Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Czekał i czekał, mając nadzieję, że poczuje delikatne skubanie jak na łowieniu z Ognistopręgą. Jednak zamiast niego poczuł, jak coś bardzo nieprzyjemnego powoli zaczyna opatulać jego łapę, coraz bardziej i bardziej. Wręcz natychmiastowo otwarł ślepia tylko po to, żeby zarejestrować nimi coś...dziwnego. Zamiast smakowitej ryby złowił najprawdopodobniej coś, co należało do tych wstrętnych Dwunogów. Zmarszczył grzbiet nosa i choć chciał natychmiastowo wynurzyć z wody łapę, zrobił to powoli, żeby nie spłoszyć ryb, po które tutaj przylazł. Unosząc jedną z warg w górę, podniósł łapę i w jak najszybszym tempie chciał...pozbyć się siatki która jeszcze chwilę temu owinęła się wokół jednej z jego łap. W tym celu najpierw zaczął nią strzepywać później, gdy to nie podziałało rozgryzać, aby się z tego uwolnić i móc przystąpić do dalszych łowów. Po jakże ciężkiej walce z plastikową reklamówką fuknął na nią cicho pod nosem i zamiótł ją ogonem gdzieś na bok, by po chwili ponownie zanurzyć delikatnie i powoli łapę w wodzie, pamiętając oczywiście, aby jego cień nie padał na tafle. Później zaś zamknął ponownie oczy i czekał, mając nadzieje, że tym razem Gwiezdny Klan da mu coś innego niż...rzecz łysych.
Płeć: kocur Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwinący Jar
Biały jest po prostu biały, tylko oczy ma bladoniebieskie, wpadające w szarość. Jego futro nigdzie nie ubarwił żaden inny kolor, chyba że jest to błoto albo inny brud. Szatę ma długą i zawsze dobrze ułożoną; ogon długi i pierzasty; futro wystaje spomiędzy palców i z uszu; ma bujną kryzę i zwisające lekko bokobrody; nie jest najwyższym kotem w lesie, ale znajduje się w górnej granicy przeciętności i pochwalić się może całkiem masywną sylwetką, która przez czas spędzony poza klanem wykształciła duże pokłady ciężkich mięśni. Ma trzy duże blizny ciągnące się przez cały pysk po zostaniu zaatakowanym przez borsuka.
Burzliwe dzieciństwo i zniknięcie z klanu w młodym wieku spowodowało, że Biały ze strachliwego i raczej spokojnego kota zamienił się w bardzo samodzielnego kocura, który potrafi o siebie dbać, jest samodzielny i zaradny, a z podejmowaniem decyzji nie ma problemu. Przez złe wspomnienia o swoim bracie Burzy i ciągłe bycie ofiarą teraz odpłaca się wszystkim tym samym. Biały, który był słaby i nękany przez silniejszych sam teraz szuka słabszych, na których mógłby wyładowywać swoje negatywne emocje. Za wszystko co go spotkało obwinia srebrnego brata i kipi w nim głęboka chęć zemsty, zmieszana z mdłą tęsknotą za prawdziwymi rodzicami.
Po długim czasie spędzonym poza klanem udało mu się w końcu trafić na trop klanu rzeki za którym podążył bez szczególnego zastanawiania się. Kroczył blisko koryta wody, którego tak bardzo nienawidził i które o mało go nie utopiło gdy był młody. Był tym rybojadem, który bał się rzeki i za żadne skarby nie wszedłby do niej choćby sięgała tylko kostek, dlatego gdy słyszał jej szum, czuł się podenerwowany i zestresowany. Wiedział że podąża w odpowiednie miejsce tylko dlatego, że kroczył brzegiem nurtu pod jego prąd i już po chwili zapach jego starego klanu się wzmógł. Nie pamiętał go za dobrze, ale jakieś wspomnienie zostało. Usiadł na granicy i czekał na jakiegoś kota, kiedy próbował jednocześnie ignorować przelewającą się obok wodę.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Nie trzeba rozwodzić się długo nad tym co Sztormowy Pazur porabiał na granicach. Był wojownikiem, wolno mu. Chociaż to nie do końca była granica, a przynajmniej nie ta standardowa. Nie spodziewał się wiele po dzisiejszym dniu, a jednak los postanowił go zaskoczyć.
