wątpił też, by kotka ciągle zwracała się do niego tak, jak sobie tego nie życzy. - Vernon - odpowiedział zaraz, unosząc na krótki moment kącik ust do góry. W tym wypadku ze zmieszania takim natłokiem słów! Na osiedlu usłyszałby najpewniej "przepraszam, to jak ci mówić?", a nie aż tyle! - Nie przejmuj się. Ja też czasem zapominam pytać, tak się zdarza.
Zapewnienie, że w Wichrze nie będzie groziła ze względu na niego śmierć głodowa, machnął delikatnie głową. Obecnie, nie było powodu do obaw o to, więc jeśli wystąpią... najpewniej nie z jego winy. A jeśli z jego, być może będzie na tyle duży, że sam zdobędzie pokarm dla Wichrzaków. Zrobił kolejnych parę kroków w jej stronę i już, po niedługiej chwili, był u jej boku. Choć ciągle z pewną dozą nieśmiałości, uniósł łeb do góry, by móc się teraz jej przyjrzeć. - Możemy... Myślisz, że się zgodzi? - rzucił jeszcze cicho, nie będąc w stu procentach pewnym powodzenia tego planu. Oczywiście, nic w tym dziwnego. Przecież dosłownie przed chwilą wystawiony był na śmierć!...
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Zmarszczyła delikatnie czoło na dźwięk tego dziwnego imienia. Nie miała pojęcia, co oznacza; nigdy nie słyszała podobnego określenia. Imiona samotników i kreatywność nadających im powyższe nigdy nie przestawała jej zaskakiwać. Jak można połączyć nonsensowne głoski w zbitek, który określi w pewnym sensie kota? Co za wspaniała umiejętność!
- Ve - renon. Vee - nron. Vernon - powtórzyła kilkukrotnie, starając się przystosować do wymawiania tego miana. Ciekawe imię. Oczywiście, jeżeli kociak zostanie przyjęty do Klanu Wichru, zostanie ono zmienione, ale przecież w historii zapisze się, że kiedyś nazywał się Vernonem, tak jak ona była Kroplą - nawet jeżeli nie znosiła tego kocięcego imienia i wiążących się z nim negatywnych wspomnień.
Pozwoliła kociakowi ustawić się u jej boku i uśmiechnęła się do niego łagodnie i wesoło, gdy na nią popatrzył. Czy to była kolejna część jej przeznaczenia? Kilka księżyców temu obiecała Roche'owi zmiany w jego życiu. Ucieczkę, która mogłaby zakończyć się azylem w Klanie Wichru. Teraz Roche'a tu nie było, ale był jego syn. Stało się niemal tak, jak to zapowiedziała. - Lawendowa Gwiazda to kot o łagodnym i pogodnym sercu. Nie sądzę, że odmówi, a wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że zarówno ona, jak i jej zastępczyni, a moja mistrzyni, będą bardzo szczęśliwe, mogąc Cię poznać - odpowiedziała i, jeżeli Vernon nie miał już więcej pytań, poprowadziła go na granice.
// zt
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Znikniecie ostatniej córki sprawiło, ze Płomyk znów zaczynał szukać po terenach niczyich swoich kociąt. Mimo iż nie mieli mocnej relacji to jako ich ojciec to… Martwił się o nich. Nie mógł znieść tego, ze Wrona zniknęła bez słowa. Już dużo razy znikała ale zawsze wracała. Dlaczego tym razem nie wróciła do klanu? Nie wiedział kompletnie gdzie mogła być tak jak reszta jego rodziny. Wszyscy tak znikali bez śladu. Plus był taki, ze jeszcze nie natrafił na poszlakę, która mogłaby mówić o śmierci ich bliskich. Więc starał się myśleć pozytywnie, ze gdziekolwiek by nie byli to nadal żyją swoim życiem. Szkoda, że nie miał pewności w tych swoim przemyśleniach. Gdyby wiedział gdzie są to nawet by ich nie targał z powrotem do klanu. Sam się ostatnio w nim dusił. Dlatego też nie miałby nic przeciwko jakby zechcieli inaczej żyć. Sam był chwile samotnikiem i mu się to nawet podobało więc nie widział w tym problemu. Lecz teraz wolał przebadać najbliższe zakamarki by być spokojnym, że Wrona nie jest ranna lub coś gorszego.
Swoje kroki pokierował w znane już mu miejsce. Turzyca. Był tutaj kiedyś i postanowił zbadać to miejsce. Zaczął się rozglądać i węszyć dookoła. Jego mina była poważna i był mocno skupiony na swoich poszukiwaniach. Miał mało czasu. Poszlaki mogą szybko zniknąć więc im szybciej przejrzy to miejsce tym lepiej.
/stara, dobra znajoma cześnia uvu
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśni spieszyło się do domu. Oczywiście, że tak. Po tylu księżycach nieobecności nie mogła się wręcz doczekać, aż ujrzy znajome pyszczki; Barwinek, Jezioro, Pożar, Mętna-pewnie-już-nie-Łapa... Często zamykała oczy i przywoływała w pamięci obrazy współklanowiczów i wspólnie spędzonych chwil, snując domysły na temat tego, co też się z nimi wszystkimi działo. A jednak, jak na kogoś, komu tak bardzo spieszyło się, by powrócić na rodzinne ziemie, miała zaskakujący sposób na okazanie swej tęsknoty — mianowicie poprzez wybranie drogi całkowicie okrężnej, obchodząc ziemie wszystkich Klanów, zamiast pójść prostą linią w kierunku Rzeki, jak pewnie zrobiłby ktokolwiek inny na jej miejscu. Korzystam z okazji, powtarzała sobie w myślach, biorąc przy tym głębokie wdechy, jakby liczyła, że obmyją ją z tego dziwnego, ciężkiego uczucia, które zadomowiło się w jej piersi odkąd opuściła to nieszczęsne gniazdo dwunogów, które tak długo było jej więzieniem. Tereny otaczające klanowe ziemie były piękne i ciekawe, nęcące w sposób, o którym Czereśnia wolała zbyt wiele nie myśleć, lecz gdy powróci do obowiązków wojowniczki, z pewnością nie będzie miała czasu na to, by kręcić się po nich bez większego celu, niechże więc zrobi to teraz. Nie było jej tak długo, co za różnica, jeśli nie będzie jej jeszcze kilka wschodów słońca.
A przynajmniej tak sobie wmawiała. Była o krok, by rzeczywiście w to uwierzyć.
Kroczyła więc przed siebie, rzeczywiście pozwalając sobie na zatrzymywanie się to tu, to tam, by zbadać jakieś miejsce, lub zagaić do napotkanego kota, jeśli tylko ten zdawał się przyjazny. Teraz również się zatrzymała, gdy do jej nozdrzy doleciał zapach, którego nie czuła już od dawna, a który był jej przecież całkiem znajomy... Klan Cienia! Cóż, nie powinna być zdziwiona, ich tereny znajdowały się przecież całkiem niedaleko, nic więc dziwnego, że cieniści kręcili się w okolicy. Zwolniła kroku, stąpając ostrożniej, z rozmysłem. Była doskonale świadoma tego, że spowijał ją zapach samotniczki, kto więc wie, jak ktoś z Klanu może zareagować na jej obecność.
Nie poczyniła żadnego kroku, by nawiązać kontakt z kotem, który ukazał się jej oczom. Zamiast tego obserwowała, i to z wyraźnym zaciekawieniem, gdyż kocur z pewnością był zajęty robieniem czegoś... nietypowego. Chodził dookoła i węszył, owszem, lecz zupełnie nie tak, jak gdyby właśnie polował. O cóż więc mogło chodzić?
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nic... nic... i jeszcze raz nic. Płomykowi się z każdą chwilą wydawała, że to co robił było bezcelowe. Już od długich księżyce szukał swoich potomków i nic. Nie znalazł ani jednego tropu. Nie wiedział czy żyli czy może dołączyli już dawno do Wydrzej Łapy. Nie mógł znaleźć odpowiedzi na swoje własne pytania. Żył w niewiedzy i to go denerwowało.
Może powinien sobie odpuścić? Przestać i uznać, że został sam? Po prostu iść dalej i ułożyć sobie nowe życie bez myślenia o przeszłości?
Może powinien wykorzystać lepiej swoje resztki życia tutaj? Powłóczyć się jak za młodu i spędzić miło czas w obecności pięknych dam.
Ale czy potrafił tak zostawić wszystko za sobą?
Płonący Las westchnął a następnie podszedł do jeziora. Nachylił się i zabrał kilka łyków. Następnie popatrzył się dookoła i spostrzegł... oczy. Oczy, które patrzyły się prosto w jego stronę. - Jak już chcesz mnie oglądać to może wyjdziesz, co? - powiedział bez emocji. Był to definitywnie samotnik. Pachniała nim. Dlatego też Płomyk nie rozpoznał w kotce starej rzecznej znajomej.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Przez długi czas kocur nie zauważał Czereśni, zajęty swoimi dziwacznymi poszukiwaniami, aż zaczęła się zastanawiać, czy może nie dać sobie spokoju i nie odejść. Chęć porozmawiania z kimś należącym do Klanu po tak długim czasie spędzonym pośród pieszczoszków i samotników okazała się silniejsza. Została więc w miejscu, i dobrze, gdyż nieznajomy wreszcie spojrzał na nią. Gdyby Czereśnia miała brwi, słysząc słowa kocura uniosłaby je, powoli i z niedowierzaniem. Chłód bijący od jej spojrzenia byłby zdolny wywołać załamania pogodowe.
— Oh, nie martw się, nie oglądam cię — powiedziała lekkim tonem, chociaż w gruncie rzeczy... tak właśnie było. Bezczelnie gapiła się na kocura i to od dobrej chwili. Teraz również obrzuciła go spojrzeniem, ze zdziwieniem odnotowując, że w pysku nieznajomego Cienistego było coś... cóż, znajomego, w ten mętny i odległy sposób przywodzący na myśl na wpół wyblakły sen. Hm. Chyba samotność zaczęła już poważnie rzucać jej się na mózg. — Nie ma co oglądać. Spaceruję sobie. Chyba można? — Nie by znała tę konkretną część terenów szczególnie dobrze, lecz była pewna, że nie naruszyła przypadkowo ziem Klanu Cienia. W powietrzu unosiło się zbyt dużo różnorodnych zapachów, by mogły to być ziemie należące do jednego Klanu.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– Ta… Wcale. Gapisz się na mnie jak na smakowity kąsek. Głupio się przyznać?-rzucił w jej stronę a następnie wstał i spojrzał się ponownie w stronę krzaku. Czyżby miał cichą fankę, która go obserwowała? Huh… Dziwne. – No wiesz co! Ranisz moje serce! – powiedział aktorsko z lekkim zadziornym uśmieszkiem. Zdanie innych nie za bardzo niszczyło jego ego. Nadal uważał siebie za przystojniaka, który potrafił zauroczyć każdą kotkę swoją osobą. Większym lub mniejszym stopniu. – Spacerujesz? Ukrywanie się i gapienie na mój zad to jest spacerowanie? Weź mnie nie rozśmieszaj.- zaśmiał się a potem szybko podszedł do krzaka i szybkim ruchem odgarnął łapami gałęzie. Tym sposobem wyłonił samotniczkę z jej kryjówki. Jego brwi były zniżone i westchnął jedynie. – I po co się tu chować przecież nie gry--urwał gdy tylko spojrzał się swoimi ślepiami na pyszczek samotniczki. Jego brwi poszły do góry a jego samego zamurowało. Nic nie mówił. Po prostu gapił się, chcąc się upewnić czy to na pewno… ona. – Czereśnia…?-zapytał, niedowierzając.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Ha! Chciałbyś! — parsknęła. Nie ma co, kocur musiał mieć niezłe ego, skoro był tak przekonany, że Czereśnia nie miała nic lepszego do robienia w życiu, niż podziwianie jego wątpliwej urody. Jak gdyby było w nim cokolwiek, co mogło wzbudzić w niej zainteresowanie. Może dzisiejsze ''odrzucenie'' przez Czereśnię dobrze mu zrobi — wyglądało na to, że przydałoby mu się, żeby ktoś sprowadził go na ziemię. Boleśnie. Może brzmiało to okrutnie, ale Czereśnia nie miała ani czasu, ani cierpliwości do flirciarzy. Była gotowa powiedzieć coś więcej, gdy kocur urwał w pół zdania a na jego pysku zaszła jakaś zmiana. Zmarszczyła grzbiet nosa. — Coś nie tak...?
