Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Kundel na szczęście nie złapał naszego tropu i nic zdążył to zrobić, natrafił na coś innego, o wiele ciekawszego i pognał w tamtą stronę. Nie musiałyśmy zatem dłużej się nim przejmować. Jedynym problemem zatem pozostało przejście przez Grzmiącą Ścieżkę. Wyczuliłam słuch, by upewnić się, że w pobliżu nic nie ma i usłyszałam... dźwięk potwora. Był jednak na tyle daleko, iż uznałam że bez problemu poradzimy sobie wraz z Ognistym Żarem i nakazałam natychmiast przebiec na drugą stronę. Sama oczywiście również się do tego zastosowałam, przebiegając najszybciej jak tylko mogłam, nie chcąc spotkać się z tym monstrum osobiście.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
To wszystko było z lekka przerażające i odpychające, ale Wichrowa Medyczka nie wyglądała na zbyt przejętą, więc i Popiołka starała się nie pokazywać po sobie strachu i zaniepokojenia. Pies nie zainteresował się nimi, co było dobrym znakiem, a pusta Grzmiąca Ścieżka, choć nadal nie zachęcała do postawienia na niej nawet jednaj z łap, wyglądała jak zamarznięta czarna rzeka, a nie wyrok śmierci. Na polecenie Lśniącej, mimo strachu, spięła mięśnie i pognała przed siebie, przecinając Ścieżkę. Chciała jak najszybciej być po drugiej stronie, zanim słyszalny z daleka warkot przemieni się w coś o wiele gorszego.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Cała operacja nie trwała długo - obie kotki sprawnie przeprawiły się na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki. Dopiero gdy przeszły dalej za ich plecami rozległ się ryk potwora, który przemknął po ścieżce. Teraz, gdy większość trasy miały już za sobą wszystko wydawało się o wiele prostsze.
Dalszy marsz zajął im trochę czasu. Minęły Borsucze Pagórki, gdy Lśniąca Sadzawka dostrzegła miejsce, które było znajome. Choć Ognisty Żar nigdy tu nie była to i ona mogła mieć wrażenie, że to miejsce nie jest jej obce, a tajemnicze uczucie towarzyszące obecności Przodków przepełniało je już teraz, chociaż sama Szepcząca Sadzawka, znajdująca się na dwie długości drzewa od nich, wcale nie wyglądała inaczej niż każda inna. Było tu dziwnie ciepło, dziwnie spokojnie. Już czas, by Ognisty Żar stanęła przed obliczem Gwiezdnego Klanu.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Gdy przeszłyśmy na drugą stronę, potwór przemknął przez Grzmiącą Ścieżkę. Dobrze wymierzyłam czas i odległość, wyśmienicie. Szłysmy więc dalej, przemknęłyśmy przez Borsucze Pagórki i znalazłyśmy się przy Szepczącej Sadzawce. Nie zamierzałam dłużej zwlekać, więc poleciłam Ognistemu Żarowi by się napiła, po czym zrobiłam to samo. Nie było czasu do stracenia.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Udało im się. Dotarły na miejsce, które przepełnione było niezwykłą aurą. Ognik czuła się silniejsza od samego bycia tutaj. Jej kroki stawały się pewniejsze, nieświadomie wyprostowała się i dumnie podeszła do Szepczącej Sadzawki. A więc to teraz. To teraz jest ten moment, w którym spotka się oko w oko z mieszkańcami Srebrnej Skórki i otrzyma, oby, ich błogosławieństwo. Spojrzała krótko, z żalem na bok białej Medyczki, po raz kolejny żałując, że nie ma tu Malinowych Chaszczy. To jej mistrzyni powinna tu być, prowadzić ją i nakazać jej napić się magicznej wody. To ona powinnna przedstawić ją Gwiezdnym, a potem poprowadzić do Klanu, jako nową Medyczkę Klanu Gromu.
Ale jej tu nie było, a Klan potrzebował medium z Gwiezdnymi i kota umiejącego leczyć. Nie żeby Malina tego nie umiała - wręcz potrafiła to po mistrzowsku... ale wydarzenia spowodowały to, że nie była uznawana za ''leczaja", jakby to powiedział Żółty. Teraz moja kolej.
