Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Tak jak przypuszczałam, Malinowa Gwiazda nie miała problemu z tym, abym udała się na wyprawę wraz z Gromową terminatorką Medyka. Wobec tego, posłałam klanowi Grubej Gwiazdy patrol takową informacją. Parę wschodów słońca później zostałam wezwana na granicę, z wiadomego powodu. Leniwie, bo leniwie, ale wstałam i ruszyłam w stronę Czterech Drzew. Było to jedyne miejsce, w którym spodziewałam się spotkać kogoś z klanu Gromu, tak więc liczyłam, że to właśnie tam zjawi się Ognista Łapa. Nie zamierzałam jej przecież szukać nie wiadomo gdzie. Patrol jak widać pojawił się wcześniej niż terminatorka, tak więc grzecznie czekałam, aż ta się zjawi, siadając i przeczesując w międzyczasie futerko.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Wyszła z obozu kiedy tylko mogła, by teraz, przy utracie zastępcy, nie zostawać w Gromie w stanie między rangami, bez błogosławieństwa. Stwierdziła, że Medyk z prawdziwego zdarzenia przyda się bardziej, niż smutne oczy terminatora.
Milczała uparcie, nie chcąc rozpoczynać rozmowy z niebieską, choć czując ogromną wdzięczność za to, że przekazała jej całą swoją wiedzę, że dzięki niej jest teraz tu gdzie jest. Narzuciła trasę w stronę Wysokiego Pagórka, by dopiero w jego pobliżu odbić bardziej w stronę Czterech Drzew i terenów Klanu Wichru. Milczała, milczała i milczała, patrząc w ziemię i idąc uparcie na przód, niemal biegnąc, siłą trzymając łapy w miejscu. Nie chciała zostawiać Klanu. Nie mówiąc już o tym, że za rzadko wychylała ostatnio nos na tereny. Była spięta, zestresowana i przestraszona, nie chciała by te emocje było słychać w jej głosie, dlatego szła obok Malinowych Chaszczy milcząc z cofniętymi uszami i myśląc czy stresowałaby się mniej, gdyby to mistrzyni miała iść z nią do Gwiezdnych. Pewnie tak.
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Ruszyła razem z Ognistym Żarem, sprytnie unikając kolejnego pogrzebu. Śmierć zastępcy i wybranie nowego nie było w zakresie jej zainteresowań, zanotowała jedynie imię wybrańca, a jego ocenę zachowała dla siebie. Nie w obowiązkach wojowniczki było ocenianie i wydawanie osądów, a jedynie akceptowanie faktów i wypełnianie woli przywódcy. Uczyli ją tego Gwieździsta Ścieżka oraz Błyskająca Gwiazda i uczy ją tego Trzmiela Gwiazda, pozbawiając wszelkich złudzeń co do własnej wyjątkowości i wartości. Z łatwością dotrzymywała kroku córce Skaczącej Żaby, nie przerywając przez początkowy etap podróży ciszy, która pomiędzy nimi zapadła. Wzrokiem śledziła otoczenie, jednak w pewnym momencie padło ono kątem oka na zestresowane oblicze swojej terminatorki i wyrzuty sumienia nie pozwoliły niebieskiej kocicy zostawić szylkretki w takim stanie.
- Lśniąca Sadzawka też nie miała łatwo. W jej klanie zabrakło jakiegokolwiek kota, który by ją uczył i musiała chodzić po granicach i szukać nauczyciela. Jest uparta i zdeterminowana. I się jej udało dopiąć swego. Macie dużo wspólnego, pomimo że się nie znacie. Nie masz się czego obawiać - powiedziała, zaczynając spokojnym głosem, by potem przejść na cieplejsze tony i posłać terminatorce medyka delikatny, ciepły uśmiech, który był przede wszystkim szczery. Pomimo, że kotka dopiero niedawno weszła w wiek prawdziwie dorosły to musiała podołać wielu przeciwnościom losu. Na chwilę obecną to się jej udało, jednak co będzie potem? Tego Malina nie była w stanie przewidzieć. Skierowała swoje kroki za granicę, przekraczając zapachową barierę między klanem Gromu a Czterema Dębami, a oczom córki Czaplej Nogi ukazała się biała sylwetka wichrowej medyczki. Ponownie na pysku najstarszej kocicy z tego towarzystwa zagościł kamienny wyraz, zwalniając gdy podchodziły bliżej kocicy.
- Witaj, Lśniąca Sadzawko - przywitała się neutralnym tonem głosu, zatrzymując się wyprostowana nieopodal i kierując wzrok na szylkretową kotkę, która powinna stać obecnie u jej boku. Gdyby obie kotki nawiązały ze sobą kontakt, wycofała się nieco, skupiając się bardziej na otoczeniu niż na rozmowie, nie dając po sobie poznać, że wolała, aby to ona poprowadziła szylkretkę do Szepczącej Sadzawki. Nie było jej to jednak dane, widocznie taka jest wola kotów ze Srebrnej Skórki. Nie zamierzała też obdzierać dziecka Słonecznego Poranka z możliwości przedstawienia się nowym imieniem. Po odczekaniu większej chwili, w której by się dziewczyny wymieniły uprzejmościami i zaczynały zbierać, Malina równiez się podniosła.
- Nie opóźniajcie dłużej wyruszenia, Klan Gromu zbyt długo pozostawał bez medyka. Niech Gwiezdni rozświetlają waszą drogę - pożegnała się prostym pozdrowieniem, po czym skierowała kroki na tereny własnego klanu, biorąc głębszy wdech zimowego powietrza.
zt
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Na szczęście nie musiałam długo czekać. Niedługo po mnie, na horyzoncie pojawiła się tez sylwetka czarno-rudej kotki, o której wspominał Trzmiela Gwiazda, a u jej boku szedł... ktoś jeszcze. Malinowe Chaszcze. Z trudem powstrzymałam grymas, który aż cisnął mi się na pysk. Nie miałam nic do samej kocicy, w teorii, w praktyce jednak miałam do niej żal, że była posłuszna komuś takiemu jak Błysk, kiedy klan Wichru był w potrzebie. Oprócz tego, Spasiona Gwiazda nie mówił, że jego przyszła medyczka będzie miała towarzystwo. To było dość nieładnie z jego strony.
- Witaj, Malinowe Chaszcze, Ognista Łapo - odpowiedziałam na przywitanie, kiwając lekko głową. Nie zamierzałam się tu zatrzymywać na żadne miłe rozmówki, dlatego też od razu wstałam, aby pokazać swą gotowość do wymarszu. - Klan Wichru doskonale to rozumie. Ruszajmy więc - odparłam na słowa niebieskiej byłej Pomocnicy Medyka. Nie było sensu zwlekać. Droga była długa, więc lepiej zacząć wcześniej, aby nie złapał nas mróz.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Wysłuchała słów Maliny, uśmiechając się lekko. Tu nie chodziło o to. Nie. Tu chodziło o coś zupełnie innego - o to, że swoje pierwsze spotkanie z Gwiezdnymi będzie dzieliła z innym kotem, nieważne jak do siebie podobnym. Chciała tam być ze starszą siostrą Rumianki, bo to właśnie ona, a nie Lśniąca Sadzawka nauczyła ją ziół i wierzyła w nią od początku treningu. Bo to ona poprawiała jej błędy i pokazywała jak działa bycie medykiem. A teraz? Teraz była tylko wojowniczką, już niepotrzebną? Nawet nie mogła iść z uczennicą i poprowadzić jej ceremonii, bo kiedyś Błyskająca Gwiazda wraz ze swoją siostrą sprawili, że nie mogła być medykiem, a jedynie wojownikiem. To było niesprawiedliwe i szylkretce było po prostu przykro. Chciała teraz tylko iść i wrócić. Odbębnić obowiązek i być już w domu.
Na pierwszy rzut oka myślała, że Śnieżka przybiegła na granice. Ale oczy tej kotki były zimne, a zapach… cóż, był taki jak jej - może z przewagą innych ziół, ale był to uniwersalny zapach medyków, co trochę ją rozchmurzyło.
- Lśniąca Sadzawko. Jestem Ognisty Żarrr - poprawiła wichrzaczkę, siadając lojalnie obok Malinowych Chaszczy i patrząc na kotkę ze sztuczną pewnością w złotych oczach. Nie mogła przecież pokazać, że teraz akurat u finiszu zżerają ją wątpliwości. Gdy jej mistrzyni odchodziła, szylkretka spojrzała na nią tęsknie, po czym wstała i ruszyła milcząco za medyczką. Im szybciej wrócimy tym lepiej.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Gdy kotki się spotkały słońce już dawno miało górowanie za sobą - teraz powoli chyliło się ku zachodowi. Z całą pewnością droga do Szepczącej Sadzawki nie będzie prostym marszem. By dostać się do miejsca, w którym mogły dzielić języki z Przodkami musiały pokonać Grzmiącą Ścieżkę oraz Borsucze Pagórki - choć te groźne były jedynie z nazwy, wizja spotkania drapieżnika była realna. Gwiezdni mogli mieć je w opiece i odpowiednio kierować ich łapy, jednak z całą pewnością nie dadzą rady obronić ich przed zagrożeniem.
