Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Uśmiechnęła się rozkosznie, widząc i słysząc jak zakłopotany był młodzieniec. Starał się nie dawać tego to po sobie poznać i to co mówił miało jak najbardziej sens, jednak nie dało się ukryć, że nie było to dla niego wygodne i gdyby tylko nie futro, widać by było że jest cały czerwony.
— Róże lubią być porządane. Dlatego rosną takie piękne — zamruczała podchodząc do kocura na tyle blisko, by ich nosy prawie się ze sobą stykały. Mogli teraz czuć swoje oddechy. — Róże także lubią, gdy się o nie dba i odpowiednio pieści. Wtedy są jeszcze piękniejsze — dodała, po czym wróciła na swoje miejsce, w dalszym ciągu łypiąc na Roche uwodzicielsko. Miał potencjał i szansę być dla niej jakąś przygodą w przyszłości, nie wykluczała takiej opcji, jak najbardziej. Najpierw jednak musiał nieco podrosnąć. Nie miała nic przeciwko temu, by go tego i tamtego nauczyć. Preferowała bycie tą dominującą. Jak się to jednak skończy, to czas pokaże. Zdecydowanie na minus było to, że był młodszy, wszak preferowała starszych od siebie. Jak to jednak mówią - na bezrybiu rak i ryba.
— Na północ stąd jest Łan Rzepaku. Bardzo ładne miejsce. - Odpowiedziała bez namysłu. To tam zabrał ją Sztormowy Pazur. To tam się przytulali. To tam o mały włos nie zaliczyła swojego pierwszego razu. Bardzo pozytywnie wspominała to miejsce.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
To była zdecydowanie dobra wskazówka i choćby chciał z całej siły, przez jej ruchy nie wyleci mu z łba na długo. Bengal z chwili na chwilę wstydził się i krępował coraz bardziej. Żaden trening, żadna sytuacja w całym jego życiu nie mówiły mu jak zachowywać się w chwilach takich jak ta. Jako-tako oprzytomniał w momencie, kiedy się zdecydowanie zbyt zbliżyła. Nie cofnął się specjalnie - jedynie lekko odchylił głowę do tyłu. Przełknął z trudem ślinę. - Powinnaś być w takim razie gotowa, na bycie najpiękniejszą na całym świecie...! - powiedział najpewniej jak mógł. Sam już nie wiedział, czy głos mu drży, czy faktycznie nad nim panuje. Cały świat się mu wyciszał. Był on i ona. Sami, tutaj. Gdyby Rojst nagle się pojawił, Roche na pewno miałby kłopoty. Nabrał prędko powietrza, przytrzymał je w płucach, wypuścił. - Ale to powoli. Jeśli nie będziemy się spieszyć, to i ja, i róża będziemy czerpać więcej przyjemności. Czy coś. W tej chwili przez głowę Rocha przebiegało tyle myśli, że sam nie był pewien co mówić. Z jednej strony podobało mu się to co się działo, z drugiej był przerażony. Z jednej strony tego chciał, z drugiej wolałby wrócić do obozu i skryć się gdzieś głęboko pod ziemią. Z dumy odpowiadał cały czas. On jeszcze osobiście nie wiedział czy wolałby nią dominować, czy po prostu się jej poddać. Ze swoimi tendencjami do wyrządzania krzywdy dla własnej satysfakcji, w przyszłości chyba nie będzie aż tak znów ustępliwy. Co więcej, będzie mógł być faktycznym zagrożeniem dla byle kogo. Ale kto wie, może trafi swój na swego. - Łan Rzepaku? Nie słyszałem chyba nigdy o tym miejscu... jest tam coś szczególnego? - zagadał po chwili, biorąc oddech. Sekunda na wyciszenie. Nie ważne czy jest tam coś niesamowitego, chętnie posłucha o obcym miejscu. Z czystej ciekawości.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Młodzieniec się stresował i peszył, a obserwująca to z boku Różyczka z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Była to uczta dla jej oczu i uszu. Uwielbiała wprawiać w zakłopotanie kocury, zwłaszcza takie, od których pozornie biła pewność siebie. Zawsze okazywało się na końcu, że pod wpływem jej uroku, tracą to wszystko i gubią język w gębie, nagle stają się tacy malutcy. Było to urocze i sprawiało niemałą frajdę.
Uśmiechnęła się, niby to nieśmiało, jednak wcale nieśmiała nie była i słowa Roche w żaden sposób jej nie zszokowały - wiedziała przecież, że jest najpiękniejsza i żadna, ani osiedlowa, ani klanowa, lampucera nie może się z nią równać. Była po prostu uosobieniem piękna. Należało jednak zachować pewne pozory.
- Róże nie bardzo lubią czekać - mruknęła z przekąsem, ale nie oddaliła się nawet na moment. Wręcz przeciwnie, nachyliła się jeszcze bliżej, by sięgnąć do ucha młodzieńca. - Ale w tym przypadku zrobią wyjątek. Żeby wszystkim byłolepiej - wyszeptała, pozwalając sobie liznąć naderwane ucho. Następnie wróciła do siadu, już w normalnej odległości, przybierając niewinny wyraz pyszczka, jakby nigdy nic. Bo dla niej to w sumie nie było nic szczególnego. Robiła to już dziesiątki razy. Młody Roche natomiast... oh,. cóż on musiał teraz przeżywać!
- W sumie... to te Łany Rzepaku właśnie. Są takie żółte i ładne! A niedaleko jest rzeczka. Jest tam taki fajny klimacik - mruknęła po chwili zastanowienia. Tak naprawdę nie było tam nic specjalnego, ale miała do tego miejsca sentyment i podobało jej się tam, nawet jeśli nic szczególnego do oglądania się tam nie znajdowało.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
W momencie, kiedy się zbliżyła, on odchylił głowę. Nie chciał jej blisko, absolutnie nie odpowiadało mu to, ani trochę, ani w najdrobniejszym procencie. Z drugiej, łaknął jej bliskości jak powietrza. Nie rozumiał tego, ale chyba też nie danym było mu to zrozumieć. Mógł spróbować pogadać o tym z Tundrą, ale czy się czegokolwiek od niej dowie... Nie wiedział. Kiedy go liznęła, młody odskoczył jak poparzony, posyłając jej jedynie znaczące spojrzenie. Gdyby zrobiła chociaż jeszcze jeden krok do przodu, raz jeszcze go dotknęła, usiłowałby ją zabić. Tu, na miejscu. Lub chociaż by ją konkretnie strzelił przez pysk. Z mordy nie było mu tego widać zbyt bardzo, ale swoje w głowie miał. Cenił sobie przestrzeń. I żadne dziwne uczucie nie powinno tego zmienić. - Jak chcesz, to przy odrobinie szczęścia następnym razem tam pójdziemy. Teraz zaraz wypada mi iść, bo... rozumiesz. Czas mija, a ja na spacerze nie mogę być wiecznie - odparł prędko, niepewnie. Po prostu czuł się inaczej i nie chciał by to było zbyt bardzo po nim widać! Dlatego chciał się już zbierać. - Do tego czasu może będzie cieplej... i w ogóle, wiesz. Milej.
Uśmiechnął się lekko, niepewnie. W cieplejszą porę o niebo chętniej się z nią spotka. Przynajmniej będzie starszy i nie będzie musiał się martwić, że za długo go nie ma w obozie i inni członkowie Pożogi będą się za nim oglądać. Same plusy wtedy będą. Ostatecznie po jeszcze niedługiej rozmowie, pochylił lekko łeb i jak zapowiadał - zabrał się za powrót do siebie. Będzie chciał się z nią jeszcze widzieć. To na pewno. Może do tego czasu zrozumie czemu było mu tak przy niej dziwnie.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Jego reakcja... zdziwiła ją, przynajmniej częsciowo. Onieśmielała samców, oczywiście, że tak, ale chyba jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło, żeby ktoś od niej... odskoczył jak oparzony. Nie mogła jednak powiedzieć, że jej się to nie podoba. Ba! W końcu działo się coś niespodziewanego, nowego, interesującego! Z przyjemnością będzie z młodym Roche eksperymentować dalej, patrzeć jak jego granice powoli się przesuwają, jak on na to wszystko reaguje, jak na niego to wpływa. Czuła, że będzie to ciekawe i fascynujące przeżycie dla nich obu.
