Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Słuchał Białej Łapy i słuchał, aż do samego końca milcząc, a nawet jeszcze chwilę dłużej. Kotka miała ponad trzydzieści księżyców, a sposób rozumowania kociaka – to był dość ostry wniosek, ale jednak… to właśnie nasuwało się na myśl Zającowi po tym, jak mówiła, czego by chcieli inni. I było to w pewnym sensie trochę wręcz… przykre.
– Biała Łapo. To nie jest istotne, czego chcą inni. Właściwie to, wiesz, nie powinniśmy nawet rozmawiać w tych kategoriach – powiedział wreszcie, po czym przez chwilę milczał, zastanawiając się, jak do tego podejść.
Przypomniało mu się, co mówiła mu Miodek, gdy wspólnie zastanawiali się nad jej przyszłością; może to, co jej podsunął Sokół, sprawdziłoby się w przypadku Białej Łapy. Tyle tylko, że terminatorka Zająca nie miała kilkunastu księżyców i wolno posuwającego się treningu z powodu między innymi słabej pamięci; była dawno dorosłym kotem, który tak naprawdę miał ukończoną większość rzeczy w treningu jeszcze przed swoim zaginięciem. Nie miała wielu księżyców na decyzje i próbowanie rzeczy, co najwyżej do kolejnej ceremonii. Zając nie miał już za wiele siły na spotykanie się z Pijawką, trenowanie z nią różnych rzeczy, sztuczne odwlekanie dnia jej mianowania, a także starania, by kotka w końcu dojrzała. Robił się… stary. Egoistyczna część kocura, siedząca głęboko w nim, chciała już mieć to za sobą i wkrótce odejść do starszyzny, jednak jego rozsądek i empatia podpowiadały mu, że musi to załatwić w miarę delikatnie.
– Ale nie ma innej opcji. Trzeciej drogi. – W końcu Lśniąca Sadzawka miała już swoich terminatorów, a na medyku spoczywa większa odpowiedzialność, niż na wojowniku. Czy tego właśnie bała się Pijawka? Odpowiedzialności? Czy czego innego? Dorosłości? Samodzielności? A może jej się nie chciało? Sam nie wiedział. Liczył na to, że się dowie. – Żyjąc w klanie, musimy dawać coś od siebie, każdy z nas. Klanowa matka nie musi spędzać całego dnia w kociarni, ani tym bardziej rodzić własnych kociąt – może też być kotem bardziej… odpowiadającym za bezpieczeństwo obozu, sprawdzającym stan stosu zwierzyny, pilnującym kociąt, by nie wychodziły poza obóz, dbającym o starszych, których wkrótce w klanie będzie całkiem sporo. Tak samo wojownik może zrezygnować z prowadzenia treningów, ale raczej z niczego innego… Jednak zarówno z byciem matką, jak i wojownikiem, wiąże się odpowiedzialność i dojrzałość.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Nie było ważne...?
Nie... nie to było ważne... Pijawka nie chciała nikogo zawieść... Nie chciała, aby jej decyzja wpłynęła na kogoś negatywnie. Wiedziała, jak bardzo Żabka chciał zostać wojownikiem, ale... nie spełnił swojego marzenia, ponieważ Gwiezdni postanowili go im zabrać... Zostanie wojowniczą było drogą, której pewnie on by chciał, tak jak reszta rodziny... Zostanie matką było drogą, którą Porywista Gwiazda zaproponował jej po tym, jeśli nie sprawdzi się w randze matki...
Ale jej problem był taki, że ona... Ona nie widziała siebie w żadnej z tych rang. Nie było jednak trzeciej, innej drogi. Nie było drogi, która by jej pasowała... Poza tym musiała coś od siebie dawać... Medyczką być nie chciała, ba, nawet o tym nigdy nie myślała. Tam mogła zrobić jeszcze więcej okropnych błędów, którymi mogła komuś zaszkodzić...
Już naprawdę chciała stąd iść... Wrócić do legowiska i znowu po prostu się położyć. Nadal patrzała na swoje łapki i dopiero po chwili tak naprawdę zaczęła uważniej analizować słowa swojego mistrza.
Matka... nie musiała się tylko opiekować kociętami? Mogła mieć inne obowiązki? Ale... ale czy wtedy nie popełni błędów? Czy da sobie radę z odpowiedzialnością, jaka będzie na niej ciążyć, jeśli się zgodzi? Nie chciała być pasożytem dla klanu ani tym bardziej wracać do Dwunożnych... Musiała coś wybrać...
- Jeżeli... Jeżeli zostanę matką... czy kiedyś będę mogła zmienić swoją... rangę? - zapytała cicho. Wiedziała, że z wojowniczki może przejść na matkę... ale czy z matki na inną rangę? Jeśli będzie chciała spróbować być kiedyś wojowniczką? Będzie miała taką szansę...?
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– To zależy od Porywistej Gwiazdy – odparł wprost. – Aczkolwiek nie sądzę, by był z tym problem, skoro da się w drugą stronę, a nie masz, tak jak chociażby Zwinna Łapa, że tak powiem, fizycznych przeciwwskazań, jeśli chodzi o bycie wojowniczką. Chociaż podejrzewam, że jeżeli minęłoby trochę księżyców, to ktoś musiałby sprawdzić twoją wiedzę i umiejętności, a i nie mogłabyś zmieniać decyzji w nieskończoność – dodał, zastanawiając się, czy takie skakanie między rangami byłoby faktycznie dobrym pomysłem – i przy okazji wciąż nie odnalazł odpowiedzi na to, co go tak bardzo frapowało. Co blokowało Pijawkę? Czemu nie mogła… pójść dalej? Czemu wciąż w niektórych sprawach rozumowała jak szukające pomocy u starszych kocię? Czemu nie mogła podjąć tej decyzji?
– Czego się boisz, Biała Łapo? – Jego głos wybrzmiał delikatnie, ciszej niż jego poprzednie słowa, niemal zlewając się z wiejącym nieco mocniej wiatrem.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Czyli mogła... mogła coś takiego zrobić. Mogła zostać na matką a potem wojowniczką... Ale nie mogła pewnie tak robić cały czas... Nie, inaczej i ona i pewnie nikt nie będzie się czuł z tym komfortowo... I sam Kijanka pewnie w pewnym momencie miałby dosyć przemianowywania siostry, która nie wiedziałaby kim zostać.
Kotka słysząc jego pytanie położyła po sobie delikatnie uszka, po czym odwróciła wzrok nawet od swoich białych łap i skierowała go bardziej w bok. Westchnęła cicho, ponieważ... niezbyt wiedziała, jak ma na to pytanie odpowiedzieć. Czego się bała... Czego się bała? Oh, to było... to było naprawdę trudno wyjaśnić.
- Ja... Ja... nie wiem... Znaczy... Ja chyba... ja nie chce... popełnić błędów... Nie chce aby komuś to... zaszkodziło... I naprawdę nie chce, aby... aby ktoś był zawiedziony tym... że chce robić coś innego... - miauknęła dosyć niepewnie i cicho. - Ja chyba... boję się... odpowiedzialności... - miauknęła jeszcze ciszej, wzdychając.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Jąkanie się i zacinanie Białej łapy znowu powróciły. Kocur cofnął lekko uszy jednak nie na sposób wypowiedzi, a na jej treść.
– Nigdy nie wyeliminujesz ryzyka – zaczął po krótkim zastanowieniu. Nigdy. Nic nie gwarantowało nieomylności. Każda decyzja mogła być fatalna w skutkach. Ale to nie znaczyło, że należy całe życie kryć się za spódnicą mamy i za nogami taty – czy po prostu starszych wojowników. – Nikt nie jest idealny i absolutnie każdy popełnia błędy. Nie ma recepty na wszystko, w niektórych sytuacjach będziesz musiała improwizować, tak jak ja chociażby teraz, i liczyć się z tym, że komuś, nawet pomimo twoich największych starań, twoje działania mogą albo zaszkodzić, albo po prostu się nie spodobać – dodał. Miał wrażenie, że takie rzeczy powinno się tłumaczyć raczej młodym terminatorom, a nie komuś, czyje rodzeństwo od dawna było wojownikami, jednak czy podobnego lęku nie nosił w sobie Borsuk, który był mianowany chyba nawet jako starszy, niż Biała Łapa?