Zasady były jasne. W ceremonii medyka, tak samo jak i przy spotkaniach medyków, brać udział mógł jedynie medyk i jego terminator, bądź też pomocnik. W świetle praw jakimi rządziły się Cztery Klany Malinowe Chaszcze nie była ani medykiem, ani pomocnikiem, ani terminatorem medyka. Utraciła wszelkie przywileje, które wiązały się z tymi rangami.
Chmury kłębiły się ponad głowami obu kotek zakrywając słońce. Wokół nich stało się ciemniej i chłodniej. Znak od Gwiezdnych, a może tylko psikus natury? Musiały się spieszyć. Czekała je długa wędrówka. Najpierw musiały pokonać tereny Klanu Wichru - z tymi z całą pewnością dadzą sobie radę. W końcu kto mógł znać je lepiej niż Wichrzak?
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nijak nie skomentowałam faktu, iż Ognista Łapa tak naprawdę Łapą już nie jest. Nikt tejże informacji mi nie przekazał, także miałam prawo nie wiedzieć, ot co.
Ruszyłam przodem, nie zwlekając ani chwili dłużej. Na szczęście doskonale znałam tereny Wichru, wszakże stąd pochodziłam i nie miałam najmniejszego problemu z tym, by poprowadzić nas do Grzmiącej Ścieżki. Musiałyśmy jedynie iść wzdłuż granicy z klanem Rzeki i taką też obrałam trasę. Słońce już dawno miało górowanie za sobą, a teraz dodatkowo skryło się za chmurami, jakby chciało nas pospieszyć. Dlatego też nadałam dość szybkie i energiczne tempo, jednak nie na tyle, by młodsza ode mnie kotka nie była w stanie nadążyć i szybko się męczyła.
- Wiesz w ogóle na co się piszesz? - zapytałam. - Bycie medykiem to bardzo niewdzięczna praca. Klan będzie obwiniał cię o każde niepowodzenie, o każdą śmierć, nawet jeśli nie będzie to twoja wina, jeśli dasz z siebie wszystko. Część będzie tobą gardzić bez żadnego powodu - dodałam. Cóż, była młoda, mogła nie wiedzieć, z czym tak naprawdę wiąże się bycie medykiem. Mogła nie wiedzieć, jak twardy należy mieć kręgosłup, by nie ugiąć się pod ciężarem tego wszystkiego. - Ja na przykład zostałam wybrana na terminatora medyka w wieku około dziesięciu księżyców. Księżyc potem mój mistrz zniknął, nawet nie zaczynając mojego treningu. Klan został bez ani jednego kota, który posiadał wiedzę medyczną. Douczałam się na własną łapę u innych medyków, najpierw u Malinowych Chaszczy, a po zakazie, jaki nałożył na nią Błyskająca Gwiazda, u Łososiowej Łuski, choć wcale nie musiałam, nikt mnie o to nie prosił. Myślisz, że ktokolwiek jest wdzięczny za to, że pomimo młodego wieku i trudnej sytuacji w jakiej znalazłam się zarówno ja, jak i cały klan, nie zrezygnowałam, nie uciekłam jak moi poprzednicy, tylko walczyłam o swoje? Niedoczekanie. Jedyne co zyskuję w zamian, to krzywe spojrzenia na każdej ceremonii, bo nie byłam w stanie uratować głodzącego się od księżyców kociaka, którego nikt do mnie wcześniej nie przyprowadził, czy samobójczyni, która wepchnęła w siebie pięć jagód cisu. Musisz mieć twardy kark, Ognisty Żarze. Inaczej bycie medykiem cię zniszczy, obrzydzi ci życie - ostrzegłam ją, podając swój przykład. Prawda była taka, że koty w klanie Wichru jedynie czyhały na to, aż powinie mi się łapa i będą miały kolejny powód do tego, by mnie nienawidzić, by na mnie łypać tymi swoimi przebrzydłymi oczami. Wszyscy byli tacy sami. Czułam się więc zobowiązana, by poinformować o tym młodą kocicę i przy okazji chciałam jakoś umilić podróż. Lepiej się idzie, rozmawiając, niż milcząc.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Na niebie pociemniało, i czy było to znakiem, to wie tylko zacny narrator. Ognik stwierdziła po prostu, że chce jak najszybciej wracać, a chmury tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. Szła więc, najszybciej jak mogła mimo różnicy we wzroście i znajomości terenów, rozejrzawszy się tylko raz czy dwa, z czystej ciekawości.
Monolog kotki był conajmniej... specyficzny i Ognisty Żar ledwo powstrzymała śmiech.
-Tak. Wiem. I już czuję, że nie będzie mi łatwo. Ale skorrro tak narzekasz... czemu nie przekażesz komuś swojej wiedzy i po prrrostu nie oddasz tej odpowiedzialności? Jak rrrozumiem, sama prrrosiłaś się o rrrangę i wiedzę medyczną... nikt cię nie prrrosił... - słuchała dalej kamieniejąc na informację o kociaku i samobójcy - A tobie się obrzydziło? - bo brzmisz jakbyś miała dość i wywalała na mnie swoją irytację z niepowodzeń i braku oparcia w klanie. I to jeszcze po podkreśleniu, że sama sobie taki los zgotowała. Ognik zaś dostała wybór i po prostu wybrała to, co miało pozwolić jej na porządkowanie świata i naprawianie krzywd. Tyle. Niepowodzenia, krzywe spojrzenia? Tak, czekały. Ale była na to gotowa już od dawna. I dlatego zawsze wiedziała co powiedzieć, jak się wtopić by wyjść na dobre.
- Nie było może u ciebie Niedźwiedziej Łapy z prrrrośbą o pomoc przy popękanych opuszkach? - zapytała po chwili, by znaleźć tajemniczego wybawiciela aktualnego kociaka. Może to właśnie do Lśniącej trafił syn Goreja? A może gdzieś indziej... w każdym razie w oczach Ognik widać było iskierki rozbawienia, gdy pomyślała o niebieskim kocurze.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Przeprawa przez tereny należące do Klanu Wichru nie była trudna. Przemarsz przez wydeptaną ścieżkę wzdłuż granic był z całą pewnością żmudnym zajęciem, zwłaszcza że ta konkretna strona granic nie była szczególnie interesująca. Gdy Ognisty Żar zadała swoje pytanie dotyczące tajemniczych opatrunków na ciele Niedźwiedzia niemalże pod jej łap (a dokładniej - z kępy trawy zaledwie na długość ogona od niej) wystrzelił zając, którego żadna z nich pierwotnie nie wyczuła. On prawdopodobnie też ich nie wyczuł, w końcu wiatr wiał od strony terenów Klanu Wichru ku ziemiom zajmowanym przez Klan Rzeki. Lśniąca Sadzawka być może nie była aż tak zaskoczona, w końcu w tej okolicy było dużo zajęcy, jednak uszata niespodzianka z całą pewnością nieźle wystraszyła zajętą rozmową Ognisty Żar.
Poza tym nie pojawiło się więcej niespodzianek. Żwawe tempo sprawiło, że sprawnie zbliżały się do granicy oraz ściany drzew, jaka oddzielała ziemie Klanu Wichru od terenów niczyich.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- To nie jest takie łatwe. Sama się przekonasz, kiedy będziesz musiała wybrać następcę. Jest coś takiego, jak poczucie obowiązku. Nawet jeżeli zdaję sobie sprawę z tego, że klan Wichru nie zasługuje na jakąkolwiek pomoc z mojej strony, to jednak wiem, że nie mogę zrezygnować. Obserwuję wichrzaków uważnie i nie widzę nikogo, kto by podołał. Wicher miał już wystarczająco słabych, tchórzliwych medyków, którzy znikali od razu, kiedy nastawały gorsze czasy. Poza tym, uwierz mi, nie ma lepszego uczucia, niż świadomość, że uratowało się komuś życie. Lubię pomagać, lubię być Medykiem, jednak wiele kotów nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to bardzo niewdzięczne. Poza tym, gdybym zrezygnowała, wszyscy zobaczyliby, że dopięli swego, że im się udało, a do tego nie zamierzam dopuścić. Z czasem nauczą się mnie szanować - odparłam. Ja nie narzekałam, po prostu ostrzegałam ją przed rzeczywistością. Nikogo nie będzie interesowało, czy starałam się ze wszystkich, by kogoś uratować, czy po prostu patrzyłam, jak umiera. Liczy się jedynie efekt końcowy. Medycy nie są i nie będą doceniani, ale ja zamierzam doprowadzić do tego, by klan Wichru zaczął mnie szanować. By przestali mnie lekceważyć jedynie ze względu na to, że jestem młoda i niedoświadczona. Zostanę najlepszym medykiem w całym lesie i będą mnie przepraszać, że kiedykolwiek odważyli się powiedzieć na mnie złe słowo. Dopilnuję tego. Poza tym, nie po to poświęciłam właściwie większość swojego życia na dążenie do tego, by zostać Medykiem, aby teraz się wycofać, ponieważ jakieś mysie bobki krzywo na mnie patrzą. Po prostu muszę im pokazać, że nie robi to na mnie wrażenie, a ich zdanie na mój temat jest złe.
- Oczywiście, że nie. Jednak zarówno mojemu mistrzowi, jak i jego mistrzyni owszem. Oboje uciekli z klanu i najprawdopodobniej coś ich zeżarło, o ile sami się nie zabili. Nie wytrzymali presji - mruknęłam. Ciężko było mi obrzydzić życie. W końcu czerpałam radość z tego, co robię. A to, że komuś się nie podobało moje jestestwo... cóż, jego problem.
- Nie. Była u mnie jedynie kocica z klanu Cienia. Żadnego gromiaka jeszcze nie łatałam - odpowiedziałam. Nie wiedziałam nawet, jak ten cały niedźwiedź wyglądał. Ale wygląda na to, że nie tylko ja mam problem z szacunkiem i zaufaniem wśród klanowiczów. Ba, u mnie było lepiej, bo nie chodzili się leczyć nigdzie indziej, a to był już dobry znak. - Powoli zbliżamy się do Grzmiącej Ścieżki, przygotuj się.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Słuchała Wichrowej Medyczki i miała silne wrażenie, że mimo bycia medykiem, nie czuje się ona za bardzo związana z Klanem poprzez lojalność. Cała ta pogadanka o słabości i szacunku, którego podobno biała nie miała... zdawała się pokazywać, że sama w sobie Lśniąca nie ma szacunku do własnych klanowiczy. Ognista po prostu milczała, nie chcęc mieszać się w dyskusję, machnęła tylko uchem na znak, że słucha, ale nie ma nic do powiedzenia. Nie chciała sobie psuć humoru niepotrzebną dyskusją, był już wystarczająco popsuty przez brak możliwości podróży z mistrzynią.
Słysząc odpowiedź na swoje pierwsze pytanie, machnęła tylko ogonem. A więc nie tylko do żywych kocica miała zastrzeżenia, jej kłujące słowa dotykały również martwych i to w dość niepochlebny dla ich pamięci sformułowaniach.
Zdusiła w sobie pisk, gdy nagle wyskoczył przed nią zając, podskoczyła jednak jak sprężyna. Lądując spojrzała przepraszająco na Wichrzaczkę. U nas niewiele takich przygód zdawało się mówić jej spojrzenie, ale zaraz po chwili opuściła wzrok i znów skupiła się na drodze.
Kiwnęła głową na odpowiedź dotyczącą Niedźwiedzia. Cóż, teraz niewiele miał możliwości i w przypadku pogorszenia się ran lub innej choroby, będzie musiał odwiedzić jej małe królestwo. Lecz, gdyby terminatorka medyka słyszała myśli nowej koleżanki, gwałtownie by zaprzeczyła. Niedźwiedź był jednym przypadkiem w całym klanie, ani z szacunkiem, ani z zaufaniem innych kotów nie miała problemu. Klanowe Matki posyłały do niej kocięta bez obaw, że mogą wrócić bez kończyn, a sama Sójczy Śpiew przy pierwszych dniach Ognikowego rządzenia się składzikiem, stwierdziła, że córka Słonecznego Poranka świetnie sobie poradzi i można zostawić lecznicę pod jej opieką. Jeden przypadek upartego wypłosza nie czynił całego klanu nastawionego nieprzychylnie do jej osoby. Wręcz, po tym jak w dwa księżyce udało jej się skończyć dwa treningi i pstryknąć w nos każdego kto wątpił, mogła liczyć na to, że nie tylko rodzeństwo i Rumianka będą ją szanować.
Spojrzała pytająco na wzmiankę o Grzmiącej Ścieżce. Teoretycznie wiedziała co to, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób ma się przygotować.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Przejście poza pas drzew zajęło im zaledwie chwilę, a wtedy do nieprzyzwyczajonego do podobnych aromatów nosa Ognistego Żaru dotarła ostra, nieprzyjemna woń Grzmiącej Ścieżki, do której się zbliżały. Pozostało im jeszcze przeskoczyć ponad rowem i przejść na drugą stronę drogi, jaką poruszały się potwory. A jeżeli o nich mowa - w okolicy było cicho. Żaden potwór dwunogów nie nadciągał, jednak nie oznaczało to, że można było bezpiecznie przejść na drugą stronę. Lśniąca Sadzawka dostrzegła, że po poboczu po drugiej stronie ulicy kroczy pies. Całkiem spory, czarny z rudym podpalaniem. Nie widział kotów, a kręcił się w okolicy miejsca, które być może obie kotki kojarzyły jako rewir Krzywuchy.
Mogły przejść po Grzmiącej Ścieżce tu gdzie stały licząc na to, że pies ich nie dostrzeże a Gwiezdny Klan będzie miał je w opiece, albo mogły poszukać innej drogi, jak na przykład tym tajemniczym tunelem pod Grzmiącą Ścieżką, którym płynęła Grzmiąca Rzeka ostatecznie wpadając do Topiołków.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Cóż, dla mnie wyskakujące zające i inne króliki nie były niczym nowym. Na Wichrowych ziemiach była to dość często spotykana zwierzyna, dlatego delikatnie rozbawiła mnie reakcja Ognistego Żaru. Na terenach Gromu takie rzeczy nie miały miejsca? Cóż, możliwe. Nie byłam - nie wiem.
Widziałam pytające spojrzenie jej oczu, jednak nim zdążyłam odpowiedzieć, znalazłyśmy się na miejscu. Poczułam ten nieprzyjemny zapach, a zaraz potem ukazała nam się Grzmiąca Ścieżka we własnej osobie. Było cicho, żaden potwór się nie zbliżał, jednak dojrzałam psa. Na szczęście udało mi się zrobić to nim to on dojrzał nas. Szybko rzuciłam spojrzenie w kierunku przyszłej medyczki i powiedziałam ciche "ćśśś", żeby nie zwrócić na siebie uwagi kundla. Zbyt ryzykownym było przechodzenie w tamtym miejscu. Ruszyłam więc w dół Szarych Topoli, aby oddalić się od psa na możliwie jak największą odległość. Oby się udało. Starałam się iść jak najszybciej, ale przy tym również i najciszej. Gdyby nas zobaczył, mogłoby się skończyć tragicznie.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Grzmiąca Ścieżka śmierdziała. Tyle w temacie. Nos Żaru, przyzwyczajony do zapachu ziół i kurzu, nie mógł znieść dziwności i smrodu tej powierzchni. Chciała stąd iść, ale została uciszona i poprowadzona inną drogą. Zauważyła psa i niemal stanęła jak słup soli na widok takiego potwora. Jednak ufnie ruszyła za Wichrzaczką, mając nadzieję, że pies ich nie zobaczy. Miała jak najszybciej wracać, a nie omijać przeszkody... Czyżby Gwiezdni nie chcieli jej widzieć? Szylkretka spojrzała na zachmurzone niebo i zacisnęła szczękę. Została wybrana i wyszkolona. Musiała dojść na miejsce, choćby miało jej urwać ogon. I uszy.
Spojrzała zdezorientowana na Lśniącą, jakby pytała o wyjaśnienie. Co teraz?
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Decyzja była dobra, choć z całą pewnością wydłuży im nieco drogę. Pies tymczasem kręcił się chwilę jeszcze po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki i nagle zaczął szczekać, jednak jak się okazało - nie szczekał na kotki, a na coś zupełnie innego. Następnie odbiegł w przeciwną stronę, wciąż ujadając i najwidoczniej odnajdując zupełnie inną ofiarę swojego instynktu łowieckiego. Kotki tymczasem mogły bezpiecznie przeprawić się na drugą stronę - gdzieś w oddali słychać było zduszony warkot potwora, jednak najwidoczniej wciąż był daleko. Jeżeli nie będą się wahać zdołają szybko i bezboleśnie przedostać się w okolice Borsuczych Pagórków.
piszcie jak wam nie odpisuję dłużej niż dwa dni, kompletnie nie zauważyłem że to już moja kolej
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...