A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Łan Rzepaku był blisko Klanu Rzeki, dlatego Wydmowy Wiatr często wychodziła za Granice jej Klanu, aby pochodzić trochę po świeżym powietrzu, trochę mniej tłocznym i bez ciągle obecnego zapachu rybnego. Lubiła ryby, w końcu była Rzeczniakiem, ale nie aż tak. A łan obok był przewiewny, rześki i pusty. Zwykle nie znajdywała tu nikogo. Dziś było trochę inaczej.
Idąc zielonym pasem między niezbyt złotymi polami kotka pierwsze wyczuła, potem zobaczyła obecność kota. Może to przez wielkość, kotka bowiem nie była najwyższa. Pewnie była młoda. Czarno-biała (bo nie widziała rudej plamki, jako że kierowała się w stronę pyszczka kotki, a nie od tyłu) była kotem, którego Wydmowy Wiatr widziała p oraz pierwszy na tych terenach. Kojarzyła parę tubylców, którzy mieszkali w pobliżu, ale widywała też podróżujące przez) łan koty. Może była trochę za mała na samotne podróże, a mzoe się zgubiła? Cóż, zbliża się w jej stronę. Zaraz się dowie.
— Dzień dobry. — woła, będąc parę lisich ogonów od kotki o śmiesznym zapachu. Niezbyt samotniczym, miał jakąś dziwna mieszankę zapachów. Może należy do jakiegoś gangu, grupy?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak nie spodziewała się towarzystwa. Zazwyczaj gdy wychodziła z obozu, oznaczało to samotność - w końcu niewiele kotów z Nowego Świtu kręci się od tak po najbliższych terenach. Większość, jak z doświadczenia Rosomak wynikało, przebywała w obozie. Jednak młoda szylkretka nigdy nie narzekała na towarzystwo, lubiła je.
Dlatego też nie zareagowała na obcą, starszą kotkę negatywnie - jedynie przyglądała się jej wielkimi oczami od momentu w którym ją ujrzała, i wstała ze swojego miejsca na ziemi, prostując się. Chciała wyglądać dumnie i pewnie, tak jak na kota z jej stada wypadało i była przekonana, że udało jej się to osiągnąć. Poruszyła uchem słysząc uprzejme przywitanie z jej strony, i sama zrobiła krok do przodu, otwierając pyszczek i węsząc w powietrzu. Nigdy wcześniej nie czuła takiego kota. Nieznajoma miała specyficzny zapach i Rosomak zaczęła się zastanawiać, skąd pochodzi.
- Dzień dobry. Jestem Rosomak. - odpowiedziała z powagą, bo wiedziała że na początku wypada się przedstawić. Nie bała się obcej, nie czuła żadnego niepokoju, ale nie podeszła jeszcze bliżej, czekając jakby na jakiś znak z jej strony. Nie wiedziała jeszcze, z kim ma do czynienia, i czy powinna myśleć o kotce jako o potencjalnym sojuszniku. - Dziwnie pachniesz. Dlaczego? - zadała według siebie bardzo proste pytanie, mrugając kilkakrotnie oczętami.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wydma wychodziła z obozu, poza granice, dla zmiany krajobrazu. Czasami zdążało jej się wyjść tylko po to, by spędzić czas sama, ale większość czasu była skora do rozmowy. Tak więc, rozmawiała.
Pierwsze jednak przyjrzała się dokładniej rozmówczyni. Kotka o dwukolorowych oczach, z czarnym futrem i białymi znaczeniami. Nadal nie widziała rudej plamki, cóż. Będzie myśleć o kotce czarno-biała. Młoda, ale już prawie dorosła kotka. Gdyby była w Klanie, pewnie byłaby już od paru księżyców terminatorką.
— Ja jestem Wydmowy Wiatr, ale możesz mówić po prostu Wydma. Albo Wiatr, tak się nazywałam jako kociak. — przedstawiła się, mentalnie dając plusik Rosomak za grzeczne zwrócenie się do niej. Chyba była dobrze wychowana. Pewnie więc nie była żadnego rodzaju wyrzutkiem. — Należę do Klanu nieopodal. Klanu Rzeki. A ty, czemu tak pachniesz? — zwraca to samo pytanie dziwnookiej, lekko uśmiechając się, i siadając na miejscu. Może i nawet chwilę porozmawiają?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak też potrzebowała czasem zmiany krajobrazu. Obóz robił się dosyć mały im lepiej się go znało, a w dodatku ona sama zdążyła niemało urosnąć. Była już dużą, dojrzałą kotką i czuła, że może sama podejmować decyzje o sobie i o tym, co będzie robić. A teraz chciała być tutaj, i rozmawiać z nieznajomą.
A tak w temacie nieznajomej, to była ona bardzo ciekawa. Miała dziwny zapach, dziwne, długie imię przypominające Rosomak nieco imię Zroszonego Listka z jej własnego stada. Szylkretka była przekonana, że nigdy wcześniej nie widziała tej kotki - zapamiętałaby kogoś tak wysokiego, o futerku które tak przypominało jej światło słońca w gorący wieczór. Rosomak, ani trochę nie przestraszona (przeciwnie - teraz zachęcona) zrobiła krok do przodu, potem drugi, nadal przyglądając się Wydmie.
- Dlaczego miałaś inne imię jako kociak, Wydmo? - spytała najpierw, szczerze zaciekawiona. Czy to jakaś dziwna tradycja klanowa? Skoro Wydmowy Wiatr jest z Klanu, to ma sens że jest nieco nietypowym kotem... Czy to nie tak, że koty klanowe to dzikusy? - Ja pochodzę z innego, lepszego stada. Pachnę tak samo, jak reszta mojej rodziny. - odpowiedziała sztywno, z wielką powagą, unosząc lekko ogonek w zaciekawieniu. Zawsze była ciekawa świata, a spotkanie kogoś z innej grupy to idealna okazja na zdobycie jakichś informacji.
Na uśmiech Wydmy zareagowała własnym, lekkim uśmiechem - chciała pokazać nowo poznanej, że nie ma na myśli nic złego. To nie tak, że zdążyła jej zaufać, ale pamiętała nauki mamy Tsunami - trzeba traktować koty spoza stada jako potencjalnych sojuszników.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Pytanie tylko, czy ta zmiana krajobrazu dla młodego kota była dozwolona... Czy tak niekoniecznie. Gdyby nie, to rudofutrej trudno byłoby odprowadzić kotkę tam, gdzie mieszka. Zaczynając od faktu, że nie miała pojęcia gdzie to miejsce się znajduje. Jednak aktualnie nie lamentowała za powrotem do domu, no, i Rosomak nie była jej dzieckiem. Niekoniecznie jej rolą było pilnować czarno-białej.
Wydmie byłoby miło, jakby usłyszała myśli Rosomak. Że jest ciekawa — zbytnio nikt inny w domu, w Klanie, tak o niej nie myślał. Była najzwyczajniejszą wojowniczką, poprawka, zastępczynią. Nie wyróżniała się z tłumu, jedynie wypełniała w spokoju swoje zadania, nikomu się nie narzucając. Ruda myślała podobnie jak towarzyszka. Więc obie były dla siebie ciekawe i dość nietypowe. Ciekawe jak się to rozwinie.
— Ówczesny przywodca Klanu Rzeki, Świetlikowa Gwiazda mi je nadal. Wydaje mi się, że mogło być pożegnaniem z naszym domem. Wiesz, nie urodziłam się tu. Tylko daleko, za Osiedlem. Tam mieszkaliśmy przy plaży, a tam znajdowało się parę taki wydem. Więc, jakbym miała zgadywać, to temu. Byłam ostatnią mianowaną wojowniczką na dawnych terenach. — lubiła to, skąd pochodziło jej imię. I od razu wymknęło jej się wspomnienie o tej ceremonii, oraz samym Świetliku. Jego panowanie wydawało się takie odległe. Potem była jego siostra... Potem córka tejże siostry, a teraz Kos. W sumie nie pamiętała teraz, czy była związana z tą, dość obszerną rodziną. — Ohh, rozumiem. Czy to ten... Klan Pożogi? Czy coś innego? I skąd wiesz, że jest lepiej? Nigdy nie byłaś w Klanie. — zauważyła, chociaż nie miała celu aby jej to wypomnieć, a bardziej stworzyć okazję do małego chichotu. Była świadoma jej odpowiedzi, bo na pytanie "który Klan jest najlepszy" Ubłocona Morska zawsze odpowiadała, że nasz, Rzeki. Pewnie w wypadku Klanu Pożogi, o ile to było stadem Rosomak, było podobnie. No ale, przekona się za chwilę.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Cóż, przebywanie tutaj młodej Rosomak nie było do końca dozwolone, ale koteczka nie była przejęta tym faktem, a na pewno na taką nie wyglądała - była jedynie zaciekawiona obecnością nowo poznanej Wydmy. Nie potrzebowała już opiekuna, jako że była duża. Była przekonana, że wróci do obozu ze spokojem i bezpieczna, bo w końcu nigdy wcześniej nie napotkało jej nic złego gdy była na spacerze po terenach. Czy… to wciąż były tereny Nowego Świtu? Jeśli tak, to co robiła tu kotka z Klanu?
Dla Rosomak, która nigdy wcześniej nie spotkała nikogo spoza Nowego Świtu, tak naprawdę ruda była niezwykle ciekawa. Koteczka chciała ją wypytać o wiele rzeczy, chciała ją poznać i zrozumieć różnice między nimi. W końcu taka wiedzą bardzo się jej przyda - zwłaszcza skoro chciała kiedyś należeć do Rady.
- Przywódca Świetlikowa Gwiazda… wszyscy macie tak dziwne imiona. Co to ta plaża, o której mówisz? Chciałabym się dowiedzieć. - miauknęła spokojnie, węsząc w powietrzu jeszcze trochę. Klan Rzeki mieszka nad rzeką, a przynajmniej tak sugeruje nazwa… Czy w takim razie zapach rudej kotki to też zapach takiej rzeki? A może bierze się z czegoś zupełnie innego? - Jesteś wojowniczką. - zgadła, nie wiedząc że trochę spóźniła się z tym stwierdzeniem.
Na następne słowa rudej Rosomak postawiła uszy, zastanawiając się moment. Wiedziała, że Nowy Świt miał pewien związek z tamtym Klanem Pożogi, jednak wiedziała też, że wcale nim nie jest… Dlatego gdyby przytaknęła, byłoby to kłamstwem. A nie miała powodu, by kłamać. Najwyraźniej Wydma nie wiedziała o istnieniu samego Nowego Świtu. Rosomak postanowiła to zmienić, nie myśląc wiele o potencjalnych konsekwencjach.
- Należę do Nowego Świtu. Jestem w trakcie swoich lekcji, chcę podążać Ścieżką Trzmielojada. - wytłumaczyła, pewna tego że Wydma wszystko zrozumie. W końcu było to dosyć proste do pojęcia. - Słyszałam wiele o Klanach. Zasady które w nich panują są niesprawiedliwe i krzywdzące. Nie podobają mi się… Klany. - stwierdziła pewnym tonem.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Nie, niekoniecznie były to tereny należące do stada Rosomak. Rzecz jasna, Wydmowy Wiatr nie miała pojęcia, gdzie mógłby znajdować się obóz tych kotów, jednak była prawie pewna, że nie w pobliżu. Wiedziałaby, spotkałaby więcej kotów, prawdopodobnie w którymś momencie zostałaby wygoniona, gdyby te tereny do kogoś miały należeć. Na ten moment, nic takiego się na stało. Rosomak chyba oddaliła się od domu dość porządnie.
— Oprócz kociąt, mamy zwykle dwuczłonowe imiona. Chociaż czasami pojawiają się też pojedyncze, jak Ognistopręga. A przywódcy po swoim pierwszym członie mają człon Gwiazda. — wyjaśnia czarno-białej spokojnie, trochę jak do kociaka, ale niekoniecznie, jako że wyglądała już na prawie dorosłą. — To takie... Miejsce nad wodą. Jest tam dużo piasku. Może być albo nad rzeką, albo jeziorem, albo... Wielką Słoną Wodą, jak tamtą plaża przy której mieszkaliśmy. I tak. Jestem. — Na ten moment nie chwaliła się pozycją zastępcy Kosowej Gwiazdy, jako że nawet inne Klany o tym nie wiedziały.
