Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Jasna sprawa, Kość. – zgadza się na prośbę, która brzmi dość rozkazująco, ale na sto procent jest prośbą. – Jednak równie dobrze mógłbyś spytać o las. Jest to temat, który da się omówić w jednym zdaniu, a zarazem obszerny. Niestety obawiam się, że nie starczy nam czasu na omówienie go w całości. – przepraszający uśmiech znów odnajduje swoje miejsce na dwukolorowym pysku, chociaż tym razem jest dyktowany zwykłą grzecznością, a nie żalem. Minóg ma przed sobą jeszcze długą podróż, która wymagać będzie dodatkowego nakładu drogi ze względu na Klan Kanibali i nic nie może poradzić na to, że liczy się każde uderzenie serca. – Czy interesuje ciebie coś konkretnego?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Wywrócił krótko oczami. Nie przepadał, kiedy dawał jasno do zrozumienia, by zabawić go rozmową, a druga strona nie wykonywała polecenia, tylko głupio dopytywała co chce usłyszeć. Cokolwiek przeważnie brzmiała odpowiedź, bo kiedy Kość interesowało coś konkretnego, precyzował swoje pytania, a kiedy chodziło tylko o rozrywkę i posłuchanie czyjegoś głosu - cóż, równie dobrze można mu było opowiadać o zielonych ptakach latających pod wodą.
- Opowiedz coś ciekawego o osiedlu zatem. - Powtórzył, nie łagodząc swojego głosu ani o ton, a wręcz brzmiąc jeszcze bardziej opryskliwie. - Nie wiem, czy interesuje mnie coś konkretnego, bo nie wiem nic o osiedlu. - Dodał, czysto złośliwie, ale już się przygotował, że zostanie to odczytane jako uprzejme wytłumaczenie.
Czy on przyciągał takie jednostki? Kocurek miał wrażenie, że jego znajomi dzielili się na dwie kategorie - tych, którzy nie mogli go zcierpieć nawet przez uderzenie serca, albo tych co nie rozumieli ani jednego z jego uszczypliwych komentarzy. Co za miejsce nie do życia.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Coś ciekawego o osiedlu. Tak brzmi życzenie orientala (które bardziej brzmi jak żądanie, ale jako że Minoga opowieść nic nie kosztuje, nie zwraca na to uwagi, cóż za zaskoczenie). Wertuje na szybko księgi pamięci w poszukiwaniu jakiejś luźnej ciekawostki, która może zainteresować kota, który nie miał nigdy styczności z betonowym światem. Wszystkie tematy jednak wydają się zbyt ciężkie, zawiłe i tego typu pochodne, które dyskwalifikują opowieść w obecnej sytuacji. Aż wreszcie, wspominając parki, przypomina sobie o jednej osobliwej rzeczy.
– Dwunogi jedzą chmury. – wypala bez jakiegokolwiek wstępu, ale przynajmniej podejmuje się próby tłumaczeń. – Na skrawkach zieleni na osiedlu, w bezchmurne dni, często stał Dwunóg z jakimś wynalazkiem, który tworzył słodko pachnące chmury na życzenie. Nawijał je na patyki, jak medycy pajęczynę i rozdawał innym Dwunogom. To dość ciekawe, nie sądzisz? Szczególnie, że nigdy go nie było, gdy chmury zasnuwały całe niebo. – ciekawa zależność. Chociaż bardzo luźna, bo nie zawsze tajemniczy jegomość rozstawiał się ze swoim biznesem w ładną pogodę. – Och, poza tym osiedle jest przeważnie żywe, szczególnie o poranku jest dużo Potworów i Dwunogów, ale co parę wschodów słońca wstają dużo później i nie tak licznie. I to się dzieje regularnie, chociaż nie jestem w stanie sobie przypomnieć co ile konkretnie. – dodaje jeszcze, gdy przypomina mu się kolejna zabawna sprawa. Zaraz jednak uderza go upływ czasu, więc uracza rozmówcę kolejnym (którym to już??) przepraszającym uśmiechem. – Wybacz, niestety goni mnie czas. Muszę odnaleźć jeszcze dzisiaj mojego towarzysza, a nieco się zasiedziałem. Dziękuję za rozmowę, przyjacielu. Znaczy się przepraszam, Kość. – poprawia się pospiesznie, kiwa głową na pożegnanie i zawraca. Musi odnaleźć Lunę i opowiedzieć mu o przeszkodzie w postaci kanibali.
z.t
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Ostatnio podczas spacerowania sobie po klanowych terenach przypadkiem przeszedł przez granicę i zauważył to dopiero za późno. Głupio było wracać od razu z podkulonym ogonem, więc przeszedł się kawałek dalej, a to, co zobaczył sprawiło, że autentycznie zaczął biegiem wracać do obozu. Bo to, co znalazł, musiał zobaczyć też ktoś inny, koniecznie!!
Pierwszym wyborem kocura była siostra, Szybujący Puchacz, ale nie mógł jej znaleźć w obozie. Drugim zaś była jego własna, prywatna mama, Cierpka Jagoda. Gdy więc po dwóch dniach od wyprawy nie wpadł na siostrę, widocznie zajętą, czy coś, przeszedł się by poszukać mamy. No i tą zlokalizował całkiem szybko.
- Mamo! Mamoooo! - zawołał, by zwrócić na siebie jej uwagę, a następnie podtruchtał do niej, na powitanie ocierając się o nią pyskiem, ale widać było, że był zbyt zaaferowany na większe czułości, bo po chwili od niej odskoczył, zaczynając podskakiwać jak kauczuk. - Bo ja. Coś znalazłem. Choć, zobaczysz, jakie śmieszne! - oznajmił wesoło, a następnie takimi samymi podskokami ruszył w kierunku wyjścia z obozu, by jej to pokazać. Bo musiała to zobaczyć, musiała!
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Życie toczyło się swoim torem i Cierpka czasami nie miała czasu, żeby zwolnić. Brakowało jej chwili na oddech czy rozmowy z bliskimi. Kocica nigdy nie lgnęła jakoś specjalnie do kotów, przemykała sobie obok nich jak gdyby nigdy nic. Nigdy więc nie miała zbyt wielu przyjaciół, a rodzina... Zawsze była rozwalona. Był czas przywyknąć. Ale czym więcej księżyców jej przybywało na karku, tym gorzej się z tym czuła. Potrzebowała nadrobić stare relacje, naprawić te, które się da i zacząć żyć. Bo jak sądziła, niewiele jej go zostało.
Jak się okazało, dzieci same zaczęły za nią tęsknić. Puszczyk podbiegł do niej dzisiaj w takich podskokach, że Cierpka ledwo zdążyła go liznąć między uszami na powitanie.
- O Gwiezdny Klanie, co? Co się dzieje? - rzuciła rozbawiona. Wnioskując po minie Puszczyka, musiało być to naprawdę niesamowite odkrycie. Dała mu się prowadzić, a jakże, gnała, aż starzejące się kości trzeszczały. Ale nawet jeśli było to trochę nieprzyjemne, była w pełni zadowolona z czasu spędzonego u boku syna.
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
- No! Takie coś! Znalazłem! Ale to trochę poza terenami naszymi! - wykrzyczał, ponaglająco truchtając do przodu, a gdy zauważył, że mama za nim biegnie, sam ruszył sprintem przed siebie. Może i powinien wziąć pod uwagę, że księżyce już nie te u Cierpkiej Jagody, że może nie powinien biec tak szybko, bo on przecież młody był i w ogóle, a mama zbliżała się już do wieku starszyźnianego, ale dopóki mu się czegoś nie powie, najlepiej dosłownie, to on się tego nie domyśli! Więc nie pomyślał o biednej mamie ze strzelającymi kośćmi czy stawami, a biegł przed siebie, zbyt podekscytowany swoim odkryciem, by się zatrzymać, tak po prostu.
- O, o, już prawie, patrz, patrz! - zakrzyknął w pewnym momencie, zwalniając już, bo na horyzoncie zaczęły się pojawiać śnieżne stwory, które wypatrzył w ostatnim czasie. - Co to? Wiesz może? - zagadnął rodzicielkę, zatrzymując się by na razie podziwiać je z oddali. Poprzednim razem też nie zbliżył się do nich, bojąc że mogą mu coś zrobić, jak dzik czy kuna. Kto wie, czy żyją, czy śpią, czy co? Może są tak niebezpieczne jak potwory, ale potrafią zbaczać z tej sławnej ścieżki po której biegają? Zadziwiające zaś było, że nadal tu były! Nie ruszyły się! Jakby czekały na niego.
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Zaśmiała się pod nosem, kiedy jej syn pognał ile sił w nogach przez tereny. Ten to miał energię. I jakby nigdy mu się nie wyczerpywała! Cały czas tylko biegał i skakał, jakby był małym kociakiem, nie skończył treningu, ani nie dostał własnego terminatora pod swoje skrzydła. Nie, to Puchacz nie dostała terminatora? Wszystko jej się ciągle myliło... Nie da się żyć, kiedy kości ciągle łamią i nieuchronnym krokiem zbliża się starość!
Synek przyprowadził ją do tych dziwnych znalezisk, które miała okazję widzieć już jakiś czas temu na patrolach. Białe, śnieżne kule postawione na sobie. Czego to dwunodzy nie wymyślą? Całe szczęście, że śnieg choć trochę rozmył ich zapach i nie kuł tak bardzo w nozdrza.
- Nie mam pojęcia... - przyznała szczerze obchodząc kule z każdej strony. - Są ze śniegu - stwierdziła na głos. Czubkiem ogona nawet jedną musnęła. - I są zbite. Po co dwunogim takie dziwactwa? Nie mają ich wystarczająco na swoich osiedlach? - zaczęła zrzędzić. - Nie wiem, czy pod tym śniegiem coś się kryje. Lepiej uważaj. Może tam być potwór... Albo sam dwunożny. Lepiej uważaj
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
W rzeczywistości po prostu Puszczyk był idealnym przykładem zdania "kocury rozwijają się do 4 księżyca życia, a potem tylko rosną"! Dosłownie jego mentalność zatrzymała się dawno, dawno temu, kiedy to miał te 4 księżyce, wyszedł świeżo z lecznicy, i zaczął odkrywać świat. I mimo że od tego czasu sporo urósł, przybyło mu księżyców na karku i niektórzy mogliby pomyśleć, że to nie wypada się tak zachowywać, to on dzielnie udowadniał, że jednak się da. I nigdy nie zamierzał do końca zmądrzeć, bo i po co?
Niepewnie węszył w pobliżu, ale na szczęście nie czuł nic podejrzanego. Niepewnie wyciągnął łeb do przodu, tak daleko, jak mu szyja pozwalała, lekko pochylając się do przodu, mrużąc oczy i przerzucając spojrzenie z jednego bałwana na drugiego. Bo co, jak któryś nagle się ruszy? Czy grali z nim w jakąś grę? Tą sławną, że jak się patrzy, to nie można się ruszać? Uu, dawno w to nie grał, a te stwory były w tym wybitne! On zawsze upadał na pysk, albo machnął z podekscytowania ogonem, a one?! One były w tym tak świetne, że nawet nie mrugały!
Wtedy zauważył, że rodzicielka odeszła od jego boku, by zbliżyć się do nich, na co cofnął gwałtownie uszy, ale nie zastanawiając się nad tym, co robi, podbiegł do niej, w razie jak co. W dwójkę mają większą szansę na obronienie się!
- Jak to... ze śniegu? - spytał, marszcząc nos. Znaczy, no, logiczne nie? Ale jak to było możliwe?! Stworzyć takie o, coś, co się tak utrzymywało? Taka jedna kula na drugiej? - A sam... sam ten śnieg nie może nam nic zrobić? - spytał dla pewności.
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Cierpka ani na chwilę nie mogła powstrzymać ckliwych uśmieszków. Puszczy był taki pocieszny, radosny, że zapomniało się o szystkich zmartwieniach. Cieszyła się, że będzie miała go przy sobie na starość. Kochała go, całym sercem i nie wyobrażał sobie ani chwili w jej życiu, w którym choćby jedno z jej dzieci mogłoby zniknąć z jej życia. Przeżyła już raz startę Żurawiny i nie chciała mieć po raz kolejny złamanego serca.
- Yhm - mruknęła potakująco - ze śniegu. Zbitego. I na pewno nic nam nie mogą zrobić, kochanie - zapewniła ciepło syna - O ile są samym śniegiem... Czujesz ten okropny, ledwo wyczuwalny zapach? To dwunogi. Mogli zrobić coś, co pozornie wygląda na śnieg, ale w środku... Może być wszystko - westchnęła i zaczęła obwąchiwać kolejne stworzenie. - Pilnuj się. I na razie tego nie rozwalaj. Patrole mówiły, że są raczej bezpieczne, ale nigdy nic nie wiadomo - stwierdziła i dała sobie chwilkę na oddech. - A jak ci idzie życie wojownika? - zagaiła. Kochała takie proste rozmowy o życiu, o niczym. Dopóki rozmawiała z kimś, kogo kochała mogła i nawet rozmawiać o nurcie rzeki.
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Puszczyk na szczęście nigdzie się nie wybierał, słowo harcerza! Może i lubił zwiedzać, może i lubił podróżować, ale niespecjalnie widziało mu się wychodzenie poza klanowe tereny - a to, moi drodzy, był wyjątek. Zresztą, nie przebywał tu sam, prawda? Przecież towarzyszyła mu mama, która na pewno wiedziała gdzie są i jak w razie czego wrócić do obozu! Jedyne, gdzie wychodził poza tereny, to do Czterech Dębów, ale tam trudno byłoby się zgubić, bo przecież wszędzie dookoła były klanowe zapachy, które znał i kojarzył, więc nie mógłby przypadkiem wejść na nie swój teren.
- Dwunogi są głupie - odparował, nadal nieufnie obserwując śnieżne istoty. Sam doskonale o tym wiedział, przecież go wyrzucili na zbity pyszczek! Ale nie mógł mieć im tego za złe tak do końca, bo dzięki temu trafił do klanu Gromu, jego prawdziwego domu, no i miał dwie wspaniałe mamusie, a przede wszystkim jedną, Cierpką Jagodę! - Myślisz, że w środku jest borsuk? - spytał, a jego ton głosu już był weselszy, już zapomniał o tym, że to może być niebezpieczne, a już szykował się do świetnej zabawy jaką jest skakanie po tym. Co udowodnił chwilę potem podbiegając do jednego z bałwanów i odbijając się od dolnej kuli łapami. Co... nie spowodowało wielkiego efektu, ot, niewielkie wgłębienie jego łapek. Mimo że mama dosłownie uderzenie serca temu powiedziała, by nic nie rozwalał.
- Wojownika? Ach, no tak - rzucił, wesoło zakręcając ogonem. - Aż zapomniałem, że nim jestem wiesz?! Nic się nie zmieniło, kompletnie. A przynajmniej nic takiego nie czuję. Żbicza Łapa jest spoko, nie trenujemy jednak często, więc nie odczuwam, jakbym miał terminatora? No i w sumie obowiązków jest mniej - przyznał, zakradając się do jednego z bałwanów w celu zbadania go z bliska, ale tym razem ostrożniej, niż przez przywalenie mu.
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Cierpka ostrożnie obchodziła coraz to nowsze i nowsze kule, dotykała je końcem ogona, a żeby w razie czego stracić tylko parę kłębów futra zamiast jakiejś kończyny. Co to mogło być? Niektóre były ładne, równe i do tego tak ogromne, że pewnie były wyższe od niektórych wzgórz, a pozostałe... Były jeszcze inne. Żaden nie był taki sam, więc co to mogło być? Dlaczego dwunogi musieli tak komplikować ich leśne życie?
- Nie sposób się nie zgodzić - westchnęła. Są, a jakże, wyjątkowo głupi. Po co im takie śnieżne kule? - Może wspinają się na nie i robią sobie tereny obserwacyjne? Jak u nas Jodłowa Skarpa? - próbowała zgadywać. Przypadkiem dotknęła jednego zbyt mocno i posypało się na nią trochę śniegu. Odskoczyła do tyłu, ale nic jej się nie stało. - Nie wiem. Ale niektóre kule są raczej mniejsze od borsuka. Chyba że są tam młode borsuki, wtedy... - nie dokończyła. Co, jeśli to gniazdo borsuków? Trzeba to sprawdzić. Klanu nie można zostawić w niebezpieczeństwie.
- Och właśnie, opowiadaj, jak twój trening! To jak, co już przerobiliście? Kiedy będziesz miał pierwszego mianowanego terminatora? - zaczęła wypytywać uśmiechnięta.
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Z powątpieniem przyjrzał się najbliższemu potworowi, praktycznie patrząc mu w oczy. A przynajmniej to, co oczami miało być, na najwyższej kuli. Wyglądało to naprawdę podejrzanie. Nie sądził, by miały to być jakieś tarasy widokowe, no chyba, że jak taki dwunóg wsiadł takiemu na plecy, to można było na tym chodzić. Coś jak potwory na drodze. Do nich się wchodziło i one zaczynały biegać, a te tu? Może jak się na nie wsiadło? A do tego czasu też były uśpione, nie były zagrożeniem, ani niczym w tym stylu?
- Wtedy będziemy bohaterami Gromu, jak to sprawdzimy i je zabijemy? - podsunął mamie, bo ta widocznie przerwała zdanie w połowie, a on nie mógł pozwolić na to, by nie doszła do niej ta opcja. Już nawet nastawił uszy i podszedł do jednego z bałwanów, by przyjrzeć mu się z odległości kocich wąsów.
- Nie interesuje mnie szybkie wytrenowanie terminatora. Trening to musi być czysta zabawa, chęć do robienia fajnych rzeczy poprzez naukę, nie chcę robić wyścigów - odpowiedział, wyraźnie nawet nie w połowie tak zainteresowany tematem treningów, co jego mama. Nie interesowało go kiedy skończą trening, jak szybko im to zejdzie, ani nic. Swojego treningu też przecież nie cisnął, nie miał manii skończenia go jak najszybciej! Nie chciał cisnąć Żbik, tylko spędzić z nią dobry czas, jak on na początku z Barwnym Płomieniem...
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Niewykluczone - rzuciła lekką myślą. Nie była pewna i ciężko było jej zająć stanowisko; z jednej strony wyglądało to na zlepioną kulę śniegu, z drugiej na coś, co mogłoby potencjalnie unicestwić ich Klan. A tego wolała uniknąć.
- Cieszy mnie to, że tak myślisz - uśmiechnęła się. - Kiedy trenowałam z tobą też chciałam spożytkować jak najlepiej. Kochałam z tobą trenować - przypomniała sobie. - W ogóle, kocham spędzać czas z tobą, kochanie. Jesteś moim ulubionym synem - objęła go ogonem. Puchacz była jej ulubioną córką. Kochała własne dzieci ponad wszystko i chciała im to pokazać. - Tylko pamiętaj, żeby przekazywać mu tą wiedzę. Nie zawsze konieczne jest nudne wkuwanie teorii, jak mówisz. Ale.... Z resztą - ucięła sama sobie. - Wiem, że pewnie sobie poradzisz i Żbik zostanie najlepszym wojownikiem. - Cierpka była tego pewna. Skoro Puszczyk zajmował się jej treningiem, to kotka prawie na pewno skończy jako najlepszy kot w Klanie Gromu.
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
- Świetnie, chodź, poszukamy ich! - zaproponował rozglądając się dookoła. Nie zamierzał tak po prostu przekopać się przez śnieg, ale chociaż sprawdzić, czy dookoła są jakiekolwiek ślady borsuków, bo może, kto wie, coś znajdzie, a wtedy będą mieć pewność, że albo tu są, albo nie. Kto wie.
- Dużej konkurencji nie mam - zażartował, poruszając wesoło ogonkiem, jak radosny szczeniak, który bardzo dobrze się bawi. Zresztą, taka była prawda - miał tylko siostrę, nie miał żadnego brata (no chyba że o czymś nie wiedział), więc cóż... z kim miał rywalizować, jeśli chodzi o bycie najlepszym synem? No chyba tylko z samym sobą? A dało się tak w ogóle...? Cóż, jak okaże się że tak, to co, jak przegra z sobą samym?
- Na pewno! - odparł wesoło. Nie ważne ile im to zajmie, czy księżyc, czy dwa, czy dwadzieścia - na pewno Żbicza Łapa będzie najlepszą chodzącą wojowniczką na ziemi, dzięki jego naukom!
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Puszczyk! Czekaj, nie! Jeszcze zrobisz sobie krzywdę! - pisnęła i zrozpaczona puściła się biegiem za synem. Byłaby w stanie pokonać borsuka, choć nie wiedziała, czy wiek by jej na to pozwolił, jednak na pewno nie byłaby w stanie pokonać go sama z synem. Nie, żeby wątpiła w umiejętności Puszczyka: po prostu... O Gwiezdny Klanie, do borsuka potrzeba przynajmniej paru kotów. Nie dwóch, a w zasadzie półtorej, bo Puszczyk, no cóż, nie był... Z resztą, nie ważne. Pomogła rozglądać się synowi za jakimikolwiek śladami uważając przy tym, żeby ciągle być czujną i nie stracić głowy. - Tylko ostrożnie. Jeśli coś cię zaniepokoi, masz mnie natychmiast o tym poinformować - zarządziła.
- No cóż - zgodziła się z synem. - Ale fakt, że nie masz konkurencji nie zwalnia cię z odpowiedzialności za swojego terminatora. Szkol Żbik dobrze, jasne? - poprosiła syna. - Gdybyś miał z czymkolwiek problemy, zawsze możesz do mnie przyjść. Prosić o pomoc to żadna ujma na honorze. A skoro mówi to tak stary wojownik jak ja, to znaczy, że coś w tym jest - uśmiechnęła się ciepło do syna.