Jedno słowo, które padło z jego ust, sprawiło, że cofnęła się o krok, zdziwiona. — Uh, tak? Skąd... — Zmrużyła oczy, przypatrując się kocurowi. Już wcześniej zauważyła, że w wojowniku było coś znajomego... może wcale jej się nie wydawało? Pamiętała, odlegle, jednego kocura, którego spotkała niedługo, po śmierci ciotki. Który twierdził, że znał jej ciotkę, ale... — Wtedy mówiłeś, że jesteś samotnikiem — wyrzuciła z siebie oskarżycielskim tonem. Teraz miało sens, dlaczego nie połączyła kropek od razu; wtedy kocur twierdził, że jest samotnikiem, który wie o Klanach tylko dlatego, że mieszkał w okolicy. Obecnie otaczała go chmura charakterystycznego zapachu Klanu Cienia.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk miał ego dość wysokie i nie dało się temu zaprzeczyć. Nadal uważał, że był przystojny mimo swojego wieku.
Patrzył się na koleżanka i cóż... Było to dziwne zjawisko. Nie przypuszczał, że spotka ją tutaj. W końcu była wojowniczką z Klanu Rzeki. Chociaż teraz...śmierdziała samotnikiem a nie rzeczniakiem. Dziwne. - A ty wtedy mówiłaś, że jesteś wojowniczką z klanu Rzeki. Widzisz jak się dużo pozmieniało. - mruknął do niej a następnie westchnął. Fakt. Wtedy był samotnikiem i szylkretki nie wiedziała o... jego przeszłości.
Odsunał się parę kroków od niej by mogła wyjść z krzaków. Następnie zajął miejsce gdzieś z boku. - Co tu robisz hmm? Daleko powędrowałaś od klanu. - zapytał samotniczki. Najwidoczniej musiało się coś stać, że była teraz tutaj i do tego nie pachniała tak jak dawniej. - No i ten... wybacz moje wcześniejsze zachowanie. Ostatnio jestem trochę... drażliwy. - przeprosił, lekko obniżając głowę.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Zmarszczyła grzbiet nosa. Gdyby miganie się od odpowiedzi było sportem olimpijskim, Płonący Las zasługiwał na srebro co najmniej. Zupełnie pominął jej wykrzyknienie-oskrażenie, zgrabnie zmieniając temat, zupełnie jak gdyby miał coś do ukrycia. Na to Czereśnia nabrać się nie da.
—Nadal jestem — parsknęła. — Tylko uh. Miałam przerwę. Ale nie ważne, nie mówimy o mnie. — Jej puchaty ogon przeciął powietrze jak bicz, smagając jej własne jasne pięty. — Co z tobą? Czy Klan Cienia upadł już tak nisko, żeby przyjmować przybłędy? — Mówiła tonem ostrym, ale spokojnym, nie jak gdyby chciała atakować kocura słownie, a raczej jakby próbowała przeprowadzić przesłuchanie. Zmrużyła swe zielone oczy — podejrzliwość biła z jej spojrzenia na kilometry.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal