Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
— Oczywiście. — mruknęła pstrokata kocica, mrużąc nieznacznie zielone ślepia po słowach białej medyczki. Truskawkowa Łapa miała coś, czego Ognistemu Żarowi zdecydowanie brakowało - charakter. Od razu było widać, że mimo wszystko, córka Rydzowego Futra miała w sobie odpowiednie predyspozycje do zostania klanowym medykiem. Nie, to co jej poprzedniczka. Ognisty Żar była porażką i chociaż zielonooka jej nie lubiła, ostatnią rzeczą jakiej by jej życzyła była taka śmierć, na jaką sama się skazała. Cicho żałowała, że nie mogła być na jej pogrzebie i nie dlatego, żeby ją opłakiwać; przez fakt, że sama walczyła o własne życie, ominęło ją za dużo. Przeklęte szczury... Na następne słowa medyczki, Cyprys wzruszyła masywnymi barkami i nie spuszczając spojrzenia z kocicy burknęła chrapliwie. — Nie mój dzień. — nie kłamała. Gdyby spotkanie z Lśniącą Sadzawką wypadło wcześniej, nazwanie jej "dzieciną" nie uderzyłoby w jej ego tak mocno jak teraz, chociaż nie chciała się do tego słownie przyznawać. Nie lubiła zwyczajnie tego, jak ktoś wytykał jej wiek. Ostatecznie jednak kącik jej ust ledwo widocznie drgnął, a sama prychnęła pod nosem cicho i wywróciła ślepiami. — Gdyby było idealne, byłoby nudno. Przyjmij moje szczere przeprosiny, dygnęłabym ci, ale szanuje swój kręgosłup. —już raz to powiedziała. Dziwna, gorzka substancja rozlała się na jej języku - znów coś zdawało o sobie przypominać. Ten jeden, malutki motylek ponownie zjawił się w jej podbrzuszu, jednak kocica zdecydowanym ruchem go zmiażdżyła, nie mając najmniejszej ochoty na wspominki. To przeszłość. Przełknęła ślinę i oblizała delikatnie wargi, poruszając wibrysami. Narastające emocje wcisnęła na same tyły swojego umysłu i w pełni skupiła się na rozmowie z Lśniącą Sadzawką, którą w końcu chciała poznać, aby podświadomie zalepić pewnego rodzaju dziurę we własnym wnętrzu nowym, nic nieznaczącym dla niej imieniem. Bo takie i było teraz to, które przypisywała do swojej mistrzyni. Musiało być. Poszarpane przez łasicę ucho drgnęło w zaciekawieniu, kiedy Lśniąca podłapała temat nieudolności Ciernistego Kwiatu co - bądźmy szczerzy - zadowoliło córę Kwaśnego Pyska. Nic tak nie cieszy jak możliwość plucia jadem na kota, którego się nijak szanuje. Powiedzmy, że stosunek zielonookiej do cienistej medyczki był neutralny, jednak odkąd miała przyjemność przeprowadzić trening Truskawki i porozmawiać ze Szczypiącym Mrozem; jej zdanie uległo zmianie i zgadzało się z tym, które prezentowała teraz jej nowa rozmówczyni. Końcówka ogona wojowniczki drgnęła, a ta prychnęła kpiąco pod nosem. Dobre pytanie. — O ile to w ogóle dało się nazwać treningiem. — rzuciła. — Ciernisty Kwiat w ogóle się na nich nie zjawiała, zostawiając nie tylko Truskawkę, ale i cały klan na lodzie. Co do Szczypiącego Mrozu, rozmawiałam z nim na temat niekompetencji jego mistrzyni, jednak za wiele się nie dowiedziałam oprócz tego, że Ciernisty Kwiat nie opuszcza swojego legowiska. Żałosne. — cóż więcej mogłaby powiedzieć? Zachowanie zaginionej kocicy było i będzie dla niej żałosne. Gdyby Trzmiela Gwiazda od razu poprosił Klan Wichru o pomoc, nie byłoby takiego problemu a grom miałby wyszkolonego medyka. A tak? No cyrk.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Zdarza się najlepszym — odparłam, choć niespecjalnie uważałam to za usprawiedliwienie. Śmiałam wątpić w to, że zachowałaby się inaczej, gdyby miała dobry dzień, aczkolwiek nie mnie to oceniać i zapewne jedynie przodkowie znali odpowiedź. Inna sprawa, że już leży następnej wypowiedzi kocica pokazała, że w istocie posiada ona niewyparzony język i nie potrafi określić, kiedy należy przestać. I co mówić, a czego nie.
— Nie potrzebuję od ciebie nieszczerych przeprosin, ani tym bardziej złośliwości, Cyprysowa Łusko. Nie potrafię jednak poważnie patrzeć na kogoś, kto pragnie być traktowany jak dorosły, nie dając ku temu powodu. Złośliwości zachowaj dla siebie — lub swoich przyjaciół z kociarni. Nie byłyśmy z gromową wojowniczką (o ile faktycznie nią była) przyjaciółkami, by rzucać w siebie ciętymi żarcikami, a kompletnie obcymi kotami. Różniłyśmy się nie tylko klanem, ale także rangą i wiekiem, więc wypadałoby, aby zachowywała się odpowiednio w co najmniej minimalnym stopniu.
— Była kolejnym kotem na nieodpowiednim stanowisku. Wierzę jednak, że teraz będzie lepiej i którykolwiek z klanów nieprędko spotka podobna sytuacja — Truskawkowa Łapa wydawała się być w końcu kotem odpowiednim na swoje stanowisko, podobnie jak Szczypiący Mróz. Klan Rzeki miał za to Medyka i terminatora, więc też powinno być dobrze.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kocica puściła mimo uszu kolejne wytknięcie jej niedojrzałego zachowania. Uważała się jednak za kotkę dojrzałą i na odpowiednim miejscu, a opinia kocicy, nawet na nieco wyższym stanowisku, była dla niej naprawdę mało istotna. Popełniła błąd, zwracając się do Lśniącej Sadzawki z nieco większym luzem, i nie zamierzała go już popełniać. Cóż, najwyraźniej biała kocica przyzwyczaiła się do przepełnionych pustym szacunkiem konwersacji z nią, opierających się jedynie na pełnych wdzięczności słowach wychwalających jej rangę. Istniała też możliwość, że zwyczajnie i na"chwilowej przerwie" nie wyzbywała się niepotrzebnego kija w swoim zadzie, przypominając wszem i wobec, że jest przecież medyczką, która szkoli bla bla bla. Fakt, że to własnie ona wyszkoliła medyka Klanu Cienia, szkoliła i tego Gromu oraz sama wzięła na swój bark i dwójkę podlotków z własnego, nie robił na pstrokatej zbyt wielkiego wrażenia. Ambicje posiadał każdy kot, a to czy je przelewał to już jego indywidualna sprawa. Swoją wdzięczność co do przejęcia treningu Truskawki już oznajmiła i tyle się od niej Lśniącej należało. Jeżeli bardzo chciała być wspaniałą sylwetką medyczki w oczach każdego kota - proszę bardzo. Połamane wibrysy zielonookiej drgnęły więc nieznacznie, a na pysku pojawiła się chłodna obojętność, która była tam od samego początku, jedynie co jakiś czas była mącona przez przebłyski krzywego, kąśliwego uśmiechu. Przez chwile brakowało jej wymiany zdań z Żubrzym Gardłem, teraz jednak dojrzała jak bardzo słaba stała się przez tę znajomość. Jak żałośnie szukała podobnej rozrywki u innych kotów. Zacisnęła mocniej szczęki i raz a porządnie zepchnęła ów potrzeby głęboko w czeluści swojego wnętrza. Przecież gardziła słabością i nie zamierzała jej już okazywać. Nie robiła tego dlatego, że Lśniąca Sadzawka widziała w niej terminatorkę o ciętym języku, robiła to tylko i wyłącznie dla siebie. Jak tylko uporała się z częścią wewnętrznego bałaganu, miażdżąc w sobie potrzebę przyjaznych docinek, skupiła się na obranym temacie - Ciernisty Kwiat. Kolejny kot na nieodpowiednim stanowisku. Owszem. — Oby. Od razu widać, że Truskawkowa Łapa się do tego nadaje i na pewno nie ugnie się od kilku krzywych spojrzeń czy ostrzejszych słów jak jej poprzedniczka. — ostatnie słowa prawie wypluła. Naprawdę, nie mogła uwierzyć, że Ognisty Żar dala się tak łatwo zmieść z planszy przez Sasankę. Buro-biała wnuczka Trzmielej Gwiazdy miała cięty język, jednak...Gwiezdny Klanie, szylkretka była medyczką, która powinna odpowiednio huknąć na terminatorkę. Swoją drogą Cyprys dojrzała jej dziwne zachowanie przy trupie Rumiankowego Listka i nie mogła pojąć dlaczego tak długo ów kotka w ogóle nazywała się medyczką, skoro była w stanie rozkleić się nad jakimś pierwszym lepszym truchłem. — A więc jej medyczny trening jest już w ostatnich etapach, jak rozumiem, Lśniąca Sadzawko?
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Truskawkowa Łapa lepiej się prezentuje. Jest inteligentna i nie brakuje jej pokory. Tego brakowało Ognistemu Żarowi. Osobiście przekazałam jej, by uważała, bo klan może nie być do niej przychylnie nastawiony z początku. Powiedziałam jej, by nie pozwoliła na to, by jej kark się ugiął, bo może być jej ciężko na co otrzymałam odpowiedź, że być może powinnam przestać piastować rangę Medyka, skoro tak narzekam. Obie wiemy, gdzie jej lekceważące podejście ją zaprowadziło. Truskawkowa Łapa jest ponad to — odpowiedziałam, przyznając wojowniczce rację. Między Truskawkową Łapą, a Ognistym Żarem była ogromna przepaść, pomimo tego, że obie były dość młode. Poprzedniczka obecnej terminatorki Medyka nie sięgała Truskawce do pięt i to był w stanie stwierdzić każdy, kto miał choćby przez chwilę do czynienia z obiema tymi kocicami.
— Owszem. Lada dzień będzie gotowa na wyprawę.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
- Świetnie. - mruknęła spokojnie pod nosem i delikatnie skinęła głową. Klan Gromu potrzebował stabilizacji - a więc i pełnoprawnego medyka, a najlepiej i równie szybko jakiegoś terminatora, który byłby pewnego rodzaju zabezpieczeniem na najbliższe księżyce. Oczywiście wybór odpowiedniej jednostki zależał od Truskawki, w której osąd w tym temacie Cyprys nie wątpiła. Tak jak wcześniej mówiła Lśniąca Sadzawka porównując białą córkę Rydzowego Futra do Ognistego Żaru; była ponad jej niekompetencje i lekceważenie danych rad. Pstrokata kocica nie mogła się powstrzymać od cichego, kpiącego prychnięcia po usłyszeniu informacji, że Ognisty Żar oprócz słabości przejawiała również i pyszne przekonanie o własnej "sile" i pewnie też swojego rodzaju niezniszczalności psychicznej. Oh, jak się pomyliła. Cyprys również miała dość nieciekawą historię z odkrywaniem tego, że każdy kot ma swoje słabości i nie jest niezniszczalny. Widoczna na jej gardle nawet mimo puchatej kryzy blizna była znakomitą pamiątką tamtej sytuacji, dzięki której kocica wyciągnęła kilka ważnych wniosków. - Truskawkowa Łapa ma charakter, dzięki któremu nie ugnie karku przed byle kim. A tego brakowało Ognistemu Żarowi, bo sama odsłaniała się przez Sasanką, zamiast odpowiednio dosadnie pokazać, kto jest wyższy rangą i doświadczeniem. Była na to za słaba i nie miała przebicia. Nigdzie. - oświadczyła szczerze. Nie znała przeszłości szylkretowej kocicy i jeżeli naprawdę mogła być ona trudna; należało wyciągnąć wnioski a nie beczeć i ostatecznie kończyć w tak żałosny sposób jak bycie zwyczajnie zarzyganymi zwłokami na własne życzenie. Ohydna i niehonorowa śmierć. Na samą myśl o tym kocica się skrzywiła i wypuściła świszcząco powietrze przez nozdrza. - Już nawet nie mówię o tym, że i leczenie szło jej kiepsko.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Co sprawiło, że Ognisty Żar wykopała sobie własny grób? Jeśli nie jest to żadna tajemnica, rzecz jasna — zapytałam, z czystej ciekawości. Obiło mi się o uszy, że maczała w tym palce terminatorka, zapewne wspomniana przez Cyprysową Łuskę Sasanka, jednakże zastanawiało mnie, cóż takiego musiała jej powiedzieć, że dorosła, w pełni wyszkolona medyczka posłała się do piachu. Cóż takiego zostało powiedziane, jak ostrych słów musiała użyć rzeczona terminatorka, by doprowadzić kota piastującego jedną z najważniejszych rang w klanie do takiego stanu, że wpycha on sobie jagody cisu do gardła z pełną premedytacją. To rodzi kolejne pytania - co czuła wtedy Ognisty Żar? Czy poczuła wstyd i zażenowanie samą sobą, że pozwoliła na doprowadzenie się do takiego stanu? Czy pamiętała, że ją przed tym ostrzegałam? Miałam nadzieję. Bo sama była sobie winna tego, co się stało. Zasłużyła na to.
— Co masz przez to na myśli? — zapytałam. Czy oznaczało to, że kocica po prostu notorycznie nie radziła sobie z najprostszymi chorobami, czy po prostu nie wyszło jej coś raz?
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Wiele kotów pewnie plotkowało o tym co tak naprawdę było przyczyną śmierci gromowej medyczki. Czy naprawdę dała się pokonać terminatorce? A może o ona wepchnęła jej jagody cisu, przez co została wygnana? Dlaczego to wszystko pociągnęło za sobą i Łani Krok, oraz w jakimś stopniu Trzmielą Gwiazdę bo po tamtym wydarzeniu trochę urody mu ubyło. Na pewno prawda nie była owiana tajemnicą - bo została podana publicznie, po prostu bez szczegółów, które...Cóż, nie były potrzebne przeciętnemu pożeraczowi myszy. Jednak skoro Lśniąca Sadzawka zapytała, a i tak już sobie we dwie jawnie pluły jadem na zmarłą Ognisty Żar to...Czemu tez nie powiedzieć co się wiedziało? - Sasanka na każdym kroku wypominała jej niekompetencje i śmieci kotów, których Ognisty Żar nie zdołała wyleczyć, czy coś takiego. W ten sposób wiele kotów przestało ufać własnej medyczce, a jej renoma została zachwiana. Ataki były bolesne i dobitne, a ona nie umiała ich skutecznie odeprzeć ani sobie z nimi poradzić. - wzruszyła barkami. Brzmiało to smutno i tragicznie, jednak na kocicy nie robiło to wielkiego wrażenia. Szczegóły o tym, że po śmierci Rumiankowego Listka Ognistemu Żarowi kompletnie odbiło i wepchnęła sobie cis do gardła - kocica zataiła, bo ie była tego pewna, chociaż widziała na własne oczy dziwne zachowanie szylkretki. Miała ciągle z tyłu głowy aby zapytać o to Malinę, ale...Jakoś nie było okazji. - Zwykłe przeziębienie leczyła u mnie kilka księżyców. A jak już podobno mnie wyleczyła, dzień po własnej ceremonii i kilka wschodów słońca po opuszczeniu lecznicy znów zachorowałam. - odparła, marszcząc nos na nieprzyjemne wspomnienie z wcześniejszych księżyców. Oczywiście, mógł być o zwykły pech i zrządzenie losu, jednak Cyprys miała jej to za złe do teraz. A, że już powiedziała A to i powie B.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Parsknęłam jedynie na odpowiedź Cyprysowej Łuski. To było... doprawdy zabawne. Ognisty Żar była bezczelna i emanowała aż zbytnią pewnością siebie, by potem, jak się okazało, skończyć ze sobą przez swoją własną niekompetencję, która była jej wypominana. Oczywiście, zdawałam sobie sprawę z tego, że czasem kotu nie dało się pomóc i jego śmierć była nieunikniona, jak najbardziej, jednakże klan należało sobie wychować, aby to zrozumiał. Najwidoczniej leżąca już pod ziemią kocica nie potrafiła tego zrobić, a ilość jej sukcesów była zdecydowanie mniejsza od ilości porażek, skoro klan przestał jej ufać i nie potrafiła nic z tym zrobić. Albo nie była w stanie, bo wolała sobie wepchnąć cis do gardła, niż pokazać wszystkim, na co ją stać. Żenujące.
Dziwiło mnie tylko to, że klan Gromu tak ochoczo dzielił się tą informacją z innymi, że tak chętnie przyznawali się do błędu. Nie pamiętam, czy informowaliśmy jakikolwiek klan o zniknięciu Szałwii, nim osobiście nie prosiłam o zajęcie się moim treningiem kolejno Malinowych Chaszczy, a potem Łososiowej Łuski, a i wtedy nie zdradzałam żadnych szczegółów, ale cóż... najwidoczniej gromiacy nie mieli z tym problemu.
— Nikt nie sprawdzał poziomu jej wiedzy? Dano jej dostęp do składzika i pozwolono się bawić, jak dwuksiężycowemu kocięciu, które nie wie co do czego służy? — zapytałam, choć było to bardziej pytanie retoryczne, o nieco kpiącym wydźwięku. Skoro byłą medyczkę przerastało wyleczenie zwykłego przeziębienia, to faktycznie, daleko jej było do poziomu chociażby terminatora. Najzwyczajniej nie zasłużyła na swoją rangę.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Prychnięcie Lśniącej Sadzawki było naprawdę przyjemne i utwierdziło Cyprys w przekonaniu, że to nie było tylko jednostronne plucie jadem w stronę zmarłej medyczki, która - jak tu wyszło - w ogóle nią nie powinna być. Była słaba i pyszna, a do tego kompletnie nie znała się na tym, co powinna mieć przecież w małym paluszku. Po prychnięciu białej medyczki, dało się usłyszeć parsknięcie Cyprys na pytanie retoryczne zadane przez Lśniącą Sadzawkę, które idealnie podsumowało stan wiedzy Ognistego Żaru. Córa Kwaśnego Pyska czasem naprawdę zastanawiała się jakim cudem kocica jej pokroju otrzymała imię medyka i ukończyła trening z tak marną wiedzą. Oczywiście, fakt, że Cyprys zachorowała w tak krótkim czasie mógł być zwykłym przypadkiem, jednak zwalenie tego na Ognisty Żar było o wiele przyjemniejsze niż założenie, że to może z jej systemem odpornościowym jest coś nie tak. Patrząc na to ILE czasu spędziła w lecznicy pod okiem nieudolnej medyczki, wszystko było możliwe. - Najwyraźniej! - prychnęła złośliwie i zmarszczyła grzbiet nosa. - Żałosnym było obserwować jak kolejny księżyc karmi mnie tymi samymi zielskami, które dawały tyle co nic. Jej nieudolne próby zabawy w medyka kosztowały mnie zmarnowane księżyce. Teraz przynajmniej Truskawkowa Łapa będzie wiedziała co robić i możliwie uniknie tego typu sytuacji. - w tym momencie Cyprysowa Łuska zawiesiła znaczące spojrzenie na pysku Lśniącej Sadzawki. Nie wydawała się głupia, a że szkoliła jeszcze Szczypiący Mróz, który również miał coś we łbie, oznaczało to jedno; Klan Wichru miał kogo szanować na tym stanowisku, tak jak teraz zresztą i Cień czy Grom. Po cichu Cyprys cieszyła się nawet, że Ciernisty Kwiat zaginęła. Gdyby w dalszym ciągu trenowała Truskawkę na medyka, Grom chyba przez następny obieg pór borykałby się z jego brakiem, a później ponownie kulał, bo medyk byłby niekompetentny bądź posiadałby jakąś upośledzoną wersje podstawowej wiedzy. Srebrzysto-miodowa córa Kwaśnego Pyska wypuściła powietrze przez nozdrza i pozwoliła, aby jej ogon zafalował i uderzył o ziemię z głuchym pacnięciem. - W Klanie Wichru za to spokój i sielanka cały czas, hm? - mruknęła, zmieniając temat, a po chwili coś jej się przypomniało. - Porywista Gwiazda odnajduje się w roli przywódcy? Poznałam go jak jeszcze był wojownikiem, wydawał się rozsądnym kotem.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Z całym szacunkiem do Malinowych Chaszczy - przez pewien czas prowadziła mój trening i wydawała się być całkiem rozsądną kocicą, ale wydaje mi się, że kot, który już od pewnego czasu nie pełni funkcji Medyka, nie powinien szkolić terminatora. Gdyby Ognisty Żar od początku trenowała pod okiem prawdziwe Medyka, być może wyrosłaby na kogoś innego, lepszego. Łososiowa Łuska wtedy jeszcze żył, jeśli mnie pamięć nie myli — stwierdziłam, tak na zakończenie. Kto wie, może to nie była wina Malinowych Chaszczy, że Ognisty Żar była chodzącą porażką, a może jakoś się do tego przyczyniła. Z tego co pamiętam, niesłusznie została odsunięta od swojej rangi przez Gwieździstą Ścieżkę, ale, kto wie, może prawda była nieco inna? Niegdyś byłam głupia i naiwna, wierzyłam we wszystko, co mi się mówiło. Może teraz nieco inaczej podeszłabym do sprawy, słysząc wersję wydarzeń niebieskiej kocicy? Może. Ale to nie miało już znaczenia. To nie był mój problem, a klanu Gromu.
— Poza ostatnim... przewrotem we władzy nie dzieje się u nas nic ciekawego, to prawda — przyznałam, pomijając temat mojego głupiego wybryku i wybuchu Zaśnieżonej Ścieżki podczas ceremonii, choć wizja obgadywania tej białej wywłoki była iście kusząca. Uznałam jednak, że mogłoby to źle wpłynąć na wizerunek klanu Wichru, więc zaniechałam tego pomysłu. Może kiedyś. — Miał dobry wzorzec. Malinowy Nos jest jego matką. Wydaje się być równie rozsądny co ona, choć zdecydowanie brakuje mu doświadczenia, które nabędzie z wiekiem. Do tego czasu ma przy sobie koty, u których może zasięgnąć rady, jak na przykład Sokoli Cień, który, pomimo rezygnacji ze stanowiska, sercem cały czas wydaje się być zastępcą i tylko czeka, aż będzie mógł pomóc.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Zielone, chłodne ślepia wojowniczki nieznacznie się zmrużyły, jednak ani drgnęła wsłuchując się w słowa Lśniącej Sadzawki co do Malinowych Chaszczy. Nie sądziła, że niebieska kocica zawiniła w szkoleniu Ognistego Żaru. Ta sama kocica przecież uratowała jej życie, a nie klanowa medyczka o ironio. Na koniec wypowiedzi białej meczyki końcówka ogona wojowniczki drgnęła a sama wypuściła powietrze przez nozdrza nieco się krzywiąc i przekręcając łeb. - Z tego co mi powiedziałaś, Ognisty Żar była zarozumiała i przekonana o własnej sile psychicznej której nie miała. Nie sądzę, aby Łososiowa Łuska nauczył jej pokory, ani żaden inny medyk. Tak jak z nie każdego terminatora da się zrobić wojownika, chociażby mistrz stawał na wąsach by to się udało. Malinowe Chaszcze uratowała mi życie, nie Ognisty Żar. Nie wiem jak szkoliła ją kiedyś, jednak gdybym miała wypowiedzieć się z tym, co wiem o niej teraz; nie oskarżyłabym jej o stworzenie z Ognistego Żaru porażki. Sama sobie to zrobiła i skończyła jak skończyła. - jej głos był o dziwo spokojny. Sama również wyraziła swoją opinię, która poniekąd broniła Malinowych Chaszczy ponieważ Cyprys nie tylko zawdzięczała kocicy życie, ale i prywatnie darzyła sympatią. Tak więc sama zakończyła temat martwej już szylkretowej medyczki, a na dowód zamknięcia tego tematu trzepnęła lekko wyszczerbionym uchem skupiając się już na poruszonym później, nowym temacie odnośnie klanu Wichru i kadrowych zmian. A że jedno z imion było jej znajome, zapytała. Porywista Gwiazda wypadł przed nią całkiem znośnie, więc nic nie zaszkodziło podpytać jak tam mu się powodzi w roli przywódcy. Słysząc, że rudy kocur jest synem Malinowej Gwiazdy, brew kocicy lekko uniosła się w górę w zaskoczeniu. W sumie - nie spodziewała się tego. Skinęła powoli łbem. - Faktycznie, dobry wzorzec. - przyznała krótko i poruszyła uszami w lekkim zaciekawieniu. - To dobrze. Nie powiem, byłam zaskoczona usłyszeniem, że kot, który nie był wcześniej dłuższy czas zastępcą został od razu przywódcą. Jednak przyznam ci racje, doświadczenie przyjdzie z czasem a skoro ma koty, które mogą mu pomóc, nie jest źle. - wzruszyła lekko barkami. Sama jednak wolałaby trochę pobyć zastępcą i obeznać się w temacie nim spadnie na nią większa odpowiedzialność. Pomijając fakt, że nie posiadała tego typu...ambicji. Władza w Gromie trzymała się stabilnie, więc na razie nie czuła zagrożenia awansem. - O stołek medyka też w waszym klanie nie ma co się bać. - rzuciła nagle z lekkim, drapieżnym uśmiechem. - Szkolisz sobie aż dwójkę następców. Skąd ten pomysł, jeżeli możesz uchylić rąbka tajemnicy. - informacja za informacje, Lśniąca Sadzawko.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Być może masz rację. Zastanawiam się tylko, dlaczego nikt wcześniej nie zauważył, że Ognisty Żar nie była kotem odpowiednim na to stanowisko. Nie tylko pod względem umiejętności, ale i osobowości. Możliwe, że na treningu się kryła, aczkolwiek biorąc pod uwagę fakt, że nie należała do najmądrzejszych, ciężko mi uwierzyć w to, że robiła to tak bezbłędnie — rzuciłam tak na zakończenie, także będąc za urwaniem tego tematu. Fekaliów nie było co tykać, temat nieudolnej Ognisty Żar został wyczerpany, pora przejść dalej, choć przyznać, że całkiem przyjemnie było z kimś o tym porozmawiać. Zwłaszcza z kimś o podobnym zdaniu. W klanie Wichru nikt nie poznał szylkretowej pokraki, więc nie miałam z kim o tym porozmawiać. Miło było w końcu to z siebie wyrzucić.
— Nikt się tego nie spodziewał. Wierzę jednak, że Malinowy Nos wiedziała co robi. Była dobrym przywódcą przez wiele księżyców. Nie zrobiłaby nic, co zaszkodziłoby klanowi — odparłam, mając co do tego więcej niż pewność. Malinowa Gwiazda była kotem, który sprzeciwił się woli Gwiezdnych, kierując się dobrem klanu. Nie wybrałaby więc na przywódcę kogoś, kto sobie nie poradzi, kto nie podobał. Kto skończy jak Szałwia.
— Kierowało mną doświadczenie, Cyprysowa Łusko. Nie będę żyć wiecznie, klan potrzebuje kogoś, kto mnie zastąpi, nawet jeśli nie spieszy mi się do umierania. Koty jednakże zawodzą, znikają, giną. Wybrałam dwóch terminatorów na wypadek, gdyby jednemu coś się stało, co nie jest niemożliwe - Ciernisty Kwiat straciła swoją terminatorkę chwilę po jej mianowaniu na Pomocnika. W klanie zawsze powinien być ktoś, kto będzie w stanie mnie zastąpić. Mój mistrz zniknął nim zaczął mój trening. Mając dziesięć księżyców i zerową wiedzę medyczną, byłam odpowiedzialna za zdrowie całego klanu. Ogromna odpowiedzialność spadła na moje barki, nim zdołałam się do tego przygotować i nie pozwolę, by klan znowu spotkało coś podobnego — wytłumaczyłam swój wybór, nie mając z tym najmniejszego problemu. Nie było to żadną tajemnicą, zaginięcie Szałwii w pewnym momencie zostało ogłoszone wszystkim klanom, mój trening prowadził Medyk innego klanu, nawet dwóch. Zresztą, mała lekcja historii dobrze zrobi Cyprysowej Łusce. — Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
- Nie wiem, Lśniąca Sadzawko. - mruknęła i wzruszyła barkami, a jej ogon nieco się uniósł i z cichym trzaśnięciem uderzył o ziemię. - Teraz jednak wiadomo jakie koty nie powinny zasiadać na tym stanowisku w moim klanie. Dostaliśmy nauczkę i wyciągnęliśmy wnioski, więcej taka sytuacja nie nastąpi. Truskawkowa Łapa na pewno nie odstawi podobnego numeru. - i tym samym już definitywnie zamknęła temat gromowych medyków. Sama zastanawiała się kto pozwolił aby Ognisty Żar rządziła lecznicą, jednak mimo niechęci a może nawet i kpiny, była to kotka na wyższym stanowisku od Cyprys i kultura oraz jakikolwiek szacunek zobowiązywał do niepodważania decyzji z wyżej. Cicho liczyła, że Malinowe Chaszcze nie miała nic wspólnego ze złym przygotowaniem szylkretowej kocicy, a jeżeli tak - sama dostała nauczkę w postaci tego co też porobiło się z córką Skaczącej Żaby jak zielonooka dobrze kojarzyła. Mając ten temat za sobą, srebrzysto-miodowa nieco się rozluźniła, chociaż dalej zdawała się być w gotowości. Jednak do czego? To już tylko ona wie. - Nie wątpię. - odparła i skinęła masywnym łbem, a jej wibrysy drgnęły. Malinowy Nos była przywódczynią kiedy Cyprys się rodziła i też wtedy kiedy rozpoczynała trening. Mogła się tylko domyślać, że taka nagła i drastyczna zmiana obu kotów na wysokich stanowiskach musiała być dla wielu Wichrzaków...nieco problematyczna? Dziwna? Może nawet niekomfortowa? Ona przywykła do zmian zastępców, jednak gdyby Trzmiela Gwiazda zrezygnował, a Żubr stała się Żubrzą Gwiazdą, pewnie trochę czasu by jej zajęło nim by się przestawiła, że tęgiego przywódcy już nie ma a zamiast jego głosu budzić i wołać na cerki będzie ją ten skrzekliwy, należący do jego córki. Wtedy też Lśniąca Sadzawka uraczyła kocicę długą i rozbudowaną odpowiedzią na co końcówka ogona wojowniczki drgnęła w szczerym zainteresowaniu. Słuchała uważnie, chcąc zapamiętać i wyłapać najważniejsze szczegóły a im dłużej biała medyczka opowiadała zdradzając jakieś fakty z własnej przeszłości tym bardziej zielonooka córa Kwaśnego Pyska była...pod wrażeniem? Może nie aż tak odważnie, ale na pewno poczuła odrobinę respektu w kierunku swojej rozmówczyni. Wyszło więc na to, że w dość młodym wieku spadł na nią ogrom ciężkich obowiązków a jednak podołała i siedziała tu, przy Czterech Dębach jako Wichrowa medyczka o której mowa na treningach. - Jak najbardziej, Lśniąca Sadzawko. - mruknęła z krzywym uśmiechem, który był nieco przyjaźniejszy, po czym odchrząknęła chcąc pozbyć się chrypy i ponownie się odezwała. - Jestem pod wrażeniem twojej determinacji. Nic dziwnego, że podporządkowałaś sobie klan. Miałaś mnóstwo czasu aby pokazać, że nie dasz się łatwo złamać. Oby twoi następcy mieli podobną siłę co ty. - i wtedy lekko pochyliła przed nią łeb, aby po chwili znów się wyprostować i nieco nim poruszyć, układając bokobrody i bujną kryzę. No proszę, a jednak w kocicy było coś więcej niż tylko medyczka. Nagle kocica cicho prychnęła i jej pysk wykrzywił się w grymasie, który pewnie miał być uśmiechem. Jednak...ten był bardziej Cyprysowy. Koślawy i ostrzejszy. - A więc Wichrzacy nie są tacy miałcy jak myślałam. - zażartowała.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Początki były ciężkie. Dziesięć księżyców to jeszcze dziecko. Mało kto traktował mnie poważnie, a i ja niespecjalnie dawałam komukolwiek powód ku temu, by mnie szanować. Później było lepiej. — Odpowiedziałam. Nie ustawiłam sobie klanu od początku piastowania swojej rangi, było to niemożliwe. Takie rzeczy wymagały czasu. W końcu jednak udało mi się wprowadzić wśród klanu dyscyplinę i zasady, które narzuciłam względem Lecznicy w większości są przestrzegane, choć musiało minąć wiele księżyców, nim matki zaczęły pilnować swoje smarki.
— Zarówno Olchowa Łapa, jak i Krwawnikowa Łapa są silni i nie ugną karku tak łatwo. Zdaję sobie sprawę z tego, że mało kto byłby tak zdeterminowany jak ja, ale staram się ich przygotować na wszystko. — Dodałam. Nie było drugiego kota jak ja, nie było drugiego kota tak zdeterminowanego, by wszystkim coś udowodnić i pokazać na co go stać, ale mimo wszystko starałam się przygotować dwóch moich terminatorów jak najlepiej do swojej roli i wyrobić w nich jak najlepsze zachowania i nawyki.
— Niektórzy pewnie są. W każdym klanie znajdzie się czarna owca — a Wichrze nawet kilka. Spieniona Łapa, Dynia, Iskra, Zaśnieżona Ścieżka. Pocieszający był fakt, że zapewne nie byli jedyni w swoim rodzaju i każdy klan miał podobne zakały u siebie, kiedyś lub obecnie.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Cyprys zaczęła się nawet zastanawiać, czy gdyby była na miejscu Wichrzaków w tamtym momencie to czy brałaby na poważnie 10 księżycową medyczkę bez odpowiedniego szkolenia. Odpowiedź była oczywista - nie. Na pewno nie byłaby do końca ufna, a może nawet nie szczędziłaby kocicy złośliwych docinek. Tak by było na początku, bo jeżeli Lśniąca Sadzawka całe życie miała podobny charakter jaki sprezentowała jej teraz; być może nawet by się dogadały mimo - cóż - trudnego w obyciu charakteru szylkretowej wojowniczki. Nie powiedziała więc nic na pierwsze słowa białej medyczki, nie widząc sensu aby jeszcze coś do tego dodawać. Początki są trudne, tyle w temacie. - Brak im podobnych okoliczności, jednak wierzę, że nie wybrałabyś byle kogo na swojego zastępce. - mruknęła. Rozmawiały jakiś czas, a z tej wymiany zdań z łatwością szło wyciągnąć, że kocica nie wzięłaby pierwszego, lepszego łamagi do lecznicy. Kłóciłoby się to z jej charakterem, który wyraźnie zarysowała. Ambicje kocicy co do przygotowania Olchowej i Krwawnikowej łapy do możliwie wszystkiego były kierowane dobrem klanu. Tak jak powiedziała - medyka może zabraknąć i klan nagle staje się odsłonięty na możliwy atak bądź wybuch jakiejś epidemii. To cud, że Klan Gromu przez tak długi czas szkolenia Truskawki nie miał większych problemów z chorującymi bądź umierającymi kotami. Malonowe Chaszcze trzymała łapę na pulsie opiekując się lecznicą, i co za to teraz miała? Chyba tylko puste uśmiechy co poniektórych kotów. Nic więcej. Więc co to za poświęcenie jak nie dostaje się nic w zamian? Do tego jeszcze niebieska mogła uchodzić za poniekąd winną stoczenia Ognistego Żaru. Chociaż tyle dobrego, że możliwie Cyprys wybiła takie wnioski z głowy Lśniącej Sadzawki. Oby, bo w jej mniemaniu to nie była wina Malinowych Chaszczy. - I to nie jedna - prychnęła kocica marszcząc grzbiet nosa. Mogłaby wymieniać w nieskończoność na ile takich owieczek natrafiła, a co przerażające - chodziło tu jedynie o tę część kotów, które znała. Ile jeszcze takich skończonych idiotów pałęta się po terenach klanów? Chyba wolałaby nie wiedzieć. - Jednak bez takich kotów nie dałoby się wyłonić tych lepszych i bardziej wartościowych dla klanu. Koty niskich lotów są poniekąd potrzebne.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life