Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Zaś w Nowym Świcie i to wyglądało nieco inaczej, a należąca do tej grupy kotka miała nieco inne podejście. To ranga kota pokazywała to, co on osiągnął, nie jego imię. Wydawało jej się to nieco dziwnym, ciągle mieć zmieniane to, jak inni się do ciebie zwracają. Jak tu się nie pomylić? I czy zdarza się, że przypadkiem mówi się innym imieniem do bliskiego ci kota, bo najnormalniej w świecie się mylisz? Życie w Klanach było pogmatwane, i Rosomak wciąż uważała że nowoświtowe zasady miały nieco więcej sensu.
- Tak. - zgodziła się ze słowami starszej kotki, kiwając jej lekko głową. - Kiedyś na pewno kogoś wytrenuję, w takim razie. - obiecała, może Wydmie, a może samej sobie. To naprawdę nie brzmiało źle - przeciwnie, brzmiało dobrze i ciekawie! Chciałaby rozwijać w taki sposób swoje umiejętności, i przy okazji pomagać młodszym kotom się szkolić!
Przechyliła lekko łebek w zamyśleniu, ale w jej spojrzeniu widać było coś na rodzaj zrozumienia. Nie wyglądała na zmieszaną, chyba wszystko było jasne.
- Nikt nie chciałby żyć jako pieszczoszek. - odparła z wielkim przekonaniem. Z tego co słyszała, ludzie są niemądrzy i jeszcze bardziej niebezpieczni, porywają koty... Dlaczego ktokolwiek miałby być z nimi z własnej woli? Nie podobało jej się to, a odpowiedź rudej kotki jej najwyraźniej nie usatysfakcjonowała.
Wyraźnie ucieszyła się słysząc miłe słowa w kierunku imienia swojej mamy. Oh tak, Tsunami ma najpiękniejsze imię! Może nawet ładniejsze od samej Rosomak. Szylkretka wybałuszyła oczy, prostując się dumnie i liżąc kilkakrotnie futro na barku.
- Dawno temu pytałam mamę Tsunami o znaczenia imion. - odparła, robiąc zaraz chwilową przerwę na lizanie swojej pokrytej białą sierścią piersi. - Tsunami oznacza wielką falę... Wielką falę na wodzie. - wytłumaczyła tak, jak potrafiła. Nie wiedziała, czy poza tym za imieniem mamy kryło się jeszcze jakieś znaczenie - ale to jej wystarczało. Brzmiało groźnie, tak samo jak imię Rosomak - po zwierzątku.
Kiwnęła z szacunkiem głową, słysząc ,,powodzenia'' ze strony rzeczniaczki. Nie potrzebowała powodzenia, bo poradzi sobie doskonale i nie miała co do tego wątpliwości, ale wciąż doceniła ten miły gest.
- Rozumiem. To dobrze, że znalazłaś czas aby ze mną porozmawiać, Wydmo. - miauknęła nieco bardziej pogodnie niż dotychczas, jakby... podekscytowana. Teraz, gdy o tym z kimś rozmawiała, wizja bycia Radną wydawała jej się jeszcze bardziej rzeczywista.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Minóg truchta przez miedzę z silnym poczuciem misji. Dzisiaj obowiązek zdobycia pożywienia znowu spoczywa na jego barkach i szylkret coś tak czuje, że nie jest to sprawiedliwy podział obowiązków – nie przypomina sobie przecież by to Luna kiedykolwiek musiał dla nich polować. Jednak jego pamięć bywa zwodnicza, więc nie buntuje się. To że nie kojarzy sytuacji, nie znaczy że ta nie miała nigdy miejsca.
Polowanie zalicza jednak do misji pobocznych, które zamierza odhaczyć w drodze powrotnej do tymczasowej kryjówki. Głównym zadaniem jest rekonesans. Dotarli do nowego miejsca, a optymistyczna część Minoga chce wierzyć, że już są blisko celu ich drobnej wycieczki. Wiadomo, najważniejsze w podróżach są przyjaźnie zawarte po drodze i inne takie, ale kocur wcale nie chce spędzić pół życia na pogoni za złotym szczupakiem. Maszerując przez miedzę, w stronę Kłującego Gąszczu, rozgląda się uważnie dookoła. Widoki nie powalają póki co, ale to nie osłabia jego entuzjazmu.
//Kostek
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Jedna wyjątkowo przyjemna wycieczka poza granice Klanu sprawiła, że Kostek chętniej zapuszczał się na jej podobne. Nie żeby myślał, że za każdym razem odnajdzie równie satysfakcjonujące doznania, ale też nie miał za wiele podobnych perspektyw w Klanie, więc równie dobrze mógł eksplorować możliwości poza nim. Przy okazji uciekał z pola widoku Bawełny, więc wojowniczka nie próbowała sugerować, że powinien wypełniać jakieś obowiązki, więc były już przynajmniej dwie zalety jego wypraw.
Poza tym, w takiej odległości od terenów Rzeki nie musiał od razu się tłumaczyć, że nie, wyjątkowo nie ma ochoty nikogo przeganiać, nie, nie jada samotników na obiad i tak, jestem wkurzający ale nie agresywny. Jednym słowem, mógł zawierać znajomości od pstryknięcia pazurami. I to też uczynił, gdy wypatrzył kolorowego wypłosza, który z daleka śmierdział grzmiącą ścieżką i... ziołami? Dziwna mieszanka. - Jeżeli tarzałeś się w zielsku specjalnie by zabić smród grzmiącej ścieżki to muszę cię zawieść. Nie pomogło. - Przywitał się, czarująco jak zwykle.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Maszerując przed siebie dostrzega jednolitego kota z długim pyskiem i nieproporcjonalnie wielkimi uszami. Ale sam pod definicję piękna nie podpada, więc nie przygląda się krytycznie nieznajomemu. W zasadzie nie przygląda mu się wcale, a jedynie obrzuca krótkim spojrzeniem.
– Ach, dziękuję za tę uwagę, ale nie taki był mój cel, przyjacielu, spokojnie. – zapewnia, uznając ten komentarz za szczerą chęć pomocy. Tak jak wtedy, gdy informuje się towarzysza, że robak po nim łazi, albo listek zaplątał mu się w kryzę. – Wiem, że zapach grzmiącej ścieżki potrafi być drażniący dla nieprzyzwyczajonego nosa, ale zapewniam, że po jakimś czasie nie jest tak źle! – rzuca z szerokim uśmiechem. Jedynym minusem jezdni są rozpędzone blaszane puszki, przez które niekiedy bezpieczniej poszukać śmierdzących roślinek. Minóg zerka krótko przed siebie, a następnie na rozmówcę.
– Skąd przybywasz, jeśli wolno mi spytać?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Uniósł brew. Koty dzieliły się na dwie kategorie: takich, którzy od razu rozumieli, że uwagi Kostka nie są miłe i przyjazne oraz takich, którzy złośliwości w ogóle nie wychwytywali, albo woleli udawać, że wcale jej tam nie ma. W tym drugim przypadku otrzymywał podziękowania, chociaż raczej zasłużył sobie na strzał w pysk. Nieustannie go dziwiło, że ponad obieg pór udało mu się przed tym uchronić.
- Jeszcze nie jesteśmy przyjaciółmi. - Wytknął flegmatycznie. Kiedy samotnik zwrócił się do niego przodem, zauważył, że ma łeb podzielony na pół dwoma kolorami. W zależności od którego profilu był zwrócony, mógł udawać dwa kompletnie różne koty. Kostek definitywnie by tak robił, bezwstydnie obrażał tą szarą stroną, albo wymigiwał się od obietnic rudą. - Chyba, że się już poznaliśmy, a ja nie pamiętam, to przepraszam. - Dodał, na tyle suchym tonem, że dalej można było brać to na poważnie.
Machnął łbem lekko do tyłu, wskazując kierunek, z którego przyszedł. Dosłownie.
- Stamtąd. A ty z Grzmiącej Ścieżki, to już wiem. A gdzie idziesz?
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Minóg ma to do siebie, że jest odporny na wszelkie złośliwości, za wyłączeniem tych dosłownych. Kolorowemu zwyczajnie umykają nieprzyjazne intencje, bo w jego idealistycznej wizji świata nie ma miejsca na nic takiego.
– Ach, nie ma za co przepraszać, pamięć bywa zwodnicza, sam coś o tym wiem! Jeśli jest to jakieś pocieszenie to powiem ci, że i ja nie pamiętam byśmy kiedykolwiek się poznali. – a fakt, że przybyli z różnych stron zdawał się jedynie potwierdzać tę teorię. – Więc wybacz. Jeśli nie życzysz sobie bym nazywał ciebie przyjacielem, mogę przestać. Powiedz mi tylko w takim razie, jakie miano nosisz? Bym wiedział jak się do ciebie zwracać. Ja się nazywam Minóg.
Osobiście nie widzi w tym nic niewłaściwego by obce koty nazywać przyjaciółmi, jednak zamierza uszanować decyzję i się do niej podporządkować. Teraz tylko zapamiętać jeszcze, że oriental sobie nie życzy takiego spoufalania!
– Ciekawe, a cóż takiego znajduje się w tamtych stronach? – pyta, zaglądając znów w przestrzeń, z której przybył nieznajomy. – Pytam, ponieważ właśnie tam zmierzam z moim towarzyszem i dobrze by było wiedzieć czego możemy się spodziewać. – uzupełnia jeszcze, odpowiadając na pytanie i jednocześnie usprawiedliwiając swoją ciekawość.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Idealistyczna wizja świata... Cóż, Kostek był urodzony do tego, by takowe niszczyć. Póki co wysłuchał grzeczny z słów z ostentacyjnie zblazowany wyrazem pyska, dając wyraźnie do zrozumienia, że kulturalne zachowanie Minoga odbija się od kamienia.
- Minóg, jak te wodne robale? - Zapytał niezbyt miło i było to całkowicie zamierzone - kocurek zastanawiał się ile mu zajmie starcie uprzejmości z szylkretowego pyska. - Płci też nie masz jak one? Przez ten smród potworów nie idzie nic od ciebie wyczuć. - Zapytał bez ogródek, bo chociaż zdarzało mu się zwykle zakładać z kim rozmawia, Klan Rzeki nauczył go, że łatwo się pomylić. Weźmy takiego Raniuszka. Czy Zboże, które zrobiło Tojad kocięta, ale i tak nazywało się matką. Czasem wiedza do płci rozmówcy przydawała się by być postrzeganym jako sympatyczny, a czasem wręcz przeciwnie. W zależności jaki akurat nastrój miał Kość. - Kość. - Dodał po chwili, chociaż wydawało się, że zapomniał, by się przedstawić.
- Nic dobrego. - Mruknął grobowo. Odwrócił łeb, rzucając spojrzeniem w tył, w stronę terenów Rzeki, jakby musiał na nie jeszcze popatrzeć, by sformułować odpowiedź dla Minoga. - Klany, które jedzą takich jak ty i twój towarzysz na śniadanie. Za jakie występki chcecie się ukarać, że zamierzacie wpakować im się prosto w pyski? - Zapytał, bez cienia rozbawienia czy uśmiechu.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Mimika długiej mordki nijak nie zraża Minoga. Jakby w tym jego móżdżku brakowało obszaru odpowiedzialnego za interpretację zachowań innych kotów. Albo jakby wciąż wierzył, że jeśli się nie podda to jego sympatyczne nastawienie wreszcie przebije się przez ten kamienny mur orientala. Obie opcje wydają się równie prawdopodobne, gdy tak spojrzeć w te nieskalane głębszą myślą, dwukolorowe oczy.
– Pasożyty, nie robale. – poprawia kocura. – Ach, widzisz, skoro nie idzie nic wyczuć, to znaczy, że spełnia swoje zadanie. – to zdecydowanie dobra wiadomość, bo nie po to szylkret naraża się na rozjechanie przez Potwory, nie po to tarza się w podejrzanych zielskach, by jego zapach przebijał się przez to wszystko. Rejestruje z tyłu głowy imię towarzysza, ale zaraz skupia się na jego kolejnych słowach.
Wiechcie poszarpanej sierści jeżą się na chudym grzbiecie, a szare uszy kierują do tyłu. Nic dobrego? Och, rzeczywiście to nie brzmi jak coś dobrego.
– Powiadasz? Klany kanibali? Nie miałem pojęcia, że takie istnieją. – odpowiada strapiony. Kurczę, no takiej przeszkody to się na trasie nie spodziewał. Kolorowy ogon podryguje w napięciu. Co teraz? Co teraz? – Da się je jakoś ominąć? Gdzie one dokładnie się znajdują?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
No i nie dowiedział się niczego konkretnego. Wyglądało na to, że Minóg był jednym z tych kotów, które nie chciały niczego zdradzać swoim zapachem, tak jak Zboże chociażby. W sumie Kostkowi latało to koło ogona, chociaż wolałby przebywać w towarzystwie kogoś, kto pachnie czymś innym niż wydechy potworów dwunogów. Zioła były już znacznie lepsze, ale nasuwały z kolei nie zawsze przyjemne wspomnienia z Królikarni. Ostatnio jak oriental tam był, to rzygał nawet wodą.
- Aha. - Skomentował płasko obie informacje. Postanowił poświęcić tę odrobinę uwagi i po prostu się wsłuchać jak o sobie mówi Minóg, zwłaszcza, że do tej pory drobne prowokacje z jego strony nie spotkały się z żadnym, nawet małym, skrzywieniem mordki rozmówcy. - A to nie jedno i to samo? - Zapytał, mając oczywiście na myśli pasożyty i robale. Nawet jeżeli nie, w jego głowie nie istniała potrzeba rozdzielania tych dwóch rodzajów od siebie.
Ledwo wyrzucił z siebie to pytanie, a trochę go przytkało. Szylkret bez zająknięcia zaczął dopytywać o klan kanibali i albo miał idealnie wyćwiczony obojętny wyraz pyszczka, albo wziął to całkowicie poważnie.
- Dokładnie za nami. - Miauknął i ogonem nakreślił kierunek. - Odchodzę z jednego z nich, bo nikt nie chciał mnie tam zjeść. Jestem zbyt chudy i żylasty. To największa porażka i cios dla kota, takie odtrącenie. - Teatralnie opuścił wąsy.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Otóż nie, Kość. Robale to znacznie szersza grupa. Bardzo różnorodna, część z nich jest niezwykle pożyteczna dla otoczenia, a o pasożytach tak powiedzieć nie można. – wyjaśnia uprzejmie, świadomy, że dla nieobeznanego kota to rzeczywiście mogą być dość podobne pojęcia. Ale bez obaw, Minóg z chęcią rozwieje wszelkie wątpliwości! Podzieli się swoją wiedzą w tym zakresie, nie oczekując niczego w zamian.
Odchyla się lekko w bok, by rzucić okiem we wskazywanym kierunku. Idealnie w linii prostej! Och, gdyby nie to przypadkowe spotkanie to szylkret jak nic wszedłby prosto w paszczę lwa! No, kocich kanibali w tym przypadku. I to całkiem dosłownie paszczę. Pochłonięty myślą o tym jak to uniknął tragedii o włos, z lekkim opóźnieniem pojmuje dalsze słowa orientala. Mruga kilkukrotnie i marszczy brwi w zdziwieniu.
– Nie cieszysz się, że będzie ci dane dłużej żyć? – pytanie opuszcza dwukolorowy pysk bez jakiegokolwiek zastanowienie. Dopiero uderzenie serca później do Minoga dociera, że to szalenie nietaktowne z jego strony. To że z jego perspektywy to jest zupełnie nielogiczne, smucić się przez bycie nieapetycznym kąskiem dla kanibali, nie oznacza, że dla jego rozmówcy nie był to prawdziwy cios. Odchyla w tył uszy w lekkim zakłopotaniu. – Znaczy się, wyobrażam sobie, że może być ci ciężko w takiej sytuacji. Niestety nie mam pojęcia jak ci pomóc, nie byłbym w stanie zjeść kociego mięsa. – wzdryga się na samą myśl. – Nic się nie da poradzić na to, że jesteś taki chudy? Próbowałeś więcej jeść?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Zadarł lekko jedną z brwi, kiedy Minóg uprzejmie zaczął mu wyjaśniać różnicę pomiędzy pasożytami, a robalami. Serio? Musiał ugryźć się w język przed następnym pytaniem retorycznym, jeżeli nie chciał znowu zostać uraczony lekturą na kompletnie przypadkowy temat. Inna sprawa, że skąd szylkret w ogóle o tym wiedział? Może zmyślał na poczekaniu, dokładnie tak jak zwykle robił to Kostek i za kamiennym pyskiem śmiał się do rozpuku?
Oj nie z orientalem takie numery...
- To po co w ogóle pasożyty na świecie, he? Jak do tego ma się ta cała gadka o kręgu życia, niezwykłej równowadze, planach Gwiezdnych i bla bla, tak dalej? - Drążył, chociaż pasożyty nie interesowały go nawet w najmniejszym stopniu, a w żadne plany przodków i harmonię we wszechświecie w ogóle nie wierzył.
Natomiast był zdeterminowany, by Minóg uwierzył w kanibali.
- Dłuższe życia, ale za to w hańbie i żalu. - Mruknął Kostek gorzko. Udawanie zrezygnowanego i smutnego nie przychodziło mu z wielkim trudem. Miał jakąś smykałkę do aktorstwa, poza tym trochę się naoglądał depresyjnych smutasów w życiu i wiedział jak powinien wyglądać. - Próbowałem, ale nie mogę zjeść za dużo i niewiele rzeczy mi smakuje - To akurat była prawda, minus element ewentualnego szamania kociego mięsa. - Myślisz, że jakiś lis albo pies, by się na mnie skusił? - Zainteresował się nagle. Podniósł na Minoga oczy pełne nadziei.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– To jest niezwykle interesujące pytanie, jednakże nie znam na nie odpowiedzi. – uśmiecha się przepraszająco. Jest mu nieco głupio, że nie może zaspokoić ciekawości towarzysza, który ewidentnie się wciągnął w temat różnic między pasożytami, a robalami, jednak nic na to teraz nie poradzi. A woli nie obiecywać, że odpowie mu na to pytanie, gdy tylko uda mu się zdobyć odpowiedź na nie, bo szanse, że zapomni o tym zadaniu są dużo wyższe niż wypada w jego wieku.
Kiwa tylko powoli łbem w zrozumieniu, powstrzymując się od nieprzemyślanych komentarzy. No tak, dłuższe życie w hańbie to najgorsza z możliwych kar, z tym nie ma co się kłócić, honor ważna sprawa. Szczery żal orientala chwyta Minoga za serce, nie jest w stanie przejść obojętnie koło takiej rozpaczy, więc z kolejnym uderzeniem serca podejmuje decyzję, że mu pomoże. Znajdzie jakiegoś kota co go zechce zjeść mimo tych łapek jak wykałaczki.
– Och, to rzeczywiście niefortunne. – zgadza się strapiony, nim nad jego łbem pojawia się świecąca jasno żaróweczka. – A miałeś może okazję spróbować granulatu serwowanego przed Dwunogi? Mój towarzysz długo się takim żywił i teraz ciągnie brzuchem po ziemi, więc może nawet jakbyś mógł się przemóc i zjeść tego chociaż troszkę to byś nie był taki mizerny. – proponuje ożywiony. To może się udać przecież! Zaraz jednak cały ten entuzjazm gaśnie i zostaje zastąpiony zmieszaniem, gdy pada pytanie o lisy i psy. Ucieka lekko spojrzeniem w bok, by nie zamordować tej nadziei w oczach Kości jakimś nierozważnym skrzywieniem pyska.
– Wydaje mi się to prawdopodobne. Psy lubią kości, więc pewnie nie miałyby powodu do narzekań. – odpowiada po krótkim namyśle, gdy nagle coś do niego dociera. Powraca zaalarmowanym spojrzeniem do liliowego. – Och! Ale przecież pies czy lis to nie kot! Czy to rzeczywiście ci pomoże zetrzeć tę hańbę?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
- Rozczarowujące. - Miauknął Kostek flegmatycznie, wyraźnie akcentując sylaby. Tak naprawdę było mu wszystko jedno, czy Minóg uraczył go odpowiedzią - prawdziwą, czy też nie - ale nie zamierzał go uspokoić, że niewiedza jest w porządku. Skoro już zaczął wymądrzać się w temacie, lepiej by rzeczywiście był ekspertem. Zaś skoro przyznał się do braku odpowiedzi na zadane pytanie to niech chociaż będzie mu głupio z tego powodu.
Może dzięki temu chociaż na chwilę coś się wyłoni zza tej maski uprzejmości.
Niemniej, nie dało się odmówić Minogowi, że rozmowa z nim stanowiła niezłą rozrywkę. Szylkret poważnie zaangażował się w problem niejadalności Kostka i bez żadnego zawahania brnął w ten temat. Kostek był pod wrażeniem: nie wiedział tylko, czy głupoty samotnika, że łyknął tę bajkę, czy też zdolności aktorskich, dzięki którym naprawdę wyglądał na przejętego i nie wybuchnął jeszcze śmiechem. Sam oriental musiał się natomiast trochę powstrzymać od parsknięcia, kiedy Minóg zasugerował, że psy lubią kości, więc nie narzekałyby na takie danie. Liliowy nie był pewien, czy właśnie to mieli na myśli rodzice, kiedy go nazywali, ale w jakiś sposób trafili w dziesiątkę.
- Obawiam się, że nie. - Odpowiedział smutno na pytanie o hańbę. - Ale zawsze to lepsze niż robale, a to one by mnie zjadły jakbym zdechł gdzieś w rowie. - I znowu wrócił temat robali, chociaż nie było to intencjonalne nawiązanie do drugiego wątku rozmowy. - Granulatu? Pierwsze słyszę. Pewnie da się go dostać tylko na osiedlu? - Kostek nie miał pojęcia o jakim granulacie mowa, ale już po samej nazwie wiedział, że nigdy nie tknąłby tego jedzenia. Nie mówiąc o tym, że nigdy nie chciałby ciągnąć niczego po ziemi, a w szczególności brzucha. Tak naprawdę lubił swoją wychudzoną sylwetkę i nie pragnął ani więcej tłuszczu, ani mięśni.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
A szylkret jedynie utrzymuje przepraszający uśmiech na dwukolorowym pysku, nie mając nic innego do zaoferowania. Rzeczywiście jest to rozczarowujące, że nie zna odpowiedzi, jednak nie jest w stanie nic na to teraz poradzić. Nie może też zaoferować poprawy w przyszłości, bo po pierwsze – jakie były szanse na ponowne spotkanie, skoro Minóg był w środku wyprawy? A po drugie – jakie były szanse, że pamiętałby o złożonej obietnicy? Na podstawie poprzednich doświadczeń mógł powiedzieć, że niewiele ponad zerowe.
Tak jak przypuszczał, z tą hańbą to nie jest taka prosta sprawa. Skoro zjedzenie przez psy jest lepsze niż zjedzenie przez robale to w porządku, jednak to wciąż nie jest idealne rozwiązanie.
– Tak, oczywiście. To Dwunogi go podają, więc nie uświadczysz granulatu w lesie. – potwierdza ze skinieniem łba. – Chociaż i na osiedlu nie jest tak łatwo go dostać, chociaż pewnie jest to wciąż prostsze niż jedzenie więcej niż jesteś w stanie.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Niestety, Kostek otrzymał w odpowiedzi tylko trwający, uprzejmy uśmiech. Przemknęła mu przez głowę myśl: a czy gdyby tak Minoga uderzyć, strzelić mu siarczysty policzek, czy to by w końcu skruszyło tę maskę? Czy ta mina tak przylepiła mu się do pyska, że nie zniknęłaby nawet po otwartym akcie agresji i upokorzenia? Korciło by się przekonać, ale oriental nie zamierzał ryzykować, że dostanie lepę w mordę w odwecie.
- Opowiedz o osiedlu. - Zażądał zamiast tego. Kilka kotów z Rzeki została porwana przez dwunogi i uciekła, dzięki czego też mogła co nieco powiedzieć na temat lasu bezwłosych istot, ale to wciąż była perspektywa kotów z Klanu. Kość był ciekawe opinii i spojrzenia kogoś, kto nie miał wyrytego Kodeksu w mózg od najwcześniejszych dni życia, nawet jeżeli to był ktoś na tyle niemądry by uwierzyć w Klan Kanibali.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise