Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Bardzo miła, bo kwiatków było całkiem sporo i kocurowi udało zebrać się aż czternaście szypułek. Teraz pytanie, czy Krwawnik zdecyduje się zakończyć zbieranie na dzisiaj, czy może skusi się wykorzystać fakt, że miał przy sobie mocarnego ochroniarza Azalię i kontynuuje szukanie ziółek?
Krwawnikowy Liść - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 14 | Sz: 8 | Zm: 22 | HP: 61 (85) | W: 36 (55) | Medlvl: 9 • rana 1 stopnia: użądlenie w prawą przednią łapę • rana 1 stopnia: użądlenie w nasadę nosa • rana 0 stopnia: wyrwana kępka futra na ogonie • rana 0 stopnia: wyrwane kilka wąsów z prawej strony mordki • rana 2 stopnia: płytkie ślady kłów na lewym poliku (infekcja) • rana 0 stopnia: wyrwane kilka wąsów z lewej strony mordki Spadek W do 2/3 - celność obniżona o 1
medyczne przerzuty: 26/45
+ 14 szypułek nagietka
+ 70 MEDexp
Terminator zdecydował, że tropić intruza nie warto i ruszył ponownie w poszukiwaniu piszczek. Okazało się to być dobrą decyzją, bo już po chwili cichy trzepot skrzydeł dotarł do uszu Azali. Gdzieś, kawałek po jego prawej wylądował jakiś takiej średniej wielkości ptak. Maluch miał swój dom gdzieś przy szarych topolach, ale zawitał tutaj w poszukiwaniu zwierzyny. Okazja!
Azaliowa Łapa - lvl: 8 | S: 16 | Zr: 26 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 88 (90) | W: 60 (80) • rana 0 stopnia: siniak na prawym barku • rana 0 stopnia: ugryzienie w język
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A Orion nie zamierzał odpuszczać takiej okazji, więc ledwo zlokalizował lądującego ptaszka, przyjął pozycję łowiecką i zaczął się skradać w jego stronę, to kryjąc się za wyższymi kępami traw, to zastygając w bezruchu, aż do momentu, gdy udałoby mu się zbliżyć na odległość umożliwiającą dopadnięcie skrzydlatego jednym susem.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Cóż za piękny pokaz umiejętności! Szczególnie po tamtym spektakularnym upadku! Tak czy inaczej, Orionowi bez problemu udało zakraść się do ptaszka. Maluch nawet ani razu nie podniósł zaalarmowany głowy! Point wyskoczył i natychmiastowo go dopadł. Drozd nawet nie zdołał z zaskoczenia ćwierknąć.
Azaliowa Łapa - lvl: 8 | S: 16 | Zr: 26 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 88 (90) | W: 60-3=57 (80) • rana 0 stopnia: siniak na prawym barku • rana 0 stopnia: ugryzienie w język
+10 EXP
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Krwawnikowy Liść z zadowoleniem przeliczył dokładnie zebrane szypułki. Właśnie tego było mu trzeba i wszystko wskazywało na to, że mógł powoli wracać do obozu. Kocur na moment schował części roślinki, by rozejrzeć się za polującym towarzyszem. Rzeczywiście polującym, bo medyk spostrzegł, że kocur był w trakcie skradania się do ptaszka. Białowłosy ruszył ku niemu powolnym krokiem, ale zbliżył się dopiero gdy terminator upolował swoją zdobycz, żeby wcześniej mu jej nie spłoszyć.
– Znalazłem to co chciałem. Pozbierram tylko schowane medykamenty i będę się zbierrał do obozu. – Oby tylko wiatr mu nie zwiał tej reklamówki gdzieś daleko. – Też będziesz szedł, Azaliowa Łapo, czy zostajesz? – spytał zaraz.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Drozd dał się złapać bez większego problemu, więc nad Orionem nie ciążyło już ryzyko powrotu z pustymi łapami. I jak zaraz się okazało – ten powrót był faktycznie już o włos od niego. Idealnie.
– Zabiorę się z tobą. Przy tych psach, o których wspominałeś to i tak średnie miejsce na dłuższe łowy. – zadecydował, oblizując pysk z ptasiej krwi. Zaraz na długi pysk wkradł się krzywy uśmiech. – Zresztą obiecywałem, że przypilnuję dziś twoich białych kłaczków, prawda? W drodze do obozu też można natrafić na różne niespodzianki, więc pozostaje mi chyba jedynie odprowadzić ciebie pod samo wejście.
Usatysfakcjonowany swoją argumentacją chwycił drozda i w sumie był gotowy do drogi powrotnej. Przy okazji mogliby zahaczyć o jego porzucony bukiecik.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Krwawnik zdecydował się wrócić do obozu, co było w sumie dobrym pomysłem po tak owocnym dniu. A co ciekawsze... Nie ważne dokąd by poszedł, motylek by towarzyszył swojemu przyjacielowi, siedząc jak on to lubił, na jego białej czuprynie. Czy to polowanie, zbieranie ziół, spanie, czy nawet spacer, maluch z jakiegoś powodu nie odstępowałby mu na krok... No chyba że na drodze staną kwiatki. Wtedy chętnie zrobi sobie przerwę na przekąskę.
Gdyby medyk zdecydował się zaakceptować u swojego boku towarzysza, dbał o niego i wychodził z nim na kwiatki, ten wytrwałby u jego boku przez resztę swojego życia, czyli jakieś... Pół księżyca.
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
– Jasne, dzięki – powiedział i kiwnął głową. Miejsce do polowania rzeczywiście słabe na tę chwilę, niemniej chyba nie potrzebował obstawy pod samo wejście obozu – dziwnym byłoby, gdyby przez całą trasę nikogo nie spotkali. Mimo wszystko nie przeszkadzało mu towarzystwo Azaliowej Łapy, nie rozmawiał z nim nigdy wcześniej i był ciekaw, jak to się stało, że Lawenda przyjęła dorosłego samotnika do klanu. Może podczas tego spaceru czegoś się dowie. Poruszył wąsami, gdy poczuł łaskotanie na głowie od motylka. Chyba wrócą we trójkę.
Spokojnym krokiem ruszył po zakopane medykamenty, a później udało się znaleźć również reklamówkę, do której zaraz wrzucił niezapakowane zioła. Spojrzał na terminatora.
– Chyba wszystko. Chodźmy – rzucił, a następnie wziął reklamówkę w zęby. Dopiero po tym zdał sobie sprawę, że uniemożliwi mu ona zadawanie pytań w czasie podróży. Trochę szkoda.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Faktycznie niesienie zielska w przypadku niektórych bądź ptasiego trupa i kwiatków w przypadku innych stanowiło pewne utrudnienie w prowadzeniu rozmowy. A wręcz ją uniemożliwiało, ku rozczarowaniu cynamonowego pointa, który nigdy nie przepadał za marszem w ciszy. Zresztą jak często udawało mu się spotkać białego medyka poza ponurym Ziołowym Wzgórzem? Nie za często, umówmy się. A takiego nie na tyle zajętego by zaczepiać go luźnymi pogawędkami? Praktycznie wcale. No dosłownie jakby wszechświat próbował go powstrzymać przed zgłębianiem tej znajomości.
A przecież musiał go nieco zintegrować nim przedstawi mu plan na totalne przewrócenie do góry nogami wystroju lecznicy.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Iskra kochała wszystkie dzieci (w sumie całą rodzinkę) jednakowo, ale nie ma co się oszukiwać, przez wspólne treningi z Echo, to właśnie z czekoladową pointką najczęściej wybierała się na polowania. Szczególnie, że ta zdawała się je całkiem lubić? A kimże byłaby bura żeby rezygnować z pozytywnych interakcji z bliskimi, szczególnie takich gdzie nie musiała rozmawiać podczas wspólnego spędzania czasu.
– Powodzenia, wołaj w razie czego. – rzuciła w stronę terminatorki nim odbiła w bok. Powtarzała to za każdym razem dla pewności, a wręcz im dalej w ich wspólne polowania tym bardziej bura pilnowała się by przypomnieć o wołaniu w razie zagrożenia, nie było co przeceniać swoich umiejętności i wracać do obozu bez głowy!! Zamiast rozważać wszystkie czarne scenariusze z Echo w roli głównej, Iskra przyjęła pozycję łowiecką i truchtając rozglądała za piszczkami w śniegu.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
– Mhm – odpowiadam bez zastanowienia, bo po naszych wszystkich wypadach mam te kilka słów (i kilka wariantów twierdzących odmruknięć) nieodwracalnie wryte w głowę. Pewnie gdyby zdarzało mi się mówić przez sen, nie raz i nie dwa byłoby to właśnie "wołaj w razie czego".
A potem odwracam łeb w przeciwnym kierunku, naturalnie wchodzę w pozycję łowiecką i rozpoczynam nieco mniej wprawną wędrówkę po przekątnej od swojej wcześniejszej trasy, przestawiając się na wypatrywanie zwierzyny. Nie jestem przyzwyczajona do poruszania się we śniegu. Ani do polowania z łapami częściowo utkwionymi w zaspach. Nie jest to najprzyjemniejsze zajęcie na świecie, choć skłamałabym mówiąc, że w lekkiej zmianie zasad nie ma czegoś ekscytującego.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Matka z córką - wyruszyły na jedno z wielu polowań jakie razem ze sobą już odbywały wcześniej. Wspaniały sposób na spędzanie czasu między rodziną, brak rozmowy i patrzenia na siebie, a czysta agresja względem zwierząt. Jedyny problem taki, że owych zwierząt brak, nawet w koronach drzew nic nie ćwierka, jedynie mroźny wiatr szumiący wokół uszu i skrzypiący śnieg pod łapami.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Gdyby nie lodowaty wiatr owiewający uszka (Iskra momentalnie przykleiła je do czaszki, by ich sobie nie odmrozić wkrótce) to może nawet taki bezowocny spacer byłby przyjemny. Niestety warunki nie sprzyjały luźnym przechadzkom, więc jakkolwiek bura nie była zaskoczona, że i zwierzyna wolała się pochować, tak wolałaby dostrzec jakieś piórka czy futerko (wraz z właścicielem) jak najprędzej.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Spokój, cisza, nuda. Tylko mróz szczypiący w nos i powiew wiatru, który nie niesie ze sobą ciekawych woni. Żaden powód do radości, ale też nie odstępstwo od normy. Bądź co bądź, sama pogoń za piszczką to ledwie cząstka polowania. Nie zrażam się tymczasowym brakiem tropów i kontynuuję poszukiwania, skupiona na zadaniu. Obym tylko nie zmęczyła się samym brodzeniem w śniegu, zanim przyjdzie co do czego. To dopiero byłoby przegrywstwo – nie mieć energii na złapanie tego, co tuż przed tobą.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Okolica była głucha, żadnego trzepotu skrzydeł, ani futerka przyczepionego do ich właściciela; wszystko zamarło, a było to problematyczne kiedy wychodziło się na polowanie. Szczęście, a może raczej los? Podrzucił dwie takie same rzeczy, idealnie pod łapy obu wichrzaczkom. Roziskrzona Noc miała szansę zobaczyć dziwny materiał zaplątany w supeł, leżał na ziemi, a rzucić się mógł w oczu przez swój kolor. Puchaty szalik był koloru żółtego i tylko lekko przemoczony czekał na znalazcę lub poprzedniego właściciela.
Świszcząca Łapa mogła swój przyuważyć na krzaku, gdzie powiewał bezwiednie na wietrze jakby chcąc uciec od miejsca, w którym aktualnie się znajdował. Przyjemny w dotyku szalik był koloru niebieskiego, w przeciwieństwie do poprzedniego nie zdążył się zamoczyć, ale obie rzeczy były łudząco do siebie podobne. Czyżby zgubiły je dwunogi na spacerze matki z córką?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Żółta barwa wybijająca się na śniegu z reguły entuzjazmu nie wzbudzała, bo możliwości co to było za wiele nie istniało. Tym razem jednak intensywny kolor materiału związanego w kuleczkę sprawił, że ciemne uszy przywódczyni powędrowały do przodu z zainteresowaniem. Podeszła na nieco sztywnych łapach do znaleziska, bo z tworami dwunogów nigdy nie wiadomo i pacnęła je lekko, odkrywając z radością szalenie przyjemną teksturę pod opuszkami. Jakby osuszyć to już w ogóle byłoby super, więc decyzja prędko zapadła. Roziskrzona Noc chwyciła materiał w zęby i pociągnęła go w stronę pobliskich krzewów, by tam go skitrać, z dala od wiatru, który mógłby porwać niecodzienną zdobycz. A gdy już była pewna, że zawiniątko jej stąd nie ucieknie, to ruszyła na dalsze poszukiwania piszczek.