Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Oh? Towarzystwo nadeszło szybciej, niż się spodziewałam. Koty były teraz wszędzie. Na każdym dosłownie kroku. Szło się o nie potknąć. Przesunęłam podbródkiem po swojej łapie i oparłam o nią głowę, zerkając nudno na śnieżną kotkę. Raz czerń. Raz biel. Cóż za monotonność. -Dzień dobry - powiedziałam, kładąc na to mocny nacisk. Rozmowę należy zacząć z kulturą, a nie jak niewychowany dzikus... oj. No tak. Ta kocica jest dzikusem. - Tak się składa, że znam, a co? Chcesz do nich dołączyć? - rozczaruję Cię, ale to niemożliwe - O każdym mam inne zdanie. Każdy jest inny... wyjątkowy na swój sposób - wymruczałam, przyglądając się jej z zainteresowaniem. No dalej, panienko, mów, co leży Ci na tym paskudnym sercu. Szukasz dobrej przyszłości w klanie? Och, a może chcesz któremuś podrzucić kocięta? Wesoło, wesoło.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Po zdecydowanie dłuższej chwili zdołała cokolwiek powiedzieć. - Dzień Dobry - odpowiedziała kotce. Biorąc pod uwagę całą jej wypowiedź można określić, że nie ma najlepszych stosunków z klanami. Chociaż może ma dobre? Mrok była niepewne co do tego tematu. - Dołączyć? - prychnęła. Ona dołączyć. I co jeszcze. Dołączy do jakiegoś klanu jak jeże zaczną latać. - Ja chcę zemsty na jednym z nich. Szukam kotów, które chciałby mnie wspomóc - dodała po dłuższej chwili. Po kilku uderzeniach serca jej pysk przybrał nawet przyjazny wyraz. - Przepraszam za moje wcześniejsze podejście. Chciałam mieć pewność, ze nie rozmawiam z jakimś pieszczochem co współpracuje z klanami. - dodała. Ona jest wychowana. Po prostu musi wiedzieć z kim ma doczynienia. Oby ta kotka okazała się równie chętna jak Jaskółka. Jeżeli będą zbliżone do siebie pod względem chęci, powinna uzyskać trzy kot w swojej gwardii. A trzy kot to nie jest tak mało, jak się wydaje. Trochę bardziej zadowolona niż przed chwilą usiadła tak aby być w miarę na przeciwko kotki. Rozmowa w której patrzy się sobie w oczy wydaje się dla Mrok bardziej naturalna i wiarygodna.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Kąciki mojego pyska uniosły się w zaczepnym uśmiechu, a niebieskie ślepia zaiskrzyły spod przymrużonych powiek. A więc kotka chciała zemsty. Interesujące. To dlatego niemalże natychmiastowo przeszła do rzeczy i nie owijała w bawełnę. Interesujące po dwakroć. Musiała być zdesperowana i jednocześnie w pośpiechu, skoro nie poświęciła nawet uderzenia serca na wyczucie moich intencji. Doprawdy, czy chwila rozmowy jest aż tak ciężka? Zamruczałam melodyjnie, kołysząc ogonem na boki.
- Zemsty? - prychnęłam - Poszukujesz kotów, które będą walczyć za Twoją sprawę i które być może oddadzą za Ciebie życie. Pozwól, że zadam Tobie dwa pytania, dwa bardzo istotne pytania - oblizałam pyszczek i nadal leżąc w oknie i czując coraz większe zaciekawienie całą sprawą. Nigdy bym nie sądziła, że samotnicy wezmą sprawy w swoje łapy i zaczną się gromadzić, by utworzyć jakąś większą sprawę, a tu proszę... jak na dłoni.
- Co oferujesz w zamian? Wiesz, jeśli oddam za Ciebie swoje zdrowie, bo w przypadku życia nie będę zbyt rozmowna, chciałabym otrzymać coś w ramach osłody i nagrody - pytanie pierwsze - I za co konkretnie chcesz się mścić oraz na kim? Nie zrozum mnie źle, ale chciałabym znać Twoje powody, nim się zgodzę, jako że wyznaję pewne zasady moralności i niektóre rzeczy stoją w opozycji wobec nich.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
- Coś w tym rodzaju. W teorii jestem wręcz przekonana, że w walce jeden na jeden bym wygrała, ale pomocników nigdy za wiele. - a bardziej chodzi jej ot to, że Śliwka wcale nie musi sama z nią stawać do walki. Jak zwoła matkę, wujków i resztę rodziny do będzie po niej. Żałowałą trochę teraz, że przed odejściem nie zagłębiła się bardziej w drzewo genealogiczne rodziny Śliwki. Równie dobrze może mieć ojca i trójkę rodzeństwa, lub całe zasoby rodziny a nawet pół klanu. Niby w klanie wszyscy są spokrewnieni. A co jeśli ona ma w sobie krew Śliwkowej Rodziny. Zabawne, doprawdy zabawne. - A co ty byś chciała? Czego pragniesz? - zadała swoje klasyczne pytania. Może kogoś zabić.... Nie to nie wchodzi w grę. Nie tego chcał Gwiezdni. Tylko czy Gwiezdni wogóle pochwalają takie zachowanie? Ona w nich nadal wieży... Lecz czy tak naprawdę zrobiła coś złego? Oto jest pytanie. Pytanie na które ciężko znaleźć odpowiedź.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Zaśmiałam się. Sucho. Chłodno. Ciemno. Bardzo nieprzyjemnie. Och, jakaż ta śnieżynka była przeskromna. Wygrałaby w walce jeden na jeden? Taka była tego pewna? Nie chciałam jej rozczarowywać, lecz te koty, które gadają najwięcej i które są pewne swojej siły, najczęściej kończą pokonane, w najlepszym rzecz jasna wypadku, gdyż w najgorszym po prostu martwe. - Skoro masz ambicje na wyrżnięcie całego klanu szczerze wątpię, abyś sama sobie poradziła. Mądrze, że szukasz popleczników, bardzo mądrze - niemądry jest jednakże sposób w jaki to robisz, kruszyno. Zamruczałam. Podniosłam się z miejsca i zeskoczyłam na miękką trawę, by zbliżyć się do nieznajomej lekkim krokiem pełnym uroku, a następnie stanąć przed nią i spojrzeć na nią lekko z góry. Byłam wyższa, lecz smuklejsza. Ona mniejsza, lecz bardziej szeroka. Fascynujący duet, lecz nadal nijak umywało się to do posiadania Cyprysowej Łuski u boku. Mięśniaka, który lubił odwalać brudną robotę z czystą radością serca. Siostra Wilka żyła chyba tylko po to, aby używać siły swoich łap do tłuczenia innych po mordach, a mi to odpowiadało. - Pragnę siły, pragnę piękna - wyszeptałam do jej ucha - Nie pogardziłabym również wiedzą medyczną - dmuchnęłam w jej małżowinę i zaśmiałam się cichutko. Bzdura. Kompletna bzdura. Zielska mnie nie interesowały, lecz chętnie poznałabym jakieś podstawy, które mogą się przydać. Wystarczalność jest słodka. - Nadal jednakże nie odpowiedziałaś na moje drugie pytanie - ogłuchłaś? - Czekam zatem - nim dam odpowiedź, sama muszę ją dostać.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
- Całego klanu? Nie koniecznie. Bardziej chodzi mi tu o klanowiczkę. Chociaż wyrżnięcie Rzeki nie jest głupim pomysłem. - odpowiedziała. Nie miała może jakiegoś większego zamiaru wybijać całej Rzeki. Może parę kotów? Jaskółka mówiła coś o Czerwonej Gwieździe. Jakby zabił tylko dwie... No może jeszcze ten kocur co pomagał Śliwce... Trzy. Trzy starczą. Są juz dwa koty w jej gwardii. Jak zbierze sześć, będzie mogła myśleć o przeprowadzeniu ataku. Siła i piękno. No pięknie. - A jakiegoś materialne rzeczy? - zapytała. Bardziej dogłębne joty, które analizują każde słowo, mogły nawet wychwycić odrobinę nadzieji w głosie. Kota... Wydawała się dobra do jej gwardii. A może by tak udać się do tego całego Iwana o którym tyle koty mówią? Kto wie? - Wyzwano mnie. O skarżono o zabójstwo. Miała słuchać rozkazów MŁODSZEJ wojowniczki. -.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
W końcu musiała przyjść pora na zastanowienie się co dalej. Nie mógł przecież zostać przy granicach klanu Gromu już na zawsze, to mogło być niebezpieczne. Na osiedle nie chciał wracać, bał się, że znowu będą chcieli go złapać. Jedyną właściwą opcją było nauczyć się polować i znaleźć schronienie. Na walkę przyjdzie czas później. Najważniejsze jest jedzenie. Jako pierwsze postanowił zająć się szukaniem swojego miejsca, w którym mógłby się choć na jakiś czas osiedlić. Zwykle poszukiwania zaczynał rankiem, bo wtedy było najbezpieczniej. Trwało to jakoś do południa, później rezygnował i robił sobie długą przerwę.
Kolejny dzień z rzędu poświęcił na szukanie. Znalazł już kilka miejsc, jednak każde miało swój minus, który mu przeszkadzał. Za daleko granic? Odpada. Za blisko dwunogów? Odpada. Nie pasowało mu nawet to, że w pobliżu były nie te kwiaty, które chciałby. No cóż, był wybredny i płacił za to. Opuszczone gospodarstwo wydawało mu się najlepszym wyborem. Miał dach (a chociaż jakąś jego część), był idealnie ukryty wśród zielska i, jak sądził, nic mu nie zagrażało. Nie wydawało mu się, że miejsce to jest przez kogoś zamieszkiwane, nie wyczuł zapachu obcego kota. Wszystkie były stare, ledwo wyczuwalne. A to zachęciło go jeszcze bardziej. Co prawda kryjówka nie była tak blisko terenów klanu Gromu, ale to nic. Przecież on i tak nie ma zamiaru tam wrócić. Myślał nad tym podczas rozkładania się w ruinach. W szybkim czasie zrobił sobie legowisko oraz przyozdobił trochę pustą przestrzeń. Jedyne co mu zostało do roboty to dokładne rozejrzenie się po okolicy, co właśnie robił.
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Robiło się coraz cieplej a według opowieści starszych wojowników w porze nowych i zielonych liści gdy słońce dokazywało dwunodzy lubili zapuszczać się w okolice klanów. Tak więc postanowiłem poprowadzić samotny patrol w okolice Siedlisk Koni. Miałem nadzieję że nie spotkam nigdy dwunoga ale wolałem już spotkać jednego i zawiadomić Klan Gromu o możliwym niebezpieczeństwie nawet jeśli miałbym się najeść strachu. Szedłem szybkim sprężystym krokiem zrównując głowę z grzbietem. Mój spacer trwał już dłuższą chwilę i chciałem już powoli zawracać gdy gdzieś przede mną mignęło mi znajome buro białe futro, a do nosa doleciał zapach podobny do tego należącego do mojego dawnego przyjaciela, Morwowej Łapy. Być może zapach byłby identyczny gdyby nie to, że zamiast woni Klanu Gromu wyczułem tą charakterystyczną dla samotników. Zdziwiony otworzyłem szerzej oczy i ruszyłem w kierunku kota. Gdy byłem już pewien że przede mną stoi ten Morwa nie wiedziałem co zrobić. Po chwili zastanowienia ruszyłem szybkim krokiem w jego stronę z szerokim uśmiechem. - Morwa, gdzie zniknąłeśss? - zapytałem szybko gdy byłem już może odległość kociego ogona od niego. Na moim pysku był łagodny uśmiech a oczy były przepełnione troską. Martwiłem się o niego. Przez wiele dni chodziłem struty bając się że coś mu się stało, ale żył i z tego co zauważyłem nie wyglądał najgorzej.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Nie sądził, że w okolicy jest jakiś inny kot. Wydawało mu się, że nikogo tu nie ma, oczywiście opórcz jego samego. Miał wrażenie, że jest uważny, żę jego węch jest zawsze w gotowości i go nie zmyli. A jednak nie. Może zbyt się zagapił z ekscytacji swoją nową kryjówką, a może nie potrafi wyczuć innych kotów. Sam nie wiedział. Mimo wszystko, gdy tylko zorientował się, że ktoś jest w pobliżu, od razu się zatrzymał. Do jego nozdrzy dotarł znajomy zapach. Klan Gromu. Po takim czasie dalej pamiętał jego woń, ale słabiej niż powinien. Lecz na to praktycznie nie zwracał uwagi, poprzypomina sobie zapachy później. teraz miał większe kłopoty. Czy znalażł go patrol klanu? Czy przyszli tu za nim po to, aby go zabić? Jak to zwykle, w jegho głowie zaczęły się kłębić czarne myśli, najgorsze scenariusze. Wziął głęboki wdech, przygotowany na ujrzenie obcego kota lub kotów. Na atak nie był przygotowany, co miał zrobić? Najlepsza w tym wypadku będzie ucieczka. Więc ugiął łapy, uważnie oglądając się na boki. Z każdego krzaka mógł wyskoczyć kot. Trzy, dwa, jeden i...
-K..Kuna?- powiedział zaskoczony. Spodziewał się wszystkiego, patrolu klanu, jakiegoś gromiaka, a nawet dwunoga, ale nie Kuny! Tak dawno się nie widzieli i teraz nagle stoją przed sobą. Postawa Morwy natychmiast się zmieniła. Stanął normalnie, a wyraz jego pyska stał się milszy. Nie potrafił zachowywać się wobec niego chłodno i nieufnie.
-Ja... Uciekłem. Pszepraszam. Miało być inaszej, wiem, ale... To było dla mnie sa trudne. Pszepraszam.- powiedział. Słowa jakby same wypłynęły z jego ust, nie chciał aby jego wytlumaczenia były... Takie. Mógł to zrobić w owiele lepszy sposób, logiczniej. Nie zawsze przeproszenie jest wystarczające...
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Był tu, stał przede mną i nadal mnie pamiętał. Wyglądał trochę inaczej niż te parę księżyców temu ale nic dziwnego. Ja sam trochę się zmieniłem. Niebieskooki urusł, niedużo ale zawsze coś, to było pierwsze co zauważyłem. Następnie w oczy rzuciło mi się zaniedbałe futro i to że kocurek schudł. Nie spodobało mi się to. Mimowolnie mój pysk wykrzywił się delikatnie w grymasie zmartwienia i może delikatnej troski. W końcu to ja gi miałem nauczyć polować i walczyć ale nie zdążyłem. - Ssspokojnie, rozumiem. Nie musssisz przeprassszać - to moja wina, nie dałem ci odpowiedniego wsparcia. dokończyłem w myślach. Mój głos był delikatny, łagodny. Taki sam jak kiedyś, ale Morwa zdawał się zmienić również z charakteru. Przestał się jąkać i mówił o wiele pewniej niż kiedyś, a nawet się nie garbił. Szczerze mówiąc taki Morwa podobał mi się o wiele bardziej, ale z drugiej strony nie był to ten sam Morwa więc może już nie będzie chciał naszej przyjaźni? Nie, to złe myślenie. - Wszystko dobrze? Nie jesteś głodny lub ranny? - zapytałem patrząc w jego niebieskie oczy. Byłem w stanie za polować dla niego tu i teraz a może poduczyć go przy okazji. Wszystko jednak zależało od tego czy tego chciał.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa był głęboko wpatrzony w oczy Kuny. Tak dawno go nie widział... Gdy go zobaczył poczuł coś w stylu tęsknoty. Dlaczego podczas ucieczki o nim nie pomyślał? Glupo zrobił. Nawet go nie powiadomił. A bury na pewno się o niego martwił. W końcu zniknięcie tak bez słowa nie jest codziennością. Szkoda, że dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. Gdy tak patrzył na wojownika, zauważył jego zmartwienie. Nie wiedział dlaczego tamten się martwił. Po tym wszystkim powinien mieć na niego totalnie wyrąbane, przecież zostawił go. Z resztą Morwa nie zdawał sobie sprawy z tego, że wygląda tak... Okropnie. Do tej pory nie zwracał uwagi na swój stan. Może naprawdę jest z nim tak źle?
-Umm... Dopsze...- powiedział zaskoczonym głosem. Czy Kuna naprawdę sądził, że nic się nie stało? Nie udawał przed nim, aby wyjść na miłego? Byli przyjaciółmi i Morwa nie powinien osądzać go o kłamstwo, jednak podczas pobytu na osiedlu spotkał dużo kotów. Teraz spodziewał się wszystkiego i był przygotowany na wszystko. Prawie wszystko. I właśnie miał się o tym przekonać.
-...- otworzył buzię, jednak niemalże natychmiast ją zamknął. To właśnie była rzecz, na którą nie był przygotowany. Przez ten cały czas nikt się o niego nie martwił, na osiedlu jest trochę inaczej niż w klanie. Dbasz tylko o własny tyłek, nikt się tobą nie zainteresuje. Stąd jego reakcja. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Ranny nie był, ale za to był piekielnie głodny. Czy powinien o tym mówić Kunie? Nie chciał martwić go jeszcze bardziej, ale z drugiej strony może dostałby od niego pomoc w polowaniu? Ślina mu ciekła na myśl o zjedzeniu jakiegoś tłustego królika. -Tak, jest w poszątku, nie musisz się martfić- odpowiedział po chwili. Kłamał mu prosto w oczy. No... Połowicznie kłamał, bo ranny nie był. To kolejna rzecz, której się nauczył. Kiedyś by się tego nie odważył, za to teraz? Dlaczego nie.
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Pomimo iż nic nie wiedziałem na temat zniknięcia Morwy o dziwo nie byłem zły. Może dlatego, że przez dość długi czas nie wiedziałem dlaczego go nie było, w końcu im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Chociaż w tym pzypadku niewiedza wywołała strach o przyjaciela. W końcu do dzisiał byłem wręcz przekonany, że Morwa został porwny przez dwunogów, lub co gorsza zabity przez lisa, albo borsuka. Być może nie sądziłem, że to nic takiego, ale jednak nie potrafiłem być zły na niebieskookiego, nawet jeśli zrobił on coś co nomalnie potępiałem. - Jesssteśss pewien, dla mnie to nie problem?- dopytałem się patrząc w oczy niższego. Nie okłamujmy się, on nie wyglądał najlepiej, nawet w porównaniu do mnie, bo nie okłamujmy się, nie byłem tłusty, a wręcz przeciwnie, nawet trochę kościsty. Morwa jednak wyglądał jak kupka nieszczęścia. Na szczęście nie wyczułem od niego zapachu krwii, więc chociaż w przypadku ran był na pewno szczery. - Wiesssz, nie chciabym cię do niczego zmussszać, ale... nie chciałbyśss powrócić do klanu? Powiedzielibyśssmy, że porwał cię dwunożny, lub cośss takiego. Mógłbym zossstać twoim missstrzem - mówiłem cicho, a ostatnie zdanie wręcz wyszeptałem. Nie chciałem przytłoczyć młodszego, może się zmienił, jednak w moich oczach nadal był niepewny i podatny na manipulacje. Pomimo iż wiedziałem, że gdyby nasze kłamstwo wyszło na jaw moja kariera mogłaby się szybko skończyć, być może nawet wygnaniem- w końcu Trzmiela Gwiazda nie należał do łaskawych przywódców z tego co zauważyłem na niektórych cereminiach- byłem w stanie zaryzykować.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa bardzo chciał nauczyć się polować i walczyć, Kuna mógłby mu w tym pomóc, skoro to dla niego nie problem. Te umiejętności przydałyby mu się bardzo. W końcu bez tego nie może żyć. Umarłby z głodu albo rozszarpany przez jakieś dzikie zwierze. Nocą będzie ich tu cała masa, nawet o tym nie pomyślał. Gdzie będzie wtedy uciekać? Kto wie. A więc czemu by nie poprosić przyjaciela o pomoc? Na pewno byłoby mu łatwiej uczyć się z kimś kto potrafi, niż samotnie. Bo w taki sposób może narobić się nawyków, złych nawyków, których będzie mu trudno się pozbyć. Komu to potrzebne?
-Jestem troche głodny, ale to nic. Moszna powiecieć, że jusz sie przysywczaiłem- odpowiedział po dłuższej chwili milczenia. Zupełnie jakby zastanawiał się, czy powiedzieć mu o tym. No bo nie chciał go martwić. Kuna pewnie ma dużo własnych problemów na głowie. -Z resztą nie wiem czy moszesz mi pomagać, w końcu jestem teras samotnikiem- dodał, patrząc w jego oczy. Starał się wyglądać normalnie, nie pokazywać po sobie tego, co teraz czuje. Był jak skała i było to dla niego trudne. Bardzo trudne. Bo w środku pękał z radości, pierwszy raz od dawna był szczęśliwy. Tak na swój sposób.
Propozycja powrotu do klanu sprawiła, że Morwie na ułamek sekundy zrobiło się słabo. Czy tego chciał? Nie. Jednak... Kiedy mówił mu to Kuna, było to bardziej kuszące. Być z nim na zawsze, w klanie. Być bezpiecznym, najedzonym, mieć do kogo otworzyć buzię. To lepsze niż jego dotychczasowe życie.
-Umm... To nawet dobry pomys, tylko... Jeśli Tszmiela Gwiasda dowieciałby sie prawdy, oboje mielibyśmy kłopoty. Mogliby nas nawet wyrzucić. A ja nie chce posbawiać cie tego co masz. Nie chce, żebyś skończył jak ja- powiedział prawie szeptem, patrząc w przestrzeń gdzieś za Kuną. Przez propozycje przyjaciela miał niemałe wątpliwości. Lecz czy takie oszustwo jest warte późniejszych konsekwencji? Gdyby wojownika wyrzucili, byłoby to z winy Morwy. I dopiero wtedy miał by ogromne poczucie winy.
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Wystraczyło, żeby Morwa tylko delikatnie wspomniał, niekoniecznie bezpośrednio o tym, że chciałby mojej pomocy, a ja byłem gotów mu ją zapewnić. Oczywiście na tyle ile mogłem sobie pozwolić. Nie chciałem aby ktoś zauważył, że jestem mniej oddany klanowi niż wcześniej, ponieważ to mogłoby sprawić iż moje pomaganie wyszłoby na jaw, a wtedy oboje nie bylibyśmy mile widziani w okolicach terenów Klanu Gromu. - A nie powinieneś się przyzwyczajać. Ssszczerze mówiąc nie powinienem, ale chcę - mówiąc to spojrzałem na Morwę z troską i może delikatnym smutkiem. Wbrew pozorom często mi się nudziło w Klanie Gromu. Jako wjownik wcale nie miałem tak wiele do roboty. Polowanie i patrolowanie nie zajmowało mi całego dnia, a treningów, ani nauk nie prowadziłem na obecną chwilę. Może w tej chwili w moich oczach i na pysku widoczna była troska jednak w głębi duszy miałem ochotę skakać ze szczęścia. W końcu mój jedyny przyjaciel żyje, co prawda w nie najlepszych warunkach, ale żyje. To zawsze coś. - Jeśssli chcesssz jessstem w ssstanie zaryzykować. Pamiętaj, jeśssli nie chcesssz, nie zmuszam cię - uśmiechnąłem się delikatnie do kocurka. Z jednej strony chciałem mieć Morwę przy sobie w klanie, jednak z drugiej nie chciałem, aby Morwa czuł się źle. Jeśli nie chciałby wrócić do Klanu Gromu to możliwe, że rozważałbym zostanie samotnikiem.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
To, w jaki sposób Kuna był gotów poświęcić się dla Morwy, zadziwiało go. No... Jako samotnik nieczęsto spotykał się z pomocnymi kotami. Raczej każdy radził sobie sam i to było na osiedlu normalne. Może znalazło się kilka mniejszych grup, które sobie pomagały, ale do żadnej nie był się w stanie wcisnąć. W końcu nie potrafił polować, nie chciał być pasożytem. Wydobywanie jedzenia od dwunożnych wydawało mu się o wiele lepszym rozwiązaniem. Ale w końcu przegiął pałę i prawie dał się złapać. No trudno, nie uważał i teraz musi radzić sobie sam. Jak długo pożyje jedząc trawę? Kto wie...
-Nie mam innego wyboru. Nie potrafię polować, a dobsze wiesz, że zwieszyna sama nie pcha się pod łapy. Cięszko znaleść jakieś jedzenie.- odpowiedział. No tak, nie chciał przyzwyczajać się do głodu, ale było to jedyne wyjście. Musiał się to tego zmusić nawet, jeśli tego nie chciał. -Mosze ci sie za to oberwać. Zastanów się, czy warto...- powiedział po chwili namysłu. Z jednej strony chciał przyjąć pomoc Kuny, ale z drugiej... No nie. Nie chciał go tak narażać. I gdyby teraz przed Morwą stał inny kot, na przykład wcześniej spotkana Jaskółczy Śpiew lub Persefona, rozegrał by to inaczej. Przyjąłby pomoc bez wahania, no może troszkę udając skromnego. Ale nie miał do czynienia z żadną obcą mu kotką, a dobrze znanym, starym przyjacielem Kuną. To przy nim stawał się dawnym sobą. W jakimś stopniu...
-Hm...- zamyślił się na krótką chwilę. O czym myślał? O za i przeciw tego planu. No i czy wyjdzie. Niech sobie tylko przypomni... Czy mówił już komuś o tym, dlaczego zniknął? Tak. I niestety nie byle komu... -Spotkałem jusz Szurawine. Powieciałem jej o ucieczce. Jeśli zobaczy mnie w klanie, mosze coś wygadać- jęknął, zerkając na Kunę. Gdyby tylko mógł cofnąć czas...