- W porządku. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy, wstydziochu - mruknęła do niego, puszczając mu oczko. Zamieniła z nim jeszcze parę zdan i także się oddaliła, kierując swoje delikatne kroczki w stronę domu. Bo kiedyś wypadało tam wrocić.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nudy. Nie mogła już usiedzieć w Gniazdach Turzycy.
Dlaczego jej matka wysłała na wyprawę Roche? To na pewno przez niego tak się to ciągnie. Na pewno ten debil wpakował Nowoświtowców w jakieś problemy, których dało się uniknąć, na pewno przez niego Pokrzywie mogło się coś stać, na pewno. Idiota pewnie się tam rządził. Czemu akurat jego, bo ukończył Nowicjat, chociaż nie powinien się na niego nawet dostać?
Może trochę drastyczne myśli ze strony młodej kotki, jednak jej wspomnienia z Roche nie należały do przyjemnych. Trauma traumą pozostanie i nie wygląda na to, aby Tsunami w najbliższym czasie wybaczyła kocurowi i jeśli coś złego się działo, myślała natychmiast o nim. Przecież ona nie zrobiła nic złego, żeby on ją upokarzał w taki sposób, psiakrew.
Parsknęła cicho, przechodząc pomiędzy krzewami malin, myśląc, że to zwykły krzew - i syknęła nieco głośniej gdy jeden z cierni wyrwał jej z boku kępkę futra. Usiadła zdenerwowana na ziemi, wylizując zmierzwioną sierść i uderzając ogonem o ziemię.
płomyk!!
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płonący Las na pewno nie miał ostatnio trudnych chwil. Żył w klanie ze swoimi i nic się specjalnego nie działo. Owszem była wyprawa na poszukiwanie Pożogi ale heh nie zabrali go. Nic dziwnego bo dowodził grupą Wirujące Pióro a on chyba nie za bardzo za nim przepadał. Więc co jak co ale mało wiedział o Pożodze. Tyle ile usłyszał od głów klanu i plotek. Nic nadzwyczajnego.
Jedynie co ostatnio robił oprócz swoich obowiązków to rozmawiał z innymi albo szedł na spacer. Tak i też dziś wyruszył poza obóz chcąc przewietrzyć głowę. Miał też inny cel. Znalezienie jakiegokolwiek tropu jego kociąt bądź kogokolwiek z jego klanu. Skoro szukał swoich dzieciaków to przy okazji może kogoś jeszcze poszukać. Sporo kotów zniknęło ostatnimi czasy. W sumie nawet nie dawno więc może wpadnie na jakiś trop.
Obrał sobie tor i szybko wyruszył. Niestety ale po drodze nic nie znalazł. Doszedł tak do Malinowych Krzewów. Popatrzył się na jeden z krzaków i zauważył jak jeden z nich się poruszył a następnie wydał odgłos. A tak po prawdzie pisk.
Wyczuł… Ciężko było powiedzieć. Był to kot ale miał taki trochę inny zapach niż typowy samotnik.
Podszedł spokojnie do krzewu i wychylił łeb. Jego oczom ukazał się... chyba kociak. Może nawet jest w wieku młodego terminatora czy coś. Zamrugał kilka razy oczami a następnie popatrzył się na boki. Nikogo nie było w pobliżu. Żadnego innego kota. Dziwne… – Cześć, mała. Zgubiłaś się czy coś?-zapytał kociaka.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nie spodziewała się kota innego, niż ktoś z Nowego Świtu. Nie wyczuła nawet woni kocura, dopóki ten do niej nie podszedł i nie postanowił zagadać, zbyt pogrążona czyszczeniem swojego zmierzwionego, umorusanego wiecznym siedzeniem między szuwarami futra. Zdążyła ochłonąć, ból po nagłej utracie kępki futra przez malinowe ciernie szybko zniknął, zastąpiła go irytacja która, na szczęście, uleciała z Tsunami równie szybko.
I zaraz pojawiły się nerwy ze spotkania z nieznajomym.
Niemal podskoczyła w miejscu, jeżąc ogon niczym iglastą sosenkę i znowu fuknęła w nerwach, oblizując wargi, piorunując kocura przenikliwym wzrokiem lśniących ślepi. Źrenice Tsunami zwęziły się do szerokości osiego żądła.
- Jaka mała - fuknęła pretensjonalnie, pod gniewem chcąc ukryć nerwy i stres które odczuła widząc obcego, zupełnie nieznajomego kota. Nie wyglądał groźnie, na razie, ale Roche też nie wyglądał groźnie... - Jasne, że nie zgubiłam. Nie jestem bezbronnym gówniarzem, żeby się gubić. Znam okolicę.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No to zrobił młodej kotce niespodziankę. Kocur nie z Nowego Świtu plus starszy od niej sporo. Lepiej być nie mogło nie? Nic więc dziwnego, że młoda się przestraszyła na jego widok. Aż mu się przypomniało jak kiedyś kociaki uciekały na jego widok. Nie tęsknił jednak za tamtymi czasami ale przynajmniej wtedy denerwujące kocięta nie zawracały mu głowy. Chociaż zdarzały się wyjątki.
Zrobił ruch łapą w górę i w dół by szylkretka się uspokoiła. Nie musiała się aż tak jeżyć. Może i był starszy i tak dalej ale nie miał zamiaru jej niczego zrobić. Może jedynie podpytać o jakieś rzeczy. – To chyba dobrze, że jesteś mała nie? Masz jeszcze dużo przed sobą. Wiele do przeżycia i zobaczenia. Bycie dużym nie jest takie fajne jak się niekiedy wydaje.-wytłumaczył się chociaż przeczuwał, że cokolwiek teraz będzie mówił to młoda dama schowa to głęboko w czarną dziurę.
Na odpowiedź i nietypowy język kociaka, kocur uśmiechnął się dziarsko. – No proszę… Czyli mam rozumieć, że podróżujesz sobie sama i znasz te tereny. Nie powiem jest to zadziwiające patrząc na Ciebie. Nie boisz się sama tak chodzić? Możesz zawsze napotkać się na psa lub coś gorszego.-nie zaprzestawał rozmowy z młodą koteczką. – Poza tym mogę znać imię młodej podróżniczki?-zapytał
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Gest łapą ze strony Płonącego Lasu miał niby Tsunami uspokoić, ale w momencie gdy rdzawy kocur podniósł łapę, młoda Nowoświtezianka nastroszyła się jeszcze bardziej, i w swojej paranoi oczekując ciosu, cofnęła kilka kroków, wbijając pazury w grunt pod sobą, orząc nimi suchą ziemię. Cios jednak nie nastąpił, co... nie pomogło koteczce jakoś bardzo się uspokoić, ale przynajmniej wyparowała z niej chęć rzucenia się z pazurami na uniesioną łapę obcego.
Roche też wydawał się niegroźny. Roche też wydawał się tylko chamem, który jednak nic poza poszczekaniem by jej nie zrobił. Ten kocur był kompletnie obcym. Co jeśli planował ją zabić, albo porwać? Nie dałaby się. Ale co jeśli. Serduszko Tsunami biło zdecydowanie mocniej, niż zazwyczaj i tym razem gniewny wyraz mordki już jej nie opuścił.
Nie odpowiedziała na stwierdzenie kocura o dorosłości w żaden sposób, jakby jego uwagę wpuściła jednym uchem i wypuściła drugim.
- Pies? Wydrapałabym mu oczy - stwierdziła równie dziarsko, wciąż pełna ognia, werwy, próbując jakoś uspokoić swój gniew i wewnętrzny, rozsadzający ją od środka stres związany z tym spotkaniem. - Jeśli te. Niebezpieczeństwa w okolicy. Mają być podobne do Ciebie, to. Chyba sobie poradzę - fuknęła, myśląc chwilę nad pytaniem kocura i jak na nie odpowiedzieć.
- Nie. Chyba, że ja poznam twoje.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Uspokojenie młodej kotki nie poszło zgodnie z planem. Zamiast uspokoić to jeszcze bardziej ją zestresował a potem i rozeźlił. Płomyk jedynie wzdychnął. Przynajmniej jest czujna, to dobrze. Śmieszne, że w głowie Tsunami pojawiły się myśli związane z zabiciem czy porwaniem. Syn Suchej Gałązki nie miał ani Cienia zainteresowania czymś takim. Po co y miał coś tak durnego robić? Nie potrzebował nastolatki do niańczenia. No ale raczej nie było to nic dziwnego. Każdy by miał takie myśli widząc obcego i do tego dużo starszego.
Na kolejne słowa kotki, Płomyk roześmiał się. Nie szczędziła mu ciętego języka. Niestety ale coś takiego jedynie go rozśmieszało. Zbyt dużo razy słyszał podobne zdania by się tym przejmować. – Masz werwę widzę. Do tego nie kryjesz się ze swoim zdaniem. To dobrze. Podoba mi się to w tobie i mam nadzieje, że te rzeczy nie znikną jak będziesz dorosła. Nie będziesz wtedy nudnym, szarym kotem.-zignorował lekkie plucie ze strony szylkretki. –Proszę bardzo, zwą mnie Płonącym Lasem a bliscy po prostu Płomykiem.-przedstawił się a następnie, podniósł brew oczekując, że teraz pozna imię zadziornej podróżniczki.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
- Kto pytał - fuknęła Tsunami, z każdym kolejnym słowem wypływającym z rudej mordy coraz bardziej rozeźlona i z coraz większą chęcią odwrócenia się na pięcie i zniknięcia staremu kocurowi z oczu. Czy spytała go o jego opinię na swój temat, o jakiekolwiek ckliwe opowiastki i historie jego życia? Nie, spytała tylko o imię. Kotka oblizała w nerwach wargi, jeżąc jeszcze odrobinę ogon, teraz już nie w stresie a irytacji. - Zawsze tyle gadasz - spytała mało przyjemnym tonem.
Ach. I wszystko zaraz się wyjaśniło, to jeden z Klanowych kotków. Niektóre albo są intrygujące i nieszkodliwe a niektóre paplają tak, że uszy więdną. I do tego głupie, jak rzeczony... Płonący Las. Płomyk.
- Mhm. Tsunami - przedstawiła się zgodnie z umową, skanując starszego kota wzrokiem tak, jakby chciała wywiercić w jego głowie dziurę. Do twarzy byłoby mu z dziurą we łbie, przynajmniej by się zamknął.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Cóż miał do czynienia z koteczką bardzo… mało towarzyską. Odpowiadała krótkimi zdaniami i cóż konwersacja się słabo kleiła. No ale nie każdy jest taki sympatyczny i szarmancki jak on. – Cóż… Nie musiałbym gdybyś mówiła więcej.-odpowiedział jej przy tym uśmiechnął się głupio. Z ich dwójki to on teraz podtrzymywał konwersacje nic więc dziwnego, że gadał tak sporo. A to że był charyzmatyczny to kolejna jego zaleta.
Gdy poznał wreszcie poznał imię szylkretki, pokiwał delikatnie głową i nic więcej. Cóż… Normalne imię. Miał do czynienia kiedyś z bardziej fikuśnymi imionami. Wręcz trudnymi do wypowiedzenia.
Widząc jak Tsunami wlepiła w niego swój ostry wzrok, kocur jedynie westchnął a następnie mruknął. – Wiem, że jestem zjawiskowy ale nie musisz mnie tak zabijać wzrokiem. Nie zjem Cię.-jakoś nigdy nie jadał kociego mięsa i na tą porę nie zamierzał próbować.
xxChociaż Rosa planowała jak najszybciej dotrzeć do granic Klanu Cienia i spotkać tam jakiegoś jego członka, nie całkiem jej się to udało. Co prawda jeszcze tego samego dnia, gdy przeprowadziła rozmowę z Rzeżuchową Łapą, odnalazła cieniste tereny, jednak najpierw nikogo tam nie spotkała, a gdy zaszło słońce, głód wziął górę i Rosa udała się na polowanie. Postanowiła spróbować swojego szczęścia następnego dnia i tak też zrobiła. Nie mogła dłużej zwlekać. Nie chciała. xxOkolica pokryta była świeżo spadłym śniegiem, nadając szarym drzewom i uschniętym trawom zupełnie nowy wygląd. Biały puch raził nieco w oczy kremowofutrą samotniczkę, która zbiżała się właśnie do strumienia nazywanego przez miejscowych Czarnym Ogonem. Wiedziała, że po jego drugiej stronie znajdują się tereny rodzinnego klanu jej matki. Były tak blisko, a jednak mogła na nie tylko patrzeć z odległości. Była ich ciekawa, miejsc, w których przebywała jej matka, obozu, w którym się wychowała. Rosa zdała sobie sprawę, jak mało wiedziała o klanowej przeszłości różnookiej szylkretki i żałowała, że nie naciskała na matkę bardziej, gdy miała do tego jeszcze okazję. Być może już nigdy się nie zobaczą i wiele historii i sekretów już na zawsze pozostanie zapomnianych. Teraz jednak Rosa była tu, w miejscu, z którego pochodzi jej rodzina, a więc jakaś część jej samej. Stanęła nad brzegiem Czarnego Ogona, spoglądając na cieniste tereny. Rzeczka była częściowo zamarznięta, a raczej tylko górna część jej tafli. Próba przejścia wiązałaby się z mokrym futrem. Rosa jednak nie zamierzała naruszać granicy, szanowała ją, a poza tym nie chciała kłopotów. Usiadła nad brzegiem, czekając na patrol lub jakiegokolwiem kota z Klanu Cienia. Miała nadzieję, że tym razem kogoś spotka. Musi. Owinęła łapy puszystym ogonem i w ciszy wypatrywała jakiegokolwiek znaku życia.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nie działo się ostatnio dobrze. Jego córka zniknęła i teraz był sam w klanie. No teraz jest Popiel ale i tak… Wszystkie jego kocięta się gdzieś zapodziały i nie wiedział co czuć. W pewnym stopniu się pogodził z ich zaginięciami ale nadal ich szukał. Szukał bez jakichkolwiek poszlak. Pytał samotników i tak dalej ale nic… Dosłowne zero. Wyparowali bez śladu. Po zniknięciu Wrony poczuł się dziwnie. To nie była rozpacz ani smutek… To była pustka. Tylko to poczuł. Możliwe, że już się przyzwyczaił, że wszystkich których darzył czymś znikali. W końcu działo się to co chwila. Poznawał kogoś, polubił a następnie znikał. Tak było cały czas.
Postanowił się wyrwać z obozu i tym razem coś poszukać i też… przejść się. Przechadzki zawsze mu dobrze robiły jak nie wiedział co robić.
Nie wiedział gdzie iść. Po prostu szedł przed siebie i tam gdzie go łapy zaprowadzą. W milczeniu przemyślał wszystko co się ostatnio wydarzyło i przez chwile poczuł spokój. W końcu nie znalazł ani jednej poszlaki która by mówiła, że Wronie coś jest. Nie wyczuł krwi ani jakiegoś wrogiego stworzenia we wszystkich miejscach które sprawdził. A był już chyba wszędzie. Dlatego też liczył na to, ze faktycznie jego dzieciom nic nie jest i po prostu zaginęły. Nic poza tym.
Nagle wyczuł…samotnika. Postanowił pójść za zapachem i po chwili zobaczył nie znaną mu jeszcze samotniczkę. Siedziała nad brzegiem i definitywnie na coś czekała. Ale na co? – Pomóc w czymś?-zapytał gdy tylko stanął nad drugim brzegiem strumienia. Podniósł delikatnie brew do góry i zainteresowaniem popatrzył się na młodą kotkę. Wydawała się być… Znajoma… Choć nigdy jej nie widział a przynajmniej nie przypominał obie. - Znamy się?-zapytał.