— Nazwa Nowy Świt brzmi ślicznie. Czym jest Ścieżka Trzmielojada? — zapytała, a potem na chwilę zebrała myśli. Co by tu odpowiedzieć... — Tak uważasz? Jeśli chcesz, możesz wymienić którąś to spróbuję ci wyjaśnić co i jak. Może po prostu... Ktokolwiek ci to powiedział, niekoniecznie wiedział o Klanach tyle, ile powinien? Bez urazy dla tego kota.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Tereny Nowego Świtu, jak się okazuje, znajdowały się dalej i koteczka po prostu przekroczyła ich granicę. Zrobiła to nieświadomie, ale teraz chyba zdała sobie sprawę z tego że nie jest na swoich terenach. Nie czuła z tego powodu niepokoju, choć zrobiła to niechcący… nie było powodu do paniki. Była zupełnie spokojna, i na taką też wyglądała rozmawiając z Wydmą.
Znajdzie drogę do domu, bo pamiętała którędy tu przyszła. Rozpoznawała krajobrazy dobrze, kojarzyła różne rośliny które mijała. To nie będzie akurat problemem.
- To trochę skomplikowane. My mamy normalne imiona. - odparła, nie mając jednak nic niemiłego na myśli. Mówiła po prostu to, co myślała. - Brzmi jak coś ładnego. Chyba lubię plażę… A jak to jest być… wojowniczką? - spytała, zupełnie rozluźniona, liżąc co chwila swoje futerko na piersi i układając je językiem. Przez dzisiejszy wiatr nie chciało się uspokoić i ciągle odstawało na różne strony.
Gdyby wiedziała o prawdziwej randze Wydmy, być może spytałaby też o to - jednak póki co widziała ją jako zwykłą wojowniczkę, co, według jej wiedzy, było najczęściej zajmowaną rangą w Klanach. Dziwne było to wszystko.
- To prawda. - zgodziła się. Zawsze podobała jej się nazwa jej stada, była znacznie oryginalniejsza od takiego Klanu… I ogólnie brzmiała ładnie. Nowy Świt… początek nowego dnia. Jej ulubiona pora. - Ścieżka Trzmielojada to jedna z trzech Ścieżek w Nowym Świcie, poza Ścieżką Wilka i Salamandry. Oznacza to, że będę trenować aby zostać Stróżem, i dołączyć później do Rady. Nie mogę się tego doczekać. - nie było po niej widać ekscytacji, jedynie tą samą co zazwyczaj powagę pomieszaną z zaciekawieniem. Ale nie kłamała - nadchodząca wspaniała przyszłość w Nowym Świcie wiele dla niej znaczyła. Koteczka była przekonana, że nic nie pokrzyżuje już jej planów. Wszystko szło dobrze.
- Myślę, że powiedziano mi prawdę. Ale chętnie posłucham twojego punktu widzenia, Wydmo. - odpowiedziała, siadając w miejscu i owijając ogon wokół łap. - Koty spoza Klanu nie mogą do niego od tak dołączyć, prawda? Dlatego, że nie mają w sobie klanowej krwi, nie są widziane jako prawdziwe klanowe koty. W Nowym Świcie każdy jest traktowany dobrze, niezależnie od pochodzenia bądź wierzeń. - wytłumaczyła powoli i spokojnie.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wyglądała na dość spokojną, co trochę podniosło na duchu wojowniczkę. Nie zgubiła się, dobrze wie gdzie jest. Nie będzie musiała niańczyć Nowoświtezianki. Ojej, ale ładna ta nazwa.
— Wiesz, w Klanach to są normalne imiona. Po prostu zależy skąd pochodzisz, to takie masz imię. Zgaduję, że są koty z jeszcze dłuższymi imionami, po prostu ich nie znamy. I dla Klanowych kotów te imiona też by były bardzo dziwne. — odpowiada na opinię Rosomak i zastanawia się na chwilę. Ciekawe, jakie jest najdłuższe kocię imię. Ile ma członów, a może jest pojedynczym słowem? Może kiedyś Rosomak znajdzie takiego kota, bo Wydma, mimo chęci i nawet kompana w postaci Dominiki. Właśnie, prawie zapomniała o nietypowym kocie. Może powinna spróbować ich znaleźć? Przynajmniej przekazać wieść, że niestety nie powróci chyba na stare Rzeczne tereny, skoro jest zastępczynią. Chyba, że zdoła się ugadać z Kosową Pieśnią? Nie zostało już dużo czasu.
— Z tego co kojarzę, ktoś kiedyś mówił mi, że gdzieś za Grzmiącą Ścieżką jest jakaś plaża. Możesz jej kiedyś poszukać jak znajdziesz wolną chwilę. Wystarczy iść za rzeką. Co do bycia wojownikiem... hm. Wiesz, poluję, patroluję. Czasami walczę. Teraz nie mam, prawdopodobnie też nie będę, mieć już terminatora, więc nikogo nie szkolę. Ale przez całe życie wytrenowałam ich co nie co. — odpowiada, minimalnie unikając tematu związanego z tym, jak często i czasami falami, koty znikały, albo umierały od zagrożeń myszkujących wśród drzew. Wliczając w to też naturę, Wydma przypomniała sobie o niedoszłym zastępcy, Ciemniejącym Niebie, na którego spadło drzewo w drodze powrotnej do obozu. Był partnerem jej siostry, dobrze o tym pamiętała. Teraz nie było już ani jej, ani jego. Ani też ich dzieci, tak nota bene.
— Brzmi ciekawe. Wybieracie, co będziecie robić? Stróż, jak się spodziewam, chroni. Obozu, terenów? A reszta? — mówiła to z ciekawością, jakby z powrotem była kociakiem. Uczyła się o nowych rzeczach. Tym razem jednak, będzie musiała to przekazać przywódczyni. Oby tylko Rosomak mówiła tyle, ile jej pozwolono mówić. Byłby problem, jakby teraz zdradzała jakieś wiedze tajemne. Mimo to, Wydma była zobligowana aby zaraportować to do Rzecznej przywódczyni. — Radny przewodniczy stadu? — zapytała się jeszcze, zanim przeszły do kwestii różnic w głosach na temat Klanów.
— Powiem ci, że niekoniecznie tak jest. Zwykle nie przyjmujemy kotów spoza Klanu bo... po prostu się o to nie pytają. Wielokrotnie zdarzyło się jednak uratować jakieś kocięta, które zostały podrzucone pod granicę, albo po prostu uratowane przez jakiegoś naszego wojownika. Gdyby jakiś samotnik wyraził chęć dołączenia, trzeba by to było przemyśleć, ale nie byłby automatycznie przekreślony ze względu na pochodzenie. Może niektóre koty obchodzi Krew Wojownika, ale, tak szczerze, ja nie widzę różnicy. Kot to kot. Pewnie, musiałby udowodnić swoją wierność, miałby parę krzywych spojrzeń, ale nie byłoby źle, tak myślę. Miło słyszeć, że w Nowym Świcie są podobne praktyki. — wyjaśniła, równie dokładnie co niekoniecznie prawdziwe słowa, które Rosomak usłyszała od... kogoś. Ciekawe w sumie kogo.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Oczywiście, że była spokojna. W końcu nie działo się nic złego, ani niepokojącego. Rosomak nie widziała powodu do zmartwienia, tak więc się nie martwiła. I była przekonana, że nie potrzebuje opieki Wydmy, tak samo jak Wydma nie potrzebuje jej opieki - obie są dojrzałymi kotkami.
- Po co kotom tak długie imiona? Czy to nie jest niepotrzebne? Na pewno ciężko je zapamiętać. - stwierdziła, zauważywszy że tak długie imiona nie wpadają w ucho tak łatwo jak na przykład proste Rosomak.
Wsłuchiwała się w słowa wojowniczki z uwagą, poruszając co chwila uszami ale też nie przerywając czyszczenia swojego futerka. Chciałaby kiedyś zobaczyć tą plażę, i najlepiej pokazać ją też najbliższym - dlatego też zapamiętała tą informację.
- Dziękuję za wiadomość, Wydmo. Na pewno kiedyś spróbuję. - odpowiedziała z powagą, prostując się nieco. - Wojownik brzmi podobnie do naszego stróża. Może w takim razie bycie wojownikiem nie jest takie złe… A dlaczego nie będziesz już miała terminatora, Wydmo? - przechyliła lekko łebek, zaciekawiona. Nie domyśliła się, że może tak być z powodu wieku. Wydma wyglądała na kota starszego, ale młoda Rosomak nie połączyła jakoś kropek.