– Masz prawie czterdzieści księżyców, Biała Łapo. Masz więcej doświadczenia, niż jakikolwiek inny terminator w klanie, zwłaszcza że przeżyłaś jakiś czas poza naszymi terenami. Ile razy popełniłaś niewybaczalne błędy, przez które komuś się stała krzywda? – mówił dalej, nie robiąc długiej przerwy. Mogło się wydawać aż dziwne, że w jego głosie brzmi tyle… zdecydowania, pewności, jednak w pewnym sensie czuł, że jeżeli taki nie będzie, że jeżeli nie będzie dobitny, to do Białej Łapy nic nie dotrze i wrócą do impasu. – I ile jeszcze czasu będziesz… oglądać się na to, czego chcieliby dla ciebie inni… a nawet nie – bo tak naprawdę tym, co wydaje ci się, że chcieliby dla ciebie inni? Czy twoim bliskim nie zależy bardziej na twoim szczęściu niż na tym, byś wpisała się w jakiś obraz swojej przyszłości, której, jak sądzisz, od ciebie? – Nie wiedział, czy nie idzie za daleko, jednak z poprzednich słów Pijawki i tego „pewnie chcieliby” wnioskował, że tak naprawdę NIKT nie miał wobec niej takich oczekiwań, że tak naprawdę to była tylko jakaś blokada, a może nawet wygodna wymówka, by trwać w takim stanie zawieszenia.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Najwyraźniej... jąkanie i zacinanie nie uszło z Pijawki tak, jakby ona chciała. Powróciło w chwili, kiedy była najbardziej zestresowana i załamana wszystkimi ostatnimi - chociaż czy takimi ostatnimi, skoro były prawie dwa księżyce temu? - wydarzeniami.
Kotka położyła po sobie białe uszka, a niewielkie pędzelki drgnęły delikatnie. Nie podnosiła wzroku, a po prostu patrzała nadal na swoje łapy. No bo... co miała powiedzieć? Że się tym nie przejmuje? Że nie boi się, że zrobi komuś krzywdę? Że rodzina zaakceptuje jej wybór? Tak, oczywiście, że zaakceptują ale... po prostu wszyscy zostawali wojownikami! Wszyscy... A ona miałaby zostać matką... Ugh, to wszystko było takie skomplikowane!
- Ja... um... po prostu tak... nie umiem... - miauknęła cicho - Ja... Przepraszam, Zajęczy Susie... - wydukała cicho, zamykając nawet swoje złote ślepia.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Posłał Białej Łapie długie, zamyślone spojrzenie, gdy udzieliła odpowiedzi i go przeprosiła. Już… nie wiedział, co robić. Chyba był na to już za stary, a przynajmniej takie odnosił wrażenie i tak się czuł, analizując tę sytuację. Naprawdę już można było odnieść wrażenie, że do Pijawki niewiele z jego słów dociera, tak jak do… Gęsiej Łapy. Gęsiej Łapy, która także brnęła i nie przyjmowała pomocnej łapy, którą do niej wyciągał, aż nie uciekła z klanu, bowiem chyba właśnie tak to się skończyło, a przynajmniej nikt nie znalazł żadnych śladów wskazujących na coś innego. Westchnął ciężko. Nie mógł podjąć żadnej decyzji za kocicę i najwyraźniej nie był w stanie wybić jej z głowy tego dziwnego podejścia, że PRZECIEŻ INNI CHCĄ ŻEBYM BYŁA X.
– Oczekuję, że podejmiesz decyzję do czasu ceremonii kociąt Pohukującej Sowy – oznajmił w końcu. Czuł w środku okropną frustrację, ale przede wszystkim… zmęczenie tym wszystkim. Zmęczenie niańczeniem dorosłej kocicy. – Proponuję, żebyś do tego czasu nie tylko przemyślała sprawę, ale i porozmawiała ze swoją rodziną, bo według mnie jedynie używasz ich jako… wymówki, a myślę, że dowiedziałabyś się czegoś zupełnie innego, niż myślisz. Wiem, że to zabrzmi brutalnie, ale najwyższy czas dojrzeć, Biała Łapo. Jeżeli jest coś, czego ode mnie potrzebujesz, służę swoją pomocą.