- Te, widzisz to co ja? Intruz - mruknął do Ciemnej Mordki, która wcześniej plątała mu się pod łapami, więc zgodził się ją zabrać ze sobą. Pewne nawyki jego siostry chyba zaczęły mu się udzielać.
- Te, czego tu szukasz? To tereny klanu rzeki, zmiataj stąd - rzucił ostrzegawczo, przypatrując się kocurowi i węsząc. Samotnik, jak nic! Tyle że jakiś taki... Inny. Dziwnie znajomy. - Czy ja cię skądś znam? - spytał ni stąf ni zowąd, wpatrując się w białego jedynym ocalałym okiem.
Płeć: kocur Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwinący Jar
Biały jest po prostu biały, tylko oczy ma bladoniebieskie, wpadające w szarość. Jego futro nigdzie nie ubarwił żaden inny kolor, chyba że jest to błoto albo inny brud. Szatę ma długą i zawsze dobrze ułożoną; ogon długi i pierzasty; futro wystaje spomiędzy palców i z uszu; ma bujną kryzę i zwisające lekko bokobrody; nie jest najwyższym kotem w lesie, ale znajduje się w górnej granicy przeciętności i pochwalić się może całkiem masywną sylwetką, która przez czas spędzony poza klanem wykształciła duże pokłady ciężkich mięśni. Ma trzy duże blizny ciągnące się przez cały pysk po zostaniu zaatakowanym przez borsuka.
Burzliwe dzieciństwo i zniknięcie z klanu w młodym wieku spowodowało, że Biały ze strachliwego i raczej spokojnego kota zamienił się w bardzo samodzielnego kocura, który potrafi o siebie dbać, jest samodzielny i zaradny, a z podejmowaniem decyzji nie ma problemu. Przez złe wspomnienia o swoim bracie Burzy i ciągłe bycie ofiarą teraz odpłaca się wszystkim tym samym. Biały, który był słaby i nękany przez silniejszych sam teraz szuka słabszych, na których mógłby wyładowywać swoje negatywne emocje. Za wszystko co go spotkało obwinia srebrnego brata i kipi w nim głęboka chęć zemsty, zmieszana z mdłą tęsknotą za prawdziwymi rodzicami.
I już po chwili przyszła do niego rzeczna eskapada z jakimś burkiem na czele, który dużo szczekał szukał guza. Biały zachował spokój i nawet nie skrzywił swojego przeoranego bliznami pyska, bo nie chciał tracić czasu na byle łachmana z klanu, którego nie znał. Musiał porozmawiać z gwiazdą. Przynajmniej tyle mu mówił rozsądek. - Nie musisz mnie uświadamiać, urodziłem się tu. Więc tak, możesz mnie znać.
On nie rozpoznawał kota z którym rozmawiał. Nie pamiętał zapachów rodzeństwa i nie pamiętał za bardzo jak wyglądali, ale na pewno zapamiętał ich z dwoma oczami. - Chcę pomówić z czerwoną gwiazdą, jeśli jeszcze żyje. Możesz jej powiedzieć, że chcę wrócić.
Powiedział bardziej do kotki obok kocura.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- Moment, moment - burknął, dając Ciemnej Mordce znak ogonem, żeby nie ruszała się nawet na krok bez jego pozwolenia, szepcząc jej przy okazji do ucha "on może coś kombinować". Nie ufał obcym. Nie po tym, jak pobił się z gromową kocicą i stracił oko. Zaczynał być ostrożniejszy. Jasne, jasne, oni pobiegną po Czerwoną Gwiazdę, a ten przychlast sobie wkroczy na ich tereny i będzie po nich beztrosko hasał dopóki nie wrócą. Sztormowy Pazur zmrużył oko, wpatrując się w śnieżnobiałego kocura. No, no, komuś tu wyraźnie naszczali do owsianki. Nie wierzył przybyszowi, a fakt, iż znał imię ich Gwiazdy w ogóle do niego nie przemawiał. To wiedza powszechna, każdy śmierdzący pieszczoch z odrobiną oleju w głowie mógł się tego dowiedzieć.
- Podaj swe imię i imiona twych rodziców, wtedy sobie z nią pomówisz. Bo coś ci nie wierzę, wiesz? - stojący przed nim kocur wyglądał na młodego. Mniej więcej w jego wieku, może nawet młodszego, może minimalnie starszego. Jeżeli urodził się w tym samym klanie, co Sztorm, złoty wojownik powinien go mniej więcej kojarzyć.
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Ababa poszedł - a jak! - polować. I to nie byle co - zdążył już przypodobać sobie łowienie. Doskonale wiedział, że polowanie na ptaki i myszy nie jest jego mocną stroną, ale ryby to była zupełnie inna sprawa - lubił jej jeść i lubił na nie polować. Tym razem zaszedł od strony bardziej zarośniętej, mając nadzieje, że będzie miał okazję upolować coś innego. A właściwie - przyszedł się poplątać. Pochylił się nad rzeką i wypił trochę wody, czując przyjemne orzeźwienie. Była cudowna pogoda, a jego rude futro błyskało w świetle działając jak kamizelka odblaskowa. Jeśli większość potencjalnej zwierzyny jeszcze nie uciekła na ten oślepiający widok, to teraz ma ostatnią szansę.
Rozglądając się leniwie zauważył, jak znajoma postać również wyrusza w te okolice. Jego źrenice rozszerzył się momentalnie, uświadamiając sobie, kogo właśnie widzi - czy to jakieś cudowne zrządzenie losu?!
Zrządzenie czy nie, nie zamierzał siedzieć z założonymi łapami. - Heeeeeeeeeeeeeeeej! - zawył wesoło i donośnie, prawdopodobnie odstraszając nawet 99,9% bakterii. Nici z dzisiejszego polowania, ale nie o to martwił się teraz Ababa. Machał wesoło i szaleńczo do Przepiórki po czym wyruszył w jej stronę. - Hejhejhej! Idziesz na polowanie? Może chciałabyś się przejść na jakiś spacerek? - wyszczerzył do niej ząbki, nareszcie do niej doskakując.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Początkowo w planach miałam polowanie, a potem powrót do obozu, bo złożyło się tak, że byłam sama. Niestety, nie zapowiadało się na to, by łowy były owocne; nie mogłam znaleźć nigdzie zwierzyny, jakby wszystko się pochowało. Ojej, to było strasznie niefortunne, tym bardziej, że szczególnie byłam zdenerwowana tą sytuacją. Byłam w stanie się obronić w razie czego, ale mimo wszystko nie chciałam być tutaj sama, bo po prostu nie było to zbyt przyjemne. Z drugiej strony nie chciałam wracać z pustymi łapami, więc szukałam, nasłuchiwałam, węszyłam i...nic. Może dlatego zaszłam aż tak daleko w poszukiwaniu czegoś?
Nie wiem, jak to się stało, że skupiłam się jedynie na zwierzynie i zignorowałam zapach kogoś jeszcze, ale...cóż. Prędko poczułam konsekwencje moich działań, bo z łatwością wyprowadził mnie z równowagi radosny krzyk Rabarbara. Mimowolnie spięłam mięśnie i cofnęłam na moment uszy, a moje futerko się lekko uniosło i nastroszyło. Po chwili jednak dotarło do mnie czyj był to głos i że zdecydowanie nie miałam czego się bać. Zaśmiałam się do siebie trochę nerwowo, lokalizacjąc prędko rudzielca i posyłając mu uśmiech. Poprawiłam pośpiesznie futerko na piersi, by po tym zamruczeć krótko, kiedy już przyjaciel znalazł się obok. — Cześć, Habahbah! — odpowiedziałam mu, zanim przeszłam do odpowiadania na jego pytania. — Ach...w z-zasadzie to cały czas byłam na polowaniu, ale nie mogłam n-nic znaleźć. C-chyba nie wyłapałeś stąd c-całej zwierzyny, co? — rzuciłam, może nawet samą siebie próbując trochę...rozbawić tym żartem. Nie chciałam mu umniejszać, na pewno dobrze sobie radził z polowaniem, ale to było raczej niemożliwe, by jeden kot upolował tyle zwierząt! Z kolei na propozycję spaceru uśmiechnęłam się pogodnie, skinąwszy głową. To brzmiało bardzo miło, z kolei dalsze szukanie czegoś w takich warunkach...mogło być jeszcze cięższe, zważywszy na to, że wojownik dał o sobie znać całej okolicy. Nie miałam mu tego za złe, oczywiście! Był świetnym kotem i jego towarzystwo jakoś tak...było przyjemne, tak po prostu. Z innymi kotami też było fajnie, oczywiście, nie zastąpiłabym nikim mamy, czy Pliszki, ale syn Owocowej Gałązki sprawiał, że czułam się po prostu tak, um, fajnie. Nigdy nie było z nim nudno, nie wydawał się nigdy mnie oceniać i po prostu mu ufałam.
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar biegł przez pola jak w zwolnionym tempie, niczym w akompaniamencie muzyki do Chariots of Fire , z długim, rudym futrem powiewającym na wietrze. Byłniesiony jak na skrzydłach miłości, szczerząc się jak głupi do serca, po czym nareszcie zaczął zwalniać, robiąc wdzięczne kółko wokół Przepiórki i odwzajemniając szeroki i wdzięczny uśmiech. Ach, co prawda nie tak wdzięczny i uroczy jak, jej, ale dał z siebie wszystko!
Jego serce zabiło mocniej, słysząc jej znajome "Habahbah". - Hehehe, nie no, co ty! Jakbym wszystko wyłapał, to co inni wojownicy mieliby do roboty? - nadymał się i zachichotał, po czym dodał: - Ja też niezbyt znalazłem, ale właściwie dopiero zacząłem, a teraz to już pewnie wszystko uciekło! Wybacz, nie mogłem się powstrzymać od zawołania cię, gdy cię zobaczyłem! - powiedział cały w skowronkach - Aleeee! Nic się nie stanie, jeśli dzisiaj nic nie przyniesiemy, a może akurat coś nam się trafi po drodze, hm? O, możemy iść nad rzekę, tam jest dużo ryb! - powiedział najbardziej oczywistą rzecz na świecie, jednocześnie mając nadzieję trochę zaimponować dziewczynie swoją umiejętnością polowania na ryby - to była jedna z niewielu rzeczy w treningu, jakie mu wychodziły. Powiedzmy.
Podreptał wesoło w miejscu i zaczął powoli iść w stronę Rzeki, sprawdzając, czy Przepiórka do niego dołączy.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Wolała uniknąć konieczności proszenia się klanów o pomoc... jednak wyglądało na to, że jednak będzie do tego zmuszona. Pomimo najszczerszych chęci Tonące Słońce nie mógł jej pomóc, a ona nie mogła czekać dłużej i udawać, że ból przeminie sam z siebie. Była już trochę zbyt stara i zbyt doświadczona, by wiedzieć, że to nie działa w ten sposób. Zdecydowała się na poszukiwanie pomocy w Klanie Rzeki - wciąż miała w głowie pomoc, jaką otrzymał Iskra od ich starego medyka, Łososiowej Łuski. Rzeczniacy wydawali jej się bardziej rozsądnym wyborem od Cienistych, a Gromiaków nawet nie brała pod uwagę - pamiętała przecież przekazaną przez patrol informację, że Klan Gromu polował na samotników. Mogliby ją łaskawie dobić i zakończyć cierpienie, zamiast udzielić pomocy.
W okolicy Torfowego Rojstu natknęła się na Żołędziową Cętkę. Poprosiła ją, by przyprowadziła Księżycowy Pył - szylkretka wówczas poinformowała ją o tym, że Księżycowy Pył nie żyje, ale zaraz przyprowadzi jej terminatora, tylko żeby nie przekraczała granicy i będzie fajnie, bo zaufa jej na słowo. Kotka paplała coś jeszcze i pewnie nie zamknęłaby mordki, gdyby Persefona nie zapewniła jej, że jest świadoma granic i poczeka, ale naprawdę chciałaby, aby medyk spojrzał na jej poobijany bok. Gdy wojowniczka w końcu odeszła, Persefona przycupnęła w cieniu pobliskiej brzozy i przymrużyła powieki, czekając.
[size=59]Rana 2?? stopnia: lekkie obicie boku. nie mam pojęcia jak traktować tę ranę, bo trwałem w limbo przez miesiąc tylko po to, żeby się okazało, że Toń nie ma jak jej wyleczyć
Nie spodziewał się, że zawita u niego Żołędziowa Cętka. Coś się stało, któreś jej kociąt sobie coś zrobiło? Ona sama poczuła się gorzej? Kotka jednak bardzo szybko zaczęła się tłumaczyć, trajkotać i w efekcie jedyne, co Barwna Łapa wywnioskował z jej wypowiedzi, była informacja o samotniczce z poobijanym bokiem, która czekała na pomoc przy granicy. Terminator zamarł na chwilę, zastanawiając się, co powinien zrobić. Samotniczka? Szybko dopytał szylkretkę, co konkretnie nieznajoma powiedziała i w odpowiedzi uzyskał, ponownie, bardzo lakoniczny opis - obity bok. Ach, no dobrze. Nie miał jednak wątpliwości, że będzie musiał... jakoś pomóc. Kodeks medyka mu to nakazywał, zresztą, nie tylko kodeks; jego własne sumienie.
Wrócił do Żołędziowej Cętki z liściem stokrotki w zębach. Widział już raz jak... Księżycowy Pył, dawno temu, opatrywała obity bok Czerwonej Gwiazdy. Stokrotka lub jakubek, mówiła mu wtedy. Liczył, że jeden liść wystarczy w przypadku samotniczki, tak, jak wtedy przy Czerwi. Chciał pomóc, ale nie zamierzał marnować medykamentów na kota, który nie należał do Klanu. Znał swoje priorytety i obowiązki.
Poprosił szylkretową matkę, aby zaprowadziła go z powrotem do rzeczonej samotniczki na granicę. Spacer z powrotem na Torfowy Rojst zajął im chwilę, a Barwna Łapa miał okazję zapamiętać kilka dodatkowych ścieżek własnych terenów. Wzdłuż rzeki.
Podziękował Żołędziowej Cętce, robiąc krok do przodu i pierwszy raz przekraczając granicę Klanu Rzeki. Zauważył jasny, okrągły kształt w cieniu brzozy i domyślił się, że to właśnie poszkodowana samotniczka. Przełknął ślinę, odstawiając liść stokrotki pomiędzy swoje łapy.
- Dzień dobry - przywitał się, podchodząc bliżej i, z przyzwyczajenia, oglądając pospiesznie jasne ciało kocicy. Krótki ogon, pourywane uszy, blizna na połowie pyska która... nie wyglądała, jak jakakolwiek normalna rana z jaką Barwna Łapa miał do czynienia kiedykolwiek. Zapewne dzieło dwunogów. Nawiązał ze starszą kocicą kontakt wzrokowy, wpatrzony w jej chabrowe ślepia. - Jestem Barwna Łapa, terminator medyka Klanu Rzeki. Obity bok, prawda? Który?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Czekała. Obserwowała, jak chmury powoli płyną po błękicie nieba nad jej głową, pozwalając, by to przeraźliwie nudne zajęcie zajęło jej myśli w trakcie oczekiwania na rzecznego medyka. Tak bardzo zatonęła we własnych myślach, że nawet nie zorientowała się, jak długo musiała czekać. Gdy jednak dostrzegła, że zbliżał się do niej wysoki, biały kocur ze srebrzystymi łatami, zamrugała, by ostatecznie strząsnąć z siebie senność, jaką przyniosło nudne zajęcie w ten równie mdły, słoneczny dzień. Przymrużyła powieki, ogniskując spojrzenie na Barwnej Łapie, który podszedł bliżej.
- Dzień dobrry - przywitała się również, świszcząc przedłużonym "r". Barwna Łapa. Nie przypominał jej Łososiowej Łuski, który był potężnym kocurem o twardym spojrzeniu. Nie pamiętała, jak wygląda Księżycowy Pył, choć wydawało jej się, że przecież widziała ją raz czy dwa podczas patroli - pamiętała jedynie jej piaskowe futerko i chłodne oczy. Barwna Łapa wydawał się być zupełnie inny niż jego poprzednicy. - Perrsefona. I... tak, zostałam zaatakowana, uderzono mnie w lewy bok, mniej więcej na wysokości barrku - dodała, wskazując ruchem głowy na konkretne miejsce, w które Barwna Ścieżka wymierzyła cios.
Słyszał wiele rzeczy o samotnikach. Słyszał nieprzychylne opinie, jak to mają tendencje do naruszania granic, jak trzeba ich zawsze przeganiać gdy chociażby zbliżą się do Klanowych ziem; że są intruzami, niezdolnymi do życia w Klanie, ale gdy patrzył na pokiereszowany pysk jasnej kocicy i gdy patrzył w jej ciemne, chabrowe ślepia... nie pasowała do opisu stereotypowego samotnika wykreowanego przez część Klanowych kotów. Sam Barwinek nigdy nie widział osobników żyjących poza Klanem jako "zarazę" czy faktyczne "zagrożenie", a odnosił wrażenie, że tak na owe koty patrzą niektórzy. Kot to kot. Nieważne, gdzie się urodził. Miał takie samo prawo do życia; krew ta sama. A Barwną Łapę i tak i tak obowiązywała pomoc... każdemu.
- Ładne imię - odparł pogodnie, lekkim głosem, komentując imię starszej kocicy. Nie miał pojęcia, co znaczyło Persefona; brzmiało dziwnie, ale... całkiem elegancko. Szczególnie, gdy sama kotka to wymawiała, z "r" przeciągniętym na jej języku.
Barwinek kiwnął głową, pozwalając sobie podejść bliżej kocicy, łapą dotykając miejsca które mu wskazała wcześniej. Upewnił się jeszcze raz, że to na pewno tu, zanim przeżuł w zębach przyniesiony tu liść stokrotki. Wziął ten największy, aby starczyło go na całą powierzchnię ewentualnego obicia, ale żeby nie przerzedzić składzika zbytnio. Wsmarował powoli maść w lśniącą, białą sierść Persefony, w miejscu w które została uderzona.
- To powinno wystarczyć, Persefono. Masz... legowisko gdzieś nieopodal? Rodzinę, kogoś bliskiego? Będziesz musiała na siebie uważać, maść musi się dobrze wchłonąć - Barwna Łapa strzepnął uchem, milcząc, zastanawiając się chwilę. - ... użyłem liścia stokrotki. Na przyszłość, gdyby coś podobnego kiedyś Ci się przytrafiło - nie wątpił, że kocica sporo od niego starsza, pewnie doświadczona wiedziała, jak wyglądają stokrotki, bo były to kwiaty dość... pospolite.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Kąciki jej warg drgnęły w lekkim uśmiechu na jego słowa - ten jednak szybko się rozmył, gdy samotniczka obserwowała, jak kocur dotyka jej poturbowanego boku, a następnie rozgryza liść, który przyniósł ze sobą i wciera leczniczą maść w jej sierść. Nie było to przyjemne, nie tylko ze względu na to, że dotyk wiązał się z lekkim bólem, ale również i przez to, że zielonkawa mamałyga wtarta w jej sierść bardzo odcinała się od śnieżnej bieli jej futerka i była jasnym sygnałem, że samotniczka jest osłabiona i podatna na atak.
- Już nie - odpowiedziała sucho, nie patrząc na kocura, a jedynie na jego dzieło rozsmarowane na jej boku. - Ale będę ostrrożna. Dziękuję - powiedziała po chwili milczenia, gdy przeanalizowała sytuację oraz słowa kocura. Obróciła głowę, by znów zwrócić swój krótki pyszczek w stronę terminatora medyka.
- Ach. Czyli jednak stokrrotki - rzuciła jeszcze w odpowiedzi na jego ostatnie słowa. - Tak właśnie myślałam, że to ich liśćmi nacierra się stłuczone miejsca - dodała. Nie była pewna, nawet jeżeli mówiła o tym Tonącemu Słońcu, który nie był pewien, czy miał potrzebne mu zioła. Teraz... przynajmniej mogła być pewna tego, że w sytuacji, gdyby znów została poturbowana, będzie w stanie sama poradzić sobie poprzez odnalezienie tego pospolitego kwiatu. To była niezwykle przydatna informacja.
- Jeżeli mogę spytać... co się stało z Księżycowym Pyłem, Barrwna Łapo? - spytała nagle. Nie była szczególnie zainteresowana losami rzecznej medyczki, jednak prawdą było to, że życie na dobrowolnym wygnaniu było przede wszystkim niezwykle samotne. Barwna Łapa i tamta paplająca bez sensu wojowniczka, jakkolwiek się nazywała, były pierwszymi kotami, do których mogła otworzyć pysk od dłuższego czasu.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No cóż... Dzień jak co dzień. Nic szczególnego się w życiu Płomyka nie działo. Spotkał już trochę samotników i póki co żaden nie był do niego złowrogo nastawiony. Tak więc mógł dalej zwiedzać. A mówiąc zwiedzać to kręcić się gdzieś blisko klanów. Dziś postanowił kręcić się niedaleko granic z Rzeką. Liczył na to, że spotka jakiś znajomy pysk. Chętnie by pogadał z Niedźwiedź ale pewnie by go wyśmiała za to, że już nie jest klanowiczem a może wręcz zaczęła by go traktować jako wroga. Więc może lepiej nie. Ale oprócz jej znał też inne koty z klanu Rzeki. Na przykład Srebrna Łapa. Ona chyba go lubiła a dawno jej nie miał okazji zobaczyć. Sporo kotów dawno nie widział i zdegradowany myślał, że zapewne zniknęli z klanu bądź eee... Umarli. Tak jak większość kotek z którymi miał okazję rozmawiać. Miał nadzieję, że Niedźwiedź tak nie skończyła bądź co gorsza Śliwką. No tak Śliwka... Ostatnio jak z nią rozmawiał raczej nie była przyjaźnie do niego nastawiona. Chciała żeby ją zostawił i tak zrobił ale czy dobrze uczynił? W tamtej chwili czuł się bezradnie bo Śliwką była wtedy mocno zła. Nigdy jeszcze na niego nie podniosła głosu i od tamtej pory się zastanawiał czy zrobił faktycznie coś nie tak. Nie mógł jednak sobie odpowiedzieć.
Wzdychnął a następnie ruszył dalej. Szedł spokojnie i co jakiś czas patrzył na tereny klanu Rzeki, podziwiając przy tym widoki. Oczywiście nie był blisko granicy nie chcąc sobie dorobić problemów.
Co jak co ale chyba nie wiedział by co powiedzieć Śliwce gdyby go zobaczyła...
/Śliwka :V
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Gdy Ciemna Mordka zaproponowała jej wspólny spacer i łowienie ryb, Śliwkowa Pestka nie mogła jej odmówić. Biała Burza ostatnio gdzieś się zapodziała i nie było widać jej w obozie co...Zaniepokoiło Śliwkę. To właśnie ze swoją dawną podopieczną Owocówka chadzała na spokojne spacery, a to na polowanie a to na obserwacje owadów. Jednak gdy również młodsza od niej, spokojna i ułożona Ciemna Mordka zaproponowała jej pewnego razu wspólny posiłek i spacer, córka Kos postanowiła dać i jej szansę. Od tamtej pory ona i wojowniczka były dobrymi koleżankami, dlatego też gdy córka Płonącego Świtu ponownie zaproponowała czarno-białej wyjście - ta z przyjemnością się na nie zgodziła. Dziś zawędrowały razem na Torfowy Rojst, a dokładnie jego okolice, próbując złowić parę ryb w nieco węższym korycie Grzmiącej Rzeki. Było to naprawdę odprężające i przyjemne zajęcie, dlatego też Śliwka z przyjemnością się go podjęła odrywając się na chwilę od myśli zalegających w jej głowie; na całe szczęście już nieco mniej nachalnie niż paręnaście wschodów słońca temu. Po zakończeniu polowania na ryby, obie kotki chwilę porozmawiały przy chłodnym brzegu wymieniając się anegdotami, podśmiechując się pod nosem. Śliwka czuła, jakby znalazła kota, kogo mogła nazwać koleżanką, w którego towarzystwie czuła się swobodnie i dobrze. A takich kotów jej ostatnio brakowało. Coraz więcej bolesnych dziur i ubytków musiała zapełniać w swoim sercu gdyż jeszcze większa ilość kotów ją opuszczała, na co nie była w ogóle gotowa. Ostatecznie rozdzieliła się z Ciemną Mordkę - dość niechętnie zostawiając nieco niezdarną koleżankę samą sobie, jednak! Nie rozdzieliły się bez powodu, a dla polowania. Życzyła koteczce powodzenia i ruszyła w swoją stronę prawie od razu wpadając na świeży trop szczura. Gdy dojrzała swoją zdobycz, zaczęła się d niej skradać. Na swoje nieszczęście stworzenie jednak ją wyczuło i musiała ruszyć za nim w pogoń, dobiegając w końcowym efekcie aż pod samą granice z Ziemiami Niczyimi i niedaleką Grzmiącą Ścieżką. Niestety, nie udało jej się złapać uciekiniera, za to dojrzała coś, a raczej kogoś znajomego - rudawe futro o charakterystycznej, ciemniejszej prędze na grzbiecie... Przez pierwszy moment nawet pomyślała, że był to Skrzące Słowo, jednak ten był o wiele masywniejszy i posiadał długie futro. To nadal jednak nie wyjaśniało co cienisty kocur robi aż tu! Zacisnęła nieco zęby na dolnej wardze czując mrowienie strachu i zawstydzenia w łapach, jednak ostatecznie zdecydowała się podejść bliżej i wyłonić z nieco wyższej trawy kawałek przed granicą - a co za tym idzie - i kocurem. xx— C-co tu robisz, Płonący Lesie?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l