- Tak. Każdy z nas ma szansę wybrać Ścieżkę, którą będzie podążał. Ja chcę patrolować i polować, dlatego zostanę stróżem. Ale niektórzy mogą chcieć zajmować się zielarstwem, bądź opiekować młodszymi kotami. To też jest opcja. - wytłumaczyła powoli, ale takim tonem jakby było to oczywiste. No bo było! Tak jak mówiła - zasady w Nowym Świcie mają więcej sensu niż te w Klanach. - Rada podejmuje decyzje dotyczące stada. Więc chyba można powiedzieć, że jest w nim najważniejsza. Jednak każdy ma swoją rolę.
Słuchała ze skupieniem, ledwo mrugając, wpatrzona w rudowłosą kotkę przed sobą. Czy to możliwe, że Klany działały nieco inaczej niż zawsze słyszała? Czy może to Wydma postanowiła nagiąć prawdę, aby wyjść na lepszą niż Rosomak ją uważała?
- Czy w takim razie do Klanu mógłby dołączyć nawet ktoś z Nowego Świtu? - spytała, czysto teoretycznie, bo oczywiście sama nigdy nie odeszłaby z domu. Ale chciała wiedzieć jak najwięcej.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
— Da się przyzwyczaić. Są krótsze, ale są też dłuższe imiona. Zależy zwykle od tego, czy rodzic kociaków nie wybrał jakiegoś długiego imienia. Ale też i te czasami się zmienia. — odpowiedziała. W sumie nie zastanawiała się nigdy nad tym, że Klanowe imiona są jakieś długie. Jakoś naturalnie przychodziła jej nauka nowych imion, zwłaszcza teraz, gdy opiekowała się Klanem Rzeki.
— Nie ma za co. — uśmiecha się lekko. Sama nigdy tam nie była, ale wiedziała o jej istnieniu. Wydma... Celowała w trochę większą plażę na którą by chciała trafić. — Chyba na to wychodzi. Wiesz, w Klanie mamy dużo Wojowników którzy jeszcze nikogo nie wytrenowali. Kosowa Gwiazda będzie chciała dać szansę każdemu, będzie mieć dzięki temu większy wybór nowego zastępcy gdy ja zdecyduje się odejść do Legowiska Starszyzny. — albo na stare tereny — A co jak ktoś nie umie się zdecydować na Ścieżkę? — nie chciała powtarzać się ze swoim "bardzo ciekawe" więc zdecydowała się zadać proste pytanie, na które pewnie było jakieś proste rozwiązanie. Nie można powiedzieć że Nowy Świt był jakoś słabo zorganizowany — mają to dość dobrze opracowane. Forma inna od tej Klanowej i nawet się nie rozpadała. Chyba!
— W sumie w takim razie w Klanie też jest coś podobnego do Rady, tylko że zwykle najwięcej ma do powiedzenia Przywódca. Potem drugi w kolejności byłby Medyk, a potem Zastępca Przywódcy. Czyli ja, tak w sumie. — dzieli się z tą... Chyba ciekawą informacją. Chociaż chyba trochę podpowiedziała swoją poprzednią odpowiedzią o jej odchodzeniu do legowiska starszych. No cóż.
— Myślę że tak, czemu nie. Większość kotów jest jednak dość miła, nie wydaje mi się że ktoś mogłyby się czuć odrzucony że względu na pochodzenie. — przynajmniej rudofutra by tak nie zrobiła.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Pokiwała lekko łebkiem, przyswajając nowe informacje. Sama nie chciałaby nadać swoim kociętom długich imion, gdyby je kiedyś miała - a pewnie będzie miała, tak stwierdziła. Długie imiona wydawały jej się niepotrzebne. Może i ciekawe, może czasami ładne, ale niepotrzebne. Wolała coś krótkiego ale pięknego, jak na przykład Rosomak, albo, oh, jakaś nazwa rośliny! Szylkretka bardzo lubiła rośliny i gdyby miała młode, nazwałaby je zapewne po roślinach.
- Rozumiem. Czyli każdy wojownik ma szansę wytrenować jakiegoś młodzika. - podsumowała swoje zrozumienie wypowiedzi rudej kotki. To nie najgorszy układ - sama na pewno chciałaby kiedyś kogoś wytrenować, ale wiedziała też, że nie każdy nadaje się do roli takiego mentora. Czy to na pewno dobry system, w którym to przywódca decyduje o takich rzeczach? Nie była pewna. - Nie każdy zaczyna podążać swoją Ścieżką w tym samym czasie. Gdy ktoś nie czuje się gotowy bądź ma wątpliwości, wcale nie musi podchodzić do nauki. Dajemy mu czas, tak jak na przykład było z moją siostrą, Ambient. Ona nie chciała uczestniczyć w zebraniu wtedy, kiedy ja i reszta rodzeństwa. Ale niedługo na pewno się to zmieni… Nie będzie kociakiem wiecznie, miała przed sobą wielką przyszłość. - wyprostowała się dumnie, na samą myśl o swojej ukochanej siostrze. Była przekonana, że Ambient czeka wspaniałe życie i druga szylkretka jeszcze zdąży osiągnąć w Nowym Świcie prawdziwy sukces!
- Jesteś Zastępcą Przywódcy. - zauważyła mądrze, przechylając łebek w zaciekawieniu. Nie spodziewała się tego, ale nie wpadła też na to żeby zmienić teraz swoje podejście do Wydmy - nie zastanowiła się, czy w takim razie powinna traktować ją z większym szacunkiem, czy nie. - Jakie są twoje obowiązki w Klanie Rzeki, Wydmo?
Pokiwała głową raz jeszcze, choć nie wyglądała na przekonaną. Zawsze słyszała, że w Klanach jest gorzej i ciężej, i nie była gotowa szybko zmienić swojego podejścia do tej sprawy!
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Cóż, Rosomak nie wiedziała o tym, ale kocięta mają jednoczłonowe imiona. Wydma akurat nadała imiona swojemu miotowi od... Rybek. W końcu hej, jest z Klanu Rzeki.
— Dokładnie. — potwierdza to, co Rosomak powiedziała o trenowaniu. Określenie "młodzik" było ciekawe, bo mało używane w Klanach. Wydmie jednak też zdarzało się tak mówić, ale w kierunku kociąt, nie terminatorów.
— W Klanie też, jeśli ktoś nie chce zacząć jeszcze treningu, to nie musi. Jeśli potrzebuje trochę czasu, to nie ma problemu. Ale czasami było tak, że jeśli ktoś takiego treningu nie chciał mieć... W ogóle... To takiego kota się odprowadzało na Osiedle. Może dwa razy się tak stało przez tyle, ile żyje. — można zignorować fakt, że wliczała w ten numer Kasztan, młodego kociaka z Klanu Rzeki, która kiedyś rzuciła się na młodą Tęczę i Wydma była jedna z tych, które stanęły pomiędzy. Drugi kot to był ten, no... Tygrys. — Tak w ogóle Ambient, śliczne imię. Macie tam ciekawe imiona. — bo, tak szczerze, nawet chyba nie znała definicji słowa "ambient", ale można ten fakt zignorować.
Kiwnęła głową na kolejne powtórzenie Rosomak. Widoczne w ten sposób sama zapamiętywała to, co było do niej mówione.
— Głównie zajmuję się organizacją obozu, polowań, treningów. Czasami doradzam Kosowej Gwieździe, teoretycznie też mogę mianować kocięta na terminatorów, ale jeszcze mi się nie zdarzyło tego zrobić. — odpowiada jak najzwięźlej umie. Nie była pewna, czy jakikolwiek temat rozwijać... Więc czekała na ewentualne pytania.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Owszem, szylkretka nie wiedziała o tym fakcie. Dla niej czymś naturalnym były imiona jednoczłonowe - urodziła się jako Rosomak, i tak samo Rosomak raczej pozostanie, bo podobało jej się własne imię i zdążyła się do niego przyzwyczaić. Zresztą, to niezbyt częste aby ktoś w Nowym Świcie zmieniał sobie imię… a w każdym razie takie przeczucie miała młoda kotka.
- To dobrze. Sama chciałabym mieć szansę kiedyś kogoś wytrenować… To nie brzmi źle. - przyznała, skinąwszy głową do Wydmy. Starsza kotka mówiła z sensem, co szczerze mówiąc zaskoczyło nieco Rosomak. Dotąd miała przeczucie, że Klany działają zupełnie bezsensownie… a tutaj okazuje się, że niekoniecznie tak jest. Mimo to szylkretka wciąż była przekonana, że to Nowy Świt jest lepszy.
- Co to takiego… Osiedle? - spytała po chwili namysłu, bo nie znała znaczenia tej nazwy. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, skoro miała na to dobrą okazję. - Dlaczego odprowadzano tam koty? Co działo się z nimi później? - znając Klany, pewnie nic dobrego. Choć prawda była taka, że Rosomak po prostu nie wiedziała - dlatego też pytała, starając się zrozumieć sytuację. Nie rozumiała, dlaczego Klany miałyby odprowadzać gdzieś swoich członków. Czy nie martwili się o nich później? Czy Klan nie był, tak jak Nowy Świt, jedną wielką rodziną?
- To prawda. - zgodziła się z komentarzem dotyczącym imienia siostry. - Mama Tsunami jest bardzo mądra, wybrała nam najlepsze imiona.
- To brzmi jak duża odpowiedzialność. Sama chciałabym kiedyś zajmować ważne stanowisko w swoim stadzie… Czy wykonywanie tych obowiązków jest dla ciebie ciężkie? - chciała się jeszcze dowiedzieć. Miała przekonanie, że sama nie miałaby problemu z zajęciem stanowiska w Radzie, jednak nie wiedziała jak wygląda to u innych kotów. Czy wiąże się to z jakimiś trudnościami? Chciała wiedzieć, aby się w razie czego przygotować.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Dla Wydmy zmiana imienia była czymś normalnym i naturalnym. Pokazywało, że już coś osiągnęła w życiu. Pierwsze osiągnęła wiek terminatorski — była już w stanie się uczyć, powoli wchodzić w dorosłe życie. Później stała się wojowniczką — była już dorosła i napakowana wiedzą. W tym momencie bez problemu mogłaby przeżyć sama. Tak jednak nie zrobiła, w przeciwieństwie do większości swojego rodzeństwa. Wydmowy Wiatr została, aby uczyć następne pokolenia, ale też temu, że przywiązała się do swojego domu i chciała tu wychować swoje kocięta. Co się udało, przynajmniej częściowo.
— Lubiłam szkolić terminatorów. Też by ci się spodobało. — dopełnia. Klany, bezsensowne? Może w pewnych aspektach, ale to ciągle się zmieniało. Medycy mogli mieć kocięta i partnerów, kiedyś to nie było możliwe bez kontrowersji. Czy Nowy Świt jest lepszy? Wie pewnie tylko ten, który był w obu grupach.
— To miejsce, gdzie żyje dużo dwunożnych. Albo ludzi, może pod tą nazwą ich znasz. — odpowiada Rosomak spokojnie. Może używali innego określenia niż Osiedle. — Osiedle to miejsce dość bezpieczne, jeśli wiesz gdzie jesteś i czego szukasz. Dla takich kotów szukano domu, spokojnego dwunożnego z którym mogliby żyć jako ich pieszczoszek. — jedząc królicze bobki i tylko rosnąć w wielkości. Chociaż Wydma osobiście nie miała żadnego problemu z piecuchami, to wiedziała, że niektórzy mieli. Myślenie jednak o króliczych odchodach jako jedzeniu trochę mogło zakrzywiać ogólnie pozytywne nastawienie.
— Tsunami też brzmi ślicznie. Co to... znaczy? — trochę się poddała — jak przy ambient mogła się jeszcze domyśleć, to nie miała pojęcia co oznacza "tsunami". Może Rosomak wie, w końcu to jej matka, tak? — Może kiedyś będziesz tą... Radną, tak? Powodzenia w tym! Czy bycie zastępcą jest ciężkie? Nie, moim zdaniem nie, ale jest pracochłonne. Sporo czasu spędzam organizując patrole i obóz. Lubię jednak moje obowiązki, nigdy nie ma nudy, ha. — zapauzowała na chwilę, po czym dodała. — Mówiąc o obowiązkach, muszę już iść. Jeszcze raz powodzenia, Rosomak! — po czym odwróciła się i zaczęła zmierzać w stronę terenów Klanu Rzeki.
//zt
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!