O Medyczce Klanu Gromu można śmiało powiedzieć, że jest utkana z ognia - jej półdługie, wiecznie zadbane futerko jest koloru płomieni, złota i rdzy, z wyjątkiem białej plamy na piersi. Złociste oczy wydadzą się znajome każdemu, kto choćby raz spotkał Gniewną Iskrę - mają podobny kolor i niemal identyczny kształt. Ciemne pędzelki na uszach i puszysty ogon upodabniają kocicę do wiewiórki - nic dziwnego, że potrafi wspinać się na drzewa wyjątkowo zwinnie.
Kiedyś była nieśmiała, jednak to zniknęło pod twardym okiem Pajęczego Znamienia i sióstr. Jaskółka zawsze trzymała się z dala od rodzinnej śmietanki i chyba wyszło jej to na dobre, biorąc pod uwagę los Orzełka i Lawendy. Jako kocię miała dosyć naiwny i dziecinny charakter, który teraz został zepchnięty na dalszy plan. Paromiesięczne odejście z Klanu Gromu nauczyło ją życia. Teraz... zwyczajna. Z jednej strony potrafi postawić na swoim, a z drugiej ucieka od problemów niczym przerażony kociak. Stara się udawać dzielną, ale czasem po prostu niezbyt jej to wychodzi. Raz zraniona potrafi się mścić przez bardzo, bardzo długi czas
Poranna Rosa [KW]; Omszony Pazur [KRz]; Krucze Skrzydło [GK]
Gwiezdny Klan nie kazał na siebie długo czekać. Wystarczył jeden łyk by świat dookoła zasnuł się ciężką, gęstą mgłą, a obie kocice odpłynęły powoli, znużone zarówno trudem wędrówki jak i za sprawą wody z sadzawki. Ciemność, a potem światło, iskry tańczące pod powiekami, a gdy ponownie otworzyły oczy znalazły się zupełnie gdzie indziej. Nie były już pośród Borsuczych Pagórków, ba, nie były już chyba nawet na tych terenach, sypki żwir i zgliszcza pod ich łapami, a w powietrzu słaby odór... dymu? Nie mogły rozpoznać tego miejsca, zbyt młode by pamiętać, zbyt młode by wiedzieć, wydarzenia które miały tu miejsce rozegrały się w końcu na długo przed ich urodzeniem. Podobnie jak siedząca przed nimi kocica. Zdążyła urodzić się i umrzeć i spłonąć zanim którakolwiek z nich w ogóle przyszła na świat, nie oczekiwała więc, że będą wiedziały z kim mają do czynienia. Może to i lepiej.
- Witajcie. - odezwała się cicho, łagodnym, miękkim głosem, a spojrzenie złotych oczu przesunęło się powoli od Lśniącej Sadzawki do Ognistego Żaru. Wąsy zadrżały lekko, Gwiezdna najwyraźniej świadoma ironii związanej z imieniem przyszłej Medyczki Klanu Gromu, a w połączeniu z tym kto wyszedł jej na powitanie i gdzie zdecydował się ją zabrać... albo los miał poczucie humoru, albo Gwiezdny Klan po raz z kolejny z okrutną przewrotnością pociągał za sznurki. Prawdopodobnie to pierwsze.
- Możecie nie wiedzieć kim jestem, ale ja znam was bardzo dobrze. Nazywam się Jaskółcza Nadzieja i niegdyś byłam Medyczką Klanu Gromu. Obie jesteście takie młode... - wymamrotała z głęboką nostalgią w ciepłych, okrągłych oczach zanim potrząsnęła głową, a kąciki rudej mordki uniosły się lekko w przepraszającym uśmiechu. - Wybaczcie. Wiele księżyców... całe pokolenia minęły odkąd ostatni raz rozmawiałam z kimś... - żywym. Kimś żywym, miała zamiar powiedzieć, kimś, dla kogo przyniosę coś więcej zbliżającą się śmierć, ale ugryzła się w język, zmuszając się - zmuszona? - do zaciśnięcia zębów z cichym kliknięciem. Nie miejsca i nie pora. Mają wystarczająco mało czasu, nierozsądnie go trwonić. Pobudzony do życia płomień nie zatrzymuje się i nie czeka, dopóki nie wygaśnie. Obróciła twarz w stronę białej kocicy, uśmiechając się łagodnym, dodającym otuchy uśmiechem. - Możemy zaczynać, dziecko. Kiedy tylko jesteś gotowa.
The gods rule us still. Theyhavecomedownfromthestars. Andtheyarenolongerkind.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie musiałyśmy długo czekać, aż woda z Sadzawki zacznie działać. Odpłynęłyśmy, a gdy się obudziłyśmy, znalazłyśmy się w zupełnie innym miejscu. Wyglądało to jednak zupełnie inaczej, niż je pamiętałam. To nie było dokładnie to samo miejsce, co nieco mnie zdziwiło, jednak nie zamierzałam nijak tego komentować.
Przed nami zjawiła się jakaś ruda kocica. Nie dziwiło mnie to, że jej nie znałam, w końcu nie miałam nic do czynienia z klanem Gromu i znałam stamtąd aż trzy koty. Przywódcę, byłą medyczkę i przyszłą medyczkę. Nie zamierzałam więc się odzywać. Ja byłam tutaj jedynie dla formalności, dlatego przywitałam Gwiezdną kiwnięciem głowy i czekałam, aż będzie po wszystkim.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Jeszcze nim udało jej się otworzyć oczy, zmarszczyła nos czując swąd... nieznany sobie swąd dymu. Drażniło ją to i otworzyła żółte ślepia. Nie tak wyobrażała sobie Srebrną Skórkę.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała automatycznie, choć głosem pustym, bez emocji. Nie było w niej ciekawości, nie było strachu - jedynie chłód i opanowanie, spowodowane stresem. Dopiero potem zarejestrowała rudą Gwiezdną i jej powitanie. Kiwnęła jej z szacunkiem głową. Była... miła, ciepła. Pełna widocznych emocji.
Słuchała jej słów i oczy zaczynały się roziskrzać. Formalności... by w końcu jej nauka przyniosła nagrodę w postaci błogosławieństwa Gwiezdnych. By w końcu nikt nie podważał jej umiejętności i wartości. By nikt nie ważyłsię powiedzieć, że nie jest Medykiem, że nie ma prawa do czegokolwiek.
- Jestem gotowa, Jaskółcza Nadziejo - powiedziała spokojnie, choć zaczynała trząść się w środku z emocji. To miała być jej chwila. Żeby mogła przynieść chlubę i swojej mistrzyni i wszystkim, którzy w nią wierzyli.
O Medyczce Klanu Gromu można śmiało powiedzieć, że jest utkana z ognia - jej półdługie, wiecznie zadbane futerko jest koloru płomieni, złota i rdzy, z wyjątkiem białej plamy na piersi. Złociste oczy wydadzą się znajome każdemu, kto choćby raz spotkał Gniewną Iskrę - mają podobny kolor i niemal identyczny kształt. Ciemne pędzelki na uszach i puszysty ogon upodabniają kocicę do wiewiórki - nic dziwnego, że potrafi wspinać się na drzewa wyjątkowo zwinnie.
Kiedyś była nieśmiała, jednak to zniknęło pod twardym okiem Pajęczego Znamienia i sióstr. Jaskółka zawsze trzymała się z dala od rodzinnej śmietanki i chyba wyszło jej to na dobre, biorąc pod uwagę los Orzełka i Lawendy. Jako kocię miała dosyć naiwny i dziecinny charakter, który teraz został zepchnięty na dalszy plan. Paromiesięczne odejście z Klanu Gromu nauczyło ją życia. Teraz... zwyczajna. Z jednej strony potrafi postawić na swoim, a z drugiej ucieka od problemów niczym przerażony kociak. Stara się udawać dzielną, ale czasem po prostu niezbyt jej to wychodzi. Raz zraniona potrafi się mścić przez bardzo, bardzo długi czas
Poranna Rosa [KW]; Omszony Pazur [KRz]; Krucze Skrzydło [GK]
Odwróciła mordkę w stronę przyszłej Gromowej Medyczki, przekrzywiając nieco głowę, jakby nie do końca dotarł do niej sensu pytania, ale wkrótce błysk zrozumienia przemknął jasno w złotych oczach.
- Och. W obozie, oczywiście. - odpowiedziała miękko, rozglądając się dookoła, po zgliszczach i zasypanej suchym żwirem i popiołem ziemi. - W samym jego centrum. Przed Szepczącą Sadzawką. Przed Bursztynową Grotą. Nie mogłyście wiedzieć. Niewiele pozostało kotów, które wiedzą, a co dopiero tych, które pamiętają. Po tej... lub po tamtej stronie. - uniosła głowę, wpatrując się melancholijnie w pochmurne niebo nad ich głowami.
- Klan Gromu tutaj płonął, wiele księżyców temu. Tak jak ja spłonęłam, wiele księżyców później. - westchnęła, by uśmiechnąć się przepraszająco do obu kotek. Nie zabrała ich tutaj by je przestraszyć, chociaż wątpiła, by miała osiągnąć taki efekt. Mimo ich młodego wieku serca - i grzbiety - miały zaskakująco twarde. Gdyby jeszcze wierzyła w dobroć i sprawiedliwość gwiazd na srebrnej skórce... pewnie modliłaby się, by trzymały je obie w opiece. Teraz wiedziała jednak, że niektórym brak gwiezdnej opieki wychodzi na dobre. - A teraz ty jesteś płomieniem. - dokończyła ciszej, patrząc na Ognisty Żar ciepłym, uśmiechniętym wzrokiem. - I będziesz płonęła jasno, ale nigdy nie spłoniesz. Przynieś swojemu Klanowi chlubę, dziecko. A ty, Lśniąca Sadzawko... - spojrzała na Wichrową kocicę. - dziękuję. Za pomoc, w imieniu całego Klanu Gromu. Czy chcesz czynić honory?
The gods rule us still. Theyhavecomedownfromthestars. Andtheyarenolongerkind.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Znajdowałyśmy się w starym obozie klanu Gromu, a przynajmniej tak powiedziała Jaskółcza Nadzieja. Interesujące.
- Chętnie posłuchałabym historii o tym, jak płonął klan Gromu. Musi być interesująca i zapewne z żywych kotów mało kto potrafiłby ją opowiedzieć - mruknęłam, zainteresowana tematem. Fajnie jest wiedzieć coś, czego inni nie wiedzą. Dobrze jest czuć tę wyższość. Ale niestety, nie mogłam sobie na tę przyjemność pozwolić, nie tym razem. - Jednakże czas nas nagli, przez co ubolewam - dodałam po chwili, po czym czekałam, aż będzie po wszystkim. Czekałam, aż zmarła gromowa medyczka zrobi to, co do niej należy i wrócimy z powrotem do obozu, ale... nic się nie działo. Dopiero kiedy się do mnie odezwała, dotarło do mnie, że to ja mam przeprowadzić ceremonię, tak jak zrobiła to Łososiowa Łuska, chociaż ze szkoleniem Ognistego Żaru nie miałam nic wspólnego.
- Nie trzeba, dziękuję - rzekłam, pusząc lekko futerko na klatce piersiowej, aby wyglądać dumniej. - Ja, Lśniąca Sadzawka, Medyk klanu Wichru wołam do przodków, by spojrzeli na tego terminatora - mówiłam mocnym, donośnym głosem, zupełnie jakbym chciała, aby faktycznie usłyszała mnie cała Srebrna Skórka. - Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki. Z waszą pomocą będzie mogła służyć swojemu klanowi przez wiele księżyców. Ognisty Żarze - kontynuowałam, a na końcu rzuciłam spojrzenie swych lodowatych oczu na czarno-rudą kotkę. - Czy przyrzekasz postępować według Kodeksu Medyka. Pozostawać z dala od rywalizacji między klanami. Na równi chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia?
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Wysłuchała z zaskoczeniem wypowiedzi przeszłej medyczki. Obóz... spłonął? Była taka historia? I Jaskółcza Nadzieja też spłonęła...? Czy ich spotkanie nie było dużą ironią?
Słuchała dalszych słów, już samą metaforę z płonięciem - od kogoś kto ognia nie mógł kojarzyć w żaden sposób dobrze - potraktowała jako swoiste błogosławieństwo. Później mogła tylko zgodzić się z myślami Lśniącej. Też myślała, że to ruda kocica będzie prowadziła ceremonię, skoro Lśniąca nie nauczyła jej nic, poprowadziła jedynie przez tereny i Grzmiącą Ścieżkę. Nie chciała się jednak kłócić. Nie miała na to czasu, spojrzała tylko krótko, ponownie, na Lśniącą. Nie jesteś Maliną. I tyle. Musiała to przełknąć.
Wysłuchała formułki i zamknęła na chwilę oczy.
- Przyrzekam - powiedziała mocnym głosem, pośród zgliszcz, które oznaczały jej imię. To była przysięga, nie obietnica jaką złożyła w obozie. To było to, do czego dążyła przez ostatnie dwa księżyce, czemu zamierzała się poświęcić, co nie miało jej unieszczęśliwiać. Została wybrana i, jak się okazało, nie był to zły wybór. Właśnie stawała się pełnowartościowym medykiem.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję Ci prawdziwe imię Medyka. Twoim mianem pozostaje Ognisty Żar. Gwiezdny Klan uznaje Twoją ambicję oraz chęć służenia klanowi, a my witamy Cię jako prawdziwego Medyka Klanu Gromu - mówiłam, dobrze pamiętając słowa, które wypowiadała do mnie Łososiowa Łuska. Podobnie jak ona, nie zamierzałam zmieniać kotce imienia. Nie powinnam tego robić, w końcu nawet nie przyłożyłam łapy do jej treningu, a poza tym, Ognisty Żar było ciekawym nawiązaniem do tej historii, o której wspomniała ta cała Jaskółcza Nadzieja. Następnie pochyliłam nad nią głowę w powitalnym geście, tak jak zrobiła to rzeczna Medyczka i nasłuchiwałam, jak przodkowie skandują jej imię. Pozostało jedynie zaczekać, aż wszystko się oficjalnie skończy.
O Medyczce Klanu Gromu można śmiało powiedzieć, że jest utkana z ognia - jej półdługie, wiecznie zadbane futerko jest koloru płomieni, złota i rdzy, z wyjątkiem białej plamy na piersi. Złociste oczy wydadzą się znajome każdemu, kto choćby raz spotkał Gniewną Iskrę - mają podobny kolor i niemal identyczny kształt. Ciemne pędzelki na uszach i puszysty ogon upodabniają kocicę do wiewiórki - nic dziwnego, że potrafi wspinać się na drzewa wyjątkowo zwinnie.
Kiedyś była nieśmiała, jednak to zniknęło pod twardym okiem Pajęczego Znamienia i sióstr. Jaskółka zawsze trzymała się z dala od rodzinnej śmietanki i chyba wyszło jej to na dobre, biorąc pod uwagę los Orzełka i Lawendy. Jako kocię miała dosyć naiwny i dziecinny charakter, który teraz został zepchnięty na dalszy plan. Paromiesięczne odejście z Klanu Gromu nauczyło ją życia. Teraz... zwyczajna. Z jednej strony potrafi postawić na swoim, a z drugiej ucieka od problemów niczym przerażony kociak. Stara się udawać dzielną, ale czasem po prostu niezbyt jej to wychodzi. Raz zraniona potrafi się mścić przez bardzo, bardzo długi czas
Poranna Rosa [KW]; Omszony Pazur [KRz]; Krucze Skrzydło [GK]
Medycy prowadzą ceremonie, Przodkowie tylko się przyglądają, jak mgliste zjawy czuwając nad jej przebiegiem. Nie rozumiała konsternacji w oczach obu kotek, kiedy spojrzały na nią z niemal identycznym oczekiwaniem. Nie mój czas i nie miejsce, Jaskółcza Nadzieja niemal niezauważalnie pokręciła głowa. Prawda była taka, że sama jej obecność była wystarczającą łaską i nadużyciem zarazem, zależy z której strony spojrzeć - ona sama widziała w tym niewiele łaski - by jeszcze wykraczać palcami poza wytyczoną linię. Trafienie piorunem kulistym to coś, czego nie trzeba przeżywać więcej niż raz.
- Gratuluję, Ognisty Żarze. - odpowiedziała, lekko pochylając głowę. - Obawiam się, że nie usłyszysz wielu z nas tej nocy. Ale są tutaj. Możesz poczuć na sobie ich wzrok. - uniosła głowę i jak na zawołanie niebo pociemniało, głośny pomruk zbliżającej się burzy, jeszcze nie grzmot, ale blisko. - Przodkowie witają cię jako nowego Medyka Klanu Gromu, a ja, jako jedna z twoich poprzedników... życzę ci powodzenia. - uśmiechnęła się do szylkretowej kocicy. Niech twoje imię będzie przestrogą i ochroną. - A coś zaś się tyczy płonącego obozu... to rzeczywiście wyjątkowo stara historia. - przyznała racje Lśniącej Sadzawce. - Nie wiemy skąd wziął się ogień. Być może gwiazdy postanowiły nas ukarać. - ruda mordka wygięła się lekko, ni to w uśmiechu, ni to w grymasie. Nie byłby to pierwszy raz... ani ostatni, prawda, Wichrowa Medyczko? - Ale wiele kotów wtedy zginęło. Arktyczna Gwiazda stracił niejedno życie. Nasze tereny zmieniły się w zgliszcza, w pozbawioną życia ruinę. Musieliśmy się przenieść. Byłam na tym Zgromadzeniu, gdy Arktyczna Gwiazda ogłosił, że Klan Gromu przejmuje tereny niczyje. - uśmiechnęła się do własnych wspomnień. - Nie muszę chyba mówić, że pomysł nie przypadł pozostałym Klanom do gustu. Koniec końców... to nie miało znaczenia. Niewiele księżyców później wszyscy musieliśmy uciekać. - im dłużej mówiła tym bardziej oczywisty wydawał się zatoczony przez historię krąg. Katastrofa dotyka jeden z Klanów i kilka księżyców później kończy się ich cały dotychczasowy świat. Klan Gromu miał swoją kolej. Klan Wichru również. Pozostali już na swoją kolej czekają. Kolejny cichy grzmot rozbrzmiał w powietrzu, a Jaskółcza Nadzieja odetchnęła powoli, zamykając na moment oczy. - Niewiele zostało mi czasu. Jeśli macie pytania... teraz jest odpowiedni moment.
The gods rule us still. Theyhavecomedownfromthestars. Andtheyarenolongerkind.
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Duma. W końcu pełnia tego uczucia rozpłynęła się po ciele szylkretki, która w całości była teraz Medykiem. Miała błogosławieństwo, miała imię, miała rangę, a przede wszystkim miała wiedzę, która przez niektórych Gromiaków uznana była za najmniej ważną część jej jestestwa. Cóż… w przeciwieństwie do Lśniącej, Żar nie miała żadnych negatywnych odczuć co do swojego klanu - nie gardziła nimi, co najwyżej chciała metaforycznie pokazać język Niedźwiedziowi i Sasance. Bo przecież tak prawdziwie byłoby nieelegancko.
Odpowiedzialność. Która to spłynęła z zewnątrz, wszak teraz młoda kotka była zdana sama na siebie, wszelakie błędy będą w każdym calu jej. Nawet z pomocą Maliny… ze wszystkiego będzie rozliczana już samodzielnie. Ale czy taka dokładna pedantka miałaby popełnić jakikolwiek błąd?
Nie zdążyła poczuć wiele więcej, zdołała jedynie spojrzeć z wdzięcznością na Jaskółczą Nadzieję, wysłuchać z trwogą jej historii o płonącym obozie i przenosinach… Historia lubi się powtarzać, prawda? Jakaś tragedia, nagła zmiana terenów… a potem znowu. Ciekawe, czy zdarzy się ponownie i kto będzie cierpieć tym razem?
- Dziękuję Jaskółcza Nadziejo - powiedziała spokojnie, choć ciepło, nie tak jak zwykle miała w zwyczaju zwracać się do obcych kotów. Nie lubiła pokazywać po sobie zbyt wielu emocji, teraz pozwoliła sobie jedynie na uśmiech i iskry wzruszenia w oczach, ale nic więcej. Nie mogła być tu dłużej, musiała już wracać, klan jej potrzebował, nie ma czasu na świętowanie, czy inne zastanawianie się nad życiem. Miała przed sobą księżyce pracy, miała służyć do końca życia klanowi i Gwiezdnym, ale w każdej chwili ktoś mógł zostać zraniony, a jej nie było, nie miała jak zadbać o przykładowego biedaka. Musiała już iść.
- Dziękuję - powtórzyła, dając tym samym znak, że nie ma pytań, bo żadne nie przyszło jej do pstrokatego łebka. Uśmiechnęła się ponownie i czekała, aż sen się skończy, aż będzie mogła wracać, na swoich niezbyt długich, choć ładnych łapkach, tam, gdzie było jej miejsce. Do domu.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Wysłuchałam Jaskółczej Nadziei, aczkolwiek nic nie powiedziałam. Jej historia była w istocie ciekawa, ale nie mogłam pozwolić sobie na wysłuchanie jej w całości. Zarówno klan Gromu jak i Wichru potrzebowali medyków, zatem nie mogłyśmy tu zostać ani chwili dłużej. Ja również nie miałam pytań, dlatego parę uderzeń serca później obudziłam się wraz z Ognistym Żarem dokładnie w tym samym miejscu, w którym zasnęłyśmy.
- Wracamy - zarządziłam, po czym otrzepałam się ze wszystkiego, co zdążyło przylepić się do mojego futra i ruszyłam z powrotem w kierunku swoich ziem. Pora wracać.